Biała (XXII)

with 8 komentarzy

Biała 1 opowiadanie przygodowe sf z dużą dawką erotykiNie usnęłam już. Nie dałam rady wyłączyć umysłu.
Zbyt wiele wydarzeń ostatnich dni przyniosło nadmiar wrażeń. Kołatały mi się one w głowie, obijając w czaszce, niczym ziarna w grzechotce.
Trudne do zaakceptowania było to, co działo się ze mną, gdy obcy człowiek mnie całował. Podobało mi się to pewnie dlatego, że było w tym tak dożo tajemniczości. Powiew nowości, urok nieznanego.
Wróciłam myślami do tego, co działo się kiedyś, jak wyglądało moje życie.

Groźba śmierci wisząca nad głową i multum marzeń, na których realizację nie miałam mieć już czasu, ani sił. Wszystko odmieniło się w okamgnieniu, wraz z końcem świata. Automatycznie zmieniły się moje marzenia i pragnienia.
Kiedyś marzyłam o życiu, posiadaniu rodziny, o miłości. Nic z tego nie miało się wydarzyć.
A teraz?
Dotarła do mnie smutna prawda, że nie mam pragnień poza tym, by mieć gdzie spać, co zjeść, przytulić się do kogoś. Odnalazłam brata, więc ten cel odpadł. Nie miałam już kogo szukać i tylko pojawiły się kluczowe pytanie: „Czy ja kocham Gabriela? Co do niego czuję? Co, poza pociągiem fizycznym? Czego mam teraz pragnąć, o czym marzyć? Czy można żyć nie marząc?”
Nie znalazłam odpowiedzi i to smuciło.

Tęskniłam za Gabrielem, ale nie bolało mnie z tego powodu serce. W porównaniu z tym uczuciem, brata brakowało mi bardziej.
Ten wniosek zabolał.
O czym mogłam marzyć? Przecież nie o dzieciach, domku z ogródkiem. A może właśnie o tym? Tylko czy z Gabrielem?

Do świtu leżałam na plecach, ze wzrokiem wbitym w coraz bardziej widoczny sufit. Nie siliłam się już na przekręcanie zamka w drzwiach. Jak widać, nie był żadną ochroną dla mnie.
Ludzie budzili się, budynek ożywał. Stłumione głosy dobiegły mnie zza ściany, w końcu uśmiechnięta twarz Tomka pojawiła się w otwartych drzwiach.

- To jak? – zawołał. – Gotowa na dobre uczynki?
- To zależy, dla kogo będą dobre – mruknęłam bez przekonania.
- Spodoba ci się, siostra. – Był pewny celowości działania. Uspokoiło mnie to odrobinę. – Weźmiesz kogoś na dwukołowca? Najpierw musimy dotrzeć na miejsce.
- Ok. – Zgodziłam się wbrew sobie. Marna praktyka w jeździe samodzielnie, a tu jeszcze pasażera mam brać. – Dokąd ruszamy?
- Zobaczysz. – Mrugnął do mnie zawadiacko i zniknął za drzwiami.

Wyszłam z pokoiku, kierując się przed wejście do budynku. Po drodze witałam się z mieszkańcami tego prowizorycznego domu, napotkałam natarczywy wzrok dziewczyny. Nie było w tym spojrzeniu pogardy, obawy, czy złości. Żadnych negatywnych uczuć. Wydawało mi się natomiast, że była zaciekawiona mną, zainteresowana tym, kim mogę się okazać.

Na pewno nie będę takim lachociągiem, jak ty – pomyślałam złośliwie. – Nie potrzebuję diety aż tak bogatej w białko.

Schodząc po schodach minęłam osobnika płci męskiej, ale ten nie przejawił mną większego zainteresowania. Uprzejme skinięcie głową, moje odkiwnięcie i to tyle z interakcji wzajemnych.
W żadnym z osobników męskich nie udało mi się rozpoznać chłopaka, z którym tak ochoczo wymieniałam się w nocy śliną.
Sprawdziłam czy nikt na mnie nie patrzy, po czym uniosłam dłoń do twarzy i chuchnęłam na palce, kierując zapach oddechu ku nosowi. Taki szybki i niezawodny test na sprawdzenie świeżości oddechu. Wynik był negatywny. Nie było świeżo, ani pachnąco. Roztaczałam oddechem woń przetrawionego jedzenia, kwasów żołądkowych.

Przemknęło mi przez głowę, że facet musiał być świrem, albo jednak zboczeńcem, bo powinnam odrzucić go wonią wyziewów. Tymczasem całował mnie, jakbym była jedyną kobietą na ziemi. Miał przecież chętnego lachociąga. Dlaczego wolał mnie po ciemku, bez przedstawienia się. Ujawni się, czy będzie starał się być niewidoczny, nierozpoznany.

Miałam dosyć zastanawiania się. Będzie chciał, to się ujawni. Jeśli nie, to mam go w dupie. Nie będę bawiła się w gierki. Porozmawiam z Tomkiem, ustalimy dalszy plan na najbliższe tygodnie i wracam do Gabriela. Trochę mi na nim zależało, trochę tęskniłam, trochę gubiłam się w tym wszystkim.

Postanowiłam odświeżyć się choć trochę. Taka prowizorka, ale miała polepszyć mi samopoczucie. Szczoteczkę i pastę do zębów znalazłam w plecaku. Wodą z plastikowej butelki opłukałam zęby, później opryskałam twarz. Pomyślałam o kąpieli w wannie. Gorąca woda, pachnąca pianka, facet z twardym kutasem do dyspozycji.
Aż parsknęłam na wspomnienie mojego pierwszego razu z Gabrielem. Nasz pierwszy raz, jego pierwszy raz.

- Ponoć mogę się z tobą zabrać. - Dobiegł mnie głos posiadacza ślicznych rzęs i przydługich włosów. – Przyniosłem ci gorącą herbatę.

W wyciągniętej dłoni trzymał kubek z napisem „Królowa jest tylko jedna”. Oblizałam się na ten widok. Żołądek postanowił przypomnieć o byciu zaniedbanym, burcząc niczym wiertarka.

- Przepraszam. – Z wdzięcznością przyjęłam napój, drugą dłoń dociskając do brzucha. – Muszę coś zjeść, bo od przedwczoraj nie miałam okazji. Dzięki za herbatę. Skąd masz gorącą wodę?
- Palimy w piecu węglowym. – Uśmiechał się tak promiennie, że z miejsca go polubiłam. Więcej, poczułam z nim dziwną więź. – Jest jeden stary piec w kotłowni. Szczęście, że nie został zburzony.
- Jak to się stało, że spotkaliście się wszyscy właśnie tutaj? – Zaspokajałam głód przeżuwając suszone mięso.
- Trenowaliśmy razem przez kilka ostatnich lat – wyliczał Mateusz. – Wyjeżdżaliśmy razem.
- I dupczyliście jedną panienkę – wyrwało mi się, nim zdążyłam pomyśleć. Zrobiło mi się głupio. – Przepraszam – bąknęłam, wpychając sobie w usta potężny kęs mięsa.
- Kto dupczy, ten dupczy – odparł filozoficznie. Widać było, że nie obraziłam go tym stwierdzeniem. – Nie moja bajka. Nie wszyscy jesteśmy po jednych pieniądzach.
- Czyli jest was już dwóch. – Przerzuciłam udo siadając na siodełku, wskazując miejsce za sobą. Kubek postawiłam przy metalowym słupku w paski, przy krawężniku, z zamiarem zabrania go po powrocie. – Nie mam dla ciebie kasku, więc bądź uprzejmy trzymać się mocno i nie spaść.
- Spoko. – Uśmiechnął się, sadowiąc za mną. – Jedziemy do Parku Chorzowskiego. Celem jest zoo.

Zdziwiłam się, ale nie chciało mi się zdejmować kasku, by dopytać o szczegóły. Dojedziemy, dowiem się wszystkiego.

Podczas jazdy Mateusz objął mnie ramionami, a właściwie zakleszczył je na moim pasie. Nie czuł się pewnie jako pasażer i nie czułam się tak ja, w roli kierowcy. Po kilkunastu minutach spokojnej jazdy byliśmy na miejscu. Dojechaliśmy, jako ostatni. Wszyscy przemieszczali się na motocyklach. Nie dziwota. Teraz był to najłatwiejszy sposób manewrowania pomiędzy przeszkodami. Im jak widać, szło lepiej. Pewnie byli tu już nie raz.

Spociłam się podczas drogi, niczym mysz kościelna. Obawiałam się, że zaczynam śmierdzieć już na odległość.
Ależ bym się wykąpała – jęknęłam w myślach. – Bieżąca woda, nawet zimna. Nie ważne. Byleby była czysta.

- I co teraz? – Zwróciłam się do Mateusza.

Tomek zajęty był rozmową, a ja nie chciałam się na siłę wcinać w grupę. Mateusz natomiast nie odstępował mnie na krok i nie wiedziałam tylko, czy to na prośbę Tomka, czy z własnej, nieprzymuszonej woli. Miałam nadzieję na drugie choć wyczuwałam wyraźnie, że nie ma między nami fluidów pociągu fizycznego. Sympatia, to owszem i nic ponad to. Cóż, nie musiałam być w guście każdego faceta.
Powiodłam wzrokiem po pozostałych mężczyznach. Czy któryś przygląda mi się dłużej, czy zobaczę coś w oczach?
Niestety, żaden nie wyróżniał się niczym. Nie, jeśli chodzi o zainteresowanie moją osobą. Wyglądali jak ekipa ludzi dobrze się znających.
W sumie to trochę dziwił mnie ten brak zaciekawienia mną zważywszy fakt, że posiadali na stanie tylko jedną samicę. Czyżby aż tak dobra była „w te klocki”? Zaspokojenie kilkunastu facetów do tego stopnia, że nie interesują się mną, nowym mięskiem?
Może poza nieznajomym, tajemniczym facetem i Mateuszem.
Zarzuciłam plecak na ramię i poczłapałam w kierunku grupki.

- Jak zwykle, wy bierzecie ptaki. – Jeden z chłopaków rozdzielał zadania. Musieli mieć więc hierarchię. – Wasza dwójka słonie, a Kasia i Tomek, żyrafy. Nowa i Mateusz dokarmiają wielbłądy. Reszta jutro. Spotykamy się jak zwykle w barze przy lwach. Do roboty.

Ruszyliśmy do wejścia, za bramą rozdzieliliśmy się na dwie grupy, później na kolejne, mniejsze.

- Jestem pod wrażeniem. – Musiałam powiedzieć to na głos. – Dbacie o zwierzęta, a bez waszej pomocy by pozdychały w klatkach.
- Nie bądź pod wrażeniem. – Smutny uśmiech zagościł na jego twarzy. – To nie altruizm, ale dbałość o jedzenie. To taka nasza egzotyczna zagroda. – Zatoczył dłonią wokoło. – Coś trzeba jeść. Nie tylko puszki i makarony, ryże. Trafiłaś do grupy ludzi z obsesją na punkcie jedzenia. Większość z nich rozkłada pokarm na składniki proste i nie zje niczego, co nie pasuje do wysiłku fizycznego zaplanowanego na dany dzień.
- Mówisz jak ktoś, kto jest rozczarowany tym wszystkim.
- Nie pasuję do nich mimo, że lubię tych ludzi i ich styl życia – przyznał. – Wyjadę stąd. Może jeszcze przed zimą.

Zamyśliłam się, zamilkłam.
A co, gdybym wyrwała z tej ekipy Mateusza? Że Tomek ze mną wyjedzie, tego byłam prawie pewna. Życie tutaj nie mogło się równać z wygodą, którą będą mieli w eko-domu za miastem. Wszystkich nie mogłabym zabrać. To byłoby niebezpieczne. Ale oni dwaj, czemu nie?

- Może będę ci mogła pomóc. – Nie chciałam zdradzać mu więcej. – To co robimy z tymi garbatymi końmi?

Dochodziliśmy do wybiegu wielbłądów. Dobiegł nas ryk lwa.

- A czym karmicie lwy?
- Nie karmimy. – Mina mu zrzedła. – Czekamy aż osłabnie i go ubijemy. Mięsożercy idą pierwsi pod nóż.
- W sumie logiczne – przyznałam.
- I tylko boli fakt, że jemy coś, co było kiedyś eksponatami. – Westchnął, patrząc w dal. – Dobra, zaczekaj tutaj. Idę po żarcie. Ty napoisz zwierzaczki.

Poszedł, a mi na dźwięk słowa „napoisz” włączyło się sikanie. Rozejrzałam się dokoła z zazdrością myśląc o męskich udogodnieniach fizycznych. Im wystarczyło by rozpięli rozporek i wyciągnęli sprzęt na wierzch. My kobiety musimy rozebrać się konkretnie w tym celu. Więcej niesprawiedliwości zafundowała nam natura. Okres, depilacja, staniki.
Ruszyłam ku krzakom rosnącym przy jasno beżowym budynku. Postanowiłam wcisnąć kuper w krzaczyska. Może mnie nic nie ugryzie. Nie ma to jak bąbel po ukąszeniu przez komara, na tyłku. Drapanie się po nim publicznie może rodzić podejrzenia o posiadanie wstydliwych chorób.

Rozpięłam spodnie, ukucnęłam ściągając je do wysokości kolan i sikałam.
Zaczęłam, gdyż już po chwili przerwałam. Ze strachu wywołanego dźwiękiem, który dobiegł mnie zza krzaków.
Odwróciłam się bardzo powoli.
W odległości metra ode mnie, stały kudłate łapy. Z brązowo obrośniętych stóp zwierzęcia wystawały pazury. To był niedźwiedź.
Ja, słaby człowiek zmieniłam się w skamielinę w nadziei, że mnie nie zauważy, nie wyczuje.
Serce we mnie zamarło.

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Risande
    | Odpowiedz

    Witam serdecznie i pozdrawiam,
    Ślad tu po sobie zostawiam!
    Tak jest, dziś rymuję,
    Choć nawet mnie samą to już żenuje.
    Niestety, przestać nie potrafię
    Nawet jak się po dupci podrapię!
    Może gdy skuszę mego Męża
    By zapodał mi swego węża,
    Przejdzie ochota na rymowanie…
    Lecz z ust Męża już słyszę chrapanie!
    I cóż ma począć niezaspokojona dusza
    Gdy snu Męża nic nie wzrusza?
    Jednak odpowiedź jest wszystkim znana,
    To do poduszki Mika czytana!
    Popędliwość i szał ukoi szybko,
    A wszelkie problemy od razu znikną!
    😀
    Przepraszam, jak nie mogę zasnąć to mózg mi się lasuje… 😀

    • Aprecjator
      | Odpowiedz

      Tutaj bym się nie zgodził. Mika raczej jest na pobudzenie zmysłów a nie na ich uspokojenie.

      • Risande
        |

        Wiesz, mi raczej chodziło o rozładowanie napięcia… 😉
        Pozdrawiam 😀

      • mikakamaka-old.guff.pl
        |

        Ale Cię przycisło do wierszowania 😀
        Znam to, też tak miewam 😉
        Czak człowiek musi, to musi, albo się udusi 😀

  2. Aprecjator
    | Odpowiedz

    Średnia wieku czytających Ciebie zdziwiła?

  3. Babeczka
    | Odpowiedz

    No… Teraz widać linka do ankiety 😀

Napisz nam też coś :-)