Bo tylko czarne oczy… (X)

with 19 komentarzy

Zdaję sobie sprawę, że bohaterka jest złośliwa, nieobliczalna, szalona, pokręcona, zdolna do wszystkiego, nieracjonalna i takie tam, ale już na początku zapowiedziałam, że taka będzie. Oglądaliście kiedyś film "Hot Shots"? To właśnie taka moja pisana wersja 🙂 Czasami trzeba zaszaleć. Dlatego nie zawaham się przed opisaniem scen sprzecznych z prawami fizyki, więcej, w dupie mam racjonalizm i prawa fizyki! Będą więc latające koty, strzelające bez udziału ludzkiej ręki pistolety, lewitujące spodki i co tam jeszcze wpadnie mi do głowy 😉 Plus seks, ale na ten trzeba zaczekać, bo nie zaczynamy obiadu od deseru, nie u mnie i nie tym razem.
Zresztą, Javier gdyby był prawdziwym macho, to ukręciłby łeb nieposłusznej babie już w trzeciej części 😀
A na koniec najlepsze życzenia urodzinowe dla Natalii, nota bene imienniczki mojej córeczki!!! Zdrówka i morza, ba! oceanu miłości! Babeczka życzy 🙂
PS. Ikolac - są kokosy :-)))
Choć dałam Javierowi
słowo, że będę go unikać, to gdy nadeszła pora kolacji, znienacka pojawiłam się
w jadalni. Oboje zamilkli na mój widok, przy czym w jednych oczach wyczytałam
rozbawienie, a w drugich wyraźną niechęć.
– Wolę nie
wchodzić do kuchni – wyjaśniłam wdzięcznie zajmując miejsce przy stole.
– Jak ty możesz
tolerować takie zachowanie? – spytała zniesmaczona Clarisa.
– Masz na myśli
Puszka lądującego na twojej głowie? – Odważnie odwzajemniłam jej wściekłe i
zniesmaczone spojrzenie.
– Jesteś strasznie
dziecinna – oświadczyła protekcjonalnie, a mnie z miejsca trafił szlag. Nie
będzie mi tu jędza przebrzydła, wypominała wad charakteru.
– Zależy w czym.
– Nie rozumiem, co
masz na myśli?
– Seks – odparłam krótko,
a Javier o mało nie udławił się kawałkiem mięsa. – A ty? Bo mam wrażenie, że
podczas orgazmu najważniejsze jest dla ciebie, aby przypadkiem makijaż się nie
rozmazał, albo fryzura się nie zepsuła. Ja na przykład takie zachowanie nazywam
dziecinnym.
– Skąd możesz
wiedzieć jaka jestem w TYCH sprawach? – odcięła się rozzłoszczona.
– Rzucił cię. To
wystarczająca rekomendacja.
– Nie rzucił! –
Clarisa mocno poczerwieniała. – Zdecydowaliśmy że potrzeba nam małej przerwy.
Prawda kochanie?
– No – odparł z ociąganiem. Jakoś mało wiarygodnie to zabrzmiało.
– Bzdura. Spławił cię, bo nie widział innego wyjścia, aby pozbyć się takiej harpii.
– No wiesz!
– Julia! – Javier walnął pięścią w stół, starając się przywołać mnie do porządku. – Obiecałaś!
– Że będę grzeczna? Wiem. Ale wobec ciebie, a nie wobec niej. Poza tym jak w obecnej chwili wygląda sprawa Izuni?
– Kogo? – Biedak nerwowo przełknął ślinę
– Kogo? – Clarisa
nadstawiła uszu.
– Jego Belli, z
którą miał zamiar się zaręczyć, bo miłość spadła na niego znienacka, niczym
grom z jasnego nieba – powiedziałam złośliwie. – Zapomniałeś już?
Zdaje się, że
podłożyłam Javierowi może nie dużą świnię, ale przynajmniej małego prosiaczka.
Spurpurowiał, a wzrok mu się zrobił taki dziwnie rozbiegany.
– Jakiej Belli? Ja
nic nie wiem! – Clarysa najwyraźniej nie przypuszczała, że ukochany usiłował
załapać za ogon nie jedną czy dwie, ale i trzy sroki. Tak, bo siebie tez
zaczęłam zaliczać do owego stadka.
– No, no, no –
pogroziłam figlarnie palcem. – Ty niedobry El Diablo! Nic nie wspomniałeś o
rychłych zaręczynach i ślubie? Przecież to jest główny powód, dla którego
znosisz moje towarzystwo.
– Zamknij się! –
warknął przez zaciśnięte zęby. Wyjątkowo posłuchałam. Za to Clarisa siedziała
marszcząc piękne brwi z wyrazem niezadowolenia. Już wiedziałam o czym będą
dyskutować, gdy tylko zniknę z pola widzenia. Przypomniało mi się pięć żon
Javiera i posmutniałam. Widocznie zdobycie kobiety nie stanowiło dla niego
problemu, dużo gorzej było z jej utrzymaniem. Nie, to nie tak. Najzwyczajniej w
świecie po pewnym czasie był znudzony i zaczynał szukać kolejnej przygody.
– Co tak
zamilkłaś? – spytał podejrzliwie po kilku minutach absolutnej ciszy.
– Rozmyślam –
odparłam krótko.
– Aż się boję
spytać nad czym – mruknął. – Kochanie przejdziemy się plażą? Powiedzmy za jakąś
godzinę? Musimy porozmawiać – zwrócił się do rozpromienionej z nagła Clarisy.
– Oczywiście –
zaszczebiotała, a mnie aż zatchnęło. To drań! Mnie nie zaproponował
romantycznej przechadzki w blasku księżyca. No dobrze, akurat księżyc nie
świecił, ale nie czepiajmy się szczegółów. Mściwie pomyślałam, że zepsuję im tę
przechadzkę, choć jeszcze nie wiedziałam w jaki sposób. Javier chyba się tego
spodziewał, bo nagle odsunął talerz i wstał.
– Chodź – zwrócił
się teraz do mnie.
– Gdzie?
– Zobaczysz.
Pochłonięta obmyślaniem
plany zemsty, bez słowa, nieco zaintrygowana, podążyłam za nim, aż do zabudowań
gospodarczych. I tam zostałam brutalnie wepchnięta do jakiegoś pomieszczenia, a
następnie zamknięta.
– Zwariowałeś?! –
wrzasnęłam, szarpiąc drzwiami.
– Jak wrócę ze
spaceru, to cię uwolnię. Nie chcę żadnych niespodzianek.
– Ty gnojku!
Otwieraj, bo jak wyjdę, to ci nogi z dupy powyrywam!
– Śmiem wątpić –
odparł drwiąco. – Nie wydzieraj się. Posiedzisz tu z dwie, trzy godziny. Jest
wygodny fotel, woda do picia i kilka książek. Ciesz się raczej, że nie zamykam
cię na całą noc.
– Już ja ci…
– Przyjemności! –
powiedział najwyraźniej z siebie zadowolony i sobie poszedł. Zapadła cisza. Za
to ja stałam pod drzwiami sapiąc z wściekłości. Mijały minuty, a gdy odrobinę
ochłonęłam, zaczęłam kombinować jakby się tu stąd wyrwać. Rozejrzałam się
dookoła. Dwa okna, w nich kraty. Ozdobne co prawda, ale i tak nie dam rady ich
wyłamać. Drzwi odpadały. Podkopu nie zrobię w godzinę, zresztą najpierw
musiałbym wygryź dziurę w drewnianej podłodze. Niech to piorun strzeli! Musiał
istnieć jakiś sposób. Zwłaszcza że był to składzik na narzędzia i takie tam,
więc miałam spore możliwości.
Usiadłam na fotelu,
sięgnęłam po wodę i zadumałam się. Gapiłam się na solidne drzwi, potem na białą
ścianę na tyłach budynku, a kiedy mój wzrok padł na potężny młot, szalejąc w
duszy furia dała o sobie znać. Najpierw jednak podeszłam do okna i
potwierdziłam swoje przypuszczenia. Gówno nie ściana! Może z pięć centymetrów
grubości. Aż dziw, że się to wszystko trzymało kupy. Na dodatek budynek musiał
być stary, bo tu i ówdzie, widać było odlatujący tynk i kruszejący materiał, z
którego był zbudowany. Bez dalszego namysłu chwyciłam młot i rąbnęłam. Ciężki
był jak piorun, ale dla mojej wściekłości nie istniały żadne przeszkody. No i
jak powiada stare przysłowie, głupi ma szczęści. Niecałą godzinę później
wyczołgałam się na zewnątrz, spocona, zmachana, ale i pełna satysfakcji. Głupek!
Uwięzić mnie w budynku z „papierowymi” ścianami. Co on sobie wyobrażał? Że
usiądę grzecznie i poczekam, aż mnie wypuści? Słabo mnie znał, oj słabo!
Otarłam pot z czoła i
zaczaiłam się w krzakach, przy zejściu na plażę. Zapadł już zmrok, ale w
pobliżu domu świeciły się lampiony, więc bardzo dobrze widziałam jak Javier
obejmując Clarisę schodzi z tarasu i skręcają w prawą stronę. Co więcej, od
razu wpadłam na genialną myśl zepsucia tej „randki”. Musiałam tylko ich
wyprzedzić, co nie było trudne, bo bardzo dobrze poznałam przez te kilka dni
najbliższą okolicę. Ruszyłam biegiem ścieżką równoległą do brzegu morza i po
niecałym kwadransie znalazłam się na miejscu. Tutaj plaża był wąska, tak wąska,
że miejscami korony palm zanurzały swe liście w morzu. Jedna z nich była
idealna, bo rosła krzywo, po skosie, a na szczycie miała bardzo dużo kokosów.
Zatarłam dłonie. Wleź na takie drzewo nie było problemem, co innego, gdyby
stała w pionie. Solidnie wyglądała, a ja nie ważyłam za wiele, powinnam się
utrzymać. Wytknęłam jeszcze głowę, namierzając wroga. Byli niedaleko, o czym
świadczył szmer ich głosów. Pośpiesznie zaczęłam się wspinać, aż w końcu
dotarłam do czubka, w tym samym momencie, gdy oni znaleźli się pod palmą. W
panice szarpnęłam jednym z owoców, a potem… Cóż. Kokos rąbnął w Clarisę, która
dostała spazmów, a ja spadłam sekundę później i rąbnęłam w Javiera. Na szczęście
on nie dostał spazmów, choć trzeba przyznać, że zaniemówił. Leżał na piasku, ja
na nim cicho pojękując, a obok wrzeszcząca Clarisa. Przyznam, że niezupełnie
tak miało to wyglądać.
– Julia? – spytał w
końcu słabym głosem. – Niemożliwe!
– Zamknij się w
końcu! – warknęłam rozzłoszczona w stronę tej idiotki. Posłuchała, wdzięcznie
mdlejąc i padając na piasek tuż obok nas.
– Jak?...
– Wyrąbałam dziurę
w ścianie.
– Wyrąbałaś?!
Dziurę?! Czym? I co tu robisz?
– Młotkiem. A
teraz rzucam w was kokosami. To znaczy chciałam rzucać – przyznałam szczerze. –
Ale to drzewo jest mało stabilne i przez przypadek spadłam.
– Słodki Jezu! –
zajęczał przeciągle. Szkoda że było zbyt ciemno, abym widziała wyraz jego oczu,
choć z pewnością malowało się nich prawdziwe przerażenie. – Jesteś gorsza niż
siedem plag egipskich! Gorsza od moich pięciu żon razem i od najgroźniejszego
tajfunu, który przeszedł na moją wyspą!
– Już nie
przesadzaj – powiedziałam kwaśno, siadając i otrzepując się z piasku.
– Wierz mi, nie
przesadzam.
– Cucimy ją czy
się całujemy? – zaproponowałam chytrze, a Javier ponownie zaniemówił. I nagle,
zupełnie nieoczekiwanie wybuchnął śmiechem. Tarzał się po plaży, piejąc i
kwicząc, jakby nagle dostał napadu niepohamowanej wesołości. Wsłuchiwałam się
w to zdegustowana, z ponurą miną zastanawiając się, o co temu bydlakowi chodzi.
Obok usłyszałam jęk. To Clarisa dochodziła do siebie.
– Co mu się stało?
– spytała słabo, siadając i poprawiając fryzurę.
– Nie mam bladego
pojęcia. I tym razem mówię prawdę.
– Zachowuje się co
najmniej dziwnie. Nigdy wcześniej takim go nie widziałam.
– Słyszałaś –
poprawiłam w roztargnieniu. – Ciemno jest.
– No tak – też
wyglądała na zamyśloną. – Czyżby to był koniec wielkiego El Diablo?
– Jaki on tam
wielki – mruknęłam. Javier powoli się uspokajał, choć nadal wydawał z siebie
dziwne kwiki. Przynajmniej przestał się tarzać.
– Drogie panie –
zaczął wciąż chichocząc. – Idziemy do domu. Spać. Przynajmniej ja. Wy możecie
sobie tu jeszcze posiedzieć…
I dał nogę. Przysięgam,
że po prostu od nas uciekł. Cóż miałyśmy począć? Też wstałyśmy z zamiarem
powrotu, choć rozmowa nam się nie kleiła. W zasadzie to panowała między nami
pełna urazy cisza. W końcu dotarłyśmy do domu, oschle życzyłyśmy sobie dobrej
nocy i rozstałyśmy się.
Kiedy rankiem zjawiłam
się w kuchni, okazało się, że Clarisa właśnie odlatuje. Trzeba przyznać, że
humor od razu mi się poprawił, choć strwożona pokojówka przekazała, iż mam się
stawić w gabinecie. Senior chce ze mną rozmawiać. Jak mus to mus, więc
przełknąwszy ostatni kęs śniadania, bez pośpiechu podreptałam na taras. Dziś
ocean przywitał mnie wzburzonymi, spienionymi falami, które z hukiem uderzały o
brzeg. Wzięłam kilka głębokich oddechów, strzepnęłam niewidzialny pyłek z
szortów i udałam się do gabinetu. Javier ponuro zadumany siedział przy biurku,
a gdy mnie zobaczył jego mina stała się jeszcze bardziej posępna. Bez czekania
na zaproszenie, zajęłam miejsce naprzeciwko, tak jak wczoraj i czekałam. W
końcu nie wytrzymał.
– Co ja mam z tobą
zrobić? – odezwał się ze złością. – Psychicznie doprowadzasz mnie do ruiny,
jesteś pyskata i nieprzewidywalna, niszczysz mi dom, to go podpalając, to
burząc, a na dodatek przez ciebie Clarisa się na mnie obraziła. Wiesz jakiego
guza nabił jej ten kokos?
– Nie trzeba było
mnie zamykać – wytknęłam mu od razu.
– Zamykać?
Powinienem cię ogłuszyć, zakneblować, związać, wrzucić do worka, a worek
umieścić w jaskini, której wejście przysypałbym kamieniami. I tak nie wiem, czy
to by coś dało?
– Przeceniasz mnie
– odparłam skromnie. – Poza tym w każdej chwili możesz mnie odesłać do domu.
– Nadal tego
chcesz? Czy to dlatego zachowujesz się jak nieobliczalna kretynka?
– To raczej ja
spytam, dlaczego ty nie chcesz tego zrobić?
– Bella –
odpowiedział krótko.
– Bzdura! Przecież
obiecałam, że nie pisnę ani słowa.
– Ta… Obiecałaś
też, że nie będziesz rozrabiać. I co?
– To coś innego.
– Akurat –
sarknął. Za to mnie rozśmieszyło, że oboje kłamaliśmy. Mnie wcale nie chodziło
o odesłanie do domu, a jemu o zachowanie tajemnicy przed Izą. Może na początku,
ale teraz już nie.
– Łżesz –
oświadczyłam beztrosko, wstając. – A teraz pozwolisz, że przebiorę się w strój
i pohasam wśród fal. Może się utopię i będziesz miał spokój?

– W takie
szczęście nie uwierzę – wymamrotał, gapiąc się w okno.

 

Oto Babeczka:

Matka, żona, matematyk. Pisze od bardzo dawna, publikuje od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie żyć bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Myślałam, ze spadnę tu z krzesła, jak wspinała się na tą palmę. 😀
    Cudowna Babeczka, pozdrawiam i życzę miłej nocy, Alina. :>

  2. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Jeju cudowne uwielbiam takie opowiadania gdy dziewczyny są pyskate oby tak dalej:-P

  3. Anonimowy
    | Odpowiedz

    wszystko ladnie, pieknie, tylko prosze Babeczko.. nie idz swoimi utartymi szlakami,nie rob tak ze musimy wieki czekac na jakies zblizenie a potem zakonczycz wszystko w mgnieniu oka.. rozwin sie bardziej i nie biegnij za szybko do mety 🙂

  4. lkolac
    | Odpowiedz

    O baby. Ten mlot I sciana. Prawie jak ucieczka z obozu. Teraz czeka nas kapiel w morzu I poparzenie przez medyzy? Tylko kogo. Moze javiera? Skoro juz ma noge zmasakrowana

  5. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Cisza ciemno ja czytam Twoje dzieło i nagle śmieje się w głos 😀 Boska Babeczko dziękuję że umilasz życie mi i innym czytelnikom. Pozdrawiam Bożenka.

  6. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczko, więcej! 🙂

  7. Anonimowy
    | Odpowiedz

    "niepochamowanej" – powinno być niepohamowanej 🙂

  8. Meska
    | Odpowiedz

    Jak to czytalam to tarzalam sie jak Javier ze smiechu. Uzalezniasz babeczko 😉 zamiast sie na egzamin uczyc to czytam Twoje opowiadania i juz nie moge sie kolejnej czesci doczekac 🙂

  9. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Dziękuję za życzenia! Mam nadzieje ze nikogo w następnej części nie utopisz. No ewentualnie możesz lekko podtopić, nie zaszkodzi 😉 Pozdrawiam Natalia.

  10. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Super część, czekam na kolejną z utęsknieniem. A Natalie to super dziewczyny i to jeszcze urodzone w czerwcu:P Pozdrawiam Natalia.

  11. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Boże, kocham Cie za te kokosy, kiedy kolejna część? 😛 Nie mogę się doczekać.

  12. Babeczka
    | Odpowiedz

    Powoli kończymy akcję "ubaw po pachy". Pora Was zaskoczyć. Chyba to wypadnie akurat w walentynki?

  13. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Będzie dziś coś? Bo nie wiem czy czekać, a rano do pracy. 🙂 Pozdrawiam Marta 🙂

  14. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Dostaniemy dziś prezent? :*

  15. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Droga Babeczko czy jest dostepna jakas ksiazka twojego autorsrwa???

  16. Anonimowy
    | Odpowiedz

    kiedy głupstwo?

Napisz nam też coś :-)