Bimber (II)

with 3 komentarze

wydawnictwo motylewnosie
 

I wtedy nie wiadomo skąd, pojawił się pies. Wielorasowiec, trochę z wyglądu przypominający wilczura. Mało groźny, ale za to najwyraźniej nastawiony mocno imprezowo. I chyba bardzo spodobał mu się ciemno bordowy ręcznik Konrada, bo od razu poczynił próby zarekwirowania owego przedmiotu.

– Puść zarazo! – warczał Konrad, usiłując nie dopuścić do kompromitacji. – Bo cię pchlarzu zastrzelę! No puść!…

Niestety, pies był sprytniejszy. Wykorzystując moment nieuwagi przeciwnika, zerwał z niego interesujący kawałek materiału i radośnie merdając ogonem, uciekł w głąb sadu.

– Kurrrwwwaaa! – wysyczał Konrad. – Zastrzelę cię bydlaku, przysięgam!

– Co to za hałasy! – Dobiegł go kobiecy głos. W panice rozejrzał się dookoła i chwycił to, co akurat znalazło się pod ręką.

Czyli pokrywkę od garnka i metalową miskę. Jednym przykrył przód, drugim tył. Zamierzał też dać nogę, ale nie zdążył. Zza rogu wyłoniła się Julcia, marszcząc groźnie brwi.

– Ty rozpustniku! – syknęła, mierząc go potępiającym wzrokiem. – Byś chociaż ręcznikiem się owinął!

– Ale ja… Pies…

Nie zdążył się wytłumaczyć, bo wymierzyła mu siarczysty policzek.

– Żebyś mi się nie ważył po raz kolejny latać na golasa po moim podwórku! Zrozumiałeś?!

Konrad zdębiał. Owszem, czasami zdarzyło się, że uderzyła go kobieta. Ale był to raczej wstęp do upojnego seksu. Towarzyszyły temu epitety: bydlak, bezduszny drań, egoista i takie tam, a na celu miały raczej rozebranie go. A teraz? Żadnego podziwu w gniewnych, kobiecych oczach. Żadnych taksujących spojrzeń, ukrytych podtekstów. Rozpustniku? Tylko za to, że pokazał trochę ciała? Tę babę to już kompletnie popieprzyło!

– Pies mi wyrwał ręcznik! – wrzasnął, wytrącony z równowagi.

– Pies? A lew może? Miał kopyta? – odparła ironicznie wykrzywiając usta. – Ubierz się lepiej i przestań bezcześcić moje naczynia. No dalej, co tak stoisz jak słup soli!

Wkurwiony na całego Konrad rzucił o ziemię „zbeszczeczonymi” naczyniami. Jednak nawet teraz nie doczekał się pełnego zachwytu spojrzenia. Chociaż miał się czym pochwalić, oj miał! Julka obojętnie wzruszyła ramionami, a potem ponaglająco tupnęła nogą. Upokorzony Konrad chyłkiem wycofał się na werandę, po czym szybko się ubrał i usiadł przy stole, na którym stało już śniadanie.

Co jak co, ale gotować Julcia umiała koncertowo, a jajecznica w jej wykonaniu stanowiła wręcz nektar i ambrozję. Konrad zajadał, aż mu się uszy trzęsły, z zupełnym brakiem godności oraz opanowania przypisanym temu, czym się zajmował, czyli zabijaniem ludzi. Matka Julki się nie pojawiła, sama Julka zresztą też gdzieś zniknęła, za to z domu wytoczył się najwyraźniej skacowany Stefan.

– Gorąco dziś – powiedział, zerkając tęsknym wzrokiem na hamak, rozwieszony w cieniu ogromnej lipy. Ubrany był dość niechlujnie, w przepocony podkoszulek i wystrzępione spodenki w szkocką kratę. – Aż żal iść do pracy…

Szczerze mówiąc, chociaż Konrad w duchu przyznał mu rację, to na zewnątrz zachował kamienną twarz.

– Gdzie mieści się posterunek? – spytał najbardziej służbowym tonem, na jaki było go stać.

– Aaa, tam! – Stefan machnął ręką w kierunku wsi.

– To znaczy gdzie? Idąc, niczego nie spostrzegłem.

– Józefowa wynajmuje kawałek chałupy…

Dobrze że nie stodoły, pomyślał złośliwie Konrad. Albo wychodka, bo stodoła akurat jest w remoncie.

– To chodź chłopcze, służba ojczyźnie wzywa.

Stefan narzucił na siebie górę ubrania służbowego, po czym nie przejmując się resztą, ruszył w kierunku „centrum” wsi. Kawałek chałupy okazał się połową niskiego budynku gospodarczego, na którego ścianie, tuż obok masywnych drzwi, do których prowadziło pięć drewnianych stopni, wisiała tabliczka z informacją „posterunek policji”. Szczerze mówiąc, wyglądało to gorzej niż niejedna melina. Mocno już zszokowany Konrad, przystanął za plecami zwierzchnika, a wtedy ktoś energicznie otworzył od środka drzwi. W progu pojawiła się ponętna blondynka, prawie naga, z policyjną pałką w dłoniach.

– Spóźniłeś się! Twoja kotka cię uka… – zaczęła, po czym zorientowała się, że jej „kotek” nie jest sam. Najpierw pisnęła, a później groźnie zmarszczyła brwi.

– Kto to?

– Mój nowy pomocnik.

– Konrad, miło mi. – Ujął pulchną, kobiecą dłoń, unosząc ją do ust. Grymas na twarzy blond wenus zniknął, za to dla odmiany puściła zalotnie oczko. Konrad chrząknął z zakłopotaniem, bo raczej nie gustował w obfitych wdziękach wsiowych panienek.

– Andzia – zachichotała, wpychając pałkę w ramiona Stefana. – Nie mówił mi, że będzie miał tak przystojnego pomocnika.

– Może wejdziemy do środka? – Naczelnik ciężko westchnął, głównie dlatego, że właśnie na światło dzienne wyszła jego najbardziej strzeżona tajemnica. Cóż, Andzia rozumem nie grzeszyła, mógł się tego spodziewać. Dobrze że to tylko Konrad, a nie któraś z wścibskich sąsiadek. Józefowej nie liczył, baba była na wpół ślepa i głucha, nie stanowiła zagrożenia. – A ty skocz do domu po coś na zagrychę.

– Nie jestem twoją dziewczynką na posyłki! – Andzia urażona wydęła wargi.

– Idź już, idź babo! – Stefan zwinnie wepchnął nadal osłupiałego Konrada do środka, jednocześnie zatrzaskując drzwi przed nosem flamy.

– Ty!… – Andzia nie przebierała w słowach. Bydlaki i sukinsyny furczały w powietrzu aż miło! Ale o dziwo, faktycznie sobie poszła.

– Uff! – Stefan otarł pot z czoła, a później z głośnym stęknięciem usiadł w wysłużonym fotelu. – Raz człowiek zaszalał i teraz za nic nie może się uwolnić.

– Pańska… Twoja kochanka? – zaryzykował Konrad, zajmując miejsce naprzeciwko zwierzchnika.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. J.Gibson
    | Odpowiedz

    Dobry jeżu na bukszpanie!
    Co tu się wyczynia😂😂😂
    Babeczka, to jest dzieło sztuki. Mam fioła na punkcie oryginalnosci (nie takiej, że Prada Channel i inne Klainy tylko takiej oryginalnej innosci) i te twoje postaci w Bimbrze mnie pochlonely! Ja ich widzę, ja nimi przemawiam tak samo jak tą wsią, którą słyszę w psim szczekaniu i czuję sianem stodoły.

  2. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Coś to nowe zlecenie nie bardzo Konradowi służy i jak się nie uodporni na kpiny kolegów Stefana, to może w tej wsi zakończyć karierę płatnego zabójcy. Albo przynajmniej stracić swą świetną reputację. Jak na mordercę to jakiś taki mało zdyscyplinowany jest 🙂 Nie tracę nadziei, że jeszcze pokaże na co go stać. Z drugiej strony, to jakby przyszło mu kogoś zabić, czy szpiegować, to dobrze, że mieszkańcy będą go uważać za niespecjalnie rozgarniętego 🙂 Świetny kamuflaż. Obawiam się jedynie, że Julcia i tak go przechytrzy 🙂
    Wizja Stefana ubranego w bluzę od munduru i wystrzępione spodenki w szkocką kratę… hahaha… jest piękna 🙂
    Julcia pyta: “Coś ty z nim zrobił?” – tak, jakby doskonale nie znała odpowiedzi 🙂
    “Zresztą, obie są śliczne, chociaż zacząłbym od tej po prawej…” – Oj, Kondziu, jeśli nie przestaniesz pić, to nie zaczniesz ani od tej po prawej, ani od tej po lewej 🙂
    “Satysfakcję z tego faktu zmącił szybko widok sztywnych od błota spodni, stojących tuż pod krzakiem czarnej porzeczki.” 🙂

  3. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Zapomniałam o kąpieli w beczce – hehehe – gdyby zleceniodawcy Konrada zobaczyli go w tej sytuacji, to zwątpiliby w swój wybór 🙂 Świetna reputacja, niezawodność… taaa… rzeczywiście, we wlezieniu i wylezieniu z beczki był bardzo skuteczny 🙂

Napisz nam też coś :-)