Biała (XXI)

with 15 komentarzy

Biała 1 opowiadanie przygodowe sf z dużą dawką erotykiBez wstępów dzisiaj, za to z zakończeniem.
Na końcu opowiadania ankieta, na której wypełnieniu zależy mi bardzo.
To raptem pięć pytać i trzeba jedynie kliknąć odpowiedź.
Anonimowo, informacyjnie.
Wypełnijcie, proszę 😀

Zastygłam w bezruchu przerażona. Nie rozpoznałam głosu. Nie należał ani do orzęsionych gęsto niebieskich oczu bruneta, ani do mojego brata.
Pamiętałam, że przecież zamknęłam się w pokoju od środka. Nikt miał tu nie wchodzić. Miałam być bezpieczna!

- Kto tutaj jest? – Starałam się wlać w tembr głosu pewność siebie. – I dlaczego jesteś tutaj?!
- Jak by ci to wyjaśnić, kudłata. – Śmiech w głosie. – Mam dużo czasu, mało ciekawych zajęć, a do tego dochodzi bezsenność.
- Postanowiłeś więc posłuchać jak chrapię, czy też puszczam bąki przez sen? – Zaryzykowałam żarcik.
- Nie chrapiesz i nie puszczasz bąków.

Słyszałam, że go rozbawiłam.
Pełny pęcherz przypomniał o sobie. Zaczął mnie boleć brzuch.

- To super. – Docisnęłam dłonie do brzucha. – Ale za chwilę się posikam. Gdzie tu można oddać mocz?
- Najlepiej na dworze. – Słyszałam, że wstaje, przemieszcza się. – Ubikacji nie polecam. Brak bieżącej wody, więc wyobraź sobie fetor.
- Zaprowadzisz mnie? – poprosiłam. – Da się tam dojść po ciemku?
- Nie sypiam, więc zwiedzam. – Głos dobiegał z bardzo bliska. – Znam rozkład budynku na pamięć. Chodź.

Wstałam, czując się niepewnie. Był to jednak tak często doświadczany przeze mnie ostatnio stan, że przywykłam już do obawy przed niewiadomym. Niewiadome czekało na mnie na każdym kroku.

- Daj rękę. – Źródło głosu było tuż przy uchu.

Wyciągnęłam dłoń w tym kierunku, opuściłam stopy na podłogę.
Cieszyłam się, że usnęłam w butach. Trudno byłoby mi teraz znaleźć je, wdziać na siebie i zasznurować.
Ciepłe palce zacisnęły się na moich, pociągnęły w ciemność.

- Trzymaj się blisko mnie – mruknął mi do ucha.
- Jeszcze bliżej? – Ramieniem dotykałam już ramienia.
- Nie mam nic przeciwko – zaśmiał się.
- Ja nie wiem czy mam, bo cię jeszcze nie widziałam – sarknęłam.
- Czyli jesteś laską, która leci na wygląd faceta?
- Odpowiem ci, ale błagam zaprowadź mnie do sikalni, bo za chwilę popuszczę – skapitulowałam, zaciskając uda.

Zaśmiał się, objął w pasie tak, że teraz kierował mną palcami zaciśniętymi powyżej biodra.
Rzucał ostrzeżenia w stylu: „uwaga, teraz schody, osiem stopni”, „cztery kroki i zakręt w prawo”, „nie wystrasz się, te drzwi skrzypią, jak cholera”.
W końcu doszliśmy do drzwi wejściowych, przez które przebijały kształty barierek i ciemność rozciągająca się dalej.

- Poczekaj tutaj. – Chłopak puścił mnie, podszedł do drzwi. Słyszałam, że otwiera zamek, popycha przeszklone skrzydło drzwi. – Chodź. – Znów wziął mnie za rękę.

Zeszliśmy z trzech schodków. Panowała cisza i tylko cykady rozpraszały bezgłos nocy.

- Sikaj – rzucił.
- Gdzie?! – oburzyłam się, no bo jak to tak? – Mam kucnąć i sikać przy tobie?
- Możesz na stojąco. – Znów miał ze mnie ubaw.
- Ha, ha! – prychnęłam. – Bardzo śmieszne.
- Słuchaj, kudłata. – Puścił moją rękę. – Musiałabyś sikać pół kilometra stąd, żebym tego nie słyszał. Jest prawie bezgłośnie, tobie chce się lać. Mogę sobie iść, ale wtedy nie trafisz do pokoju. Nie wiem, czy jest tu całkiem bezpiecznie. Czasami jakieś zdziczałe psy się wałęsają. Chcesz, to pójdę.
- Nie chcę. – Bo nie chciałam. Wystraszył mnie tymi psami. Przypomniałam sobie psisko, które wypuściłam z auta – pułapki, na autostradzie. Nie wyglądało na chcącego zawrzeć znajomość z człowiekiem. Uciekało, aż się kurzyło. – Odsunę się tylko trochę, żeby ci nie obsikać butów.
- Ok. – odpowiedział zmienionym głosem. – Zaczekam.

Ostrożnie wymacałam grunt stopą, by przesunąć się w to miejsce.
Na dworze nie było tak ciemno, jak w budynku. Mimo zachmurzenia widziałam jednak na metr, może dwa. Mogłam podejrzewać, że po pewnym czasie oczy lepiej przystosują się do naturalnej ciemności, która stała się przez wieki tak obca nam ludziom. Rozświetlaliśmy mrok i zapominając o tym, ile piękna tkwi w ciemności.
Siłą rzeczy we wszystkim wracaliśmy ku naturze. Może wyjdzie to na dobre. Matce Ziemi z pewnością. Co zrobimy my – niedobitki rasy ludzkiej?
Może dane mi będzie dowiedzieć się tego.

Rozpięłam pasek spodni i szybko zdjęłam je wraz z bielizną. Ledwie zdążyłam kucnąć, gdy mocz pod dużym ciśnieniem zaorał ziemię pomiędzy moimi budami. Może nie dosłownie, lecz byłam już tak przepełniona, że cudem było, że dotrwałam i nie skompromitowałam się przed obcym facetem. Pewnie rozpuściłby dnia następnego ploty i stałabym się atrakcją do wyśmiania, choćby pokątnie.

- Dzięki – sapnęłam. – Dawno nie ucieszył mnie aż tak fakt, że mogę się wysikać.
- Mnie też. – Zabrzmiało poważnie.
- Ty tak na serio? – Zdenerwowałam się. A może to jakiś fetyszysta i teraz mnie zgwałci i zakopie?
- Nieważne – bąknął. – Chodź. Odprowadzę cię.

Nim wszedł do budynku, biorąc mnie wcześniej za dłoń dostrzegłam kilka cech fizycznych.
Był wysoki i jak wszystkie byczki, w tutejszym stadzie, napakowany. Krótkie włosy i szorstkie dłonie - to również zarejestrowałam. Ładnie pachniał i to mnie zdziwiło. Brak prysznica, bieżącej wody, a on nie śmierdzi? Aż mi się głupio zrobiło. Po podróży i marszu nie mogłam pachnieć. Po seksie z Gabrielem też się nie myłam, więc wonią fiołków ode mnie nie biło.

O czym ja myślałam?!
Porządny facet oferuje pomoc, a ja co? Podejrzewam go o bycie zbokiem. Wydezynfekowanym zbokiem!
Zaprowadził mnie jak dziecko na siku. Prowadził, niczym niewidomą w obcym otoczeniu. Teraz odprowadza do spania, a ja doprawiam mu etykietkę zboczeńca.
Niedobra ja! Wstrętna, z robaczywymi myślami.

- Dziękuję. – Skłoniłam głowę mimo, że nie mógł mnie przecież widzieć. – I dobranoc.
- I to wszystko? – Niedowierzanie w głosie.
- A co kurwa? – Ciśnienie skoczyło mi momentalnie do poziomu przedzawałowego. – Może mam ci dać dupy za bycie przewodnikiem? Albo loda pierdyknąć, jak ten wasz dyżurny lachociąg!

Uniosłam się, ale stało się to przez mieszankę strachu i oburzenia. Do tego dochodziło niewyspanie i najgorszy mój wróg – ssanie w żołądku. Z głodu.
Rano dostanę się do plecaka przypiętego do motocykla, to zaspokoję głód.
W odpowiedzi skręciło mi boleśnie żołądek. Na szczęście nie zaburczało w nim. W panującej ciszy zabrzmiałoby to pewnie, niczym grzmot burzy.

- Po pierwsze, to nie korzystam z – zawiesił głos – z jak to nazwałaś „usług dyżurnego lachociąga”.
- Dlaczego? – Przerwałam mu i zrobiłam to całkowicie bezwiednie. Wręcz odruchowo. Znowu nerwowy odruch, czy może tik.
- Nie lubię rozwiązłości – mruknął w odpowiedzi. – I nie lubię się dzielić.
- Więc czego ode mnie chcesz? – Nie rozumiałam.

A co jak powie, że chce mi powąchać stopę? Albo że mam sikać przy nim, bo dźwięk wydalania moczu jest dla niego muzyką? Myśl o innych odchodach odsunęłam, nim obrazami zasypała mi wyobraźnię.

- Wiesz czego mi najbardziej brakuje? – Wszedł do zajmowanego przeze mnie pomieszczenia, wciągając mnie delikatnie. Zamknął drzwi. – Pocałunku.
- Pocałunku?

Zapomniałam o całowaniu się. Nie praktykowałam tego od lat!
Podczas seksu z Gabrielem była to bardziej wymiana oddechów i śliny. Wzajemne dyszenie z ust do ust, ubarwione jękiem. Z Adamem pocałunek zwyczajnie nie wyszedł mi, bo jak tu całować lalkę?
Co miał na myśli ten tutaj facet, mówiąc o pocałunku?

- Tak – szepnął, zmniejszając dzielący nas dystans. – Pamiętasz to jeszcze? Ten moment, gdy zbliżasz twarz do twarzy, a wargi do warg? Wdychasz oddech drugiej osoby i masz wreszcie możliwość, by musnąć ustami usta? – Mówiąc to dmuchnął ciepłym powietrzem w moją twarz. – Ten ułamek sekundy, gdy powierzchnia warg zbliża się tak bardzo, że czujesz już ciepło skóry, a wibracje głosu odbierasz ich powierzchnią. Czujesz to teraz?
- Tak.

Głos mi ochrypł, ale to z zaskoczenia.
Nie znam faceta. Nie wiem jak wygląda i może jestem próżna, ale wolę wiedzieć kim jest mój rozmówca. Tym bardziej chcę poznać twarz człowieka, który prawie mnie całuje!

Dobrze. Przyznaję. Oszukuję się. Podnieciłam się.
Ja, nadpobudliwa i rozwiązła kobieta.
Ja, reagująca na słowa i ciepło oddechu mężczyzny.
Ja...

- Więc pocałuj mnie, zamiast dziękować.

I zamarł.
Stałam oto przed wyborem tego czy wyrzucić go z pomieszczenia, czy dać buziaka. Przecież nie pójdę z nim w przysłowiową ślinę!

Wspięłam się na palce i dałam mu szybkiego całusa. Odsunęłam się cofając o dwa kroki, by zwiększyć dzielący nas dystans.

- Czy ty jesteś u babci na imieninach? – Pytanie zadane pobłażliwym tonem, niczym niewiele rozumiejącemu dziecku. – Czy ja jestem tam solenizantką?
- Nie – mruknęłam pąsowiejąc i ciesząc się, że okrywa mnie ciemność.
- To pocałuj mnie wreszcie – westchnął. – Chyba, że nie potrafisz.

Spryciarz chciał mi wdepnąć w ego. Udało mu się.
Wiedziałam, że muszę się postarać. Gorzej, ja miałam ochotę na ten pocałunek.
Przecież niespełna dobę temu rżnęłam się z Gabrielem!
Dwa kroki w przód i wspięcie się na palce. Usta uniesione do ust i muśnięcie rozchylonymi wargami. Wysunęłam czubek języka i powoli wsunęłam mu w usta, dosięgając zębów.
To podziałało na niego, jak płachta na byka. Objął mnie dłońmi w pasie i przyciągnął do siebie. Rozchylił usta i wsunął język w moje.
Zaskoczył mnie gwałtownością, ale poczułam coś jeszcze. Języki podniecenia, ale innego niż to, które ogarniało mnie przy Gabrielu. Teraz pełzało w mym brzuchu coś, co kusiło tajemnicą. Mogłam się okłamywać lecz wiedziałam również i to, że ten pocałunek był...
Cholera, to było pełne wszystkiego!
Erotyzm i wstęp do czegoś ostrego.
Obiecywał mi to język, poznający mnie wilgocią, torujący sobie zachłannie drogę. Wpychający się, ale zarazem ciekaw tego, na co natrafi.
Głód i obietnica kolejnych doznań.
Może nie wierności, ale z pewnością powtórzenia przyjemności.

- Właśnie o to mi chodziło – mruknął, odsuwając się na centymetr, może dwa. – Chcę jeszcze.

Nie wiem, ile to trwało. Zatraciłam się w pocałunku, mimo zmęczenia. Zapomniałam o głodzie i pragnieniu i tylko odbierałam bodźce. Również kształt, który czułam na brzuchu. Twardy i świadczący o podnieceniu chłopaka.

Nagle się oderwał, odsunął i po chwili dyszącego milczenia, wyszedł z pokoju.
- Przyjdę po więcej – szepnął, zatrzymując się w drzwiach, nim zamknął je za sobą.

Zostałam sama.
Zdumiona, oszołomiona i co tu ukrywać – podniecona jak nigdy dotąd.

Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Risande
    | Odpowiedz

    Tak sobie czytałam “Internety” w nocy bo zasnąć nie mogłam, teraz doczytałam i tak intuicyjnie wyczułam że chyba Mika coś dodała nowego… 😀 Pozdrawiam 🙂

  2. mokosz
    | Odpowiedz

    Szczerze mówiąc nie podoba mi się rozwój akcji. Ja rozumiem, że świat po swoim końcu jest pełen nieograniczonych możliwości, ale robienie z bohaterki laski, która myśli tylko o seksie i o tym, by już trzeciemu facetowi do łóżka wskoczyć, jest trochę przekoloryzowane. Nie wierzę w romantyczną miłość i nieuleganie pokusom, kiedy są na wyciągnięcie ręki, ale wierzę w moralność. Wczoraj usłyszałam od koleżanki, że zbyt idealistycznie podchodzę do życia, bo skoro ja kieruję się zasadami, to nie znaczy, że wszyscy tak robią… No cóż, taka jestem. Wolałabym, żeby na horyzoncie pojawił się Gabriel na białym koniu. Bo skoro już w ten romantyzm nie wierzę, to chciałabym o nim chociaż poczytać 🙂 Ankieta wypełniona. Pozdrawiam!

    • mikakamaka-old.guff.pl
      | Odpowiedz

      Postaram się coś zaradzić tym bardziej, że sama jestem człowiekiem z zasadami. W nosie mam to, że inni je łamią. Ważniejszym jest, żeby czuć się komfortowo z samym sobą 😀
      W romantyzm wierzę, ale taki urealniony. Takie życie 😀
      Ktoś na białym koniu się pojawi. Może nawet z koniem w ręce 😉
      Nie zmieniaj się 🙂
      Całusek za ankietę – dziękuję 😀

  3. D.
    | Odpowiedz

    Fajna ankieta, udostępnisz na końcu wyniki?:)

  4. PikkuMyy
    | Odpowiedz

    Ankieta poleciała w świat, to znaczy do Ciebie 🙂

    A co do Białej, jestem ciekawa jak dalej rozwiniesz akcję, bo choć w dalszym ciągu uwielbiam tą historię, to mam bardzo mieszane uczucia co do głównej bohaterki. Nie wyrabiam sobie o Ewce póki co opinii, choć zirytowała mnie troszeczkę, przyznaję bez bicia, bo zapewne zaskoczysz mnie co do niej jeszcze. Ale mam taką cichutką nadzieję, że pozostanie wierna Gabrielowi 🙂

    Czekam na ciąg dalszy 🙂

  5. aaaaa
    | Odpowiedz

    Miko,
    jestem Twoją czytelniczką od dawien dawna i z przyjemnościa patrze jak się literacko rozwijasz rozwijasz. Myślę jednak, że zdarza Ci się brnąć z akcją w ślepy zaułek i z zamiast opowieści/powieści dostajemy telenowele z mnóstwem pozaczynanych wątków, z ciągle nowymi bohaterami a jak się przestaje wszystka do kupy składać to zakończenie na chybcika. Pozdrawiam i czekam na kolejną część

  6. Aprecjator
    | Odpowiedz

    Co oznacza wyrażenie ze wstępu “Bez wstępów dzisiaj, za to z zakończeniem.”. Nie strasz, że to koniec odcinka.

    • Aprecjator
      | Odpowiedz

      Miało być koniec serialu nie odcinka

      • mikakamaka-old.guff.pl
        |

        Domyśliłam się 😀
        Tak się podekscytowałam ankietą, że nie pomyślałam o tym, jak może być ten wstęp odebrany.
        Sorry 😀

Napisz nam też coś :-)