Coś optymistycznego (XI)

with 9 komentarzy

na poprawę humoru
 

– Cześć.

Na progu mojego mieszkania stała wysoka, posągowa brunetka. Była piękna, seksowna i chociaż dotychczas widziałam ją jedynie na zdjęciach w internecie, od razu wiedziałam z kim mam do czynienia.

– Cześć – powiedziałam krótko, lecz nie zaprosiłam jej do środka, zastanawiając się jednocześnie dlaczego Mateusz wolał mnie niż ją. – Czego chcesz?

– Porozmawiać.

– Nie mamy o czym. Jeśli jesteś w stanie, to sama zawalcz o Mateusza. Ja go nie chcę.

– Nie chcesz? – Bacznie wpatrywała się w moją twarz. Nie wyglądała na rozgniewaną, raczej na zamyśloną. – Nieważne. Przyszłam w sprawie mojego brata.

Tym razem bez słowa otworzyłam szerzej drzwi, czyniąc zapraszający gest.

– Źle wyglądasz – powiedziała Alicja, siadając przy kuchennym stole.

– Źle się czuję – odparłam zgodnie z prawdą. – Kawy? Herbaty?

– Kawy, jeśli mogę prosić. Będzie nam się lepiej gawędziło.

Wzruszyłam obojętnie ramionami. Przygotowałam kawę i postawiłam dwie filiżanki na stole. Potem po krótkim namyśle, także mleko i cukier.

– Jesteś chora?

– Powiedzmy.

– Straszny tu – dyskretnie rozejrzała się dookoła – rozgardiasz.

– Nie mam czasu na głupoty.

– Przecież nie chodzisz do pracy?

– Zwolniłam się.

– Dobrze, przejdę do rzeczy. – Łokcie oparła o blat, pochylając się do przodu. – Po wypadku mój brat bardzo długo walczył, aby powrócić do dawnej sprawności. Udało mu się to w dużej części i miałam nadzieję, że w końcu ułoży sobie życie. Ale on nie chciał nikogo, nie umawiał się na randki, nawet nie chodził na dziwki.

– Skąd wiesz? – spytałam zaskoczona.

– Zatrudniłam detektywa. Martwiłam się – wyjaśniła usprawiedliwiająco. – Nie poznałam wszystkich szczegółów, ale dowiedziałam się, że to kobieta jest jego obsesją. Ty.

– Tak, z pewnością – odparłam z goryczą. – Gówno, nie obsesją.

Alicja roześmiała się wdzięcznie.

– Piotrek przez ostatni tydzień wyglądał, jakby zwaliły się na niego troski całego świata. Ty wyglądasz podobnie. Wiesz, że Mateusz spotyka się już z inną? – raptownie zmieniła temat. Obojętnie wzruszyłam ramionami.

– Mam to gdzieś – oznajmiłam zgodnie z prawdą.

– W sumie ja też – roześmiała się perliście. – Posłuchaj Aniu, mam plan. Po dziadkach odziedziczyliśmy dom nad jeziorem. Wyremontowany, przeznaczyliśmy częściowo pod najem. Latem dla letników, ale częściej dla zapalonych wędkarzy. Lubisz łowić ryby?

– Oszalałaś? Ja?!

– Nie szkodzi. Wynajmę ci pokój na cały tydzień, nie zdradzając tożsamości. I pożyczę wędki – dodała wspaniałomyślnym tonem, a mnie całkowicie zamurowało?

Ryby? Wędki? No… Czego to się nie robi dla marzenia!

***

– Ty? – Pionowa zmarszczka na czole Piotrka nie zapowiadała niczego dobrego.

– Ano ja – poświadczyłam niepewnie. Stałam w progu, objuczona bagażami, a on naprzeciwko, z ramionami skrzyżowanymi na piersi i ponurym wyrazem twarzy.

– Ty wynajęłaś pokój?

– Tak.

– Po co?

– Żeby powędkować. A co, nie można? – Uznałam za słuszne okazać odrobinę oburzenia.

– Powędkować? – Podszedł bliżej i teraz dzieliło nas zaledwie kilkanaście centymetrów.

– Tak. Mam nawet sprzęt – pochwaliłam się.

– Sprzęt? I jak niby zamierzasz te ryby łapać?

– Normalnie. Na glisty – wyrwało mi się i Piotrek w tym momencie nie wytrzymał. Zaczął się śmiać, a pode mną ugięły się kolana. Doskonale pamiętałam, jak potrafi być pociągający, ale doświadczyć tego znów…

– Takie robaki – kontynuowałam, modląc się desperacko, aby moje serce, nogi i cała reszta narządów wewnętrznych wytrzymały to napięcie. Głównie po to, abym nie padła na ziemię, niczym wór z kartoflami.

– Aniu! – Wyciągnął ramiona i ujął w obie dłonie moją twarz. Przełknęłam ślinę, patrząc na niego powiększonymi ze zdziwienia oczyma. Spodziewałam się wybuchu wściekłości, oziębłości, obojętności, a on znów zachowywał się jak wtedy. – To najgorsza wymówka jaką słyszałem. No dobrze, skoro tak bardzo chcesz powędkować – dodał kpiąco. I pochylił się, delikatnie mnie całując. – Mam dla ciebie przytulną sypialnię.

Ile bym dała, aby dodał – „moją”. Niestety, to nadal leżało w strefie marzeń.

– Super – wydusiłam z siebie schrypniętym głosem.

– Kuchnia jest wspólna, łazienka również. Wieczorem rozpalam w kominku, zapraszam na wino. Lubisz przecież wino? – Znów cholernik był złośliwy.

– Lubię – potaknęłam, udając niesłychanie poważną. – Najlepiej prosto z gwinta…

Nie mam pojęcia, dlaczego tak go rozbawiły moje słowa. Chwycił walizkę i gestem wskazał na schody. Wąskie, drewniane, prowadzące na poddasze. Znaleźliśmy się w małym korytarzyku, zbyt małym, bo aż klaustrofobicznym. A może byłam jedynie przewrażliwiona, odurzona bliskością Piotra? Może.

Wybrał jedne z czworga drzwi, otworzył je i wszedł do środka. Ja za nim.

Pokój był całkiem spory. Urządzony surowo, prawie że po męsku. Panował w nim jednak wzorowy porządek. Podwójne łóżko, starannie zaścielone. Ogromna szafa. Biurko pod oknem i wygodny fotel. Dwa stoliki nocne, półka zapełniona książkami. Zmarszczyłam brwi. Coś mi tu nie pasowało.

– Rozgość się.

– Tutaj?

– Wzięłaś ostatnią miejscówkę – lekko się uśmiechnął. – Został tylko niewielki pokoik, z którego korzystam, gdy nie ma Alicji.

– To twoja sypialnia? – Jednak marzenia się spełniają! Nieprawdopodobne, ale prawdziwe.

– Tak. Gdy mamy komplet, a ktoś ubłaga nas o jeszcze jedno miejsce, wtedy nocuję na dole, swoje lokum udostępniając gościom.

– Serio? – Przyglądałam mu się nieufnie. – Komplet czyli ile?

– Na wynajem mamy przeznaczone dwa pokoje na górze i jeden na dole. Niezbyt dużo, ale to właśnie zapewnia ciszę i spokój. Nigdy nie jest tu tłoczno.

– Na pewno masz gdzie spać?

– W razie czego posuniesz się kawałeczek – mrugnął okiem, wskazując na łóżko. – Zgoda?

Zamurowało mnie. Zresztą, przez cały czas zachowywał się zupełnie inaczej, niż podczas naszego ostatniego spotkania. Był taki, jakim go zapamiętałam, o jakim marzyłam. Może nie fizycznie, ale w oczach miał ten sam błysk, na ustach błąkał mu się ten sam uśmiech.

– Zgoda – potwierdziłam, podchwytując jego żartobliwy ton. A potem perfidnie i z premedytacją, sięgnęłam do klamry spinającej włosy. Rozsypały się na plecach, a ja westchnęłam z ulgą. Za to Piotrek przestał się uśmiechać.

– Jakoś tak niewygodnie mi było.

– Niewygodnie? – Głos miał wyraźnie zdławiony; pociemniały mu oczy, a na czole dało się zauważyć pulsującą, wypukłą żyłkę.

– Nie oczekuję, że zrozumiesz. W końcu jesteś facetem.

– Aha.

Podszedł bliżej. Jak w transie sięgnął ręką do moich włosów. Przeczesał je palcami, zaciągnął się ich zapachem, przymykając oczy. Znów znalazłam się w świecie, któremu bliżej było do mych marzeń niż do rzeczywistości.

– Kłamczucha – wymruczał. Objął mnie, przyciągając ku sobie. Mój misterny plan zakładał, że teraz zaprotestuję, aby trzymając go na dystans, pokazać mu, co traci. Niestety, szlag go trafił, plan nie Piotrka i bez sprzeciwu utonęłam w męskich objęciach.

– Nieprawda. Przyjechałam wędkować – zaprotestowałam słabym głosem, podczas gdy gorące wargi sunęły milimetr nad moją spragnioną ich dotyku, skórą.

– A co chciałaś złowić? Kilka płotek?

– Nie. Bardzo grubą rybę.

– Ech… – Oparł się czołem o moje czoło. Utonął w moich oczach, tak jak ja w jego spojrzeniu. – Ta gruba ryba jest w bardzo mizernym stanie.

– Chrzanisz. Na moje oko, jest w znakomitej kondycji!

– Nie sądzę. – Posmutniał. Potem chwycił moją dłoń i położył ją na pokrytej bliznami stronie twarzy. – Mam tego więcej.

– Gdzie? W gaciach? – zainteresowałam się gwałtownie. Z oblicza Piotrka od razu zniknęła mina cierpiącego za miliony.

– Nie kpij.

– Jakżebym mogła.

– Aniu!

– Pokażesz, ocenię. Tak muszę brać w ciemno.

– Jesteś niemożliwa – wymamrotał, odsuwając się z wyraźnym ociąganiem. – Daj znać, czy czegoś ci potrzeba.

Potaknęłam, patrząc jak wychodzi. Cóż, szału nie było, ale i tak nieźle. Piotruś najwyraźniej zaczynał się łamać. Uradowana zarówno tym faktem, jak i perspektywą spędzenia siedmiu dni w jego towarzystwie, sięgnęłam po telefon. Czas zdać Alicji relację. I wysłać Matuszowi tę fotkę, na której klęczy w pozie sfinksa, z czerwoną kokardką na samym czubku wypiętego zadka.

Nie tylko ja po pijaku robiłam głupoty.

***

Wieczorem poznałam pozostałych gości. Dwóch starszych, nobliwych panów, Andrzeja oraz Jarka i jednego znacznie młodszego, milczącego i patrzącego na mnie z wyraźną nieufnością.

– Pani też na ryby? – spytał Andrzej z wyraźnym osłupieniem.

– Relaksuję się przy wędkowaniu – zełgałam w natchnieniu. Piotrek parsknął pogardliwie, ale udałam, że tego niedosłyszałam. – Jest pewna poezja w takim siedzeniu na pomoście, nieruchomo, z wędką w dłoni. Tylko ja i natura…

– To moja przyjaciółka. – Nie wytrzymał i mi przerwał. – Przyjechała z innego powodu. Zdrowotnego. Przy okazji chciała się nauczyć wędkować.

– A grzyby? – zainteresowałam się gwałtownie. – Słyszałam że tutejsze lasy obfitują w prawdziwki. O, taaakieee! – Pokazałam wielkość hipotetycznego przedstawiciela borowików, wymownie zerkając w pewnym kierunku. Piotr oczywiście poczerwieniał, chociaż na pewno nie z radości. Na szczęście reszta panów uświadomiła mnie, że na przełomie zimy i wiosny, żadne grzyby w lasach nie rosną. Później najmłodszy z nich nalał sobie wina i pożegnał się, mówiąc, że chce pójść wcześniej spać. Dwóch pozostałych, pogawędziło chwilkę i również zniknęło.

Zostałam ja, Piotrek, płonący ogień w kominku i prawie pełna butelka wina.

– Pijemy za nasze spotkanie – oświadczyłam, napełniając nasze kieliszki do pełna.

– Jestem zmęczony.

– Nie jesteś. – Usiadłam tuż obok niego na kanapie, podając jeden kieliszek. – No dalej, do dna.

– Nie mogę. Biorę leki przeciwbólowe.

– Dlaczego? – upiłam łyczek, nie spuszczając z niego wzroku.

– Noga – wyjaśnił krótko. – Efekt urazu.

– No właśnie. Co się stało?

– Byłem zbyt pewny siebie, nieostrożny – uśmiechnął się lekko. – Ktoś inny także, ale to ja źle na tym wyszedłem.

Nie drążyłam tematu. I tak w końcu się dowiem. Teraz miałam do zrobienia coś ważniejszego.

Musiałam go uwieść.

Z premedytacją podciągnęłam nogi pod siebie, oparłam ramię o kanapę i popijając wino, patrzyłam na siedzącego obok mężczyznę. W ciszy, która zapadła, słychać było jedynie głuche trzaski palącego się drewna. Półmrok rozświetlał migoczący blask ognia, kładący się długimi cieniami na naszych twarzach. Za oknem panowała ciemność, szumiał stary las, wyginając konary wiekowych drzew, jak w szalonym, orgiastycznym tańcu.

– Aniu – zaczął cicho. – To się nie uda.

– Bo?

– Przecież widzisz. Nie mów, że to cie nie razi. Pod ubraniem jest jeszcze gorzej.

Odstawiłam kieliszek, a potem przysunęłam się bliżej i bardzo delikatnie dotknęłam jego okaleczonej twarzy.

– A wewnątrz? Czy w środku także jest źle?

– Nie wiem.

– To mi pokaż.

– Nie. – Przykrył moją dłoń swoją ręką. – Wolałbym abyś mnie zapamiętała inaczej.

Tym razem w ciemnych oczach dostrzegłam ból. I strach przed moim obrzydzeniem. To mnie rozczuliło, bo tak naprawdę nie jego wygląd miał dla mnie znaczenie. A co miało? Tego nie umiałam ubrać w słowa, bo było ulotnym wrażeniem, bardziej przeczuciem niż oczywistością.

– A ja wolałbym sama decydować, co chcę pamiętać.

Miałam wrażenie, że tkwimy nieruchomo w jednym miejscu, ale jednocześnie jesteśmy coraz bliżej siebie. On siedział oparty, ja klęczałam obok. Lekko się uniosłam i zawisłam twarzą nad jego obliczem, a moje włosy powoli zsunęły się do przodu, muskając bruzdy na czole, napiętą linię ust. Uśmiechnęłam się i z niesłychaną czułością, jakbym miała do czynienia z czymś niesłychanie kruchym, pocałowałam jedną z blizn. Potem kolejną i kolejną.

Ze świstem wciągnął powietrze, ale mnie nie odepchnął.

– Wszystko. Wszystko chcę pamiętać, bo tak naprawdę mam zbyt mało wspomnień – wyszeptałam, przytulając się do niego. Objął mnie ramieniem i tak siedzieliśmy, patrząc w pełzające płomyki ognia, w ciszy przepełnionej nadzieją, ulotną, nieśmiałą nadzieją na lepsze jutro.

Nie miałam pojęcia, że przede mną tak trudne zadanie.

Ale kto, jak nie ja sama, mógł zmienić moje życie?

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. L
    Lite
    | Odpowiedz

    A miałam się uczyć do egzaminu..
    Piękna część, niech to opowiadanie trwa i trwa 🙂

  2. A
    Aaaa
    | Odpowiedz

    Dziękuję, dziękuję I jeszcze raz dziękuję…
    No zobaczymy czy Ania śpię i ta gruba rybę

  3. A
    Aleksandra
    | Odpowiedz

    Kolejny cudowny tekst. Babeczko, to jedno z tych opowiadań przez które pokochałam Twój styl pisania. Wzrusza, skłania do przemyśleń i wybudza o 4 rano skuteczniej niz budzik. 🙂

  4. M
    Mel
    | Odpowiedz

    Świetne Babeczko…😘
    wróciły znów te emocje które towarzyszyły na początku opowiadania. Oby im się udało. Nie łatwo będzie sprawić Ani by Piotrek jej zaufał. Po tym wszystkim co przeżył. Mam wrażenie, że Piotrek jest od Anki starszy, poważniejszy. Fajna postać stworzyłaś👍
    Niecierpliwie czekam na kolejne części😉

  5. Babeczka
    | Odpowiedz

    Wiecie co? Czuję się nieco zaskoczona, bo ten tekst powstał ot tak sobie, na poprawę humoru. Widać nie tylko mojego ;-D

    Mateusz na scenie pojawił się przypadkiem i jeszcze wróci, ale szczegółów nie zdradzę 🙂 Na razie Optymistyczne skończyłam i zabrałam się za coś mniej lekkiego, mianowicie za kontynuację Wyklętego – Wilka. Kto nie pamięta zapowiedzi, tutaj ma link – https://youtu.be/RaahNSLxbNU
    I znów mam cholercia na tapecie drania, co to go trzeba nawrócić ;-))) W dodatku takiego, w którym drzemie wiele dzikiego zwierza. Na szczęście drzewek nie obsikuje na wzór psowatych ;-D

    A za wszystkie komentarze dziękuję, bo naprawdę miło się je czyta :-)))

  6. A
    AR
    | Odpowiedz

    Stara Babeczka reaktywowana 😁
    Super część, z niecierpliwością czekam na kolejne …
    Zmagania Ani w odzyskaniu Piotra to nie lada gratka, ale czego się nie robi dla miłości …

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Takie długie to te zmagania nie będą, materiał podatny i plastyczny, szybko się podda ;-)))
      A tak nawiasem mówiąc, od razu człowiek czuje się lepiej, jak zrzucił trochę pęta własnego harmonogramu 😀 Takie rzeczy to chyba na dłuższą metę nie dla mnie???

  7. M
    Madager
    | Odpowiedz

    Super tekst. Nie mogę się doczekać kolejnych części.
    Czy dobrze zrozumiałam, że będzie przerwa w udostępnianiu “Coś optymistycznego”? Mam nadzieję, że nie.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Nie, są już nawet zaplanowane posty na ten tydzień 😉

Napisz nam też coś :-)