Coś optymistycznego (XII)

with 4 komentarze

na poprawę humoru
 :

– Ryby czy spacer po okolicy? – Zadał pragmatyczne pytanie Piotrek, gdy ziewając, zjawiłam się w kuchni.

– Kawa – odpowiedziałam zgodnie z własnymi pragnieniami. – Mocna, czarna. I coś do jedzenia, bo jestem głodna jak wilk. A nawet całe stado – dodałam, zerkając mu przez ramię.

Wtedy Piotr zrobił coś zaskakującego. Trzymając patelnię pełną aromatycznej jajecznicy, której zapach zwabił mnie na dół, pochylił się i czule musnął moje usta.

– Siadaj, zaraz ci nałożę solidną porcję.

Posłusznie usiadłam, głównie z tego powodu, że zmiękły mi kolana.

Miał na sobie zwykłe dżinsy oraz gruby, szary sweter. Dookoła szyi zawiązał czerwoną chustkę, a włosy miał wzburzone, malowniczo potargane. Niby tak zwyczajny, a jednak nie potrafiłam oderwać od niego wzroku. Syciłam się widokiem silnych dłoni, wysokiej sylwetki, szczupłej twarzy o wyrazistych kościach policzkowych. Tak, blizna znacznie go oszpeciła. Zmuszała mnie, abym kontemplowała nie całość, a szczegóły.

– I kawa. – Postawił przede mną kubek i jeszcze talerz z owocami. Głównie jabłka i gruszki. Nie pogardziłam. Zaraz po całym talerzu jajecznicy, wgryzłam się w jeden owoc, aż sok pociekł mi po brodzie.

Przez cały czas Piotr siedział naprzeciwko, obserwując mnie z rozbawieniem. Popijał z wyszczerbionego kubka i patrzył, ale nie czułam się nieswojo.

– Pyszne! To w cenie?

– Zależy czym się płaci – zmrużył oczy.

– Czyli pan Andrzej i Jarek dostaną tylko kanapki – roześmiałam się głośno. – Mam nadzieję, że chociaż kawy im nie poskąpisz.

– Tylko ty zostałaś. Panowie już dawno siedzą na pomoście ze swoimi wędkami.

– Tylko ja? I ty. – Kokieteryjnie przechyliłam głowę.

– A jak tam twoje plany wędkarskie?

– Wolę spacer. Daj mi z pół godziny, to będę gotowa na długą odprężającą przechadzkę po leśnej głuszy, bagnach, uroczyskach i takich tam.

– Idź.

Krótko i zwięźle. No i dziwnie spochmurniał. Co za uparty drań, rozmyślałam, relaksując się pod gorącym strumieniem wody. Potem szybko się ubrałam, poprawiłam co było do poprawienia w kwestii mej urody i zeszłam na dół.

Piotr stał już na zewnątrz, trzymając dwa schludne pakuneczki.

– Proszę – podał mi jeden. – Prowiant. Możemy zgłodnieć, a tutaj nie ma sklepu na każdym kroku.

– Wiem. A jak zabraknie?

– Coś upoluję, nie martw się.

– Nie wydaje ci się, że będzie padać? – spojrzałam z powątpiewaniem w niebo.

– Może. Przecież masz kurtkę.

– Jak się rozpada, schronimy się w jaskini i będziemy uprawiać szalony seks – zażartowałam, ale wtedy w jego oczach pokazał się gniew. Gwałtownie przystanął, odwracając się w moim kierunku.

– Chcesz to zostań – powiedział szorstko.

– Nie chcę. Lubię spacerować – zapewniłam go. Piotrek jakoś nie wyglądał na przekonanego.

– Tak jak łowić ryby?

– Skąd wiesz, że nie umiem wędkować?

– Bo chciałaś łapać na takie robaki, które zwą się glisty – zakpił.

– A nie?

Sprzeczając się, dotarliśmy do niewielkiego zagajnika. Piotrek uczynił mi honory i kazał wybrać drogę. Oczywiście rzucił też żarcik o mojej słabej kondycji, a ja przekornie postanowiłam mu udowodnić, że wcale nie jest taka słaba. Pędziłam przed siebie, spocona, oblepiona pajęczynami, ale triumfująca.

– Nieźle – pochwalił mnie z podziwem Piotr. – Chyba wrócimy przed czasem. Jak już zdołam się zorientować, gdzie jesteśmy.

– Co?! – Oderwałam się od upojnego widoku. Mój rozbiegany wzrok wciąż szukał nowych dróg. – Zgubiliśmy się?

– Tak jakby. Pędziłaś przed siebie jak szalona, aż nie mogłem nadążyć. Zapomniałaś, że masz ze sobą kalekę.

Przyjrzałam mu się uważniej i chyba dopiero teraz dotarło do mnie, że tak wysiłek mógł być dla niego zbyt dużym obciążeniem.

– Przepraszam – powiedziałam, pełna wyrzutów sumienia. – Boli?

– Trochę.

Czyli mocno. Zauważyłam z jakim trudem stąpa, jak wykrzywia twarz, gdy tylko daje krok do przodu. O ja głupia! Jak mogłam być tak ślepa?

– Piotrek! Może gdzieś się zatrzymamy, usiądziesz sobie, odpoczniesz.

– Lepiej nie. Zbiera się na deszcz.

– To co? Nie jesteśmy z cukru.

– Niby nie. – Znów się skrzywił. – Ale wolałbym wrócić.

– Czort z honorem – podeszłam do niego. – Chodź! Oprzyj się o mnie.

– Nie chcę. – Drań, uparty był. Niestety, miał pecha, bo ja również. Pewnie byśmy się posprzeczali, gdyby nie pogoda. Z nieba runął istny potop i w mgnieniu oka odechciało nam się kłótni.

– To którędy? – spytałam, gdy już podparłam Piotrka swoim silnym, babskim ramieniem.

– Tam – wskazał na prawo.

– Jesteś pewien?

– Nie, ale to nie puszcza Amazonka. Gdzieś w końcu dojdziemy.

I doszliśmy. Prosto do wsi znajdującej się o pięć kilometrów od naszego celu. Na szczęście Piotr miał tam kolegę i skierowaliśmy się prosto do jego chaty.

– Cześć stary! – zarżał radośnie rumiany blondyn. – A to co za foczka?

– Przyjaciółka.

– Przyjaciółka powiadasz? Niech będzie. Co się stało?

– Zabłądziłem – przyznał niechętnie Piotr.

– Ty? Chyba ta twoja przyjaciółka musiała zmącić ci w głowie – dodał ironicznie nasz gospodarz. – Dobra, nieważne. Idziemy do chatki dla gości, bo chałupa pęka w szwach. Trochę jeszcze zmokniecie, ale to mało ważne, prawda?

– Prawda! – roześmiałam się. Podobał mi się jego rubaszny humor i szczera, uśmiechnięta twarz.

– Dam wam jakieś łaszki do przebrania, chociaż szału nie będzie. I przyniosę coś do jedzenia. Dasz radę rozpalić w kominku? – spytał, patrząc na przyjaciela z wyraźną troską.

– Ja umiem – wtrąciłam się szybko. Blondyn posłał mi spojrzenie pełne powątpiewania, ale nic nie powiedział. Zaprowadził nas do chatki–puchatki, o wielkości łazienki w moim mieszkaniu i zostawił. Na szczęście w rogu stał żeliwny piecyk, a naprzeciwko wygodna, mocno wysłużona kanapa. Szybko zrzuciłam z siebie mokre ciuchy, potem pomogłam Piotrkowi. Chyba zmarzł, bo lekko dygotał, więc czym szybciej zabrałam się za rozpalanie ognia. Mówiłam prawdę i poszło mi wręcz koncertowo.

– Twoja kurtka raczej nie była wodoodporna.

– Raczej nie – uśmiechnął się blado.

– Przemokłeś do przysłowiowych gaci – mruknęłam, pomagając zdjąć mu sweter.

– Wystarczy! – Kiedy chciałam również pomóc przy spodniach, chwycił przegub moje ręki.

– Nie mam mowy. Wyskakuj z ciuchów. Są dwa koce, w jeden cię owiniemy, drugim przykryjemy.

– Nie – powtórzył z uporem.

– O tak! Ale już! – zażądałam surowo.

– Foczka ma rację. – W domku pojawił się blondyn. – Karol jestem – przedstawił się szarmancko.

– Ania.

– No dalej stary. Co to laski się wstydzisz?

– Nie wstydzę – burknął Piotrek, sięgając do zamka spodni. – Wiesz, że chodzi mi o coś innego.

– Wiem. – Karol nagle spoważniał. – Tam macie zupę i kanapki. W szafce znajdziecie herbatę i sok malinowy, czajnik trzeba tylko podłączyć. Ja zorganizuję wam transport. Sam nie mogę, piłem. Rozumiecie, goście, rodzina, impreza. – Po czym roześmiał się tubalnie i zniknął.

– Miałeś zdjąć spodnie.

– To się odwróć.

– Nie. No dalej, bo sama je z ciebie zedrę!

– Serio? – spojrzał na mnie koso, ale posłuchał. I wtedy dopiero dowiedziałam się, jakie szkody poczynił wypadek. Tylko że tak naprawdę mało mnie to obchodziło. Może i wyglądało naprawdę źle, lecz ja nie zamierzałam się nad tym rozwodzić.

– I pod koc – przykazałam surowo. Piotrkowi nie trzeba było drugi raz powtarzać. Ochoczo skrył się przed moim wzrokiem. Tylko że ja nie zamierzałam poprzestać na chowaniu się w kokonach z koców. Też się rozebrałam, a biedakowi o mało co, oczy nie wyszły z orbit. Był przy tym taki ponury i przygaszony, że o mało co, nie wybuchłam śmiechem.

Tak, wiem. Wredna małpa ze mnie.

Przedefilowałam mu przed nosem prawie na golasa. Na niskim stoliku postawiłam tacę, którą przyniósł Karol, potem dwa kubki z herbatą i dopiero wtedy skromnie zasłoniłam swoje wdzięki.

– Jedz – zachęciłam, przysuwając sobie talerz z zupą. – Bo ostygnie.

– Nie jestem głodny – mruknął.

– A podniecony?

Jak on na mnie spojrzał! Gdybym miała odrobinę przyzwoitości, to powinnam była zapaść się pod ziemię. Niestety, zbyt wiele jej nie miałam, więc dalej sobie jadłam, z ciekawością obserwując znieruchomiałego Piotrka.

– Nie jestem podniecony – wycedził przez zęby.

– Unieś koc i pokaż.

– Niby co?

– Ty już wiesz co – zachichotałam.

– Nic tam nie ma!

– Jakby nie było, to byś pokazał.

Przewrócił oczyma, robiąc minę mówiącą o wiele więcej niż słowa.

– Ogrzejemy się i wracamy – oświadczył beznamiętnym tonem.

– Znów zmokniemy.

– Damy radę.

– Zanocujemy sobie tutaj. Kanapa wygląda na wygodną.

– W niektórych miejscach sprężyny przebiły materiał.

– Tam będziesz spał ty, bo lubisz cierpieć za miliony.

– Wracamy! – Gdyby mógł, potwierdziłby to pewnie uderzeniem pięści. Niestety, nie miał za bardzo o co, chyba że o podłogę.

– Boisz się, że znów cię uwiodę?

– Znów?

– Znów.

– Nie ty uwiodłaś mnie w pociągu.

– Zależy od punktu widzenia.

– Aniu, bądź poważna. Musimy wrócić. Spanie tutaj… w jednym łóżku… bardzo głupi pomysł – wydusił na koniec.

– Przecież cię nie podniecam? – powiedziałam obłudnie.

Westchnął, a później odrzucił koc. I ujrzałam to, co chciałam ujrzeć. Elastyczne bokserki wybrzuszyły się pod wpływem potężnej erekcji.

– Wracamy – oświadczył z uporem.

Mogłam teraz wstać, przysunąć się bliżej, dotknąć go, pocałować. Nie miałby sił, aby zaprotestować. Ale nagle zapragnęłam czegoś więcej.

To on powinien był zrobić pierwszy krok. A ja powinnam go do tego sprowokować. Miał zlekceważyć te bzdury, które wygadywał. A ja miałam go lepiej poznać. Siedem dni to niewiele, ale na pewno więcej niż trzy godziny. I dlatego szeroko się uśmiechnęłam, oświadczając:

– Tak, wracamy.

A biedny Piotrek o mało co nie spadł z wrażenia z kanapy.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    No i co, no i czemu on się nie ugiął??? 😀

  2. D
    Domi
    | Odpowiedz

    Och.. I znowu zaskoczenie “to już koniec części?!”. Czekam niecierpliwie na kolejną. A Anna niech zagra delikatniej to “Pan PTSD” Szybko zmieni zdanie 😆

  3. A
    Aleksandra
    | Odpowiedz

    Noo ktoś tu powoli mięknie. 🙂

  4. A
    AR
    | Odpowiedz

    Jeszcze chwila i się złamie pod osobistym urokiem Ani 😂

Napisz nam też coś :-)