Bo tylko czarne oczy… (XII)

with 22 komentarze
Z okazji Dnia kobiet, wszystkiego co najlepsze, najpiękniejsze, dużo zdrowia i miłości!!!

 

A dla Was dwie niespodzianki. Pierwsza to długiiii kawałek tekstu 🙂

Druga to kod rabatowy na wszystkie ebooki w motylowym sklepie. Kupon obowiązuje tylko dzisiejszego dnia. Wystarczy że przy zakupie wpiszecie dzienkobiet2021 i można skorzystać z 20% rabatu na wszystkie nasze ebooki.

 

Znałam ten styl pisania, znałam imię głównego bohatera, nie tylko z książek zresztą, ale i z filmów. Wielkich, hollywoodzkich produkcji. Czując nagły przypływ różnorakich emocji, dopadłam regału stojącego za biurkiem i zaczęłam szukać. Dwie półki były zastawione dziełami tylko jednego autora. Niech to licho! Jak mogłam wcześniej nie skojarzyć? Wydawał swoją twórczość pod pseudonimem El Matadore. Javier nie był przestępcą czy członkiem mafii, był pisarzem! A to, co przed chwilą czytałam, to jego nowe dzieło. Oszołomiona usiadłam na fotelu, przetwarzając dopiero co zdobyte informacje. Słynny autor kilkunastu bestsellerów, owiany tajemnicą, bez twarzy i nazwiska. A tu proszę… Zaaranżował moje porwanie, by myślał że jestem Izunią. Nic dziwnego, że to wszystko tak kulawo mu wychodziło.

– Julia? Co tu robisz?

– Odkrywam tajemnice – powiedziałam słabym głosem, podnosząc wzrok. – Tego akurat się nie spodziewałam.

– No tak – mruknął, stawiając na biurku filiżankę z kawą i kładąc laptopa. – Mój największy sekret diabli wzięli. Co tu u licha robisz, powinnaś spać?

– Sekret? Miałam cię za jakiegoś cholernego ojca chrzestnego, a ty jesteś pisarzem! Nawet twoja siostra bredziła coś o nieciekawej przeszłości, a Rudy miał podbite oko – przypomniałam sobie jeszcze.

– Camila wyświadczyła mi przysługę, a Miguel brał udział w bójce w portowej knajpie – Javier przysunął sobie krzesło i usiadł obok, patrząc na mnie niepewnie. – Ksywka pochodzi jeszcze z czasów szkolnych, a wtedy miałem różne grzeszki na sumieniu.

– To dlaczego wszyscy, twoi wspólnicy, służba, ba! nawet rodzina, wyglądają jakby się ciebie bali?

– Bardzo łatwo wpadam w złość. Wiesz jaką mam rotację pracowników? Najdłużej wytrzymuje ochrona, Carlito pracuje tu już ponad rok.

– Rotację żon też masz niezłą – powiedziałam złośliwie. – Chyba że to twoja siostra również zmyśliła?

– Nie, to jest prawda.

– A kochanek?

– To zależy.

– Do czego?

– Od tego czy aktualnie jestem żonaty, czy już po rozwodzie.

– A broń?

– Co broń? Pytasz, czy też mam rotację? Czy że noszę ją ze sobą? Co w tym nadzwyczajnego?

W zasadzie nic, pomyślałam, obserwując go w milczeniu. Co tu dużo gadać, na pisarza też mi nie pasował.

– Jakbym znalazła kolekcję filmów porno z tobą w roli głównej, mniej bym się zdziwiła – wypaliłam bez zastanowienia.

– Mam jeden. Amatorski. Nakręciłem kiedyś z koleżanką. Chcesz obejrzeć?

– Nie, nie – odparłam pospiesznie, czując jak się rumienię. Amatorski? Ciekawe gdzie go schował? Pewnie że bym obejrzała, ale po kryjomu, w samotności. Przecież nie z nim, zajadając popcorn! – Książka mi wystarczy.

– Napijesz się ze mną? – spytał nieoczekiwanie, wyjmując z szafki butelkę z alkoholem i dwie szklanki.

– Nie, dziękuję.

– To nie – wzruszył ramionami i pociągnął z gwinta. Zamarłam zdumiona.

– Javier… Ja wiem, że pewnie i tak mnie spławisz, ale nie mogę nie spytać, co się u licha stało? Wracaliśmy, jakby stado wygłodniałych wilków deptało nam po piętach, a teraz pijesz jakbyś chciał zafundować sobie przerwę w życiorysie. Czy to przeze mnie?

– Uciekaliśmy przed burzą.

– Bzdura. Nie rób ze mnie kretynki.

– Już jedną moją tajemnice poznałaś – roześmiał się, ale w tym śmiechu dawało się wyczuć gorycz. – Chcesz więcej?

– Nie o to chodzi. Mam sobie pójść?

– Ależ ty się zrobiłaś nagle troskliwa!

– Przestań, bo mi przejdzie – nadęłam się urażona. – Pisarz czy mafioso, mam to w nosie. Grzecznie pytałam, a ty cham jesteś i tyle! I już nie dam się więcej pocałować!

Po moich ostatnich słowach posłał mi kose spojrzenie. Myślałam że się na mnie rzuci czy coś w tym rodzaju, ale on odłożył butelkę i otworzył laptopa. Po czym kliknął i obrócił go tak, abym mogła zobaczyć to, co pokazało się na ekranie.

– Iza! – wymsknęło mi się z zaskoczeniem. – Z facetem! I… O!

Widniało tam ogromne zdjęcie rozradowanej Izuni z jakimś wymoczkowatym okularnikiem. I krótki, pełen entuzjazmu wpis.

– Najnowsza fotka na jej koncie facebookowym. Zakochana, zaręczona i spodziewająca się dziecka – chyba przy ostatnich słowach głos mu trochę zadrżał. Pochylił głowę, zatapiając palce we włosach i ponuro gapiąc się na monitor. Takiego Javiera jeszcze nie widziałam.

– Kariera modelki weźmie w łeb – wyszeptałam zaszokowana. A więc śledził jej wpisy? I właśnie to przeczytał, gdy grzebał w komórce. Nic dziwnego, że tak nagle popsuł mu się humor.

– Wiedziałaś? – spytał nieoczekiwanie.

– Coś podejrzewałam – odparłam zgodnie z prawdą.

– Dlaczego nic nie powiedziałaś?

– Bałam się, że jak umrą twoje nadzieje na świetlaną przyszłość z moją kuzynką, to mnie ukatrupisz i zakopiesz pod palmą. Przynajmniej na początku. Poza tym, miałam rozwodzić się na temat wszystkich moich przeczuć?

– Może.

– Nie martw się – stanęłam za jego plecami, kładąc dłonie na barczystych ramionach. – Poznasz następną Bellę i będzie dobrze. – Tu zabolało, bo gdzieś tam majaczyła nieśmiała nadzieja, że to mogłabym być ja.

– Może.

– Zaciąłeś się?

– Nie. Zastanawiam się… – Nieoczekiwanie chwycił moją dłoń, pociągnął i sekundę później siedziałam na jego kolanach. – Zastanawiam się, czy naprawdę jestem zmartwiony?

– Powinieneś być też zadowolony. W końcu możesz odesłać mnie do domu.

– Nie.

Zerknęłam na niego z obawą. Był taki spokojny, taki opanowany jak nigdy dotąd. Coś było nie tak jak powinno. Niby pogrążył się w smutku, ale tak nie do końca. Ten drapieżny błysk w oku…Zresztą, to chyba dobrze?

– To co ze mną zrobisz?

– Zastąpisz Bellę – wyszeptał mi na ucho.

Miał szczęście, że trzymał mnie w uścisku, inaczej z pewnością wydrapałabym mu oczy. To gnojek! Miałam być substytutem, pocieszeniem, czy może zemstą?

– Ty…! – Pocałował mnie, więc więcej nie zdążyłam powiedzieć. Ale jeśli sądził, że to załagodzi sprawę, to grubo się mylił. Zamieniłam się w coś wściekle ruchliwego, wiłam się, zaciśniętymi pięściami uderzając gdzie popadnie.

– Oszalałaś kobieto? – jęknął, gdy ugryzłam go w wargę. – Co cię napadło?

– Ty baranie! Skończony idioto! – Wyrwałam się w końcu z jego uścisku, stając obok, dysząca z wściekłości oraz gniewu. Wstrząsy wisiały dziś w powietrzu, ale to już było o wiele za dużo. – Ja ci dam zastępstwo!

– A! O to chodzi! – Nie rozzłościł się, ale roześmiał. – Daj spokój. Przecież wiem, że tego chcesz.

– Ja?!

– Umiem odczytać pragnienia kobiety.

O mało nie pękłam! Nadęłam się do tego stopnia, że miałam spore szanse unieś się kilka centymetrów w powietrzu. Dodatkowo pojawiła się irytacja, bo w sumie doskonale mnie rozszyfrował. Byłam nim zainteresowana i chciał to wykorzystać. O nie! Niedoczekanie twoje żołędny dupku!

– Nie! Wyjeżdżam, wypływam lub wylatuję. Cokolwiek. Nie dasz rady więzić mnie tutaj do końca życia.

– Dam. A na dodatek będę codziennie niecnie wykorzystywał – dodał z błyskiem w oku. – Na wszelkie możliwe sposoby w mojej sypialni.

– Javier!

– Nigdy nie pomyślałaś, że chciałbym zamienić Bellę na ciebie?

Znieruchomiałam, wybałuszając na niego oczy. Pomyśleć pomyślałam, ale czy powinnam do tego się przyznawać?

– Na mnie? Dlaczego?

– Bo do niecnego wykorzystania lepiej się nadajesz. No nie bij mnie już ma piękna – zręcznie zablokował mój cios. – Od samego początku wywołałaś chaos w mej duszy i ciele. To sprawiało, że kiepsko nad sobą panowałem. Wściekałem się, złościłem, ale nie potrafiłem zrobić ci krzywdy.

– Na samym początku nazwałeś mnie pokraczną czarownicą – odparłam z powątpiewaniem. – Czy tak wyrażasz swój podziw?

– No dobrze, nie od samego początku. Powiedzmy że od drugiego momentu. Jak podniosłaś się z wanny, ubrana tylko w pianę, z rumieńcem na twarzy i rozbawieniem w oczach.

– Byłeś wściekły – zaprotestowałam.

– A wiesz jak boli przyłożenie mokrym ręcznikiem?

– Chciałeś mnie zastrzelić! – przypomniałam sobie nagle.

– Bzdura. Sądzisz, że bym spudłował? Nie wymyślaj problemów tam gdzie ich nie ma.

– Nie zga…

– Dobrze – wstał, a potem objął mnie w pasie i podniósł. – Najpierw cię niecnie wykorzystam, a potem porozmawiamy.

W zasadzie to tak naprawdę nie miałam nic przeciwko temu. Wręcz przeciwnie, już czułam przyjemny dreszczyk podniecenia. Irytowały mnie jedynie wypowiedziane przez niego słowa: zastąpisz Bellę. Trochę to wyglądało tak, jakby fejsowy wpis Izuni przeważył szalę na moją korzyść. Tym razem nie chciałam pójść na żadne ustępstwa. Pragnęłam bezwarunkowej kapitulacji z jasno określonych powodów. Zwłaszcza z jednego. Zależało mi, jemu również powinno. To nie miała być zagrywka w stylu „lepszy wróbel…” i tak dalej. Nie ma mowy!

– Do niczego mnie nie wykorzystasz! – Każde słowo podkreślałam mocnym walnięciem pięści. Głównie w jego tors, chociaż miałam również ogromną ochotę podbić mu oko.

Był większy, ale utrzymanie mnie sprawiło mu sporo problemu. Wiłam się, szamotałam, wściekle machałam nogami, słowem prawdziwy szał. W końcu nie wytrzymał.

– Spokój! – wrzasnął poirytowany. – Bo cię zwiążę i zaknebluję! A potem wykorzystam.

– Nie wiem czy wiesz, ale to się nazywa gwałt – odparłam złośliwie. – A ja nie…

Jęknęłam z pretensją, gdy tak nagle znalazłam się na twardym blacie biurka, w dodatku z zadartą sukienką i w pozycji horyzontalnej. Gdzieś z boku dobiegł do mych uszy szelest spadających kartek.

– Co robisz wariacie? Kręgosłup mi pęknie!

– Lubię perwersję – oświadczył z błyskiem w oku. – Powinnaś wiedzieć, w końcu czytałaś moje książki.

– Jakoś specjalnie nie wdawałeś się w szczegóły. Precz z łapami! – zareagowałam gwałtownie, gdy jego ręka bez pardonu zaczęła się przesuwać po moim nagim udzie.

– Wiem że ten opór jest udawany, ale i tak podnieca – wymruczał, wtulając twarz w moje piersi. Potem lekko uniósł głowę, a ja zapragnęłam skorzystać z okazji i wydrapać mu oczy.

– Dobrze, przestanę. Weź te ręce złośnico! Przestanę pod jednym warunkiem. Najpierw cię pocałuję. A potem zobaczymy.

– Nikt nie będzie… – zaczęłam z ogniem, ale Javier wcale nie myślał czekać na jakiekolwiek pozwolenie. Promieniowała z niego pewność siebie, która w pewnym sensie zmuszała do uległości. Na dodatek zrobił coś kompletnie przeciwnego niż to, czego oczekiwałam. Najpierw kciukiem wygładził chmurną zmarszczkę na czole. Uśmiechnął się widząc moje zaskoczenie. Potem zadziornie powiódł palcem po skraju policzka, musnął nim czubek nosa, obrysował kontur ust. Mimowolnie przestałam się szarpać. Zamarłam, wlepiając w niego zdumione spojrzenie. A kiedy mnie pocałował, nie było w tym nic z brutalności. Po prostu przylgnął wargami do moich ust, bardzo delikatnie, wręcz subtelnie. To nawet nie był pocałunek, ale dotyk, wymiana oddechów. I zamarł w tej pozycji, jakby nagle stracił ochotę na więcej. Leżałam więc na twardym biurku, przygnieciona męskim ciałem, lecz najgorsza była moja bezradność w obliczu narastającego podniecenia. Nie wiem czy pragnęłam seksu, ale pocałunku na pewno. I to ja pierwsza skapitulowałam, nie mogą wygrać z własnym pożądaniem, które pojawiło się i z sekundy na sekundę, było coraz silniejsze. Zamiast wydrapać cholernikowi oczy, zarzuciłam ręce na barczyste ramiona, wgryzłam się z pasją w jego wargi, smakując każdej z niej z osobna, wślizgując się pomiędzy nie językiem. To było dziwne uczucie, bo Javier pozostał bierny, jakby nagle zamienił się w kamienny posąg. Z przekorą postanowiłam nagle zniszczyć tę jego bierność, złamać pozorny chłód, który okazywał. Sprawić aby on również stracił panowanie nad sobą. Przejechałam paznokciami po napiętych mięśniach karku, jednocześnie unosząc w górę biodra, zataczając nimi chaotyczne kółka, ocierając się o jego ciało. Zapomniałam o wszystkich postanowieniach, o sprzeciwie, zatracając się we własnych pragnieniach. Jak przez mgłę dotarło do mnie, że objął dłonią moją pierś, drugą włożył pod pośladki, że nagle odwzajemnił pełen głodu pocałunek. Teraz to jego język wślizgnął się pomiędzy moje wargi, to jego obezwładniła chciwość.

– A mówiłem – mruknął chwilę później, sunąc po mojej szyi, aż w końcu dotarł do piersi, nie wiadomo kiedy uwolnionych z cienkiego materiału staniczka. – A mówiłem, że zobaczymy.

Pal cię licho, pomyślałam, wyginając ciało w łuk kiedy zaczął na zmianę ssać i przygryzać sutki. Zemszczę się później, a na razie chcę więcej, więcej i mocniej…

– Senior! – rozległ się głośny krzyk tuż pod drzwiami. Oboje zamarliśmy. – Senior! Pomocy! Wiatr zerwał dach nad przybudówką!

– No i co z tego! – syknął Javier. – Mam go niby gonić?

– Złaź El Matadore i ruszaj na pomoc uciśnionym – zakpiłam, chociaż wcale nie było mi do śmiechu. Żeby przerwać w takim momencie! Co, przepraszam za zbyt dosłowne określenie, chujowy los! Pech mnie jakiś prześladuje, czy co?

Javier pomamrotał coś pod nosem, ale w końcu się podniósł. Niestety, trochę trudno było mu ukryć członka sterczącego w pełnym wzwodzie. Nawet pod materiałem luźnych, lnianych spodni.

– Zrób coś z tym – wskazałam na jego krocze, jednocześnie poprawiając własne łaszki.

Mamrotanie pod nosem przybrało na sile. Przeczesał dłonią włosy, spoglądając na mnie z wyraźnym żalem.

– Senior! – Pod drzwiami ponownie rozległo się rozpaczliwe wołanie.

– Już idę, przecież się nie pali! – odwrzasnął. – A ty marsz do mojej sypialni! Załatwię problem i wrócimy do tego, co przerwaliśmy.

Nie odpowiedziałam. W zasadzie to nie miałam bladego pojęcia, co powinnam zrobić. Zamknąć się w swoim pokoju, zaciekle broniąc? Przebrać w coś bardziej seksownego i sprawić, aby oszalał z pożądania? Druga wersja wydała mi się lepsza, ale tu pojawiła się wrodzona przekora. Marsz i zaczekaj? Co on był taki pewien swego?

– Trudno być kobietą, trudno być mną – mruczałam, maszerując w kierunku kuchni. Bez względu na przyszłość, poczułam nagłą chęć na małą przekąskę. Poza tym z pełnym żołądkiem łatwiej się podejmuje decyzje.Z talerzem pełnym smakołyków wróciłam do sypialni. Zjadłam, zapiłam wszystko sokiem pomarańczowym i postanowiłam, że się nie dam. Bo dlaczego wciąż towarzyszyło mi ulotne wrażenie, że tak naprawdę Javier robił to jakby z braku lepszych perspektyw? Że naprawdę stanowiłam materiał zastępczy? To jego pożądanie było takie… letnie. Tak po prostu nagle stwierdził, że chce mnie, a nie Izę. Trochę inaczej wyobrażałam sobie płomienny romans w parze z ognistym brunetem. Powinno iskrzyć, buchać wysokim płomieniem, a to wszystko było jak zwykłe ognisko. W dodatku słabo podsycane.

Padłam na miękki materac łóżka, gapiąc się na migotliwe cienie na suficie. Chyba zaczynałam podejrzewać o co chodzi. To nie była miłość od pierwszego wejrzenia, a narastająca powoli fascynacja. Na razie byliśmy gdzieś pośrodku drogi i wcale to nie oznaczało, że dotrzemy do końca. Cóż. Dla mnie seks był zawsze czymś przyjemnym, ale nie przypominał szaleństwa opisywanego w płomiennych romansach. Dla niego widać było za szybko, aby z Belli przerzucić się na jej mniej urodziwą, acz bardziej pyskatą i kłopotliwą kuzynkę. Zachichotałam, wstając i starannie zamykając drzwi. Pewnie się będzie dobijał, może nawet skorzysta z okna, a może zrezygnuje. Kto go tam wie. Skuliłam się na jedwabistej pościeli. Dziwne, ale czułam się piekielnie śpiąca. Wystarczyło zamknąć oczy…

A kiedy się obudziłam…

Ki diabeł? pomyślałam, rozglądając się z oszołomieniem. Leżałam sobie na ogromnym łóżku, wśród jedwabistej pościeli i dziesiątek zapalonych świec, których płomienie drgały pod wpływem wiatru. Łóżko stało w ogromnym pokoju, z otwartymi oknami, przez które widać było gwiaździste niebo i szumiący ocean. Po deszczu, burzy i wietrze nie było ani śladu. Nie wspominając o tym, że to nie była moja sypialnia. Ba! To nawet nie był dom Javiera. Stęknęłam podnosząc się do pionu.

– Obudziłaś się moja piękna – usłyszałam tkliwy męski głos. Pełna złych przeczuć, skierowałam wzrok w stronę, z której dochodził i ujrzałam okrągłą twarz jakiegoś przykurcza. Jakby znajomą. Zachwyt się na niej panował potężny, jakby nagle dane było mu zobaczyć ósmy cud świata. Podszedł bliżej siadając na łóżku obok mnie, wyciągając dłoń, aby pogładzić moje włosy. Zręcznie się uchyliłam, a potem energicznie przystąpiłam do ataku.

– Co to ma znaczyć?! Kim jesteś? – wysyczałam przenikliwym szeptem, łapiąc go za poły koszuli. – Gadaj mi tu prawdę, szatański pomiocie, albo ci oczy wydrapię!

– Ileż ty masz w sobie żaru! – powiedział zachwycony. – Jesteś gorąca jak wulkan…

– Zaraz wybuchnę niczym wulkan, a wtedy lepiej żeby nie było cię w pobliżu! No więc?!

– Porwałem cię – oświadczył zadowolony. – Ta miłość jest niczym grom z jasnego nieba, zesłana przez samego Boga. Ożenię się z tobą i będziemy mieć piątkę uroczych dzieciaków, a resztę życia zamienimy w nieustającą przyjemność.

– Oczadziałeś czy co? Jaka miłość? Jakie ożenię? Masz mnie natychmiast odstawić z powrotem! – wrzasnęłam oburzona. Co za bydlę! Siedzi tutaj, wygadując takie pierdoły, a ja nie mam najbledszego pojęcia, co się dzieje. Ta myśl dodatkowo mnie zdenerwowała.

– Kocham cię – odparł namiętnym głosem mój niechciany adorator.

– Ale ja ciebie nie oszołomie!

– To pokochasz.

Co za życie! Jeden mnie porywa przez pomyłkę, drugi pod wpływem nagłego zidiocenia. Sezon jakiś na te porwania, czy co?

– Oszaleć można! Słuchaj uważnie, bo nie będę powtarzać! Masz mnie odstawić z powrotem! Teraz! Natychmiast! I wbij sobie do tego zakutego łba, że mi się nie podobasz! Nie wspominając, że się nie znamy!

– Wszystko przyjdzie z czasem – westchnął rzewnie. – Widać zapomniałaś. Poznaliśmy się na kolacji u Carlosa.

Aha! To przeczucie, że już gdzieś widziałam tę gębę było słuszne.

– Z czasem to ja tu dostanę szału i wtedy zobaczysz! U Carlosa? Zaraz, zaraz… don Manuel! – oświadczyłam z triumfem.

– Pamiętasz! – szepnął namiętnie. – Poza tym widziałem już jak dostajesz szału. Uwielbiam to!

Ręce mi opadły. Szczęka również. To się trafił wielbiciel o wzroście siedzącego psa i romantycznych ciągotach.

– Javier będzie mnie szukał.

– Niech szuka.

– Nie boisz się go? – spytałam podejrzliwie. – W końcu to El Matadore.

A ten skurczybyk zaczął się śmiać.

– Moja piękna, ty nie masz widać bladego pojęcia kim on tak naprawdę jest.

– Masz niepowtarzalną okazję wyjaśnienia tego – odparłam jadowicie. – I wiem więcej niż ci się wydaje.

– Później wyjaśnię, a teraz przyszła pora na przyjemności. Spałaś ponad dobę, musisz być głodna.

I wstał. Imponującego wrażenia to na mnie nie zrobił, ale pewnie byłam uprzedzona. Nie lubiłam porwań, o planowaniu mojej przyszłości nie wspominając. Zwłaszcza bez uprzedniego uzgodnienia tego ze mną.

– Przyślę kogoś, kto pomoże ci się umyć i przebrać. Potem zjemy kolację.

Zacisnęłam zęby. Szkoda słów na tego idiotę. Chce mojego szału? W porządku, dostanie. To, co zafundowałam przy tym Javierowi będzie się wydawało niewinną zabawą. W ostateczności popłynę wpław. Może zeżre mnie po drodze jakiś rekin, a ocean wyrzuci moje szczątki, gdy zrozpaczony Javier będzie się błąkał po plaży, samotny, ze złamanym sercem… Skrzywiłam się. Akurat to ciężko było sobie wyobrazić.

Przylazły jakieś baby, usilnie kłaniając mi się w pas i usiłując namówić na relaksującą kąpiel w wannie. Uciekłam im, oświadczając że muszę na ubikację. Na szczęście kibelek był w osobnym pomieszczeniu, które nawet miało okno. Niewielkie, ale na moje potrzeby wystarczające. Długo się nie zastanawiałam. Oderwałam dół luźnej bluzki, żeby mi nie przeszkadzała, związałam tym kawałkiem włosy i przecisnęłam się na zewnątrz. Zasapana, wpadłam prosto w jakąś bujną roślinność, mętnie myśląc, że dobrze, iż nie są to kaktusy. Wstałam, otrzepałam się i ponuro rozejrzałam dookoła. Jasna cholera, nie miałam nawet bladego pojęcia gdzie mogłabym się znajdować. Kierunek wybrałam więc na chybił trafił. Daleko nie uszłam, bo jednak nie byłam przyzwyczajona do chodzenia boso. Poranione stopy do tego stopnia zepsuły mi humor, że gdybym teraz spotkała mojego porywacza numer dwa, to bardzo szybko wybiłabym mu te amory z głowy. W końcu rozchyliłam gałęzie i znalazłam się na plaży. Po prawej było zupełnie ciemno, ale po lewej widać było pomost idący w głąb morza, a na samym końcu cumujące przy nim łodzie. Może motorówki, może jachty, nie miałam bladego pojęcia, bo nie odróżniałam jednostek pływających. Na wodzie kolebały się jednakowo, przyprawiając mnie o odruch wymiotny.

Sęk w tym, że w pobliżu kręcili się uzbrojeni faceci, a widoczność była dość dobra, dzięki palącym się latarniom. Zafrasowana podrapałam się po nosie. Zaraz, zaraz. Javier wspominał, że ten cały don Manuel był związany z biznesem, który niekoniecznie należał do tych legalnych. Pewnie narkotyki, uznałam. Zresztą, mam to gdzieś, byle się stąd wydostać. Zdjęłam bluzkę, beztrosko rzucając ją za siebie i zanurzyłam się we wzburzonym morzu. O dziwo, podpłynięcie do pomostu nie okazało się żadnym problemem. Karki obwieszone bronią stały na samym jego końcu, właściwie już na piasku, kopcili i dyskutowali. Nawet się zdumiałam, że jeszcze nikt nie podniósł larum z powodu mojej ucieczki. Przyjrzałam się uważnie zacumowanym jednostkom, wybierając tę najmniejszą. Wydawało mi się, że im większa, tym trudniej będzie ją uruchomić, o sterowaniu nie wspominając. Po chwili zasapana leżałam na drewnianej podłodze, gapiąc się na stacyjkę. No tak. A gdzie kluczyk? Czy do jasnej cholery nie mogli go zostawić, ułatwiając mi ucieczkę?

Chciałam czy nie, musiałam z powrotem cofnąć się do domu. Mokra, wściekła i głodna, ukradkiem skradałam się wzdłuż niewysokiego, kamiennego muru, aż w końcu zauważyłam otwarte okno. Bez namysłu wdrapałam się na nie, wpadając do środka z głośnym rumorem. Kwaśno pomyślałam, że jakoś mi ta ucieczka nie wychodzi. Wstałam, otrzepałam się i rozejrzałam. Pokój jak pokój, niczym się nie wyróżniał. Poza tym było dość ciemno, bo widocznie nie był przez nikogo zamieszkany. Ostrożnie uchyliłam drzwi, zerkając przez powstałą szparę.

W domu panował chaos. Służba biegała z obłędem w oczach, ochrona strasząc bronią, pan domu wyrywając sobie włosy z głowy. Przypomniał mi się Javier i mimowolnie się uśmiechnęłam. Jednak ten tutaj nie był ani tak przystojny, ani tak…Nagle jeden z mężczyzn, który dotychczas stał w bezruchu, co odróżniało go od całego tego szalejącego towarzystwa, odwrócił głowę i spojrzał prosto na mnie. Już wiedziałam, że zostałam zdemaskowana. Miał ciemne, prawie czarne oczy, porażające swym chłodem i obojętnością. W panice cofnęłam się, zatrzaskując drzwi, ale to nic nie dało. Jak i ucieczka przez okno, bo wpadłam prosto w ramiona dwóch ponurych ochroniarzy. Niestety, nie reagowali na moje niegrzeczne zaczepki, prowadząc mnie do szefa.

– Moja piękna! – wrzasnął przykurcz z wyraźną ulgą. – Jak mogłaś?

– Jak ktoś nie bierze pod uwagę mojego zdania – burknęłam nieuprzejmie, poprawiając ubranie – to właśnie tak się dzieje.

– Nieładnie, bardzo nieładnie – pogroził mi palcem. Za jego plecami zauważyłam mężczyznę, który przyczynił się do mego schwytania. Stał w bezruchu, z dłońmi skrzyżowanymi za plecami, wwiercając we mnie beznamiętne spojrzenie. – Kochanie, poznaj mojego brata, Adána.

– Żadne kochanie! – warknęłam, podejrzliwie przyglądając się temu drugiemu. Bracia? Być może, ale na miejscu ich rodziców, zaczęłabym rozważać pomyłkę w szpitalu. Był wysoki, bardzo wysoki. Szerokie ramiona kontrastowały z wąskimi biodrami, czarne oczy w szczupłej, pociągłej, śniadej twarzy i wąskie usta stwarzały nieprzyjemne wrażenie nadmiernej surowości. Ciemne włosy przyprószone były siwizną. Na dodatek ten zakrzywiony nos, blizna biegnąca ukosem przez policzek, nadnaturalny spokój. Mężczyzna, który mógł się podobać, gdyby nie to, że wyglądał na strasznego ponuraka. I na pewno nie przypominał niskiego, krępego i pyzatego Manuela.

– Jakaż z ciebie dzika kotka! – zachwycił się mój adorator.

I wtedy na twarzy Adána pojawił się uśmiech. Szyderczy, pełen drwiny, bardziej przypominający grymas niż cokolwiek innego.

– Dzikie kotki najlepiej poskramia się w łóżku – powiedział cicho. Głos miał równie szorstki, co powierzchowność, głęboki, wibrujący. I to właśnie on, a nie słowa, które wypowiedział, sprawiły, że zarumieniłam się po korzonki włosów.

– Myślisz? – zainteresował się zachłannie Manuel.

– Ja wam dam poskramianie! – pogroziłam obu im pięścią, nadal czerwona jak burak. – Macie mnie natychmiast odstawić do domu!

– Bo co? – Teraz głos Adána był dziwnie spokojny. – Zrób coś z nią, żeby nie była tak hałaśliwa i tak ordynarna – skrzywił się przy tym z wyraźną odrazą.

– Moja miłość ją zmieni – skwapliwie zapewnił brata Manuel.

– Miłość? Tak się nie wychowuje dobrych żon i doskonałych kochanek.

No i jak ja miałam z nimi dyskutować? Głupie patafiany, pomyślałam rozgniewana na dobre. Stoją tu sobie i rozmawiając o rodzaju tresury, która zamieniłaby mnie w potulną i bezwolną amebę.

– Lobotomia będzie najlepsza – wtrąciłam złośliwie zezując na Adána. – W przeciwnym razie ucieknę i nie przeszkodzą mi w tym nawet zasieki z drutu kolczastego, o głupim oceanie nie wspominając. Ja chcę do Javiera! – rozdarłam się nagle, przytupując przy tym energicznie nogą.

– Kochanie… – wyjęczał mój przyszły małżonek.

Nie wytrzymałam i walnęłam go pięścią poniżej brzucha, bo akurat stał wystarczająco blisko. Dwie sekundy później Adán dopadł mnie, jedną ręką unieruchamiając moje ramiona, drugą zaciskając na szyi.

– Zrób to jeszcze raz, a pożałujesz! – wysyczał. Byłam do niego odwrócona tyłem, nie mogąc zobaczyć twarzy, ale i tak wiedziałam, że maluje się na niej wściekłość. – Mój brat jest człowiekiem o anielskim charakterze, będzie mu ciężko z taką suką jak ty. Ale ma jeszcze mnie i przeczuwam, że będę musiał przysposobić cię do życia w małżeństwie.

– Oszalałeś! – wycharczałam, szamocząc się w uścisku. – Puszczaj psycholu!

Nie odpowiedział. Pochylił się nade mną tak bardzo, że czułam ciepło jego oddechu na karku. Don Manuel stał naprzeciwko, przyglądają się nam z niepewnością. Nie tylko czułam wobec niego złość, ale i odrazę. Żeby być takim mięczakiem… Zamiast poratować panią swego serca, sterczy jak kołek, gapiąc się niczym wół w malowane wrota. Też mi miłość!

– Zostaw nas samych – rozkazał Adán. Jego brat posłusznie skinął głową, szybciutko się ulatniając. W pokoju zostaliśmy tylko my dwoje, przy czym silny uścisk na mojej szyi nie zmalał. Po raz pierwszy poczułam coś więcej niż złość. Pojawił się strach. Nie podobał mi się ten mężczyzna za moimi plecami, jego zachowanie i posyłane mi spojrzenia.

Nieoczekiwanie mnie puścił. Potem gwałtownym ruchem pchnął na stojący nieopodal fotel. Podszedł bliżej i pochylając się, położył obie dłonie na oparciach. Patrzyłam teraz prosto w jego oczy, chłodne, beznamiętne.

– Mój brat ma bardzo miękkie serce – zaczął, bacznie mnie obserwując. – Przyznam, że często zdarza mu się zakochać od pierwszego spotkania, nie jesteś jedyną, której ofiarował małżeństwo. Na szczęście przechodzi mu po kilku nocach. Więc ładnie pomaszerujesz do sypialni Manuela, a potem postarasz się, aby był zadowolony. I wrócisz do domu.

Aż otwarłam usta ze zdziwienia. No ja chyba śnię?

– Zapłacę ci za te… hm, usługi – dodał drwiąco. – Jako blondynka podpadasz pod wyższą stawkę.

– Oszalałeś! – wyjąkałam ze zgrozą. – Mam robić za kurtyzanę, bo jakiś przykurcz dostał nagłego ataku zidiocenia? Nigdy w życiu! Zresztą – rozzłościłam się – sam powinien załatwiać takie rzeczy.

– Pewnie w końcu dostałby to, czego chce. Ale wolałbym, aby pozbył się ciebie dużo wcześniej.

– Ja też. Najlepiej natychmiast. Czy to przypadkiem nie jest jakiś głupi dowcip ze strony Javiera? – spojrzałam na niego podejrzliwie.

– Powiedzmy że maczał w tym palce ktoś, kogo znasz.

– Clarisa czy Isbel? – spytałam krótko. Brwi Adána powędrowały w górę, lecz nie wyglądał na zaskoczonego.

– Ta druga. Postanowiła wykorzystać zauroczenie mojego brata i w tym celu przysłała mnie, abym wszystkiego dopilnował. Zostaniesz dwa tygodnie…

Przerwał, bo dostałam nagłego ataku śmiechu. Ja pierdzielę! Tamten dwa tygodnie, ten dwa tygodnie, normalnie czeski film. Te chłopy! Odwala im znacznie bardziej niż mi.

– Co w tym zabawnego? – spytał z groźbą w głosie.

– Deja vu. Nie rozjechałeś przypadkiem kota? – wycharczałam, ponownie skręcając się ze śmiechu. Wyłam, piałam, trzymając się za brzuch, łzy płynęły mi po twarzy i za nic nie mogłam się uspokoić. Za to on zamarł w bezruchu, a na jego twarzy malowała się coraz większa złość.

– Zamknij się! – wrzasnął nagle tracąc to swoje opanowanie. Ponownie złapał mnie z szyję. Wesołość od razu mi przeszła, powróciła złość. Za mocno trzymał, abym się wyrwała, ale w końcu nogi miałam wolne. Przyłożyłam mu prosto w krocze. Musiało zaboleć, bo oczy prawie wyszły mu na wierzch. Puścił mnie, a potem brutalnie uderzył.

– Suka! – syknął.

Gapiłam się na niego bez słowa, zaskoczona. Bolała mnie cała prawa strona twarzy, piekł znieważony policzek. Dotknęłam palcami ust, potem na nie spojrzałam. Na opuszkach miałam krew, płynącą z rozciętej wargi.

– Uderzyłeś mnie? – spytałam, nadal potężnie zaszokowana.

– Ciesz się, że tylko to – warknął.

Nagle dotarło do mnie, z jakim typem człowieka mam do czynienia. On nie żartował. To nie był Javier, który wpadał w szał, ale na tym się kończyło. Pierwsze wrażenie było słuszne – miałam do czynienia z kimś bez skrupułów, z kimś niebezpiecznym. Cała ta sytuacja przestała mnie śmieszyć czy złościć. Po raz pierwszy poczułam strach.

– Javier by tego nie zrobił – powiedziałam jedynie, czując łzy piekące mnie pod powiekami.

– Marny pisarzyna bez jaj – zaśmiał się drwiąco Adán. –Nie zasłużył na Isbel.

Ach! No, no… Jak w prawdziwej, brazylijskiej telenoweli. Adán miał chrapkę na Rudą, Ruda na Javiera, Javier na mnie, a ja… No właśnie. Na kogo ja miałam chrapkę? I nie mogłam zapomnieć o don Manuelu. Pomyślałam kwaśno, że naprawdę pora wracać do domu. Tego prawdziwego, w zimnej Polsce, z cieplutkim łóżeczkiem i lampą o czerwonym kloszu, dającej wrażenie przytulności.

– A ty zasłużyłeś?

– Może – odparł. Gdy wyciągnął w moim kierunku rękę, wzdrygnęłam się. Kiedy lekko dotknął czerwonego policzka, skamieniałam. Oczy mu pociemniały, usta ułożyły się w dziwny grymas. Miał szorstkie palce, ale bardzo delikatnie wodził nimi po mojej twarzy. – Mam twoje słowo, że będziesz grzeczna?

– Nie. Masz moje słowo, że nie dam się nawet dotknąć, o całej reszcie nie wspominając.

Myślałam że uderzy mnie jeszcze raz. W zamian za to wplótł palce w moje włosy, a potem brutalnie nimi szarpnął.

– Uparta jesteś – stwierdził ze spokojem. – Powiedzmy że zapłacę…

I tu wymienił sumę, od której powinno zakręcić mi się w głowie. Problem polegał na tym, że ten cały don Manuel za cholerę mi się nie podobał. Gdyby jeszcze Adán mówił w swoim imieniu, mogłabym sprawę przemyśleć. Otrząsnęłam się ze zgrozą. Facet obraża mnie, bije i traktuje jak przedmiot, a ja biorę pod uwagę seks z nim? Chyba mnie pogięło!

– Nie.

– Drugi raz nie zaoferuję takiej sumy.

– Więc mnie zwiąż i przeleć w ramach wychowania do życia w rodzinie – odparłam ze spokojem, odważnie odwzajemniając jego pełne złości spojrzenie. – Potem zaproś brata, niech zrobi to samo. Innej opcji nie widzę.

– Ja? – uśmiechnął się nagle. Nie był to przyjemny uśmiech, o nie. Pełen wyrachowania, za którym czaiło się coś nienaturalnego, jakbym miała do czynienia z psychopatą. – A wiesz, że mam na to coraz większą ochotę?

– Yyy – wyjąkałam, ukradkiem się rozglądając. Czym by go tu w razie czego walnąć w łeb? Powinno być ciężkie, ale bez przesady. Nie zamierzałam zostawać morderczynią.

– Jesteś piękna, pełna ognia – kontynuował zamyślony, ponownie wodząc palcami po mojej twarzy. – Zaczynam dochodzić do wniosku, że ten pisarzyna ma doskonały gust.

– Akurat! – prychnęłam, próbując pozbyć się dziwnego uczucia nagłej słabości. – Po pierwsze porwał mnie przez pomyłkę, a po drugie, nie interesują mnie mężczyźni bijący kobiety.

– Zasłużyłaś – oznajmił ze spokojem. Przyglądał mi się przy tym badawczo, pociemniałymi z emocji oczyma.

– Jestem ofiarą fatalnego zbiegu okoliczności. Na dodatek wściekle głodną i spragnioną, więc pozwolisz, że wstanę i udam się na tę kolację z Manuelem.

Odsunął się od fotela, robiąc mi przejście i uśmiechając się przy tym szyderczo. Udałam że nie zwracam na niego uwagi. Niestety, kiedy go minęłam, silna dłoń chwyciła moje ramię, gwałtownie zatrzymując mnie w miejscu.

– Zaczekaj.

– Na co? – spytałam z niechęcią. – Muszę zrobić sobie okła…

– Na to – odpowiedział, przyciągają mnie i brutalnie miażdżąc usta w pocałunku. Zabrakło mi tchu, ale tylko na kilka sekund, bo nagle Adán przerwał, odpychając mnie. – A teraz idź zabawiać mego brata.

Najchętniej bym mu przywaliła. Boląca twarz nie pozwalała jednak zapomnieć, że nie powinnam prowokować tego mężczyzny. Wbiłam paznokcie w skórę, zaciskając dłonie w pięści i dumnie zadarłszy głowę, wyszłam z pokoju. Za drzwiami natrafiłam oczywiście na zakłopotanego Manuela.

– Moja piękna! – krzyknął ze zgrozą. – Co ci się stało?

– Spytaj braciszka – warknęłam. – Gdzie kuchnia i lodówka? Gdzie ta cholerna kolacja?

– W jadalni. Ale nie możesz przecież jeść tak ubrana!

Spojrzałam w dół. No tak, całkiem zapomniałam że pozbyłam się bluzki, zostając jedynie w fikuśnym biustonoszu. Prawie przejrzystym. Zaklęłam pod nosem. To dlatego Adán miał momentami tak dziwny wyraz twarzy. Dobrze że nie pozbyłam się spodni. Nadal przeklinając parszywy los, udałam się do łazienki. Tam zamarłam ze zgrozy, bo pod prawym okiem miałam pięknego siniaka, rozciętą wargę i ślady krwi na brodzie. Wyglądałam jak przepity wampir po posiłku. W dodatku zaczynało mi to dokuczać. Pomacałam się delikatnie, momentami posykując, a na końcu usiadłam na stojącym nieopodal krześle i rozpłakałam. Miałam dosyć. Potrzebowałam spokoju i mężczyzny, zwłaszcza jego szerokich ramion. Przed oczyma ukazała mi się pełna drwiny twarz Adána. Też miał szerokie ramiona i też był cholernie przystojny, chociaż w zupełnie inny sposób. I co z tego? Javier by mnie nie uderzył, pomyślałam buntowniczo.

– Jesteś tam? – Moje rozmyślania przerwał głęboki, męski głos.

– Nie, utopiłam się w wychodku – mruknęłam. – Zaraz wychodzę.

– Bez numerów, bo tym razem będę zmuszony cię ukarać.

Pokazałam drzwiom język w całej okazałości. Opryskałam twarz wodą, znalazłam duży ręcznik, którym starannie się owinęłam i wyszłam, bo mój biedny żołądek aż się skręcał z głodu. Na dodatek nigdy nie czułam się tak bezradna, tak słaba. To było bardzo zaskakujące, zupełnie do mnie niepodobne.

Milcząca panienka w schludnym fartuszku, wskazała mi drogę do jadalni, pośrodku której stał lśniący stół. Usiadłam. Po mojej prawej na samym końcu stołu siedział Manuel, gapiąc się na mnie maślanym wzrokiem. Po lewej, też na końcu, z kolei siedział Adán, również nie spuszczając ze mnie wzroku.

– Jutro każę zorganizować dla ciebie garderobę. Proś o wszystko, czego potrzebujesz – odezwał się gospodarz, rozpływając się w uśmiechu.

– Okłady na opuchniętą twarz – warknęłam, wbijając widelec w kawałek mięsa. – Nic od ciebie nie chcę!

– Ależ w tym ręczniku jest ci pewnie niewygodnie?

– To będę paradować nago – wybełkotałam z pełnymi ustami, posyłając kose spojrzenie milczącemu dotąd Adánowi. Pochłaniałam w pośpiechu zawartość talerza, Manuel także, chociaż nieco wolniej, za to on siedział, popijając tylko wino. I gapiąc się na mnie z coraz większą fascynacją. W końcu nie wytrzymał.

– Gdzie ty to mieścisz? – spytał z wyraźną zgrozą zmieszaną z podziwem.

– Jelito cienkie to około czterech do sześciu metrów. Do tego jelito grube, jeszcze jakieś półtora metra. Więc nie zadawaj głupich pytań. Będzie coś na deser? – zainteresowałam się gwałtownie. Adán o mało nie udusił się winem.

– Po kolacji? – Don Manuel wyglądał na lekko ogłuszonego.

– Macie może w lodówce kawał ciacha? Albo tabliczkę czekolady? Cokolwiek?

– Jest tarta czekoladowa – odezwała się niepewnie usługująca nam dziewczyna. – Podać?

– Tak! – oznajmiłam radosnym głosem. – W całości. I czysty talerzyk.

Nie bacząc na pełen niedowierzania wzrok obu panów, zeżarłam równo połowę. Po czym z lubością oblizałam łyżeczkę, wypiłam duszkiem szklankę wody i w końcu poczułam się o niebo lepiej.

– Teraz mogę planować ucieczkę – powiedziałam zadowolona, nie zważając na to, że wzrok jednego z mężczyzn nieoczekiwanie stwardniał. – Albo i nie. Jeszcze się wyśpię.

– Kochanie! – zaskomlał mój niechciany adorator. – Dlaczego nie chcesz nawet dać mi szansy?

Nie miałam ochoty dłużej się z nim kłócić.

– Ten pokój ze świeczkami to moja sypialnia? – upewniłam się, wstając.

– Tak.

– To idę spać.

Odwróciłam się na pięcie, ale gdy dotarłam do drzwi, przystopowało mnie. Warto byłoby zabrać coś na przekąskę. Cofnęłam się, chwyciłam talerz z resztą ciasta i dopiero wtedy wyszłam. Żaden z nich nie odezwał się słowem. I dobrze, bo na głupie rozmowy nie miałam ochoty.

Zrzuciłam ręcznik, spodenki i bieliznę. Do wanny nalałam bosko pachnącego płynu, odkręciłam kurki i gdy wody było już całkiem sporo, jeszcze raz związałam włosy w niedbały kok i zanurzyłam się w pianie, wzdychając z błogością. Niezależnie od okoliczności, kąpiel zawsze poprawiała mi humor. Zastanowiłam się, co teraz robi Javier? Szaleje z niepokoju czy spokojnie romansuje sobie z Rudą? A może po cichu czuje ulgę, bo pozbył się kłopotu? Posmutniałam, dotykając prawego policzka. Adán był intrygujący, a choć znałam go zaledwie parę godzin zdążył mnie pocałować, uderzyć, obrazić i zafascynować. Lecz nie oszukujmy się, to jest drań i draniem pozostanie. Szkoda, pomyślałam zdmuchując pianę z dłoni. Tak w ogóle to każdego z tej trójki powinnam kopnąć w dupę, posyłając do diabła z ich pokręconymi uczuciami. Tak, nawet Adána, bo nie byłam ślepa.

Na końcu tych ponurych rozważań, wylazłam z wanny, otuliłam się ręcznikiem i pomaszerowałam z powrotem do sypialni. Wszystkie świece już pogaszono, jedynie w rogu paliła się mała lampka, dając przytulne, złociste światło. A na ogromnym łóżku siedział Adán, opierając łokcie o kolana i przyglądając mi się w uwagą.

– Czego chcesz? Przyłożyć mi z drugiej strony, bo nierówno spuchłam? – spytałam jadowicie. Dawno mnie nic tak nie zirytowało, jak jego obecność.

– Podjedź bliżej – rozkazał schrypniętym głosem.

– To moja sypialnia. Chcę się wyspać, więc wynocha! – wskazałam na drzwi.

– Nie.

– To złaź z łóżka. Śpisz na podłodze.

– Nie po to tu przyszedłem. Podejdź bliżej.

Sapnęłam z oburzenia. Siedzi przystojne bydle na moim łóżku, wlepia we mnie wzrok i rozkazuje. Na dodatek wygląda nieprzyzwoicie dobrze. Biała, na wpół rozpięta koszula, obcisłe dżinsy, bose stopy i ten błysk w oczach. A ja w samym ręczniku. Poczułam niepokój. Jakoś nie wyglądał na przejętego moim stanowczym sprzeciwem.

– W tej chwili! – warknął. Oczywiście mogłam nie posłuchać, ale to jego nietypowe zachowanie, zaintrygowało mnie. Podeszłam na wyciągnięcie ręki. Adán uniósł głowę, spoglądając mi w oczy.

– Bliżej!

– Może od razu wskoczę ci na głowę?

– Nie, nie na głowę – odparł z szerokim uśmiechem, a pode mną ugięły się kolana.

– Zdaje się, że mam zostać żoną twojego brata? – powiedziałam, silnie akcentując każde słowo.

– Co w rodzinie, to nie zginie.

Mój niepokój sięgnął zenitu. Nogi miałam jak z waty, serce przyspieszyło do prędkości nadświetlnej, a w głowie zawył ostrzegawczy alarm. Ten facet nie przyszedł tu na pogawędkę, o nie! Normalnie tupnęłabym nogą, pokrzyczała, nawymyślała mu od kretynów i wygoniła. Lecz nie całkiem bezpodstawny strach sprawił, że wolałam zachować spokój. Kto wie, co takiemu odbije?

– Ale ja nie chcę!

– Nie? – Obie dłonie położył na moich udach, wciąż nie spuszczając ze mnie wzroku. Bardzo wolno przesuwał je ku górze, aż w końcu wkradły się pod puszysty materiał ręcznika. Wtedy oprzytomniałam, chcąc się wyrwać, ale mi nie pozwolił. Ścisnął moje biodra z taką siłą, aż jęknęłam z bólu.

– Przestań! Robisz mi krzywdę!

– Bzdura! Jeszcze nawet nie zacząłem.

– Fioletowy siniak na mojej twarzy mówi co innego.

Nie odpowiedział, a jedynie krzywo się uśmiechnął. Ten asymetryczny uśmiech, blask oczu, nie zapowiedziana intymność sprawiły, że zrobiłam coś, czego bym się po sobie nie spodziewała. Uniosłam rękę i bardzo delikatnie przeczesałam jego włosy. Potem dotknęłam czoła, bokiem dłoni pogładziłam policzek, palcem powiodłam po linii żuchwy.

– Nic z tego nie rozumiem – odezwałam się zamyślona. Najgorsze że wcale nie miałam na myśli sytuacji, w której się znalazłam, ale własne uczucia i emocje opanowujące ciało. Niespodziewanie Adán zsunął ze mnie ręcznik i stałam teraz przed nim całkiem naga.

– Zwariowałeś? Co robisz? – Chciałam mu go odebrać, lecz zręcznie rzucił nim w przeciwległy koniec pokoju.

– Podziwiam.

I wtulił twarz prosto między moje uda. Zachłysnęłam się powietrzem, potem szarpnęłam, usiłując wyrwać się z tego uścisku. Na daremnie, był o wiele silniejszy. A może to ja okazałam się za słaba?

– Przestań! – Położyłam dłonie na jego ramionach, próbując go odepchnąć. – Bo zacznę krzyczeć!

– Jeszcze nie teraz – wymruczał, dotykając ustami mojej skóry. Pokrywał pocałunkami wnętrze ud, wyraźnie kierując się ku jednemu miejscu. To było zaskakujące, bo nie spodziewałam się po nim takiej subtelności. – Później. Później możesz krzyczeć.

– Don Manuel mógłby poczuć się tym zniesmaczony.

– Poczeka na swoją kolej.

Od razu przeszła mi ochota na cokolwiek. Żeby cię szlag trafił, zaklęłam w duchu. Raz nabyte doświadczenie w kontaktach z Adánem kazało mi działać inaczej niż miałam to w zwyczaju. Wplotłam palce w krótkie włosy, a potem energicznie oderwałam jego głowę od mojego ciała.

– Powiedziałam NIE!

Oddech miał krótki, urywany. Oczy pociemniałe z pożądania, wargi rozchylone. W zasadzie to powinnam być dumna z wrażenia, jakie na nim wywarłam, ale jakoś nie byłam. To już bardziej pochlebiałam mi propozycja zamążpójścia od don Manuela. Ten tutaj chciał mnie jedynie przelecieć. Uśmiechnął się szyderczo, jakby nie dowierzał mojemu sprzeciwowi.

– Jesteś piękna, zwłaszcza gdy się złościsz.

– Zwłaszcza z tym siniolem pod okiem.

– Przestań nawijać w kółko o tym samym.

– Pewnie. Pomówmy lepiej o tym, że najpierw mnie uderzyłeś, teraz chcesz wykorzystać, a na sam koniec zostawisz bratu.

– Wykorzystać? – roześmiał się, przesuwając dłonie wyżej. Teraz obejmowały mnie w pasie. –Nie nazwałbym tak tego. I mam dosyć bezsensownych rozmów.

Siłą posadził mnie okrakiem na kolanach, tak, że moje nogi objęły jego biodra. Ramiona skrępował za plecami, unieruchamiając je w żelaznym uścisku. Drugą ręką chwycił za pośladki, przyciskając do swego ciała. Pocałował, wgryzając się w usta, a język wciskając tak głęboko, że nie byłam w stanie tego przerwać. Nikt mnie tak jeszcze nie całował, nawet Javier. Nikt nigdy do tego stopnia nie lekceważył mojego zdania. Szarpałam się, wiłam, ale bezskutecznie. Kiedy oderwał wargi od moich ust, zaczerpnęłam tchu i wrzasnęłam.

– Puszczaj draniu!

– Później – oświadczył niecierpliwie, przygryzając płatek ucha.

– Później to ja ci…

Z taką siłą ścisnął mnie za szyję, że urwałam w pół słowa. Patrzył przy tym spod przymrużonych powiek, wciąż lekko się uśmiechając.

– Jeśli będę cię musiał wziąć siłą, to doda wszystkiemu jedynie pikanterii – odezwał się szeptem.

Miał pecha, bo udało mi się wyswobodzić jedną rękę. Przeorałam mu paznokciami twarz, w dupie mając wszelkie konsekwencje. Przestało mi się to wszystko podobać. Błyskawicznie unieruchomił moją dłoń, ale zrobił to i tak za późno. Podłużna szrama na policzku zabarwiła się na karminowo.

– Moja kocico – wymruczał. – Lepiej odpuść, bo jestem coraz bardziej naładowany emocjami. Tak mnie podniecasz, że za chwilę zerżnę cię bez gry wstępnej, szybko i bezlitośnie.

Podniósł się nadal mnie nie puszczając, a potem rzucił na łóżko, przyciskając brzuchem do jedwabistego materiału. Jęknęłam, gdy poczułam ciężar jego ciała oraz twardy, znacznych rozmiarów członek, ocierający się o moje pośladki. Pomyślałam w panice, że teraz to na pewno się nie uwolnię. Nie mam szans, facet ważył dwa razy tyle co ja. Nabrałam powietrza w usta i zaczęłam wzywać pomocy. Niestety bardzo szybko zdławił ten krzyk. Drugą dłonią zebrał włosy i pociągnął tak brutalnie, że aż zatrzeszczał mój kręgosłup.

– Teraz spróbuj zaprotestować – powiedział drwiąco.

– Adán, przestań! To boli!

– Nie.

I uniósł lekko biodra, a ręką zaczął majstrować coś przy rozporku. Za to ja dostałam szału. Nawet jeśli przez króciutką chwilę pomyślałam o seksie z nim, to teraz zupełnie o tym zapomniałam. Przeszło mi. Wiedziałam że wrzaski nic nie dadzą, więc musiałam znaleźć inne wyjście. W panice rozejrzałam się dookoła, podczas gdy Adán mocował się ze spodniami. Leżeliśmy na łóżku, na jego lewej krawędzi. Tuż przed moim nosem znajdował się stolik nocny, a na jego marmurowym blacie stała lampka nocna z kutego żelaza. Ramiona miałam wolne, ale co z tego, jeżeli zabraknie mi jakieś pół metra, aby po nią sięgnąć? Musiałam zrobić coś, abyśmy przesunęli się odrobinę dalej. Zebrałam się w sobie i po raz kolejny zaczęłam szarpać, miotać, nie zważając na ból, jaki mi to sprawiało, bo Adán nadal trzymał ręką moje włosy.

– Przestań do cholery! – warknął. Udało mu się rozpiąć spodnie, ale nadal ich nie zdjął. Słyszałam jego głośny oddech, ale wzrok wciąż miałam wbity w cel. Jeszcze troszkę, maleńki kawałeczek… Z triumfalnym sapnięciem zacisnęłam palce na smukłej sylwetce lampy, a potem z całej siły uderzyłam, wykręcając ramię do tyłu. Widać trafiłam bezbłędnie, bo napastnik przestał mnie tarmosić. Obejrzałam się za siebie. Wyglądał na oszołomionego, a dłońmi ściskał głowę. Pomiędzy palcami widać było coś czerwonego. Zaniepokoiłam się, spychając go z siebie. Chyba nie przesadziłam? Z drugiej strony, należało się draniowi. Gdyby nie to, to najzwyczajniej w świecie by mnie zgwałcił.

Szybko owinęłam się porzuconym ręcznikiem. Adán nadal siedział na łóżku, wlepiając we mnie zaskoczone spojrzenie. Nie wyglądał na rozwścieczonego, raczej na… zachwyconego. Pomyślałam że może uderzenie zaszkodziło mu bardziej niż przypuszczałam. Bo niby skąd ten podziw?

– Żyjesz? – zadałam ostrożne pytanie. Głupie, przyznaję, ale nie wiedziałam co powiedzieć.

Ocknął się. Obejrzał dłoń, na której wyraźnie było widać krew. Na czole miał szeroką szramę. Ostre krawędzie lampy musiały rozciąć mu skórę.

– Tak się kończy, jeżeli usiłuje się mnie do czegoś zmusić – powiedziałam kwaśno, maszerując do łazienki. Namoczyłam inny, mniejszy ręcznik i wróciłam do Adána. – Daj, zmyjemy to, bo wyglądasz jak ofiara globalnej katastrofy.

Bardzo delikatnie dotykałam poranionej skóry, ścierając świeże jeszcze plamy krwi. Kilka kropli spadło na śnieżnobiałą koszulę, kilka na policzek. Za to on siedział w bezruchu, gapiąc się na mnie z tym durnym wyrazem twarzy.

– No co? – warknęłam poirytowana. – Ciesz się, że nie poprawiłam, abyś miał nauczkę do końca życia.

Bez zapowiedzenia chwycił przegub mojej ręki. Zerknęłam w bok, na porzucone narzędzie obrony koniecznej, a on nagle się roześmiał.

– Wyjdź za mnie – powiedział rozbawiony.

– Za mocno ci chyba przywaliłam?

– Nie, to nie to.

– Pewnie – prychnęłam. – Proponujesz to każdej, której nie dasz rady zgwałcić?

– To brzydkie słowo. Wcale nie chciałem… – zamyślił się. – Działasz na mnie niczym czerwona płachta na byka. Poza tym tak do końca nie byłaś niechętna.

– Szybko mi przeszło.

– To może zaczniemy od nowa?

– Mam się hajtnąć z twoim bratem.

– Znajdziemy mu inną –powiedział z przekorą, wstając. Nie spodobało mi się to, bo górował nade mną wzrostem. – A z tobą ożenię się ja.

Czy on musiał mnie tak irytować? Ja, mnie, mój, i tak dalej. Lubiłam zdecydowanych mężczyzn, ale ten stanowczo przeginał.

– Nie, nie, nie! – Za każdym nie, waliłam go w pierś. – Poza tym znamy się kilka godzin. Czyś ty zgłupiał do reszty?

Nagle coś mi się przypomniało.

– Nie jesteś zakochany w Isbel? Podobno jest taka wspaniała…

– Jako siostra – wzruszył ramionami. – Przyrodnia – dodał, widząc moją osłupiałą minę. – A co myślałaś?

No ja cię kręcę! Telenowela brazylijska do pięt nie dorasta temu wszystkiemu, co mnie spotkało. A może śnię? Długi, absurdalny sen, momentami zamieniający się w koszmar? Smętnie pomyślałam, ze naprawdę chciałabym wrócić do domu. Tych emocji było stanowczo za wiele. Z drugiej jednak strony… Zerknęłam w górę, na nieodgadnioną twarz Adána. Bydlak czy nie, w jakiś sposób mnie pociągał. Nie wiem nawet, czy nie bardziej niż Javier? Chyba wyczuł to moje wahanie, bo nieco się pochylił i pocałował. Dotyk jego ust na powrót przywołał zakazane pragnienia. W panice pomyślałam, że ja również jestem porąbana. Po tym wszystkim nie protestuję, chociaż w zasadzie powinnam mu porządnie przywalić. Gorzej, odwzajemniam pocałunek. Nie mogłam się temu oprzeć, gdy tak delikatnie pieścił wargami moje usta, gdy tak subtelnie badał językiem ich wnętrze. Objął mnie przy tym ramieniem, przyciągając ku sobie. Zebrałam resztki sił.

– Dosyć! Chcę się przespać.

– Zostanę. Łóżko jest duże.

– O nie! – Odepchnęłam go, chociaż tak naprawdę miałam szaloną ochotę, żeby się wtulić w jego ramiona. Ci niegrzeczni chłopcy… Właśnie w tym leżał problem. – Nasza znajomość zaczęła się nieszczególnie dobrze, więc nie pogarszaj sprawy.

– Nieszczególnie? Dlaczego?

Normalnie, ręce opadają. Skrzywiłam się, mimowolnie zahaczając wzrokiem o jego krocze. Nadal widać było, że jest podniecony. Rozpięte spodnie wspaniale eksponowały potężny wzwód. Muszę pozbyć się Adána jak najszybciej. Był nieobliczalny. Diabli wiedzą, na co jeszcze go stać? Z pozoru zimny, opanowany, umiał jednocześnie zaskoczyć szczerością. A nade wszystko był zarozumiałym draniem, pomyślałam z nagłą złością.

– Tam są drzwi – wskazałam. – Wynocha! Bo skończę to, co zaczęłam!

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. A
    Anigna
    | Odpowiedz

    Dlaczego ciągle mi mało…. Nie możesz dać wszystkiego do końca?
    Agu wyślij ją do domu, do Polski i ten, który szybciej do niej przyjedzie wygra…. Co ty na to? Bo ja za cholerę nie wiem co ona ma zrobić…. Javier to zaczął, ale nie o nią mu chodziło, a bycie substytutem Belli to mało romantyczne, nawet jeśli Javier ciągle okazywał zainteresowanie. Siedzącego psa nie biorę pod uwagę za to jego brat to już inna historia…. Adán od początku jest nią zafascynowany, ale to świr i nie stroni od rękoczynów. Chociaż Jula też potrapotrafi porządnie przywalić. Hmmm może gdyby obiecał, że pierwej sobie rękę odrąbie niż ponownie ją uderzy to możnaby go wciągnąć na listę…. Oj biedna Julka…. Nie zazdroszczę. Same ofermy, niedojdy i psychole….
    Julka bierz puszka i wracaj do Polski. Przygarnij do kompletu psa ze schroniska będzie wierny i kup wibrator…. Będzie robił co chcesz, nie będzie bił i nie będzie sapał. 😜😜😜😜😈😈😈😈😈😈😈😈😈😈😈😈

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      E tam, wibrator. Nie ma to jak sprzęt o napędzie jądrowym 😀 😀 😀
      Pewnie że Aidan to świr, fajny prawda? 😀

  2. M
    Monia
    | Odpowiedz

    Dziękuję i wzajemnie 😁Babeczko.pisz nam ,jak najczęściej .😁

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Trochę teraz niemrawo, ale wiosna idzie, nowe siły w człowieka wstępują 😉

  3. Anonim
    | Odpowiedz

    Ten adorator lepiej mi pasuje.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Po komentarzach widzę, że nie tylko tobie 🙂

  4. Anonim
    | Odpowiedz

    W tym całym cyrku Puszek ma tylko jaja.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      A tu się okaże, że Puszek to… kotka 😀

      • A
        AinaIgn
        |

        I wszystko jasne 😁😁😁😁😁 miauuuu o szatańskim charakterze 😈😈😈😈😈😈

  5. P
    P.
    | Odpowiedz

    Ten Adan to podoba mi się… Mam nadzieje, ze jakoś pociągniesz dłużej ten wątek bo jest ciekawy. A moze jakiś ich mały romans ? 😏

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Tak w imię zasady, to se tu, to se tam? 😀

  6. S
    Salamandra
    | Odpowiedz

    Czyżby to chodziło o czarne oczy Adana? 🙂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Javier też ma czarne 🙂

      • S
        Salamandra
        |

        A nie ma… Wyszukałam w pierwszej części i jest tylko “ciemne oczy”. 😁

  7. P
    P.
    | Odpowiedz

    Babeczko również wszystkiego najlepszego dla Ciebie 🙂🙂🥰🥰

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Dziękuję 😀

  8. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    O Panie to żeś zamąciła. Już ją Javier tego tego a tu bum kolejne porwanie. No i co ja mam powiedzieć? Nie wiem kogo wybrać, mam słabość do Twoich wrednych typów. Ehh Babeczko, jak żyć?

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      A wiesz jaki ja miałam dylemat pisząc to? Kogo by tu wybrać? Jeden słodziak, drugi słodziak, każdy w inny sposób… Ech… 🙂

      • K
        Karolina
        |

        to może dwie wersje zrobisz? 😀 Dla tych co chcą El Matadore i dla tych co chcą Drania 😀 ja osobiście na chwilę obecną nie potrafię się zdecydować (wydaje mi się jednak że moje serducho woli Javierito, ale Twoich okropnych dupków uwielbiam)

  9. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    Team Javier😍 ileż można z damskimi bokserami

  10. P
    P.
    | Odpowiedz

    Team Javier 😁 oby tylko dzięki temu porwaniu stał się bardziej zdecydowany co do Julii

  11. I
    Iwona
    | Odpowiedz

    Kto to jest Javier:)

Napisz nam też coś :-)