Biała (XXV)

with 12 komentarzy

Biała 1 opowiadanie przygodowe sf z dużą dawką erotykiPo raz kolejny moi bohaterowie pokazali mi środkowy palec. Pyskata Ewa zaśmiała mi się w twarz, że niby co? Kończą się ich losy? Serio? Jasne! Phi.
No i nie kończą się, jeszcze to trochę potrwa, bo mają co nieco do przeżycia 😀
Jeśli ktoś powie, że to rozciąga się w serial, to wyskoczy mi pryszcz na nosie 😀 (pod jedną z części już to czytałam)
Tak się po prostu dzieje, że opowieść się wydłuża. Gdybym ją skończyła na siłę to wyglądałoby to, jakbym ją ucięła siekierą 😀

W zeszłym tygodniu nie udało mi się dodać "Białej", więc mam nadzieję na jeszcze jedną część w tym tygodniu. Poza tym "Worek treningowy" i tutaj też miało być sześć części, a piszę ósmą 🙂
Chociaż nie wiem, czy poprzednia się liczy, bo to właściwie sam seks 😉 Swoją droga nie napisałam jeszcze tak drugiej sceny. Nie przypominam sobie przynajmniej 😀
No to udanego tygodnia, pięknego letniego poniedziałku i miłego czytania podczas chwilki przerwy. Jeśli sobie na nią pozwolicie 😀

Zamknęłam się w niewielkiej sypialni, zakopałam w pościeli stwierdzając iż w dupie mam fakt, że jestem brudna i pewnie śmierdząca. Nie było komu mnie wąchać, więc mogłam śmierdzieć radośnie.
Z dziką rozkoszą wykąpałabym się lecz obawiałam się tego, że jedyna łazienka będzie oblężona. Nie dane mi będzie powylegiwać się w pachnącej pianie.
Poleżę, poczekam, prześpię się. Jeśli wcześnie wstanę, to może wtedy uda mi się zabarykadować w łazience. Zamknięcia od wewnątrz nie przewidziano, a to ze względów bezpieczeństwa. Jak to mówił Gabriel, by można  było dostać się do pomieszczenia, gdyby ktoś zasłabł.
Przypomniałam sobie sytuację, w jakiej to mówił. Przyjemne okoliczności. Gabriel...

Leżałam w pościeli, analizując fakty.
Układ sił zmienił się diametralnie. W nowej rzeczywistości stałam się elementem zbędnym, a elementy układanki przestały do siebie pasować.
Ciekawa byłam, co takiego zrobiła Asiunia, jakich argumentów użyła, że Gabriel tak szybko porzucił bycie mi wiernym. Czyżby wielkość biustu zdecydowała? Nie wydawało mi się to możliwe. Zdążyłam poznać odrobinę Gabriela, choć jak widać mniej, niż mi się wydawało.

Zrozumiałam natomiast brak pociągu fizycznego, którego od początku znajomości nie czułam do Mateusza. Szkoda mi było chłopaka. Jaka bowiem szansa istniała na to, że spotka drugiego osobnika z upodobaniami homoseksualnymi? Może sobie poużywać na Adamie. W końcu i ja to robiłam. Tego że jest heteroseksualny, byłam pewna.

Około trzeciej nad ranem dałam za wygraną i wściekle wierzgając odnóżami, skopałam kołdrę na podłogę. Nie miałam bielizny na zmianę. Wszystkie ubrania zostały w sypialni Gabriela. Naszej wspólnej dotąd, teraz już nie mojej.
Wzięłam z sobą męską koszulkę, którą jako jedyny element odzieży znalazłam w jednej z szuflad komody. Bieliznę zamierzałam uprać. Powinna wyschnąć do rana.

Jeszcze wczoraj cieszyłam się na kąpiel. Teraz stała się ona sposobem na zabicie czasu, przy okazji odświeżeniem zakurzonego i spoconego ciała.
Może później usnę i pośpię kilka godzin. W sumie to nie widziałam powodu, by zrywać się wcześnie.
W sumie, to czułam się bardzo nie u siebie i nie na miejscu.
W sumie to powinnam zrewidować większość planów. Później, teraz pora na odrobinę luksusu, czyli kąpiel.

Przed drzwiami pokoju kąpielowego postałam dłuższą chwilę, nasłuchując. Zrobiłam to na wypadek, gdyby w środku ktoś był. Może nawet gził się.
Słyszałam wyłącznie ciszę. Całe domostwo, jego mieszkańcy, spało.
W łazience zrzuciłam z siebie brudne ubrania. Majtki i stanik zwinięte w kulkę, wysłałam lotem bezpośrednim, w kierunku wanny. Zatkałam odpływ, nalałam płynu o zapachu i lawendy i odkręciłam strumień gorącej wody. Usiadłam na dnie zbiornika, nie czekając by się napełnił. Napełni się ze mną w środku, zakrywając mnie po centymetrze.
Zamknęłam oczy, próbując się odprężyć. Było to trudne o tyle, że straciłam wszystkie punkty zaczepienia.

Oddychać – nakazałam sobie. – Skupić się na oddechu. Przeżyłam już tyle dziwnych dni i sytuacji, że jakaś tam dziunia i jej chłoptaś mnie nie załamią.

Otworzyłam oczy stwierdzając, że woda nie leci już z kranu. Pierwszą myślą była ta, że brakło wody w rurociągu, lub ma miejsce awaria. Spojrzałam jednak przed siebie, na drugą stronę wanny, choć lepszym określeniem dla zbiornika, byłaby niecka kąpielowa.
Naprzeciw mnie siedział nikt inny, jak Sebastian. Przyglądał mi się z zadowolonym wyrazem twarzy. Milczał mimo że widział, iż nie śpię. Widocznie usnęłam, a on przyszedł tutaj i wpakował mi się do wanny, podczas mojej nieprzytomności.

- Bezsenność, tak? – Wiedziałam, że resztki piany unoszącej się na powierzchni wody nie ukrywają zbyt wiele fizyczności. Nie chciało mi się jednak dopuścić do głosu wstydu. Zasady moralne po końcu ludzkości, uległy przewartościowaniu.
- Dokładnie – przytaknął z uśmiechem.
- I postanowiłeś sobie, wpakować mi się do wanny. – Czułam narastającą złość. – Jeśli myślisz, że jako niesparowana jednostka będę się z tobą pieprzyła, to niedoczekanie twoje – warczałam, ale zezłościł mnie swoim zachowaniem. – Już ci mówiłam, że nie uznaję zasad wyznawanych przez waszą społeczność i dzielenie się dostępną cipką.
- Byłbym rozczarowany, gdybyś się chciała pieprzyć. – Odchylił głowę, zamknął oczy. – Ja ci natomiast mówiłem, że jestem z innej gliny. Też nie lubię traktowania ciała, jak szaletu. Nie pamiętam już, kiedy kąpałem się w takich luksusach. – Zmienił temat. - Zużycie tylu litrów gorącej wody dla jednej osoby, jest moim zdaniem marnotrawstwem. – Celnie przyłożył. – Wybacz więc, ale nie napastuję cię, nie zarażam niczym i ni zamierzam zacząć. Potraktuj to, jak wspólną kąpiel w basenie.

I zamilkł.
Zrobiło mi się głupio. Miał rację, niepotrzebnie się uniosłam. Zrobiłam więc coś, by dodać jeszcze więcej uroku temu wspólnemu moczeniu zadków. Włączyłam bąbelki, dzięki czemu zostałam nagrodzona szczerym uśmiechem od ucha do ucha. Ten uśmiech zalał mi serce zadowoleniem, że  oto kolejny, podobny mi wyrzutek, poczuł się lepiej.

- Czy byłeś chory na białaczkę? – Przerwałam milczenie.
- Nigdy – odpowiedział trochę niewyraźnie, jakby przysypiał, a ja mu w tym przeszkodziłam.
- No to jakim cudem przeżyłeś ty i reszta grupy?
- Mam taką teorię. – Poprawił się, siadając pionowo, wpatrując się we mnie intensywnie. – Dowiedziałem się dzisiaj, że leczycie pijących krew, swoją krwią. Chorzy na białaczkę, jako antidotum na ich dziwną mutację. Nikt z nas nie miał nigdy kontaktu z białaczką, ale wiesz co? – Uniósł brew, podpuszczając mnie.
- No co? – Widziałam, że muszę zadać to pytanie, by usłyszeć ciąg dalszy teorii.
- Ty jesteś chora, a przynajmniej byłaś. - Pochylił się ku mnie i widać było, że jest podekscytowany. – My wszyscy, którzy przetrwaliśmy, mamy grupę krwi zero.
- Skąd wiesz? – dziwne mi się to wydało. – Większość zapytanych ludzi nie ma pojęcia, jaką ma grupę krwi.
- Wiem stąd, że przetrwaliśmy jedynie my z zerówką. – Zwęziły mu się oczy, zacisnęły usta. Wyglądało na to, że ma mi zamiar oto zdradzić jakąś wielką tajemnicę. – Musieliśmy znać swoją grupę krwi, gdyż ta wiedza potrzebna była przed zawodami kulturystycznymi.
- Po co? – Zaintrygował mnie.
- Badania na wykrycie dopingu nie wykazywały jednego – transfuzji krwi. – Zamilkł czekając, by dotarł do mnie sens słów.
- Wymienialiście się krwią? – Upewniłam się. – Po co?
- Taka metoda podwyższenia wyników. – Policzek drgał mu nerwowo i widziałam, że nie sprawia mu przyjemności przyznanie się do tego. – I wiesz co dzisiaj wymyśliłem?
- No? – Byłam ciekawa, jak jasny gwint.
- Musiałaś jakoś dostarczyć swojemu bratu chorą krew i to ona nas uratowała.

Po jego słowach zapadło milczenie. Właściwie, to przestałam oddychać, mrugać oczami i pewnie zastygło we mnie serce.
Że niby swoim umieraniem uratowałam tylu ludzi?!
To było możliwe. Ba! To było najbardziej logiczne wytłumaczenie!

- Tak, była taka sytuacja! – Podekscytowanie spowodowało, że musiałam się wyprostować. Zrobiłam to tak gwałtownie, że aż rozchlapałam wodę poza brzeg wanny. – W wieku lat piętnastu biłam się z Tomkiem na ostro i potrzaskaliśmy drzwi prowadzące na balkon. Pchnęłam go tak mocno, że przez nie wyleciał. Wystraszył mnie, bo bardzo krwawił z ramienia, więc chciałam zatamować krwotok i wyciągnęłam mu szkło z ramy. Skaleczyłam się równie poważnie. Założono nam szwy i podczas pobytu na pogotowiu z tej okazji, dowiedziałam się o białaczce. Tego dnia pomieszała się krew. Tylko wtedy mogło się to stać.

I zamilkłam, zatapiając się we wspomnieniu. Tak, było wtedy krwawo. Lała się posoka, łzy moje, jego i mamy. Nawet tata był blady, jak ściana i tylko siostrzyczka przyjęła zajście z pogardą. Dla niej najbardziej optymalną sytuacją byłaby ta, byśmy wykrwawili się wtedy na amen. Ona pozostałaby królową domu, ze statusem jedynaczki. Nie stało się to jednak. Dla odmiany ja znalazłam się w centrum uwagi, czyniąc z kretynki, mojego wroga numer jeden. Okazało się tego dnia, że umieram. Ech, to były czasy.

Westchnęłam rozdzierająco i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z faktu, że jestem obserwowana przez Sebastiana. Jego pobłażliwa mina wskazywała na jedno – na mym licu odegrało się przedstawienie w trzech aktach.

- Tak więc widzisz, że jesteś moim prywatnym Jezusem Chrystusem. – Wzruszył ramionami, wygodnie rozpierając się w wannie, w wyniku czego wsunął mi swoje przydługie kończyny dolne, pod pośladki. – Nie bycie świrem ciągnie mnie do ciebie, lecz szacunek dla zbawicielki.

- No jasne! – wybuchnęłam. – Tego mi właśnie trzeba! Być zbawicielką. Ja jebię! – Nie wytrzymałam. Nie zważając na własną nagość wstałam i wyszłam z wanny. Sięgnęłam po ręcznik i opatuliłam się nim szczelnie. – I co ja mam zrobić z taką wiedzą? – Zwróciłam się do niego. – Co to zmienia w sytuacji, w jakiej się znalazłam?
- Czyli w jakiej? – Rozrzucił ramiona na boki, wspierając się na brzegach wanny.

Nie sposób było nie stwierdzić faktu, że bardzo kształtny osobnik z niego. Przynajmniej od pasa w górę. Od pasa w dół nie mógł pobić Gabriela i jego grubych centymetrów.
Gabriel i jego zdradzieckie centymetry, Co nim kierowało?
Postanowiłam, że dowiem się tego dziś. Nie ważne, czy blond dziunia będzie nam to uniemożliwiała. Najwyżej wytoczę nieczyste argumenty w stylu : „Bycie wyruchaną przez twojego chłoptasia daje mi prawo do zadania pytań”

- W gównianej – odparłam. – Równie gównianej co twoja. Gównianej, jak tylko może w braku korzeni i pozostałości przeszłego życia.
- Ty masz chociaż członka rodziny. – Sebastian wyartykułował to spokojnie. – Doceń to, mała. Ja mam dom w fajnym miejscu i zamierzam się tam wybrać. Jeśli już gdzieś żyć to tam, gdzie się wychowało.

I zjechał po brzegu wanny, zanurzając się pod wodę, wstrzymując oddech.
Ponad lustrem wody wystawały wyłącznie kolana.
Na powierzchni drgającego lustra pojawiały się bąble powietrza, które wypuszczał z ust.
Ciemna plama majacząca poprzez rozedrganą wodę intrygowała.
Dziwny człowiek, swoją drogą. Dziwny i ciągnący do mnie.
Co o tym myśleć? Co myśleć o tym wszystkim?
Nie myśleć teraz, bo nocą nie wolno rozpracowywać problemów. Zbyt ciemne się wydają i nie do przeskoczenia. Nie to, co w świetle słonecznym.

- Nie każdy ma korzenie, do których może wrócić – szepnęłam mimo, że nie mógł mnie usłyszeć.

Nie wyobrażałam sobie rodzinnego mieszkania i stanu, w jakim musiały być ciała rodziców.

- Idę do kuchni robić śniadanie. – To była moja propozycja rzucona w kierunku Sebastiana, gdy w końcu wynurzył się spod wody. – Cały dzień nic nie jadłam i nie wiem jak ty, ale kiszki mi marsza grają z głodu. Piszesz się na to?
- Z tobą? – Zmarszczył brwi i czoło, jakby zastanawiał się nad problemem wagi państwowej. – Z tobą zawsze.

Uśmiech, jaki rozpromienił mu twarz ugiął pode mną kolana. Od ucha do ucha i obejmujący oczy. W połączeniu z wyznaniem wyłączał we mnie wredotę i uszczypliwość, w wyniku czego nie potrafiłam mu upierdliwie dogryźć, a chciałam.
Zauważył moje ogłupienie, więc by dopełnić efektu wstał i sięgnął po ręcznik, nie spuszczając wzroku z mojej twarzy.
Co zrobiłam ja?
Oczywiście jak ciele spojrzałam w jedyne miejsce, które wyróżniało się na tle gładkiej, nieowłosionej skóry.

O kurczę – pomyślałam, nie mówiąc tego na szczęście na głos. – Może jednak ma czym konkurować z Gabrielem.

- Będę w kuchni – rzuciłam tylko i umknęłam czując, jak oblewam się rumieńcem.

Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. kaska
    | Odpowiedz

    Jaka mila przerwa w pracy.

  2. aaaaaa
    | Odpowiedz

    ech, Gabriel…

  3. Kasia
    | Odpowiedz

    Jeeeej ❤❤
    To opowiadanie jest moim ulubionym. Wedlug mnie najlepsze ze wszystkich jakie napisałaś:)
    Raz lubię Gabriela, raz nie lubię… Z każdą nową częścią ja mam nowe odczucia co do bohaterów. Uwielbiam to że u Ciebie w każdym nowym fragmencie jest jakaś zmiana i nie wiadomo czego się spodziewać:)

    • mikakamaka-old.guff.pl
      | Odpowiedz

      Dziękuję za wspaniały komplement (o nieprzewidywalności 😀 )
      Lubię też stwierdzenie, że “to najlepsze opowiadanie”. To mój ukochany komplement czytany pod wieloma różnymi opowiadaniami 😀
      Dzięki 😀

    • Tony F.P.
      | Odpowiedz

      Gabrielowi czasami “Gabek” rzuca się na umysł:)

      • Megami
        |

        Jedyne słuszne zdrobnienie Gabriela to Bryś xD

  4. Tony F.P.
    | Odpowiedz

    Czytam, czytam… i myślę, czemu tak jakoś dziwnie napisane… sięgam do poprzednich części i okazuje się, że one też tak jakoś… dziwnie napisane… i wtedy zrozumiałam skąd mi się to uczucie dziwności bierze – ostatnio siedziałam w świecie “Historii Rodzinnych”, a to zupełnie inny świat, a przede wszystkim inny styl, inne tempo, inny klimat. Szacun Miko – potrafisz przenieść czytelnika do innego świata.
    Ta część “Białej” taka relaksacyjno-refleksyjna jest, co po intensywności ostatnich wydarzeń bardzo się przyda – Ewka musi pomyśleć, odnaleźć się w nowej sytuacji (znowu) i zastanowić się czego chce, a i czytelnikom chwila refleksji się przyda. Jak dla mnie, to historia nie może ciągle gnać do przodu i takie niby nic – wspólna kąpiel i rozmowa dwojga, tak właściwie, obcych ludzi jest… tym czymś właściwym/dobrym/na miejscu. Myślę, że bycie czyimś Jezusem Chrystusem pozwoli Ewie pozbyć się uczucia bycia zbędnym elementem. Może nie jest aż tak ważna jak Leeloo w “Piątym Elemencie”, ale jednak ciągle kogoś ratuje.
    “Śmierdzieć radośnie” wejdzie mi do użycia już na wciąż – będę zaznaczać, że to cytat:) “Nieczysty argument” raczej mi się nie przyda, ale na wszelki wypadek zapamiętam, bo ma moc:)
    W realność kwestii zmieszania się krwi nie wnikam – hematologiem nie jestem:)
    Podobnie jak Ewce, trudno mi uwierzyć, że Asiunia zbałamuciła Gabriela cycem na tacy – węszę tu drugie dno i mam nadzieję, że się nie mylę.
    Ps. Dobry serial nie jest zły, a telenoweli raczej nie popełnisz:) Nie o to chodzi, żeby do finału szybko dojść, tylko żeby dojść satysfakcjonująco.

    • mikakamaka-old.guff.pl
      | Odpowiedz

      Ty mnie rozbroiłaś ostatnim zdaniem 😀 hihi

      • Tony F.P.
        |

        Dwuznaczność zamierzona:)
        Ps. “e” dało drapaka: “…nie zarażam niczym i ni zamierzam zacząć.”

  5. Megami
    | Odpowiedz

    Widziałam różne komentarze. Pod jedną częścią ludzie pisali, że Gabriel jest cudowny i główna bohaterka ma być właśnie z nim, a pod następnymi fragmentami uczucia były mieszane… To doskonale, bo widać jak czytelnicy wczuwają się w postać Białej (tak, zapomniałam imienia). Mają wątpliwości co do motywów innych postaci, ulegają jednemu zauroczeniu, które szybko mija na rzecz innego uczucia…
    Ale tak szczerze, od razu wiedziałam, że w chwili w której Biała znajduje Gabriela, wydawałoby się, ostatniego żyjącego samca na ziemi… Ulega zauroczeniu. W sumie nie ma żadnego innego wyboru, więc zaczyna polegać na Gabrielu. Sądzi, że skoro prawdopodobnie wszyscy już od dawna nie żyją, albo żywią się ostatnimi resztkami krwi, musi zostać z Gabrielem.
    Naiwna uważa, że wymaże dotychczasową przeszłość, zarówno swoją jak i Gabriela. Okazuje się jednak, że kiedy pojawia się bliska mu kobieta, sprawy się komplikują.
    I jeszcze jedna kwestia – dobrze, że bohaterowie myślą, zmieniają zdanie, zastanawiają się, dokonują wyborów i wypominają sobie własne błędy. To sprawia, że są bliżsi czytelnikom niż te wszystkie wymuskane ideały z niektórych książek. Największą krzywdą, jaką można wyrządzić odbiorcom filmu/serialu/ książki/opowiadania itd. jest właśnie tworzenie nijakich, bezbarwnych postaci bez charakteru. I pisząc “bez charakteru” mam na myśli przykładowo wzdychające do ukochanego dziewczę, której jedyną cechą jest to, że szaleje na punkcie ukochanego. Żadnego hobby, żadnego życia poza nim, żadnych innych relacji.
    Nie piszę tego wszystkiego po to, żeby się podlizywać. Piszę ten komentarz, bo opowiadanie jest cholernie dobre i podziwiam za to, że Mika bez problemu tworzy różne światy. Raz znajdujemy się w fantastycznym świecie wampirów, kiedy indziej akcja rozgrywa się tuż przed wojną, w domu bogaczy.
    Spokojnie! Jeśli coś będzie warte skrytykowania, nie zawaham się tego zrobić! 😀
    PS: W którejś części było napisane “zło życzyć” zamiast “złorzeczyć”. Tak na przyszłość!

    • mikakamaka-old.guff.pl
      | Odpowiedz

      Mówiłam Ci, że Twoje komentarze są wyjątkowe?
      Właśnie takie osoby jak Ty, Tony F.P., PikkuMyy, i jeszcze kilkorga, płci obu utwierdzają mnie w przekonaniu, że idę w dobrym kierunku. Przede wszystkim jednak motywują, jak jasny gwint 😀
      Dziękuję.

Napisz nam też coś :-)