Coś optymistycznego (VII)

with 21 komentarzy

na poprawę humoru
 
Szykujemy zastępstwo dla Piotrusia :-)))
 

To się porobiło, pomyślałam z przekąsem. Lecz właśnie podano deser i moje problemy uległy niejakiemu rozproszeniu. Zresztą, dopóki siedziałam w miarę nieruchomo, cholerny sztuciec nie sprawiał kłopotów.

– Wszystko przepyszne, pomysł zaskakujący, ale nadal nie rozumiemy się w pewnej kwestii.

– Jakiej? – Mateusz siedział naprzeciwko, rozluźniony, uśmiechnięty i wyraźnie pewny, że w końcu zaczynam ulegać jego urokowi.

– Jesteś zaręczony, żenisz się. Więc po co nalegałeś na spotkanie ze mną?

– Już mówiłem.

– Tak, seks – przechyliłam głowę na bok, przypatrując się mu z uwagą. – Tylko że mnie to nie odpowiada.

– Wiem, już to mówiłaś.

– Ty i ja – wskazałam na niego palcem, później na siebie. – Nie jesteśmy kompatybilni.

– Moglibyśmy być.

– Chyba nie. Niewłaściwie podchodzisz do naszej znajomości, a to mnie wkurza.

– Nie rozumiem. Przyniosłem kwiaty, zorganizowałem romantyczną kolację w Rzymie, lot prywatnym odrzutowcem, najlepszą restaurację, a ty twierdzisz, że niewłaściwie podchodzę do naszej znajomości. Wiesz, że cała ta impreza sporo kosztowała?

– Porozmawiajmy lepiej o pogodzie – powiedziałam z rezygnacją. Szczerze mówiąc, to konwersacja z lodówką przyniosłaby podobny efekt. Też byśmy się nie dogadały. Chociaż? Może nawet szybciej niż z tym kutafonem. – Albo o tych zmianach klimatu.

– Przecież postawiłem sprawę jasno – zmarszczył brwi. – Interesuje mnie tylko seks.

– Przecież postawiłam sprawę jasno – odparowałam złośliwie. – Nie interesuje mnie żaden seks.

– To się jeszcze okaże – oświadczył chełpliwie, a ja poczułam nagłą chęć rozbicia mu czegoś na głowie. Niestety, nie mogłam teraz wstać. – Wy, kobiety, mówicie jedno, a chcecie czegoś innego.

A wydawało mi się, że wiem prawie wszystko o mężczyznach. Znałam nieśmiałych, zadufanych w sobie, urodzonych egoistów, wesołków, smutasów, oszalałych na punkcie seksu i może jeszcze z cały tuzin „innych” odmian. Ale takiego kuriozum jeszcze nie spotkałam! Zabiera mnie na kolację i twierdzi, że skoro się wykosztował, to nie mogę odmówić. Po prostu ręce opadają! Przeszła mi nawet ochota na kłótnię, bo i po co z takim dyskutować?

– Tak, to się okaże. – Mój suchy, beznamiętny ton, chyba trochę nim wstrząsnął, bo spodziewał się raczej dalszych wybuchów złości. Tymczasem wcale nie czułam gniewu, co więcej przeszła mi też ochota na wygłupy. – Wspomniałeś, że współpraca z ojcem się nie układała. To czym się teraz zajmujesz?

– Porwania dla okupu, bez okupu zresztą też.

Olśniło mnie. Zrozumiałam dlaczego tak ciężko nam się dogadać. Zdaje się, że mieliśmy nadzwyczaj podobne charakterki. Czyli małpią złośliwość i odrobinę egoizmu wpisane w geny.

– Jeszcze jedna tak durna odzywka, a do Polski wracam na piechotę – ostrzegłam, wywołując niezamierzony atak wesołości.

– W tych niewygodnych butach?

– Zauważyłeś?

– Za każdym razem, gdy krzywiąc się, zdejmowałaś je i ubierałaś.

– No właśnie – zakłopotałam się. – Mam problem. Nie tylko buty okazały się niewygodne.

– Sukienka? Nie ma sprawy, chociaż może nie publicznie – zatoczył ręką dookoła.

– Źle obcięłam metkę i coś mnie tam gryzie. Chciałam się podrapać i widelec wpadł mi w majtki – wyjaśniłam krótko, zwięźle i nie bawiąc się w eufemizmy.

– Co ci wpadło? – Oczy Mateusza zrobiły się okrągłe, brwi powędrowały w górę, a cała twarz zastygła w wyrazie zaskoczenia.

– Widelec.

– Wi… delec? Ale dlaczego widelec?

– Czymś się musiałam podrapać…

Bardzo długo przetrawiał tą wstrząsającą wiadomość, gapiąc się na mnie, niczym wół w malowane wrota. Nawet kiedy pojawił się kelner z wybranym winem, nie zwrócił na niego większej uwagi, bo w tym momencie skupiał ją na mnie.

– Może wylecieć podczas chodzenia. Niepotrzebnie ubrałam pończoszki – westchnęłam. – Przy rajstopach nie byłoby problemu. Wiesz, głupio tak paradować po eleganckiej restauracji, gubiąc zastawę. Jeszcze pomyślą, że to ukradliśmy.

– No… – odparł przeciągle.

– Mam pomysł. Tobie pewnie się spodoba. Wstanę, a wtedy obejmiesz mnie, przytrzymując cholerny widelec i odprowadzisz do damskiej toalety. Dalej sobie poradzę.

Może to dziwne, ale przyjął mój plan bez zastrzeżeń. Tylko w jego oczach dostrzegłam wesołe chochliki. Szczerze mówiąc, wcale się temu nie dziwiłam.

– Faktycznie, widelec – powiedział rozweselony. – Jesteś nie do podrobienia, Aniu.

– Pewnie – mruknęłam.

Akcja się powiodła i mogłam w końcu odetchnąć. Metka co prawda nadal mnie drapała, ale przynajmniej pozbyłam się kłopotliwego sztućca. Przypudrowałam nosek, poprawiłam fryzurę i wróciłam, zastając Mateusza skupionego, z dziwnym blaskiem w oczach.

– Coś nie tak? – spytałam z niepokojem, zajmując miejsce przy stoliku.

– Dużo. – Pochylił się do przodu i w mało elegancki sposób opierając łokcie na blacie. – Ale tylko w pozytywnym sensie. Masz ochotę na spacer przed powrotem?

A mnie nagle olśniło. Przecież byłam w Rzymie! Pierwszy raz i zupełnie niespodziewanie. Miałam wyjątkową okazję zobaczyć wieczne miasto nocą, rozświetlone blaskiem lamp i okrągłego jak pyza księżyca w pełni. I to w towarzystwie nie byle jakiego mężczyzny. Co prawda dupka, lecz przystojnego i seksownego dupka.

Zerknęłam na panoramę roztaczającą się za oknem. Widok jak z konkursu fotograficznego, a ja ani przez moment nie okazałam zainteresowania. Tylko dlatego, że uparłam się pokazać Mateuszowi jak mało to wszystko mnie obchodzi, jak bardzo jest mi obojętne.

– Tak. Szkoda że nie wzięłam innych butów.

– W razie czego cię poniosę.

– Nie dasz rady! – zmrużyłam oczy, patrząc na niego prowokująco.

– Dam. Założymy się?

– Zależy o co?

– O następną randkę.

Oho! Pan Bubek Żołędny czynił postępy. Czyli już planował ze mną następną randkę? Poczułam się nieoczekiwanie rozbawiona.

– Dobrze. Zakład stoi?

– Stoi! – roześmiał się. – Na szczęście tylko zakład…

– Swoje ważę, jak nic przegrasz.

– Nie doceniasz moich wyćwiczonych w pocie czoła muskułów.

– Muskułów? – spojrzałam na niego z powątpiewaniem. – No nie wiem… Czy one mają ten sam ciężar gatunkowy, co zawartość twoich spodni?

– Przecież twierdziłaś, że tam tylko wiatr hula pomiędzy szwami nogawek.

Rozbawił mnie nie tylko słowami, ale i szerokim uśmiechem na twarzy, błyskiem w ciemnych oczach.

A potem znaleźliśmy się na ulicy. Nie miałam bladego pojęcia w którym miejscu, bo Rzym znałam jedynie z filmów czy fotografii, ale roztaczała się stamtąd wspaniała panorama. Oparłam się łokciami o betonowy murek i westchnęłam. Mateusz zrobił to samo, ale dla odmiany patrzył tylko na mnie.

– Możemy zejść tam? – wskazałam na schody.

– Możemy. No i muszę w końcu wygrać zakład – zażartował.

– Aż tak bardzo ci zależy?

– Tak.

Krótko, na temat i niesamowicie szczerze. Ta szczerość mi się spodobała, chociaż nadal nieufnie traktowałam te jego starania.

– Zimno! – Otrząsnęłam się. – Ale pięknie!

– Wiem. Lubię to miasto – odparł w zadumie, obejmując mnie ramieniem. Delikatnie, po dżentelmeńsku, bez jakiejkolwiek nachalności.

I wtedy nie wiadomo dlaczego pomyślałam o Piotrku. Poczułam ukłucie żalu, że to nie on i nie ja, a zaraz później się zbeształam. Był jak drzazga, dokuczliwa, przypominająca o sobie z zaskoczenia. Powinnam się jej pozbyć, pozwolić zagoić się ranie. Ukradkiem zerknęłam na mężczyznę u mego boku. Tak, przy nim mogłoby się udać. Zakochać się, zapomnieć, zacząć wszystko od nowa.

O ile oczywiście wcześniej nie poprzegryzamy sobie gardeł…

– Co cię rozbawiło?

– Przyszłość.

– Przyszłość?

– Nasza przyszłość. Pasujemy do siebie, jak pięść do nosa.

– Skąd wiesz? Dopiero zaczęliśmy.

– Ale ty niedługo się żenisz – dodałam chytrze. Szczerze mówiąc przestałam w to wierzyć. Nie wyglądał ani na zaangażowanego, ani na zakochanego. Na tego ostatniego w szczególności.

– Niby tak.

– Okłamałeś ojca?

– Niezupełnie.

– Mamy trochę czasu. Mów! – rozkazałam. Znaleźliśmy się na niewielkim placu, gdzie pośrodku rosły trzy okazałe palmy. Trochę dziwnie, bo akurat one kojarzyły się z tropikami, a nie mrozem szczypiącym w policzki. No, może trochę przesadziłam z tym mrozem, ale było zimno.

– Jestem jedynakiem – powiedział i umilkł, jakby to wszystko wyjaśniało.

– Tak, to widać.

– Możliwe, nie zaprzeczę. Od kiedy skończyłem studia, mój ojciec zaczął delikatnie sugerować, że powinienem się ożenić, dorobić piątki pociech i ustatkować.

– Piątki?

– Co najmniej – roześmiał się. Przyjemnie było tak iść, prawie pustą, wąską uliczką, w jego towarzystwie. Przytuliłam się do ramienia Mateusza, nie zważając, że może to zostać niewłaściwie odebrane. No i biło od niego takie przyjemne ciepło.

– A ty co? Uznałeś, że piątki nie dasz rady zrobić?

– Ja? – Pochylił się, łapiąc moje spojrzenie. – Dałbym i tuzin, ale nie mam z kim.

– Nie miałeś. Teraz już masz.

– Tak, mam. Chyba tak – dodał zamyślony, patrząc na mnie nieodgadnionym wzrokiem. – Nasza limuzyna – wskazał zaparkowany nieopodal samochód.

– Koniec? – spytałam z wyraźnym żalem.

– Gdzie chcesz zostać zabrana na następną randkę?

– Nie wygrałeś zakładu.

– A bez tego nie chcesz się ze mną umówić?

Przystanęliśmy na skraju chodnika. Wyplątałam się z jego objęć, okręciłam na pięcie i zajęłam pozycję frontalną, lekko unosząc głowę. Mimo wszystko był trochę wyższy.

– Może Korea Północna? – zaproponowałam nieco złośliwie.

– Może Paryż? Albo Barcelona? – Nie dał się wytrącić z równowagi.

– Czyli mniejszy zasięg?

– Tak. Bo nie byłbym w stanie panować nad sobą podczas dłuższego lotu – odparł ze spokojem, a ja poczułam, że gwałtownie się rumienię.

– Co z twoim ślubem?

– Nic. Odwołam go.

Zatkało mnie. I nie tylko. Poczułam coś bardzo, bardzo nieprzyjemnego. Przecież tyle razy przeklinałam kobietę, z którą zdradzał mnie Bartek. A teraz nagle znalazłam się niejako na jej miejscu.

– Wolałabym…

– Wierz mi, to nie twoja wina.

– A niby czyja?

– Miewam głupie pomysły – uśmiechnął się, ale jakoś tak bez przekonania, jakby był czymś rozkojarzony. – Które prędzej czy później się na mnie mszczą.

– To tak jak ja.

– Żadnych wyrzutów sumienia, zgoda? Wszystko ci wyjaśnię we właściwym czasie.

– Dlaczego nie teraz?

– Lubię trzymać cię w niepewności.

– Ty!… – zaczęłam po staremu, ale Mateusz skutecznie mnie uciszył. Jak? Pocałunkiem. W zasadzie było to zaledwie muśnięcie warg, bo chwilę później otworzył drzwi auta, zapraszając gestem do środka.

Jak już przestaliśmy sobie udowadniać, kto z nas ma bardziej cięty język i głupsze pomysły, to nawet przyjemnie nam się rozmawiało. On opowiedział mi co nieco o sobie, ja odwdzięczyłam się tym samym. Głównie szalone wybryki z młodości, a było w czym wybierać. Pod koniec lotu poczułam znużenie i lekką irytacją.

– Nadal masz problem? – spytał ze śmiechem.

– Potnę tę kieckę na kawałki – mruknęłam, wyginając się i kręcąc na fotelu.

– Chodź, ulżę ci w cierpieniu – zakpił.

Szczerze mówiąc, nie miałam ochoty, ale z drugiej strony, tak piekielnie mnie drapało. Na bosaka, bo oczywiście butów pozbyłam się na samym początku, podeszłam bliżej i wtedy chwycił mój nadgarstek, sadzając sobie na kolanach.

– No wiesz!

– Wiem. – Rozsunął zamek, a ja aż jęknęłam z ulgą. – Lepiej, prawda? Może całkiem ją zdejmiesz?

– Nie. Trochę z prawej proszę! I niżej. O! Jak błogo – przymknęłam oczy, a wtedy poczułam jego usta na swoim ramieniu.

– Nie całuj, tylko drap! – rozkazałam.

– Uhm. – Odsunął kosmyki włosów i teraz błądził wargami po skraju szyi. – A mogę to i to?

– Nie na tym etapie znajomości.

– Zawsze jesteś taka niedostępna?

– Zawsze – oświadczyłam z mocą, przeganiając wspomnienie przygody z pociągu. Później bardzo delikatnie strząsnęłam dłonie Mateusza z mojego ciała i wstałam. Patrzyłam na niego z góry, trochę pobłażliwie, trochę prowokująco. Nie wyglądał wcale na zawiedzionego, raczej na zadowolonego.

Tak jak wtedy, na przyjęciu.

– Wiesz co? Straszny kłamczuch z ciebie – powiedziałam, a wtedy on wybuchnął śmiechem. A ja zaczęłam się domyślać, co tak go rozbawiło.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Anonim
    | Odpowiedz

    Tak tak.

  2. Anonim
    | Odpowiedz

    No no no…
    Konkurencja się szykuje..
    A ten wczorajszy fragment dodany w komentarzu przez Ciebie Babeczko spowodował że chce przeczytać już całość 😅😅😱

  3. A
    Aricca
    | Odpowiedz

    Szala mej sympatii przechyla się w stronę Mateusza 🤭

  4. A
    Asia
    | Odpowiedz

    To ja już nie wiem czy on taki dupek jest czy tylko dupka udaje, a może udaje ze nie jest dupkiem ? 🤔😅
    Podoba mi się taki obrót spraw, ale czuje, ze ten Piotruś pojawi się gdzieś za chwilke 😁

  5. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    Mimo wszystko jestem #teamPiotr 😀 żołnierze to moja słabość 😀
    Jesteś prześwietna w swojej twórczości 🙂

  6. A
    Aleksandra
    | Odpowiedz

    Ja również jestem #teamPiotr 🙂
    Za mundurem panny sznurem, a ten Mateusz wydajne się być niestabilny. Nie tego naszej Ani trzeba. 😉

  7. Anonim
    | Odpowiedz

    Kiedy kolejna część

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Na pewno jeszcze w tym tygodniu!

  8. I
    Iwona
    | Odpowiedz

    A może Piotr to Mateusz? Bardzo ciekawie 😍

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      To były 4 lata, nie 40 :-))) raczej by się zorientowała ;-D

  9. Anonim
    | Odpowiedz

    Nie mogę się doczekać kolejnej części:(

  10. Anonim
    | Odpowiedz

    Nie wiem dlaczego ale wydaje mi się, że Mateusz jest gejem

  11. Anonim
    | Odpowiedz

    Nie wiem dlaczego ale wydaje mi się że Mateusz może być gejem i tylko udaje żeby nie zawieść ojca?

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Tak szalony pomysł, nawet mnie nie przyszedł do głowy!!!

  12. Anonim
    | Odpowiedz

    Kiedy da nam Pani poczytać kolejną część?

  13. Anonim
    | Odpowiedz

    Usycham z ciekawości ciągu dalszego tej historii kiedy dane nam będzie przeczytać?

  14. A
    Aaaa
    | Odpowiedz

    Kiedy kolejna część bo już usycham?

  15. Anonim
    | Odpowiedz

    Czy ta opowieść już się skończyła?

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      A gdzie… Już jest następna część 🙂

  16. Anonim
    | Odpowiedz

    Kiedy kolejna część?

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Pod wieczór, jak nie zasnę razem z dziećmi będzie 🙂 Na pocieszenie, jakieś 8 części jeszcze.

Napisz nam też coś :-)