Coś optymistycznego (II)

with 2 komentarze

na poprawę humoru
 
Nawet jak człowiek czasami popełnia błędy, robi głupstwa, to przynajmniej ma co wspominać 😉 Jak większość moich bohaterek.

 

Zachowałam jednak godność i potknęłam się dopiero, gdy już miałam usiąść. Piotrek zajął miejsce naprzeciwko, suchym głosem upominając kolegów, aby więcej mnie nie częstowali. To dziwne, ale posłuchali go bez szemrania. Żadnych sprzeciwów, niezadowolenia czy głupich tekstów. Za to zaproponowali mi colę.

Nie, lepiej nie – uśmiechnęłam się blado, przeklinając własną głupotę. Powinnam była kupić cukierki, wypominałam sobie. Teraz mogłabym go oczarować, uwieść. A tak robię za idiotkę, zamartwiającą się w powodu byle jakiego faceta. Problem leżał w tym, że jeszcze tydzień temu, ten facet nie był dla mnie „byle jaki”. Za to stanowił żelazny punkt moich planów na życie. Bezwiednie zmarszczyłam brwi. Żelazny punkt planu? A dlaczego nie pomyślałam o miłości, o przywiązaniu, o seksie?

– Wszystko w porządku? Pobladłaś. – Piotrek pochylił się, dotykając mojej dłoni, spoczywającej w bezruchu na kolanach. Zadrżałam, bo nawet jego dotyk był elektryzujący. Koledzy gapili się na niego z ciekawością, ale nie skomentowali tego ani słowem. To się chyba nazywało autorytet?

– Tak. Napiłabym się herbaty.

– Wagon restauracyjny?

– Nie ma.

– Zaczekaj. – Wstał i bez słowa wyjaśnienia zniknął za drzwiami. Za to ja zamknęłam oczy, zastanawiając się, czy przypadkiem nie oszalałam. Ach, ten alkohol, wypominałam sobie w duchu, nie dopuszczając myśli, że to nie tylko wina alkoholu.

Dopiero po chwili zwróciłam uwagę, na panującą ciszę. Rozejrzałam się. Kilka porzuconych plecaków, dwie puste butelki turlające się po podłodze. I hałas dobiegający z sąsiedniego przedziału.

– Powiedziałem im, że musisz odpocząć. – Przysięgam, że oblałam się rumieńcem. Drżącymi dłońmi objęłam plastikowy kubek, posyłając Piotrkowi pytające spojrzenie.

– Wycyganiłem od jednej babki z sąsiedniego wagonu. – Mrugnął okiem, nalewając gorącej, aromatycznej herbaty.

– Cudotwórca!

– Weź przestań. Mam wyrzuty sumienia, bo strasznie ją bajerowałem.

– Mistrzu bajeru! – westchnęłam, dając pierwszego łyka. Ostrożnie, aby przypadkiem się nie poparzyć. – Nieważne. Jestem ci wdzięczna.

– Odwdzięczysz mi się później – oświadczył z błyskiem w oku.

Wolałam nie podejmować tematu. Nadal kręciło mi się w głowie, a świat wirował w spowolnionym tempie, ale przynajmniej przestało mnie mdlić. Więcej, po trzech kubkach, poczułam się prawie dobrze.

– Cudnie! – westchnęłam, oddając mu puste naczynie i wciskając się w kąt siedzenia. – Niech ci bozia w seksie wynagrodzi.

– Teraz? – zainteresował się gwałtownie. – Byłoby perwersyjnie, nie sądzisz?

– Gdzie teraz? – spojrzałam na niego z politowaniem. – Zaraz wysiadam.

– A może wyskakujesz? Chcąc zrealizować swe marzenia…

– Nie wypominaj mi pijackiej głupoty – wzdrygnęłam się. A potem zmieniłam temat. – Wracacie z przepustki?

– Tak.

– Teraz służba wojskowa chyba nie jest obowiązkowa?

– Nie jest.

– Czyli ochotnik?

– Co w tym dziwnego? Zawsze chciałem nosić mundur. Głównie po to, aby wyrywać na niego laski – zażartował, wygodnie się rozsiadając, a oba ramiona kładąc na oparciu. Przez cały czas, nie spuszczał ze mnie oczu, przypatrując się badawczo, chociaż nie nachalnie.

– I co? Jak ma się rzeczywistość do twoich planów?

– Różnie bywa. Niektóre muszę ogłuszać kolbą pistoletu.

– Akurat! – prychnęłam. – Chyba ślepe i głuche.

– Pochlebiasz mi.

– To raczej jak mizianie kota za uszkiem. Tylko mi tu nie mrucz!

– Od samego miziania to ja nie mruczę.

W tym momencie należało się zamknąć i nie kontynuować tematu. Niestety, to nie ja i nie dziś. Dziś byłam złakniona banalnej konwersacji, ubierania skrytych pragnień w zawoalowane słowa.

– A od czego?

– Chcesz wiedzieć? – zmrużył oczy. Teraz wyglądał niebezpiecznie i pociągająco.

– Chcę – potwierdziłam, nerwowym ruchem poprawiając opadający na oczy kosmyk włosów.

– To chodź. – Sekunda i siedziałam na jego kolanach. Tym razem to on poprawił nieposłuszny kosmyk, nawijając go na palec.

– Nadal chcesz? – Jego głos zmienił barwę. Był głębszy, niższy, bardziej przypominający pomruk burzy, zanim na dobre zaatakuje hukiem gromów. A ja jak zahipnotyzowana wpatrywałam się w jego twarz.

– Tak – wyszeptałam. Wtedy chwycił moją dłoń. Myślałam, że wiem, co zrobi, lecz znów mnie zaskoczył Najpierw ucałował jej wnętrze. Potem ustami pieścił po kolei każdy palec. Na koniec wessał jeden pomiędzy wargi i wtedy poczułam, jak lekko zaciska na nim zęby.

Utonęłam w jego oczach. Zatraciłam się w dotyku. W każdym geście i ruchu. A kiedy przytulił moją rękę do swojego policzka, poczułam wzruszenie.

– Aniu, nic z tych rzeczy – uśmiechnął się asymetrycznie, unosząc jedynie prawy kącik ust. – Chociaż ciężko oprzeć się twojemu głodnemu, pełnemu fascynacji spojrzeniu.

No i masz babo klops! Wiedziałam, że się wygłupię, ale i tak nie mogłam się przestać na niego zachłannie gapić. Za to na pewno znów poczerwieniałam. I wtedy Piotrek przyciągnął mnie ku sobie, wtulił twarz w zagłębienie pomiędzy szyją, a obojczykiem, zębami szczypnął wrażliwą skórę, a ja krzyknęłam, bardziej z zaskoczenia niż z bólu.

– Śliczna jesteś – szeptał dalej, tym razem przygryzając skrawek ucha. Czubek jego języka wślizgnął się do środka, gorący oddech pobudzał, wilgotne wargi podniecały. A ja wplotłam palce w krótkie, ciemne włosy, w duchu błagając, by przestał. Sama nie byłam w stanie tego przerwać.

Zbyt wiele się działo. Pod sobą miałam twarde, męskie uda. Po moim ciele błądziły ciepłe, silne dłonie. Jedna z nich właśnie sięgnęła do zapięcia klamry i poczułam, jak włosy rozsypują się na moich ramionach. Długie, ciemne, lekko kręcone. Zamierzałam obciąć je przed ślubem, lecz nagle poczułam się absurdalnie szczęśliwa, iż tego nie zrobiłam.

– Ktoś… może… wejść – wydyszałam, podczas gdy on pokrywał pocałunkami mój dekolt. Nie odpowiedział, za to wrócił do moich ust. Tym razem nie było tak subtelnie, jak poprzednio. Bezczelnie wtargnął językiem do środka, przesunął jego czubkiem po moich zębach, powędrował dalej, atakując z taką siłą i ogniem, że sama się wystraszyłam.

Jasny gwint! Co ja do cholery wyczyniam? Przecież to nie tak, nie w ten sposób!

– Piotrek! – jęknęłam, gdy tylko udało mu się wyrwać z zachłannych objęć jego ust. Niestety, tylko tyle.

– Co? – spytał półprzytomnie. Nad górną wargą dostrzegłam kropelki potu, oczy błyszczały mu pożądaniem. Poruszyłam się niespokojnie i wtedy go poczułam.

Twardy, podłużny kształt. Dokładnie pomiędzy moimi udami.

– Och! – Przymknęłam oczy, czując jak po moim ciele rozlewa się pragnienie rozkoszy. Już nie protestowałam. Zaczęłam się poruszać, ocierając o tę cudowną wypukłość, kręcić pupą, pokrywając pocałunkami jego twarz, przymknięte powieki. Z ust Piotrka wydobywały się głuche jęki, palce konwulsyjnie zacisnęły się na moich pośladkach.

Nagle otworzył oczy.

– Chcę więcej! – warknął ze złością. – Takie rzeczy bawiły mnie jak byłem smarkaczem, któremu ledwo stawał. Teraz już nie bawią! Unieś się! – rozkazał.

Pokręciłam przecząco głową. Nie wiadomo skąd, pojawił się strach. Zaprawiony poczuciem winy, pokonał nawet pożądanie.

– Nie, proszę!

Stawiłam opór, gdy rzucił mnie na siedzenie, samemu szamocząc się z ubraniem. Położyłam dłonie na jego ramionach, chcąc go odepchnąć, ale nie miałam wystarczająco dużo siły. W ostateczności mogłam zacząć krzyczeć, lecz dziwnie mi się ta myśl nie spodobała.

– Proszę! – Dla odmiany zacisnęłam palce na materiale munduru, z całej siły przyciągając go ku sobie. Opadł i zaskoczony, odszukał moje spojrzenie.

– Nie chcesz?

– Chciałabym – uśmiechnęłam się z dziwną nieśmiałością, chyba po raz pierwszy tak otwarcie przyznając się do swych pragnień. – Ale nie tak. Nie w takim miejscu. I nie wtedy, gdy wciąż jestem pijana.

– Chyba nie jesteś – odpowiedział uśmiechem. Z głośnym westchnieniem się podniósł, potem pomógł mi usiąść i przytulił.

– Przepraszam – mruknął. – Nie miałem pojęcia, że może mnie tak ponieść.

– Nie przepraszaj. Ja też nie wiedziałam, że jestem zdolna do czegoś takiego?

– Czyli do czego? – Siedziałam wtulona w jego bok, z głową opartą o ramię, patrząc prosto w jego oczy.

– No… Do tego – wydusiłam z siebie, a wtedy on znów zaczął się śmiać.

– Nie ma sprawy, sam będę musiał rozładować napięcie. – Chciał mnie odsunąć i wstać, ale wtedy zrobiłam coś zaskakującego. Nie tylko dla niego, głównie dla samej siebie.

Dotknęłam twardej wypukłości pomiędzy jego udami. Przesunęłam po niej dłonią, spróbowałam objąć.

– Aniu, nie igraj ze mną! – ostrzegł, napinając uda.

– Nie igram – odparłam cicho. Wyprostowałam się, przysunęłam bliżej. Do pieszczoty ręki, dołączyła pieszczota ust. Pocałunek może nie był gwałtowny, ale za to bardzo namiętny. Najcudowniejsze było to, że czułam jak Piotrek napina mięśnie, pręży ciało, nawet lekko się unosi. To mnie zdopingowało. Chciałam, aby doszedł, aby nie wytrzymał i eksplodował. Dlatego zwinnie rozsunęłam zamek, wślizgując się głębiej. Zajęczał i przysięgam, to była najcudowniejsza muzyka dla mych uszu.

– Mocniej? A może mam przestać? – prowokowałam go szeptem.

– Tak… Nie! Ja…

Kolejna przeszkoda pokonana. Tym razem czułam także każdą jego wypukłość, każde subtelne załamanie kształtu. No i podziw, bo naprawdę był spory. Nie miałam w zwyczaju przeliczać długości na centymetry, ale i bez tego wprawił mnie w podziw. Poczuć go w środku… Mało brakowało, a złamałabym podjęte przed chwilą postanowienia.

Piotrek wiercił się, wzdychał i pojękiwał. Oczy miał zamknięte, czoło spocone. Dostrzegłam, jak drżały mu skrzydełka nosa, jak pulsowała na skroni cienka żyłka. Pocałowałam go, a on z roztargnieniem oddał ten pocałunek. Przyspieszyłam ruchy dłoni i bardzo szybko doprowadziłam go na krawędź orgazmu. Zaczął drżeć, oddech miał świszczący, a ja poczułam ciepłą wilgoć.

– Tak dobrze? – wyszeptałam, tuląc się do jego piersi. – Ślicznie mruczałeś…

– Tak – objął mnie ramieniem. – A ty umiesz miziać za uszkiem – zażartował.

– Wiem – potaknęłam, skromnie spuszczając wzrok. – Mam nadzieję, że nikt nas nie podglądał? – zaniepokoiłam się.

– A nawet jakby, to co? – machnął lekceważąco.

– W sumie nic. – Wyplątałam się z jego ramion i chwyciwszy torebkę, wyjęłam z niej chusteczki. – Proszę – podałam Piotrkowi, a on jedynie spojrzał na mnie przenikliwie.

– Coś nie tak?

– Nie. Ale wolałbym abyś to ty zrobiła. Nie, nie ręką – chwycił przegub mojej dłoni. – Włosami.

Zatkało mnie. Zerknęłam przez ramię, na ciemne loki rozsypane aż po pas. Potem na Piotrka. I podjęłam decyzję. Pochyliłam się, omiatając kosmykami jego męskość. Kołysałam się, a moje włosy zbierały kropelki mlecznego nektaru. W końcu niezadowolona z tych zabiegów, postanowiłam odważyć się na więcej.

Zlizałam to, co zostało.

Uniosłam głowę i zamarłam.

Takiego spojrzenia, zachłannego, pełnego podziwu, nie widziałam u żadnego z moich kochanków.

– Jak wyjdę na następną przepustkę – ujął moją twarz w obie dłonie – to zaproszę cię na randkę. A później będziemy się kochać. Całą noc – dodał z błyskiem w oku. – Cały dzień. Cały tydzień, do cholery!

Oczywiście w tym momencie postanowił się wtrącić wredny los. Jakiś pijany baran, pociągnął za hamulec bezpieczeństwa, a ja zanurkowałam głową prosto w krocze Piotrka. I tak zastał nas konduktor, który właśnie dotarł na sam koniec pociągu.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Anonim
    | Odpowiedz

    niezłe.

  2. I
    Iwona
    | Odpowiedz

    O matko dzieje się! 👌

Napisz nam też coś :-)