Bo tylko czarne oczy… (VI)

with 26 komentarzy

Ciężko, oj, ciężko! Małemu rosną górne siekacze i nawet nurofen daje mizerne skutki. To jest dziś pierwsza chwila, gdzie mogę sobie usiąść w spokoju, wypić herbatę i otworzyć kompa 🙂
 
 
 
Jednak ciężko było
zapomnieć, o tym co zaszło. Rany! On naprawdę chciał mnie pocałować! A ja
zachowałam się niczym kretynka stulecia. Chociaż może byłoby gorzej, gdybym się
zgodziła? Zadumana usiadłam na parapecie okna w swojej sypialni. Sprawy jak
widać odrobinę się skomplikowały. Ja i Javier? Poczerwieniałam, czując
jednocześnie jak moje serce przyspiesza do szalonego galopu, jak miękną mi
kolana. Nie lubisz brunetów, nie lubisz! powtarzałam sobie rozpaczliwie w
myślach, zaciskając dłonie w pięści. Poza tym skąd pewność, że z jego strony to
nie kaprys? Że nie działał pod wpływem impulsu? Przecież wielokrotnie słyszałam,
jak deklarował wielką miłość wobec Izuni.
– Powinnaś wziąć się
w garść. I to możliwe szybko, zanim… – zamilkłam. Bałam się wypowiedzieć na
głos myśli, które właśnie pojawiły się w mojej głowie. Żadnych pocałunków,
żadnych marzeń, żadnych głupot. Bo moje szare życie zmieni się na dodatek w
nieszczęśliwe. W każdym bądź razie zakochanie się w przyszłym narzeczonym
kuzynki, osobniku o z pewnością krwawym życiorysie, który na dodatek już raz
groził mi bronią, byłoby strasznie nierozsądne. Głupie. Durne. I takie tam.
Znałam tylko jeden
sposób opanowania chaosu. Ukradkiem wymknęłam się z pokoju, podążając do
salonu, i tam splądrowałam suto zaopatrzony barek. Zanim ktokolwiek mnie
zauważył, wróciłam z powrotem do sypialni z kilkoma flaszkami różnych alkoholi
w objęciach, zamykając za sobą drzwi na klucz. Nie zdążyłam wypić nawet
pierwszego kieliszka upatrzonego wina, gdy rozległ się głośny, pełen ciekawości
głos Camili.
– Julia? Otwórz,
proszę. To ja!
Niezadowolona wpuściłam
ją do środka, starając się przy tym wyglądać na zmęczoną. Może zauważy, pojmie
aluzję i da mi spokój?
– Kochanie,
kiepsko wyglądasz – rozczuliła się, a ja zrobiłam jeszcze bardziej zabiedzona
minę. – A dziś wieczorem przyjęcie. Musisz wyglądać przepięknie, aby wszystkie
twoje rywali zzieleniały z zazdrości.
– Jakie rywalki?
– W końcu ukażesz
się u boku Javiera.
– Po co? –
spytałam krótko, bo naprawdę przestało mi się to wszystko podobać.
– Widać opatrzność
ma w tym jakiś cel. – Camila nieoczekiwanie poweselała. – Nie mów, że nie masz
ochoty, aby wodził za tobą zachwyconym wzorkiem?
– Ale po co? – Tym
razem to był jęk. – Przecież ma Izunię.
– Jedno słówko i
albo znikam, albo udzielam ci pomocy. Ty decydujesz.
No i masz babo placek. Spojrzałam
tęsknie w kierunku trunków stojących na komodzie, potem na uśmiechniętą Camilę,
przypomniałam sobie wyraz twarzy Javiera, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy
i znów pojawiła się chęć, aby go zaskoczyć. Aby udowodnić mu, że nie jestem
pokraką, chociaż dobrze wiedziałam, że teraz już tak nie myśli. Pokraki by
raczej nie usiłował pocałować. Chyba.
– To już lepiej
zostań – powiedziałam z niejakim oporem. – Tylko proszę, bez dziwactw. No i
najpierw znajdę oraz nakarmię kota.
– Twojego pupila?
– Niezupełnie. –
Jakoś nie miałam ochoty wyjaśniać, że Miguel rozsmarował Puszka po asfalcie.
Biedny kocur, wiekowy był, nieruchawy i chyba mnie nie lubił, ale nie zasłużył
na taki koniec. W ramach zadośćuczynienia musiałam zadbać o jego następcę.
– Dobrze, przyjdę
za dwie godziny. Przygotuj się na prawdziwe szaleństwo!
Mało brakowało, a bym
się wycofała. Szaleństwo! Niby co ona takiego planuje? Nie wystarczy kąpiel i
wybór sukienki? Z ponurą miną pokiwałam głową i nalałam sobie jeszcze jeden
kieliszek wina. Dla kurażu, a jakże!
Po przeszukaniu domu,
bez specjalnego zapału ruszyłam w stronę zabudowań gospodarczych. Gdzież ten
kot się podziewał? Zajrzałam w kilka kątów, obejrzałam sobie z daleka
helikopter, smętnie dumając nad tajnikami pilotażu tego cuda, a potem
przystanęłam zaskoczona. Drzwi, które dotąd pozostawały zamknięte, teraz były
lekko uchylone. Zaciekawiona, podkradłam się na paluszkach i zajrzałam do
środka. Panujący wewnątrz półmrok, nie od razu pozwolił mi na rozpoznanie
stojącej tam motorówki. A więc miałam rację! pomyślałam triumfalnie. Potem moja
radość zdechła, bo do morza było stąd dobre pół kilometra. Gdybym chciała
uciec, musiałbym ją targać taki kawał drogi. Ciekawe jak? Chyba nie na własnych
plecach? A tak w ogóle, co za idiota trzyma pływający środek lokomocji w jakiejś
stodole, tak daleko od wody?
I to był ten moment,
gdy na dobre zrezygnowałam z ucieczki. Pal licho egzamin, załatwię sobie
zwolnienie, a teraz odpocznę, zregeneruję siły, poderwę Javiera… Puknęłam się w
głowę z taką siłą, aż zabolało. I dobrze. Głupota powinna być bolesna.
Camila pozytywnie mnie
zaskoczyła. Przygotowania zaczęły się od relaksującego masażu, który wykonała
czarnooka, egzotyczna piękność. Zastanowiłam się, czy masowała również
gospodarza i czy był to aby tylko masaż. Potem odpuściłam, zajmując się
własnymi doznaniami. W dalszej kolejności zostałam poddana torturom przez
manikiurzystkę, kosmetyczkę i fryzjera. Nawet nie pytałam, skąd się tu wzięli.
Zresztą, to było przyjemne, raz w życiu zdać się wyłącznie na profesjonalistów.
Z zadowoleniem obejrzałam schnący french, potem zerknęłam w lustro na to, co
miałam na głowie, a co zasługiwało na fryzjerskiego Oscara. W dalszej
kolejności była kiecka, buty oraz opadająca ze zdumienia szczęka Javiera.
– To ty? – spytał
nieswoim głosem.
– Ano ja. Powinieneś
poznać mnie po pupie, w końcu to jedyne co mam lepsze niż twoja Bella –
odparłam złośliwie, pełna satysfakcji po osiągnięciu takiego efektu.
– Nie tylko pupę
masz niezłą – pochylił się i szepnął. A potem bezczelnie położył rękę na mojej
piersi, lekko ją ściskając. – Resztę także.
– Łapy precz, bo
ci tu zrobię krwawy reality show! – warknęłam. Cały facet! Czy oni naprawdę
zwracają uwagę tylko na te dwie rzeczy? Cycki i dupa! I po co były te wszystkie
starania? Męki wyrywania niepotrzebnych kłaczków, wklepywania maseczek,
wyciskania zaskórników? Wystarczyło przecież ubrać jedynie mocno wydekoltowaną
kieckę…
Prychnęłam, lecz nie
kontynuowałam tematu. Imprezę zorganizowano na zewnątrz, pod gołym niebem i
było na niej grubo ponad sto osób. Większość z nich zerkała teraz z
zaciekawieniem w naszym kierunku, więc nie wypadało się miotać, tylko szeroko
uśmiechnąć.
Przyjęcie jak
przyjęcie, głośne, eleganckie, z mnóstwem pysznego jedzenia, którego nie
omieszkałam skosztować. Chociaż może to niewłaściwe słowo, bo godzinę później
piłam w kuchni napar ziołowy na niestrawność przygotowany przez pokojówkę.
Zapewniła że z pewnością pomoże, a ja pomstując na własne obżarstwo, czekałam
na efekt. Jak już mi przeszło, to wróciłam w tłum gości, wyhaczając wzrokiem,
co przystojniejszych osobników. Zwłaszcza jednego, wysokiego, smukłego bruneta,
o nieco melancholijnym spojrzeniu. Javeira nie było widać, przepadł w tłumie,
albo cholera wie, co robił innego. Wzruszyłam ramionami, kontynuując świeżo co
zawartą znajomość z Roberto. Okazało się, że należy do rodziny Javiera, był
kuzynem ciotecznym lub coś w tym rodzaju. Olałam to. Częstowałam się również
szampanem, co niestety nie posłużyło mojej głowie i prawie czułam bąbelki
musujące wewnątrz łepetyny. Na zewnątrz przejawiałam za to nadmierną wesołość
oraz szczerość. W końcu Roberto wytwornie zaprosił mnie na przechadzkę przy
blasku księżyca. Niestety, zbyt daleko nie uszliśmy.
– Co ty
wyprawiasz? – syknął Javier, brutalnie ujmując mnie za łokieć.
– Niby co? –
spojrzałam na niego zdziwiona. – Tylko dobrze się bawię.
– Bawisz?!
– Tak. Z twoim
krewniakiem, o ile dobrze pamiętam. Roberto jest przystojny, dowcipny i stanu
wolnego. Robię coś złego? O czymś nie wiem?
Spochmurniał jeszcze
bardziej. No nie, naprawdę. O co temu bęcwałowi chodziło?
– Masz z tym
skończyć.
– Bo co? – Tym
razem to ja się zdenerwowałam. – Bo ty każesz? Już raz mówiłam i powtórzę:
wsadź sobie swoje rozkazy wiesz gdzie!
– Ach tak? –
Chwycił mnie za ramię, nie wiadomo dlaczego ciągnąc w kierunku domu.
– Puszczaj!
– Javier! – Tuż
obok nas rozległ się niepewny głos Roberto. Stał, przestępując z nogi na nogę,
takie jakiś dziwnie wystraszony. – Nie wiedziałem, że ona jest twoja.
– Nie jestem! –
prychnęłam, oswabadzając się. – On chce się hajtnąć z moją kuzynką. I czasami
usiłuje udowodnić jaki to z niego macho. Prawda wielki i groźny El Diablo? –
dodałam z ironią. Jeden z panów poczerwieniał, drugi pobladł. Naprawdę,
dlaczego u licha tak się go bali? Normalnie jakby nabijał służbę na pal,
gwałcił i rabował. Plotka czyni cuda, uznałam w końcu.
– Spadaj, a ja tu
sobie poflirtuję – dodałam. – Pocałunek w blasku księżyca, na rajskiej wyspie
to jest to – westchnęłam rzewnie. W tym momencie Javier podniósł mnie i
zarzucił sobie na ramię. Zrobił to tak, jakbym w ogóle nic nie ważyła.
– Wracaj do gości
– rozkazał Roberto. – A ty przestań wrzeszczeć. Musimy poważnie porozmawiać.
– Co za chamstwo!
– warknęłam rozzłoszczona, waląc pięściami w jego plecy. – Fryzura mi się
zepsuje! Roberto ratuj!
– To ja pójdę –
bąknął tamten zmieszany. – Jak wrócisz, wybierzemy się na spacer.
– Co za
przebrzydły tchórz! - pokazałam język plecom mojego niedawnego bohatera. –
Gdzie mnie niesiesz paskudo jedna?
– Do pokoju. Masz
szlaban na resztę wieczoru.
– Ale dlaczego? –
zdumiałam się niepomiernie. – Przecież wyjątkowo byłam grzeczna. 

 

Oto Babeczka:

Matka, żona, matematyk. Pisze od bardzo dawna, publikuje od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie żyć bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Anonimowy
    | Odpowiedz

    "– Wracaj do gości – rozkazał Roberto. – A ty przestań wrzeszczeć. Musimy poważnie porozmawiać." Nie pomyliłaś przypadkiem imion?

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      – rozkazał (Javier) Roberto (komu?czemu?) Poprawię, żeby zgrabniej zabrzmiało.

  2. Anonimowy
    | Odpowiedz

    ŚWIETNE tylko czemu tak krótko, wystarczyło mi może mniej niż 10 min, nie moge się doczekać następnej części, kiedy ją dodasz?

  3. Monika
    | Odpowiedz

    Kocham to opowiadanie. Uwielbiam kiedy facet jest zazdrosny. Mój niestety nie jest. Za to ja jestem cholernie … 🙂

  4. zakochana
    | Odpowiedz

    Ubóstwiam to opowiadanie i Ciebie Babeczko również! 🙂 Błagam o więcej! 😀

  5. Allie Unicorn
    | Odpowiedz

    AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA ;-;
    Ale super *-*
    Kiedy następna częśc? *-*

  6. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Prosimy o następną część Babeczko 🙂

  7. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Cudowne 😀 kocham kocham!!

  8. Anonimowy
    | Odpowiedz

    I koniec? :c Teraz snuję domysły co będzie dalej… 🙂 Cudowna jesteś. :*

  9. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Cudo *.* uwielbiam Twoje opowiadania. Kiedy mozemy sie spodziewać kolejnej części? 🙂

  10. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Grrrr…. zawsze konczysz w najlepszym momencie;) Babeczko litosci, daj nacieszyc oczy slowami ktore przelewasz na ekran bo czujemy niedosyt;)
    P.S. na zabkowanie pomagal mojej corci dentinox N no i masowalam dziaselka;) i viburcol przeciwbolowo czopki (w skrajnych przypadkach)

  11. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Znalazłam potworka w postaci "w każdym bądź razie" – piszemy albo "w każdym razie" lub "bądź co bądź", ale już na pewno nie łączymy 🙂

  12. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Czekamy na kolejną część z niecierpliwością <3 Uwielbiam twoje opowiadania 😀

  13. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Ja chce jescze xd

  14. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Współczuje Malutkiemu i mamie, nieprzespane noce człowiek chodzi jak zombi. Mój najmłodszy (z trzech) synuś ma 14 miesięcy, także wiem co to bolesne ząbkowanie i setki innych dolegliwości. Pozdrawiam i życzę zdrówka i dużo cierpliwości Wam obojgu. Gosia.

  15. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Więcej, więcej! 🙁

  16. lkolac
    | Odpowiedz

    o, juz szosta czesc a ja jeszcez nei komentowalm, zle ze mna 🙂
    zaczne od tego ze ciesze sie ze jestes zmeczona i ze wolno piszesz, przez to chyba masz wiecej czasu na przemyslenia, opowiadaniu wychodzi to na dobre, chyba ze miedzy czasie obmyslasz inne historie,a proza zycia pisze swoje scenatriusze,a to tylko taki przerywnik by nie zwariowac, nie koncz tego opowiadania za szybko, tzn nie rob z niego never-ending-story ale nie przyspieszaj zakonczenia jka to masz w bardzo wielu przypadkach(zwyczaju), bohaterrka super, choc by mogla jeszcze bardziej jadem kopac i doprowadzac otoczenie bardziej do rozpaczy ;D bylyo by zabawniej, super ze sie nie poddaje, jestem za zacietymi bohaterkami a nie pustymi workami, niech ona taka zostanie 🙂 plissssss
    powodzenia z zabkujacym potworem 🙂 jak dziasla mocno swedza to mozna gryzaka wlozyc do lodowwki(krotko zamrazarka) i slochodzinego podac dzieciakowi powinni pomoc

    • Monika
      | Odpowiedz

      Dokładnie nie kończ za szybko Babeczko.

    • Anonimowy
      | Odpowiedz

      trochę sarkazmu, ciętej riposty, dobrego i trafionego humoru czemu nie, ale ociekanie jadem…
      i potem mamy w życiu takie babo-potworki, które stale ociekają jadem i wnoszą niepotrzebną agresję do otoczenia

      bohaterka w tym opowiadaniu na początku mi się nie podobała – była zbyt ordynarna (teksty o śmierdzących stopach w wannie), teraz jest super – taka inteligentna złośliwość z humorem jest znacznie lepsza niż ociekanie jadem i zwykłe grubiaństwo 🙂

  17. Anonimowy
    | Odpowiedz

    'Męki wyrywania niepotrzebnych kłaczków, wklepywania maseczek, wyciskania zaskórniaków?' chyba zaskórników 😉

  18. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Cześć! Opowiadanie świetne, takie typowo babeczkowe 😉 podziwiam cię bardzo, że masz czas (i ochotę!) przy dwójce dzieci usiąść i skrobnąć coś dla nas 🙂 cieszę się z tego ogromnie 😉 pozdrawiam serdecznie, Ola.

  19. Anonimowy
    | Odpowiedz

    ja chce jeszcze;000000 aGata

  20. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Jesteś najlepsza, kiedy następny rozdzia ^^

  21. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Kiedy możemy spodziewać się kolejnej części? Będziesz miała długą przerwę?

    P.S. Polecam gumowe gryzaki na ząbkowanie.

  22. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Hej Babeczko 🙂
    Czyżbyś planowała na swoim blogu końcówkę "pl"? 🙂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Niestety nie, bo babeczkarnia.pl to adres zajęty 🙁 Robię stronę firmową, jak przyjdzie pora zdradzę więcej.

Napisz nam też coś :-)