Biała (XIX)

with 8 komentarzy

Biała 1 opowiadanie przygodowe sf z dużą dawką erotykiWybaczcie przerwę, ale mam remont w chacie 😀
Folia malarska, wszystko poprzestawiane. Idzie jednak ku dobremu, więc cieszę się, że w końcu będę miała skończone mieszkanie. Może w tym roku już, może w połowie następnego.
Wiecie, tak przyzwyczaiłam się do tymczasowości wynajmowanych mieszkań, że aż dziwnie czuję się teraz wiedząc, że to moje własne cztery kąty są. No może jeszcze nie całkiem moje, ale na spółę z bankiem 😉
Jeśli dobrze pójdzie, to nawet biurka się dorobię 😀

- Cześć – wydukał posiadacz długich rzęs, które niesprawiedliwością losu przypadły osobnikowi płci męskiej. – Tego, że weźmiesz mnie na muszkę, w życiu bym nie wymyślił. Gdybym się nie znał na broni, pewnie srałbym teraz w majtki.
- A tak nie robi ona na tobie wrażenia? – wychrypiałam.

Nie używane od wielu godzin struny głosowe nie działały w pełni sprawnie. Odchrząknęłam, przełknęłam. Broni nie opuściłam.

- Wiesz, żeby strzelić, trzeba najpierw odbezpieczyć pistolet – mruknął, pobłażliwy uśmiech błąkał mu się po ustach.
- Co ty nie powiesz? – Wkurzył mnie pewnością siebie.
- To może przestań już do mnie celować, bo jeszcze krzywdę sobie zrobisz. – Uniósł dłoń, palcem ręki przesunął lufę w bok. – Szukasz grupy dla siebie, czy pomocy?

Rzeczowe pytanie, podwójnie niecelne.

- Szukam brata – odparłam zgodnie z prawdą. – Tomek. Wysoki, napakowany, łysy, pomarszczona skóra czaszki, tatuaż na piersi.
- A ty jesteś kto? – Najwyraźniej nie zamierzał udzielić mi odpowiedzi, bez wyciągnięcia informacji ze mnie. – Była dziewczyna, która w ramach bezkarności obecnego systemu postanowiła go kropnąć? – zakpił, ja denerwowałam się coraz bardziej.
- Kropnąć to ja mogę za chwilę ciebie. – wycedziłam przez zaciśnięte zęby. – Jest tutaj ktoś taki? To mój brat.

Wyglądało na to, że chłopak bawił się przednio. Parsknął, odwrócił się i skierował ku schodom prowadzącym na piętro.

- Idziesz? – Zniecierpliwił się, może znudziłam go po prostu. – Sama stwierdzisz, czy jest twój brat. Każdy tutaj ma tatuaż.

Westchnęłam, by dodać sobie odwagi i ruszyłam w ślad za nim.
Bałam się kilku rzeczy.
Tego, że nie zobaczę za chwilę Tomka. Tego również, że to ludzi należało obawiać się teraz najbardziej. Miałam wkroczyć w obce towarzystwo. Nie wiedziałam, czy pokojowo nastawione do obcych, czy wręcz przeciwnie. Logika nakazywała, by szanować każde istnienie ludzkie, ale czy ci tutaj myśleli logicznie?

- Ewka jestem. – Przedstawiłam się, choć nie czułam potrzeby bliższego poznania chłopaka. Wolałam jednak nawiązać z nim jakiekolwiek relacje choćby po to, by znać go chociaż z imienia. Takie złudzenie bezpieczeństwa.

Szłam za nim niepewnie, słysząc szum krwi w uszach, czując jak mocno bije mi serce. Nasłuchiwałam dźwięków, które powinny dobiec z góry.
Ile osób tam zastanę? Czy mnie polubią, a przynajmniej zaakceptują?
Rozpoznałam męski głos, później kolejny i jeszcze jeden. Stonowana rozmowa, bez agresji. Uspokoiło mnie to odrobinę. Będzie dobrze, byle był tam Tomek.
Szczyt schodów i w końcu sala wyłaniająca się ponad górnym podestem. Serce waliło mi już teraz, niczym młot.
Pomieszczenie wyglądało, jak poczekalnia. Kanapy, stoliczki, spore okno i wpadające przez nie światło dzienne.
Dwóch siedzących najbliżej chłopaków przerwało rozmowę. Ich spojrzenia skierowały się na mnie. Porzuciłam ich zaciekawione spojrzenia, przeskakując po kolejnych twarzach. Ruch gałką oczną w bok i spadek poziomu nadziei w sercu. Znów przesunięcie spojrzenia i coraz ciemniejsza rozpacz, oblepiająca serce i umysł.
Nie ma go tutaj! Kilkunastu mężczyzn, większość postawnych, niektórzy „napakowani”. Niestety nie ma Tomka.
Cała wyprawa okazała bezcelowa. Teraz jeszcze doszła do głosu obawa, że panowie nie będą chcieli, bym poszła sobie wolno. Zobaczyłam to w oczach jednego z nich. Zawisłam w jego spojrzeniu, które zlustrowało mnie uważnie od stóp do głów i z powrotem.
Jak kiełbaskę wiszącą na haczyku w masarni, lub ciastko w witrynie cukierniczej.

- Cześć. – Uniosłam dłoń. W głupawym powitaniu pomachałam nią do siedzących. – Jestem Ewka. Szukam brata Tomka, ale go tutaj nie widzę. Będę więc spadała i dalej szukała.

Zaśmiałam się drętwo. Odpowiedziało mi milczenie i bezruch zebranych w pomieszczeniu. Wiedziałam, że uśmiech nie dotarł mi do oczu. Nie mógł, byłam coraz bardziej przerażona.
Ja głupia, naiwna. Sami faceci, ja jako jedyna kobieta. Wyłącznie obce twarze i ten bezruch. Niczym przyczajone drapieżniki. A ja co? Ofiara?
Nie podobała mi się ta wizja. Bardzo mi się nie podobała!
Zaczęłam się wycofywać rakiem. Krok w tył i kolejny. Odprowadzana uważnym spojrzeniem kilku osób.

- Co? – Rzucił ten, który mnie tutaj przyprowadził, a którego miałam przez chwilę na muszce nieodbezpieczonej broni. – Uciekasz już? A co z Tomkiem?
- Nie widzę tutaj brata. – Starałam się mówić spokojnym tonem, z równie opanowanym wyrazem twarzy.

Próbowałam ukryć strach, którego paluchy zaciskały się coraz mocniej na gardle. Oczami wyobraźni widziałam siebie, jako ofiarę gwałtu. Zbiorowego i brutalnego. Zero kontroli jakichkolwiek władz, więc bezkarność pozwoli na obudzenie demonów.

- Nie widzisz. – Wzruszył ramionami. – Jedyny tutaj Tomek jest tam.

Wskazał głową pomieszczenie w głębi korytarza. By do niego dojść, musiałabym przejść przez całą salę, minąć ich wszystkich i wpakować się być może w pułapkę. Teraz miałam jeszcze szanse na ucieczkę. Może niewielkie, ale jakieś istniały.
Co zastanę za tymi drzwiami? Komórkę, schowek na szczotki. Może jednak Tomka.
Mam zaryzykować, czy poczekać aż wyjdzie stamtąd.

- To czy byłbyś uprzejmy zawołać go?

Miałam ochotę dodać na końcu zdania „ty ciulu” ale obawiałam się, że wtedy z pewnością dostanę w łeb.

- Nie byłbym – mruknął chłopak. – Nie z lenistwa. Żeby nie było! – Uniósł dłonie w obronnym geście. – Po prostu nie chcę mieć obitej miski. Ty możesz mu przerwać. W końcu to twój brat. Chyba, bo podobni do siebie na pewno nie jesteście.

Jak moglibyśmy być do siebie podobni? Cóż za głupia uwaga. On byczek. Łysy, napakowany, o groźnym wyglądzie nie mającym odbicia w rzeczywistości.
Ja natomiast...
No cóż. Faktycznie brak podobieństw.

Nadzieja na spotkanie z Tomkiem powróciła. Wszystko przez uwagę chłopaka o zbyt długich rzęsach. Jeszcze włosy miał za długie. Sięgały mu do ramion, opadały na czoło i niżej, na oczy. Gdy się na niego patrzyło człowiek miał ochotę podejść i mu je odgarnąć z twarzy, założyć pasma za uszy. Może nawet spiąć spinkami.
Przegrałam z panią nadzieją. Uwierzyłam, że jednak zobaczę brata. Ruszyłam ku drzwiom i z taką właśnie myślą szłam ku nim. Jeśli nie było go tam jeszcze, to intensywność moich myśli powinna go zmaterializować, przywołać do pomieszczenia, choćby i z zaświatów.
Głupia nadzieja.
Długowłosy obserwował mnie z uśmiechem. Nie wiem jak reszta. Nie zwracałam na nich uwagi. Zmusiłam się do niewidzenia ich po to, by nie uciec z krzykiem. Ze strachu oczywiście.

Zamarłam z dłonią na klamce. Chwila prawdy i albo będzie tam Tomek, albo dostanę kopniaka w tyłek i wpadnę do pomieszczenia. Później przyjdą oni i będą się mną bawić.
Kto im zabroni?
Nie myśleć! Otworzyć drzwi!

Nacisnęłam na klamkę i obserwowałam jak skrzydło uchyla się powoli. Skrzypienie drażniło nerwy potrójnie. Ostatkiem sił opanowałam się, by nie kopnąć w drzwi z całej siły. Bezruch w tym momencie, kosztował mnie bardzo wiele.
W końcu oczom mym ukazało się wnętrze pokoju i przeciwległa ściana. Naprzeciw drzwi stał Tomek. Był oparty o ścianę, oczy miał zamknięte.
W pierwszym momencie chciałam skoczyć ku niemu, rzucić się na szyję, krzyczeć z radości. Nabrałam nawet powietrze w płuca i tak zostałam. Wzrok mój przesunął się w dół. Poniżej jego pasa była głowa. Ta wyrastała oczywiście z ramion, które należały raczej do dziewczyny. Stwierdziłam to patrząc na jej zgrabny tyłek, wcześniej na kok upiętych niedbale włosów. Głowa ta rytmicznie przesuwała się w przód i w tył, pracując zawzięcie nad dostarczeniem partnerowi przyjemności. Odgłosy ssania i mlaskania wyrwały mnie wreszcie ze zszokowanego odrętwienia. Wypuściłam ze świstem powietrze i szarpnęłam klamkę drzwi, zamykając je, cofając się krok w tył.

- Nie mogłeś mnie kurwa uprzedzić? – warknęłam do chłopaka, którego mina mówiła, że bawi się świetnie. Dostarczyłam mu właśnie rozrywki. Czułam rumieńce wypełzające mi na policzki. – Palant – wysyczałam, on odpowiedział parsknięciem.
- Tylko mnie nie zastrzel. – Zmrużył oczy.
- Nie zastrzelę. – Wydęłam usta, dolna szczęka sama powędrowała do przodu. Wiedziałam, że teraz wyglądam wrednie i brzydko. – Podgryzę ci gardło. Ty ciulu. – Nie powstrzymałam się.
- Wariatka – parsknął i przeczesał włosy palcami. – Klapnij sobie i poczekaj. Jemu długo schodzi. Możesz się nawet zdrzemnąć.

Zmarszczyłam się w reakcji na jego słowa. Jak to długo mu schodzi?! To oni robią sobie jakieś zawody w tym? Taka zabawa pod tytułem: „Kto dłużej dochodzi”? Nie wierzę!

Trudno mi było nie stwierdzić faktu, że chłopak z przydługimi rzęsami był naprawdę interesujący. Zganiłam siebie za taką uwagę mimo, że poczynioną wyłącznie w głowie. Przecież jestem z Gabrielem. Nawet minimalnie grzeszna myśl jawiła mi się, jako zdrada w stosunku do niego.
Westchnęłam, wciągnęłam głęboko powietrze, by wypuścić je powolutku, przez usta ułożone w dziubek. To zawsze pomagało, uspokajało.

Najwyraźniej w dzisiejszych czasach liczyło się przede wszystkim zaspokojenie potrzeb niższego
rzędu. Najeść się, wyspać, podupczyć. Wstyd zaniknął i dane mi to było odczuć tak dzięki Gabrielowi, jak i teraz ponownie.
Czy powinnam się dziwić temu stanowi rzeczy? Chyba nie.
Nie było już wyścigu szczurów, gonitwy za pieniędzmi, dobrami doczesnymi. Wszystkiego było w bród, pod dostatkiem. Niektóre sprzęty stały się zbyteczne mimo swej luksusowości. Kiedyś pożądane, teraz zbyteczne. Na co komu telewizor z bajerami, czy sprzęt hi-fi? Teraz, gdy prąd przestał płynąć. Przynajmniej w miastach, publicznymi nitkami.
Naturalnym więc jest to, że na plan pierwszy wysunął się seks. Tak, to była przodująca potrzeba u wszystkich, których spotkałam po końcu świata. No może z wyjątkiem Oliwki, ale to kwestia czasu. Zacznie dojrzewać, to i ją zaswędzi powozie i zacznie polowanie.

Spojrzałam na drzwi, zza których dobiegło mnie stękanie. Mój brat dochodził. Dosyć głośno szczytował. Jedyną moją reakcją było wydęcie ust.
Znów musiałam wyglądać uroczo.
Kto jak kto, ale mój brat był dla mnie kompletnie aseksualny, a wręcz odpychający, jako samiec.
Wstałam, czyniąc to gwałtownie i szybkim krokiem przeszłam na drugi koniec pomieszczenia. Byle nie słyszeć dochodzącego Tomka. Ponownie spotkały się moje, z okolonymi gęstymi rzęsami, oczami chłopaka. Oczywiście bawił się moim kosztem. Jakże by inaczej?
Obróciłam się plecami do sali, twarzą ku oknu. Wyjrzałam przez nie, starając się skupić na czymkolwiek, byle okiełznać burzę myśli w głowie. Niestety patrzyłam, ale nie rejestrowałam niczego konkretnego, umysłem.

Zaraz stanę oko w oko z Tomkiem. Miałam ochotę rzucić mu się radośnie na szyję i wycałować po policzkach. Jednak jedno małe „ale”za istniało. On będzie po orgazmie, może jeszcze z resztką wzwodu, więc jak to tak? Odrzucało mnie teraz od fizycznego kontaktu z nim.
Tomek i laska robiąca mu loda!
Mój mały braciszek, Tomeczek?
Koniec świata!
Fakt, koniec. To już dawno stwierdziłam.

Stałam, jak na szpilkach, jeśli w ogóle istnieje takie pojęcie. Czekałam, nasłuchując.
W końcu dobiegło mnie skrzypnięcie drzwi i szuranie butów po powierzchni posadzki. Z kanapy za moimi plecami ktoś wstał. Kroki skierowały się ku źródłu dźwięku.
Odwróciłam się i stwierdziłam zaistnienie kilku rzeczy równocześnie.

W drzwiach stał Tomek i rozszerzonymi zaskoczeniem oczami, obserwował mnie.
Do pokoju wchodził inny chłopak, rozpinając po drodze rozporek i bez krępacji grzebiąc w spodniach, by wydobyć sprzęt.
Długowłosy chłopak zakrywał dłonią usta, starając się ukryć śmiech.

Poczułam się, jak baran. Właściwie, to jak owca.

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. mikakamaka-old.guff.pl
    | Odpowiedz

    Tak źle? 😀

  2. Babeczka
    | Odpowiedz

    No co ty 😉 Dobrze, doskonale! No i wpadłam. Teraz ja będę stała pod drzwiami i skamlała o więcej…

  3. Wsad
    | Odpowiedz

    Zaś bez seksu. Doczekom jo sie tego hardcore’a?

  4. AG_ucha
    | Odpowiedz

    Ja się chyba trochę pogubiłam?
    Wydaje mi się że nie było nigdzie wzmianki o tym że jej brat także jest chory ( chyba że coś ominełam) więc jakim cudem on żyje i jest zdrowy? O co tu chodzi? Czuję jakbym zgubiła jakiś wątek? Przepraszam za te ciągłe znaki zapytania ale kompletnie nie dociera do mnie co tu się teraz dzieje. Ewa też nie zdziwiona że brat żyje? Co mi umknęło?

    • mikakamaka-old.guff.pl
      | Odpowiedz

      To jest waśnie czytanie tekstów, które są właściwie pisane na żywo.
      Obiecuję wytłumaczyć wątki brata i innych.
      Przy czytaniu książki przerzuciłabyś stronę i jeszcze kilka i dotarła do wyjaśnienia.
      Tutaj trzeba czekać. Niestety 🙂

      • AG_ucha
        |

        Ależ ja uwielbiam to czytanie 🙂
        Czytanie tych tekstów praktycznie chwile po napisaniu i czekanie na ciąg dalszy jest fajne, człowiek czyta i widzi na bieżąco w jakim kierunku toczy się akcja, wszystko ma swój czas i tempo i chyba dlatego tak to lubię. Książki pochłaniam z automatu-chyba że mnie nużą to wtedy idzie gorzej- mam jakieś odczucia po przeczytaniu, myślę chwile i żyje dalej. Nie myślę już o bohaterach czy fabule.
        Tu jest inaczej. Zapoznaje się wszystko rozdziałami, myśli co będzie dalej, czeka niecierpliwie i z chęcią, nie zapomina się tak od razu. Przynajmniej ja tak mam 🙂
        Ależ się rozpisałam 🙂
        Pozostaje życzyć większej ilości wolnego czasu na pisanie ciągu dalszego historii 🙂

      • mikakamaka-old.guff.pl
        |

        Bardzo dogłębna analiza. Trafne spostrzeżenia.
        Zdradziłaś mi właśnie powód, dla którego ktoś wraca przeczytać ciąg dalszy mimo, że akcja nie posunęła się w przód z mocą potopu.
        Dziękuję 😀
        Serio

Napisz nam też coś :-)