Bo tylko czarne oczy… (XV)

with 19 komentarzy
humor i erotyka
Mogą być błędy, bo co siadam do sprawdzenia tekstu, to Mały zaczyna się gmerać w łóżku. Normalnie szału dostanę. Jakby wyczuwał czy co? Poza tym musieliście zaczekać, bo spory kawałek wykasowałam i napisałam od nowa 🙂

 

 

W zasadzie to tak
naprawdę nie miałam nic przeciwko temu. Wręcz przeciwnie, już czułam przyjemny
dreszczyk podniecenia. Irytowały mnie jedynie wypowiedziane przez niego słowa:
zastąpisz Bellę. Trochę to wyglądało tak, jakby fejsowy wpis Izuni przeważył
szalę na moją korzyść. Tym razem nie chciałam pójść na żadne ustępstwa.
Pragnęłam bezwarunkowej kapitulacji z jasno określonych powodów. Zwłaszcza z
jednego. Zależało mi, jemu również powinno. To nie miała być zagrywka w stylu
„lepszy wróbel…” i tak dalej. Nie ma mowy!
– Do niczego mnie
nie wykorzystasz! – Każde słowo podkreślałam mocnym walnięciem pięści. Głównie
w jego tors, chociaż miałam również ogromną ochotę podbić mu oko.
Był większy, ale
utrzymanie mnie sprawiło mu sporo problemu. Wiłam się, szamotałam, wściekle machałam
nogami, słowem prawdziwy szał. W końcu nie wytrzymał.
– Spokój! –
wrzasnął poirytowany. – Bo cię zwiążę i zaknebluję! A potem wykorzystam.
– Nie wiem czy
wiesz, ale to się nazywa gwałt – odparłam złośliwie. – A ja nie…
Jęknęłam z pretensją,
gdy tak nagle znalazłam się na twardym blacie biurka, w dodatku z zadartą
sukienką i w pozycji horyzontalnej. Gdzieś z boku dobiegł do mych uszy szelest
spadających kartek.
– Co robisz
wariacie? Kręgosłup mi pęknie!
– Lubię perwersję
– oświadczył z błyskiem w oku. – Powinnaś wiedzieć, w końcu czytałaś moje
książki.
– Jakoś specjalnie
nie wdawałeś się w szczegóły. Precz z łapami! – zareagowałam gwałtownie, gdy
jego ręka bez pardonu zaczęła się przesuwać po moim nagim udzie.
– Wiem że ten opór
jest udawany, ale i tak podnieca – wymruczał, wtulając twarz w  moje piersi. Potem lekko uniósł głowę, a ja
zapragnęłam skorzystać z okazji i wydrapać mu oczy.
– Dobrze,
przestanę. Weź te ręce złośnico! Przestanę pod jednym warunkiem. Najpierw cię
pocałuję. A potem zobaczymy.
– Nikt nie będzie…
– zaczęłam z ogniem, ale Javier wcale nie myślał czekać na jakiekolwiek
pozwolenie. Promieniowała z niego pewność siebie, która w pewnym sensie
zmuszała do uległości. Na dodatek zrobił coś kompletnie przeciwnego niż to,
czego oczekiwałam. Najpierw kciukiem wygładził chmurną zmarszczkę na czole.
Uśmiechnął się widząc moje zaskoczenie. Potem zadziornie powiódł palcem po
skraju policzka, musnął nim czubek nosa, obrysował kontur ust. Mimowolnie
przestałam się szarpać. Zamarłam, wlepiając w niego zdumione spojrzenie. A
kiedy mnie pocałował, nie było w tym nic z brutalności. Po prostu przylgnął
wargami do moich ust, bardzo delikatnie, wręcz subtelnie. To nawet nie był
pocałunek, ale dotyk, wymiana oddechów. I zamarł w tej pozycji, jakby nagle
stracił ochotę na więcej. Leżałam więc na twardym biurku, przygnieciona męskim
ciałem, lecz najgorsza była moja bezradność w obliczu narastającego
podniecenia. Nie wiem czy pragnęłam seksu, ale pocałunku na pewno. I to ja
pierwsza skapitulowałam, nie mogą wygrać z własnym pożądaniem, które pojawiło
się i z sekundy na sekundę, było coraz silniejsze. Zamiast wydrapać
cholernikowi oczy, zarzuciłam ręce na barczyste ramiona, wgryzłam się z pasją w
jego wargi, smakując każdej z niej z osobna, wślizgując się pomiędzy nie
językiem. To było dziwne uczucie, bo Javier pozostał bierny, jakby nagle
zamienił się w kamienny posąg. Z przekorą postanowiłam nagle zniszczyć tę jego
bierność, złamać pozorny chłód, który okazywał. Sprawić aby on również stracił
panowanie nad sobą. Przejechałam paznokciami po napiętych mięśniach karku,
jednocześnie unosząc w górę biodra, zataczając nimi chaotyczne kółka, ocierając
się o jego ciało. Zapomniałam o wszystkich postanowieniach, o sprzeciwie,
zatracając się we własnych pragnieniach. Jak przez mgłę dotarło do mnie, że
objął dłonią moją pierś, drugą włożył pod pośladki, że nagle odwzajemnił pełen
głodu pocałunek. Teraz to jego język wślizgnął się pomiędzy moje wargi, to jego
obezwładniła chciwość.
– A mówiłem –
mruknął chwilę później, sunąc po mojej szyi, aż w końcu dotarł do piersi, nie
wiadomo kiedy uwolnionych z cienkiego materiału staniczka. – A mówiłem, że
zobaczymy.
Pal cię licho,
pomyślałam, wyginając ciało w łuk kiedy zaczął na zmianę ssać i przygryzać
sutki. Zemszczę się później, a na razie chcę więcej, więcej i mocniej…
– Senior! –
rozległ się głośny krzyk tuż pod drzwiami. Oboje zamarliśmy. – Senior! Pomocy!
Wiatr zerwał dach nad przybudówką!
– No i co z tego!
– syknął Javier. – Mam go niby gonić?
– Złaź El Diablo i
ruszaj na pomoc uciśnionym – zakpiłam, chociaż wcale nie było mi do śmiechu.
Żeby przerwać w takim momencie! Co, przepraszam za zbyt dosłowne określenie,
chujowy los! Pech mnie jakiś prześladuje, czy co?
Javier pomamrotał coś
pod nosem, ale w końcu się podniósł. Niestety, trochę trudno było mu ukryć
członka sterczącego w pełnym wzwodzie. Nawet pod materiałem luźnych, lnianych
spodni.
– Zrób coś z tym –
wskazałam na jego krocze, jednocześnie poprawiając własne łaszki.
Mamrotanie pod nosem
przybrało na sile. Przeczesał dłonią włosy, spoglądając na mnie z wyraźnym
żalem.
– Senior! – Pod
drzwiami ponownie rozległo się rozpaczliwe wołanie.
– Już idę,
przecież się nie pali! – odwrzasnął. – A ty marsz do mojej sypialni! Załatwię
problem i wrócimy do tego, co przerwaliśmy.
Nie odpowiedziałam. W
zasadzie to nie miałam bladego pojęcia, co powinnam zrobić. Zamknąć się w swoim
pokoju, zaciekle broniąc? Przebrać w coś bardziej seksownego i sprawić, aby
oszalał z pożądania? Druga wersja wydała mi się lepsza, ale tu pojawiła się
wrodzona przekora. Marsz i zaczekaj? Co on był taki pewien swego?
– Trudno być
kobietą, trudno być mną – mruczałam, maszerując w kierunku kuchni. Bez względu
na przyszłość, poczułam nagłą chęć na małą przekąskę. Poza tym z pełnym
żołądkiem łatwiej się podejmuje decyzje. Z talerzem pełnym smakołyków wróciłam
do sypialni. Zjadłam, zapiłam wszystko sokiem pomarańczowym i postanowiłam, że
się nie dam. Bo dlaczego wciąż towarzyszyło mi ulotne wrażenie, że tak naprawdę
Javier robił to jakby z braku lepszych perspektyw? Że naprawdę stanowiłam
materiał zastępczy? To jego pożądanie było takie… letnie. Tak po prostu nagle
stwierdził, że chce mnie, a nie Izę. Trochę inaczej wyobrażałam sobie płomienny
romans w parze z ognistym brunetem. Powinno iskrzyć, buchać wysokim płomieniem,
a to wszystko było jak zwykłe ognisko. W dodatku słabo podsycane.
Padłam na miękki materac
łóżka, gapiąc się na migotliwe cienie na suficie. Chyba zaczynałam podejrzewać
o co chodzi. To nie była miłość od pierwszego wejrzenia, a narastająca powoli
fascynacja. Na razie byliśmy gdzieś pośrodku drogi i wcale to nie oznaczało, że
dotrzemy do końca. Cóż. Dla mnie seks był zawsze czymś przyjemnym, ale nie
przypominał szaleństwa opisywanego w płomiennych romansach. Dla niego widać
było za szybko, aby z Belli przerzucić się na jej mniej urodziwą, acz bardziej
pyskatą i kłopotliwą kuzynkę. Zachichotałam, wstając i starannie zamykając
drzwi. Pewnie się będzie dobijał, może nawet skorzysta z okna, a może
zrezygnuje. Kto go tam wie. Skuliłam się na jedwabistej pościeli. Dziwne, ale
czułam się piekielnie śpiąca. Wystarczyło zamknąć oczy…
A kiedy się obudziłam…
Ki diabeł? pomyślałam,
rozglądając się z oszołomieniem. Leżałam sobie na ogromnym łóżku, wśród
jedwabistej pościeli i dziesiątek zapalonych świec, których płomienie drgały
pod wpływem wiatru. Łóżko stało w ogromnym pokoju, z otwartymi oknami, przez
które widać było gwiaździste niebo i szumiący ocean. Po deszczu, burzy i
wietrze nie było ani śladu. Nie wspominając o tym, że to nie była moja
sypialnia. Ba! To nawet nie był dom Javiera. Stęknęłam podnosząc się do pionu.
– Obudziłaś się
moja piękna – usłyszałam tkliwy męski głos. Pełna złych przeczuć, skierowałam
wzrok w stronę, z której dochodził i ujrzałam okrągłą twarz jakiegoś
przykurcza. Jakby znajomą. Zachwyt się na niej panował potężny, jakby nagle
dane było mu zobaczyć ósmy cud świata. Podszedł bliżej siadając na łóżku obok
mnie, wyciągając dłoń, aby pogładzić moje włosy. Zręcznie się uchyliłam, a
potem energicznie przystąpiłam do ataku.
– Co to ma
znaczyć?! Kim jesteś? – wysyczałam przenikliwym szeptem, łapiąc go za poły
koszuli. – Gadaj mi tu prawdę, szatański pomiocie, albo ci oczy wydrapię!
– Ileż ty masz w
sobie żaru! – powiedział zachwycony. – Jesteś gorąca jak wulkan…
– Zaraz wybuchnę
niczym wulkan, a wtedy lepiej żeby nie było cię w pobliżu! No więc?!
– Porwałem cię –
oświadczył zadowolony. – Ta miłość jest niczym grom z jasnego nieba, zesłana
przez samego Boga. Ożenię się z tobą i będziemy mieć piątkę uroczych
dzieciaków, a resztę życia zamienimy w nieustającą przyjemność.
– Oczadziałeś czy
co? Jaka miłość? Jakie ożenię? Masz mnie natychmiast odstawić z powrotem! –
wrzasnęłam oburzona. Co za bydlę! Siedzi tutaj, wygadując takie pierdoły, a ja
nie mam najbledszego pojęcia, co się dzieje. Ta myśl dodatkowo mnie
zdenerwowała.
– Kocham cię –
odparł namiętnym głosem mój niechciany adorator.
– Ale ja ciebie
nie oszołomie!
– To pokochasz.
Co za życie! Jeden mnie
porywa przez pomyłkę, drugi pod wpływem nagłego zidiocenia. Sezon jakiś na te
porwania, czy co?
– Oszaleć można!
Słuchaj uważnie, bo nie będę powtarzać! Masz mnie odstawić z powrotem! Teraz!
Natychmiast! I wbij sobie do tego zakutego łba, że mi się nie podobasz! Nie
wspominając, że się nie znamy!
– Wszystko
przyjdzie z czasem – westchnął rzewnie. – Widać zapomniałaś. Poznaliśmy się na
kolacji u Carlosa.
Aha! To przeczucie, że
już gdzieś widziałam tę gębę było słuszne.
– Z czasem to ja
tu dostanę szału i wtedy zobaczysz! U Carlosa? Zaraz, zaraz… don Manuel! –
oświadczyłam z triumfem.
– Pamiętasz! –
szepnął namiętnie. – Poza tym widziałem już jak dostajesz szału. Uwielbiam to!
Ręce mi opadły. Szczęka
również. To się trafił wielbiciel o wzroście siedzącego psa i romantycznych
ciągotach.
– Javier będzie
mnie szukał.
– Niech szuka.
– Nie boisz się
go? – spytałam podejrzliwie. – W końcu to El Diablo.
A ten skurczybyk zaczął
się śmiać.
– Moja piękna, ty
nie masz widać bladego pojęcia kim on tak naprawdę jest.
– Masz
niepowtarzalną okazję wyjaśnienia tego – odparłam jadowicie. – I wiem więcej
niż ci się wydaje.
– Później
wyjaśnię, a teraz przyszła pora na przyjemności. Spałaś ponad dobę, musisz być
głodna.
I wstał. Imponującego
wrażenia to na mnie nie zrobił, ale pewnie byłam uprzedzona. Nie lubiłam
porwań, o planowaniu mojej przyszłości nie wspominając. Zwłaszcza bez
uprzedniego uzgodnienia tego ze mną.
– Przyślę kogoś,
kto pomoże ci się umyć i przebrać. Potem zjemy kolację.
Zacisnęłam zęby. Szkoda
słów na tego idiotę. Chce mojego szału? W porządku, dostanie. To, co
zafundowałam przy tym Javierowi będzie się wydawało niewinną zabawą. W
ostateczności popłynę wpław. Może zeżre mnie po drodze jakiś rekin, a ocean
wyrzuci moje szczątki, gdy zrozpaczony Javier będzie się błąkał po plaży,
samotny, ze złamanym sercem… Skrzywiłam się. Akurat to ciężko było sobie
wyobrazić.
Przylazły jakieś baby,
usilnie kłaniając mi się w pas i usiłując namówić na relaksującą kąpiel w
wannie. Uciekłam im, oświadczając że muszę na ubikację. Na szczęście kibelek
był w osobnym pomieszczeniu, które nawet miało okno. Niewielkie, ale na moje
potrzeby wystarczające. Długo się nie zastanawiałam. Oderwałam dół luźnej
bluzki, żeby mi nie przeszkadzała, związałam tym kawałkiem włosy i przecisnęłam
się na zewnątrz. Zasapana, wpadłam prosto w jakąś bujną roślinność, mętnie
myśląc, że dobrze, iż nie są to kaktusy. Wstałam, otrzepałam się i ponuro
rozejrzałam dookoła. Jasna cholera, nie miałam nawet bladego pojęcia gdzie
mogłabym się znajdować. Kierunek wybrałam więc na chybił trafił. Daleko nie
uszłam, bo jednak nie byłam przyzwyczajona do chodzenia boso. Poranione stopy
do tego stopnia zepsuły mi humor, że gdybym teraz spotkała mojego porywacza numer
dwa, to bardzo szybko wybiłabym mu te amory z głowy. W końcu rozchyliłam
gałęzie i znalazłam się na plaży. Po prawej było zupełnie ciemno, ale po lewej
widać było pomost idący w głąb morza, a na samym końcu cumujące przy nim
łodzie. Może motorówki, może jachty, nie miałam bladego pojęcia, bo nie
odróżniałam jednostek pływających. Na wodzie kolebały się jednakowo,
przyprawiając mnie o odruch wymiotny.
Sęk w tym, że w pobliżu
kręcili się uzbrojeni faceci, a widoczność była dość dobra, dzięki palącym się latarniom.
Zafrasowana podrapałam się po nosie. Zaraz, zaraz. Javier wspominał, że ten
cały don Manuel był związany z biznesem, który niekoniecznie należał do tych
legalnych. Pewnie narkotyki, uznałam. Zresztą, mam to gdzieś, byle się stąd
wydostać. Zdjęłam bluzkę, beztrosko rzucając ją za siebie i zanurzyłam się we
wzburzonym morzu. O dziwo, podpłynięcie do pomostu nie okazało się żadnym
problemem. Karki obwieszone bronią stały na samym jego końcu, właściwie już na
piasku, kopcili i dyskutowali. Nawet się zdumiałam, że jeszcze nikt nie
podniósł larum z powodu mojej ucieczki. Przyjrzałam się uważnie zacumowanym
jednostkom, wybierając tę najmniejszą. Wydawało mi się, że im większa, tym
trudniej będzie ją uruchomić, o sterowaniu nie wspominając. Po chwili zasapana
leżałam na drewnianej podłodze, gapiąc się na stacyjkę. No tak. A gdzie
kluczyk? Czy do jasnej cholery nie mogli go zostawić, ułatwiając mi ucieczkę?

 

Oto Babeczka:

Matka, żona, matematyk. Pisze od bardzo dawna, publikuje od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie żyć bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Babeczka
    | Odpowiedz

    Ja pierniczę, ale się zamotałam. Spojrzałam kiedy umieściłam obietnicę, że dodam szybko kolejną część i wyszło mi, że 16. Aż zgłupiałam, bo tak ten czas leci??? Na szczęście okazało się, że to było 21…

  2. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Super ja chce więcej 😉

  3. manieczka
    | Odpowiedz

    jesteś wspaniała babeczko… już nie mogę się doczekać następnej części

  4. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Oczywiście, ze wysle smsa..NAWET DWA HA! ;D Przejście przez pasy czy Formuła to opowiadania dzieki którym zakochałam sie w pokątnych i trafiłam na Ciebie ;)i tak juz od 4 lat 😉 Mam wielki sentyment do Miki. Co do Twojej nowej części..kobieto nareszcie! Bardzo zaskakujący zwrot akcji 😉 taki w Twoim stylu ;P czeeekam na więcej.
    KLAU

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Ja osobiście mam sentyment do Przejścia. Boże, jak mi się wtedy podobało!!!
      Za eski serdeczne dzięki 🙂 Bozia ci w następnej części Czarnych oczu wynagrodzi ;-D

  5. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Nie męcz nas tak jak ostatnio i prosze dodaj coś szybko, super jak zresztą zawsze 😀

  6. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Czekamy na następną część! ;-*

  7. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Kiedy następna część?

  8. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Kiedy możemy się spodziewać następnej części?

  9. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Najlepsza jesteś!!

  10. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Następna, następna, następna!!!!!!!!!

  11. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Cudowna część. 😉

  12. Wyznanie Tajemnic
    | Odpowiedz

    Jak zwykle świetnie. 🙂
    Mimo to czekam na "Głupstwo". 🙂 To moje ukochane opowiadanie. 🙂 Czytałam je już kilka razy i jestem zachwycona, że jest kontynuacja. 🙂
    Ewa

    • Anonimowy
      | Odpowiedz

      popieraaaaam !!!!!!!!!!!

    • Anonimowy
      | Odpowiedz

      Jaa tez mam nadzieję ze szybki sie pojawi; )

  13. Martyna Chwi
    | Odpowiedz

    Jak zwykle mnie ustrzeliłaś… Tekst jest świetny, ale to chyba żadna nowość 🙂 Czekam z niecierpliwością na kontynuację, byle jak najszybciej 🙂 SMS wysłany :-*

  14. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Czekamy, czekamy z niecierpliwością… 😉

  15. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczko błagam Cie nie męcz nas dłużej… A przynajmniej powiedz czy możemy dzisiaj liczyć na jakiś nowy, świetny kawałek. Bo boli mnie już palec od ciągłego wyciskania "odśwież" XD

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Aż się lekko zawstydziłam, ale nowa część już jest 🙂

Napisz nam też coś :-)