Bo tylko czarne oczy… (VII)

with 23 komentarze

Dostajecie w zasadzie tyle, ile mam napisane. Od razu powiem, że nie wiem, ile będzie części. Tyle ile wyjdzie. Mam dużo scen, których jeszcze nie wykorzystałam, dopiero będę je wplatała w całość. Dzięki za zwracanie uwagi na błędy, staram się poprawiać je na bieżąco. A tak ogólnie, to pisanie tego opowiadania sprawia mi dużo frajdy 🙂 
PS. Obrońcy praw zwierząt, proszę, nie bijcie 😉
 
 
 
 
– Ale dlaczego? –
zdumiałam się niepomiernie. – Przecież wyjątkowo byłam grzeczna.
– Roberto jest
zaręczony.
– No patrz! A nic
nie wspominał!
– Teraz już wiesz.
– To po cholerę
targasz mnie do pokoju? Wystarczyło poprosić na słówko i wyjaśnić. Zajętych nie
tykam.
– Dlaczego? –
Postawił mnie w końcu na ziemi, więc natychmiast zajęłam się poprawianiem
odzieży i fryzury.
– Pół światu jest
tego kwiatu – zacytowałam cynicznie. – Jak mnie zamkniesz, to ucieknę!
Zmierzył mnie wzrokiem,
mrużąc oczy. Wchodząc do sypialni, złapał mnie za przegub dłoni, ciągnąc za
sobą. Zatrzasnął drzwi. Skamieniałam, gdy nadal mnie trzymając, zaczął odpinać
pasek od spodni.
– Co ty robisz? –
jęknęłam, energicznie się szamocząc.
– Muszę cię
związać.
Tylko to? miałam już na
czubku języka. Lecz nagle dotarł do mnie sens jego słów. No co za palant! Tam
taka impreza, a ja mam tu leżeć, przykuta do kaloryfera, z taśmą klejącą na
ustach, nie mogąc złapać oddechu, roniąc łzy…
– Nie! –
wrzasnęłam pełną piersią, po czym z całą siłą wdepnęłam obcasem w jego stopę.
Dla towarzystwa wrzasnął i on. Gdybym celowała w tę zranioną postrzałem, od
razu byłoby po sprawie, a tak tylko mocniej ścisnął moje ramię, patrząc z
prawdziwą furią w oczach.
– Bo poprawię! –
zagroziłam, od razu przystępując do zmasowanego ataku. W efekcie mego wicia się
w amoku, kopania, drapania i wymachiwania nogami, znalazłam się plecami na
łóżku. Javier siedział na mnie okrakiem, łapiąc oddech i w stalowym uścisku
unieruchamiając moje ramiona.
– Kretyn z ciebie
– powiedziałam z goryczą. – Najpierw każesz się przygotować na przyjęcie, potem
targasz mnie tutaj siłą i bijesz. Na dodatek bez powodu.
– Nie uderzyłem
cię – wycedził przez zaciśnięte zęby. – Ale ty mnie owszem.
– Puszczaj! Teraz
i tak nie wrócę do gości. Zobacz jak wyglądam!
Pochylił się tak nisko,
że poczułam ciepło jego oddechu. Oczy miał ciemne, prawie czarne, pot perlący
się na czole, usta wykrzywione w dziwnym grymasie.
– Pięknie, zbyt
pięknie – wyszeptał, a mnie serce podeszło do gardła. I nie o wypowiedziane
słowa chodziło, a o hipnotyzujące, pełne ukrytych pragnień spojrzenie Javiera. Chciałam
przypomnieć mu o Izuni, ale nagle zaschło mi w ustach i nie potrafiłam
wykrztusić z siebie ani słowa. Stan nieco obcy mej duszy. Na dodatek serce
całkiem zwariowało, osiągając chyba z tysiąc uderzeń na minutę, a całe ciało
oblał trudny do opisania żar. Też stan obcy mej duszy. Należało więc szybko coś
z tym zrobić.
– To mnie w końcu
pocałuj! – zażądałam stanowczo. Sądziłam że Javier się ocknie, że zmieszany
bąknie coś na przeprosiny i czym prędzej się ewakuuje. A ten drań naprawdę mnie
pocałował! Przylgnął ustami do moich warg, wsunął język pomiędzy zęby, potem
głębiej i bardziej władczo, jakby to co robił, to co brał, po prostu mu się
należało. Powinnam być oburzona, ale w zamian za to przymknęłam oczy,
delektując się tym pocałunkiem,  delektując
się jego smakiem, jego siłą, podnieceniem promieniującym gdzieś z okolic
brzucha, a powoli opanowującym całe ciało. Nigdy wcześniej nie doświadczyłam
tak obezwładniającej siły pożądania. Co tu dużo ukrywać, pomimo kilku
nieudanych związków oraz przelotnych znajomości, byłam w tych tematach bardzo
niedoświadczona. Tylko raz zdecydowałam się na coś więcej niż pocałunek. Ten
byłby drugi, gdyby Javier nagle nie przerwał, nie uniósł głowy i nie zapatrzył
się na mnie, niczym ciele na malowane wrota.
– Ocknąłeś się –
podsumowałam z żalem. – To teraz mnie puść i ze mnie zejdź.
Zrobił to bez słowa, z
wyjątkowo głupią miną. Był najwyraźniej zmieszany, zakłopotany, ale
jednocześnie pełen triumfu. Pierwsze dwa uczucia rozumiałam, ale trzecie?
– No i wynocha! –
rozzłościłam się nieoczekiwanie. Stanęłam tuż obok niego i tupnęłam rozkazująco
nogą. – Wynocha!
– To mój dom.
– Ale moja
sypialnia!
– Rozumiem! –
Wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu. – Jesteś zła, bo chciałabyś więcej.
To nie było pytanie, a
stwierdzenie. Za które mógł przypłacić zdrowiem, a nawet życiem. Chwyciłam
stojący w pobliżu świecznik, ale zanim zdążyłam wykonać zamach, Javier umknął,
nadal się śmiejąc. Sapnęłam oburzona, gdy zatrzasnął za sobą drzwi, a potem z
impetem usiadłam na łóżku.
No co za skurczybyk! Zrzuciłam
z siebie kieckę, z furią potargałam włosy, a potem dla ukojenia napiłam się
wina, siadając na parapecie i wpatrując się w gwiaździste niebo.
Bo jak zasnąć, kiedy z
ogrodu dobiegały odgłosy zabawy, a ciało ogarnęła trudna do opanowania
tęsknota? Przesunęłam opuszkiem palca po ustach. To był cudowny pocałunek, inny
niż jakikolwiek przedtem. Smaku gorących warg Javiera nie zagłuszył nawet cierpki
aromat alkoholu. Może powinnam spróbować z czosnkiem? pomyślałam ponuro. Albo z
cebulą. Potem puknęłam się w czoło.
– Julia? – Ktoś
głośno załomotał w drzwi sypialni. No tak, Camila, moja dobra wróżka.
– Minęła północ,
kopciuszek wrócił do siebie – odezwałam się z goryczą, otwierając i wpuszczając
ją do środka. – Za chwilę idę spać.
– Nie możesz –
zaniepokoiła się, podnosząc moją sukienkę z podłogi. – Właśnie pojawiła się
ostatnia dziewczyna Javiera, która nadal ma nadzieję, że on się z nią ożeni.
– No to co? –
wzruszyłam ramionami. – Niech się żeni.
– Julia! Nie
cierpię tej rozpieszczonej, samolubnej i bezdusznej kretynki. Błagam! Ubierz
się i wracaj ze mną.
– Fryzura mi się
zepsuła – oznajmiłam grobowym tonem.
– W tych
rozpuszczonych, odrobinę potarganych lokach jest ci do twarzy.
– Zmyłam makijaż.
– Co za różnica. Wystarczy
przypudrować nos i musnąć usta pomadką.
– Jestem pijana.
– Nie widać. No,
daj spokój, przecież nie chcesz, by Javier spędził z tą małpą noc.
Hę? Podniosłam czujnie
głowę. Noc? Z inną?
– Masz na myśli,
że powinnam pilnować własności mojej kuzynki? Znaczy się, jej narzeczonego?
– Coś w tym
rodzaju – Camila zrobiła dziwną minę. – Ubierz sukienkę. I gdzie masz buty?
Lecz mnie nie w głowie
były takie detale. Prychnęłam jak rozzłoszczona kotka. Najpierw mnie całował, a
teraz chce się zabawiać z inną? Niedoczekanie, oj, niedoczekanie! Ruszyłam z
kopyta, nie bacząc, że mam na sobie jedynie jedwabną koszulkę nocną, bose nogi
i potargane włosy. Alkohol i chaos w duszy dały ciekawy efekt w postaci
łagodnego szału. Łagodnego na razie. Jeśli zastanę Javiera z sypialni z obcą
babą, to nie odpowiadam za siebie! Zemszczę się! Za Izę, której i tak pewnie to
wisiało, i za własne zawiedzione nadzieje. I za świętej pamięci Puszka, który
stał się mimowolną ofiarą tego porwania.
Po krótkiej chwili, gdy
Camila już dawno zgubiła mój trop, znalazłam ich na uboczu. Stali przy drzewie,
tuż pod tarasem, na którym się znajdowałam. Ona oparta o nie plecami, on tuż
obok, stanowczo za blisko, z dłonią pieszczącą jej ramię. Coś tam sobie
szeptali przyciszonymi głosami. Zgarbiłam się, zacisnęłam pięści i sapnęłam z
oburzenia. Oświetlenie było na tyle dobre, bym mogła stwierdzić, że mam do
czynienia z niezwykle urodziwą parą. I w życiu nie widziałam tak pięknej
kobiety. Może Iza mogłaby z nią konkurować, ale na pewno nie ja. Ta konkluzja
dodatkowo popsuła mi humor.
Wtedy, tuż za moimi
plecami rozległo się cichutkie miauknięcie. Puszek numer dwa ochoczo wskoczył w
moje ramiona, więc odruchowo zaczęłam drapać go za uszkiem. Przy tym nie
odrywałam wzorku od coraz bardziej migdalącej się pary. Aż dziw, że nie
słyszeli zgrzytu moich zębów. Potem ujęłam Puszka w obie dłonie i z powagą
spojrzałam w zmrużone po kociemu oczy.
– Mam dla ciebie
misję – oświadczyłam poważnie. – Wymagającą wrzasków i użycia pazurów. Nie
zawiedź mnie, dobrze? W zamian za to zabiorę cię jutro na kocią ucztę z
waleriany.
Wychyliłam się i
spuściłam mruczącego kota, na głowy niczego nie spodziewającej się pary. Puszkowi
oczywiście nic się nie stało, ale liczyłam na efekt zaskoczenia. W zasadzie
chciałam ich jedynie przepłoszyć, lecz kocur był lepszy. Wczepił się pazurami w
wytworną fryzurę brunetki i za nic nie dawał się stamtąd zrzucić. Syczał i
parskał, baba krzyczała co sił w płucach, a osłupiały Javier stał obok,
niezdarnie usiłując temu zaradzić. Nic dziwnego, widok miotającej się
oblubienicy, z czymś puszystym i żywym na głowie, był niezapomniany. Dookoła
zaczęli pojawiać się inni goście, Puszek dalej odwalał przedstawienie, miaucząc
coraz groźniej, a na dodatek za nic nie dając się usunąć. Chyba że razem z
włosami, w które się wczepił. Zachichotałam, z rozczuleniem myśląc, że jak nie
lubię kotów, to tego chyba adoptuję i będę wielbić po kres jego kociego życia. Spisał
się na medal! Potem szybko musiałam się schować, bo Javier, tknięty chyba
jakimś przeczuciem, spojrzał w górę. Na szczęście byłam szybsza. Z niewinną
miną zbiegłam po schodach i znalazłam się w samym centrum wydarzeń.
– Puszek, kici,
kici – zawołałam przymilnym tonem. Kot umilkł, a potem zeskoczył prosto w moje
ramiona z pełnym pretensji miauknięciem. Cholera, chyba naprawdę mnie polubił!
Za to brunetka wdzięcznie zemdlała, co chyba miało pokazać, jak bardzo była
wstrząśnięta tym zamachem. Jakiś siwawy facet trzymał ją w ramionach, a dwie
podstarzałe i wyfiokowane strachy na wróble, usiłowały ją ocucić.
– Co to u diabła
ma znaczyć?! – wysyczał wściekłym głosem Javier, brutalnie chwytając mój
łokieć. – Coś ty znowu wykombinowałaś?
– Broń zoologiczna
– wymsknęło mi się. – Nowa odmiana. Koty tresowane w przepłaszaniu rywalek.
Zatkało go. Kilka osób,
które słyszało moje słowa, zaczęło dziwnie się uśmiechać.
– Jaka znowu broń?
Jaka rywalka? Twoja?
– Nie, Izy –
odparłam z godnością. – Sam mówiłeś, że o rodzinne interesy należy dbać.
– Rzucając kotem
przez balkon?!
– To była akcja
dywersyjna uzgodniona z Puszkiem. W nagrodę dostanie waleriankę…
– Nie! Ja kurwa
naprawdę nie wytrzymam! – wrzasnął, gwałtownie mną potrząsając. – Gdzie jest
moja broń? Ukatrupię cię wredna babo! Bez względu na pokrewieństwo z moją
przyszłą żoną!
– Zachowuj się El
Diablo – skarciłam go łagodnie. – Ludzie patrzą.
Zrobił się tak
purpurowy, że nawet przez moment przestraszyłam się, iż dostanie ataku
apopleksji. Potem uznałam, że mimo wszystko jest na to za młody. Nabrał
powietrza, aż mu się policzki wydęły i z wściekłością zaczął mnie ciągnąć w
kierunku domu. Po raz drugi tego wieczora, ale tym razem chyba raczej mnie nie
pocałuje, pomyślałam smętnie. Szkoda. Pocałunek mi się spodobał.
– Co chcesz ze mną
zrobić? – spytałam z ciekawością.
– Pokroję cię i
upchnę w lodówce.
– Zapasy jak
znalazł – odparłam pogodnie, ani trochę nie przestraszona jego gwałtownością. –
Z pupy taka szyneczka wyjdzie, że ho, ho!
– Przestań do
jasnej cholery! Musisz mnie dodatkowo irytować?
– Sam zacząłeś.
– I co ty w ogóle
masz na sobie? Musisz się pokazywać ludziom na wpół naga?! – darł się coraz
głośniej. Gdy znaleźliśmy się w salonie, puścił mnie i dopadł barku,
wygrzebując z niego butelkę bursztynowego płynu. Szklanki już nie szukał,
golnął sobie z gwinta. Patrzyłam z podziwem, bo wytrąbił tak prawie pół
flaszki. Potem znów poczerwieniał i zaczął głośno kasłać.
– Nic ci nie jest?
– spytałam zaniepokojona, odkładając Puszka na kanapę i podchodząc bliżej.
– Trochę… to…
ostre… – wykrztusił, z trudem łapiąc powietrze. Oczy miał załzawione, dłonie mu
drżały, nogi chyba też, bo z impetem usiadł na stojącym w pobliżu fotelu. 

 

Oto Babeczka:

Matka, żona, matematyk. Pisze od bardzo dawna, publikuje od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie żyć bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Puszek najlepszy przyjaciel człowieka <3 Akcja jak ta lala

  2. Anonimowy
    | Odpowiedz

    prima sort <3 jesteś wielka. czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy ;*

  3. zakochana
    | Odpowiedz

    Puszek jest cudowny! :p
    Dziękuję, że dodałaś rozdział, jesteś cudowna! 😉

  4. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Ciekawe co by powiedziała Iza ….

  5. Monika
    | Odpowiedz

    Chce takiego kota XD

  6. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Czytałam to przy znajomych… Jak zaczęłam płakać ze śmiechu zapytali z czego się tak cieszę. Odpowiedziałam tylko: Puszek… No i teraz patrzą na mnie jak na niespełna rozumu 😀
    Rozdział wspaniały jak zwykle 🙂 Kiedy kolejny ???

  7. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Puszek mistrz świata i okolic😁 sama zrobiłam kiedys cos takiego hehe co prawda mialam wtedy moze 11lat ale akcja byla przednia, z tym ze Drapcio nie byl zachwycony i dotkliwie mnie podrapal spadając w dol😉

  8. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Dziękuję Ci bardzo za to, ze dziś dodałaś, czekałam na ten rozdział i czekam na inne, jesteś cudowna! 🙂 Mam nadzieję, ze następny pojawi się już jutro, ze codziennie będziesz robić nam takie niespodzianki.
    Masz takie lekkie pisanie, czyta się to bardzo przyjemnie. 🙂

  9. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Czekałam i jest! :*

  10. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Kiedy następny rozdział?

  11. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Podobne trochę do "Wygranej "

  12. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Zaorałaś Puszkiem Babeczko 😂

  13. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Aaa Puszek jest cudowny ♥♥ kiedy nastepna czesc ? 😉

  14. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Z niecierpliwością czekam na kolejną część :-):-)

  15. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Wiesz może Babeczko czy strona annavaletta.com jest naszej Ani?

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Nie wiem, trzeba się spytać 🙂

    • Anonimowy
      | Odpowiedz

      Raczej tak skoro można z niej przejść na jej profili fb 😉

  16. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Kiedy VIII część?💗

  17. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Kiedy będzie kolejna część? 🙂

  18. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczki kiedy kolejna część tego fantastycznego opowiadania? XD

  19. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Może by tak kolejna część dzisiaj? Taki prezencik z okazji urodzin wiernej czytelniczki 🙂 Pozdrawiam Gosia

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Spóźniona acz szczere życzenia urodzinowe 🙂 Niestety nie miałam nawet okazji, aby przez ostatnie dni otworzyć komputer. Dziś wieczór maluchy grzecznie śpią, więc korzystam…

  20. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczko, piszesz naprawdę świetnie, nie każ nam tyle czekać, dodaj następną część albo chociaż informuj o postępach bardzo prosze

Napisz nam też coś :-)