Biała (XXVI)

with 8 komentarzy

Biała 1 opowiadanie przygodowe sf z dużą dawką erotykiW Dniu Święta Niepodległości.
W dniu, kiedy śniadanie zmieniło się w obiad, a obiad w kolację.
W dniu w którym zdałam sobie sprawę, że bardzo, ale to bardzo lubię Ewkę za to, jaka jest.
Pociągną się jej losy jeszcze długo, to już wiem. Mam jej przygody w głowie i pozostaje mi je opisać. W międzyczasie pisania wyskakują nowe pomysły choć nie wiem, czy to pomysły, czy Ewka sama się tworzy i ewoluuje.
Wiem dokąd zmierza i jak to się skończy. Nie wiem natomiast, czy kiedyś nie wrócę do niej i nie będę kontynuowała jej przygód.
Zdradzę Wam jeszcze, co mnie zainspirowało i skąd pomysł na "Białą".
Jeśli ktoś nie widział jeszcze tego filmu, to nadróbcie szybciutko zaległości.
Tak romantyczne, jak lubię.
Tyle humoru, ile potrzeba.
Jakiego? Oczywiście czarnego 😀
OTO LINK DO OPISU FILMU
Miało się skończyć, jak w filmie, ale Ewka to uparte babsko i pokazała mi faka.
Ona chce inaczej 😀 Nie dyskutuję z nią więc bo wiem, że nie mam szans. Zrobi, jak zechce 😉
Udanego weekendu 😀

W zbyt dużej koszulce, która pełniła przy okazji funkcję sukienki, szperałam w szafkach kuchennych i w lodówce. Postanowiłam zaszaleć i zrobić nam coś wybornego. W tym celu zeszłam do piwnicy, skierowałam kroki do spiżarni. Nie miałam wyrzutów sumienia, że nie pytam właścicieli o pozwolenie. Przesuwałam słoiki na półkach, obwąchiwałam mięsiwo wiszące na hakach.
Właścicieli? Czyli już ich sparowałam.
Wróciłam na górę z kawałkiem podsuszonego boczku, dwiema cebulami i butelką syropu różanego. Przynajmniej tak głosiła karteczka, przywiązana do szklanej szyjki. Sebastian siedział przy stole i czekał na mnie. Na oparciu sąsiedniego krzesła wisiała  wyciśnięta z nadmiaru wody bielizna, o której zapomniałam, zostawiając ją w wannie.

- Pomożesz w gotowaniu? - Zdziwił mnie fakt, że nie krępuje mnie to, iż obcy facet wyprał mi majtki. Jak widać normy społeczne również się zmieniły. Pewnie jeszcze wiele się zmieni i tylko ilość pozostałego mi czasu, zastanawiała. – Ja przyniosę trochę ziół ze szklarni, może jakiegoś pomidora znajdę.
- Pomidory? – jęknął, wstając z krzesła. – Ze dwa razy śniły mi się piękne, czerwone, dojrzałe pomidory, tak tęsknię za świeżymi.
- To pokrój cebulę, a ja za chwilę wracam. – Uśmiechnęłam się do niego, bo rozbawiła mnie ta dziecięca reakcja na obietnicę skosztowania warzywa.

Przeszłam przez garaż i przez metalowe drzwi wyszłam na zewnątrz.
Wciągnęłam w płuca rześkość poranka, tęsknym wzrokiem spoglądając na basen.

- Przyjdzie mi się z tobą pożegnać – szepnęłam do wchłaniającej pierwsze promienie słoneczne, wody. -  Szkoda tego wszystkiego, ale to nie moje miejsce.

W drodze do szklarni rozstawałam się z otaczającą mnie przyrodą i wpisaną w nią infrastrukturą. Czułam, że muszę stąd odejść i najzwyczajniej w świecie szkoda mi było to zrobić. Wygoda, dostęp do prądu, jedzenie, a nawet piwniczka z winami. Wszystkiego tego nie znajdę już pewnie.

- Tego też mi będzie brakowało – westchnęłam wchodząc do szklarni i wciągając ciepłe, przesiąknięte zapachem wilgotnej ziemi powietrze.

Chodziłam między krzakami, zrywając czerwone kule warzyw. Wyglądało na to, że podczas mojej nieobecności nie było tutaj nikogo. Pierwszym co przyszło mi do głowy był obraz Asiulki i Gabriela, rżnących się do upadłego. Z jakiego innego powodu zaniedbaliby coś tak ważnego, jak doglądanie świeżego pożywienia?
Wrzuciłam pomidory do koszyka, zerwałam trochę rozmarynu i mięty. Zatrzymałam się w drzwiach i rzuciłam ostatnie spojrzenie na duszne wnętrze szklarni.
Wzrok mój przykuł motyl, obijający się o szklany, pobielony wapnem sufit. Wiedziałam, że zdechnie tutaj, spadnie na grządki i stanie się naturalnym nawozem dla roślin. Ja też tak kiedyś skończę, jasne. Tyle tylko, że dostałam bonus od życia i teraz muszę wymyślić, co zrobić z życiem. Na pewno nie poddam mu się bezwolnie. Nie po tym, co zobaczyłam od momentu dnia ZERO.

Pomachałam szklarni, uśmiechając się do siebie pod nosem. Zamknęłam za sobą drzwi i wróciłam do kuchni.

- Cebula zeszklona, woda na herbatę zagotowana. – Sebastian zdał mi relację, gdy tylko przestąpiłam próg. – A za pomidory to bym cię wycałował!

Nie patrzył na mnie, tylko do wnętrza koszyka, na czerwone warzywa.

- Wycałujesz, ale może innym razem – parsknęłam widząc, jak wyciąga jeden z pomidorów i nie myjąc go nawet wbija weń zęby, przymykając z rozkoszy powieki. Nawet mruczał nie zważając na to, że sok cieknie mu po brodzie. – Masz jeszcze jednego. – Wcisnęłam mu w dłoń drugi, pyszniący się czerwienią pomidor. – Usiądź wygodnie, a ja zrobię nam coś ciepłego na śniadanie.

Przez kolejne dwa kwadranse dusiłam pokrojone pomidory i dynię, której wydrylowaną z pestek i obraną ze skóry połówkę, znalazłam na półce w lodówce.
Może Asiunia przygotowała sobie podkład pod dzisiejszy obiad? Może miała plany względem warzywa.
Poczułam satysfakcję na myśl o tym, że pokrzyżowałam jej plany. Wiedziałam, że nie przebiję jej pomieszania mi szyków. Nie mogłam mieć o to pretensji. Była u siebie i to ja stałam się intruzem.

- Za kilka godzin jadę do domu. – Sebastian wyrwał  mnie z zamyślenia. – Tomek też chciał tam pojechać i tylko nie wiem, czy teraz nie zmieni planów. Wczoraj nawijał o jednym.
- O dziewczynie? – zgadłam.
- Dokładnie – potwierdził wstając.

Otwierał szafki i szuflady, by skompletować zastawę dla nas. Ja ustawiłam na środku stołu patelnię z duszonymi warzywami, obok garnek z kaszą i dzbanek z herbatą. Do zestawu dołączyłam jeszcze miseczkę z pokrojonym w paseczki boczkiem.

- Smacznego. – Przesunęłam rączkę drewnianej łychy w jego kierunku widząc, jak mu się oczy świecą. – Nałóż sobie pierwszy.

Nałożył solidną porcję na talerz, który mi podał. Taki drobny gest, lecz cieplej mi się na sercu zrobiło.

- Chcesz tutaj zostać? – zapytał z pełnymi ustami.
- Nie chcę. – Zawisłam widelcem przed ustami, przełknęłam nadmiar śliny. – Właśnie pożegnałam szklarnię i pomidory. No i basen.
- Jedź ze mną.

Rzucił lekkim tonem, lecz widziałam napięcie mięśni twarzy, przeczące pozornemu luzowi.

- Bardzo chętnie – odpowiedziałam, rejestrując zmianę na twarzy Sebastiana.
- Super. – Nie próbował nawet ukryć, że się cieszy.

Jedliśmy w milczeniu. Cisza nie krępowała, a nawet rozbawiła. Nasze puste żołądki z takim zapałem zaczęły trawić potrawę, którą do nich wrzuciliśmy, że brzmiały, jakby prowadziły buczącą rozmowę. To warkot mojego brzucha, to pisk brzucha Sebastiana.
Pani Podświadomość dała mi mentalnego kuksańca mówiąc: Wiesz co, laska? To chyba najciekawszy facet, jakiego dotąd spotkałaś. I biorę pod uwagę nie tylko czas od momentu wybuchu epidemii, ale całe twoje życie.

Miała rację, Sebastian był ciekawy, najbardziej stonowany i opanowany spośród samców, z którymi w jakikolwiek sposób wymieniłam dotąd płyny ustrojowe.
Czy zachwyciła mnie ta myśl? Może odrobinę. Dawała ewentualną nadzieję i nic ponadto. Nie zamierzałam pozwalać sobie na żadne romantyczne myśli o Sebastianie. Nie po tym, co zaserwował mi mój deflorator przed dniem zagłady i Gabriel w ciągu ostatnich dni.

Cholera! – Znów olśniewająca myśl, która zabłysnęła w głowie pomiędzy kolejnymi porcjami jedzenia, załadowanymi do ust. – Ile dni minęło od momentu końca cywilizacji? Nawet nie miesiąc! Ludzie gniją sobie radośnie i rozkładają się wokoło, a ja żyję. I tyle zmieniło się w moim życiu!

Po śniadaniu wróciłam do pokoju. Zaskoczeniem i rozczulającym obrazkiem był fakt, że Oliwka spała w zajmowanym przeze mnie dziś łóżku. Musiała przyjść wpół śpiąc , jak ja kiedyś lunatykowałam do sypialni rodziców. Nigdy nie rejestrowałam faktu przemieszczania się. Usypiałam we własnym łóżku, a budziłam się pomiędzy mamą i tatą.
Podeszłam do łóżka, odchyliłam kołdrę i położyłam się obok dziewczynki. Przytuliłam się do jej drobnych pleców, zaciągnęłam dziecięcym zapachem. Włosy zatrzymały woń szamponu, dymu i czegoś jeszcze. Może tak właśnie pachnie czystość?
Potrzebowałam bliskości, przytulenia, czułości. Właśnie zdałam sobie z tego sprawę. Z nosem w miękkich, dziecięcych włosach, w cudzym domu, niepoukładana wewnętrznie.
Oliwka westchnęła, sapnęła i obróciła się twarzą do mnie.

- Czemu płaczesz? – wybełkotała zaspanym głosem.

Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że łzy spływają mi po twarzy na poduszkę.

- Bo cieszę się, że mam ciebie – odparłam szczerze, bo tak właśnie myślałam.
- Też się cieszę. – Uśmiechnęła się, przymykając na powrót oczy. – I już nigdy mnie nie zostawiaj, bo nikogo nie lubię tak, jak ciebie.

I usnęła, a ja rozkleiłam się na dobre.
Płakałam bezgłośnie i tylko co jakiś czas pociągałam nosem. Starałam się robić to na tyle cicho, by nie obudzić Oliwki. Mała spała spokojnie i mogłabym przysiąc, że delikatnie uśmiechała się przez sen. Przysnęłam w końcu i ja. Z pełnym brzuchem, czysta fizycznie, pogmatwana mentalnie.

- Siostra, wstawaj! - Tomcio postanowił obudzić mnie „delikatnie” w swoim stylu. – Jest południe, a za dwie godziny wyruszamy.

Oliwki nie było. Musiała wstać i wyjść, a ja nawet nie poczułam tego.

- Dobra. – Potarłam oczy, by rozetrzeć piasek pod powiekami. – Musze się tylko pożegnać i zabrać kilka swoich rzeczy.

- Dobra. – Uniósł kciuk skierowany w sufit. – Będzie super. Bierzemy Kaśkę. Mateusz postanowił zostać, by opiekować się Adasiem. Daje mu zdaje się własną krew. – Potarł głowę, zmrużył oczy, przewrócił nimi zabawnie. – Chyba się chłopak zakochał.
- Ty ponoć też. – To nie było złośliwe. Cieszyłam się zauroczeniem Tomka. – Bierzemy Oliwkę. Tą małolatę – wyjaśniłam, bo barani wyraz twarzy wskazywał na to, że nie zrozumiał. – Nie zostawię jej tutaj.
- Dobra. – Wzruszył ramionami, odwrócił się i odszedł. – Jeśli Seba się zgodzi. – Rzucił, nim zniknął za drzwiami.

Założyłam wilgotną jeszcze bieliznę, w łazience opłukałam twarz i zbierając się w sobie na odwagę, skierowałam kroki do sypialni Gabriela. Nie pukałam, nie czułam się w obowiązku anonsować. Wtargnęłam do pokoju z postanowieniem, że jeśli będą się pieprzyć, to im przeszkodzę.

Gabriel wychodził właśnie z łazienki. W ręku trzymał klucz francuski. Przód jego koszulki pokrywała maź nieokreślonego pochodzenia.

- Mówię ci, że tam w rurze musi coś być. – Asia szła za nim, gestykulując żywo. – Może szczur, albo...

Urwała widząc mnie i zamarła. Zatrzymał się i Gabriel, ze wzrokiem wbitym w moją twarz.

- Witajcie. – Dziwiło mnie, że nie czuję natłoku emocji. – Chcę wam podziękować za gościnę i poinformować, że dzisiaj ruszamy dalej. Właściwie to za dwie godziny. – Spojrzałam odruchowo na nadgarstek, jakbym szukała zegarka. – Zabieram Oliwkę, a mój brat Kasię. Gammę – dodałam, widząc brak zrozumienia w oczach Gabriela. – Proszę was tylko o to, byście pozwolili mieszkać tutaj Mateuszowi i Adamowi. Przynajmniej do momentu, gdy Adam się obudzi.
- Oczywiście – wyszeptała słabym głosem Aśka. Gabriel nadal wyglądał tak, jakby zapowietrzył się i trwał na wdechu. – Nikogo nie wyganiamy. Dóbr jest tu tyle, że wyżywią nas wszystkich. Jeśli nie macie określonego celu, to zostańcie. Poszukacie, zaplanujecie i wtedy wyruszycie. Staruszkowie wymyślili to tak, by ten dom mógł zaspokoić i piętnaście osób. – Uśmiechnęła się, a ja wbrew sobie poczułam do tej cholery, cień sympatii. – Zostawię was teraz. – Uprzedziła moją prośbę, a mi z wrażenia opadła szczęka. Zatkało mnie zwyczajnie. – Twoje rzeczy są w tej torbie. – Wskazała gustowną walizkę w kącie pokoju, opartą o komodę. – Będę w szklarni. Trzeba pozbierać pomidory nim spadną i rozkwaszą się na ziemi. – Uśmiechnęła się chowając głowę w ramionach i cofając tyłem ku drzwiom. – Nara.

I wyszła, a ja musiałam zrewidować poglądy na jej temat. Musiałam też kopnąć siebie w tyłek za wydawanie pochopnych osądów na temat ludzi, których nie znam.

- Fajna ta Aśka. – Zmarszczyłam czoło, patrząc na zamknięte już drzwi. – Wyjaśnisz mi to wszystko? Proszę.
- Pewnie. – Gabriel potarł kilkumilimetrowy zarost głowy brudną dłonią. – Co chcesz wiedzieć?
- To, jakim cudem się spotkaliście? – Cieszyłam się, że nie próbuje owijać w bawełnę i wali prosto z mostu. – Czy ona też była chora na białaczkę?
- Nie. – Westchnął, wbił wzrok w podłogę przed moimi stopami. – Była w ciąży. Ze mną.

Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Karol
    | Odpowiedz

    Po kiego robić kolejnego tasiemca?

    • mikakamaka-old.guff.pl
      | Odpowiedz

      Coraz częściej opowiadania zmieniają się w powieści.
      Czy powieść można nazwać tasiemcem?

    • Zygfryd
      | Odpowiedz

      Daj spokój 🙂
      Jak dla mnie może być i tasiemiec.

  2. thegrilfromPraga
    | Odpowiedz

    Czy wcześniej nie było że Garbriel pierwszy raz przeżył z Ewką? To co kłamał, czy coś Ci się Mika pomieszało?

  3. Ally
    | Odpowiedz

    Bardzo się cieszę, że Ewka jeszcze z nami pozostanie, bo jest to jedno z moich ulubionych opowiadań (może ze względu na tematykę, może ze względu na kreacje postaci). Część świetna, aż nie mogę się doczekać co dalej zaplanowałaś, szczególnie biorąc pod uwagę wcześniejszy komentarz, że Gabriel był podobno prawiczkiem 😉 Mam nadzieję, że kolejna część pojawi się niedługo.

    A tak jeszcze na marginesie dziękuję, że dodajesz swoje teksty w zapowiedzianych terminach. Rzadko się teraz widuję, żeby twórcy na blogach byli słowni i publikowali kiedy obiecali, a tobie się to udajemy i to się ceni 🙂 To świadczy o szacunku do czytelników i między innymi dlatego jesteś u mnie w pierwszej 3 w zakładkach (a mam ich z 50 ;D)

    • mikakamaka-old.guff.pl
      | Odpowiedz

      Po pierwsze – dziękuję. Lejesz mi miód na serce, a ja lubię miodek 😀
      Przede wszystkim staram się nie zobowiązywać, bo chyba by mi kiszki skręciło, gdybym nie umiała dotrzymać słowa. Jak to się u nas mówi: “Nie robi się z gęby dupy” 😀
      Jasne, że szanuję Czytelników.
      Dzięki Wam istnieję tutaj 😀 To układ wiązany – obustronny.

  4. Tony F.P.
    | Odpowiedz

    Ja z niejakim poślizgiem, bo Święto Niepodległości czciłam w naszej pięknej stolicy i byłam odcięta od netu. Zacznę od wstępu, bo sam w sobie wart jest komentarza:) Jak zazwyczaj, zresztą. Śmiem twierdzić, że Ewka sama się tworzy i ewoluuje – wiem z doświadczenia, że postacie nagle zaczynają żyć własnym życiem i mają daleko gdzieś nasze plany i scenariusze. Mam nadzieję, że Ewa się nie zmieni – wie kim jest i czego chce – i tak trzymać. Chwilowe zakłócenia równowagi wychodzą jej na dobre.

    Co do samej w sobie opowieści, to podoba mi się taki bieg wydarzeń – Ewka nie szlocha, nie biadoli, waży za i przeciw, rusza dalej, ale i nie chowa głowy w piasek, tylko podejmuje decyzje i zadaje pytania… wprawdzie odpowiedź Gabriela w niezłe zdziwko ją wprawia (podobnież jak czytelników), ale myślę, że zdoła to wszystko ogarnąć umysłem i sercem. Oczywiście, mam pewną opcję w temacie ojcostwa Gabriela i bardzo jestem ciekawa, co też, Miko, wymyśliłaś:)

    Nie obstawiałabym, że Ewa powita lepsze jutro, bądź pożegna świat u boku Sebastiana, bo wydaje mi się, że jej związek z Gabrielem nie powiedział jeszcze ostatniego słowa (i bynajmniej nie mam na myśli pożegnalnego milusiego rżniątka) – jakby nie było, to jednak wcale nie tak mało (w kwestii emocji i ciał) się między nimi podziało. Ech… lubię, gdy opowieść pozwala snuć wiele różnych, sprzecznych alternatywnych ciągów dalszych.

Napisz nam też coś :-)