Bo tylko czarne oczy… (I)

with 10 komentarzy
humor i erotyka
Starym zwyczajem będę "ciągnąć" dwie sroki za ogon 😉 Czyli "Głupstwo" na zmianę z poniższym tekstem. Od razu odpowiem odnośnie "Onego" - mam problem z natchnieniem, gdzieś się ulotniło i nie chce wrócić. Mogę pisać, dlaczego by nie, akcję już rozplanowałam, ale nie potrafię uchwycić ulotnego napięcia pomiędzy głównymi bohaterami. A bez tego kicha wyjdzie, a nie przyzwoite opowiadanie.
Poniższy utwór jest lekki, odrobinę trąci o fantastykę (od razu dodam, że nie taką w dosłownym rozumieniu tego słowa) oraz stanowi idealne remedium na mój kiepski humor ;-D
Kolejne części 22, 24 i 26 stycznia. To tak z okazji zimowych wakacji.
 
 
 
Otworzyłam oczy i
osłupiałam.
Nade mną czystym
błękitem jaśniało niebo. Niby nic takiego, ale skąd u licha niebo w mieszkaniu
i to po dwudziestej drugiej, w pochmurną, zimową nockę? Wtedy z lewej dobiegł
do mych uszu dziwny dźwięk. Łypnęłam w tamtym kierunku, a tam wesoło pluskające
fale uderzały o piaszczysty brzeg. Osłupiałam znacznie bardziej. A kiedy
spróbowałam się poruszyć… Nic z tego, bo moje nogi i ręce skrępowano bez mała
okrętową liną. Leżałam więc tak elegancko opakowana, w panice zastanawiając
się, co to u licha znaczy? W dodatku odziana w nader wytworną odzież w postaci
starego, kusego szlafroka z dziurami poniżej pleców, rozczłapanych kapci.
Powiedzmy że poczułam się mocno nieswojo. Zdaje się też, że na głowie nadal
miałam wałki założone po wieczornej kąpieli, a na twarzy pastę do zębów
zasuszającą podłe, podstępne pryszcze.
Tylko gdzie ja u licha
byłam i jak się tutaj znalazłam?
Ponieważ po lewej
stronie miałam jedynie morze, zerknęłam na prawo. I zgłupiałam do reszty, bo
okazało się, że leżę na plaży, u stóp parterowego budynku, na tarasie którego
stało dwóch zawzięcie kłócących się mężczyzn. O palmach i innej bujnej, acz
egzotycznej roślinności otaczającej tę budowlę nie wspominając. Zrobiło mi się
nieoczekiwanie gorąco, ale zignorowałam to, przyglądając się nieznajomym. Jeden
z nich, mały i chudy, z bujną rudą czupryną wyglądał na zakłopotanego. Drugi
najwyraźniej był wściekły i to on wywrzaskiwał coś ile sił w płucach,
zamaszyście machając rękoma. I ten drugi wzbudził moje niewątpliwe
zainteresowanie, bo z ręką na sercu, takiego faceta ze świecą szukać. Wysoki,
bardzo wysoki, muskularny lecz bez przesady, smagły, o czarnych połyskujących
granatem włosach i równie ciemnych oczach. Wyrazista i piękna w swej
wyrazistości twarz, silne, duże dłonie, głęboki głos. Ubrany na biało, co
podkreślało jeszcze jego ciemną karnację. Normalnie cud natury! Może śnię?
Tylko dziwny te sen, ja związana, a samiec alfa wrzeszczący coś wniebogłosy.
Skupiłam się na fonii i osłupiałam jeszcze bardziej.
– Kurwa! – ryczało
to cudo natury. – Prostej sprawy nie umiecie załatwić! Czego do cholery nie
zrozumiałeś, ty kurzy móżdżku?!
– Tylko ona była w
mieszkaniu – odezwał się ugodowo rudy. – Miała być kobieta, sztuk jeden, adres
poprawny, więc skąd mogłem wiedzieć?
– A jak myślisz
imbecylu? Ta pokraka, przypominająca czarownicę to niby miałaby być moja
wybranka? – wskazał przy tym ręka w moją stronę. Cham, pomyślałam urażona.
Pewnie, szlafrok urodą nie grzeszył, duży palec figlarnie wyglądał mi z dziury
w prawym kapciu, a pasta do zębów miała ciekawy odcień błękitu, ale żeby zaraz
pokraka? Zaczerpnęłam powietrza, by wyrazić swój sprzeciw i znieruchomiałam. Po
pierwsze panowie mówili po hiszpańsku, którym to językiem porozumiewałam się
jak ojczystym i pewnie dlatego od razu tego nie zauważyłam. Po drugie, ta
cholerna Iza… Trzy dni wcześniej zadzwoniła do mnie, łkając mi rozpaczliwie w
słuchawkę, że nie ma z kim zostawić swojego kotka Puszka. Może zgodziłabym się zamieszkać
u niej na około dwa tygodnie, bo ona jedzie na sesję do Dubaju? Pewnie że się
zgodziłam, bo miałam okazję pobyć sama w jej luksusowym apartamencie. Iza była
bowiem modelką, cudną blondyneczką o ogromnych błękitnych oczach sierotki
Marysi, robiącej karierę w kraju i za granicą. Ja, jej kuzynką, szarą myszką,
mieszkającą nadal z rodzicami i kończącą mozolnie ostatni rok studiów. Te dwa
tygodnie to był dla mnie prawdziwy dar niebios. Przynajmniej sądziłam tak aż do
tego momentu.
– Hej tam! –
wrzasnęłam ile sił w płucach. Panowie spojrzeli w moją stronę i umilkli.
– Co się tak gapicie?
– warknęłam poirytowana. – Rozwiążcie mnie, bo cała jestem zdrętwiała. Przecież
wam nie odlecę na miotle – dodałam złośliwie.
Cud natury nadął się
godnie i z impetem usiadł na jednym z foteli, stojących w pobliżu. Rudy
podszedł bliżej i z prawdziwym zakłopotaniem przystąpił do rozsupływania
krępujących mnie więzów. Już po chwili rozcierałam obolałe nadgarstki.
– To co usłyszałam
w zupełności mi wystarczy. Żądam odstawienia mnie z powrotem do domu. I to
jutro, bo w tym tygodniu przeprowadzam bardzo ważne badania, które są
zwieńczeniem mojej pracy dyplomowej. Na jednej nodze! – wrzasnęłam. – A jak
poskarżę się Izuni, to przestaniesz tak lekceważąco się uśmiechać – pogroziłam
pięścią w stronę bruneta. I to był chyba błąd, bo łypnął na mnie okiem, zerwał
się z fotela i podszedł bliżej.
– Wrócisz. Za dwa
tygodnie. Izabella nie może się dowiedzieć o tym incydencie. Tu jest pięknie –
zatoczył ręką dookoła. – Potraktuj to jako darmowe wakacje. Zadzwonisz tylko do
rodziny i wyjaśnisz im, że musiałaś od wszystkiego odpocząć. Jak wróci Bella,
to wrócisz i ty. Najpierw jednak ja z nią porozmawiam, wszystko wyjaśnię, aby
twój żmijowaty język niczego nie zepsuł.
– Mam za osiem dni
obronę – wysyczałam. – Wsadź sobie w dupę tę swoją gościnę. Muszę wrócić do
domu!
– Nie.
– To ucieknę!
– Ciekawe jak? –
powiedział lekceważąco. – Wpław? Ponad dwieście kilometrów? To moja wyspa, nikt
tu nie przyjedzie, ani stąd nie wyjedzie bez mojego pozwolenia.
Zgrzytnęłam zębami w
bezsilnej złości.
– Jakoś tu jednak
się znalazłam.
– Helikopter –
wskazał w górę z doskonale widoczną satysfakcję.
Bardzo długo
mierzyliśmy się wzrokiem. W moim była z pewnością wściekłość, w jego wyraźne
zadowolenie. Nie doceniał mnie, oj, nie doceniał.
– El Diablo! –
odezwał się nieoczekiwanie rudy, a ja wytrzeszczyłam na niego oczy. – A co z przyjęciem
dla twojej rodziny?
– El Diablo? –
moja mina powiedziała więcej niż słowa. – Ja kręcę. Ależ ksywka. A tak nawiasem
mówiąc, gdzie jest kot?
Bardzo długo gapili się
we mnie niczym wół w malowane wrota. Potem rudy gwałtownie poczerwieniał.
– Kot – powtórzyłam
cierpliwie. – Biały, wyniosły kocur. Pieszczoch Izy, którym miałam się
zaopiekować pod jej nieobecność.
– Kot? – Brunet
spojrzał na swojego podwładnego. – No gdzie kot?
– To jest… Tak
jakby… – Tym razem rudy zrobił się wręcz purpurowy. I czy mi się wydawało, ale
zaczął się chyba chyłkiem wycofywać? – Miał wypadek.
– Wypadek?
– Zabraliśmy go ze
sobą, ale się wyrwał. Tak się nieszczęśliwie złożyło… Nie było go widać w
tylnym lusterku…
– Rozjechaliście
Puszka?! – wrzasnęłam z pełnym zgrozy niedowierzaniem.
– Mało co z niego
zostało – dokończył prawie szeptem rudy i uciekł.
– Iza cię zabije –
oświadczyłam stanowczo. – Ten kot był dla niej jak dziecko. Pożre cię żywcem.
– Mówisz? – Facet
pobladł, nerwowo drapiąc się po brodzie. – Kupię jej nowego.
– Wypatroszy cię i
pożre – dodałam z uciechą. – Ależ będzie jazda!
– To kupię takiego
samego. Może nie zauważy?
– Ta, pewnie –
pokpiwałam. – Dobijemy targu. Jak elegancko odstawisz mnie do domu w przeciągu,
powiedzmy, jednej doby, to daję słowo, że nie powiem jej o Puszku przerobionym
na krwawą miazgę przez twojego podwładnego. Więcej, wezmę winę na siebie.
– Zostajesz. Kot
to kot, wystarczy wybrać podobnego.
– Wtedy wszystko
jej powiem.
– E tam – machnął
lekceważąco rękę. – To już będzie po tym, jak zostanie moją narzeczoną. Co
znaczy sparszywiały kocur wobec naszej miłości?
– Jak chcesz –
wzruszyłam ramionami, choć wewnątrz wszystko się we mnie kotłowało. – I tak
ucieknę.
– Stąd? Ha, ha,
ha! Niemożliwe.
Pływać umiałam słabo,
ale po tych słowach wypowiedzianych z jawnym lekceważeniem, poczułam, że
mogłabym przepłynąć wpław cały Atlantyk, a nie tylko głupie dwieście
kilometrów. Co za gnojek! Przypomniałam sobie moją ulubioną pisarkę i jej
nieśmiertelne dzieło, z wątkiem ucieczki z lochu. Zawziętości miałam tyle samo,
co główna bohaterka, poza tym charakteryzował mnie ośli upór oraz małpia
złośliwość. Pewnie dlatego każdy zapoznany facet po dłuższym lub krótszym
czasie ulatniał się jak kamfora. Przypomniał mi się Grzegorz. Mięczak,
pomyślałam z pogardą. Kolejny bez jajowy mięczak, z którym nie dało się nawet
porządnie pokłócić. Zerknęłam na bruneta. Stwarzał większe nadzieje, ale
najwyraźniej nie byłam w jego typie. Tak szczerze mówiąc, to on w moim też, bo
wolałam blondynów. No, niech będzie, nawet szatynów. Ten tutaj był zbyt
egzotyczny, chociaż urody czy seksapilu nie mogłam mu odmówić. Za to po
ostatniej wymianie zdań poczułam do niego kiełkującą antypatię.
Na schodach
prowadzących do domu pojawiła się jakaś kobieta. Biały fartuszek od razu
powiedział mi, kim mogła być.
– Zaprowadź tę…
hm… – zamyślił się, a ja mało co nie kopnęłam go w łydkę. – Nieważne. Zaprowadź
ją do wolnej sypialni. To gość, ale ma całkowity zakaz opuszczania wyspy.
Zrozumiano? – Dziwne, ale kobieta pobladła pod wpływem jego spojrzenia.
– Tak, zrozumiałam
– odparła cicho. – Pozwoli seniorita ze mną.
Na odchodne pokazałam
wrogowi język w całej okazałości. Durne, ale nic mądrzejszego nie przyszło mi
do głowy, a jakoś musiałam wyładować targające mną uczucia. On popukał się w
głowę, sugerując że jestem wariatką.
– El Diablo! Co to
za ksywka? El Srablo. El Idiotablo – mruczałam, wlekąc się za pokojówką.
Zaprowadziła mnie do przestronnego pokoju, z widokiem na morze, ogromnym łożem
i leniwie obracającym się wiatrakiem na suficie. Obok była łazienka,
niewątpliwie przypisana do apartamentu.
– Jeśli czegoś
będzie seniorita potrzebować, proszę nacisnąć ten guzik – wskazała na ścianę.
– Obawiam się, że
już potrzebuję. Ubrań. Przecież nie mogę chodzić tak – spojrzałam  na szlafrok i dziurawe kapcie.
– Dobrze, załatwię
to. Coś jeszcze?
– Chce mi się pić
– powiedziałam kapryśnie. Zdecydowanie humor mi nie dopisywał. – I jeść. Idę
się wykapać – postanowiłam nagle.
– Przyniosę
odpowiednie środki czystości.
I zniknęła. Pozbyłam
się odzieży wierzchniej, a później z namysłem obejrzałam swoje odbicie w dużym
lustrze, powieszonym naprzeciwko łóżka. Wzrost średni, figura taka sobie z
wyjątkiem zbyt dużego tyłka. Obróciłam się na pięcie, zerkając przez prawe
ramię na pośladki. Za pulchne, cholera, za pulchne. Włosy blond, no dobrze,
uczciwie przyznając lekko wpadały w rudy, oczy zielone, nos nieco zadarty,
trochę piegowaty, usta za szerokie, za wydatne, takie żabie. Wyszczerzyłam się.
O tak, zęby były w porządku. Idealne. Chociaż coś, westchnęłam smętnie, nawijając
na palec końcówkę włosów. Daleko mi było do Izy, choć nie wykluczam, że mogłam
się podobać. Jednak w jej towarzystwie nie miałam szans.
I co z tego? pomyślałam
buntowniczo, włażąc do wanny. Cała ta łazienka aż kipiała luksusem, choć był to
luksus stonowany i w najlepszym wydaniu. Pojawiła się pokojówka, podając mi bez
słowa butelkę z płynem do kąpieli. Trzeba przyznać, że bosko pachniał. Jakby
cytrusami i miętą. Zaintrygowana wąchałam pianę, i byłam tym tak zajęta, że nie
zauważyłam, iż zyskałam męskie towarzystwo. 

 

 
Oto Babeczka:

Matka, żona, matematyk. Pisze od bardzo dawna, publikuje od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie żyć bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Anonimowy
    | Odpowiedz

    No wreszcie 🙂 Super! Pozdrawiam!

  2. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Diabeł, latynos, porwanie, uparta koza – to już było u AnnyValetty. Nie spodziewałbym się po Tobie inspiracji cudzym tekstem. A jednak piekło zamarzło. Brak pomysłów? Babeczko! Wszyscy tylko nie Ty!

  3. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Ja już coś takiego czytałam a przynajmniej poczatek był podobny.

  4. Babeczka
    | Odpowiedz

    Moi drodzy, pewnie że czytałam Diabła, szalenie mi się podobał, ale oprócz pewnych elementów, trudno doszukać się tu podobieństwa. Tak sobie z melancholią myślałam, że ktoś pewnie mi to wytknie przez ksywkę El Diablo, choć ma ona mieć wydźwięk humorystyczny ;-D
    Jeśli chodzi o inspirację, to "Całe zdanie" Chmielewskiej byłoby bardziej na miejscu 😉

  5. Babeczka
    | Odpowiedz

    Ach i jeszcze pewien wpływ miało to, że ostatnio przymusowo obejrzałam kilka odcinków czegoś co nosi tytuł Włoska narzeczona czy jakoś tak. Nie pytajcie, proszę ;-/ tak wyszło…

    • Magdalena
      | Odpowiedz

      Kto nie oglądał telenowel niech pierwszy rzuci kamieniem 😉

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Wstyd przyznać, ale spóźniałam się do zerówki z powodu pamiętnej Niewolnicy Isaury. Jakby ktoś był zdziwiony, że zaczęłam tak wcześnie z takimi filmami, to dodam, że jako ośmiolatka byłam w kinie na Gwiezdnych Wojnach epizod 6, tekst czytała mi mama szeptem, bo ja nie dałabym rady 😉 I nie wiem jak to się stało, ale w piątej klasie byliśmy na Obcym II. Dziwię się nauczycielce, ale mnie się film bardzo podobał. Reszta piszczała, zasłaniając oczy, mnie wmurowało w fotel.
      No a dużo później była pamiętna Esmeralda ;-D
      Rzucać więc kamieniem nie będę…

  6. Anonimowy
    | Odpowiedz

    cuuudo, kiedy kolejna czesc?

  7. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczko może byś wyprzedziła plan o godzinkę i dała już :)? Znów dzięki Tobie będę jutro w pracy zombi :D:D PS. Przeczytałam całego Twojego bloga w dwa dni podróży służbowej i przez Ciebie już nie potrafię czytać innych opowiadań w internecie, bo mi się nie podobają 😀 Zepsułaś mnie 😀 a mam 30 lat i myślałam, że nic mnie już tak nie wciągnie 😀 Polecam wszystkim moim koleżankom Twój blog i życzę dużo weny – bo Twa wena = moja radocha 😀 Pozdrawiam , P.

Napisz nam też coś :-)