Biała (IX)

with 4 komentarze

Biała 1 opowiadanie przygodowe sf z dużą dawką erotykiŁadna pogoda, to i klientów mniej w knajpie.
Sama bym wybyła gdzieś 😀
Może się uda. Może urlop sobie wyczaruję.
Zbliża się pełnia i od razu widać, że ludzie zachowują się inaczej. Jedni w pozytywnym tego słowa znaczeniu, inni niestety nie.
Ja sama jestem przemęczona, więc i wkurzona.
Jestem jednostką spokojną, ale nie tak do końca 😉
Muszę ostrzec, że i zbliżająca się pełnia, przemęczenie i ten mój charakterek, stworzą w opowiadaniu dziwny miks.
Muszę przeto ostrzec (ponownie) osoby uwrażliwione na ordynarne słownictwo, przed jedną sprawą.
To opowiadanie będzie ordynarne. Chwilami obleśne i wkurzające. Ta powieść właściwie, bo ma już sześćdziesiąt stron książkowych, a dopiero się rozkręca 😉
Ostrzegam, byście wiedzieli. Będzie ostro, ordynarnie.
Ostrzegłam, bo nie zamierzam przyjmować reklamacji.
Wiecie, co Was czeka 😀
A teraz miłego 😉
Przyjemności weekendowo 😉

Nie wiedziałam, co zrobić. Myślenie zablokowało mi się doszczętnie. Stałam w drzwiach, blokując wejście do mieszkania, mojemu dwuosobowemu stadku. Oliwka nie wytrzymała bezruchu i przecisnęła się między mną, a futryną, wchodząc do przedpokoju.

- Jak tutaj ładnie – pisnęła.

Nie chciało mi się odpowiadać. Wyprułam z progu i pobiegłam do kuchni. Musiałam sprawdzić, czy moje obawy są słuszne.
Niestety, w lodówce panowała cisza, ciemność i przepełnienie zgromadzonymi produktami.
Wiedziałam, że to koniec świeżej żywności. Nie będzie już mrożonek, zgniją owoce i warzywa. Właściwie ich resztki.
Najgorsze było to, że tym samym nie mam szans, na znalezienie krwi dla Adama. Woreczki, które mieliśmy na stanie, też nie przetrwają długo. Chciałam mu dawkować krew, wydzielając po pół, w odstępie kilku dni. Teraz musiał je wypić jeden, po drugim.

- No to klops. - Zatrzasnęłam lodówkę. - Masz dzisiaj ucztowanie, następnie głodowanie, a w końcu umieranie! – krzyknęłam w kierunku drzwi, w których wciąż stał Adaś. - I co ja mam teraz z tobą zrobić? – gderałam pod nosem, przetransportowując go do pokoju, usadzając na kanapie. – Obietnica, obietnicą, ale niektórych spraw nie przeskoczę.

Stałam podparta pod boki i przyglądałam się urodziwemu posągowi do momentu, gdy Oliwka skończyła obchód mieszkania. Stanęła obok mnie, małpując moją pozę i również obserwowała Adama.

- Co mu jest? Co on je? Dlaczego nic nie mówi? Czy on śpi? - Zasypała mnie pytaniami.
- Co je? Zaraz zobaczysz – odparłam. – Tylko się nie przestrasz.
- Ja się nie boję byle czego – oburzyła się. – Dawałam sobie radę sama mimo, że wszędzie wokoło, było pełno szczurów i trupów.

Mała, dumna, doroślejsza od przeciętnej kilkulatki.

- Podaj woreczki z krwią – wydałam polecenie niczym lekarz, do pielęgniarki. – Są w lodówce – uszczegółowiłam instrukcje.

Po chwili siedziałam obok Adama, z woreczkiem krwi w jednej i rureczką w drugiej ręce.

- Pij, chłopie. – Wetknęłam mu końcówkę do ust, uniosłam worek i odblokowałam zaworek. – Potem będziemy kombinować, czym by cię tu nakarmić i utrzymać przy życiu.

To ostatnie powiedziałam bez przekonania. Skoro Gabriel przetestował już zwykłe pożywienie na swoich sex lalkach, to pozostało mi podanie Adamowi zwierzęcej, albo własnej krwi. Nie podobał mi się pomysł zostania dawcą. Dotychczas bardzo uważałam na skaleczenia. Taki miałam nakaz lekarzy. Teraz miałabym otworzyć sobie żyłę, by nakarmić prawie obcego somnambulika?
Odepchnęłam tę myśl na później. Teraz jeszcze było znośnie. Nie czuł głodu on, nie miałyśmy go czuć i my.
Jeszcze przez jakiś czas.

- I tego się miałam przestraszyć? – Lekceważący ton głosu Oliwki. – Dużo czasu spędziłam w szpitalach, więc się napatrzyłam. Widziałam umierające dzieci. Niektóre młodsze ode mnie. Picie krwi nawet mnie nie brzydzi. Głodna jestem. Masz coś do jedzenia?
- Częstuj się tym, co w lodówce. – Rozśmieszyła mnie. Nabrała apetytu, przyglądając się posilającemu się Adamowi. – Jedz, póki żywność nadaje się jeszcze do tego.

Po minucie siedziała na podłodze z kilkoma kabanosami, słoikiem Nutelli i butelką soku pomarańczowego. Przyglądała się karmieniu, zagryzając kabanosa, którego wcześniej zanurzała w czekoladzie.

- No dobra. – Udałam, że mam odruch wymiotny. – Teraz to mi się robi niedobrze.
- No co? – Buńczucznie zadarła brodę. – Kiedyś by mi tak nie pozwolili. Nie zakazuj mi i ty.
- Nie zamierzam. – Uśmiechnęłam się do zadziornej małolaty. – Jesteśmy teraz koleżankami. Nie będę ci matkowała, tylko się z tobą kumplowała. Tęsknisz za mamą?
- Nie bardzo. – Nie zaszkliły jej się oczy. Nie posmutniała nawet. – Moi rodzice mieli nas pięcioro, więc nie zajmowali się mną zbytnio. Większość czasu mieszkałam w szpitalu, więc bardziej tęsknię za siostrą, moją pielęgniarką. Była fajna. Lubiłam ją, a ona mnie najbardziej, ze wszystkich dzieci na oddziale. Umarła.

I zamilkła, ja nie dopytywałam.
Posmutniałam sama, bo przykro było mi z myślą, że ktoś odrzuca dziecko, zostawiając je samotnie, nie utrzymuje z nim kontaktu. Spisanie na straty, bo chore i nieprzydatne? Nie przekaże genów, więc po co się wysilać? Nie zaznałam niczego podobnego, więc zrobiło mi się żal Oliwki.

- Jak zjesz, to wykąp się szybko. – Zmieniłam temat i kierunek własnych myśli. – Woda pewnie będzie jeszcze ciepła. Mam taką nadzieję. Skorzystajmy z tego dobrodziejstwa.
- Ok.

Wbiła kabanosa w Nutellę i odstawiła słoik na stolik.
Po dłuższej chwili, dobiegł do moich uszu szum wody i zabawny, dziecięcy śpiew.
Dobrze, że do nas dołączyła. Weselej się zrobiło i tylko jeden problemik się pojawił. Nie będę mogła już tak swobodnie używać sobie Adama. Może to i dobrze. I tak więcej złego robił ten seks z moim umysłem, aniżeli dobrego ciału przynosił.

Zapadał wieczór.
Obawiałam się tej pory dnia. Nie ma już prądu, więc miasto będzie ciemne i ciche. Prawie, jak grobowiec tyle, że pnący się piętrami budynków, w górę.
Oliwka umyta, w zbyt dużych ubraniach, oglądała albumy ze zdjęciami poprzednich właścicieli mieszkania. Jej ciuszki suszyły się podobnie, jak sam Adam i ja. Musiałam się wykąpać po tym, jak siłowałam się z dryblasem pod prysznicem. Zignorowałam jego wzwód i tylko trochę żal mi się go zrobiło, bo przecież nie pozwoliłam mu dotąd na orgazm. Spocona i wściekła na jego gabaryty i brak współpracy, położyłam go na kanapie i pozwoliłam sobie na spuszczenie z bojlera, resztek ciepłej wody.

Nastała noc.
Oliwka zasnęła wśród zdjęć, rozrzuconych na łóżku. Wyglądała spokojnie, krucho, rozczulająco wręcz.
Do mnie sen nie przychodził. Siedziałam w fotelu, przy oknie balkonowym. Patrzyłam na ciemne bryły kamienic, szukając jakiegoś światełka. Najmniejsze mrugnięcie z oddali, wyglądałoby teraz, jak snop światła, ze szperacza.

Po północy porzuciłam nadzieję i z westchnieniem powlokłam się do łóżka.
Prześpię się. Rano pomyślę, co dalej.
Nie miałam planu. Nadzieja, w nocy opuściła mnie całkowicie.
Tak naprawdę, to miałam ochotę wypłakać się, poużalać nad sobą.

- A chuja tam! – warknęłam pod nosem, zgarniając albumy i zdjęcia, wprost na ziemię. – Będzie dobrze. Musi być!

Kolejną godzinę, poświęciłam na kotłowanie się w pościeli.
Każda, przybrana przeze mnie pozycja, była niewygodna. Uwierały mnie ramiączka koszulki, wkurzały nierówności prześcieradła. Oliwka spała, jak zabita. Widocznie potrzebowała snu, a i towarzystwo innych ludzi, musiało ją uspokoić.
W końcu jednak zmęczenie emocjami dnia, zmorzyło i mnie. Zapadłam w niespokojny sen.

Śniły mi się zombiaki, kopulujące z wampirami. Te pierwsze rozpadały się podczas zespolenia, drugie konsumowały ich resztki. W tle słyszałam dźwięk klaksonu. Nerwowe, nachalne trąbienie. Raz dźwięk pulsacyjny, po chwili długie wycie.

Obudziłam się i stwierdziłam, że sen trwa nadal. Przynajmniej jego część. Słyszałam wciąż trąbienie.
Przetarłam oczy, usiadłam na łóżku, starając się dobudzić.
Ktoś naprawdę trąbił. Dźwięk dobiegał z dołu, z ulicy.
Opuściłam stopy na deski podłogi, podeszłam do okna.

- Ewka! Eeeeewkaaaa!!!

Wyraźnie słyszałam swoje imię, pomiędzy sygnałem klaksonu.
Otworzyłam drzwi balkonowe, wyszłam na taras. Chłód nocy owiał mnie, ale zaskoczenie wywołane tym nocnym nawoływaniem mnie, nie pozwoliło w pełni zarejestrować zimna. Wychyliłam się ostrożnie ponad barierką balkonu, szukając źródła dźwięku.
Przychodził mi do głowy jedyny możliwy osobnik, który mógł być źródłem dźwięku.
Gabriel, bo tylko on wiedział, gdzie mnie szukać. Tylko jego poznałam w pełni żywego. Jeszcze Oliwkę, ale ta nadal spała.

- Gabriel? – zawołałam w odpowiedzi.
- A znasz innego łosia, który wiedziałby gdzie i kogo szukać? – Sarkazm słów, płynący z ciemności pode mną. – Zejdź na dół. Pogadamy.
- Teraz? – Miałam iść do niego nie wiedząc, czego chce?
- Nie, kurwa – warknięcie. – Za tydzień! Jasne, że teraz!
- Ok. – To ja, niepewnie. – Tylko się ubiorę.
- Jeśli o mnie chodzi, to nie musisz. – Śmiech w odpowiedzi. – Jak ci będzie zimno, to cię rozgrzeję.
- A w dupę mnie pocałuj! – Już mnie zdążył wkurzyć.
- Na pieszczoty, to sobie musisz zasłużyć. - Ja go dla odmiany rozśmieszyłam. – Złaź, ale już!

Nie odpowiedziałam.
W drodze do drzwi założyłam dżinsy, wbiłam stopy w buty. Zapaliłam gustowną latarenkę, która dotąd stanowiła pewnie element dekoracyjny mieszkania i powoli zeszłam na dół.
Przed drzwiami wiodącymi na dwór, zawahałam się jeszcze. Zamarłam z dłonią na klamce, z latarnią uniesioną na wysokości twarzy. Wciąż byłam bezpieczniejsza tutaj, niż tam na zewnątrz.

- Otworzysz w końcu, czy będziesz się bawiła w upiora? – Dobiegło mnie zza szyby w drzwiach, która była również rewizją.

Nie zauważyłam tego wcześniej, teraz było mi głupio.

- Co? – Nie siliłam się na uprzejmości.

Przestąpiłam próg sprawdzając równocześnie, czy aby na pewno mam pęk kluczy w kieszeni. Głupio byłoby zatrzasnąć się przed kamienicą. Musiałabym czekać pewnie do rana, by Oliwka mi otworzyła.

- To. – Krótka odpowiedź i piknięcie.

Tuż obok nas zamrugały pomarańczowo światła. Dołączył do nich przeraźliwy sygnał.
Wrzasnęłam zaskoczona i skoczyłam w tył, przyklejając się plecami do drzwi.
Patrzyłam na samochód. To było coś większego. Świadczyły o tym rozmiary oświetlonej teraz, szoferki auta.

- Aleś ty nerwowa – parsknął.
- Zaskoczona!
- Zaskoczę cię jeszcze nie raz, maleńka.
- No i co? – Traciłam cierpliwość. – Mam się jarać tym, że masz samochód? Pełno ich wokoło. Do wyboru, do koloru.
- Ale żaden z nich nie ma chłodni, pełnej woreczków z krwią.

No dobrze, zaskoczył mnie ponownie.

- I co w związku z tym? – Czułam kolejne, zbliżające się zaskoczenie.

Intuicja podpowiadała mi, że przyjechał tutaj, jako kolejna osoba chcąca ubić ze mną interes. Chyba tylko takie jednostki ludzkie, miały szanse na przetrwanie.

- Podzielę się zapasem z twoim Kenem. – Nie widziałam jego twarzy. Zbyt ciemno było.
- A co cię naszło, by stać się altruistą? – Może i nieuprzejme to było, ale wyczuwałam w jego propozycji drugie dno.
- Słuchaj. – Podszedł bliżej, pochylił się ku mnie, opierając łokieć i przedramię o drzwi, przy mojej głowie. – Znam miejsce poza miastem, w którym da się żyć. Wygoda, samowystarczalność, bezpieczeństwo.

Nie mogłam się cofnąć. Wdychałam zapach potu Gabriela i dziwnym było, że nie mierziła mnie ta woń. Podobała mi się i aż skrzywiłam się, odkrywszy to.
Na szczęście i on nie mógł dojrzeć wyrazu mojej twarzy.

- Bierzesz Kena i ruszamy.
- Kena i Oliwkę – poprawiłam go.
- Masz psa?
- Nie, dziecko. – Przełknęłam słowo „baranie”, które cisnęło mi się na język.
- Masz dziecko?! – Odbił się od drzwi, wyprostował.
- Znalazłam ją dzisiaj w kościele.
- Dobra. – Nie drążył już. – Sprawa wygląda tak. Biorę was troje. Ken jedzie z Gammą, w chłodni. To mu spowolni metabolizm. Sprawdziłem to na dziewczynach. Jedziemy w bezpieczne miejsce, mamy wygodne warunki życia i pożywienie. Jest tylko jedno ale.
- Jakie? – Głośno przełknęłam ślinę czując, że właśnie następuje moment, przedstawienia mi warunków paktu, przez diabła.
- Rżnę cię do woli.

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Nathalie Nessesary
    | Odpowiedz

    Ah Miko, jesteś przecudowna!

  2. Patryk
    | Odpowiedz

    Umiesz zbudować napięcie, nie da się ukryć.
    Kurde…chciałoby się czytać i czytać a tu nie ma co 🙁

Napisz nam też coś :-)