Biała (VII)

with 4 komentarze

Biała 1 opowiadanie przygodowe sf z dużą dawką erotykiPowiem Wam, że na miejscu bohaterki, też zadokowałabym się w Makro.
Wszystko w jednym miejscu i jakoś tak... bezpiecznie? 😀
Pochodzi sobie Ewcia po mieście jeszcze trochę, oj pochodzi 😀
Sfiksowała trochę ta opowieść, ale to takie troszkę inne spojrzenie na koniec świata 😉

- Cześć – wydukałam, wciągając powietrze i dla odmiany zapowietrzyłam się.
- Czyli potrafisz mówić. – Uśmiechnął się krzywo. – A już myślałem, że jesteś jedną z nich tyle, że trochę bardziej ruchliwym egzemplarzem. Jakaś zakochana para, która w momencie epidemii splątała się smyczką.
- Nie jestem zarażona – fuknęłam, opuszczając ręce, prostując się. – Masz białaczkę? – wypaliłam, nim zdążyłam ugryźć się w język.
- A... – Brew powędrowała mu na czoło. – Czyli tu jednak tkwi sekret. – Pokiwał głową ze zrozumieniem. – Miałem takie przeczucie. Tak, mam białaczkę, chociaż czuję się zdrowszy, niż kiedykolwiek.
- Co tutaj robisz? – Czułam potrzebę dowiedzenia się o nim czegoś więcej.
- Koczuję. Kiedyś pracowałem, później chorowałem, teraz wróciłem i mieszkam tutaj. To dobra baza, póki co. A ty, gdzie mieszkasz?
- W centrum.
- A ten, to kto? – Wskazał brodą Adama. - Twój facet?
- Podopieczny. – Nie kłamałam. – Podrzutek.
- Kochanek? – Przyglądał mi się intensywnie.

Tak przenikliwie, że aż mi się zagotowała twarz. Czułam rumieńce, wypełzające zza uszu, może spod linii włosów. Faktem było, że zapłonęłam czerwienią, pocąc się nagle. Nie było sensu, bym kłamała. Z resztą jeśli o to pytał, to musiał mieć swoją „podopieczną”, ewentualnie „podopiecznego”.

- Tak – przytaknęłam. – Bo co?
- Bo nic. – Wzruszył ramionami. – Zastanawiam się, ilu takich, jak my, jeszcze ocalało. I po co.
- Pewnie nie na długo – mruknęłam smętnie. – Pewnie niewielu. Śpisz tutaj? – Zatoczyłam dłonią, wskazując regały, mając na myśli raczej miejsce pomiędzy nimi. Chciałam również odciągnąć jego uwagę, od krępującego mnie tematu.
- Nie, na górze. – Spojrzał w kierunku balkonu, nad kasami. – Bezpieczniej i można się tam zamknąć. A ty, gdzie mieszkasz?
- W jednym z mieszkań. – Zamyśliłam się. – W takim, które chciałabym mieć, gdyby nie to, co się wydarzyło. Teraz to bez znaczenia.
- No co ty?! – Przyglądał mi się z kpiną. – Póki co, żyjemy. Mamy do dyspozycji całe miasto, a jeśli nam się zachce, to i więcej. Możemy sobie używać na zarażonych i nie wiem jak ty, ale ja mam kilka podrzutków, jak to określiłaś. Dla mnie to najlepszy czas w życiu.

Kilka podrzutków? Aż zastrzygłam uszami. Czyli sex party na okrągło?

- Skąd bierzesz krew dla swoich... - zacięłam się na dłużej – podopiecznych?
- Zrobiłem objazdówkę po szpitalach – wyliczał. – Byłem w centrum krwiodawstwa. Mam tego trochę. Tak długo, jak mamy prąd, nie muszę się martwić.
- Czyli nie mam co szukać w szpitalach – stwierdziłam, nie pytałam. – Ja nie mam zapasów. Nie wiem, co zrobię, gdy skończą się woreczki. Może krew zwierząt.
- Próbowałem, nie da się.
- Może moja krew? – Spojrzałam na faceta z nadzieją.
- Tego nie wiem. – Wzruszył ramionami. – Ale to mięso możesz sobie darować. - Wskazał mrożoną bryłę, w reklamówce, pod moją pachą. - Nie zje go. Chcesz zobaczyć, jak mieszkam?

Niby niewinnie zadane pytanie, wyczułam w nim jednak drugie dno.
Co by było, gdyby chciał mnie zgwałcić? Niby chudy, ale dużo wyższy ode mnie. Adam by pewnie nie zareagował nawet, nie mówiąc o obronieniu mnie.
Z drugiej jednak strony byłam ciekawa. Ba! Zżerała mnie ciekawość. Więcej „podopiecznych”?

- Ok. – odpowiedziałam szybko widząc, że chłopak uśmiecha się.

Obserwował mnie i pewnie odczytał moje myśli. Pewnie nawet nie musiał się wysilać, bo zawsze odbijało się na mojej twarzy to, co kotłowało mi się w czaszce. Nigdy nie potrafiłam kłamać.

- Nie martw się, nie zgwałcę cię – powiedział to niskim, zmysłowym tonem. – Jeśli twój chłopaczek się popsuje, to sama przyjdziesz.

Pochylił się do mnie, ja odruchowo cofnęłam ciało, zbliżając się do Adama.
Jakby to miało w czymkolwiek pomóc.
Słowa chłopaka działały na mnie mocno erotycznie. Tembr, a może po prostu fakt, że słyszałam męski, skierowany do mnie głos.

- Gabriel jestem. – Wyciągnął dłoń.
- Ewa. – Odwzajemniłam gest. Nie potrafiłam zapanować nad drżeniem głosu. – A on, Adam.
- Jakie to symboliczne – mruknął. Nie wiedziałam tylko, czy ma na myśli swoje, czy nadane przeze mnie Adamowi, imię. – Możesz zostawić tutaj pupilka. – Wskazał komplet mebli ogrodowych, które pokryła już pokaźna warstwa kurzu. – Nie ucieknie. I tak ci się do niczego nie przyda.
- Ok. – Pokierowałam Adama na jedno z krzeseł, a ten posłusznie usiadł i zamknął oczy.
- Energy saving – westchnął, po czym ruszył ku jednym z drzwi.

Poszłam za nim. Odblokowywał kolejne drzwi, przy pomocy karty magnetycznej. Pomieszczenia rozjaśniały się kolejno. Lampy załączały się, pewnie dzięki czujkom ruchu. Schody w górę i korytarz, a za nim przestronne, jasne pomieszczenie. Przekroczyłam próg i zamarłam w bezruchu. Po prostu wbiło mnie w posadzkę.

- Oto moje post apokaliptyczne królestwo – mówił z nieukrywaną dumą. – Przez całe życie nie urządziłbym się wygodniej.

Musiałam przyznać mu rację. Miał wszystko i w nadmiarze.
Na podłodze leżało kilka materacy, a na nich kołdry, poduszki, koce. Przy ścianie stały automaty z napojami, obok ogromny stół. Na ścianie wisiały półki, a na nich... Znów zapłonęłam rumieńcem.

- Zrobiłem wypad w miasto i przyniosłem połowę zaopatrzenia sex shopu – wyjaśnił niewinnym głosem, jakby mówił o sadzonkach ze sklepu ogrodniczego. – Takie tam zabaweczki dla mnie i moich dziewczynek.

Tak naprawdę, to stały na półkach fallusy różnych rozmiarów i kolorów. Wisiały na haczykach zbroje do zabaw we dwoje i pejcze, oraz peruki. Zastosowania części, spośród tych akcesoriów, nie rozpoznałam. Nie miałam pojęcia, do czego służą. Nie ośmieliłam się jednak spytać.

- Tak, zrobiłem sobie prywatną jaskinię rozpusty.

Stał zbyt blisko mnie. Dotykał mojego ramienia. Dreszcz przebiegł mi wzdłuż kręgosłupa, wstrząsnął ramionami. Poczułam podniecenie na myśl o tym, co mogłabym tu z nim robić. Odkaszlnęłam, zaplotłam ramiona pod piersiami, odsunęłam się w bok. Byle stracić kontakt fizyczny, z jego ciepłem.

- Przedstawię ci moje dziewczyny.

Wyminął mnie, po czym skierował się ku drzwiom, umiejscowionym na przeciwległej ścianie. Nie zauważyłam ich wcześniej. Zbytnio pochłonął mnie widok zabawek erotycznych.

W szedł do pomieszczenia, do którego nie byłam w stanie zajrzeć z miejsca, w którym stałam. Nie ruszyłam się jednak. Wolałam pozostać tutaj. W razie zagrożenia mogłam się ewakuować drogą, którą już znam. Nie wiedziałam przecież, czy faktycznie przyprowadzi stamtąd kobietę, czy może jednak... owcę?

- Oto Alfa. – Usłyszałam Gabriela, nim jeszcze wyszedł zza progu.

Prowadził dziewczynę, choć bardziej trafnym określeniem byłoby stwierdzenie, że szedł obok bogini. Naga, smukła, piękna. Odruchowo skuliłam ramiona widząc, jak idealnie może wyglądać ciało. Nie moje niestety. Poprowadził ją na środek pomieszczenia i pchnął na materace. Opadła lekko, tonąc w miękkiej pościeli.

- Alfa jest bardzo uległym stworzeniem i szybko dla mnie wilgotnieje – mówił to tonem, jakim ornitolog opisuje gatunek ptaka. - Szybko też dochodzi.

Chciałam spytać, skąd wie, że ona doszła, ale oczywiście nie odważyłam się. Stałam zafascynowana i przejęta zgrozą. No bo jak to tak? Zrobić sobie z kobiety zabawkę?
Z drugiej jednak strony, nie byłam ani trochę lepsza, pod tym względem. Zabawiłam się Adamem i wcale nie miałam pewności, że nie powtórzę tego tym bardziej, że widok Gabriela i dziewczyny, podgrzewał mi coś w trzewiach.
Gabriel wrócił do sąsiedniego pomieszczenia, po czym wyszedł z niego, z kolejną dziewczyną. Ta dla odmiany była pulchna i ubrana. Połyskujący lateks od stóp, aż po szyję. Ogromny, opięty w uścisku materiału biust, aż kłuł w oczy. Kłuł mnie jeszcze jeden element – luźne spodnie Gabriela i kształt odznaczający się w kroku. On się podniecał i tylko nie wiedziałam, czy działały tak na niego dziewczyny, czy może fakt bycia obserwowanym.
Powinnam wyjść, przerwać ten pokaz, ale nie potrafiłam. Świat się skończył, Gabriel był jedynym znanym mi, świadomym mojej osoby człowiekiem. W dodatku mężczyzną. Podniecałam się mimowolnie, będąc obserwatorem.

- Oto Beta. - Dziewczyna zajęła miejsce obok poprzedniczki. – Jest bardziej wymagająca. Powiedziałbym, że długodystansowa. – Zaśmiał się gardłowo, patrząc na dziewczyny z góry. – Gamma jest moją ulubienicą.

Trzecią dziewczynę wprowadził jako ostatnią.
Była drobna, niska, z burzą rudych loków. Musiałam przyznać, że zgromadził niezłą kolekcję. Każda z nich wyjątkowa, każda inna.

- Może do nas dołączysz? – Pchnął rudą, a ta posłusznie legła pomiędzy tamtymi dwiema. – To będzie dla ciebie miła odmiana. Ktoś bardziej żywy i świadomy, niż ten Ken na smyczy.

Stał naprzeciw mnie, nic sobie nie robiąc z faktu, że spodnie napięte są w kroku, tworząc pokaźnych rozmiarów namiot.

- Nie, dziękuję – wyszeptałam, przez zaschnięte gardło. Głośno przełknęłam ślinę, nie potrafiąc zapanować nad uciekającym w kierunku jego krocza, wzrokiem.
- Jesteś pewna?

Patrzył na mnie, jak wąż na myszkę. Sięgnął do gumki spodni i jednym ruchem opuścił je do kolan i niżej. Zdjął buty, przydeptując kolejno zapiętki i ściągnął koszulkę przez głowę, pozbywając się równocześnie spodni. Stał nagi, celując we mnie największym penisem, jaki kiedykolwiek widziałam. Czy to na żywo, czy w filmach porno.
Sądziłam, że oczy były jego największym atutem. Myliłam się.

- Zmienisz zdanie. – Znów ta pewność siebie.

Odwrócił się, podszedł do materacy i klęknął przed dziewczynami. Podźwignął rudowłosą, pociągając ją do siadu za ramię i obrócił tak, że klęczała do niego tyłem. Pchnął delikatnie jej ramię, trzymając drugą dłonią jej biodro.

- Chciałbym, byś zmieniła zdanie. – Ujął kutasa w dłoń i nakierował na pośladki dziewczyny. – Nie masz nic do stracenia. Wręcz przeciwnie.

Przesuwał czubkiem pomiędzy pośladkami dziewczyny, by pchnąć lekko i zagłębić się w niej. Wycofał się i znów naparł. Miał rozchylone usta. Oblizał je, zagryzł dolną wargę.
Obserwowałam go skamieniała i coraz bardziej podniecona. Objęłam się ciasno ramionami, nie chcąc, by to zauważył.
Nie zastanawiałam się, czy reaguję normalnie. Nie było już norm, więc nie musiało mnie to interesować. Przez moment, rozważałam opcję, by podejść bliżej. Zobaczyć więcej, dokładniej. Nie zrobiłam tego jednak.
Prawie podskoczyłam, gdy Gabriel wbił się mocnym pchnięciem w uległe ciało dziewczyny, a ta jęknęła gardłowo. Nie był to jednak jęk bólu, raczej przyjemności. Chłopak zacisnął palce na biodrach dziewczyny i zaczął się w niej poruszać dysząc, zaciskając powieki. Sięgnął do przodu, pochylając się, nurkując dłonią między jej uda. Dziewczyna jęknęła ponownie.
Gabriel przyspieszał, co jakiś czas zerkając na mnie. Jakby sprawdzał, czy nie uciekłam, a może, czy istnieję w ogóle.
To się robiło niebezpieczne.
Niebezpieczne dla mnie, dla mojego stanu emocjonalnego. Byłam podniecona tak bardzo, że ledwie panowałam nad dłońmi. Miałam ochotę włożyć sobie dłoń do majtek, pieścić siebie, patrząc na nich. Dojść z nimi!

- Wychodzę! – powiedziałam to głośniej, niż zamierzałam.

Odwróciłam się i naparłam na drzwi. Te jednak nie ustąpiły. Nie było na nich klamki.

- Wypuść mnie! – To już prawie wykrzyknęłam.
- Na pewno? - Szept przy uchu.

Kiedy on u licha, pokonał dzielącą nas odległość?

- Tak!

Chciałam, by zabrzmiało to groźnie, lecz było raczej żałosne.
Nie odwróciłam się do niego twarzą. Nie chciałam mu teraz spojrzeć w oczy. Bałam się tego, co w nich odczyta. Czułam ciepło oddechu na szyi, gorąc bijący od jego ciała.

- Dobrze – mruknął. – Zaczekaj.

Stałam ze spuszczoną głową, czołem dotykając chłodnej powierzchni drzwi.

- Podaj mi swój adres. – Zawisł z dłonią przy czytniku kart magnetycznych. Przeciągał moment odblokowania wyjścia.
- Po co? – Nie przeraziła mnie myśl. Że mógłby przyjść do mnie, by zrobić mi to, co rudowłosej dziewczynie. – Podam ci numer telefonu.
- A co, jeśli nagle przestanie płynąć prąd. Jeśli nadajniki padną? – Wyliczał. – Mam chodzić po Katowicach i nawoływać? A co, jeśli coś ci się stanie? A co będzie, gdy zabraknie ci krwi dla Kena? Co, jeśli jesteśmy jedynymi Katowiczanami, którzy przeżyli? – mówił coraz ciszej. – Co, gdy będziesz miała ochotę na prawdziwe rżnięcie? Jeśli ja będę miał na to ochotę?
- Skłodowskiej Curie – szepnęłam, zaciskając powieki.

Nie wiem jak on to robił, lecz każde jego słowo, działało na mnie, jak pieszczota. Ciepły oddech na skroniach i twardy kształt, ocierający się o moje pośladki zaprowadził mnie na skraj. Gdyby mnie teraz pocałował w ucho, szyję, bądź dotknął przez ubranie pierś, eksplodowałabym momentalnie.

- Skłodowskiej, ile? – Nie ustępował. – Mam czas. Dużo czasu.

Skapitulowałam, podałam numer i z ulgą przyglądałam się jego dłoni, gdy przeciągał kartą przez czytnik.
Zamek zaterkotał, drzwi ustąpiły, ja wypadłam z pomieszczenia. Zbiegłam po schodach, naparłam na kolejne metalowe skrzydło. Tutaj na szczęście napotkałam klamkę. Omal nie zaśmiałam się w głos, z radości.

- Spierdalamy stąd! – krzyknęłam do Adama, podbiegając do miejsca, w którym go zostawiłam.

Zastałam go w niezmienionej pozie.
Nawet się nie poruszył.

Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Moniiii
    | Odpowiedz

    Po prostu uwielbiam

  2. :)
    | Odpowiedz

    Jak się ciesze, że kolejna część w tak szybkim czasie 😀 życzę czasu i weny na dalsze pisanie 😉

  3. 😀

Napisz nam też coś :-)