Bo tylko czarne oczy… (IX)

with 15 komentarzy

Inwencja twórcza w opisywaniu głupot jakie popełnia główna bohaterka, wzbogaciła się tym razem o pomysł, jaki podsunęłam mi czytelniczka  Ikolac:-)))
 
 
 
– Ty wyjść! –
rozkazałam kucharzowi, wskazując palcem na drzwi. – Ja zostać i gotować! –
Wzięłam garnek i wykonałam nad nim kilka zrozumiałych gestów. – A teraz won, bo
cię siłą wyrzucę!
Najpierw był zdziwiony.
Potem szeroko się uśmiechnął, wygrzebał z szuflady fartuszek, podał mi go
jeszcze, coś tam szwargocząc, a później ku mojej nietajonej uldze, zniknął.
Głęboko odetchnęłam i wzięłam się do roboty, najpierw badając zawartość szafek
i lodówki. Po dwóch godzinach kuchnia przypominała stajnię Augiasza, ja
opływałam potem, a na patelni skwierczał kawałek mięsa, który nawet przy
najlepszej woli, trudno było nazwać apetycznym. Przez chwilę przyglądałam mu
się nieufnie, potem przystąpiłam do przygotowania koktajlu, bo to całe
gotowanie mocno mnie zmęczyło. Wciąż gapiąc się na patelnię, pstryknęłam
włącznikiem, a wtedy z głośnym furkotem składniki wyleciały w powietrze
zachlapując mnie i okolicę. Wrzasnęłam niecenzuralne słowo, z rozmachem
rzuciłam za siebie ścierkę, którą trzymałam w dłoni i dopadłam piekielnego
sprzętu, chcąc uratować sytuację. Po chwili odetchnęłam z ulgą, choć w zasadzie
powinnam z rozpaczy wyrwać sobie wszystkie włosy z głowy. Oparłam się o blat
wyspy, otarłam pot z czoła, a potem podejrzliwie pociągnęłam nosem. Coś dziwnie
pachniało. Rozejrzałam się po kuchni i mnie zamurowało. Cholerna ścierka
trafiła prosto na gazowy palnik, z którego uprzednio zdjęłam gotujące się
warzywa. Nie wyłączyłam go, bo chciałam jeszcze przyrządzić sos. Teraz w
pobliżu kuchenki strzelały sobie wesoło w górę niewielkie płomienie, bo tuż
obok stała spora ilość wszelakich papierowych pudełek. Jęknęłam i chwyciwszy
to, co miałam pod ręką, usiłowałam ugasić pożar. Niestety, pod ręką miałam
akurat mąkę. Z pozoru niewinną, pod warunkiem, że jej się nie rozpyla w
powietrzu tuż nad źródłem ognia. Sypnęłam zdrowo, a płomienie strzeliły ku
górze z większą siłą. Na dodatek cholerna kuchnia była rustykalna, z pięknymi
blatami z litego drewna. Chyba bardzo stara, bo teraz to one zajęły się ogniem.
Wrzasnęłam jeszcze głośniej, miotając się po pomieszczeniu w poszukiwaniu
jakiegoś dużego naczynia, w które mogłabym nalać wody. W ręce wpadł mi
przybrudzony garnek, który pośpiesznie napełniłam i chlusnęłam tym na coraz
szybciej rozprzestrzeniające się płomienie. W tym momencie wydarzyły się dwie
rzeczy: do kuchni wbiegł kucharz wydając pełne zgrozy okrzyki i włączył się
alarm przeciwpożarowy. Nie upłynęła minuta, a było po wszystkim, choć
pomieszczenie przypominało teraz teren po przejściu klęski żywiołowej. Chłopak
biadolił po swojemu, ja stałam głośno dysząc, brudna i mokra, z chaosem w sercu
i umyśle. A wisienką na torcie było wejście Javiera, który zamarł w progu, a
oczy o mało co nie wyszły mu z orbit.
– Co to ma
znaczyć? – wybełkotał. Milczałam, uznając, że lepiej będzie jak się nie odezwę.
Omiótł wzrokiem kuchnię, a potem wbił go we mnie. W zasadzie powinnam była
okazać odrobinę przyzwoitości i pójść się od razu utopić. W zamian za to
wyłamywałam palce, starając się wyglądać jak skrzywdzone niewiniątko.
– Ty?! – ryknął
znienacka Javier. – Ty!...
Nie ukatrupił mnie od
razu. Posapał tylko przez dłuższą chwilę, budząc przerażenie wśród
pojawiającego się personelu. Nadal milczałam, zerkając na niego spod
opuszczonej głowy. W tej sytuacji kłótnia nie była wskazana. No i romantyczną
kolację mogłam sobie darować…
– Marsz do mojego
gabinetu! – warknął Javier, wskazując na mnie. – Ale już! Jak nie posłuchasz,
to cię tam zawlekę za włosy!
– Troglodyta –
mruknęłam pod nosem, lecz bez sprzeciwu podążyłam za nim. Po drodze zostawiałam
mokre plamy i gubiłam resztki koktajlu. Javier z hukiem trzasnął drzwiami, a
potem usiadł przy potężnym, mahoniowym biurku. Wbił we mnie rozwścieczony
wzrok, z całej siły zacisnął zęby i gapił się tak przez bardzo długą chwilę.
– No co? –
odezwałam się w końcu, podchodząc bliżej i zajmując miejsce naprzeciwko. Z
głośnym plaśnięciem spadł na podłogę kawałek jakiegoś owocu, ale udałam, że
tego nie zauważam.
– Powiedz mi do
cholery, co tam robiłaś?
– Przygotowywałam
kolację. Romantyczną i elegancką, żeby cię przeprosić.
– Podpaliłaś
zabytkową kuchnię! Mało brakowało, a puściłabyś z dymem dom wart kilka milionów
dolarów! – ryknął, waląc pięścią w blat.
– Kilka milionów?
– rozejrzałam się dyskretnie. – No patrz, nie powiedziałbym.
– Masz się trzymać
z daleka od kuchni, salonu, masz w ogóle nie wychodzić ze swojego pokoju! Nawet
na plażę! – wrzeszczał dalej. – Jak nie posłuchasz to cię przywiążę do łóżka!
Zrozumiałaś?!
– Nie! –
odwrzasnęłam, nagle równie jak on rozzłoszczona. Zerwałam się z miejsca, z
rumorem odsuwając krzesło. – Trzymasz mnie wbrew mojej woli, bo realizujesz
jakiś durny plan zalotów. Nie wpraszałam się tutaj, co więcej proponowałam inne
rozwiązanie, ale ty się uparłeś, abym została! Więc będę chodziła do kuchni, do
salonu, po całej wyspie, wzdłuż i wszerz! Zrozumiałeś?!
– To nie była
prośba, a rozkaz!
– W dupie mam
twoje rozkazy!
– Ach tak?! – Też
zerwał się z miejsca, a okrążywszy stół, zbliżał się teraz do mnie z złowróżbną
miną.
– Właśnie tak! A
jeśli sądzisz, ze się ciebie boję… – przezornie cofnęłam się, ale Javier nie
odpuścił. W końcu uderzyłam plecami o twardą ścianę.
– Może powinnaś? –
warknął. Stał tak blisko, że bez problemu mogłam zobaczyć każdy, nawet
najdrobniejszy detal jego twarzy. I wściekłość malującą się w ciemnych oczach.
Może miał rację, że powinnam się zacząć bać, ale nie o tym teraz myślałam.
Przechyliłam głowę na bok, zafascynowana jego bliskością, bardziej przerażona
własnymi uczuciami niż jego groźbami.
– Dlaczego nie
odstawisz mnie do domu? – spytałam cicho, unosząc dłoń i dotykając smagłego
policzka. – Przecież to byłoby najprostsze rozwiązanie. Izą nie musisz się
martwić, nic bym nie powiedziała.
Na dobrą chwilę go
zatchnęło.
– Bo… – zaczął
raptownie i równie nagle umilkł. – Bo…
– No właśnie. Bo?
– Bo… Jasna
cholera, jeszcze mam się tłumaczyć?
Uśmiechnęłam się
figlarnie, wodząc opuszkiem palca po jego wargach. Dziwne, ale nie
zaprotestował, gapił się na mnie tylko bez słowa, oddychając coraz szybciej,
jakby nagle znalazł się na jakimś pieprzonym maratonie.
– Naprawdę
chciałam przygotować dla ciebie kolację w ramach przeprosin – wyszeptałam. –
Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie wyszło tak, jak zaplanowałam i czuję się z
tego powodu winna. Jedyne co mogę zrobić, to dać słowo, że przez pozostałe siedem
dni będę cię unikała ze wszystkich sił. To nie powinno być trudne, wyspa jest
wystarczająco duża, dom także. Chcesz tego?
– Tak –
potwierdził, lecz dziwnie niepewnie. Widać było rozkojarzenie w czarnych
oczach. Oparł się obiema dłońmi o ścianę, pochylając nade mną, a ja położyłam
dłonie na jego piersi i odważnie spojrzałam w górę.
– Dobrze. Od dziś
żadnych głupich pomysłów, dyskusji, kłótni, przypadkowych lub nieprzypadkowych
spotkań. Będę nuda aż do granic moich możliwości.
– Akurat tego nie
potrafię sobie wyobrazić – uśmiechnął się. – Ty, nudna?
– Zajmę się
Puszkiem, będę chodziła na samotne spacery, wzdychała do księżyca i marzyła o
upojnym seksie na plaży.
Przy ostatnich słowach,
przestał się uśmiechać. No i w końcu mnie pocałował. Dopiero gdy poczułam smak
jego warg, uzmysłowiłam sobie jak bardzo za tym tęskniłam. Początkowo niepewny
pocałunek, po chwili zmienił swój charakter. Całym ciałem przycisnął mnie do
ściany, unieruchomił moje ramiona i całował mnie coraz mocniej, coraz
brutalniej, jakby dopiero co odkrył, jak bardzo jest spragniony tej bliskości. A
ja nie protestowałam, tylko przymknąwszy powieki, oddałam ten pocałunek z taką
samą tęsknotą, z tym samym głodem, który wyczuwałam i w nim. Kto wie, czy nie
skończyłoby się to tym upojnym seksem na plaży, gdyby nie radosny kobiecy głos,
który nagle rozległ się przed drzwiami gabinetu. Javier błyskawicznie odskoczył
w tył, a potem szpetnie zaklął. Nie wiem tylko czy z powodu tego, że nam
przerwano, czy tez nagle uzmysłowił sobie, co zrobił.
– To ta od akcji z
Puszkiem? – spytałam rozżalona.
– Clarisa? Tak. –
Javier z roztargnieniem spojrzał na swoje ubranie. Bliższy kontakt ze mną pozostawił
wyraźne ślady.
– Powinnam spuścić
na nią jakiegoś tygrysa – mruknęłam, a on zaczął się nieoczekiwanie śmiać. Nie
przerwał nawet wtedy, kiedy jego eks pewnym krokiem weszła do środka, obrzucając
nas zdumionym spojrzeniem.
– Co tu się stało?
Dlaczego jesteście tacy brudni?
– Julia podpaliła
dom – odparł krótko, tłumiąc kolejny napad śmiechu.
– Nie dom, a
kuchnię – sprostowałam, nieznacznie przesuwając się w kierunku drzwi.
– Jak to? –
Clarisa załamała obie dłonie w geście rozpaczy. Trzeba przyznać, że w dziennym
świetle wyglądała jeszcze lepiej niż tamtego wieczoru. Sama bym się za nią
wydała, gdybym była facetem i miała fujarkę… Moje rozmyślania przerwał głośny
huk i wrzask, bo Clarisa poślizgnęła się na kawałku banana, który odpadł od
mego ubrania. Na więcej nie czekałam, tylko umknęłam do sypialni. Prosto do
wanny. Dopiero gdy leżałam w pachnącej czymś egzotycznym wodzie, przypomniałam
sobie pocałunek. Z żalem pomyślałam, że chcę więcej. Wszystkiego. Pocałunków,
pieszczot, seksu. I jeszcze więcej. Miłości. A to było prawie niemożliwe, bo
pasowaliśmy do siebie jak pięść do nosa. Rozżaliłam się. Co za cholerny pech! A
Clarisę muszę czym prędzej przegonić. Tygrysa tu nie ma, Puszka nie będę więcej
narażać na stresy, ale są przecież palmy z całą masą orzechów kokosowych…

 

Oto Babeczka:

Matka, żona, matematyk. Pisze od bardzo dawna, publikuje od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie żyć bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Mało i nie śmiesznie.

  2. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Aaaa mało! Chcę więcej! Najpierw Titanic teraz to… dobry dzień muszę przyznać. Uzalezniam sie od tych Twoich opowiadań, co chwilę sprawdzam czy jest nowy rozdział 😀
    S.

  3. Anonimowy
    | Odpowiedz

    No w końcu! Już myślałam, że ciągle będą skakać sobie do gardeł 😀

  4. lkolac
    | Odpowiedz

    troche sie boje co zrobisz z tymi kokosami 🙂
    i szkoda ze kury nie probowalas zabic, biegajacej i skaczacej
    podpalenie kuchni tez niezle, trzeba bylo rozgrzac olej i polac go woda, wybuchbylby lepszy 🙂 albo zalac ogien olejem, choc wtedy bys mogla calosc pusic w powietrze bardziej
    ach zobaczymy poczytamy 😉 nadla nie spiesz sie z koncem

  5. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Uzyj kokosow to jest znakomity pomysl, czekam na ciag dalszy

  6. Anonimowy
    | Odpowiedz

    kiedy bd ciąg dalszy Głupstwa ?

    • Anonimowy
      | Odpowiedz

      O właśnie, kiedy? 😉

  7. Anonimowy
    | Odpowiedz

    ZA MAŁO

  8. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczko, wspaniale. Życzę Tobie weny i czekam z niecierpliwością na koleją część :))

  9. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Wszystko pięknie tylko dlaczego tak mało? Całe dnie i noce czekam na kolejne części, które okazują się zbyt krótkie aby zaspokoić moją ciekawość i wyobraźnię :(. Mam cichą nadzieję, że stworzysz więcej wspólnych scen rozgrywających się między głównymi bohaterami. Sama historia to miodzio, jak dla mnie najlepsza, którą do tej pory stworzyłaś. Pozdrawiam cieplutko :*

    • Anonimowy
      | Odpowiedz

      Kazda jest najlepsza dopóki dopóty nie pojawi sie nastepna ;D 😉

  10. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Prawde mówiąc to tak jak kocham wszystkie twoje opowiadania, a ta historia od początku wciągnęła mnie niesamowicie, tak teraz mam wrażenie, że troche ją przekombinowałaś a z głównej bohaterki robisz troszke desperatke. Być może to tylko moja opinia, ale pamiętaj żeby zachować umiar :* pozdrawiam cieplutko Kasia.

  11. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Wlasnie… strasznie mało ledwo 2 scenki (jak dla mnie) supi i smieszne ale no…mało ;-; a potem czekac 3 dni na następną część

  12. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Mam nadzieję ze to opowiadanie szybko się nie skończy, kocham "Cale zdanie nieboszczyka" wiec ta historia wybitnie przypadła mi do gustu 😉 Bohaterka jest genialna, jeszcze dużo namiesza w tym raju, prawda? Babeczko, liczę na mały prezencik urodzinowy w postaci kolejnej części dziś wieczorem. Całusy, Natalia

  13. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Tak tylko nierozumiem tego że bohaterka nie chce sie zakochiwac w javierze itd ale jednoczesnie caly czas obmysla jakies akcje zeby go przy sobie zatrzymac. Moim zdaniem jezeli kobieta nie chce sie zakochiwac to unika obiektu westchnien, a nie podwojnie o niego walczy. Zrób mozr cos zeby tym razem El Diablo troche powalczył 😉

Napisz nam też coś :-)