fbpx

Bimber (IV)

with 2 komentarze

erotyk z humorem
 

Tym razem padało. Była to raczej mżawka niż prawdziwy deszcz, jakiego spragnieni byli okoliczni mieszkańcy, lecz większość z nich stwierdziła, że lepsze to niż nic. Za to Konrad odzyskał werwę. Ból żołądka i niestrawność stały się bladym wspomnieniem, Julki nie dawało się dostrzec na horyzoncie, a Stefan był trzeźwy jak świnia i wyjątkowo poważny. Nawet ubrany przepisowo, nie jak zwykle, w rozchełstanym podkoszulku.

– Idziemy do pracy – oświadczył donośnym głosem.

– Też mi! – Konrad wzruszył ramionami, ale nie protestował. Po pierwsze, za dużo ostatnio pił. Po drugie całkiem zapomniał, że ma się wywiązać ze zlecenia, które nagle okazało się wcale nie takie proste. Miał przeprowadzić śledztwo i dać znać, kto we wsi zajmuje się czymś podejrzanym. Rodzaju podejrzanego nie sprecyzowano. Potem miał przesłać wyniki swej pracy do zleceniodawców i czekać na znak, kogo ma posłać na tamten świat. Trochę mu to wszystko wydawało się takie dziwne, mętne, ale skoro płacili i to niemało, co miał do stracenia?

Ubrany w mundur, razem z przełożonym zjawił się na posterunku. Grzecznie podziękował za kawę, po czym zaczął podejrzliwie przyglądać się Stefanowi.

– No co? – W końcu zwierzchnik nie wytrzymał jego wzroku.

– Będzie jakaś wizytacja?

– Tak jakby – westchnął Stefan. – Mamusia przyjedzie.

– Mówiłeś, że teściowa nie żyje?

– Teściowa. Za to moja matka podobna do niej z charakteru, niechlujstwa nie znosi. Julka jest podwójnie obciążona genetycznie…

– Aha. Dziś?

– Tak. Zjawi się w porze obiadowej, w drodze do miejsca pielgrzymki.

– Świętej cipki? – zażartował Konrad.

– A co ty! Mamusia niewierząca, jak widzi księdza, to spluwa mu pod nogi i złorzeczy. Chodziło mi bardziej o centrum handlowe w najbliższym dużym mieście.

– Rodzinę to ty masz oryginalną.

– I obawiam się, że nie będzie lepiej. Aż się boję kogo Julcia wybierze. – Stefan wyglądał na tak przygnębionego, że Kondziu zaczął go nawet żałować. – Pamiętaj! Podczas wizytacji masz mało mówić, dużo słuchać i broń boże nie kłócić się z mamusią! Bo jeszcze zostanie, żeby ci udowodnić, iż nie masz racji.

– Może zostanę na posterunku?

– A wiesz, to jest myśl! – ucieszył się zwierzchnik. – Kawkę wypijesz. Ciasteczka mam w szafie. Tylko butelki nie ruszaj, zgoda? Tak na wszelki wypadek.

Konrad potulnie potaknął, bo nie zamierzał brać do ust jakiegokolwiek alkoholu. Mdliło go na samą myśl o wódce, winie, nawet bardziej wykwintnych trunkach. Ba! Nawet piwo bezalkoholowe wywoływało skurcz żołądka.

Stefan podrzemał trochę w fotelu, po czym zerwał się jak oparzony, spojrzał na zegarek i ruszył pędem w kierunku domu, rzucając na odchodne kilka słów, a Konrad w końcu został sam. Z przyzwyczajenia sprawdził zawartość biurka, przejrzał akta, wypił kolejną kawę, zjadł ostatnie ciasteczko i na samym końcu stwierdził, że nie ma już nic do roboty. Wyszedł więc na zewnątrz, usiadł w cieniu ganku i oparty plecami o ścianę, zamknął oczy.

Znów zaczęło padać. Miarowy stukot deszczu, podziałał niezwykle relaksująco, bo Kondziu zamknął oczy i po prostu się zdrzemnął. Byłby nawet przyjemnie, gdyby nie obudził go zwyczajny, prozaiczny głód.

– Cholera! – mruknął. We wsi nie było ani jednego sklepu. Udział w imprezie wizytacyjnej mamusi wykluczył już na samym początku. Miał więc dwa wyjścia. Albo wyżebrać w którejś chałupie miskę zupy, albo zakraść się do Julcinej kuchni i skorzystać ze smakołyków, które niewątpliwie przygotowała na przyjazd gościa.

Wybrał to drugie, bo żebranie stanowczo nie było w jego guście.

Przed posesją Stefana zaparkował mały, nieco dychawiczny fiacik, w ciekawym i wesołym kolorze wiosennej zieleni. Konrad ze zgrozą zauważył w środku kudłatą, wściekle różową tapicerkę, kwiatki namalowane na lusterkach bocznych i cały tuzin piesków dyndających główkami. Szczerze mówiąc od tej orgii kolorów błyskawicznie rozbolały go zęby.

Zajrzał przez jedno z okien, ale zobaczył tylko pokój, w którym rozstawiono drabiny. Jeden z remontowanych. Potem zerknął przez drugie, co do którego był pewien, że należy do kuchni. I miał rację. Problem polegał na tym, iż było zamknięte…

Ponuro zadumany i nieco już przemoczony Kondziu zadarł głowę, dostrzegając w końcu swoją szansę. Jedno z okien na poddaszu, wydawało się być lekko uchylone. Tylko jak się tam wspiąć? Musiałby pójść na tyły i zabrać drabinę, a to odpadało. Znów zerknął do wnętrza niedostępnej kuchni i wtedy to zobaczył.

Ogromny półmisek z mięsem.

Oblizał się łakomie, a głód przywołał determinację. Konrad rozejrzał się dookoła, szukając jakiejkolwiek szansy. Rynna? Odpadało, był za ciężki. I wtedy dostrzegł drabinę stojącą u sąsiadów. Uradowany, bez namysłu, „pożyczył” sobie niezbędny przedmiot, oparł ją o ścianę i sprawnie wdrapał się na samą górę. Samo okienko było nieco wąskie i biedak nieźle się nasapał, ale w końcu osiągnął swój cel.

Po bezbłędnie przeprowadzonej akcji, syty i pełen satysfakcji Konrad postanowił wrócić tą samą drogą. I wtedy dopiero się zorientował, że biegła ona przed niedostępne dotąd apartamenty Julki. Pokój był dość sporych rozmiarów, pomalowany na biało, z podłogą ze starych desek. Na ścianach wisiało kilka obrazów, amatorskich i przedstawiających pewnie okoliczne krajobrazy. Poza tym panował tu wzorowy porządek. Z ciekawości wysunął jedną z szuflad komody. Równiutko poukładana bielizna. Podszedł do biurka. Idealnie naostrzone ołówki. Wazon z polnymi kwiatami. Każda rzecz na swoim miejscu. Każda? Konrad zmarszczył brwi.

Zeszyt, albo raczej notatnik. Ten jako jedyny wyglądał na niedbale porzucony. Bezmyślnie zajrzał do środka i od razu zrobiło mu się niesłychanie gorąco.

Pamiętnik! Jasny gwint! Julka pisała pamiętnik!

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. d
    dlapacjenta
    | Odpowiedz

    To chyba moja ulubiona seria na Twoim blogu, nie wiem dlaczego, ale po prostu bardzo mi się podoba.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      To raczej wizja z krzywego zwierciadła 😉

Napisz nam też coś :-)