Bo tylko czarne oczy… (VII)

with 31 komentarzy

 

Trzeciego sik biedny Javier nie wytrzymał. Rzucił się na mnie niczym tygrys, pantera, tudzież inne dzikie zwierzę, ale ja byłam przygotowana. Zgrabnie odsunęłam się na bok i biedak wpadł prosto głową w jakieś kolczaste zarośla za sceną.

Sikuuu, sikkk, taki to był bykkk – wydarłam się w upojeniu, podczas gdy on miotał się w zielonym gąszczu. Nie wyszło mu to na dobre, bo nieskazitelna koszula powoli zaczynał przypominać szmatę, a drobne skaleczenia zabarwiły się na karminowo. Za to na twarzy miał wypisaną istną żądzę mordu.

Cóż… Zanim zdołał się wyrwać zachłannej roślince, ja wykonałam zgrabne dygnięcie, odłożyłam mikrofon i umknęłam do sypialni. Tak na wszelki wypadek, bo Javier nie wyglądał na skłonnego do porozumienia.

Odetchnęłam dopiero, gdy przekręciłam klucz i sięgnęłam po niedopite wino, ale nie na długo.

– Julia? – Ktoś głośno załomotał w drzwi sypialni. Na szczęście nie był to rozwścieczony El Matadore, a Camila, moja dobra wróżka.

– Minęła północ, kopciuszek wrócił do siebie – odezwałam się z goryczą, otwierając i wpuszczając ją do środka. – Za chwilę idę spać, bo już wystarczająco narozrabiałam.

– Nie możesz – zaniepokoiła się, podnosząc moją sukienkę z podłogi. – Właśnie pojawiła się ostatnia dziewczyna Javiera, która nadal ma nadzieję, że on się z nią ożeni.

– No to co? – wzruszyłam ramionami. – Niech się żeni.

– Julia! Nie cierpię tej rozpieszczonej, samolubnej i bezdusznej kretynki. Błagam! Ubierz się i wracaj ze mną.

– Fryzura mi się zepsuła – oznajmiłam grobowym tonem.

– W tych rozpuszczonych, odrobinę potarganych lokach jest ci do twarzy. Zresztą przy występie solo wcale ci to nie przeszkadzało.

– Zmyłam makijaż.

– Co za różnica. Wystarczy przypudrować nos i musnąć usta pomadką.

– Jestem pijana.

– Nie widać. No, daj spokój, przecież nie chcesz, by Javier spędził z tą małpą noc.

Hę? Podniosłam czujnie głowę. Noc? Z inną?

– Masz na myśli, że powinnam pilnować własności mojej kuzynki? Znaczy się, jej narzeczonego?

– Coś w tym rodzaju – Camila zrobiła dziwną minę. – Ubierz sukienkę. I gdzie masz buty?

Lecz mnie nie w głowie były takie detale. Prychnęłam jak rozzłoszczona kotka. Najpierw mnie całował, a teraz chce się zabawiać z inną? Niedoczekanie, oj, niedoczekanie! Ruszyłam z kopyta, nie bacząc, że mam na sobie jedynie jedwabną koszulkę nocną, bose nogi i potargane włosy. Alkohol i chaos w duszy dały ciekawy efekt w postaci łagodnego szału. Łagodnego na razie. Jeśli zastanę Javiera z sypialni z obcą babą, to nie odpowiadam za siebie! Zemszczę się! Za Izę, której i tak pewnie to wisiało, i za własne zawiedzione nadzieje. I za świętej pamięci Puszka, który stał się mimowolną ofiarą tego porwania.

Po krótkiej chwili, gdy Camila już dawno zgubiła mój trop, znalazłam ich na uboczu. Stali przy drzewie, tuż pod tarasem, na którym się znajdowałam. Ona oparta o nie plecami, on tuż obok, stanowczo za blisko, z dłonią pieszczącą jej ramię. Coś tam sobie szeptali przyciszonymi głosami. Zgarbiłam się, zacisnęłam pięści i sapnęłam z oburzenia. Oświetlenie było na tyle dobre, bym mogła stwierdzić, że mam do czynienia z niezwykle urodziwą parą. I w życiu nie widziałam tak pięknej kobiety. Może Iza mogłaby z nią konkurować, ale na pewno nie ja. Ta konkluzja dodatkowo popsuła mi humor.

Wtedy, tuż za moimi plecami rozległo się cichutkie miauknięcie. Puszek numer dwa ochoczo wskoczył w moje ramiona, więc odruchowo zaczęłam drapać go za uszkiem. Nie odrywałam przy tym wzroku od coraz bardziej migdalącej się pary. Aż dziw, że nie słyszeli zgrzytu moich zębów. Potem ujęłam Puszka w obie dłonie i z powagą spojrzałam w zmrużone po kociemu oczy.

– Mam dla ciebie misję – oświadczyłam poważnie. – Wymagającą wrzasków i użycia pazurów. Nie zawiedź mnie, dobrze? W zamian za to zabiorę cię jutro na kocią ucztę z waleriany.

Wychyliłam się i spuściłam mruczącego kota, na głowy niczego nie spodziewającej się pary. Puszkowi oczywiście nic się nie stało, ale liczyłam na efekt zaskoczenia. W zasadzie chciałam ich jedynie przepłoszyć, lecz kocur był lepszy. Wczepił się pazurami w wytworną fryzurę brunetki i za nic nie dawał się stamtąd zrzucić. Syczał i parskał, baba krzyczała co sił w płucach, a osłupiały Javier stał obok, niezdarnie usiłując temu zaradzić. Nic dziwnego, widok miotającej się oblubienicy, z czymś puszystym i żywym na głowie, był niezapomniany. Dookoła zaczęli pojawiać się inni goście, Puszek dalej odwalał przedstawienie, miaucząc coraz groźniej, a na dodatek za nic nie dając się usunąć. Chyba że razem z włosami, w które się wczepił. Zachichotałam, z rozczuleniem myśląc, że jak nie lubię kotów, to tego chyba adoptuję i będę wielbić po kres jego kociego życia. Spisał się na medal! Potem szybko musiałam się schować, bo Javier, tknięty chyba jakimś przeczuciem, spojrzał w górę. Na szczęście byłam szybsza. Z niewinną miną zbiegłam po schodach i znalazłam się w samym centrum wydarzeń.

– Puszek, kici, kici – zawołałam przymilnym tonem. Kot umilkł, a potem zeskoczył prosto w moje ramiona z pełnym pretensji miauknięciem. Cholera, chyba naprawdę mnie polubił! Za to brunetka wdzięcznie zemdlała, co chyba miało pokazać, jak bardzo była wstrząśnięta tym zamachem. Jakiś siwawy facet trzymał ją w ramionach, a dwie podstarzałe i wyfiokowane strachy na wróble, usiłowały ją ocucić.

– Co to u diabła ma znaczyć?! – wysyczał wściekłym głosem Javier, brutalnie chwytając mój łokieć. – Coś ty znowu wykombinowałaś?

– Broń zoologiczna – wymsknęło mi się. – Nowa odmiana. Koty tresowane w przepłaszaniu rywalek.

Zatkało go. Kilka osób, które słyszało moje słowa, zaczęło dziwnie się uśmiechać.

– Jaka znowu broń? Jaka rywalka? Twoja?

– Nie, Izy – odparłam z godnością. – Sam mówiłeś, że o rodzinne interesy należy dbać.

– Rzucając kotem przez balkon?!

– To była akcja dywersyjna uzgodniona z Puszkiem. W nagrodę dostanie waleriankę…

– Nie! Ja kurwa naprawdę nie wytrzymam! – wrzasnął, gwałtownie mną potrząsając. – Gdzie jest moja broń? Ukatrupię cię wredna babo! Bez względu na pokrewieństwo z moją przyszłą żoną!

– Zachowuj się El Matadore – skarciłam go łagodnie. – Ludzie patrzą.

Zrobił się tak purpurowy, że nawet przez moment przestraszyłam się, iż dostanie ataku apopleksji. Potem uznałam, że mimo wszystko jest na to za młody. Nabrał powietrza, aż mu się policzki wydęły i z wściekłością zaczął mnie ciągnąć w kierunku domu. Po raz drugi tego wieczora, ale tym razem chyba raczej mnie nie pocałuje, pomyślałam smętnie. Szkoda. Pocałunek mi się spodobał.

– Co chcesz ze mną zrobić? – spytałam z ciekawością.

– Pokroję cię i upchnę w lodówce.

– Zapasy jak znalazł – odparłam pogodnie, ani trochę nie przestraszona jego gwałtownością. – Z pupy taka szyneczka wyjdzie, że ho, ho!

– Przestań do jasnej cholery! Musisz mnie dodatkowo irytować?

– Sam zacząłeś.

– I co ty w ogóle masz na sobie? Musisz się pokazywać ludziom na wpół naga?! – darł się coraz głośniej. Gdy znaleźliśmy się w salonie, puścił mnie i dopadł barku, wygrzebując z niego butelkę bursztynowego płynu. Szklanki już nie szukał, golnął sobie z gwinta. Patrzyłam z podziwem, bo wytrąbił tak prawie pół flaszki. Potem znów poczerwieniał i zaczął głośno kasłać.

– Nic ci nie jest? – spytałam zaniepokojona, odkładając Puszka na kanapę i podchodząc bliżej.

– Trochę… to… ostre… – wykrztusił, z trudem łapiąc powietrze. Oczy miał załzawione, dłonie mu drżały, nogi chyba też, bo z impetem usiadł na stojącym w pobliżu fotelu.

– Ja w ogóle nie rozumiem, po co się tak denerwować – powiedziałam z niesmakiem, siadając na oparciu. – Poza tym łajdak z ciebie. Chcesz się ożenić z moją kuzynką, mnie całujesz, a na seks umawiasz się ze swoją byłą. Dziękuj bogu za Puszka, bo inaczej ja bym musiała skoczyć. Pomyśl, co wtedy by było.

– Ty już lepiej zejdź mi z oczu.

Więc zeszłam. Wstałam i zajęłam miejsce za jego plecami.

– Może mały masaż? – zaproponowałam zachęcająco. – Dla rozluźnienia. Ostatnio wyglądasz na spiętego.

– Miałaś zejść mi z oczu! – warknął, spychając moje dłonie ze swoich barków.

– A czy ja na nich siedzę?

– Idę po broń! – Energicznie zerwał się z fotela. Za to ja padłam na kolana, błagalnie wznosząc ku górze ręce i oczy.

– Nie zabijaj mnie o wielki i okrutny El Matadore! Nie teraz, gdy moja uroda kwitnie jak ten kwiat róży najwonniejszej! Miej na uwadze, że biedny Puszek numer dwa zostanie sierotą, bowiem złamiesz mu jego wierne, kocie serduszko, które tak nieoczekiwanie mnie pokochało! Litości! – Dla podkreślenia wagi mych słów, walnęłam głową o podłogę. Delikatnie rzecz jasna, bo nie chciałam sobie zrobić krzywdy.

– Oszalałaś? Jak ja mam z tobą poważnie rozmawiać?

– Przecież chciałeś strzelać, a nie rozmawiać.

Chwycił mnie za ramię, energicznie stawiając na nogach. Spojrzałam kpiąco w jego oczy i przekonałam się, że nadal był wściekły. Oj, bardzo, bardzo, wściekły.

– Marsz do swojej sypialni i dobrze będzie, jeśli do końca pobytu nie będę musiał cię oglądać!

– I całować. O innych rzeczach nie wspominając.

– Wierz mi, wolałbym spędzić tę noc w kłębowisku żmij niż w twoim łóżku.

– A to są żmije na tej wyspie?

– Czy ty chociaż raz nie możesz być poważna? – potrząsnął mną, a potem ze wstrętem puścił. – Wynocha pokręcony babsztylu!

Zasłużył na nauczkę. Chwyciłam butelkę, z której przed chwilą pił i wziąwszy piękny zamach, rzuciłam w kierunku obrazu wiszącego nad kominkiem. Resztka bursztynowego płynu spłynęła po płótnie, złoconej ramie i kremowej ścianie.

– Zwariowałaś?!

– Nie podoba mi się ta stara jędza – wyjaśniłam.

– To moja babka! – wysyczał.

– Ta od dziadka ze słoika po papryczkach? – ucieszyłam się. – A to przepraszam. Nie podoba mi się ta zramolała, umalowana jak klaun starowinka.

Przeholowałam. Javier uniósł ramię, zamierzając zdrowo mi przyłożyć. Lecz nie uderzył. Chyba powstrzymało go moje zdumione spojrzenie. Ale coś musiał zrobić, więc zacisnął dłoń w pięść, a następnie walnął w ścianę znajdującą się tuż po prawej stronie.

– Wynoś się! Bo tym razem naprawdę nie odpowiadam za siebie!

Uznałam że ewakuacja jest dobrym pomysłem. Czym prędzej czmychnęłam do swojej sypialni, po drodze zabierając Puszka. Trzeba przyznać, że zrobiło mi się odrobinę nieprzyjemnie. A gdyby naprawdę uderzył? To byłby koniec zabawy, bo wiele rzeczy mogłam wybaczyć, ale nie to. Nawet jeżeli przez cały ten czas prowokowałam, to najpierw robiłam to z wrodzonej przekory, a później miałam nadzieję, ze wyprowadzając go z równowagi, popchnę do działania. Do tego, aby po raz kolejny mnie pocałował. Oj, głupia, głupia. Niedokładnie wyszło tak, jak chciałam. W zasadzie to nawet dziwne, że facet z taką reputacją poprzestał na groźbach.

Zarzuciłam na siebie jedwabny szlafroczek i poszłam na plażę. Rzecz jasna okrężną drogą, bo nie chciałam natknąć się na imprezujących gości. Usiadłam na piasku, objęłam ramionami kolana i zamyśliłam się. Było cicho, bo nie docierały tutaj odgłosy przyjęcia, spokojnie. Fale leniwie rozbijały się o brzeg, niebo usiane było tysiącem gwiazd. Piękne. Naprawdę rzadko kiedy widywałam tak cudownie gwiaździste niebo. Księżyc był tylko cienkim łukiem, prawie niewidocznym wśród tego całego bogactwa. Za moimi plecami rosły palmy, których korony sięgały aż nad wodę, bo plaża była tu wyjątkowo wąska. Pomyślałam że zawsze marzyłam o takim miejscu, tylko że w moich marzeniach nigdy nie byłam sama. Przesypałam piasek dłonią, zastanawiając się, co powinnam zrobić. Unikać Javiera? Szkoda by było. Przeprosić? W zasadzie nie miałam za co. Od jutra zachowywać się rozsądniej? Powiało nudą, ale być może było to najlepsze rozwiązanie.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Puszek najlepszy przyjaciel człowieka <3 Akcja jak ta lala

  2. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    prima sort <3 jesteś wielka. czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy ;*

  3. z
    zakochana
    | Odpowiedz

    Puszek jest cudowny! :p
    Dziękuję, że dodałaś rozdział, jesteś cudowna! 😉

  4. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Ciekawe co by powiedziała Iza ….

  5. M
    Monika
    | Odpowiedz

    Chce takiego kota XD

  6. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Czytałam to przy znajomych… Jak zaczęłam płakać ze śmiechu zapytali z czego się tak cieszę. Odpowiedziałam tylko: Puszek… No i teraz patrzą na mnie jak na niespełna rozumu 😀
    Rozdział wspaniały jak zwykle 🙂 Kiedy kolejny ???

  7. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Puszek mistrz świata i okolic? sama zrobiłam kiedys cos takiego hehe co prawda mialam wtedy moze 11lat ale akcja byla przednia, z tym ze Drapcio nie byl zachwycony i dotkliwie mnie podrapal spadając w dol?

  8. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Dziękuję Ci bardzo za to, ze dziś dodałaś, czekałam na ten rozdział i czekam na inne, jesteś cudowna! 🙂 Mam nadzieję, ze następny pojawi się już jutro, ze codziennie będziesz robić nam takie niespodzianki.
    Masz takie lekkie pisanie, czyta się to bardzo przyjemnie. 🙂

  9. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Czekałam i jest! :*

  10. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Kiedy następny rozdział?

  11. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Podobne trochę do "Wygranej "

  12. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Zaorałaś Puszkiem Babeczko ?

  13. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Aaa Puszek jest cudowny ♥♥ kiedy nastepna czesc ? 😉

  14. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Z niecierpliwością czekam na kolejną część :-):-)

  15. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Kiedy VIII część??

  16. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Kiedy będzie kolejna część? 🙂

  17. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczki kiedy kolejna część tego fantastycznego opowiadania? XD

  18. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Może by tak kolejna część dzisiaj? Taki prezencik z okazji urodzin wiernej czytelniczki 🙂 Pozdrawiam Gosia

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Spóźniona acz szczere życzenia urodzinowe 🙂 Niestety nie miałam nawet okazji, aby przez ostatnie dni otworzyć komputer. Dziś wieczór maluch grzecznie śpi, więc korzystam…

  19. Babeczka
    | Odpowiedz

    Nie wiem, trzeba się spytać 🙂

  20. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Raczej tak skoro można z niej przejść na jej profili fb 😉

  21. A
    Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczko, piszesz naprawdę świetnie, nie każ nam tyle czekać, dodaj następną część albo chociaż informuj o postępach bardzo prosze

  22. Olis
    | Odpowiedz

    Hahaha!!! Wiedziałam, że zabawa będzie przednia 😄 Broń zoologiczna – fantastyczna nazwa! Popłakałam się ze śmiechu. Julia jest fantastyczna!

    • Olis
      | Odpowiedz

      A błędy przy takich wydarzeniach i bohaterach gdzieś umykają z pamięci 😉

      • Babeczka
        |

        Dziękuję :-)))

  23. A
    Anika
    | Odpowiedz

    Tekst o babce od dziadka ze słoika po papryczkach wymiata, aż się herbatą zakrztusiłam czytając to 😂

  24. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    Koty są cudowne, sama mam aż 3 😀 a tu Puszek to mój ulubieniec hahaha
    swoją drogą ciekawe jak długo Javierito jeszcze wytrzyma z Julką, wydaje mi się że jest tylko jeden sposób by ją uciszyć(i nie mówię tu o strzelaniu :D) czekam na więcej!

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Oj, jeszcze go kilka Julcinych wyczynów czeka :-)))

  25. I
    Iwona
    | Odpowiedz

    Cudownie! Brakowało mi Ciebie 😢 długo czekałam ale było warto!.❤

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Musiałam odetchnąć, ale wróciłam :-)))

  26. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    Puszek i Julka to mieszanka wybuchowa😂😂😂 uwielbiam ich😍😍😍

Napisz nam też coś :-)