Coś optymistycznego (I)

with 12 komentarzy

na poprawę humoru
 
Jestem nastawiona nie-życiowo, troszkę pragmatycznie, mocno ironicznie i jak zwykle erotycznie. Dlatego niniejszym ogłaszam bunt wobec własnych planów i harmonogramu. Chociaż na miesiąc wrócimy do starej babeczkarni, kiedy nie było wiadomo, co i kiedy się ukaże. Kiedy tytuły przeplatałam według własnego nastroju, a nie według ustalonego planu. "Coś optymistycznego" to tekst dla Was, na dobry początek roku, na poprawę samopoczucia. Nie dam rady wrócić do starego stylu pisania, bo mijający czas i pewien rodzaj doświadczenia sprawiają, że jest to po prostu niemożliwe. Ale jednego się nauczyłam - jeśli mnie pisanie danego tekstu sprawia frajdę, to taką samą radość czerpią z tego czytający! A ten tekst sprawił mi frajdę i to jaką!

Poznajcie Ankę, upartą, odrobinę zwariowaną, kapryśną i impulsywną. Kobietę, której życie spłatało figla, ale która zamierza dać "życiu" kopa w cztery litery i walczyć o swoje. O miłość, dziwną miłość, o własne marzenia, jakkolwiek niewiarygodnie nieprawdopodobne by się wydawały. Anię optymistkę. I mężczyzn, którzy stanęli na jej drodze. Babeczkowa lista cech bohaterki odhaczona. Pyskata? Jest! Namiętna? Jest! Zakręcona? Jest! Kilka głupot? Jest! Wątek autobiograficzny? Jest! Facet fantastyczny? Też jest!

To zaczynamy 😀 Przyjemnych poniedziałków życzę!

 

Miarowy stukot kół pociągu, kołysał mnie do snu. Chociaż w zasadzie tak bardzo nie chciało mi się spać.

Rozmyślałam.

O tym, co straciłam, a może i o tym, czego tak naprawdę nie miałam.

Bo jeśli Bartek mnie zdradził, z premedytacją, kilkukrotnie, właściwie do ostatniej chwili czekając z odwołaniem ślubu, to może wcale nie powinnam niczego żałować? Jego szczęście, że nie zostawił mnie przed ołtarzem, bo Bóg mi świadkiem, wydałby na dentystę majątek. Ja pewnie na prawnika…

Łajza jedna romansowała za moimi plecami prawie od naszej pierwszej randki. Tłumaczył się potem, że traktował to jak rodzaj sportu, taka sobie niewinna rozrywka, żeby nie wyjść z wprawy. Bo tak właściwie to moja wina. Nie chciałam uprawiać seksu na pierwszej randce. Na drugiej też i biedaczek musiał szukać ratunku. Po tym oświadczeniu też musiał szukać pomocy, tym razem u lekarza, bo przywaliłam mu w jaja, aż się zapowietrzył. A co! Niech ma, na pamiątkę od swej niedoszłej małżonki! Złośliwie pomyślałam, iż po tej kontuzji, jeszcze przez długi, długi czas nie będzie mógł uprawiać tego „sportu”, a i o podium nieprędko zamarzy.

Spod siedzenia wyciągnęłam owiniętą w gazetę butelkę, z której pociągnęłam solidnego łyka. Na co dzień wielbicielka piwa bezalkoholowego, abstynentka z wyboru, którego dokonała moja biedna, zmaltretowana wątroba, dziś wszelkie zasady posłałam w diabły.

Chciałam się upić.

Może i popełnić samobójstwo, wyskakując z pędzącego pociągu, chociaż słowo „pędzący” w odniesieniu do tego środka lokomocji było tak naprawdę eufemizmem. Od czego jest jednak wyobraźnia. Moja biedne, zmaltretowane zwłoki, rozmazane na torach. Rodzina zawodząca nad trumną. Przy płytkim grobie pełen wyrzutów sumienia Bartek, z gipsem na jajach… W tym momencie zaczęłam chichotać, bo na gipsie powiewała czarna wstążeczka z napisem „pamiątka po ukochanej”.

Pociąg zaczął hamować. Czknęłam, podziwiając samą siebie za przezorność. Usiadłam bowiem zgodnie z kierunkiem jazdy. W innym wypadku miałam gwarantowaną bardzo nieprzyjemną przygodę. Na szczęście, w ostatniej chwili podczepiono jeszcze dwa wagony i właśnie w ostatnim, dokładnie na samiutkim końcu, znalazłam sobie przytulny, pusty przedział.

Do czasu.

W ciszy nocy rozbrzmiały wesołe gwizdy, głośne śpiewy, radosne okrzyki. Nie wytrzymałam i zerknęłam na peron.

– Jasna cholera! – mruknęłam, obserwując tłum mundurowych. Chłopaki chyba wracały z przepustki, szczęśliwie i równie pijane, jak ja. To niedobrze, oceniłam. Co prawda byłam od nich sporo starsza, ale nędzne oświetlenie i te promile, z łatwością mogły te różnice zniwelować. Podrapałam się bezmyślnie po głowie, potem rozczochrałam włosy, przetarłam oczy i z rezygnacją postanowiłam czekać na to, co mi los przyniesie. Natychmiastowego opuszczenia pociągu nie brałam pod uwagę, bo najzwyczajniej w świecie mi się nie chciało. Przecież nie będę się bała kilku smarkaczy… Upiorna wyobraźnia podsunęła sceny z filmu porno, gdzie nadobna panienka dokazywała z całym plutonem podczas przepustki. Fajnie coś takiego oglądać, ale niekoniecznie brać w tym udział. Zdegustowana buntem własnej świadomości do spółki z podświadomością, postanowiłam udawać, że śpię. Oparłam głowę, przykryłam się płaszczem i zaczęłam miarowo pochrapywać.

– Tu jest wolne… O! Jakaś laska śpi! Ale jaja!

Powieka nerwowo mi drgnęła, a chrapanie przybrało na sile. Spokojnie mogłabym ubiegać się o rolę niedźwiedzia zimowego w filmie.

Do środka wtłoczyło się kilka osób. Nawzajem uciszali się szeptem, podśpiewywali coś wesoło, wymieniali sprośne uwagi na mój temat. Po zdaniu „wygląda jak czupiradło, w dodatku stare czupiradło”, z miejsca trafił mnie szlag.

– Ja ci dam stare czupiradło! – syknęłam, prostując się gwałtownie. Płaszcz zleciał na podłogę, a ja wzięłam zamach butelką z winem, wylewając jego zawartość na najbliżej siedzącego.

– Zwariowałaś?! – wrzasnął, zrywając się z miejsca. Potem posypały się różne, bardzo niecenzuralne i bardzo dla mnie obraźliwe słowa.

– Bo poprawię! – zagroziłam, podczas gdy jego towarzysze zaśmiewali się do rozpuku. – Szkłem w ten twój zakuty łeb!

Właściciel zakutego łba, nadął się godnie, zasznurował usta i w skupieniu przystąpił do szacowania strat. A ja mogłam się mu wreszcie przyjrzeć i trzeba przyznać, że poczułam się z lekka oszołomiona.

Chłopak na schwał. Wysoki, gibki, szeroki w barach, wąski w dupci. Włosy miał krótkie, ciemne, oczy jednolicie czarne, smagłą cerę i wyrazistą twarz przystojniaka z filmów o super herosach. Niestety, idealny wizerunek mąciła teraz pionowa zmarszczka przecinająca gładkie czoło, surowo zaciśnięte wargi i posępne spojrzenie.

– Trzeba było nie nazywać mnie czupiradłem – pouczyłam go.

– To nie ja – warknął poirytowany, przyglądając się mi podejrzliwie. – Zresztą, kolega miał rację. Tylko co do wieku się chyba pomylił. Aż tak stara nie jesteś…

– Spokój! – Posłałam wściekłe spojrzenie rozbawionej grupie. – Czego tak rżycie barany?

Obrażenie sześciu pijanych facetów, to nie był dobry pomysł. Mętnie pomyślałam, że jakby co, to wyskoczę oknem. Jak nie zmasakrowane zwłoki na torach, to pod torami. Skręcony kark, zastygłe spojrzenie, nienaturalnie wygięte ciało.

– Taki smutny los mnie czeka – chlipnęłam. Potem zaczęłam grzebać w torebce.

– Jaki smutny los? – Chłopak nadal przyglądał mi się nieufnie.

– Zaraz, zaraz… Gdzieś tu mam notes. Nie odejdę z tego świata bez pożegnalnego listu…

– Jesteś pijana. – Zmrużył oczy. – Chyba bardziej niż oni.

– A ty nie?

– On? – Blondyn po prawej parsknął z pogardą. – Pieprzony abstynent. Zabawę nam psuje tą swoją pokutną miną.

– Hm – odparłam, sięgając po pustą już butelkę. Tylko resztka wina chlupotała na dnie. – Macie może coś do picia? Suszy mnie.

Chłopaki częstowały ze szczerego serca. Wino, wódka, piwo, jabol, whiskacz, normalnie szał ciał i uprzęży. Perfumowanych nie lubiłam, piwa też, ale wódka weszła gładko. Po trzecim kieliszku byliśmy już na ty. Blondyn miał na imię Olek, rudy – Mariusz, taki chudy i blady, Doniu, a dwóch pozostałych o mało zwracającej uwagę aparycji, Klaudiusz i Przemek. Na samym końcu przedstawiła się, chociaż z oporami, ofiara mej niezdarności.

– Piotr – powiedział. Krótko i zwięźle, bez podania ręki, nie zaszczyciwszy mnie nawet ani jednym chmurnym spojrzeniem. Nic dziwnego, spodnie miał mokre, pewnie było mu niewygodnie.

– Ania. – Nie pozostałam im dłużna. Niestety, tę przyjemną chwilę zepsuł mój wredny pęcherz. Dyskomfort stał się aż nazbyt wyraźny, więc musiałam podjąć męską decyzję, aby udać się w pewne ustronne miejsce. Co okazało się niewykonalne.

– O, kurwa! – szepnęłam ze zgrozą, próbując przybrać pozycję pionową. – Co jest?

– Po trzech kieliszkach? – Brwi Piotra powędrowały w górę, w geście dezaprobaty.

– Rzadko piję coś więcej niż pół lampki wina do obiadu – przyznałam szczerze. – Dziwnie uczucie – dodałam, masując się w okolicach żołądka. Zaniepokojenie Piotra osiągnęło apogeum. Nic dziwnego, siedział najbliżej…

– Chodź! – warknął, zrywając się z miejsca. Potem musiał jeszcze poderwać mnie, co zrobił bez najmniejszego problemu. Uwieszona na jego ramieniu, dałam się zaprowadzić do toalety, po czym załatwiłam dwie, bardzo pilne potrzeby.

I po wszystkim, kiedy nachyliłam się nad umywalką, spojrzałam w niewielkie lustro.

– O słodki!… – wyjęczałam. Tusz miałam rozmazany na połowie oblicza, włosy rozczapierzone i wyglądałam jak kandydat na rolę w kontynuacji przygód Jacka Sparrowa. Nawet wyraz twarzy miałam podobny, nieco obłąkany. Na szczęście, zabrałam ze sobą torebkę. Chyba przez przypadek, bo że nie specjalnie, to dałabym głowę.

Mokrą chusteczką zmyłam te bohomazy z oblicza. Podróżną szczoteczką umyłam zęby. Dłonią przygładziłam włosy. Przypudrować nosa już nie miałam siły. Znów mnie mdliło, chociaż teraz zdecydowanie mniej. Ale i tak ledwo stałam na nogach. Nie miałam pojęcia, czy dam wrócić do przedziału, lecz było mi wszystko jedno. Najwyżej usiądę sobie gdzieś w korytarzyku, jak obsługa się o mnie potknie, to może mnie wywali na zbity pysk na najbliższym postoju? Nieco pocieszona tą myślą, otworzyłam drzwi i wpadłam prosto w męskie ramiona.

– Wracamy. – Znów suchy, rzeczowy ton. Ale był przy tym taki cieplutki, twardy i… Ech! Stanowczo nie powinnam była pić. Mogłam kupić sobie kilogram cukierków, ale nie, mnie się zachciało wina. To i mam efekt.

– Wracamy – poświadczyłam skwapliwie. Niestety, to on wracał. Ja miałam tak miękkie kolana, że w życiu nie utrzymałabym się na własnych nogach. W wąskim korytarzyku ciężko było też wziąć mnie na ręce, więc stał niezdecydowany, z babą uwieszoną na jego szyi.

– Znów mi niedobrze – poskarżyłam się.

– Świętowałaś coś czy przeciwnie?

– Przeciwnie.

– Kryzys w związku? – spytał domyślnie.

– Porzucenie przed ołtarzem – załkałam w szeroką pierś. Chyba trochę się przejął, bo otoczyło mnie w pasie silne męskie ramię. Potem drugie. I tak staliśmy sobie, on oparty o ścianę, ja o niego, wdychając z błoga miną przyjemny zapach szorstkiego munduru. Tak, ładnie pachniał.

– I przez to chciałaś popełnić samobójstwo? – Gorący oddech przyjemnie łaskotał moje ucho.

– Pomarzyć sobie nie można?

– Dziwne masz marzenia.

– Taka piękna scena. Ja w trumnie, blada, pełna godności – rozczuliłam się. – A nad trumną Bartek, też blady, ale pełen wyrzutów sumienia… Co się śmiejesz? – Uniosłam głowę i z niezadowoleniem obserwowałam wyraz jego twarzy. Czarne oczy wyraźnie błyszczały rozbawieniem.

– Ile ty masz lat Aniu? Bo zachowujesz się jak egzaltowany podlotek.

– Dwadzieścia siedem – oświadczyłam z powagą. – Żaden podlotek, wypraszam sobie.

– Gadasz głupoty o samobójstwie. Naprawdę sądzisz, że byłby wart takiego poświęcenia?

Zatkało mnie. Piotrek miał rację. Tym jednym, niewinnym pytaniem, niczym płomień świecy zdmuchnął moje pesymistyczne marzenia i przywołał żądzę zemsty.

– Nie! – Głośno, stanowczo i dobitnie. – Jesteś lepszy niż moja przyjaciółka od serca – westchnęłam. Uniósł brwi zaskoczony, a później się uśmiechnął.

I przepadłam. Raz, porządnie, nieodwracalnie.

Jeszcze nigdy nie uwiódł mnie jeden, męski uśmiech. Szczery, spontaniczny, lekko kpiący i odrobinę poważny. Uśmiech, który rozpogodził jego twarz, zapalił w oczach wesołe chochliki, docierając prosto do mojego serca. I wtedy stał się cud, bo jego dwie przełamane połówki na powrót stały się całością, zaczynając bić w nowym ekscytującym tempie.

– Ciągle to słyszę – odparł, pochylając się nade mną. – Wiesz co jest najlepsze na kaca?

– Kaca będę miała dopiero jutro.

– Nie o takim kacu myślę.

– Proponujesz siebie? – spytałam z niedowierzaniem. – Niby po co?

– Chociażby po to. – I nieoczekiwanie mnie pocałował. Nasze wargi skleiły się, przylgnęły do siebie, wymieniły pieszczotę dotyku. A ja zamknęłam oczy, bo nic innego nie mogłam zrobić. Delektowałam się tym, drżąc w silnych ramionach całkiem obcego człowieka. Chłopaka, nie dość że młodszego o dobre kilka lat, to jeszcze poznanego zaledwie kwadrans temu.

– Nie! – wyszeptałam oszołomiona, próbując się odsunąć. Ile mnie to kosztowało, lepiej nie mówić, bo najchętniej rzuciłabym się sprintem do przodu, a nie wycofała. – Nie tak.

– A jak? – Nie wyglądał na urażonego. – To tylko całus. Nic więcej. Na kaca – dodał wesoło.

Jak miałam mu wytłumaczyć, że dla mnie to coś więcej, niż pocałunek. Poza tym właśnie złamałam wszelkie życiowe zasady relacji damsko-męskich, przekroczyłam każdą postawioną sobie granicę. Gorzej! Olałam swój zdrowy rozsądek, z którego byłam tak dumna. I co gorsza, cholernie dobrze się z tym czułam!

– Nie bój się, nie uwodzę pijanych kobiet – zachichotał, dotykając czubkiem nosa mojego policzka.

– Dlaczego? – wyrwało mi się.

– Bo to byłoby zbyt proste. Nie lubię prostych wyzwań. I jestem pewien, że w innych okolicznościach, byłabyś niesłychanie trudnym wyzwaniem.

Może i tak, gdyby się tak piekielnik nie uśmiechał. Nie chodziło o jego aparycję, chociaż przyznaję, że miała znaczenie. To było coś więcej, coś co dostrzegłem w głębi ciemnych źrenic, co dosłyszałam w tonie głosu. Coś, czego nie znalazłam u żadnego innego mężczyzny.

– Wracamy? – zaproponowałam słabym głosem, bo nagle przestraszyłam się, co mógłby wyczytać w moich oczach.

– Dasz radę?

– Wskoczę ci na plecy…

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. D
    Domi
    | Odpowiedz

    O, ja! Coś czuję, że Bartek szybko zniknie z głowy tego Czupiradła 😂 czekam na więcej

  2. A
    Aaaa
    | Odpowiedz

    No mega się zapowiada!!!
    Czekam na wiecej

  3. A
    Aricca
    | Odpowiedz

    Już tuptam z niecierpliwością 🥰

  4. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    A ja gromnie potwierdzę, że najważniejsze jest, aby pisać z przyjemnością. Bo to później czuć. Tak trzymaj!

  5. T
    Teresa L.
    | Odpowiedz

    Babeczki, świetne opowiadanie. Kiedy kolejny rozdział?

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Jutro 🙂

  6. A
    Ania
    | Odpowiedz

    Czekam na więcej. 😍😁

  7. J
    Jopis
    | Odpowiedz

    a co z zakończeniem Randki?

    • m
      manka
      | Odpowiedz

      a ja nie moge odczytac drugiego rozdzialu

      • Babeczka
        |

        Spróbuj teraz, to problem z pamięcią podręczną.

  8. J
    Jopis
    | Odpowiedz

    Chodzi mi o to, że przeczytałam Randkę w okresie świątecznym. Codziennie od 26 grudnia sprawdzalam, czy jest dodane zakończenie i nie było. A teraz już muszę to wykupić, żeby tylko doczytać końcówkę?

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Nie, odblokuje jeszcze całą trzecią część w całości i gdyby ktoś chciał, to będzie dostępna jeszcze przez tydzień, żeby spóźnialscy się załapali :-)))
      To pewnie stąd, że zakończenie dopisałam do 3 i niektórzy przegapili 🙁

Napisz nam też coś :-)