Coś optymistycznego (XVI)

with 26 komentarzy

na poprawę humoru

 

Zabawimy się 🙂 Nie cieszcie się, to tylko kawałek tekstu. Co kilka godzin będę umieszczać kolejny fragment (dopisywać pod poniższym tekstem) i nie ukrywam, że inspirując się Waszymi komentarzami. Od razu dodam, że zakończenie już mam i po raz pierwszy jestem skłonna je zmienić ;-)))

 

– Łżesz! – Na razie jeszcze nad sobą panowałam, ale przyznam, że z trudem. Życie bywało popieprzone, ale chyba nie aż tak?

– Dlaczego miałbym kłamać?

– Kilka powodów by się znalazło! – warknęłam, odtrącając jego dłoń. Wyraźnie spochmurniał, lecz nie wyglądał na rozgniewanego.

– To kłamstwo miałoby bardzo krótkie nogi.

– Ale wyjątkowo żmijowaty język.

– Tak? – Zmrużył oczy. – To dalej, jedź do niego i sama się spytaj.

– Kiedy to niby mu zapłaciłeś? – spytałam podejrzliwie opanowując chęć natychmiastowego sięgnięcia po telefon.

– Dobiliśmy targu godzinę temu. Przyjechał do mnie z Alicją i zaproponowali mi układ.

Nadal nie wierzyłam w jego słowa. Wydawało się raczej, że to jakiś ponury żart losu.

– Tak po prostu? – zadrwiłam.

– Tak po prostu. – Wyjął z kieszeni telefon, po czym ze skupioną miną zaczął czegoś w nim szukać. Za to ja przyglądałam się temu podejrzliwie.

– Co robisz?

– Chcesz dowodu, to ci go dam.

– Niby co mi dasz?

– To! – I podsunął prosto pod mój nos zdjęcie. Nie byle jakie zdjęcie, bo przedstawiające parę połączoną namiętnym pocałunkiem.

Nie miałam wątpliwości kogo. I ją, i jego poznałam bez trudu.

Powiedzieć, że zabrakło mi tchu, to mało. Biedne serce o mało co nie wyskoczyło z piersi, a w płucach zabrakło powietrza.

– Albo to. – Mateusz chyba czerpał z tego swego rodzaju satysfakcję. Na kolejnym zdjęciu, Piotr z siedzącą na jego kolanach Alicją. Potem kolejne i kolejne, aż w końcu doszedł do tych, na których widać było i mnie.

– Przestań – poprosiłam cicho. – Sam je robiłeś?

– Zatrudniłem detektywa. Miała zostać moją żoną, musiałem wiedzieć o niej coś więcej.

Mój idealny świat zniknął w jednej chwili, ot tak, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Słowom mogłam nie wierzyć, ale te fotki… Nawet jeśli Mateusz kłamał w sprawie przekupstwa, to mówił prawdę o związku Alicji i Piotrka.

– Wyjdź – poprosiłam cicho.

– Nie chcę zostawiać cię samej. Aniu, mnie też nie jest łatwo – zasępił się. – Powiedzieć, że zrobili z nas kretynów do potęgi, to za mało. I ja, i ty, oboje nabraliśmy się na ich piękne słówka i obietnice bez pokrycia.

– Wyjdź – wyszeptałam, a później się rozpłakałam. Dłużej nie potrafiłam nad sobą panować. Mateusz od razu chwycił mnie w objęcia, otulił ramionami, zaczął pocieszać pocałunkami i słowami. Tylko że mnie było wszystko jedno, co do mnie mówił.

Przecież to nie mogła być prawda! Nie mogła… Przysięgłabym, że Piotr był szczery, równie autentyczny jak wtedy, gdy spotkałam go po raz pierwszy.

Dlaczego mnie okłamał?

Dlaczego nie powiedział prawdy o nim i o Alicji?

Jakim cudem mógł być aż tak dobrym aktorem? Oszukał nie tylko moje serce, ale i duszę.

– Przepraszam… – otarłam mokre policzki wierzchem dłoni. – Muszę do niego zadzwonić, porozmawiać, usłyszeć z jego ust, że… – Reszty nie odważyłam wypowiedzieć się na głos. Nie starczyło mi na to siły.

– Dzwoń – zgodził się z powagą Mateusz. A we mnie znów coś umarło. Chwyciłam telefon, ale nie potrafiłam wybrać numeru. Patrzyłam na pusty ekranik z wesołą psią mordką i myślałam, że teraz to chyba przyjdzie mi rzucić się pod koła pociągu… Zaraz potem prychnęłam. Jeśli to prawda, jeśli Piotr mnie oszukał, to nie wart był tego, abym chociażby planowała samobójstwo.

– Ja zadzwonię. Albo lepiej, napiszę wiadomość.

Pozwoliłam mu na to. Kiedy skończył i chciał mnie przytulić, zręcznie wyślizgnęłam się z jego objęć.

– Chciałabym zostać sama – oświadczyłam z powagą.

– Są w mieszkaniu Alicji. Jedziemy – spytał, jakby nie dosłyszał moich słów.

– Tak – zdecydowałam się w mgnieniu oka. Jeśli to wszystko prawda, dam ja draniowi popalić, przysięgam! Tak go urządzę, że od razu wskoczy mu kolejna grupa inwalidzka, rozmyślałam mściwie, siadając w samochodzie Mateusza. Nie był zbyt rozmowny, raczej wyglądał na zmartwionego. Jakby gryzły go wyrzuty sumienia.

Szczerze mówiąc, miałam w dupie jego sumienie.

Daleko nie mieliśmy. Alicja mieszkała w starej, nieco odrapanej kamienicy. Na trzecie piętro bez windy dotarłam niemal bez zadyszki, po czym, z braku widocznego dzwonka, z całej siły załomotałam do drzwi.

I stanęłam, niech to piorun strzeli, oko w oko z Piotrkiem.

– Co masz mi do powiedzenia, zakłamany draniu? – wysyczałam wściekle, bezczelnie pchając się do środka.

– Nic – odparł ze spokojem, ustępując mi drogi. Zmarszczył jedynie z niezadowoleniem brwi, bo chyba dostrzegł za moimi plecami Mateusza.

– Wyszła na zakupy.

– Na zakupy? No tak, teraz ma za co! – warknęłam. Nie wytrzymałam też i chwyciwszy go za poły koszuli, potrząsnęłam energicznie.

– Mów! Prawdę, bo jak nie!…

Ale on milczał. Stał naprzeciwko, ramiona miał opuszczone, palce zaciśnięte w pięści. Oczy przekrwione, podkrążone. Usta spierzchnięte, twarz bladą, zastygłą w grymasie obojętności. Nie wyglądał na winnego czy skruszonego, raczej tak, jakby z całej siły chciał zachować spokój.

A do mnie właśnie dotarło, co się tak naprawdę wydarzyło. Wszystkie słowa Mateusza, słowa tak brutalne w swej szczerości, które doszczętnie zburzyły cały mój świat.

– Piotruś… – wyszeptałam cicho. – Proszę!

– Chyba ci wszystko wyjaśnił? Ja nie mam nic do dodania.

Nie pochlebiając sobie, w rozszyfrowywaniu ludzi byłam całkiem niezła. Przez cały ubiegły tydzień, ani przez ułamek sekundy nie pomyślałam, że mógłby mnie okłamywać. Jeśli to była tylko gra, to Piotr zasługiwał na całą setkę oskarów i tytuł najlepszego aktora wszech czasów.

Za to Mateusz jak widać doskonale odnalazł się w roli pocieszyciela. Stanął za moimi plecami, potem objął ramionami i przyciągnął ku sobie. Piotr nie zmienił wyrazu twarzy, ale jego oczu… Pokazała się w nich tak ogromna wściekłość, że nawet pomyślałam, iż za chwilę rzuci się na rywala.

Coś mi tu śmierdziało!

Nie wątpiłam, że Mateusz go przekupił. Pozostawało pytanie: jakich użył argumentów?

– Puść mnie! – Energicznie wyplątałam się z męskich ramion. – Nie mam pojęcia, w co gracie, ale ostrzegam, to może się źle skończyć!

– W nic nie gramy – mruknął Piotr. Nagle zgarbił się, pochylił, a potem odwrócił i wkładając ręce w kieszenie spodni, podszedł do okna. – Jak już wszystko wiesz, to możecie wyjść.

– Nic nie wiem! – wściekłam się. No do jasnej!… Czy ja zawsze muszę toczyć krwawe boje o swoje szczęście? – A ty wracaj! Jeszcze nie skończyłam.

– Ja skończyłem. – Piotr znów się odwrócił i teraz patrzył na mnie wyjątkowo odpychająco i ozięble.

– Nie? – Podeszłam bliżej, spoglądając mu prosto w oczy. – To powiedz teraz prawdę. Przyznaj, że Alicja jest twoją kochanką, jesteś w niej po uszy zakochany, a ja posłużyłam wam tylko jako środek co osiągnięcia upragnionego celu.

Dostrzegłam z jakim trudem przełknął ślinę.

– Tak. Alicja i ja jesteśmy parą. – Głęboko odetchnął. – I osiągnęliśmy cel.

– Nie kochasz mnie?

– Nie. – Nagle Piotr odzyskał panowanie nad sobą. Jakby to wyznanie sprawiło mu ulgę. Nawet lekko się uśmiechnął. – Przepraszam Aniu, ale przyznasz, że było nam przyjemnie. Ja mam z tego niezłą kasę, ty całkiem niezłe wspomnienia – dodał rozweselony.

Jeśli oczekiwał, że po tych słowach załamię się i zalewając łzami, wybiegnę w pośpiechu, to bardzo się mylił.

Ja byłam baba walcząca i to do samego końca. A oni wcale nie byli trudnym materiałem do rozszyfrowania.

Mateusz może i coś tam do mnie czuł, ale dałabym głowę, że nie była to prawdziwa miłość. Pewnie planował poromansować sobie, krócej lub dłużej, zależy od tego, czy w polu widzenia pojawiłby się świeży obiekt pożądania, ale na sto procent nie na stałe. No i kwestia zakończenia naszej znajomości. W głowie mu się nie mieściło, że to ja mogłabym zerwać. Że to ja mogłabym go rzucić. Ba! Takich mężczyzn się nie porzuca, seksowny, przystojny, bogaty i świetny w łóżku. To oni porzucają. I to zabolało. Jak mogłam zrezygnować z niego, pana i władcy kobiecych serc dla zwykłego kaleki?

Z kolei Piotrek był po prostu niestabilny psychicznie. Stracił cel w życiu, miał oszpeconą twarz i ciało. Raz próbował popełnić samobójstwo, bo blizny nie mogły kłamać. Kochał mnie, ale była to miłość podszyta strachem i wyrzutami sumienia. Głupimi, ale co mogę poradzić na to, że sam wymyślał problemy, które tak naprawdę problemami nie były. Nie dla mnie. Wystarczyła krótka perswazja ze strony Mateusza, a poddał się i zrezygnował, oczywiście w imię mego szczęścia.

To głupek, rozmyślałam zniesmaczona. Jakbym mało mu dała powodów.

Zresztą, obu im należy się nauczka. Za nędzne przedstawienie, za przekonanie, że dam się nabrać na ich jawne kłamstwa.

– Dobrze – promiennie się uśmiechnęłam, a Piotrek od razu spoważniał. – Zaczekamy sobie na Alicję.

– Prędko nie wróci – mruknął. Za to wtrącił się Mateusz.

– Aniu, chodźmy. Wiesz już co…

– Cicho bądź. Siadaj tam! – wskazałam na kanapę. – Ty też. Obok! Ale już! – wrzasnęłam, a obaj panowie acz niechętnie, to w miarę posłusznie wykonali moje polecenie.

Stanęłam naprzeciwko, skrzyżowałam ramiona i milczałam. Oni również, niepewni tego, co mogłam wymyślić. Bo wymyśliłam. Mogli oni bawić się mną i moimi uczuciami, mogłam i ja. Na Alicję wcale nie zamierzałam czekać, bo bez względu czy była kochanką, czy też siostrą Piotrka, na pewno nie miała bladego pojęcia o umowie pomiędzy tymi oto dwoma osobnikami.

– Dobrze. Zrobimy tak – zaczęłam, obłudnie się uśmiechając. Na kanapie dało się zauważyć niejakie poruszenie. – Jest takie powiedzenie o tym, że nie da się mieć ciasteczko i zjeść ciasteczko. A ja udowodnię światu, że się da.

I znów cisza. Mateusz marszczył brwi, Piotrek spochmurniał. Za to ja rzuciłam swoją bombę.

– Ty jesteś dobry w seksie oralnym, ty w analnym. Dorzucimy Alicję i będziemy sobie swingować…

Miny obu panów – bezcenne! Przy czym w jednych oczach dostrzegłam odrobinę rozbawienia, w drugich gniew. Czyli zgadłam, jak w mordę strzelił. Co za kretyni! Normalnie, jak dzieci, jak dzieci!

– Taki czworokącik – kontynuowałam w upojeniu. – Piotrusiu, byłeś całkiem niezły, ale pewnych rzeczy musisz się nauczyć. Od mistrza seksu oralnego – wskazałam na Mateusza, podczas gdy twarz Piotrka przybierała ciekawy odcień purpury. – Będzie znakomita okazja. Trójkącikiem też nie pogardzę. Nie pytam czy masz ochotę, bo wiem, że masz. On też, inaczej nie wymyśliłby tego całego cyrku.

Z Piotrka momentalnie uszła para.

– Wiesz? – wyrwało mu się.

– Pewnie że wiem! – rozzłościłam się. – Zachowujecie się jak para idiotów! Nie było żadnych pieniędzy, prawda? – wbiłam oskarżycielski wzrok w nadzwyczaj spokojnego Mateusza.

– Nie było – przyznał niechętnie. – Chociaż gdyby ich zażądał, zapłaciłbym.

– Nic bym nie wziął! – syknął poddenerwowany Piotrek.

– Alicja jest twoją siostrą?

– Jest. Przyrodnią, bo mamy innych ojców.

– Więc co mi teraz powiesz zakłamany bydlaku?

Piotrek zmęczonym ruchem przesunął ręką po twarzy. Widać było, że nie ma pojęcia, co powinien teraz zrobić. Rzucić się do moich stóp? Znokautować Mateusza, który patrzył na niego z słabo ukrywaną radochą?

Nic z tych rzeczy.

Zerwał się z kanapy i po prostu wyszedł z mieszkania.

Uciekł.

– Ja pierdolę! – warknęłam, tarmosząc włosy. – A ty się nie ciesz. Miedzy nami koniec!

– Dlaczego?

– Bo bydlę jesteś i tyle.

Mateusz westchnął.

– Zagrałem na jego uczuciach Aniu nie dlatego, że jestem bydlakiem. No, może trochę tak. Naprawdę mi na tobie zależy.

– Nie kocham cię – odparłam krótko, siadając obok niego.

– To widać – uśmiechnął się, ale tak jakoś niewesoło. – I nie mam szans, prawda? Zresztą, po co pytam. Walczysz o niego jak lwica. To co, buziak na pożegnanie i znikam z twojego życia, zgoda?

– Tak szybka kapitulacja? Aż się boję, co wymyśliłeś.

– Nic księżniczko, nic. – Przytulił mnie i pocałował. Ze słabo maskowanym żarem, delikatnie i czule.

No i oczywiście tę właśnie chwilę Piotruś wybrał sobie na powrót. Warknął, sapnął i zanim zdołałam ocknąć się z oszołomienia, znów uciekł.

Co było robić? Trzeba było wstać i go gonić.

– Piotr! – krzyknęłam w stronę oddalającego się mężczyzny. – Piotrek!

Nie zatrzymał się, nawet nie obejrzał. Ale nie miał szansy, aby przede mną uciec. Podjęłam błyskawiczną decyzję i ruszyłam ostrym sprintem w jego kierunku.

– Piotrek! – Jakoś dawno nie miałam okazji do biegów i trzeba przyznać, że szybko to poczułam. Lecz się nie poddałam. Sapiąc i dysząc, gnałam środkiem ulicy, przerażona perspektywą utraty tego, co najcenniejsze. W przypadku tego typa, trzeba było kuć żelazo, póki gorące.

Gdyby się nie odwrócił, skoczyłabym mu na plecy. A tak wręcz zatrzymałam się w miejscu.

Płakał.

Twarz miał mokrą od łez i nagle zrozumiałam, że zależało mu nie mniej niż mnie. On tylko uparł się, że bez niego będę szczęśliwsza.

Jak to mówiła moja nauczycielka historii w liceum, nadgorliwość bywa gorsza od faszyzmu.

– Piotruś! – jęknęłam, padając w jego ramiona. Ale on stał nieruchomo, nie objął mnie, nie przytulił. – To nie tak jak myślisz.

– Nie tak?

– Ty imbecylu! – zdenerwowałam się. – Pewnie że nie tak.

– Całowaliście się. Namiętnie.

– On mnie pocałował! – Zaciśniętą pięścią uderzyłam w jego pierś. – Na pożegnanie.

– Serio? – spojrzał w dół, prosto w moje oczy i dostrzegłam w nim niepewność.

– Tak. – Nie zamierzałam tłumaczyć, wdawać się w szczegóły. Oparłam się o ramię Piotrka, wciąż patrząc w górę. – Jak mogłeś w ogóle pomyśleć inaczej?

– W sumie to mogłem. Czy ty nigdy się nie poddajesz Aniu?

– Czy ty zawsze jesteś takim kretynem?

– Hę? – zdumiał się.

– Srę – mruknęłam. – Policzymy się za ten numer z porzuceniem, oj, policzymy!

– Wróć do niego – wyszeptał, czule gładząc mój policzek.

– Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę, co mówisz?

– Przede wszystkim myślę o tobie.

– Tak? Normalnie, nie wytrzymam! – Walnęłam go z całej siły w brzuch zaciśniętą pięścią. Zmrużył oczy, ale nie zareagował w żaden inny sposób.

– To źle?

– Opadła mi szczęka, gacie i wszystko inne – jęknęłam. A wtedy drań się roześmiał i łapczywie przylgnął do moich ust. A kiedy na chwilę przerwał, rzuciłam mu się na szyję i zaczęłam się śmiać. A potem ten śmiech gwałtownie zmienił się w płacz. Bo przez kilka godzin długich niczym wieczność, byłam pewna, że wszystko straciłam.

Później podniósł mnie i szepcząc cudowne słowa, skierował się w stronę pojazdu, zaparkowanego nieopodal. Zostałam elegancko zapakowana, otulona męską kurtką i po raz kolejny mnie pocałował.

– Do domu! – zarządziłam, wskazując przed siebie. – Tego w lesie.

– A twoje…

– Chcę do domu. Do łóżka. Razem z tobą.

– Może złapiemy jakiś pociąg? – zakpił, ale ja potraktowałam jego słowa niezwykle poważnie.

– Kolej transsyberyjska! – uniosłam w górę palec, ożywiona tą nagłą myślą. – Co ty na to? Może mają jakieś ekstra przedziały, tylko dla dwóch osób?

– A on? Jesteś pewna?

Zamknęłam oczy.

– Zapytasz o to jeszcze raz, to cię pobiję. Wiem że to nie fair, że być może postąpiłam z nim tak, jak kiedyś Bartek postąpił ze mną, ale tak naprawdę nie łączy nas… O, przepraszam! Nie łączyło nas nic prócz seksu. Wiem! Wiem, co zrobię!

– Co? – Piotrek odpalił, podkręcił ogrzewanie, lecz nie ruszył. Odwrócił się w moją stronę, patrząc z ciekawością.

– Kupię mu wino i bilet na pociąg! – roześmiałam się. – A ty go ogłuszysz i wsadzimy go do ostatniego przedziału…

A potem pochyliłam się w jego stronę i starłam resztki mokrych śladów na policzkach. To dziwne, ale czułam wzruszenie, że płakał przeze mnie. Silny, cudowny mężczyzna i w całości tylko mój.

Odwieczne marzenie, które w końcu dogoniłam.

I jak to ja, wczepiłam się w nie zębami oraz pazurami, żeby mi się przypadkiem znów nie wyrwało…

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    AR
    | Odpowiedz

    Nonono to się porobiło 😮 ja jestem za tym Twoim zakończeniem jak i tym zmienionym xD dla każdego coś dobrego 😁

  2. J
    Julia
    | Odpowiedz

    Obaj mężczyźni mnie zawiedli. Tu powinna być rywalizacja!!!

  3. Anonim
    | Odpowiedz

    Tylko niech się Piotr nie tłumaczy że nie miał innego wyjścia. Rozczarował mnie. To już chyba lepszy nawrócony Mateusz 😀

    • Anonim
      | Odpowiedz

      A może tak obu ,co to komu szkodzi mieć dwóch facetów.

  4. Anonim
    | Odpowiedz

    Tak lepszy Mateusz

  5. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    Lepszy Mateusz.. A jeśli nie to ktoś inny..

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Mateusz!

  6. S
    Sbeta
    | Odpowiedz

    Oczywiście nawrócony Mateusz

  7. .
    ...
    | Odpowiedz

    Zawsze wolałam Mateusza 😁

  8. M
    Magdalena L
    | Odpowiedz

    Uważam, że powinna wygrać miłość! Jeżeli Ania kocha Piotra to powinna z nim być. Wydaje mi się, że Mateusz nie wzbudza w niej tylu emocji co Piotr. Choć nie zmienia to faktu, że Piotr zachował się delikatnie ujmując “trochę nie tak”. Pytanie dlaczego? Może Alicja jest głównym złym charakterem? Tego nie wiemy. Może Alicja ma coś na Piotra i go szantażuje. Tytuł opowiadania to coś optymistycznego co według mnie oznacza, że powinna cała historia zakończyć się szczęśliwie.

    • D
      Domi
      | Odpowiedz

      Byłam #teamnateusz ale coś czuję że Alicji i Piotrowi zostało rzeczywiście zapłacone. Tyle że nie mieli romansu a Piotr naprawdę kocha Anię. Może szantaż ze strony Mateusza? Albo tak niebotyczną kwota że nawet miłość nie przetrwała?

  9. M
    Mel
    | Odpowiedz

    Oby tylko z “Coś optymistycznego” nie zrobiło się “Coś załamującego”..

  10. M
    Mel
    | Odpowiedz

    Wierzę że już Ty coś Babeczko wymyslisz😊, bo czy to możliwe by Piotrek okłamał Ankę w tyłu kwestiach…? Jeżeli tak to niezły aktor.,ale mi to się nie klei..

  11. A
    Aleksandra
    | Odpowiedz

    #teampiotr bo miłość jest ważniejsza niż pożądanie faceta niestałego w uczuciach.

  12. A
    Aaaa
    | Odpowiedz

    Jestem za Piotrem!

  13. J
    Judyta
    | Odpowiedz

    Dołóż trzeciego absztyfikanta 😀 Może jakiś seksi pan spisujący liczniki?

  14. Anonim
    | Odpowiedz

    I juZ koniec.

  15. Anonim
    | Odpowiedz

    Hahaha 2 część tej części zajefajna

  16. Anonim
    | Odpowiedz

    Team Piotr! Mateusz jakoś mnie nie przekonuje. Z resztą mam wrażenie, że nie może pogodzić się ze zranionym ego i chce się odegrać. Muszę przyznać, że jestem ciekawa Twojego zakończenia jak i tego zmienionego 😀 A Piotr hmm zbyt wiele niejasności- po co by jej szukał skoro nic do niej nie czuł i tak teraz by miał o niej zapomnieć? (Chyba, że nadinterpretuje tekst)

  17. Anonim
    | Odpowiedz

    Wolalabym any Ania znalazla innego faceta. Mose zwariowanego ale nie Piotra cozy Mateusza. To powinno ha otrzezwic I podjac walke o siebie . Piotr to iluzja. Mateusz to nie Wien co. Mose sporka Marka szalonego barmana ktory uwielbia fotografie

  18. M
    Mag
    | Odpowiedz

    dla Ani tylko Piotrek!

  19. Anonim
    | Odpowiedz

    Babe ski I ktorej mozemy spodziewac dalszego coagulation. Pozdrawiam wole Mateusza.

  20. A
    AR
    | Odpowiedz

    Hmmm… Bardziej przemawia do mnie jednak Piotr… Mateuszowi może zależy, ale bardziej przemawia przez niego urażona męska duma… Przecież to bożyszcze kobiet 😁

  21. M
    Magda
    | Odpowiedz

    Ania kocha Piotra, Piotr Anię. On musi tylko zrozumieć, że Ania będzie szczęśliwa tylko z nim bo go kocha. Ale to chyba przed nami 🙂, mam taką nadzieję.

  22. U
    U.
    | Odpowiedz

    Na początku zapowiadało się fajne, lekkie opowiadanie a zrobiło się z tego takie ‘misz masz’, dla mnie jakieś chaotyczne

Napisz nam też coś :-)