fbpx

Bimber (I)

with 18 komentarzy

erotyk z humorem
To będzie niezwykle krwawe, brutalne opowiadanie, gdzie z lubością będę się nad wami pastwić pełnymi ekspresji opisami... Napisałam już nawet zakończenie i czytają je o mało co nie zleciałam z krzesła ze śmiechu, chociaż niektórym pewnie zajdę nim za skórę 😉 Czego i Wam życzę za ileś tam części. Śmiechu, nie zachodzenia za skórę ;-)) Tak czy inaczej zapraszam na przygody Konrada, płatnego mordercy, który podejmuje się nietypowego zadania. Jak bardzo nietypowego, ma się przekonać dopiero na miejscu. Przed nami szalone orgie alkoholowe, Julka z patelnią babki u boku, ognisty seks, pranie brudnych pieniędzy, tajemnicza zmowa całej wioski, sympatyczny pies rasy jakiejś tam, wiecznie spocony Stefan, wiecznie skacowany Konrad oraz nietypowe letnie półkolonie, które poprowadzi nasz płatny zabójca w ramach zabicia czasu... A wszystko to daję teraz, bo przede mną ciężki tydzień i na sto procent nie będę miała czasu na "komputerowanie" ;-D
 

W ciemnym, zasnutym tytoniowym dymem pomieszczeniu, siedziało kilku mężczyzn. Ich wygląd mógł wzbudzić nie tyle strach, co odrazę. Nalane, tłustawe twarze pokryte były kropelkami potu. Wydatne brzuszyska wylewały się zza markowych spodni i marynarek. Jeśli dołożyć do tego przerzedzone włosy, grube, złote łańcuchy i upierścienione palce, ktoś mógłby pomyśleć, że znalazł się na planie tandetnego, gangsterskiego filmu.

Dokładnie to porównanie przyszło do głowy Konradowi, chociaż w jego twarzy nie drgnął ani jeden mięsień. Usiadł naprzeciwko obleśnego trio, zastanawiając się, co za interes chcą mu zaproponować i ile mu za to zapłacą. A pieniędzy potrzebował na gwałt, bo te z poprzedniego zlecenia rozeszły się niemal błyskawicznie. Cóż, dziwki, alkohol i prochy nie należą do tanich rozrywek. Do tego doszła gra w kasynie, zgubny nałóg, w który popadł kilka lat temu.

– Wybraliśmy cię, bo cieszysz się nienaganną opinią – odezwał się jeden z nieznajomych, zaciągając się z lubością cygarem. Pewnie masakrycznie drogim i sprowadzonym z samej Kuby, pomyślał ponuro Konrad. Jednak nadal zachowywał niewzruszony wyraz twarzy, trwając w bezruchu niczym kamienny posąg.

– Kogo mam sprzątnąć? I ile na tym zarobię? – spytał krótko i treściwie.

– Zaraz tam sprzątnąć – machnął ręką jego rozmówca. – Karolu może ty wyjaśnisz szczegóły naszego zlecenia?

Najbardziej obwieszony złotem grubas odchrząknął.

– Nie chodzi o sprzątnięcie, a o szpiegowanie. Na razie. Sprzątnięcie będzie później, jak już będziemy wiedzieć kogo mamy obarczyć winą za niepowodzenie naszego idealnego planu – wykrzywił się mężczyzna.

Pozostała dwójka zamruczała z aprobatą.

– Dostaniesz papiery i zadanie. Jako świeżo upieczony policjant…

– Policjant? – Konrad spojrzał na nich z niedowierzaniem. – Na to chyba nikt się nie nabierze.

– Ogarniesz się i będzie dobrze. Wystarczy obciąć włosy i zgolić zarost.

Mruknął coś niewyraźne. Starannie wypielęgnowaną brodę zapuszczał prawie dwa lata, a teraz oni każą mu ją po prostu zgolić? Trudno. Naprawdę był mu potrzebny potężny zastrzyk gotówki.

– Dobra, rozumiem. Co dalej?

– Wioska nazywa się Walonki. Niewielka osada, kilka chałup, kościół, sklep typu mydło i powidło – zarechotał grubas. – Oraz posterunek policji, a w nim pan naczelnik i ty. Twój poprzednik zmarł na zawał miesiąc temu, dlatego potrzebują zastępstwa.

– I co niby mam tam robić? – spytał Konrad podejrzliwie.

– Będziesz zbierał informacje. Węszył. Szpiegował. I zdawał relację ze swych dokonań.

– Jakie informacje?

– Szczegóły dopiero jak się zgodzisz – odparł grubas chytrym głosem.

– Zgadzam się. – Konradowi to zadanie wydało się wyjątkowo proste. Cóż, może chociaż raz uda się zarobić kasę łatwo, przyjemnie i bez zabijania kogokolwiek. Poza tym wioska na odludziu? W głębi lasu? Był środek lata, początek upalnego lipca, potraktuje to więc jak coś w rodzaju wakacji. – Kiedy mam zacząć?

– Im szybciej tym lepiej! – Ich brzuchy zatrzęsły się od śmiechu. – Tutaj masz zaliczkę. To są instrukcje – obok grubej szarej koperty, spoczęła druga, znacznie cieńsza. – Na wykonanie zadania masz miesiąc.

Spojrzenie Konrada wyraźnie powiedziało im – za co mnie macie? Był profesjonalistą. Nigdy nie zawiódł. Nigdy się nie pomylił. Nigdy nie zawalił. Miał swoją cenę, wysoką cenę, ale też nigdy nie narzekał na brak zleceń. Nie przy reputacji, jakiej się dorobił.

– Dam znać, kiedy wyjeżdżam – oznajmił, sięgając po kopertę i wizytówkę.

– Powodzenia! – życzył mu jeden z grubasów.

– Nie trzeba – Konrad wzruszył ramionami. – To lepiej wy szykujcie kasę, bo zapewniam, że będzie wam potrzebna.

***

Darował sobie podróż samochodem. Instrukcje zawarte w chudej kopercie wyraźnie mówiły, że ma wystąpić w roli biednego, nieco onieśmielonego pierwszą pracą policjanta. Trochę to wszystko było dziwne, ale mimo to zdecydował się przyjąć zlecenie. Dlaczego jednak troje tłuściochów zdecydowało się wynająć płatnego mordercę do roli szpiega, do końca nie potrafił tego wytłumaczyć. Grunt że płacili i to nie mało, a zadanie wydawało się proste i nieskomplikowane. Powęszy, zbierze informacje, trochę poudaje glinę… To ostatnie rozbawiło go niemal do łez. On w mundurze?! Legalnie z bronią? Jaja jak berety!

Pierwszy odcinek drogi przebył autobusem. Nawaliła klima i Konrad z prawdziwą ulgą wysiadł na niewielkim przystanku w bliżej nieznanym mu miasteczku. Potem złapał stopa i kilkanaście kilometrów przejechał na pace rozklekotanej ciężarówki. Niestety, tutaj skończyło się jego szczęście. Kierowca poinformował go, że do Walonków jeszcze kawał drogi i zostawił na skraju lasu. Było późne popołudnie, żar lał się z bezchmurnego nieba, komary kąsały jak wściekłe, a spocony, poirytowany Konrad machał swoim super wypasionym iphonem, próbując złapać sieć.

Niestety, na próżno.

Klnąc w duchu, wściekły jak diabli, wypił resztę wody mineralnej, po czym ruszył we wskazanym mu kierunku.

Lasy, gdzieniegdzie pola uprawne, brzęcząca w uszach cisza i fatalna, pełna dziur droga. W milczeniu pokonywał trasę, marząc jedynie o dotarciu do celu i orzeźwiającej kąpieli. Do jasnej cholery! Życie w mieście go rozleniwiło. Jeszcze trochę to zamiast zleceń na zabójstwa, będzie przyjmował zlecenia na własnoręcznie dziergane sweterki na drutach. Pomamrotał coś pod nosem, po czym nagle wynurzając się zza zakrętu, dostrzegł leżącą przed nim wioskę.

– Psy dupami szczekają – mruknął, nawiązując do starego powiedzonka. I faktycznie miał rację.

Osada leżała nieco w dole, otoczona lasami, z drogą wijącą się niczym górska serpentyna. Po obu stronach tej drogi, stały domy, w większości murowane, ale dało się też dostrzec kilka drewnianych. Domy tonące w zieleni, w morzu kwiatów, a na samym początku wsi niewielki kościółek, o bielonych ścianach i czerwonej, kruszącej się dachówce. Za nim cmentarz. Za to nie dostrzegł niczego, co mogłoby przypominać wspomniany komisariat.

– Może w którejś stodole? – sapnął ze złością Konrad. Wioska była idealnym miejscem dla jakiegoś eko oszołoma uwielbiającego surwiwal na łonie natury. Przy tym urokliwa i w miękkim świetle wieczoru, w promieniach zachodzącego słońca kładących się długimi cieniami na niewysokich budynkach, wyglądała niezwykle malowniczo.

Co z tego, kiedy on był głodny i spragniony?

Kiedy mijał pierwszy z domów, zza płotu wyjrzała ciekawska głowa starszej pani.

– Dzień dobry – przywitał się grzecznie Konrad, przystając, chociaż najchętniej wyjąłby zza pazuchy pistolet i przestrzelił babinie łeb. Nie lubił, aby ktokolwiek gapił się na niego z tak pazernym zainteresowaniem. – Gdzie znajdę dom kaprala Maliniaka?

– Stefana? Toć to ostatnia chałupa we wsi. Musisz chłopcze pokonać jeszcze ten kawałek – machnęła pomarszczoną ręką, a spojrzenie Konrada natychmiast powędrowało we wskazaną stronę. Cóż, zaletą tej wiochy były rozmiary, więc w zasadzie do celu miał może z trzy minutki spacerkiem.

– Dziękuję.

I ruszył dalej, mimo iż babina posyłała mu zachęcający, bezzębny uśmiech. „Ostatnia chałupa” okazała się piętrowym domkiem, wybudowanym jeszcze w starym stylu, ze skośnym dachem pokrytym czerwoną dachówką i wąskimi oknami, na parapetach których stały donice pełne jakiegoś kolorowego zielska. Zaraz za budynkiem rozpościerał się sad owocowych drzew, a przed posesją stał stary, nieco przeżarty rdzą, biały fiat 125p. Konrad przez chwilę przyglądał mu się w milczeniu, po czym pchnął niewysoką furteczkę i wszedł do środka. Nie zastanawiając się, zapukał do drzwi wejściowych, ale wyglądało na to, że chyba nikogo nie było w domu.

Znów poczuł przypływ irytacji. Tym razem nie zapukał, a łomotał.

I nic.

Zrzucił torbę z ramienia i obszedł dom. Dookoła panowała cisza. Od sąsiedniej posesji oddzielał go wysoki pas zieleni, a po drugiej stronie nie było nawet płotu, tylko pole pełne złocistej pszenicy.

Mimo wszystko Konrad był zdumiony. Jakim cudem istniały w tym kraju jeszcze takie miejsca? Bez głównej, asfaltowej drogi? Z kiepskim sygnałem sieci komórkowej. Z ciszą i spokojem, jakiego dawno nie doświadczył?

Rozmyślając nad tym dziwem, obszedł budynek dokoła i…

Potężny cios prosto w twarz, nie tylko pozbawił go tchu. Zwykła patelnia dzierżona przez przeciwnika okazała się straszną bronią. Konrad jęknął, chwycił się za nos, a potem bełkocząc coś bez składu i ładu, zwalił się nieprzytomny na ziemię.

– Julcia! Coś ty zrobiła? – Od strony sadu biegł krępy mężczyzna, w pośpiechu dopinając guziki koszuli.

– A co niby miałam zrobić? – spytała ze spokojem dziewczyna, trzymająca w ręku broń domowej produkcji. – Pętał się tutaj nieproszony. Ja się tylko broniłam.

– To pewnie ten mój pomocnik – zmartwił się, pochylając nad leżącym w bezruchu Konradem. – Czy ty każdego musisz tak traktować?

– Jak to każdego? – wydęła wargi Julcia.

– A Romka to kto gonił w zeszłym tygodniu? W dodatku z widłami! Biedny chłopak do dziś się nie pozbierał, taką wywołałaś u niego traumę.

– Ja? Dam głowę, że to raczej była wóda i upał – odparowała ironicznie. – Dobrze tatko. Bierzmy go i przetargajmy na taras. Jak się ocknie, to wyjaśni, co tu robił.

– Oby nie chciał złożyć skargi – mruknął tatko.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    Patelnia przodków rules!!!

  2. D
    Domiś
    | Odpowiedz

    Czekam na więcej!!!

  3. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    “…do leża dzikiego zwierza bym się nie pchał…” – ha, ha, ha… dobre! 🙂 Niezły numer z tej Julci. Ciekawe, czy Konrad ciut stępi jej dowcip i przyhamuje harpagaństwo, czy też sam zostanie stępiony 🙂 Czuję, że będzie zabawa 🙂 I że wszystko pójdzie zdecydowanie nie tak, jak Konrad by chciał. Diaboliczna trójca wsadziła go chyba w niezłą aferę. Nie zdziwiłabym się, gdyby to Julcia pokrzyżowała jakieś te ich plany – pytanie, co wtedy zrobiłby nasz fałszywy mundurowy?

  4. J.Gibson
    | Odpowiedz

    Czytam Babeczka, że masz słabośc do policji ostatnio 😉

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      Pytanie, czy to kwestia “za mundurem panny sznurem”, czy raczej o policyjną pałkę chodzi 🙂 Jak tak sięgnę pamięcią do opowieści Babeczki, to policjanci tacy wydarzeni są 🙂 Wyposażeni w pałki, kajdanki, docisnąć do ściany potrafią 🙂 A i hasła typu: “nogi szerzej” mają na podorędziu 🙂

      • Babeczka
        |

        Miałam do wyboru – Konrad jako fałszywy policjant, albo jako fałszywy ksiądz. Wersja pierwsza bardziej mi pasowała do scenariusza i zakończenia 🙂
        Za to teraz w bezpłatnych moja najmojsza wersja pewnej bajki, nie powiem jakiej 🙂 zgadniecie w trakcie albo dowiecie się na końcu i tam nie będzie żadnych pałek, kajdanek czy innych akcesoriów. Będzie skromnie, wstydliwie, a ze sceny seksu zrobimy poemat “do bzykania” ;-D

      • T
        Tony Porter
        |

        Policjant zdecydowanie bardziej pasuje. Chociaż, gdyby Konrad pojawił się w sutannie, to może nie oberwałby patelnią 🙂
        A! To bajka aż tak mocno zakamuflowana będzie? “Skromnie, wstydliwie”? No, ciekawa jestem jak Ci ta skromność i wstydliwość wyjdzie 🙂

      • Babeczka
        |

        Obawiam się, że Julka jest konsekwentna – obojętnie czy w sutannie, czy w damskim gorsecie z tęczową flagą i tak Konrad dostałby patelnią po łbie… ;-D

      • T
        Tony Porter
        |

        Twa obawa jest całkowicie niepotrzebna – chwali się Julce, że nie ma dla niej równych i równiejszych 🙂 Parlęta się jakiś obcy koło domu – znaczy się: podejrzany jest, więc na wszelki wypadek patelnia w ruch 🙂

      • J.Gibson
        |

        Nogi szerzej – brzmi podniecająco tylko wypowiadane przez policjanta! Zdecydowanie policjant lepszy niż ksiądz.

  5. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Ale właśnie! A propos bajki – “Piękna i Bestia” przesunęły się w grafiku na termin bliżej nie określony, czy też pojawią się w poniedziałek? Bestia tam już chyba dogorywa z rączką Belli na twardniejącej męskości 🙂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Wpadła w pole grawitacyjne masywnej czarnej dziury, może jeszcze trochę dogorywać 😉

      • T
        Tony Porter
        |

        Ha, ha, ha, nie ma nic gorszego dla opowieści jak dziura w czasoprzestrzeni 🙂 “Piękna i Bestia” nie będzie się nudzić, “Nie umiem stąpać tak cicho” dotrzyma jej towarzystwa 🙂

      • Babeczka
        |

        Wstyd przyznać, ale jeszcze jest Kara, Gdzie diabeł nie może oraz chyba już zapomniany tekst Mężczyzna z kobiecym punktem widzenia 😉

      • T
        Tony Porter
        |

        Nie zapominaj o “Niekompletnych” 🙂

    • J
      Judyta
      | Odpowiedz

      Babeczka ostatnio lubi zmuszać panów do utrzymywaniu stanu gotowości przez długi czas… Najpierw Bestia, ostatnio Krzysio, ciekawe, czy Konrada też tak potraktuje ;D

      • Babeczka
        |

        Na razie ćwiczę mego męża 😀

      • T
        Tony Porter
        |

        Biedny mąż 🙂

Napisz nam też coś :-)