fbpx

Bimber (V)

with Brak komentarzy

erotyk z humorem
 

– Mocno? – spytał schrypniętym z nagła głosem. – Jak mocno?

– Bardzo mocno – wyszeptała, kładąc dłoń na jego torsie i spoglądając w górę z niewinną minką. – Mało który wytrzymuje tempo, jakiego bym sobie życzyła.

– Mało który? – Mimowolnie pchnął ją w kierunku jednego z drzew. Nie zaprotestowała, nawet, gdy poczuła na plecach jego chropowatą powierzchnię.

– Ty też byś nie dał rady – prowokowała go słowami, spojrzeniem zielonych oczu i tonem głosu. – Chociaż duży z ciebie chłopiec i jak zauważyłam, masz się czym pochwalić.

– Chciałabyś żebym to zrobił? – Kolanem wtargnął pomiędzy jej uda, potem jednym, szybkim ruchem uniósł ją w górę, przywierając do niej całym ciałem i zmuszając, aby opasała go nogami. W zasadzie pytanie uznał za retoryczne, bo sama pisała, że miała na niego ochotę.

– Nie – powiedziała ze spokojem. Była pewna, że sprowokuje go do dalszego działania i nieoczekiwanie bardzo jej się to spodobało. Zwłaszcza, że miała zamiar doprowadzić do wrzenia i salwować się ucieczką. – Nie mam na ciebie ochoty.

Konrad warknął ze złością. Przed oczyma ukazała się czerwona mgła, wściekłość opanowała jego umysł. Nie miała kurwa ochoty? Już on jej pokaże!…

Z taką siłą naprał na nią, że jęknęła zaskoczona.

– To boli!

– Żebyś wiedziała! Będzie bolało! – syczał, brutalnie rozrywając dekolt sukienki. Dopiero teraz Julka poczuła się zaniepokojona. Igrała z ogniem, lecz tym razem naprawdę mogła się sparzyć. Nie oczekiwała tak gwałtownej reakcji na swoje słowa. Ale Konrad nie pozostawił jej czasu do namysłu. Łapczywie ją pocałował, wpychając język pomiędzy rozchylone do krzyku wargi. Przez krótką chwilę był pewien, że się poddała. Zwłaszcza że odwzajemniła pocałunek, a jej język bez skrępowania drażnił teraz wnętrze jego ust.

I wtedy spojrzenie Kondzia zahaczyło o stojącą nieopodal babinę, której szeroki i z pewnością serdeczny uśmiech, prezentował spore braki w uzębieniu.

– Nie przerywajcie sobie dzieci, nie przerywajcie. Ja tylko postojem sobie i popatrzem.

Podniecenie Konrada właśnie zeszło z tego świata na nagły, rozległy zawał. Puścił Julkę, która bez pośpiechu poprawiła ubranie, posyłając mu kpiące spojrzenia. Za to babina przestała się uśmiechać i wyglądała na wyraźnie rozczarowaną.

– To nic, to nic – mruknęła, jakby sama do siebie. – Żebym to ja nie zapomniała okularów, to bym nie musiała wyłazić z tych krzoków i bym sobie popatrzyła.

Najchętniej zastrzeliłby babsko, ale z dwóch powodów było to niewskazane. Po pierwsze, Julka patrzyła. Po drugie, cały magazynek władował w drzewo i raczej nie miałby czym strzelać. Mógłby też chwycić jakikolwiek drąg i zatłuc staruchę. Ale to także było niewskazane, patrz „po pierwsze”. Wybrał więc jedyne słuszne rozwiązanie.

Julka westchnęła, obserwując umykającego w podskokach Kondzia. Szkoda, naprawdę szkoda, że im przerwano. Lecz z drugiej strony, dziwnie szybko ogłosiła kapitulację. Chociaż czy to dziwne? Nigdy wcześniej żaden osobnik płci męskiej nie postępował z nią tak bezceremonialnie. Może była stuknięta, ale kręciły ją takie rzeczy. Odrobina przemocy, kapka brutalności zaprawiona pożądaniem, zmieszana z podnieceniem i wychodziła mieszanka piorunująca. Zwłaszcza, że dodatkowym, bonusowym składnikiem był sam Konrad.

W zasadzie to on nadawał temu daniu smak.

I na samą myśl o sutym posiłku, przy którym z pewnością nie raz jej będzie jeszcze zasiąść, Julka szeroko się uśmiechnęła.

To dopiero będzie uczta!

***

Wieczorem, z łoskotem i niebem rozświetlanym jasnymi błyskami, nadciągnęła kolejna burza. Zerwał się też porywisty wiatr. Kondziu otrzymał dyspozycję przespania się na stryszku budynku gospodarczego, z czego skwapliwie skorzystał. Tam przynajmniej mógł zyskać odrobinę intymności.

Gdy wśród sianka rozległy się pierwsze miarowe chrapnięcia, burza nagle zmieniła zdanie i wybrała inną drogę. Julka siedziała w oknie, pogrążona w erotycznych marzeniach, obiekt jej westchnień spał jak zabity, a przez ciemny, nie oświetlony blaskiem księżyca ogród, przemykała się tajemnicza postać. Każdy krok stawiała ostrożnie, chociaż bez wahania i widać było, że pokonuje tę drogę nie po raz pierwszy. W końcu dotarła do budyneczku gospodarczego, dostrzegła drabinę i zatarła dłonie, jakby w geście radości. Potem zaczęła się wspinać, a na samym końcu zręcznie wślizgnęła do środka.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Napisz nam też coś :-)