Biała (XXIV)

with 6 komentarzy

Biała 1 opowiadanie przygodowe sf z dużą dawką erotykiPo raz pierwszy jest mi smutno, że historia dobiega końca. Przywiązałam się do bohaterów i aż boli mnie fakt, że nie pozwolę im poszaleć jeszcze trochę.
Ile im zostało? Raptem kilka odcinków.
Zadziwiającym jest, że tacy żywi i plastyczni się stają mimo, że powstali ze słowa.
Fascynujące.

Następnym kawałkiem będzie "Worek treningowy". Losy tych dwojga też przeżywam, bo pisze mi się o nich inaczej, niż dotychczas. To, że same odcinki są o wiele dłuższe, niż np. "Białej", też zmienia sposób prowadzenia story.
Inaczej jest od tego, do czego przyzwyczaiłam się przez trzy lata 😉
Zakochać się w swoich postaciach?
Czuć to, co przeżywają?
Czy to normalne?!

Sorry - rozpisałam się, a Wy przecież przyszliście czytać o Ewce 😀
Całusy i miłego :-*

Przykro było patrzeć na ludzi, którzy rozstawali się z sobą i cierpieli z tego powodu. Wiedzieli, że los może pchnąć ich w inne miejsce i nie będą mieli sposobności po temu, by odnaleźć się ponownie.

- Mam pomysł! – Wcięłam im się w uściski. – Mam tutaj takie coś. – Wygrzebałam z plecaka pomarańczowe urządzenie. – Nadajnik satelitarny. My będziemy mieli odbiornik. Gdyby coś się wydarzyło, wciśnijcie przycisk z napisem S.O.S.

Może nie powinnam im tego dawać. Może nam bardziej się przyda. Dużo tych może.
Jak zwykle powiedziałam, nim jeszcze pomyślałam. Nie żałowałam jednak. Niech mają jakąś nić łączności nawet, jeśli będzie iluzoryczna. Mogą nadać sygnał, my możemy go przecież nie odebrać. Jeśli nawet odbierzemy, nikt nam nie zabroni byśmy ów sygnał zignorowali.

Godzinę później pruliśmy w kierunku, do którego rwało się moje serce. Cieszyłam się faktem, że zabieram brata w dobre miejsce. Wiedziałam, że mu się tam spodoba jak również to, że Mateuszowi będzie tam dobrze.
Nie rozumiałam tej dziwnej więzi z nim i potrzeby, by się chłopakiem zaopiekować. Nie czułam pociągu fizycznego do niego mimo, że był wyjątkowo ładny tak z buźki, jak i z wyrzeźbienia ciała. Ja go po prostu lubiłam. O wiele mocniej, niż powinnam polubić obcego człowieka.

Wymijaliśmy wraki aut, jadąc autostradą pod prąd.
Wiedziałam, że ta strona drogi jest w miarę przejezdna. Jechałam tędy, a nie było możliwości, by coś zdążyło się tutaj zmienić. Nie było komu zmieniać. Jak wyglądał przeciwległy pas, wolałam nie sprawdzać.
Ciągnęło mnie tam, gdzie zostawiłam część serca. Drugą połowę wiozłam w piersi. Szczęśliwszą o posiadanie brata. Miałam szczęście, że go odnalazłam.

Po około godzinie jazdy Mateusz poklepał mnie po udzie.
Wiedziałam, że chce mi coś powiedzieć. Zatrzymałam się, zaczekałam by dojechał do nas Tomek. Wyłączyliśmy silniki i jak na komendę, każde z nas poszło w innym kierunku, za potrzebą.

Kucałam za jednym z aut i gdy miałam już wstawać, do moich uszu dobiegł odgłos szurania. Momentalnie przypomniało mi się zdarzenie z ZOO.
Nie był to jednak niedźwiedź, lecz pies. Ten sam, którego wypuściłam z więzienia, którym było dla niego auto właściciela. Poprawka – trupa właściciela.
Psina wyszła zza przedniego zderzaka i przysiadła na zadnich łapach, przyglądając mi się z uśmiechniętym pyskiem. Czyżby czekał tu na mnie?

- Co tu robisz? – Wstałam, zapinając spodnie. – Czekałeś na mnie? Mam cię z sobą zabrać?

Pies zastrzygł uszami, zaczął dyszeć, wywalając różowy jęzor z boku pyska.

- Mnie też z sobą zabierz. – Zza pleców dobiegł mnie znajomy głos.

Odwróciłam się gwałtownie, by stanąć twarzą w twarz z Sebastianem. Moim odsadzaczem i prywatnym wybawcą.

- Ty zboczony jesteś! – Wystraszył mnie, więc naturalnym było, że się na niego wydarłam. – Zachodzisz mnie od tyłu i chyba śledzisz! Zjawiasz się w pobliżu, ilekroć idę się wylać. To taki twój fetysz?!

Widziałam, że jestem złośliwa i nie powinnam tego mówić. Mam jednak tak, że zaskoczona siekę słowem, lub mam odruch by uderzyć tego, kto mnie wystraszył. Nie panowałam nad tym. Pewnie mogłabym, ale nie chciałam. Miałam to w dupie, bo mogłam mieć.

- Śledziłem was i to jest fakt. – Nie wyglądał na speszonego, raczej ubawionego moją reakcją. – Nie po to, by być świadkiem wątpliwie atrakcyjnego wydarzenia, jakim jest wydalanie przez ciebie płynnych resztek przemiany materii. – Przestał się uśmiechać. – Chciałem się stamtąd wyrwać. Dusiłem się w grobowcu, którym stało się miasto. Dla ścisłości, jestem ze wsi, czy raczej z zadupia w górach. Do miasta przyjechałem, by studiować. Od czasu epidemii marzę o powrocie w góry, lub chociaż ucieczce poza miasto. Ty zjawiłaś się tuż przed tym, gdy miałem opuścić grupę. Byłem już spakowany i gotowy do drogi i co? -  Uniósł dłonie po bokach głowy. – Wparowałaś do nas wściekła i uzbrojona i powiem ci, że dla mnie stałaś się prywatnym Jezusem Chrystusem. Jakby mi ktoś drogowskaz przed oczy postawił. – Rozrzucił ramiona na boki, wybałuszając oczy.

Pies warknął, ja cofnęłam się o krok w tył, w jego kierunku.
No super. Stałam się oto sikającym ołtarzykiem dla świra.

Zdaje się, że powinnam się zacząć bać.

- Spokojnie. – Machnął ręką. – Żebyś mnie nie wzięła za czuba. – Czyżby czytał mi z twarzy? – Chcę tylko powiedzieć, że spodobało mi się to, co mówiłaś w ZOO o gospodarstwie. Takie to trochę podobne do miejsca, w którym się wychowałem. Jeśli powiesz, że mam spadać, to zejdę ci z oczu. Jeśli jednak pozwolisz wejść w waszą społeczność to obiecuję, że się przydam.

I zamilkł.
Ja stałam zapowietrzona w bezruchu.

- Co robimy, siostra? – Tomek wyrósł obok, niczym człowiek widmo. – Bierzemy go, czy mordujemy i zakopujemy w okolicy? A chuj tam! – krzyknął, ja podskoczyłam wystraszona. – Po co go zakopywać, skoro może sobie zgnić gdzieś w okolicy! – Zatoczył gwałtownie ramieniem w bok. - Wystarczy gościa zaciukać i po sprawie! To co robimy, siostra?
- Pierdol się, gówniarzu – warknęłam ordynarnie, wymijając go i idąc w kierunku motocykla. – Jedziemy, bo nas noc zastanie! Zbierać dupska, chłopy! – Wrzasnęłam, nakładając na głowę kask. – I psa mi weźcie. Nie wiem jak, ale chcę go dla siebie. Uratowałam go kilka dni temu.

Uruchomiłam motocykl i znów ukłuło mnie w serce durne uczucie szczęścia.
Za chwilę zobaczę Gabriela. Może wkurzy się na mnie za to, że sprowadzę mu na głowę trzech dorosłych samców. Możliwe, lecz nie zamierzałam się tym teraz martwić. Cieszyłam się, że go zobaczę. Rzucę mu się na szyję, wpiję w usta.

Wystartowałam ostro. Mateusz zakleszczył na mnie ramiona, rozśmieszając mnie tym odruchem.

Dobra, chłopaki – pomyślałam. – Jedziemy do bazy. Do miejsca przeznaczenia. Do domu!

Godzinę później dotarliśmy pod bramę eko – domu. Nieprzezierny opór blaszanego ogrodzenia i kamera, której oko wydawało się śledzić moje ruchy. Uniosłam dłoń ku przyciskowi wideofonu i zamarłam.
Czego się boję, głupia? Przecież on tam na mnie czeka!
Za tym ogrodzeniem czeka też wanna, w niej gorąca woda i pachnąca piana. Coś tak banalnego kiedyś. Teraz wizja odprężenia.

Wcisnęłam przycisk i czekałam. Sekundy dłużyły się, niczym minuty.
Przez głowę przemknęła myśl, że może nikogo wewnątrz domu nie ma, bo coś im się stało, ktoś ich napadł.

Bieg myśli urwał się w momencie, gdy zadźwięczał elektryczny zamek, a brama zaczęła swój powolny ruch w bok.

Widok, który powoli ukazywał się moim oczom nie do końca był tym, co chciałam zobaczyć.
Gabriel stał na szczycie schodów wiodących do drzwi wejściowych domu. Serce podskoczyło mi w piersi, na ten widok. Stęskniłam się za skurczybykiem i ucieszyłam, widząc go teraz.
Powolny ruch skrzydła bramy, odsłonił kolejny element obrazka.
Tym elementem była zdzira – Asia. Asiulka malowniczo uczepiwszy się ramienia Gabriela zawisła na nim tak, jak zawisa się na SWOIM mężczyźnie.
Jakbym w pysk dostała. Na odlew, a w dodatku odrzutową siekierą.
Ile mnie nie było? Trzy dni w sumie i co zastaję? Zmieniony układ sił, z tą pizdoliną u boku Gabriela?
A on co?
Nic, kurwa! Po prostu trwał w niezmienionej pozie, jakby do zdjęcia fotografowi, czy portretu malarzowi pozował.

Cieszyłam się z osłony, jaką dawał mi kask. Krył twarz, a musiała ona wyrażać teraz wszystko, co najgorsze.
Nienawidziłam Asi, nienawidziłam Gabriela. Brzydzili mnie i najchętniej rozpędziłabym się, by wjechać po schodach i rozsmarować oboje na ścianie.
Zdrada zabolała ale dziwnym było to, że nie miałam ochoty, by się rozpłakać. Ja po prostu bulgotałam wewnętrznie. Aż dziw bierze, że nie zaparowałam szybki w kasku, a mózg nie eksplodował.

Pewnie roztrząsałabym jeszcze długo swoje moralne rozdarcie gdyby nie Oliwka, która z radosnym piskiem wystrzeliła zza gołąbeczków i jak strzała pomknęła w naszym kierunku.

- Ewa! – piszczała, biegnąc. – Myślałam, że wyjechałaś na zawsze!

Zdjęłam kask, zeszłam z motocykla. Uklękłam na żwirowym podjeździe i pozwoliłam Oliwce, by rzuciła mi się na szyję. Kilka sekund później wskoczyła na nas psica i wszystkie trzy, jak długie, padłyśmy na ścieżkę.
Ściskałam Oliwkę bo zwyczajnie cieszyłam się tym, że ktoś na mnie czekał. Nie osoba, której to ja chciałam się rzucić na szyję, ale jednak ktoś żywy.

Po dłuższej chwili uwolniłam się spod żywiołowych samiczek dwu gatunków i otrzepując ubranie, przystąpiłam do przedstawiania sobie ludzi.
Zachowując chłodną minę stwierdziłam w duchu jedno – nie miałam wyrzutów sumienia, że przyciągnęłam tu tylu dodatkowych samców. Kto wie, może któryś (poza bratem oczywiście) przypasuje mi. Może nawet dwaj na raz?

Gospodarze nie mieli wyjścia, musieli przyjąć nowo przybyłych tym bardziej, że każdy z mężczyzn przewyższał wzrostem i posturą Gabriela.
Gabriel unikał bezpośredniej konfrontacji. Pomógł zaparkować maszyny w garażu, zaprowadził chłopaków do pokoi.
Ciekawa byłam, gdzie umieści mnie i czy samą. Tego że wyjaśni mi, co działo się pod mą nieobecność, byłam pewna. Jeśli nie z własnej woli, to przymuszę go czymś, choćby ciężką patelnią.

Zostałam sama przed domem. Słońce zakrywały chmury. Nawet pogoda miała zmarszczony nos i gnuśny humor. Zarzuciłam plecak na ramię patrząc na psy, które w ramach zapoznania się, obwąchiwały sobie tyłki.
Naszła mnie myśl że my ludzie, też zmieniliśmy się trochę w takie właśnie psy. Spotkać się, obwąchać, przejść do kopulacji, by zmienić po wszystkim partnera.
Jak na zawołanie nowo przybyły pies podskoczył stając na tylnych łapach, przednimi starając się objąć Korę. Był bez szans, Bo jak niby taki psi kurdupelek, miałby sięgnąć siurkiem tam gdzie chce, gdy partnerka bardziej przypomina konia, niż przedstawicielkę psiego gatunku.

Westchnęłam kiwając głową.

- Jak mu się jednak uda, to za czas jakiś będziemy mieli tutaj hodowlę psów – mruknęłam pod nosem. – Kto wie, może psie zaprzęgi stworzymy.

W domu chodziłam od drzwi do drzwi, szukając pustego pokoju. Wyglądało na to, że wszystkie były zajęte.
Ośmieliłam się i zajrzałam do sypialni, którą kilka dni temu zajmowałam z Gabrielem.
Tak jak się spodziewałam, Asia zajęła moje miejsce. Mocnym zaakcentowaniem tegoż faktu był szlafrok rzucony, niby przypadkiem, na łóżko i koronkowe majtki obok. To tak na wypadek, gdybym miała wątpliwości.

- Ciekawe, czy rzuciłaś to widząc mnie przez kamerkę przy domofonie, czy to codzienna dekoracja łóżka teraz. – Znów mówiłam do siebie. Niedobrze, znaczy że wariuję.

Dwie rzeczy wydarzyły się jedna po drugiej.

Mój brat Tomek wyszedł z sypialni, którą mu przydzielono, a z drugiego naprzeciw wyszła Gamma. Wrósł mi bracik w podłogę niczym ołowiany baran i podobnie zareagowała dziewczyna.
Wyglądało to uroczo, ale w obecnym stanie ducha reakcją mojego organizmu, był odruch wymiotny.

- Romantyzm – sromantyzm – marudziłam pod nosem, wchodząc do następnego pokoju. – Pierwsze wejrzenie i inne bzdety - gderałam. - Cześć Mati. Mam prośbę – zwróciłam się do ponuro wyglądającego mięśniaka.

Siedział w niewielkiej sypialni na łóżku i wyglądał na zagubionego.

- No?
- Nie ma dla mnie pokoju więc, albo mnie do siebie przyjmiesz, albo przeflancuję cię do Adama.
- Adama? – Zerowy entuzjazm na twarzy.
- Jest w śpiączce. To znaczy jest krwiopijcą. – Wzruszyłam ramionami. – Leczymy go naszą krwią, ale na pewno jeszcze się nie ocknął. Chodź. – Kiwnęłam głową, mrugając do niego okiem. – Jeśli go nie przenieśli, to zajmuje jeden z najfajniejszych pokoi. W dodatku z osobną łazienką – podkreśliłam.

Podniósł się niemrawo i powłócząc prawie nogami, poczłapał za mną do pokoju Adama.
Uchyliłam cicho drzwi na wypadek, gdyby się jednak przebudził.
Spał nadal. Spokojna twarz i musiałam przyznać, że nadal najładniejsza, jaką widziałam u mężczyzny. Zawisłam nad nim stojąc z boku łóżka. Naprzeciw mnie stał Mateusz i również zawisł tyle, że wielowymiarowo.
Zawisł fizycznie, patrząc w dół.
Zawisł w zachwycie, nie mrugając oczami.
Zawisł zakochany.

- Ja pierdolę – wycedziłam przez zęby, ewakuując się po cichu z pokoju. – Plus taki, że mam przynajmniej łóżko dla siebie.

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. kaska
    | Odpowiedz

    Ale tempo narzuciła. co wchodze to coś publikujesz.. biedna ta ewa mam nadzieje,ze sie ogarnie i przełknie odrzucenie

    • mikakamaka-old.guff.pl
      | Odpowiedz

      Spoko spoko 😀
      Nie damy dziewczyny skrzywdzić 😉

      • kaska
        |

        Niech im lutnie!

  2. PikkuMyy
    | Odpowiedz

    Ależ mieszasz Miko 🙂

    Przyznam szczerze, że wkurwiona jestem na Gabriela i Asiunię… Grrr… Mam nadzieję, że Ewka da im popalić. Oczywiście nadal nurtuje mnie pytanie jakim to “gatunkiem” jest Asia i reszta “mięśniaków” skoro biali nie są, a jednak udało im się przetrwać epidemię i nie zamienić się w krwiopijców 🙂
    Czekam na rozwój wydarzeń i względne chociaż wyprostowanie losów bohaterów 🙂

    P.S.: Cieszę się, że tym razem jest motocykl, a nie motor 🙂

  3. Tony F.P.
    | Odpowiedz

    Asiunia przeżyła, bo nawet wirusowi się nie spodobała:) Co do “mięśniaków”, to takie różne myśli chodzą mi po głowie – niedoprecyzowane – i niejako wynikają z wątku odczuwanej przez Ewkę więzi z Mateuszem. Tak mi się jakoś majaczy, że krew będzie kluczem, łącznikiem, siłą sprawczą. Ale oczywiście może być to złudne wrażenie. Niezbadane są drogi, po których błądzi twórczy umysł Miki:)
    Podejrzewam, że Gabriel pluje sobie w brodę, a jak wyczuje, że między Ewą i Sebastianem jest coś na rzeczy, to go skręci z zazdrości. Przez trzy dni nie dochować wierności, to naprawdę niezły wynik.
    Ps. W moich stronach mówi się motor i motorzysta:)

Napisz nam też coś :-)