Coś optymistycznego (IV)

with 12 komentarzy

na poprawę humoru
 
Rebel wróci we wtorek, Jo jak zwykle sumienna, ja szaleję, a Jadzia zbiera siły :-)))
 

– Napijemy się? – zaproponował. – Czegoś dla dorosłych, z alkoholem – zakpił.

– Po alkoholu głupieję.

– W jakim sensie? – Wciąż strzepywał z siebie resztki jedzenia i zabawnie to wyglądało.

– Różnym. Gdzie ta zachwalana przez twojego ojca narzeczona?

– Wyjechała na kilka dni. Odpocząć.

– Od ciebie? Wcale się nie dziwię…

– Nie jestem znowu taki zły.

– Powiedziałeś, że mam grubą pupę – zgłosiłam uzasadnioną pretensję. – Jesteś zły, okrutny i bezlitosny drań. Jak byś się czuł, gdybym ci wytknęła, że masz zeza?

– Nie mam – zaprzeczył i znów się roześmiał. – Chodź, napijemy się. Nie upijemy, ale napijemy.

W sumie to i tak nie miałam nic do roboty. Byle się pilnować i poprzestać na jednym drinku. Dobrze, może na dwóch, ale nie więcej. Nie chciałam kolejnego skurwiela w moim życiu. Tak, skurwiela, bo chociaż Mateusz wizualnie stanowił kulminację kobiecych pragnień o idealnym mężczyźnie, to od razu było widać, co z niego za ziółko. Nawet plotek krążących po biurze nie musiałam sobie przypominać.

Był nieco wyższy ode mnie, ale gdybym zdjęła szpilki, to ta różnica pewnie by się pogłębiła. Ciemne włosy, modnie obcięte, otaczały szczupłą, smagłą twarz, o wydatnych kościach policzkowych i wyraźnie zarysowanej szczęce. Miał ładnie wykrojone wargi, z lekko uniesionymi kącikami i oczy równie ciemne, jak włosy. Czarne.

Jak Piotrek, pomyślałam i od razu poczułam złość.

– Na początek szampan. – Podał mi smukły kieliszek, zabrany z tacy przechodzącego kelnera. – Za nietypowy początek naszej znajomości.

– Ty zacząłeś.

– Byłem tylko szczery. Nie lubisz szczerości?

– Piękno czy brzydota moich czterech liter, to rzecz subiektywna.

– Jakoś nie wyglądasz na przejętą moją opinią?

– Bo mam ją gdzieś – oświadczyłam, z uciechą dostrzegając zaskoczenie w jego oczach. – Moja pupa jest, jaka jest. Mnie pasuje, bo wygodnie się na niej siedzi…

Ładnie się śmiał. Zęby miał równiutkie, śnieżno białe, jak z reklamy pasty. Czego nie omieszkałam powiedzieć na głos.

– To wypijmy za twoją pupę – powiedział, znów z rozbawieniem. Wesołek się znalazł.

– I za twój przyszły związek małżeński, piątkę pociech i udane życie rodzinne.

Trochę mu się mina wydłużyła, a ja nagle zyskałam pewność, że na męża to on się nadawał, jak ja na primabalerinę. Na miejscu narzeczonej wielkiego rozbiegu bym nie brała, bo widać było wyraźnie, że przydzwoni w mur, aż echo pójdzie po betonie.

– Na razie wciąż jestem wolny – odparł z przekąsem. – A ty? Wciąż samotna?

– Nie, ja też jestem wolna.

– Wy kobiety macie genetyczny zapis przymusu zakładania stadła oficjalnego.

– Nie wszystkie.

– Wszystkie, tylko niektórym udaje się oszukać nie tylko innych, ale także siebie.

– Pan psycholog się znalazł.

– A wiesz, że dwa lata studiowałem psychologię – ucieszył się nie wiadomo z czego.

– A potem co? Cipologię?

– Nie, stosunki międzynarodowe. Z czego się śmiejesz? – przyjrzał mi się podejrzliwie.

– Stosunki? – kwiczałam, rozlewając szampan. – Międzynarodowe?

– Jesteś nienormalna – oznajmił ze wstrętem.

– Jestem – potaknęłam, ocierając łzy. – I dobrze. Normalną już byś mamił wizją upojnego związku.

– Też byś tego chciała, ale się nie przyznasz.

Zmrużyłam oczy. Bąbelki właśnie dotarły do przedmurza otaczającego szare komórki i przedarły się przez barykadę.

– Ja bym chciała upojnego seksu, nie związku – powiedziałam gardłowym, niskim głosem.

– Ode mnie? Na księcia trzeba zasłużyć.

– Książę? Z taką szabelką? – pogardliwie wskazałam ruchem głowy na jego krocze. – Tam tylko powietrze hula pomiędzy szwami i wydyma nogawki…

Chyba go rozbawiłam, bo znów zaczął się śmiać.

– Wesoło tutaj. – Pan prezes znów się pojawił i tym razem przyglądał nam się z jeszcze większą podejrzliwością. – Dawno nie widziałem syna tak rozradowanego. Rozmawiacie o czymś zabawnym?

– Poniekąd. – Mateusz, jak i ja, nie zamierzał zdradzić tematu naszej arcyciekawej konwersacji. – Pozwolisz ojcze, że cię opuścimy. Chcieliśmy zatańczyć.

W towarzystwie samego szefa szefów czułam się trochę nieswojo, więc nie zaprotestowałam. Przeciwnie, z ulgą przyjęłam jego propozycję. No i przyjemnie było się znaleźć w szerokich, męskich ramionach.

Ciesz się chwilą, upomniałam samą siebie. Lecz zaraz później pomyślałam, że to nie wszystko czego chcę. Nie było źle, tylko… Mateusz nie był nim.

Żaden nie był.

Otrząśnij się idiotko! strofowałam się w duchu, jednocześnie zastanawiając, jak po cichu i ukradkiem ulotnić się z imprezy. Chyba najlepsza będzie wymówka z kibelkiem? Przecież nie będzie warował pod drzwiami, aż tak bardzo go nie zauroczyłam.

– Wyjątkowo zamyślona jesteś. – Uniosłam głowę, napotykając kpiące spojrzenie czarnych oczu. Nic poza kpiną tam nie dostrzegłam.

– Zmęczona – zełgałam na poczekaniu.

– Akurat. Nie kłam.

– Nie kłamię. Moje stopy są zmęczone. Zaraz nastąpi spektakularna zmiana obuwia. Ewentualnie mogę tańczyć boso.

– A nago? – zainteresował się zachłannie. – Nie miałbym nic przeciwko.

– Cicho erotomanie – zgromiłam go. – Coś ty taki niewyżyty? Całą zwierzynę łowną w okolicy szlag trafił czy co?

– Wolę coś nowego.

– Ja też bym wolała porozmawiać normalnie, jak ludzie, cywilizowani – dodałam z naciskiem na ostatnie słowo.

– O pogodzie? Czy o polityce?

– Nie cierpię polityki! – Aż mną otrząsnęło. – Po co o niej rozmawiać, skoro ja nikogo nie przekonam, mnie nikt nie przekona, tylko pokłócić się można.

– Tatuś nie robił wam testów ideologicznych przy zatrudnieniu?

– Nie. Podobno kiedyś pracowałeś u ojca. Dlaczego zrezygnowałeś?

– Mała różnica zdań.

– Mała? Do dzisiejszego dnia opowiadają sobie pełne grozy historie o waszej współpracy – zachichotałam. – Podobno miał na oku pewną sekretarkę, którą poderwałeś. Albo raczej przeleciałeś.

– Była niezła, przyznaję, ale nie na tyle, aby kłócić się o nią z ojcem. Chodziło bardziej o wizję dotyczącą przyszłości firmy.

– Przecież jesteś jedynakiem. I tak wszystko dostaniesz – powiedziałam zaskoczona. Mateusz niespodziewanie sposępniał.

– Niby tak, ale wiesz jak to jest?

– Domyślam się – odparłam współczująco. – A gdzie teraz pracujesz? Przy testowaniu prezerwatyw?

– Pewnie. Jakby co mają wolny etat w dziale obok, mogłabyś się zatrudnić jako testerka wibratorów.

– Nie, dziękuję. Wolę takie o napędzie jądrowym.

O mało co się nie udusił z radochy.

– Aniu! – powiedział w końcu z uczuciem. – Jesteś rewelacyjna!

– Bo cię nie podrywam.

– Nie, raczej to nie to – odparł zamyślony, pochylając się ku mnie. – Jesteś autentyczna, pełna ognia i zaskakująco piękna. A raczej byłabyś, gdy udało ci się skończyć kurację odchudzającą… – w ostatnich słowach dosłyszałam już kpinę, więc nie było powodu do złości.

– Zapomnij. I właśnie zgłodniałam.

– Aha. Ja też.

I podlec mnie pocałował. Z zaskoczenia, namiętnie i pobudzająco. Nie powiem, całował świetnie. Tak, że od razu zmiękły mi kolana. Niestety, po pierwsze byłam trzeźwa, po drugie, on nie był Piotrkiem i na błyskawiczny podbój miał zerowe szanse.

– Czyś ty do reszty zgłupiał? – warknęłam, odsuwając się na bezpieczną odległość. – Nie mam ochoty stracić pracy.

– A ja okazji.

– Zaraz ci przywalę! – zdenerwowałam się. – Okazji, co?

– Okazji! – syknął, tym razem bez poprzedniego rozbawienia. – Idziemy!

Zgłupiałam do tego stopnia, że nie zaprotestowałam od razu. Pozwoliłam się prowadzić, dopóki nie znaleźliśmy się na schodach pnących w górę.

– Przestań! Nie chcę! – stawiłam zaciekły opór, co najwyraźniej go zaskoczyło.

– Może być tutaj – stwierdził, a ja osłupiałam jeszcze bardziej.

– Co może?

– Nie chcesz się całować przy świadkach, może być bez świadków.

– Wcale nie chcę się całować! – Wykręciłam głowę, kiedy zakleszczył mnie w objęciach. – Puść mnie!

– Ale ja chcę! – Uparty drań był z niego. Co prawda nie pierwszy, który usiłował zacząć znajomość od dupy strony, więc zdążyłam się już przyzwyczaić. Niestety, niektórzy faceci tak mają, może jakaś genetyczna skaza po przodkach jaskiniowcach? Łup i za włosy, ciągnąc do jaskini wbrew woli branki.

– Będę krzyczeć – zagroziłam.

– Krzyczeć? – Oczy błysnęły mu czymś podejrzanym. – Z góry zakładasz, że jestem tak dobry, że będziesz krzyczeć?

– No jasna cholera! – zaklęłam, sapiąc z oburzenia. – Puść mnie patafianie, bo jak ci przyłożę, to będziesz miał okazję odwiedzić dentystę!

– Spróbuj – oświadczył bezczelnie. No to spróbowałam. Wyswobodziłam jedno ramię, z zamiarem wydrapania mu oczu, ale sprawnie je unieruchomił. Chciałam wymierzyć cios kolanem, ale szybko go zablokował.

– No i co? – Bestia jedna, złośliwie się uśmiechał. Goguś to był jedynie z wyglądu, bo pod doskonale skrojonym garniturem, to miał chyba mięśnie z tytanu. Trochę mnie to zaskoczyło, ale tylko trochę. Nadal byłam wściekła, bo takie beznadziejne zaloty, to ja miałam za przeproszeniem tam, gdzie słońce nie dochodzi.

– Puść mnie! – powtórzyłam, a w zasadzie wywarczałam.

– Dasz się pocałować, to cię puszczę.

– Istna gimbaza! – sapnęłam. – Ile ty masz lat człowieku? Dwanaście?

– Dwadzieścia siedem.

– Ja to mam pecha do szczeniackich zalotów.

– Powiedziałbym że masz szczęście.

– Pochlebiasz sobie.

– Aha. A teraz koniec tej banalnej konwersacji.

– Nie! Bo!… – Chyba uśpił moją czujność, bo w końcu udało mu się mnie pocałować. I to jak! Bezczelnie cudownie, piekielnie pobudzająco, wywołując w moim ciele falę emocji. Nie uczuć, ale emocji. Od złości, po euforię. Szczerze mówiąc, to trochę mi się to zaczęło podobać… Dobra, niech będzie. Gdyby Mateusz nie był takim ciachem, to pewnie nadal bym protestowała. A tak dałam się porwać jego namiętności.

Niestety, skończył równie niespodziewanie, co zaczął, uwalniając moje ramiona.

– Reszta później – powiedział schrypniętym głosem. – Jutro, u mnie, kolacja o dwudziestej.

– Że co? – zbaraniałam. – Do jasnej!… Jesteś zaręczony!

– Nie zamierzam się z tobą żenić, tylko cię rżnąć.

Doigrał się. Aż echo poszło po holu, takiego mu liścia wypłaciłam. Policzek to za mało powiedziane.

– Bydlę! – oświadczyłam ze wstrętem. – Rżnąć to sobie możesz drewno na wióry.

Jeśli miał jakieś szanse, to właśnie kompletnie je przekreślił. Nie kręciły mnie takie teksty, godne raczej naćpanego małolaty niż dojrzałego mężczyzny. Odwróciłam się na pięcie i bulgocząc niczym garnek z ukropem, podążyłam w kierunku wyjścia.

Dopiero kiedy wciąż nabuzowana złością kładłam się spać, przypomniał mi się nadzwyczajnie promienny wyraz twarzy Mateusza, tuż po tym, jak mu przywaliłam na pożegnanie.

To było co najmniej zastanawiające.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. P
    P
    | Odpowiedz

    Opowiadanie czyta się jednym tchem! Tak, czegoś takiego, dla relaksu, właśnie mi trzeba było 🙂
    Czekam na więcej.

  2. A
    Aaaa
    | Odpowiedz

    No tego było mi trzeba!
    Mogła mu mocniej przypalić bo tak czuje że nie odpuści Mateusz…

  3. A
    Aricca
    | Odpowiedz

    🥰 połknęłam z rana…nawet kawy nie zdążyłam zrobić… Chyba muszę jeszcze raz przeczytać Uzurpatora czekając na kolejną część 😁

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      A jak skończysz z nami, to zapraszam do Miki i jeszcze w podobnym klimacie, rewelacyjny blog Skrywane Pragnienia. Anna Valetta też ma świetne teksty.

      • A
        Aricca
        |

        Dzięki skrywanym właśnie trafiłam tu. Tam połknęłam wszystko co się dało….🤷

      • Babeczka
        |

        Od Ani? Super! Cieszę się, a w zasadzie cieszymy 😀

  4. A
    Aricca
    | Odpowiedz

    😁 tylko coś newslettera żadnego od was motyle 🦋 nie dostałam jeszcze

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Bo mi natchnienie zdechło… A Piękna i Bestia miała iść 🙁

  5. A
    Aleksandra
    | Odpowiedz

    Piotrze wróć! Chciałoby się powiedzieć. Świetne opowiadanie. Właśnie czegoś takiego potrzebuję żeby jakoś się odnaleźć w tym nowym roku.

  6. I
    Iwona
    | Odpowiedz

    Oj czekam 😥 super 😀

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Jutro będzie, jak nie padnę na pysk pod wieczór, bo już nieprzespane nocki dają mi się we znaki ;-))) Co gorsza, nowa historia skacze po głowie i domaga się przelania na “papier”…

    • A
      Aricca
      | Odpowiedz

      A już miałam pytać co dalej

Napisz nam też coś :-)