Coś optymistycznego (XV)

with 7 komentarzy

na poprawę humoru
 

Wróciłam do domu, głównie po to, aby spakować więcej rzeczy. Nawet wszystkie. Planowałam przeprowadzkę, zmianę życiowych priorytetów i ślub. Skromny, bez żadnych szaleństw, bo nie były mi potrzebne.

Nie przy Piotrku.

Oczywiście bardzo mu się nie podobało, że rezygnuję ze wszystkiego, co z takim trudem zdobyłam, ale szybko wytłumaczyłam, iż od teraz zamieszkam u niego, on będzie łowił ryby, a ja jego łup będę rzucać na patelnię i smażyć. Jakoś wyżyjemy. Dla zasady trochę się jeszcze ze mną posprzeczał, potem uprawialiśmy upojny seks, a jeszcze później znów się sprzeczaliśmy.

Fajnie było się tak godzić i kłócić na zmianę.

Plany miałam jasno sprecyzowane, szczęśliwa byłam pełną gębą i nie przewidywałam żadnych większych przeszkód na drodze do raju.

A już na pewno nie powrotu Mateusza.

– Cześć. – Od tyłu otoczyły mnie silne ramiona, wyrywając z błogostanu, w który popadłam. Tak to jest, jak zapomina się o zamknięciu drzwi, pomyślałam kwaśno, zastygając w bezruchu, a on błyskawicznie to wykorzystał.

– O ile dobrze pamiętam, dziś wizyta z schronisku.

– No tak…

– Jedziemy?

Westchnęłam. Moje beztroskie podejście do rozwiązania kwestii naszego związku, teraz pewnie odbije się czkawką. Było to tym dziwniejsze, że Alicja wspomniała coś o kolejnym podboju Mateusza, co widocznie nie do końca było prawdą.

– Znów przede mną uciekasz? – szeptał mi do ucha, łaskocząc oddechem. – Nie odbierasz telefonu, nie odpisujesz, zwolniłaś się z pracy i gdzieś wyjechałaś. Myślisz że mnie to zniechęci?

– Nic nie myślę – odpowiedziałam zgodnie z prawdą, bo faktycznie, przez ostatnie dni, to nie on siedział w mojej głowie. – Podobno już się pocieszyłeś?

– Po tobie? To przecież niemożliwe – roześmiał się cicho. – Podłe insynuacje. Jesteś Aniu jedyna w swoim rodzaju. I dlatego cię kocham.

Zamarłam. Oczy pewnie wyszły mi na wierzch, być może nawet odrobinę opadła szczęka.

Kocha mnie?

Też sobie kurwa wybrał moment na wyznania!

Zresztą… Co za różnica? Ja go nie kochałam. Teraz byłam tego stuprocentowo pewna.

– Posłuchaj… – Bez pośpiechu wyplątałam się z jego objęć. Odwróciłam się i spojrzałam na Mateusza z nietypową jak na mnie powagą. Nie zamierzałam był delikatna, bo mimo wszystko zasługiwał na prawdę. Nawet tę najbardziej brutalną. Zresztą Mateusz był zupełnie innym typem niż Piotrek. Pewnie będzie zły, rozczarowany, ale daleko mu do rozpaczy. Aż tak cenna nie byłam.

– Tęskniłem Aniu – powiedział, lekko się uśmiechając i z czułością dotykając mojego policzka. Zrobił to tak delikatnie, z takim blaskiem w oczach, że nagle poczułam się jak najgorsza łajza świata. – Nie wiem, co się stało i dlaczego jesteś taka oschła, ale przysięgam, nikim się nie pocieszałem.

Z żalem pomyślałam o braku możliwości zawierania małżeństw poligamicznych. Potem tylko się otrząsnęłam. Zgłupiałam do reszty, czy co? Piotrka kochałam, do Mateusza żywiłam jedynie słabość. Wybór nie był trudny, ale konieczny.

Tylko tak ciężko było rzucić mu te słowa prosto w twarz.

– Nie jestem oschła.

– No dobrze, może źle się wyraziłem. Ale brakuje mi w tobie tego ognia, żywiołu i szaleństwa.

– Może wtedy udawałam?

– Nie udawałaś – roześmiał się, pochylając, aby mnie pocałować. – Dam głowę, że niczego nie udawałaś. Ani wtedy, ani później.

– Irytuje mnie ta twoja pewność – wykręciłam głowę, żeby uniknąć pocałunku. Ale wtedy, najwyraźniej zniecierpliwiony moimi nieudolnymi wykrętami, postanowił działać bardziej energicznie.

– Mateusz! – syknęłam, gdy już zdołałam wyswobodzić się z niewoli jego warg. – Teraz też niczego nie udaję. Musimy porozmawiać.

– O czym? – udał łagodne zaciekawienie, podczas gdy jego dłonie bezczelnie błądziły po zakazanych rejonach.

– O nas.

– Nie po to przyszedłem.

– Daj spokój! – Rozgniewał mnie. Głównie dlatego, że jego dotyk nadal dostarczał przyjemności. Może nie takiej, jak dotyk Piotrka, ale dostarczał. – To ważne.

– Zgoda. Skoro jesteś w ciąży, przyspieszymy termin ślubu.

– Oczadziałeś? – jęknęłam słabym głosem. – Jakie w ciąży?! Jaki ślub?!

– Nasz. – Pochylił się nade mną, spoglądając wprost w moje zaskoczone oczy. – Nasz kochanie. Przez te kilka dni zrozumiałem, że ciężko z tobą żyć, bo wierność i inne głupstwa… Nie patrz na mnie z takim potępieniem – roześmiał się. – Ale bez ciebie jeszcze ciężej.

– Cholera – mruknęłam markotnie, padając na łóżko. Czy on to robił specjalnie? Zerknęłam podejrzliwie w kierunku Mateusza, ale on odwzajemnił moje spojrzenie. I wcale nie wyglądał przy tym na załganego kłamcę. Za to rzucił się na materac tuż obok mnie.

– To co? Kochamy się czy jedziemy do psiaków?

Do jasnej cholery! Czy tylko ja potrafiłam tak skomplikować sobie życie?

– W zeszłym tygodniu jakoś ci nie zależało?

– Nie? Dobijałem się do twoich drzwi ponad godzinę. Nie wiesz tego, bo pewnie nie było cię w domu. A telefonu nie odbierałaś. Później musiałem skapitulować, bo miałem ważne spotkanie biznesowe, prawie na krańcu świata – dodał, wtulając twarz w moją szyje.

– Pomyślałem, że pewnie dopadły cię wyrzuty sumienia, dlatego tak mnie unikasz.

– Mateusz ja naprawdę… – Chciałam się podnieść i w końcu wyjaśnić wszystko między nami, ale uniemożliwił mi to. Pchnął na łóżko, przygniótł własnym ciałem i pocałował tak, że mimo woli stanęłam w płomieniach. Oczywiście, zdążyłam pomyśleć, że jestem całkiem porąbana. Zaraz później wyobraziłam sobie scenę niczym z tkliwego melodramatu: ja z Mateuszem na łóżku, Piotr z pobladłą twarzą w drzwiach. To było tak sugestywne, że aż spojrzałam w tamtym kierunku. I na szczęście nikt tam nie stał.

– Złaź ze mnie! – rozzłościłam się, spychając Mateusza na bok. Błyskawicznie zerwałam się na nogi i pogroziłam mu palcem. – Najpierw rozmowa.

– Może szybki numerek? – bezczelnie się roześmiał, unosząc w górę na zgiętych łokciach.

– Nie. – Po czym nie namyślając się, rzuciłam swoją bombę. – To koniec. Między nami.

– Bo? – Jakoś nie wziął sobie moich słów do serca.

– Bo kocham innego.

– Brata mojej narzeczonej? Nie rób takich zaskoczonych oczu Aniu. Wiem o tobie więcej, niż przypuszczasz.

– W takim razie nie muszę niczego wyjaśniać. Skoro wiesz – dodałam z przekąsem. – Złaź z łóżka i ruszaj na nowy podbój.

– Nie.

– Nie zachowuj się jak dziecko!

– Rozmawiałem z nim.

Zamarłam w bezruchu.

– Z kim? – spytałam ostrożnie.

– Mój ojciec ostatnio nie czuł się najlepiej. Serce i takie tam – Mateusz machnął ręką, siadając. – Kocham go, ale bywa strasznie marudny. Uparł się, abym w końcu znalazł sobie jakaś dziewczynę, ożenił się. Pomyślałem, że w sumie dlaczego nie? Ślub z rozsądku to wcale nie taki głupi pomysł. Poznałem Alicję i zaproponowałem jej układ.

– Okłamałeś ojca?

– Nie do końca. Mieliśmy się pobrać, dorobić potomka, żyć razem, ale bez zobowiązań.

Prychnęłam ze złością.

– Bez zobowiązań?

– Nie patrz na mnie z takim gniewem. Ani ja jej nie kocham, ani ona mnie. Potrzebowała pieniędzy, ja dziecka. Układ idealny. Tylko że pojawiłaś się ty.

– Pieniędzy?

– Dla brata. Jakaś masakrycznie droga operacja w stanach, która pozwoliłaby mu odzyskać sprawność. Przepraszam – uniósł ręce – ale nie znam szczegółów. Nie interesowały mnie. Tym bardziej, że on nie jest jej bratem.

– Że co? – Na takie rewelacje nie byłam przygotowana. – A kim?

– Kochankiem.

– Jaja sobie ze mnie robisz? – syknęłam rozjuszona.

– Aniu!

– Jeśli chcesz wiedzieć Alicja zjawiła się u mnie prosząc, abym…

– Abyś zajęła się jej bratem, prawda? Kiedy poznałem ciebie, zerwałem dopiero co zawarty układ. Strasznie się wściekła. Potem musiała dowiedzieć się, że w przeszłości coś łączyło ciebie i jej ukochanego. Namówiła go więc na coś zupełnie innego.

– Co ty za głupoty opowiadasz?!

– Aniu! – Tym razem Mateusz był niezwykle poważny. Wstał i podszedł do mnie, a potem wyciągnął ramię i delikatnie, z czułością, objął, przyciągając ku sobie.

– Zrobił to, prawda? Myślisz, że cię kocha? Ale to kłamstwo – wyszeptał.

– Bo? – Tak zdezorientowana i zagubiona nie czułam się nigdy w życiu.

– Bo pół godziny temu zapłaciłem mu za to, aby zostawił cię w spokoju. Nie pytaj ile, w grę wchodzi sześciocyfrowa kwota.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Babeczka
    | Odpowiedz

    Miałam skończyć, ale wpadł mi do głowy nowy pomysł 😉 Nie będzie tak słodko, chociaż to walentynki…

  2. M
    Mel
    | Odpowiedz

    Nie wierzę… 😧

  3. K
    Kaśka
    | Odpowiedz

    O matko, kiedyś zedezejdę przy tych zwrotach akcji 🙂 Ale kocham to.

  4. S
    Smela
    | Odpowiedz

    No to namotałaś Babaczko, ale faktycznie byloby za słodko a tak do kolejnej części będziemy się głowić czy to prawda czy nie, co Mateusz powiedział o Piotrze.

  5. D
    Domi
    | Odpowiedz

    Ja i tak #teammateusz 😆 czekam na rozwój

  6. Z
    Zuza
    | Odpowiedz

    O nie 😥 przecież to miało być coś optymistycznego. Tak złamać serca fankom i to jeszcze w Walentynki 😅 Mam nadzieje, że to jednak z Mateuszka taki mały kłamczuszek.

  7. A
    Aaaa
    | Odpowiedz

    Ja chce kolejną część.
    Nie wytrzymam!!!
    Co ten Mateusz wyrabia?
    A Piotrek nie jest wcale lepszy xd
    Babeczki daj dziś kolejną część z racji walentynek na pocieszenie…😊😊

Napisz nam też coś :-)