Biała (XXIX)

with 4 komentarze

Biała 1 opowiadanie przygodowe sf z dużą dawką erotykiOstatnia godzina Mikołajków, ale zdążyłam 😀
Miłego!

- Mówiłeś, że nie będziesz mnie napastował! – wyrzucałam w ciemność, gdy już odzyskałam głos.

- Nie zrobiłem nic wbrew twojej woli. – Słyszałam w jego głosie śmiech. Czułam ciepło oddechu na podbrzuszu. -  Przecież cię nie zmuszam do seksu.

- A co to było? – Niezwykle trudno jest się skupić, gdy języki przeżytej rozkoszy wciąż pełzają w trzewiach. – Nie seks?

- Chciałem sprawdzić, jak smakujesz – wyjaśnił niewinnym głosem. – Nie protestowałaś.

- Super pomysł – warknęłam. – To ja pójdę do pokoju obok i sprawdzę, jak smakuje Mati i Adam.

Przemilczałam fakt, że smak Adama poznałam już. Podejrzewałam, że tę prawdę zatrzymam dla siebie. Chyba, że Adam przebudzi się nagle, zapała do mnie szaleńczą miłością, a ja odwzajemnię żarliwie jego uczucie. Idiotyczne myśli.

- To ja pójdę popatrzeć i potrzymać lampę, żebyś cokolwiek widziała – mówił to pozornie lekkim głosem, ale słyszałam złość i musiałam przed sobą samą przyznać, że schlebiało mi to. – A później się dołączę.

- Przecież mówiłeś, że nie jesteś taki.

Zatkało mnie, bo Sebastian podciągnął się na ramionach i zawisł nade mną, biodrami ulokowany między moimi udami. Czułam twardość wzwodu przez cienki materiał jego bielizny. Nie ruszał się, ale nie musiał. Ułożył się tak, że idealnie wpasował męskość w moje pobudzenie. Twardo odciskał się na łonie i częściowo na brzuchu. Wiedział, jak to na mnie działa. Delikatny ruch bioder i jęk który uciekł ze mnie, spomiędzy warg. Kolejne krótkie poruszenie lędźwiami i przełożenie tarcia na zaciskające mi się powieki.
Żałowałam, że nie widzę jego twarzy.

- Mam przestać? – Wciąż wsparty na ramionach, twarzą z dala od mojej.

- Tak – wyjęczałam. W głowie krzyczałam jednak: „Nie przestawaj!”

- Szkoda – westchnął. – To mnie w takim razie puść.

W tym momencie zdałam sobie sprawę, że objęłam go, palce dłoni zaciskając mu na bokach ciała. Szybko cofnęłam ramiona ciesząc się, że okrywa mnie ciemność. Musiałam spąsowieć, niczym piwonia.

- Wiesz, że zapragniesz mnie tak mocno, że przyjdziesz do mnie sama? – Sturlał się ze mnie na bok. Musiałam polegać na nutach w głosie Sebastiana i tym, co mówiły o jego nastroju. Nie wydawało mi się, by był rozeźlony. Raczej bawił go mój opór. – Nie lepiej skorzystać z okazji pobawienia się ciałami?

- Nie – odparłam ostro. – Dla mnie to kurestwo jest i tyle.

Pominęłam drobny szczegół, że poznałam tę zabawę w towarzystwie Gabriela, a wcześniej pobawiłam się Adamem. Nie wyrządziłam tym nikomu szkody, więc nie zamierzałam się przyznawać. Nigdy.

- Dobrze – mruknął, przekręcając się twarzą w moją stronę. Oddech połaskotał mi policzek. – Przyjdzie koza do woza z błaganiem o minetkę.

- Chyba kpisz! – fuknęłam siadając i próbując namacać majtki. Znalazłam je, naciągnęłam i z impetem walnęłam na poduszkę. – Wcześniej piekło zamarznie.

- Przypuszczam, że już zamarzło – zachichotał, bezceremonialnie przyciągając mnie do siebie, zarzucając na mnie udo. – Z braku potępionych do karania, zapanuje tam bezrobocie. Chyba, że zwiększymy populację. – Dla podkreślenia słów potarł wzwodem o moje biodro. – Możemy zacząć od razu.

- Od kiedy zaczęłam regularnie przyjmować leki, zatrzymał mi się okres. – Nie widziałam powodu, by ukrywać prawdę. – Materiał na matkę ze mnie żaden – dokończyłam.

- Materiał idealny, ale widać nie wiesz o tym – westchnął leniwie. – Dwójkę już przygarnęłaś. Nie potrzebujesz macicy do bycia matką.

I zamilkł, a mnie siekła moc przekazu zawarta w tym, co powiedział. Faktycznie, chcąc nie chcąc stałam się opiekunką dzieciaków. Na nikogo poza mną nie miała spaść rola matki tych młodziaków.
Czy ja dam radę? Czy ja tego chcę? Czy mam wybór?
Leżałam jeszcze długo po tym, jak Sebastian odpłynął w niebyt snu. Jego oddech spowolnił i ucichł. Ucisk wzwodu na biodrze zelżał.
Było mi dziwnie dobrze, bezpiecznie i mimo obaw pozwoliłam temu uczuciu zająć odrobinę większy kawałek umysłu. Zawsze mogę cofnąć temu uczuciu uprawnienia, anulować je, zastąpić innym.
Nad ranem usnęłam ponownie. Nie śniło mi się nic.

- Dzisiaj mamy konkretny plan. – Sebastian usiadł na brzegu łóżka w pełni ubrany i podetknął mi pod nos parujący kubek z kawą. – Dobrze byłoby zwrócić samochód, jak obiecaliśmy. - Powiedział "my", choć to ja przecież obiecałam. Zrobiło mi się ciepło na podołku. - Musimy też znaleźć sposób na to, by przywieźć jak najwięcej paliwa. Mam pomysł na to, jak wyprodukować prąd. Będzie mi potrzebna twoja pomoc. Mógłbym wziąć twojego brata, albo Mateusza ale wiesz co? Wolę żebyś to była ty.

Powoli budziłam się, świadomość wracała. Intuicja podpowiadała mi, że powinnam się cieszyć, więc cieszyłam się. Kolejny procent umysłu zajęty został przez pozytywne spojrzenie na świat i nadchodzącą przyszłość. Może jednak nie jestem aż tak popsuta.

- Ogarnę sytuację z dzieciakami, zjem coś i możemy jechać. – Potarłam oczy i aż uśmiechnęłam się, upiwszy pierwszy łyk kawy. – Słodka, dobra. Dziękuję.

Niezidentyfikowany cień przemknął mu po twarzy, zajrzał do oczu, by po chwili zniknąć.
Poczochrał mnie po głowie, wstał i wyszedł
Piłam kawę, rozmyślając.

Jak sięgałam pamięcią do momentu, gdy pierwszy raz zobaczyłam Sebastiana to przypominałam sobie wrażenie, jakie na mnie zrobił. Pomyślałam wtedy, że to zwykły mięśniak i głąb. Źle mu patrzyło z oczu, niesympatycznie, mało rozumnie.

Pomyliłam się równie mocno, co w stosunku do Asi. Ona okazała się być normalną dziewczyną, choć przypisywałam jej całą kurewskość świata i blond idiotyzm. Myślałam standardami i pomyliłam się. Zabobony i ciemnota, to mną kierowało. Podobnie sprawa miała się w przypadku Sebastiana. Był bardziej wrażliwy, niż chciał to okazać. Nie mogłam mu odmówić empatii a to, co wychodziło z niego w rodzinnym domu, mogłam nazwać najprościej „zaradnością życiową”. Podobał mi się ten człowiek. Byłam go ciekawa.

- Jestem gotowa. – Z kaskiem na ramieniu, plecakiem z prowiantem i zestawem „na wszelkie wypadki”, stawiłam się godzinę później na werandzie przed domem. – Prowadź.

- Szybko się uwinęłaś – pochwalił mnie. – Ja prowadzę auto, ty motocykl. Jedziesz przede mną, żebym miał na co popatrzeć. Tyle mojego, nim pękniesz.

Mrugnął do mnie zawadiacko i ruszył ku dżipowi.
Co czułam wiedząc, że mam być wystawiona na oglądanie przez tego faceta?
Cóż. Poczułam się kobieco, atrakcyjnie, pociągająco i zmysłowo. Mieszanka, która musowała w głowie i pociągała nowością zjawiska.

Założyłam kask i ruszyłam. Sebastian utrzymywał stałą odległość.
Po krótkim postoju i w miarę spokojnej jeździe, dotarliśmy do domu Asi i Gabriela.

- Chcesz się z nimi widzieć?

Bardziej wyczułam, niż słyszałam napięcie w głosie Sebastiana. Czyżby wiedział, co między nami zaszło? Może intuicja mu podpowiedziała.

- Nie chcę, ale nie wypada, bym czekała przed bramą. – Uchyliłam osłonkę kasku. – Będą wiedzieli, że tutaj jestem. – Wskazałam kamerę zamontowaną na witaczu. – Zdamy samochód, podziękujemy i zrywamy się.

- Może po drodze uda nam się jeszcze coś zdobyć. – Zmienił temat. Widziałam, że zadowoliła go moja racjonalna odpowiedź. – Mam pewien pomysł i nie jest związany z twoim kształtnym tyłkiem.

- Czy będziesz mnie teraz ciągle napastował słownie? – Wcisnęłam przycisk domofonu.

- Aż tak cię to drażni? – Wrzucił pierwszy bieg w momencie, gdy brama zaczęła się otwierać.  – A może boisz się tego, że zaczyna ci się to podobać?

Nie mogłam nie przyznać mu racji. Dokładnie tego się obawiałam – odrzucenia w momencie, gdy zaangażuję się i zacznie mi zależeć. Przecież tak właśnie wyglądały dotąd wszystkie moje związki.

Poza zdawkowym „cześć” i jednowyrazowym podziękowaniem, milczałam. Z postawy obojga wyczytałam jedno – chcieli, byśmy już sobie poszli, dali im spokój. Może jedynie w oczach Gabriela dostrzegłam cień tęsknoty, lecz trwało to tak krótko, iż nie mogłam być tego pewna.

Wpuściłam Sebastiana przed siebie pozwalając, by prowadził. Objęłam go ramionami i stwierdziłam, że brzuch ma bardzo przyjemny w dotyku. Ruszyliśmy, mnie udało się powstrzymać przed obejrzeniem się. Nie chciałam utrwalać ich widoku, poczuć tęsknoty, włożyć sobie fotografii tych dwojga w głowę. Mknęliśmy oto z Sebastianem ku nowemu życiu i miałam nadzieję, że będzie ono w miarę szczęśliwe.
Co pojmowałam przez szczęście? Ech.
Bezpieczeństwo, spokój radość i zdrowie. Słowo „miłość” przemknęło gdzieś bokiem, prześliznęło się po korze mózgowej, ale pogoniłam to niebezpieczne pojęcie i mocniej objęłam Sebastiana.

Po pół godzinie jazdy, która usypiała mnie monotonią poczułam, że Sebastian bierze moją dłoń i obniża ją. Docisnął mi palce swoimi do podbrzusza i twardego kawałka mięsa.

Zaskoczył mnie tym tak bardzo, że nie zareagowałam od razu. Odruchowo objęłam wypukłość palcami, zacisnęłam je lekko. Motorem zarzuciło lekko, ja w odruchu zacisnęłam palce jeszcze mocniej. Zszokowana przesunęłam je powrotem na brzuch Sebastiana, choć miałam ochotę uderzyć go, lecz nie było po temu okazji.
Z jednej strony wkurzał mnie swoją napastliwością i napaleniem. Z drugiej jednak pobudzało to również. Musiałam zwalczyć pokusę, by nie zsunąć dłoni i nie pomacać sobie ponownie.

A dlaczegóż by tego nie zrobić? – Zastanawiałam się nad własnymi oporami. – On chce, ja mam ochotę.

Powoli zjechałam palcami dając mu czas na to, by przygotował się na przyjemność dotyku. Objęłam delikatnie, powiodłam w górę i w dół. Wcześniej zdążył zmięknąć, teraz znów się usztywnił. Nie chciałam go zbytnio prowokować i bądź co bądź, prowadził rozpędzoną maszynę ze mną, jako pasażerem.

Motor spowolnił bieg, w końcu się zatrzymał.

No to się doigrałam – pisnęło mi w głowie. – Dałam mu powód, żeby mnie wreszcie puknął. Durna ja!

Wyłączył silnik i siedział dłuższą chwilę w bezruchu. Cofnęłam dłonie, przygotowując się na najgorsze. Nie powinnam była igrać z ogniem, ulegać pokusie. Co facet mógł sobie innego pomyśleć jeśli nie to, że zachęcam go do seksu? A miało być tylko odrobinę podpuszczania.

Wstał, zdejmując równocześnie kask. Ja nie potrafiłam się nawet ruszyć. Przygotowywałam się psychicznie na penetrację, jego konkretnych rozmiarów sprzętem. Równocześnie opluwałam sobie brodę, bo postąpiłam przecież wbrew sobie.

Zszedł, odblokował podpórkę stabilizująca maszynę. Odłożył kask i sięgnął po mój. Spięłam się w sobie w oczekiwaniu na coś, co nie napawało mnie tak naprawdę odrazą. Jeśli będziemy się tutaj pieprzyć, to wezmę z tego coś dla siebie. Coś dobrego.

Wyswobodził mi głowę, mogłam odetchnąć wyjątkowo świeżym, ziemskim powietrzem. Patrzyłam w tajemniczo uśmiechnięte oczy i czekałam na rozwój wypadków.

- Jesteś gotowa? – Założył mi niesforny kłak za ucho.

- Na co? – Głos mi zachrypł z wrażenia.

- Na coś dużego i okazałego. – Zmrużył oczy.

- Nie gotowa – pisnęłam, bo jednak tchórzyłam.

- Więc ty prowadzisz motocykl. – Wzruszył ramionami z niewinną miną, patrząc mi w oczy. – Ja jadę konkretem. Widzimy się w domu. Możesz jechać przede mną, żebym mógł pooglądać sobie twoją dupeczkę od tyłu - rzucił na odchodnym.

Zostałam w bezruchu, a moja szczęka zaliczyła kontakt z pokrytą asfaltem powierzchnią drogi.

Nie zauważyłam dotąd miejsca, w którym się znajdowaliśmy. Stacja benzynowa, kilka wykoślawionych w bezładzie aut i cysterna z napisem BP.

Sebastian podszedł do niej, wspiął się na schodek prowadzący do kabiny kierowcy i otworzył szarpnięciem drzwi. Sięgnął do środka, by wyszarpnąć z niej coś mało kształtnego. Gdy to coś rozpadło się na jezdni stwierdziłam, że były nimi szczątki ludzkie. Kilkadziesiąt sekund później kulka czaszki wyleciała łukiem za truchłem i poturlała się w bok.
Sebastian zatrzasnął drzwi, a po chwili ryknął silnik ciężarówki. Ruszył, ja za nim. Nie ufałam sobie na tyle, by jechać prze tym metalowym potworem, w dodatku wypełnionym paliwem.

Dobra, przyznaję bez bicia. – Kapitulowałam w głowie, czując rosnący podziw do tego faceta. – Nie doceniłam cię nawet w dziesięciu procentach. Zaskakujesz.

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Kasia
    | Odpowiedz

    ❤ Najlepszy prezent mikołajkowy.
    Dziękuję ❤

    • Dzięki 😀
      Po urodzinach teścia, ale juhu! Udało się 😉
      Pierdy śmierdy i radocha zwykłości 😀
      Wtorek, Mikołajki i jakże zwyczajnie fajny dzień.
      Poproszę repetę 😀

  2. Magda
    | Odpowiedz

    Wspaniały prezent 😀
    Sebastian jest moją ulubioną postacią, chyba ze wszystkich twoich opowiadań! Wiem, że nie raz nas jeszcze zaskoczysz zwrotem akcji i nie ma co się śpieszyć z oceną, ale mam dobre przeczucia.

  3. Tony F.P.
    | Odpowiedz

    Zaczynam się bać – Sebastian wydaje się być tak świetnym facetem, że to aż podejrzane się robi i zastanawiam się gdzie jest haczyk:) O ile jest, bo przecież Seba może być po prostu mężczyzną przed duże “M” – silny, mądry, opiekuńczy i obdarzony poczuciem humoru w dodatku. Intryguje mnie ten “niezidentyfikowany cień”, który “przemknął mu po twarzy, zajrzał do oczu, by po chwili zniknąć” – bolesne wspomnienia, czy mroczna strona duszy?

    Odnoszę wrażenie, że Sebastian pragnie prawdziwego związku, silnej więzi, poczucia przynależności i mimo, że pożąda Ewy, to daje jej prawo wyboru, bo chciałby, żeby ona była pewna tego, że chce z nim być, żeby nie chodziło tylko o seks, o zaspokojenie. Aby, mimo prawie końca świata, obowiązywały jakieś zasady, istniały normy, granice tego co można, a co nie, a człowiek nie stał się zwierzęciem bazującym jedynie na instynkcie. Może przesadzam w tym filozofowaniu, ale wydaje mi się, że człowiek ciut uspokojony w kwestii przetrwania, zaczyna myśleć i o jakości tego przetrwania. Nie chce żyć byle jak – tym bardziej, że nie wie jak długo pożyje.

    Złota myśl: “Zawsze mogę cofnąć temu uczuciu uprawnienia, anulować je, zastąpić innym.”

    Jak dla mnie, to opowiadanie jest coraz bardziej interesujące – pewnie po części dlatego, że ja zawsze głównie na relacjach międzyludzkich się skupiam, a w tym obszarze dzieje się w ” Białej” coraz intensywniej.

    A! I podoba mi się stwierdzenie, że do bycia matką macica nie jest niezbędna.

Napisz nam też coś :-)