Bo tylko czarne oczy… (VI)

with 34 komentarze

 

Przepraszam 🙂 Tekst dodaję zawsze wieczorem, ale wczoraj po powrocie nawet nie otworzyłam komputera, tylko od razu poszłam spać :-)))
 

Jednak ciężko było zapomnieć, o tym co zaszło. Rany! On naprawdę chciał mnie pocałować! A ja zachowałam się niczym kretynka stulecia. Chociaż może byłoby gorzej, gdybym się zgodziła? Zadumana usiadłam na parapecie okna w swojej sypialni. Sprawy jak widać odrobinę się skomplikowały. Ja i Javier? Poczerwieniałam, czując jednocześnie jak moje serce przyspiesza do szalonego galopu, jak miękną mi kolana. Nie lubisz brunetów, nie lubisz! powtarzałam sobie rozpaczliwie w myślach, zaciskając dłonie w pięści. Poza tym skąd pewność, że z jego strony to nie kaprys? Że nie działał pod wpływem impulsu? Przecież wielokrotnie słyszałam, jak deklarował wielką miłość wobec Izuni.

– Powinnaś wziąć się w garść. I to możliwe szybko, zanim… – zamilkłam. Bałam się wypowiedzieć na głos myśli, które właśnie pojawiły się w mojej głowie. Żadnych pocałunków, żadnych marzeń, żadnych głupot. Bo moje szare życie zmieni się na dodatek w nieszczęśliwe. W każdym razie zakochanie się w przyszłym narzeczonym kuzynki, osobniku o z pewnością krwawym życiorysie, który na dodatek już raz groził mi bronią, byłoby strasznie nierozsądne. Głupie. Durne. I takie tam.

Znałam tylko jeden sposób opanowania chaosu. Ukradkiem wymknęłam się z pokoju, podążając do salonu, i tam splądrowałam suto zaopatrzony barek. Zanim ktokolwiek mnie zauważył, wróciłam z powrotem do sypialni z kilkoma flaszkami różnych alkoholi w objęciach, zamykając za sobą drzwi na klucz. Nie zdążyłam wypić nawet pierwszego kieliszka upatrzonego wina, gdy rozległ się głośny, pełen ciekawości głos Camili.

– Julia? Otwórz, proszę. To ja!

Niezadowolona wpuściłam ją do środka, starając się przy tym wyglądać na zmęczoną. Może zauważy, pojmie aluzję i da mi spokój?

– Kochanie, kiepsko wyglądasz – rozczuliła się, a ja zrobiłam jeszcze bardziej zabiedzona minę. – A dziś wieczorem przyjęcie. Musisz wyglądać przepięknie, aby wszystkie twoje rywali zzieleniały z zazdrości.

– Jakie rywalki?

– W końcu ukażesz się u boku Javiera.

– Po co? – spytałam krótko, bo naprawdę przestało mi się to wszystko podobać.

– Widać opatrzność ma w tym jakiś cel. – Camila nieoczekiwanie poweselała. – Nie mów, że nie masz ochoty, aby wodził za tobą zachwyconym wzorkiem?

– Ale po co? – Tym razem to był jęk. – Przecież ma Izunię.

– Jedno słówko i albo znikam, albo udzielam ci pomocy. Ty decydujesz.

No i masz babo placek. Spojrzałam tęsknie w kierunku trunków stojących na komodzie, potem na uśmiechniętą Camilę, przypomniałam sobie wyraz twarzy Javiera, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy i znów pojawiła się chęć, aby go zaskoczyć. Aby udowodnić mu, że nie jestem pokraką, chociaż dobrze wiedziałam, że teraz już tak nie myśli. Pokraki by raczej nie usiłował pocałować. Chyba.

– To już lepiej zostań – powiedziałam z niejakim oporem. – Tylko proszę, bez dziwactw. No i najpierw znajdę oraz nakarmię kota.

– Twojego pupila?

– Niezupełnie. – Jakoś nie miałam ochoty wyjaśniać, że Miguel rozsmarował Puszka po asfalcie. Biedny kocur, wiekowy był, nieruchawy i chyba mnie nie lubił, ale nie zasłużył na taki koniec. W ramach zadośćuczynienia musiałam zadbać o jego następcę.

– Dobrze, przyjdę za dwie godziny. Przygotuj się na prawdziwe szaleństwo!

Mało brakowało, a bym się wycofała. Szaleństwo! Niby co ona takiego planuje? Nie wystarczy kąpiel i wybór sukienki? Z ponurą miną pokiwałam głową i nalałam sobie jeszcze jeden kieliszek wina. Dla kurażu, a jakże!

Po przeszukaniu domu, bez specjalnego zapału ruszyłam w stronę zabudowań gospodarczych. Gdzież ten kot się podziewał? Zajrzałam w kilka kątów, obejrzałam sobie z daleka helikopter, smętnie dumając nad tajnikami pilotażu tego cuda, a potem przystanęłam zaskoczona. Drzwi, które dotąd pozostawały zamknięte, teraz były lekko uchylone. Zaciekawiona, podkradłam się na paluszkach i zajrzałam do środka. Panujący wewnątrz półmrok, nie od razu pozwolił mi na rozpoznanie stojącej tam motorówki. A więc miałam rację! pomyślałam triumfalnie. Potem moja radość zdechła, bo do morza było stąd dobre pół kilometra. Gdybym chciała uciec, musiałbym ją targać taki kawał drogi. Ciekawe jak? Chyba na własnych plecach! A tak w ogóle, co za idiota trzyma pływający środek lokomocji w jakiejś stodole, tak daleko od wody?

I to był ten moment, gdy na dobre zrezygnowałam z ucieczki. Pal licho egzamin, załatwię sobie zwolnienie, a teraz odpocznę, zregeneruję siły, poderwę Javiera… Puknęłam się w głowę z taką siłą, aż zabolało. I dobrze. Głupota powinna być bolesna.

Camila pozytywnie mnie zaskoczyła. Przygotowania zaczęły się od relaksującego masażu, który wykonała czarnooka, egzotyczna piękność. Zastanowiłam się, czy masowała również gospodarza i czy był to aby tylko masaż. Potem odpuściłam, zajmując się własnymi doznaniami. W dalszej kolejności zostałam poddana torturom przez manikiurzystkę, kosmetyczkę i fryzjera. Nawet nie pytałam, skąd się tu wzięli. Zresztą, to było przyjemne, raz w życiu zdać się wyłącznie na profesjonalistów. Z zadowoleniem obejrzałam schnący french, potem zerknęłam w lustro na to, co miałam na głowie, a co zasługiwało na fryzjerskiego Oscara. W dalszej kolejności była kiecka, buty oraz opadająca ze zdumienia szczęka Javiera.

– To ty? – spytał nieswoim głosem.

– Ano ja. Powinieneś poznać mnie po pupie, w końcu to jedyne co mam lepsze niż twoja Bella – odparłam złośliwie, pełna satysfakcji po osiągnięciu takiego efektu.

– Nie tylko pupę masz niezłą – pochylił się i szepnął. A potem bezczelnie położył rękę na mojej piersi, lekko ją ściskając. – Resztę także.

– Łapy precz, bo ci tu zrobię krwawy reality show! – warknęłam. Cały facet! Czy oni naprawdę zwracają uwagę tylko na te dwie rzeczy? Cycki i dupa! I po co były te wszystkie starania? Męki wyrywania niepotrzebnych kłaczków, wklepywania maseczek, wyciskania zaskórników? Wystarczyło przecież ubrać jedynie mocno wydekoltowaną kieckę.

Prychnęłam, lecz nie kontynuowałam tematu. Imprezę zorganizowano na zewnątrz, pod gołym niebem i było na niej grubo ponad pięćdziesiąt osób. Większość z nich zerkała teraz z zaciekawieniem w naszym kierunku, więc nie wypadało się miotać, tylko szeroko uśmiechnąć.

Przyjęcie jak przyjęcie, głośne, eleganckie, z mnóstwem pysznego jedzenia, którego nie omieszkałam skosztować. Chociaż może to niewłaściwe słowo, bo godzinę później piłam w kuchni napar ziołowy na niestrawność przygotowany przez pokojówkę. Zapewniła że z pewnością pomoże, a ja pomstując na własne obżarstwo, czekałam na efekt. Jak już mi przeszło, to wróciłam w tłum gości, wyhaczając wzrokiem, co przystojniejszych osobników. Zwłaszcza jednego, wysokiego, smukłego bruneta, o nieco melancholijnym spojrzeniu. Javeira nie było widać, przepadł w tłumie, albo cholera wie, co robił innego. Wzruszyłam ramionami, kontynuując świeżo co zawartą znajomość z Roberto. Okazało się, że należy do rodziny Javiera, był kuzynem ciotecznym lub coś w tym rodzaju. Olałam to. Częstowałam się również szampanem, co niestety nie posłużyło mojej głowie i prawie czułam bąbelki musujące wewnątrz łepetyny. Na zewnątrz przejawiałam za to nadmierną wesołość oraz szczerość. W końcu Roberto wytwornie zaprosił mnie na przechadzkę przy blasku księżyca. Niestety, zbyt daleko nie uszliśmy.

– Co ty wyprawiasz? – syknął Javier, brutalnie ujmując mnie za łokieć.

– Niby co? – spojrzałam na niego zdziwiona. – Tylko dobrze się bawię.

– Bawisz?

– Tak. Z twoim krewniakiem, o ile dobrze pamiętam. Roberto jest przystojny, dowcipny i stanu wolnego. Robię coś złego? O czymś nie wiem?

Spochmurniał jeszcze bardziej. No nie, naprawdę. O co temu bęcwałowi chodziło?

– Masz z tym skończyć.

– Bo co? – Tym razem to ja się zdenerwowałam. – Bo ty każesz? Już raz mówiłam i powtórzę: wsadź sobie swoje rozkazy wiesz gdzie!

– Ach tak? – Chwycił mnie za ramię, nie wiadomo dlaczego ciągnąc w kierunku domu.

– Puszczaj!

– Javier! – Tuż obok nas rozległ się niepewny głos Roberto. Stał, przestępując z nogi na nogę, takie jakiś dziwnie wystraszony. – Nie wiedziałem, że ona jest twoja.

– Nie jestem! – prychnęłam, oswabadzając się. – On chce się hajtnąć z moją kuzynką. I czasami usiłuje udowodnić jaki to z niego macho. Prawda wielki i groźny El Matadore? – dodałam z ironią. Jeden z panów poczerwieniał, drugi pobladł. Naprawdę, dlaczego u licha tak się go bali? Normalnie jakby nabijał służbę na pal, gwałcił i rabował. Plotka czyni cuda, uznałam w końcu.

– Spadaj, a ja tu sobie poflirtuję – dodałam. – Pocałunek w blasku księżyca, na rajskiej wyspie to jest to – westchnęłam rzewnie. W tym momencie Javier podniósł mnie i zarzucił sobie na ramię. Zrobił to tak, jakbym w ogóle nic nie ważyła.

– Wracaj do gości – rozkazał Roberto. – A ty przestań wrzeszczeć. Musimy poważnie porozmawiać.

– Co za chamstwo! – warknęłam rozzłoszczona, waląc pięściami w jego plecy. – Fryzura mi się zepsuje! Roberto ratuj!

– To ja pójdę – bąknął tamten zmieszany. – Jak wrócisz, wybierzemy się na spacer.

– Co za przebrzydły tchórz! – Pokazałam język plecom mojego niedawnego bohatera. – Gdzie mnie niesiesz paskudo jedna?

– Do pokoju. Masz szlaban na resztę wieczoru.

– Ale dlaczego? – zdumiałam się niepomiernie. – Przecież wyjątkowo byłam grzeczna.

– Roberto jest zaręczony.

– No patrz! A nic nie wspominał!

– Teraz już wiesz.

– To po cholerę targasz mnie do pokoju? Wystarczyło poprosić na słówko i wyjaśnić. Zajętych nie tykam.

– Dlaczego? – Postawił mnie w końcu na ziemi, więc natychmiast zajęłam się poprawianiem odzieży i fryzury.

– Pół światu jest tego kwiatu – zacytowałam cynicznie. – Jak mnie zamkniesz, to ucieknę!

Zmierzył mnie wzrokiem, mrużąc oczy. Wchodząc do sypialni, złapał za przegub dłoni, ciągnąc za sobą. Zatrzasnął drzwi. Skamieniałam, gdy nadal mnie trzymając, zaczął odpinać pasek od spodni.

– Co ty robisz? – jęknęłam, energicznie się szamocząc.

– Muszę cię związać.

Tylko to? miałam już na czubku języka. Lecz nagle dotarł do mnie sens jego słów. No co za palant! Tam taka impreza, a ja mam tu leżeć, przykuta do kaloryfera, z taśmą klejącą na ustach, nie mogąc złapać oddechu, roniąc łzy…

– Nie! – wrzasnęłam pełną piersią, po czym z całą siłą wdepnęłam obcasem w jego stopę. Dla towarzystwa wrzasnął i on. Gdybym celowała w tę zranioną postrzałem, od razu byłoby po sprawie, a tak tylko mocniej ścisnął moje ramię, patrząc z prawdziwą furią w oczach.

– Bo poprawię! – zagroziłam, od razu przystępując do zmasowanego ataku. W efekcie mego wicia się w amoku, kopania, drapania i wymachiwania nogami, znalazłam się plecami na łóżku. Javier siedział na mnie okrakiem, łapiąc oddech i w stalowym uścisku unieruchamiając moje ramiona.

– Kretyn z ciebie – powiedziałam z goryczą. – Najpierw każesz się przygotować na przyjęcie, potem targasz mnie tutaj siłą i bijesz. Na dodatek bez powodu.

– Nie uderzyłem cię – wycedził przez zaciśnięte zęby. – Ale ty mnie owszem.

– Puszczaj! Teraz i tak nie wrócę do gości. Zobacz jak wyglądam!

Pochylił się tak nisko, że poczułam ciepło jego oddechu. Oczy miał ciemne, prawie czarne, pot perlący się na czole, usta wykrzywione w dziwnym grymasie.

– Pięknie, zbyt pięknie – wyszeptał, a mnie serce podeszło do gardła. I nie o wypowiedziane słowa chodziło, a o hipnotyzujące, pełne ukrytych pragnień spojrzenie Javiera. Chciałam przypomnieć mu o Izuni, ale nagle zaschło mi w ustach i nie potrafiłam wykrztusić z siebie ani słowa. Stan nieco obcy mej duszy. Na dodatek serce całkiem zwariowało, osiągając chyba z tysiąc uderzeń na minutę, a całe ciało oblał trudny do opisania żar. Też stan obcy mej duszy. Należało więc szybko coś z tym zrobić.

– To mnie w końcu pocałuj! – zażądałam stanowczo. Sądziłam że Javier się ocknie, że zmieszany bąknie coś na przeprosiny i czym prędzej się ewakuuje. A ten drań naprawdę mnie pocałował! Przylgnął ustami do moich warg, wsunął język pomiędzy zęby, potem głębiej i bardziej władczo, jakby to co robił, to co brał, po prostu mu się należało. Powinnam być oburzona, ale w zamian za to przymknęłam oczy, delektując się tym pocałunkiem, delektując się jego smakiem, jego siłą, podnieceniem promieniującym gdzieś z okolic brzucha, a powoli opanowującym całe ciało. Nigdy wcześniej nie doświadczyłam tak obezwładniającej siły pożądania. Co tu dużo ukrywać, pomimo kilku nieudanych związków oraz przelotnych znajomości, byłam w tych tematach bardzo niedoświadczona. Tylko raz zdecydowałam się na coś więcej niż pocałunek. Ten byłby drugi, gdyby Javier nagle nie przerwał, nie uniósł głowy i nie zapatrzył się na mnie, niczym ciele na malowane wrota.

– Ocknąłeś się – podsumowałam z żalem. – To teraz mnie puść i ze mnie zejdź.

Zrobił to bez słowa, z wyjątkowo głupią miną. Był najwyraźniej zmieszany, zakłopotany, ale jednocześnie pełen triumfu. Pierwsze dwa uczucia rozumiałam, ale trzecie?

– No i wynocha! – rozzłościłam się nieoczekiwanie. Stanęłam tuż obok niego i tupnęłam rozkazująco nogą. – Wynocha!

– To mój dom.

– Ale moja sypialnia!

– Rozumiem! – Wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu. – Jesteś zła, bo chciałabyś więcej.

To nie było pytanie, a stwierdzenie. Za które mógł przypłacić zdrowiem, a nawet życiem. Chwyciłam stojący w pobliżu świecznik, ale zanim zdążyłam wykonać zamach, Javier umknął, nadal się śmiejąc. Sapnęłam oburzona, gdy zatrzasnął za sobą drzwi, a potem z impetem usiadłam na łóżku.

No co za skurczybyk! Z furią potargałam włosy, a potem dla ukojenia napiłam się wina, siadając na parapecie i wpatrując się w gwiaździste niebo.

Bo jak zasnąć, kiedy z ogrodu dobiegały odgłosy zabawy, a ciało ogarnęła trudna do opanowania tęsknota? Przesunęłam opuszkiem palca po ustach. To był cudowny pocałunek, inny niż jakikolwiek przedtem. Smaku gorących warg Javiera nie zagłuszył nawet cierpki aromat alkoholu. Może powinnam spróbować z czosnkiem? pomyślałam ponuro. Albo z cebulą. Potem puknęłam się w czoło.

Koniec w wygłupami. Idę poszukać Puszka, bo biedny kocur pewnie czuje się zagubiony w tym dzikim tłumie.

Niestety, takie poszukiwania okazały się beznadziejnym pomysłem i szybko z nich zrezygnowałam. Już miałam zamiar wrócić do przypisanych mi apartamentów, gdy usłyszałam dobrze znaną melodię. Na przyjęciu za oprawę muzyczną robiła mini orkiestra oraz nadobna solistka, o pełnym ekspresji wokalu. Od razu pomyślałam, że mogłabym ją na chwilę zastąpić, a że u mnie od myśli do czynu było niedaleko, wdrapałam się na scenę, jednym ruchem zawładnęłam mikrofonem, po czym udzieliłam osłupiałemu dyrygentowi zwięzłych instrukcji.

Raz, dwa, trzy, próba mikrofonu! – wrzasnęłam radośnie, przykuwając uwagę wszystkich zgromadzonych. W tym Javiera, na którego twarzy wyraźnie niepokój walczył z ciekawością.

Zaśpiewam teraz dla naszego cudownego, pełnego ciepła i dobroci gospodarza, El Matadora – zaczęłam w natchnieniu, a biedak od razu poczerwieniał. – W podziękowaniu za to, iż ugościł mnie tak serdecznie, roztaczając opiekę na słabą, bezbronną kobietką. Będzie to ognisty, pełen emocji kawałek – dodałam, wzdychając, aby zobrazować jak wiele będzie tych emocji.

Całość, Bizet, autor tekstu, ja. Pan zaczyna – skinęłam na dyrygenta.

Javier, wyraźnie pełen złych przeczuć, przyglądał się mi podejrzliwie, ale na razie nie próbował przeszkodzić. Zabrzmiały pierwsze dźwięki z opery Carmen, a ja odetchnęłam i zaczęłam show.

– Zabiłam bykaaaa, cóż to dla mnie bykkkkk – wyciągałam w upojeniu, subtelnie modulując głos i fałszując tak, że pewnie wszystkie ptaki wyzdychały w locie. – Krew z niego sika, sikuuu, sikuuu, sikkkk…

Trzeciego sik biedny Javier nie wytrzymał. Rzucił się na mnie niczym tygrys, pantera, tudzież inne dzikie zwierzę, ale ja byłam przygotowana. Zgrabnie odsunęłam się na bok i biedak wpadł prosto głową w jakieś kolczaste zarośla za sceną.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    "– Wracaj do gości – rozkazał Roberto. – A ty przestań wrzeszczeć. Musimy poważnie porozmawiać." Nie pomyliłaś przypadkiem imion?

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      – rozkazał (Javier) Roberto (komu?czemu?) Poprawię, żeby zgrabniej zabrzmiało.

  2. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    ŚWIETNE tylko czemu tak krótko, wystarczyło mi może mniej niż 10 min, nie moge się doczekać następnej części, kiedy ją dodasz?

  3. M
    Monika
    | Odpowiedz

    Kocham to opowiadanie. Uwielbiam kiedy facet jest zazdrosny. Mój niestety nie jest. Za to ja jestem cholernie … 🙂

  4. z
    zakochana
    | Odpowiedz

    Ubóstwiam to opowiadanie i Ciebie Babeczko również! 🙂 Błagam o więcej! 😀

  5. A
    Allie Unicorn
    | Odpowiedz

    AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA ;-;
    Ale super *-*
    Kiedy następna częśc? *-*

  6. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Prosimy o następną część Babeczko 🙂

  7. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Cudowne 😀 kocham kocham!!

  8. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    I koniec? :c Teraz snuję domysły co będzie dalej… 🙂 Cudowna jesteś. :*

  9. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Cudo *.* uwielbiam Twoje opowiadania. Kiedy mozemy sie spodziewać kolejnej części? 🙂

  10. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Grrrr…. zawsze konczysz w najlepszym momencie;) Babeczko litosci, daj nacieszyc oczy slowami ktore przelewasz na ekran bo czujemy niedosyt;)

  11. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Znalazłam potworka w postaci "w każdym bądź razie" – piszemy albo "w każdym razie" lub "bądź co bądź", ale już na pewno nie łączymy 🙂

  12. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Czekamy na kolejną część z niecierpliwością <3 Uwielbiam twoje opowiadania 😀

  13. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Ja chce jescze xd

  14. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Więcej, więcej! 🙁

  15. l
    lkolac
    | Odpowiedz

    o, juz szosta czesc a ja jeszcez nei komentowalm, zle ze mna 🙂
    zaczne od tego ze ciesze sie ze jestes zmeczona i ze wolno piszesz, przez to chyba masz wiecej czasu na przemyslenia, opowiadaniu wychodzi to na dobre, chyba ze miedzy czasie obmyslasz inne historie,a proza zycia pisze swoje scenatriusze,a to tylko taki przerywnik by nie zwariowac, nie koncz tego opowiadania za szybko, tzn nie rob z niego never-ending-story ale nie przyspieszaj zakonczenia jka to masz w bardzo wielu przypadkach(zwyczaju), bohaterrka super, choc by mogla jeszcze bardziej jadem kopac i doprowadzac otoczenie bardziej do rozpaczy ;D bylyo by zabawniej, super ze sie nie poddaje, jestem za zacietymi bohaterkami a nie pustymi workami, niech ona taka zostanie 🙂 plissssss
    powodzenia z zabkujacym potworem 🙂 jak dziasla mocno swedza to mozna gryzaka wlozyc do lodowwki(krotko zamrazarka) i slochodzinego podac dzieciakowi powinni pomoc

    • M
      Monika
      | Odpowiedz

      Dokładnie nie kończ za szybko Babeczko.

    • A
      Anonimowy
      | Odpowiedz

      trochę sarkazmu, ciętej riposty, dobrego i trafionego humoru czemu nie, ale ociekanie jadem…
      i potem mamy w życiu takie babo-potworki, które stale ociekają jadem i wnoszą niepotrzebną agresję do otoczenia

      bohaterka w tym opowiadaniu na początku mi się nie podobała – była zbyt ordynarna (teksty o śmierdzących stopach w wannie), teraz jest super – taka inteligentna złośliwość z humorem jest znacznie lepsza niż ociekanie jadem i zwykłe grubiaństwo 🙂

  16. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    'Męki wyrywania niepotrzebnych kłaczków, wklepywania maseczek, wyciskania zaskórniaków?' chyba zaskórników 😉

  17. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Cześć! Opowiadanie świetne, takie typowo babeczkowe 😉 podziwiam cię bardzo, że masz czas (i ochotę!) i skrobnąć coś dla nas 🙂 cieszę się z tego ogromnie 😉 pozdrawiam serdecznie, Ola.

  18. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    ja chce jeszcze;000000 aGata

  19. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Jesteś najlepsza, kiedy następny rozdzia ^^

  20. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Kiedy możemy spodziewać się kolejnej części? Będziesz miała długą przerwę?

    P.S. Polecam gumowe gryzaki na ząbkowanie.

  21. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Hej Babeczko 🙂
    Czyżbyś planowała na swoim blogu końcówkę "pl"? 🙂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Niestety nie, bo babeczkarnia.pl to adres zajęty 🙁 Robię stronę firmową, jak przyjdzie pora zdradzę więcej.

  22. Olis
    | Odpowiedz

    El Matadore się wkurzył!!! Ulala!!! Wkurzony i zazdrosny jest jeszcze przystojniejszy 😜😜😜
    Cały czas mam przyklejony do twarzy banan. Cudowni są ci twoi bohaterowie. 💖
    Lecę dalej. Czekam na rezultat awantury 😄

  23. D
    Daga
    | Odpowiedz

    Super ale u mnie wyskakuje informacja ze tekst w trakcie przygotowania do publikacji☹️

  24. AmiSopot
    | Odpowiedz

    Mam tak samo 😢 “W trakcie przygotowania do publikacji”

    • J
      Julia
      | Odpowiedz

      O jezu, gdy zaczęła śpiewać ryklam śmiechem na cały dom i sie popłakałam ze śmiechu 😂
      Aż mnie brzuch rozbolał od smiechu to było genialne :3

      • Babeczka
        |

        Takie to myśli miewam pod prysznicem 🙂 i jak tu tego nie przelać na papier!

  25. D
    Domi
    | Odpowiedz

    I ja też czekam na publikację. Coś się zepsuło?

  26. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    Padłam 😂😂😂😂😂 jaką tu czuć chemię między nimi😍

  27. A
    Aleksandra Słomiany
    | Odpowiedz

    Jej, kiedy następna część? Koleżanka polecałaten tytuł,czytała go kiedyś na Wattpadzie – strasznie się cieszę, że na niego trafiłam tylko czemu tak mało? 😅

  28. Anonim
    | Odpowiedz

    Popłakałam się ze śmiechu! Brawo! Chcę jeszcze 😄😄😄❤️

Napisz nam też coś :-)