Bo tylko czarne oczy… (V)

with 42 komentarze

 

Z drugiej strony to
było takie zabawne. Roześmiałam się, postanawiając pójść na plażę. Poczekam do
wieczora, może Javierowi choć trochę przejdzie złość. Zresztą co za głupek
zostawia broń na wierzchu? Jak ja go udobrucham? Wiem, przyrzeknę, że wezmę
winę z rozjechanym Puszkiem na siebie. Może mi daruje?
Pełna niewesołych
myśli, a zarazem rozbawiona wspomnieniem podskakującego Javiera, padłam na
rozgrzany piasek, gapiąc się na horyzont. Posiedziałam tak aż do zapadnięcia
zmroku, rozmyślając o wielu sprawach. Kiedy na niebie zalśniło tysiące gwiazd
wstałam, otrzepałam pupę i powoli skierowałam się w stronę, gdzie
przypuszczałam znajdowała się opuszczona przeze mnie w pośpiechu posiadłość.
Zmysł orientacji w terenie i tym razem mnie nie zawiódł, bo po krótkim czasie
stanęłam przed oświetlonym domem. Postanowiłam iż chyłkiem przemknę do swojej
sypialni, a że z salonu i tarasu dochodził do moich uszu gwar rozmów, za
najodpowiedniejszy sposób wybrałam szeroko otwarte okno. Zasapana wpadłam do
środka, bo jednak kawałek musiałam wspiąć się w górę, głęboko odetchnęłam i
zapaliłam małą lampkę, stojącą w rogu pokoju. A następnie odwróciłam się i
zamarłam, bo na fotelu, dokładnie przy łóżku siedział Javier, patrząc na mnie
ze słabo tłumioną złością.
– Nie chciałam wam
przeszkadzać – bąknęłam zakłopotana wskazując w stronę salonu.
Wstał. Bardzo powoli,
bo na prawej nodze miał opatrunek. Niewielki, chyba to było zaledwie
draśnięcie, ale zawsze. W popłochu cofnęłam się do tyłu, uderzając plecami w
ścianę. Zerknęłam w prawo i w lewo, w pośpiechu oceniając swoje szanse na
ucieczkę. Ale nie zdążyłam podjąć żadnej decyzji, bo dopadł mnie, przyciskając
do ściany i unieruchamiając moje dłonie.
– Mam ciebie dość!
– wysyczał.
– Nie musisz mnie
od razu zabijać – powiedziałam z rozpaczą. – Wystarczy że odeślesz do domu.
– Do domu?! –
ryknął. – Do domu?! Nie ma kurwa takiej opcji!
– Nie chciałam do
ciebie strzelać. Samo wyszło…
Był tak blisko, że
czułam ciepło jego oddechu na mojej twarzy. Bezwiednie oblizałam zaschnięte
nagle wargi, a wtedy przeniósł wzrok z moich oczu na usta. Nie odpowiedział,
tylko gapił się tak i gapił, a ja wyraźnie widziałam jak z jego twarzy znika
złość, a pojawia się na niej zdumienie. Pochylił się jeszcze niżej i tym razem
dzieliły nas nie centymetry, a milimetry. Takiej bliskości się nie
spodziewałam, na dodatek nie trudno było odczytać zamiary Javiera. Mało
brakowało, a to ja uczyniłabym pierwszy ruch. I wtedy rozległo się głośne,
pełne żalu miauknięcie.
– Puszek –
wyszeptałam, a Javier nieoczekiwanie mnie puścił, gwałtownie dając krok do
tyłu. – Patrz, znalazł się.
Spojrzał we wskazanym
przeze mnie kierunku. Duży, biały kocur siedział na podłodze, a koniuszek jego
ogona delikatnie się poruszał. Chyba też był niezadowolony.
– Nakarmię go –
zaoferowałam się ochoczo.
– Tylko go nie
otruj – odezwał się w końcu Javier. – W kuchni jest jedzenie kupione specjalnie
dla kota, ale jeśli chcesz możesz wziąć cokolwiek.
I wyszedł, a ja
chwyciłam Puszka w ramiona, drapiąc go między uszami. Zamruczał i razem w pełnej
zgodzie udaliśmy się do lodówki. Wypił odrobine mleczka, skonsumował szyneczkę,
podczas gdy ja siedziałam zajadając kanapkę w asyście pełnego trwożnego podziwu
kucharza. Pokojówka również posyłała mi dziwne spojrzenia, gdy na chwilę
pojawiała się w kuchni. Chyba wiedziałam dlaczego. Javier mnie jeszcze nie
ukatrupił, pomimo hecy z dzisiejszego popołudnia. Dla nich to chyba była rzecz
niepojęta. Nakarmiwszy kota oraz siebie, wzięłam Puszka pod pachę i umknęłam do
sypialni. Nie miałam ochoty na czyjekolwiek towarzystwo. Głównie dlatego, że z
głowy nie chciało mi wyjść jednak wspomnienie – bliskości Javiera, który z
takim zaskoczeniem wpatrywał się w moją twarz. Co to u licha miało znaczyć?
Zdusiłam kiełkującą nadzieję, posłałam w diabły wszelkie przypuszczenia i
poszłam spać. Puszek leżał tuż obok, mrucząc z zadowolenia, a trzeba przyznać,
że miło się zasypiało w jego towarzystwie. I szybko, bo ani się obejrzałam, był
już ranek.
Nie wiem dlaczego, ale
wydało mi się, że poranek był bardziej gorący od poprzednich. Dziwne, bo
powinnam się była już przyzwyczaić do klimatu. Jakoś brakowało mi zapału do
czegokolwiek. Ubrałam się w pierwszą lepszą kieckę, byle jak związałam włosy,
ledwo musnęłam nos pudrem, tak odruchowo, bo świecił się niczym żarówka tysiąc
watowa. Poczłapałam do kuchni na kawę, po drodze wsłuchując się w panującą
ciszę. Widać wszyscy goście jeszcze spali. Miałam to w nosie, chciałam jedynie
coś wypić i zjeść. Okazało się jednak, że nie wszyscy śpią. W kuchni zastałam
tubylczą ekipę i siostrę Javiera, tę, z którą wczoraj rozmawiałam na plaży.
– Julia! –
ucieszyła się. – Cudownie! Pójdziemy sobie na taras i poplotkujemy przy
śniadaniu.
– Nawet nie wiem,
jak masz na imię – mruknęłam niechętnie. Pojawiły się początki bólu głowy, więc
wcale nie miałam ochoty na czyjekolwiek towarzystwo. Lecz dziewczyna była
wyraźnie nastawiona przyjacielsko i żal było tego nie wykorzystać.
– Naprawdę? No
cóż, zapomniałam – roześmiała się perliście. – Jestem Camila.
Usiadłyśmy w ogromnych
fotelach, w cieniu, mając przed oczyma widok pustej plaży i leniwie
uderzających o brzeg fal. Bardzo szybko postawiono przed nami kawę oraz
śniadanie. Bez namysłu sięgnęłam po pierwszego rogalika, bo naprawdę byłam
głodna.
– Wczoraj… To było
specjalnie?
– Pytasz o
postrzelenie Javiera w nogę? – upewniłam się.
– Tak.
– No co ty!
Wrzeszczał na mnie i się wystraszyłam. Głupia broń sama wypaliła.
– Ach! Ależ był
wściekły! Nakrzyczał na nas wszystkich, bluzgał przekleństwami i prawie toczył
pianę, tak go rozjuszyłaś swoim postępkiem.
– Po co zostawiał
broń w salonie – wzruszyłam ramionami. Dopiero po chwili zauważyłam, że Camila
gapi się na mnie z nieukrywanym podziwem.
– Coś nie tak? –
spytałam nieufnie.
– Nawet nie wiesz,
jak dużo. Żyjesz, w dodatku nienaruszona. Już to jest nie tak.
– Co wy z tym… –
zdenerwowałam się nagle. – Zresztą przeprosiłam Javiera.
– Przepro… Och! –
zakryła dłonią usta. – Przeprosiłaś?! Tylko to?
– Tak. I nie
róbcie z niego na siłę potwora. Owszem, to choleryk, ale zabawny i najzupełniej
normalny.
– Mówimy o moim
bracie? – upewniła się.
– To ty
twierdzisz, że to twój brat – ziewnęłam, na próżno próbując zrobić to
dyskretnie. Widać byłam jeszcze śpiąca.
– Jesteś
niesamowita. A Javier… Nie wiesz jak cieszy mnie myśl, że w końcu się zakochał.
Sam ślub to pestka, był żonaty już pięć razy.
– Ile? – od razu
otrzeźwiałam. – Pięć?
– Dokładnie.
Pierwszą żonę posłał do diabła, kiedy się okazało, że zdradza go z najbliższym
przyjacielem. Jego też posłał do diabła, ale już
bardziej dosłownie. Z drugą i trzecią małżeństwa nie trwały długo, czwarta
krótko potem zaginęła, ale mnie jej tam nie żal, to była straszna harpia jeśli
chodzi o kasę. Z piątą był najkrócej, bo zaledwie tydzień.
– Biedna Iza –
powiedziałam w zamyśleniu, za to Camila wyglądała, jakby z całej siły musiała
się ugryź w język. – Dzieci?
– Trójka. Ma z
nimi kiepski kontakt, głównie polega on na płaceniu alimentów. Trójka
chłopaków, w zasadzie wszyscy już na progu dorosłości.
– To ile on ma u
licha lat?
– Trzydzieści
siedem.
– Wcześnie zaczął.
– O, tak –
zachichotała Camila. – Każdą żonę traktował jak zdobycz, chwalił się nimi,
dumny z ich urody, dumny z ich zdobycia. Jednak mam wrażenie, że żadnej nie
kochał.
– Dlaczego?
– Szybko się nimi
nudził. Za szybko. Na wielką miłość mi to nie wyglądało, bardziej na wielką
namiętność. I z żadną nie kłócił się tak jak z tobą.
Pokiwałam głową. Pięć
żon, trójka dzieci. Super! Kawaler z odzysku, w dodatku o wątpliwej reputacji i
wrednym charakterze. Trafiło mi się, że hej! Muszę ostrzec Izę, chociaż miałam
dziwne wrażenie, że nie będzie to potrzebne. W kim ona u licha się zakochała,
że otaczała to taką tajemnicą? Normalnie dawno już by wszystko wypaplała, a w
tym wypadku poprzestała na aluzjach. Cholera. Trzeba było uważniej słuchać jej
monologów.
– Nie będę jego
żoną – odparłam w roztargnieniu, po czym zapadła cisza. Ja wciąż przetrawiałam
usłyszane przed chwilą rewelacje, a Camila siedziała popijając swoją kawę i
wyglądała na dziwnie zadowoloną.
– Do kiedy
zostajecie? – zmieniłam temat. Nagle przypomniały mi się moje plany ucieczki.
– Do jutra.
Wylatujemy przed południem, głównie dlatego, że na kolejne dni zapowiadano
tajfun, a rodzice strasznie nie lubią takiej pogody.
– Tajfun? –
upewniłam się, czując że blednę. – Ja też nie lubię takiej pogody. Może wrócę z
wami?
– Zostań. Tylko
błagam, nie strzelaj więcej do mojego brata.
– Ha, ha –
odparłam ponurym głosem. – A co z prochami dziadka?
– Służąca zebrała
je odkurzaczem w świeży worek i przesypała do słoika po marynowanej papryczce.
Dziadunio poczeka teraz kilka dni, zanim przyślą jego nowe lokum.
I to był koniec naszej
rozmowy, bo na tarasie pojawiła się wyfiokowana staruszka. Ozięble
odpowiedziała na moje powitanie, za nią zaś nadciągnął tłum pozostałych
krewniaków. Czy prędzej wstałam ulatniając się, nieco poirytowana, bo nie
dopiłam kawy. Dom był za mały dla nas wszystkich, więc pomaszerowałam w
kierunku zabudowań gospodarczych, a konkretnie w kierunku lądowiska. Tym razem
zobaczyłam tam stalowego potwora, a dookoła żywej duszy. Niepewnie wdrapałam
się do środka, zasiadłam w fotelu pilota, rozglądając się z narastającą
rozpaczą. W życiu nie dałabym rady uruchomić tej machiny, o oderwaniu od ziemi
nie wspominając. Ale nie byłabym sobą, gdybym choć nie spróbowała pogrzebać. Na
próbę wcisnęłam kilka guzików, poprzestawiałam parę wajch, potem poszukałam
stacyjki. Czy helikopter w ogóle odpala się tak jak samochód, kluczykiem?
Kurczę, trzeba była zwracać uwagę na takie szczegóły, podczas oglądania
amerykańskich filmów. Zła na samą siebie dusiłam teraz wszystko co popadnie.
Przynajmniej dopóki tuż obok nie rozległ się głos pełen sarkazmu:
– Chcesz
wystartować czy szukasz wyskakującego lusterka, aby poprawić makijaż?
– Uczę się. To nie
może być trudne.
– Zostaw, bo
zepsujesz.
– To zepsuję! – Nieoczekiwanie
się rozzłościłam. – Rodzinkę odeślesz wpław, albo na tratwach zbudowanych z
mebli. Babcia na łożu, cioteczka w wannie, dla innych też znajdzie się coś
ciekawego.
– Przesuń się na
drugi fotel – rozkazał, gramoląc się do środka. Nie miałam wyjścia, więc posłusznie
zmieniłam miejsce, mierząc go pełnym ponurego wyrzutu spojrzeniem. – I załóż
słuchawki.
Trzeba przyznać, że gdy
helikopter uniósł się w górę, byłam pełna podziwu. Pilotował tę machinę bez
najmniejszego problemu i z absolutną pewnością siebie. Zaimponowało mi to
bardziej niż cokolwiek przedtem. Zatoczyliśmy kółeczka nad wyspą, która z
wysokości trzystu metrów nie wydawała się aż tak duża, a potem gładko
wylądowaliśmy.
– Wiesz, co
chciałaś wiedzieć – odezwał się ze spokojem, kiedy zapadła cisza. – I daj
spokój głupotom, jeszcze się rozbijesz, zrobisz sobie krzywdę. To jest wyspa,
dookoła sama woda, środek transportu niedostępny, a zresztą za jakiś tydzień
będziesz z powrotem w domu.
– Jak ty się o
mnie troszczysz!
– Bardziej o tę
maszynę – poklepał kokpit. – Kosztowała kupę kasy.
Buc! Nie odpowiedziałam
usiłując godnie wysiąść. Javier okazał się jednak szybszy, a na dodatek złapał
mnie, gdy niezdarnie wyskoczyłam na płytę lądowiska.
– A teraz o co się
boisz? – spytałam zajadle, wyplątując się z jego ramion. – Żebym ci nie
porobiła dziur w betonie?
– Coś w tym
rodzaju – poweselał. – Dziś wieczorem przyjęcie, przygotuj się.
– Te zaręczynowe,
o którym wspomniałeś?
– Zapoznawcze.
Rodzina, znajomi, przyjaciele.
– I zaprezentujesz
im porwaną oraz zniewoloną kuzynkę ukochanej?
– Porwaną owszem,
ale na zniewoloną nie wyglądasz.
– Uh! Jak ja cię
nie lubię! – I ruszyłam żwawo w kierunku domu.
– Za co? Przecież
nie walnąłem cię w łeb i zakopałem pod palmą w ogródku! – krzyknął jeszcze za
mną rozbawionym głosem. – A może za to, że cię nie zaliczyłem?
Po ostatnich słowach od
razu miotnęło mną do tyłu. No co za!... Dopadłam Javiera i chwyciwszy go za
poły koszuli energicznie potrząsnęłam.
– Mnie się nie
zalicza! – wysyczałam wściekłym szeptem. – Podłe insynuacje! A tak w ogóle to
nie jesteś w moim typie!
– Wiem. Jestem za
dobry.
– Bo ja cię
ukatrupię i zakopię pod palmą!
– Mnie? A za co?
Nagle uświadomiłam
sobie, że stoimy za blisko. Dodatkowo Javier położył dłonie na moich biodrach,
pochylając się tak bardzo, że patrzyłam teraz w jego ciemne, rozweselone oczy z
odległości zaledwie kilku centymetrów. Włosy miał zmierzwione, niedopiętą
koszulę i silne ramiona, o całej reszcie nie wspominając. Niedopiętą pewnie
dlatego, że nim szarpałam. Spuściłam wzrok i dla odmiany zaczęłam się gapić na
wyrzeźbiony tors, gładziutki jak pupcia niemowlaka i w apetycznym, czekoladowym
kolorze. Poczułam szaloną ciekawość, co też mogło znajdować się niżej.
Najgorsze było jednak to, że moje spojrzenie powędrowało w dół, a kiedy
spłoszona podniosłam wzrok, Javier nie wyglądał wcale na rozbawionego. Na
wściekłego również. Pochylił się gwałtownie i tylko dlatego, że nieoczekiwanie
wykręciłam głowę, trafił prosto w moje ucho. Inaczej byłby mnie pocałował.
– Co robisz? –
jęknął, bo jednak zderzenie nie należało do najprzyjemniejszych.
– Nie będę robiła
za kochankę pomiędzy twoimi małżeństwami! – wypaliłam, wyszarpując się
jednocześnie z jego objęć. I nie zważając na nic, tym razem uciekłam, starając
się, aby nie wyglądało to wcale na ucieczkę, a na godne opuszczenie pola bitwy. 

 

Oto Babeczka:

Matka, żona, matematyk. Pisze od bardzo dawna, publikuje od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie żyć bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Dzięki, czekałem 😀

  2. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Dziekuje ze piszesz….Pozdrawiam z Berlina Wioletta

  3. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Minuta po północy, tak jak obiecałaś 🙂 chyba zwariuję do następnej części
    Joanna

  4. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Świetne… Jak zawsze

  5. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Po prostu uśmiecham się jak głupia do ekranu czytając 😀 Czekam na kolejny 😀

  6. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Codziennie wchodzę na Twojego bloga i strasznie się boje ze po tej serii kilku odcinków pod rząd nie będziesz teraz nic dodawać przez pół roku 😮 haha nie wiem co mają w sobie Twoje opowiadania ale są naprawdę wyjątkowe. Myślałaś żeby coś wydać? Może zbiór Twoich opowiadań albo coś większego ?

    • Anonimowy
      | Odpowiedz

      Ja mam to samo! Bo zawsze jest tak, ze jest czesto a pozniej dlugo nic i przechodzę męczarnie, wiec za kazdym razem jak Babeczka cos dodaje, to mam stracha, ze zaraz cos sie stanie i ta sielanka sie skonczy:(:D

  7. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Kiedy następny? 🙂

  8. Anonimowy
    | Odpowiedz

    jeszcze! 🙂

  9. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Kiedy kolejna część? Jak zawsze cudowny kawałek ! 🙂

  10. Anonimowy
    | Odpowiedz

    a ja już chcę więcej… ah

  11. usmiechnieteoczy
    | Odpowiedz

    Uwielbiam 😀

  12. Miss B
    | Odpowiedz

    Coś mi się zdaje że to będzie jedno z moich ulubionych opowiadań, bo jest takie w 100% "Babeczkowe"!!! 😀

  13. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Błagam nie przerywaj tej passy pisania. Taka jestem ciekawa co dalej że w pracy chyba jajko zniosę 😛 pozdrawiam A

  14. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Nie no znow mnie zaskoczylas bardzo pozytywnie <3 uwielbiam cie i czekam na ciag dalszy.

  15. Monika Inglot
    | Odpowiedz

    Popraw "niewoloną"na "zniewoloną" w zdaniu "porwaną oraz niewoloną kuzynkę narzeczonej". A opowiadanie extra – czekam na więcej 🙂

  16. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Kiedy 6 część? 🙂

  17. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Błagam , ja chcę więcej , jak najszybciej .

  18. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Błagam o następną część 😖

  19. Alicja K.
    | Odpowiedz

    No nie mogę… Znowu zaglądam tutaj co pół godziny z nadzieją że może będziesz chciała nas jeszcze bardziej rozbestwić…

    • zakochana
      | Odpowiedz

      Ja także to robię 😀

  20. Monika
    | Odpowiedz

    Kocham Cię 🙂 To opowiadanie jest super <3 Już się nie mogę doczekać kolejnej części 🙂

  21. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Kiedy następna część? ^^

  22. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Uwielbiam Cię! Jesteś jedną z nielicznych pisarzy amatorów, których czytam opowiadania. Inspirujesz mnie do tworzenia moich opowiadań.

    Pozdrawiam 🙂

    P.S. Nie mogę doczekać się kolejnych części oraz nowych pomysłów z Twojej strony :))

  23. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Błagam o dalsze losy bohaterów 🙂

  24. Babeczka
    | Odpowiedz

    Króciutko, bo śpiąca jestem koszmarnie. Jeśli coś dodam, to jutro późnym wieczorem. Potem może być przerwa, bo mam do zaprojektowania stronę www i trochę czasu mi to zajmie 🙁

  25. Anonimowy
    | Odpowiedz

    A może znowu kolejna część po północy? Potem lepiej się śpi hehe ^^

  26. Anonimowy
    | Odpowiedz

    "cofnęłam się do tyłu":-)

    Zdecydowanie sie zgadzam ze to opowiadanie jest tak bardzo w Twoim stylu i zdecydowanie ten styl lubie najbardziej 🙂

    magda

  27. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Czekam!! 😉

  28. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Przerwa? O jejku, to może dodaj wszystkie części naraz, będziesz miała z głowy, a my będziemy szczęśliwi i zaspokojeni 🙂

  29. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Cudowna jak zawsze! 🙂

  30. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Zgadzam się jeśli chodzi o dodanie wszystkich części naraz 😉 w czasie przerwy mogę dostać lekkiego bzika z niecierpliwoscina kolejne części ^^

  31. Anonimowy
    | Odpowiedz

    No to jak? Kiedy dodasz następne ? 😀

  32. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Prosimy gorąco o kolejną dawkę uśmiechu 😉

  33. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Czy dodasz kolejną część po północy? Bardzo proszeee…

  34. Babeczka
    | Odpowiedz

    Właśnie usiadłam przed kompem i zaczynam poprawiać, dopisywać i szlifować kolejny kawałek. Nie obiecuję, bo wczoraj gdy tylko zabrałam się do pracy, Malutki dostał napadu kolki i po wszystkim poszliśmy już prosto spać. Tak to bywa…

  35. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Czekam z niecierpliwością 😀

  36. czekam…, poczekam 🙂

  37. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Nie ma nic :(? Zdrówka dla maluszka, niech nie cierpi biedaczek, kolka to okropna sprawa.

  38. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Boskie :-*

  39. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Dodaj coś dziś, proszę. 😉
    Tak w ogóle to uwielbiam Cię, jesteś najlepsza. Buziaki dla Ciebie i dzieci. :*

  40. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Warto czekać !

Napisz nam też coś :-)