fbpx

Bo tylko czarne oczy… (XV)

with 13 komentarzy

 

Zafrasowana rozejrzałam się dookoła. Uszłam spory kawałek, w zasadzie znalazłam się na drugim końcu wyspy. Javier pewnie już się obudził i zastanawia się, gdzie mnie wywiało. Co tam, najwyżej się pozłości i wylądujemy w łóżku. Uśmiechnęłam się, siadając w cieniu rozłożystej palmy. Odpocznę i zaraz ruszę w drogę powrotną. Przymknęłam oczy, rozkoszując się panującą wokół ciszą, wolną od gwaru ludzkich głosów, szumem morza, delikatną pieszczotą wiatru…

– Julia?

Zaskoczona uniosłam głowę, napotykając niezgłębione spojrzenie czarnych oczu.

– A ty tu czego? – Mój dobry nastrój momentalnie się ulotnił, za to pojawił się strach.

– Wróciłem po ciebie – odparł ze spokojem, siadając obok.

Parsknęłam ze złością. Bezczelny bydlak.

– Czyżby Javier za mało zapłacił?

Zmarszczył brwi w geście niezadowolenia, ale widać było, że nie czuje się winnym.

– Nie mam nic wspólnego z tymi pieniędzmi. Zresztą, nie są mi potrzebne.

– Jak to nie? Taka kochanka jak Isebl w końcu kosztuje?

– Wiesz? – spojrzał na mnie z ukosa. Nadal zadowolony z siebie, nadal nieco rozbawiony.

– Wiem.

– Owszem, kosztuje.

I to wszystko. Siedział tuż obok, beztrosko rozwalony na rozgrzanym piasku i oczywiście emanujący męskim seksapilem. Niestety, po ostatniej nocy na mnie te numery przestały działać. Miałam w końcu Javiera.

– Powiem krótko. Nigdzie się stąd nie ruszam.

– To nie było pytanie czy prośba.

– Zauważyłam. To teraz czekam, aż mi porządnie przywalisz, a potem chwycisz za włosy i zaciągniesz do jaskini.

Nie odpowiedział. Kciukiem powiódł po moim nagim ramieniu i ze wstydem muszę przyznać, że nie było to nieprzyjemne. Obudziło ciekawość i… poczucie winy. Jestem porąbana, pomyślałam z niesmakiem. A zaraz po tym, zastanowiłam się jak mam pozbyć się towarzystwa Adána. W głębi duszy zapragnęłam nagłego pojawienia się Javiera, który przepędziłby nieproszonego gościa gdzie pieprz rośnie i raki zimują. Inaczej zaliczę kolejne porwanie.

– Posłuchaj – zaczęłam z wahaniem. –Nie przekomarzam się i nie żartuję. Chcę zostać tu, gdzie jestem. Ty masz swoją Isbel, ja Javiera…

– Nie – uciął lakonicznie.

– Przecież mnie nie zmusisz! – rozzłościłam się nieoczekiwanie, wstając i otrzepując pupę z piasku.

– Założymy się? – Też się podniósł. Najgorsze że był ode mnie o głowę wyższy i z pewnością o wiele silniejszy.

– Nie. To nie jest zabawa.

– Czy ja wyglądam, jakbym się bawił? – spytał chłodno, ujmując mój podbródek i zmuszając, abym uniosła głowę i spojrzała mu prosto w oczy.

– Nie. Ale to przeraża mnie jeszcze bardziej.

– Przestanie.

– Adán, do diabła! Usiłuję ci wytłumaczyć, że jestem zakochana w innym!

– Koniec czczych rozmów – oznajmił, jakby wcale nie słyszał tego, co przed chwilą powiedziałam.

– Nie! – wrzasnęłam, postanawiając że łatwo się nie poddam. Miałam po dziurki w nosie tego cyrku. Głupi patafian! Będzie mi tu rozkazywał, mówiąc co mam robić! Chciałam odwrócić się na pięcie i uciec, ale chyba się tego spodziewał, bo zatrzymał mnie silny uścisk dłoni. Szarpnęłam się, lecz na próżno. – Adán, ja nie…

Pocałunkiem zamknął mi usta, uniemożliwiając dalsze protesty. W panice pomyślałam, że nie dam rady, że jest zbyt silny i zbyt zdecydowany. Mogłam działać jedynie z zaskoczenia. Co mogło go zaskoczyć? Tylko moja uległość. Z trudem stłumiłam wybuch wściekłości, zmuszając się do odwzajemnienia pocałunku. No dobrze, aż takie trudne to nie było, choć jakiś głosik darł się w niebogłosy, abym mu po prostu przywaliła w jaja, zamiast całować. Uciszyłam go, bo walenie miałam w planach, lecz trochę później. Najpierw musiałam doprowadzić do tego, aby poluzował uścisk, abym mogła bez problemu się uwolnić. Przylgnęłam więc do Adána całym ciałem, starając się przywołać dawną fascynację. Musiałam chyba wypaść bardzo autentycznie, bo faktycznie oswobodził moje ramiona, a jego dłonie zaczęły błądzić po moim ciele. Postanowiłam, że policzę jeszcze do trzech i przerwę ten cyrk. Raz, dwa…

– Co wy tu do diabła wyprawiacie?!

W panice wyrwałam się z ramiona Adána, stając oko w oko z rozjuszonym Javierem. Kurwa! wysyczałam w duchu. Jeszcze tego tu brakowało! I to w najmniej odpowiedniej chwili. W życiu mi nie uwierzy, że udawałam, aby się uwolnić.

– Dziwka!

Patrzyłam w jego pełne wściekłości oczy, na wykrzywioną gniewem twarz, na zaciśnięte pięści. Patrzyłam, czując jak łzy napływają mi do oczu. Po raz pierwszy miałam ochotę autentycznie wyć z rozpaczy. Byłam jednocześnie zła, że tak łatwo uwierzył w moją winę, jak i załamana, bo ja na jego miejscu zareagowałabym identycznie.

– No cóż… – Za to Adán błyskawicznie połapał się w sytuacji, węsząc dla siebie świetną okazję do realizacji swojego porąbanego planu. – Skoro tak, to nie będziemy ci już więcej zawracać głowy.

I to mówiąc chwycił moje ramię. Nie powinien był tego robić. Odwróciłam się i z całej siły przywaliłam mu w tę uśmiechniętą gębę, zaciśniętą pięścią. A potem uciekłam, nie oglądając się za siebie. Zatrzymałam się dopiero w sypialni, w której przed kilkoma godzinami tak namiętnie się kochaliśmy. Zdyszana, usiadłam na łóżku, zastanawiając się, co powinnam powiedzieć, kiedy zjawi się tu wściekły Javier. Niestety, nic ciekawego nie przychodziło mi do głowy.

Jak u licha miałam się wytłumaczyć?

Julia! – Głos był donośny, lodowaty, ale i opanowany. Najpierw usłyszałam Javiera, później go zobaczyłam. Wpadł do pokoju wściekły, z rozciętą wargą i podbitym okiem. Widać jego rozmowa z Adanem miała niezwykle burzliwy przebieg.

Jestem – powiedziałam ze spokojem, wstając. – Mam się pakować?

Milczał. Usiadł na łóżku, zgarbił się, pochylił i wcale na mnie nie spojrzał.

To był błąd – odezwał się w końcu. – Pomyliłem oryginał z podróbką i to był błąd.

Niby ja jestem tą podróbką? – spytałam złowróżbnym tonem.

Tak Julio, ty. Bez względu na to, czy jego słowa były prawdziwe czy nie, ja się pomyliłem.

Dobrze. – Tym razem nie pomógł nawet mój wrodzony optymizm. Jak on mógł? Po tym wszystkim jak mógł mnie określić słowem „podróbka”? – W zasadzie nie mam nic do spakowania. Zabieram Puszka, ty zorganizuj transport. – Sama sobie się dziwiłam, jak bardzo potrafię być opanowana.

Już zorganizowałem.

Doskonale. Będziesz mógł przynajmniej szukać kolejnego oryginału… – Nie dałam rady, przy ostatnich słowach głos mi się załamał, a wtedy Javier uniósł głowę, patrząc na mnie z dziwną rezygnacją.

Zawsze chodzi o pieniądze. Byłem pewien, że ty… Ale nie, znów się pomyliłem – dodał z goryczą. – Pasujecie do siebie, więc życzę powodzenia.

Co miałam powiedzieć? Fakt, wyszło strasznie głupio i sama na jego miejscu bym się wściekła, lecz czy to oznaczało, że bym się poddała? Nie, walczyłabym o Javiera niczym lwica. A on? Pierwsza głupia przeszkoda, pierwsze nieporozumienie i już ze mnie zrezygnował, każąc wracać do domu. Pragnęłam potężnej kłótni, awantury, która oczyści atmosferę między nami. Pragnęłam wyjaśnić mu, że przylazł w najmniej odpowiednim momencie, a ja wcale nie zasługiwałam na to, aby zwracał się do mnie z taka pogardą. No i przede wszystkim chciałam wyjawić mu cichutko i nieśmiało, że chyba się zakochałam.

Tylko po co?

Wyszłam z sypialni, łamiącym głosem nawołując Puszka. Kocur szybko wskoczył w moje ramiona, przynosząc nikłą ulgę, bo dobrze było przytulić się do czegoś puszystego. Potem wsadziłam go do odpowiedniej klatki, w której miał odbyć podróż, a sama usiadłam na pobliskim stołku, wplatając palce we włosy. Z trudem powstrzymałam łzy. Co za głupiec! Co za skończony dureń! Żeby nawet się ze mną porządnie nie pokłócić…

W głowie miałam chaos. Serce i żołądek bolały mnie na potęgę, ale oczy pozostały suche. Niczego nie zabrałam, bo nic nie było moje. Oprócz wspomnień i Puszka. Owszem, w pierwszej chwili chciałam zostać, porządnie się pokłócić, ale po dłuższym namyśle, postanowiłam jednak wróć do domu. Jeśli Javier będzie chciał się ze mną zobaczyć, to z pewnością mnie znajdzie. Miałam jedynie nadzieję, że na mojej drodze nie stanie Adán, bo wtedy poszłabym siedzieć do egzotycznego więzienia za morderstwo. W afekcie, co prawda, ale zawsze.

Helikopter, mały samolot, większy samolot, aż w końcu stanęłam z kotem w ramionach na płycie rodzimego lotniska. Czułam się wymięta do potęgi, śpiąca, obolała zarówno na ciele, jak i na duszy. Na dodatek od razu uświadomiłam sobie, że jest zimno. Wszelkie formalności miałam w dupie, zresztą załatwiono za mnie wszystko koncertowo. Pan, który mnie eskortował, wręczył mi na pożegnanie szarą bluzę, po czym ukłonił się i zniknął. I dopiero wtedy się rozpłakałam. Siedziałam sobie na ławeczce, łykając łzy, tuląc do siebie mruczącego z oddaniem Puszka. Jak widać obdarzył mnie miłością bezwarunkową, nie to co ten głupek Javier. Jakie to dziwne. Dwa dni temu byłam jeszcze na tropikalnej wyspie, a teraz tutaj, sama, samiuteńka i taka biedna… Rozczuliłam się i pociągając nosem, ruszyłam na poszukiwanie informacji. Boso i w krótkich dżinsowych szortach stanowiłam tak niecodzienny widok, że bez problemu użyczono mi telefonu, a po godzinie byłam już we własnym mieszkaniu. Na szczęście rodziców nie było, bo o tej porze pracowali.

Dopiero gdy taka oszołomiona stałam pośrodku kuchni, patrząc na pogodę za oknem i na miauczącego Puszka, w końcu dotarło do mnie to, co się wydarzyło.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. W
    Weronika
    | Odpowiedz

    Kurcze to komedia romantyczna a ja sie popłakałam…. Chyba cos ze mną nie tak😄😄😄

  2. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    no nie!!!!!!! Adana ubić, Javierowi przywalic łopatą! Co za dupki!!!!!

  3. A
    Anika
    | Odpowiedz

    Dobrze, że jej chociaż Puszek został 😂

  4. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    Niech w Polsce poszuka sobie kogos lepszego, kto będzie na nią zaslugiwal😉

  5. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    Babeczko, zlituj się dobra Kobieto. Usycham z tęsknoty 🙁

  6. D
    Dominika
    | Odpowiedz

    Tu przypominajka…. Nie zostawiaj nas tak 😭😭😭. Tesknimy….

    • P
      P.
      | Odpowiedz

      Babeczko… martwimy się 😔🤔

  7. Anonim
    | Odpowiedz

    Kobieto miej litość nad nami , daj coś bo nudy na tym przymusowym wolnym.

  8. Anonim
    | Odpowiedz

    Ty nas chyba nie lubisz ? Jak można tyle dni posuchy!

  9. Anonim
    | Odpowiedz

    Kiedy next??? Tęsknimy 😔😔😭

  10. Anonim
    | Odpowiedz

    Babeczko ty żyjesz?

  11. E
    Emka
    | Odpowiedz

    Hej, stalo sie cos?

  12. M
    Majka
    | Odpowiedz

    Babeczko tęsknimy za Tobą 🥺

Napisz nam też coś :-)