Coś optymistycznego (V)

with 10 komentarzy

na poprawę humoru
Krótko i na temat. Proszę o pomoc, bo mam dylemat. Który z moich tytułów chciałybyście/chcielibyście postawić na swojej półce w wersji papierowej?
 

Na dywanik do szefa zostałam wezwana dokładnie następnego dnia, gdy tylko zjawiłam się w pracy. Nie zdążyłam przebrać butów, nie zdążyłam wypić kawy, nie zdążyłam nawet porządnie się przestraszyć. Z niejaką rezygnacją czekałam na zwolnienie, awanturę i inne tego typu „przyjemności”, bo byłam pewna, że widział, jak Mateusz mnie całował.

– O! Jesteś! – ucieszył się, wcale nie wyglądając na wściekłego. – Siadaj.

Co miałam zrobić? Nic, więc usiadłam.

– Domyślasz się o co chodzi? – spytał, patrząc na mnie spod zsuniętych na czubek nosa okularów.

– Mniej więcej. W zasadzie więcej – westchnęłam.

– Mój syn… Nie jest ponurakiem, wręcz przeciwnie. Ale dawno, bardzo dawno, właściwie od dnia śmierci jego matki, nie widziałem go w tak dobrym humorze, tak rozluźnionego. Musiałaś wywrzeć na nim piorunujące wrażenie.

Zdębiałam. Piorunujące wrażenie? Na tym zadufanym w sobie bucefale? To on był rozluźniony w moim towarzystwie?! No kurka wodna!…

– Możliwe – odparłam słabym głosem. Jakoś nie miałam siły, by wyrazić sprzeciw.

– Chciałbym, abyś wiedziała, że nie mam nic przeciwko – spojrzał na mnie znacząco – waszej znajomości.

– Przecież jest zaręczony!

– Cóż… Narzeczoną zawsze można zmienić.

To mnie ustrzelił. Czyli Mateuszek dostał błogosławieństwo tatusia, ja także i teraz niby powinnam szaleć z radości?

– Powiedział, że nie zamierza się ze mną żenić, tylko mnie przelecieć. – Nawet nie ukrywałam złośliwości w głosie. Synek godny ojczulka, nie ma co!

– Właśnie dlatego tak się ucieszyłem na wieść o jego zaręczynach. Chociaż na zbytnio zakochanego mi nie wyglądał. Ty mogłabyś to zmienić.

Z jamy smoka wyszłam z zamętem w głowie i bardzo mieszanymi uczuciami. Mogłabym? Pytanie, czy bym chciała. Mateusz wcale nie wywarł na mnie piorunującego wrażenia, a na wspomnienie jego ostatnich słów, zęby same zgrzytały mi ze złości. Tak, ciacho to on był, ale jak dla mnie wyjątkowo niestrawne. Za ladą, na talerzyku, wyglądał niesłychanie apetycznie, lecz konsumpcja mogłaby się zakończyć tragedią.

– I co ja mam u licha zrobić? – spytałam Lidkę, moją najlepsza kumpelę w pracy, jak już wszystko jej opowiedziałam.

– Ja go pamiętam sprzed dwóch lat – westchnęła, patrząc się maślanym wzrokiem gdzieś w nieokreślony punkt. – Bierz! Chociażby tylko na seks!

– Słaby argument.

– Przecież przy poprzednim facecie nie miałaś tego problemu? – zdziwiła się, wpychając sobie do ust ciasteczko.

– Nie samym seksem człowiek żyje – pouczyłam ją.

– Wciąż tamten? Z pociągu? Rany, dziewczyno, ogarnij się! Albo coś z tym zrób i znajdź swojego żołnierza.

– Myślisz, że nie próbowałam? – spytałam markotnie. – Nie mam żadnego punktu zaczepienia, kompletnie nic! Nie zapamiętałam żadnych szczegółów, o nic go nie pytałam. Znam tylko imię i wiem, że był młodszy. Co mam zrobić? Iść do wróżki?

– Hi, hi! – Bezczelna małpa puściła mi oczko. – Pamiętasz przecież więcej.

– Tak! – syknęłam rozeźlona. – Zrobię portret pamięciowy jego fiuta i dam ogłoszenie w necie! Może ktoś go rozpozna!

Lidka wpadła w nieopanowaną wesołość. Przeszło jej, jak zwinęłam sprzed jej nosa ostatnie ciastko. Za to zaczęła mnie namawiać na randkę z Mateuszem.

– Ja nie wiem, co ci nie pasuje. Chłopak jak marzenie, majętny, wykształcony, na poziomie…

– To dziwkarz.

– Tak? A jak nazwiesz siebie po pamiętnej przygodzie w pociągu?

– Żałuję, że ci powiedziałam – westchnęłam, chociaż tak naprawdę wcale nie żałowałam. – Z Piotrkiem to było co innego.

– Daj spokój! – żachnęła się. – Idź, zjedz kolację, porozmawiaj i wtedy postanowisz, co dalej.

– Jeszcze mnie nie zaprosił.

– Zrobi to, zobaczysz. A jak nie, to gotowa jestem zjeść własne buty…

Nie musiała. Godzinę później na moim biurku wylądował potężny bukiet kwiatów. Na bileciku było napisane: Przepraszam. Dziś? Kolacja? Dwudziesta? Przyjadę po ciebie.

Rozzłościło mnie, że przy ostatnich słowach brakowało znaku zapytania. Znaczy się, nie brał pod uwagę mojej odmowy. Może co do dnia czy godziny, ale nie co do faktu samego spotkania.

– Zarozumiałe bydlę! – warknęłam nie wiadomo to już, który raz.

A jednak zaczęło mnie kusić! Dawno się z nikim nie umawiałam, dawno nie uprawiałam seksu, bo ten z własną ręką na dobrą sprawę się nie liczył.

Wbrew własnym postanowieniom, zaczęłam się łamać.

– Dobrze – zdecydowałam w końcu, sięgając po woreczek foliowy z cukierkami. – Jak będzie parzyście, to idę, jak nie, zostaję w domu.

Kupiłam na oko, ponad pół kilo i wyszło parzyście. Postanowiłam nie sprzeczać się z losem. Wróciwszy do domu po szesnastej, ułożyłam cały plan przygotowań. Zaczęłam od paznokci, potem rozsmarowałam na twarzy maseczkę w kolorze brudnej zieleni i z westchnieniem rozkoszy, zanurzyłam się w wannie, przy wtórze ulubionej muzyki, z lampką wina. Wszystko oczywiście na rozluźnienie.

Niestety, rozluźniłam się chyba za bardzo, bo ocknęłam się na intensywny dźwięk dzwonka.

– Ki czort! – syknęłam, po czym złapałam pierwszy lepszy ręcznik i owijając się w niego po drodze, dopadłam drzwi. Byłam pewna, że po drugiej stronie zobaczę Lidkę, więc otworzyłam je z impetem i zamarłam.

– O! – powiedziałam w końcu słabym głosem. I trochę niewyraźnie, bo cholerna maseczka stwardniała na mur, beton, utrudniając poruszanie szczęką. – To ty?

– Jest punkt dwudziesta – wykrztusił w końcu z siebie.

– O boziu! – Uniosłam ramiona, wplatając je z rozpaczą we włosy, ale wtedy ręcznik owinięty wokół ciała, zaczął się zsuwać. Jęknęłam, z trudem zapobiegając kompromitacji.

– Tak się szykowałam – bąknęłam. – I zapomniałam spojrzeć na zegarek.

– Tak, widać. – Zagryzł usta, powstrzymując śmiech. – To twój specjalny stój randkowy?

– Wejdź, a ja skończę przygotowania. – Nie odpowiedziałam na zaczepkę, głównie dlatego, że zbyt natarczywie przyglądał się moim całkiem gołym nogom. – Tam jest kuchnia. Siadaj i czekaj, bo inaczej nici z randki – zagroziłam.

– Randki?

– Jak zwał, tak zwał. Do kuchni!

Posłuchał, a ja zdenerwowana udałam się z powrotem do łazienki. I dopiero tam, spojrzawszy w lustro, uświadomiłam sobie, jak wyglądam.

To błotne w kolorze gównianym, włosy w nieładzie, spięte wyjątkowo nietwarzowo na czubku głowy. Ręcznik rozmiarów ścierki kuchennej, z ledwością zakrywający pupę…

– To się popisałam – mruknęłam. – Jak nie ucieknie, będzie miał u mnie spory plus.

Cholerna maseczka z trudem dała się zmyć. Po tym zabiegu, wyglądałam jeszcze gorzej. Czerwona na gębie, dekolcie, zdyszana, z błyskiem szaleństwa w oczach…

Pół godziny później byłam gotowa. I tak nabuzowana złością, że chyba unosiłam się kilka centymetrów na podłogą. Zaplanowanej kiecki nie ubrałam, bo gryzło mnie coś przy zamku. Buty okazały się niewygodne, bo lekko spuchły mi nogi. Fryz już miałam, makijaż również, poza tym bieliznę i mętlik w głowie. Stałam przed szafą, klnąc w duchu jak szewc i zastanawiając się, co powinnam ubrać.

– Aniu? – Drzwi powoli się uchyliły i do sypialni zajrzał zaciekawiony Mateusz. – Gotowa?

– Na szlafrok party – mruknęłam. – Gdzie idziemy? Może dżinsy i bluza wystarczą?

– Dżinsy? Bluza? – Zrobił śmieszną miną, po czym wszedł do środka. Garnitur, spodnie na kant, krawacik, buty na wysoki połysk.

– Dobra, rozumiem. Żadnych aluzji! – dodałam, widząc jak szykuje się do wyrażenia własnego zdania. Wygoniłam go z pokoju, po czym ubrałam sukienkę, usiłując nie zważać na to, iż coś mnie drapie pomiędzy łopatkami. Wbiłam się również w buty, wzięłam torebkę i w końcu byłam gotowa.

Jego dobre maniery były naturalne i niewymuszone. Limuzyna czekająca pod budynkiem, luksusowa i wygodna. Usiedliśmy z tyłu, a potem Mateusz zrobił ten fajny trik z filmów, czyli opuścił szybę pomiędzy nami, a szoferem.

– Ale cudo! – zachwyciłam się. – Super! A szampana masz?

– Mam.

– To gdzie jedziemy?

– Na kolację.

Siedział tuż obok mnie, seksowny, przystojny, z uśmiechem błąkającym się po kształtnych wargach, z podziwem w ciemnych oczach, a ja myślałam tylko o jednym.

Co za kurewstwo gryzło mnie tak w plecy?!

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Anonim
    | Odpowiedz

    Ciekawe,

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Czy nastąpi zmiana głównego bohatera? Wiecie jak to u mnie jest… 😉

  2. s
    syndus
    | Odpowiedz

    Kiedy następna część:)?

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Chyba w poniedziałek. Mam prawie całość, więc przestojów nie będzie ;-D

  3. A
    Aleksandra
    | Odpowiedz

    A może to co uwiera to ta zaginiona karteczka z numerem telefonu Piotrka? Wierzę, że do niego wrócimy. 🙂 Cudowna jest ta historia, wkręciłam się na maksa. Miłego wieczoru. 😉

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Może jednak Mateusz ci się zasłuży?

    • A
      Aricca
      | Odpowiedz

      O tym samym pomyślałam….ale to już 4lata. Jakoś nie wierzę,że Piotr czeka …

  4. M
    Mel
    | Odpowiedz

    W wersji papierowej chciałabym mieć “Coś optymistycznego” i “Tysiąc odcieni bieli”. Świetnie piszesz👏

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Dziękuję 😀

  5. P
    P.
    | Odpowiedz

    Uzupator, TOB, zielone niebieskie, może też nemezis,

Napisz nam też coś :-)