Coś optymistycznego (VIII)

with 12 komentarzy

na poprawę humoruTo jedziemy z tym koksem :-)))  Tak informacyjnie i z prośbą. Motyle trafiły na wattpad, namówił mnie do tego jeden z czytelników 🙂 Jeśli ktoś z Was ma tam konto, będę wdzięczna za gwiazdki 😉 Cel: poszerzenie zasięgu, czego nie mam zamiaru ukrywać. Jo i Jadzia też tam są, można je znaleźć sprawdzając motylową listę lektur! Link tutaj: klik!

 

Nasze plany kolejnej randki gdzieś tam, odsunęły się w czasie z dwóch powodów. Po pierwsze święta, które uwielbiałam celebrować wyłącznie z rodziną, po drugie paskudna grypa, która dopadła mnie zaraz później. Z czerwonymi oczyma, spuchniętym nosem i głosem Goluma nie miałam ochoty prezentować się światu, a co dopiero Mateuszowi. Trochę marudził, jednak musiał pogodzić się z odmową.

Sylwester spędziłam w łóżku, z ulubioną lekturą, w nosie mając wszelkie imprezy, toasty czy fajerwerki. Zdrowie i kondycję odzyskałam tydzień później. Lecz kiedy zadzwonił, twardo zażądałam od niego wyjaśnień.

– Jesteś w końcu zaręczony czy nie?

– W sumie tak.

– W takim razie nici z naszej randki. Nie umawiam się z zajętymi facetami.

– Jeśli się spotkamy, wszystko ci wytłumaczę.

– Nie.

– Aniu, daj spokój.

– Nie.

– Aniu!

Co miałam zrobić? Przerwałam połączenie i zablokowałam numer. Nazajutrz zjawił się przed drzwiami mojego mieszkania.

– Anka? Otwórz! Będę tu stał, dopóki nie porozmawiamy!

– To sobie stój – mruknęłam, pewna że skubaniec podda się po godzinie.

Wytrzymał pięć. Za to ja pękłam, bo zaczął mi pod drzwiami wyśpiewywać rzewne kawałki o nieszczęśliwej miłości.

– Do środka! – rozkazałam, zaraz po tym, jak z furią otworzyłam drzwi. – Ale już!

Drugi raz nie musiałam powtarzać.

– Trochę straciły na świeżości – powiedział, wciskając mi w objęcia bukiet gigantycznych rozmiarów. – Ale to twoja wina, bo nie chciałaś mnie wpuścić.

– Zanieś je do wanny – doradziłam nieco jadowitym tonem, chociaż w głębi duszy poczułam dziwną błogość.

Zapomniałam jak cholernik był przystojny. Czarne oczy skrzyły się słabo maskowanym podziwem, zaprawionym odrobiną ironii, twarz rozjaśniał lekko łobuzerski uśmiech. Dziś nie miał na sobie garnituru, ale zwykłe dżinsy i kraciastą koszulę, narzuconą na białego t–shitra. Niby wyglądał zwyczajniej, lecz jednocześnie taki bardziej mi się podobał.

Przypomniał Piotrka.

Oczywiście jak tylko o tym pomyślałam, wkurzyłam się na samą siebie. Przegnałam widmo z przeszłości i spytałam uprzejmie:

– Herbaty?

– Nie, dziękuję.

– To może coś innego? – Wskazałam mu miejsce przy kuchennym stole, a sama podeszłam do lodówki. Chciałam wyjąć talerz z ciastkami, lecz nie zdążyłam. Mateusz zacisnął palce na moich ramionach, a później wyszeptał mi na ucho:

– Ciebie…

– Jestem niestrawna.

– Trudno. Chcę zaryzykować.

– Najpierw wyjaśnimy sobie pewne kwestie. – Wyplątałam się z jego uścisku, po czym wykonałam półobrót, stając twarzą w twarz. – Wiesz jakie, prawda?

– Wiem. Zerwałem zaręczyny.

– Przeze mnie? – Zdziebko mnie zemdliło.

– Nie. To był błąd i dzięki tobie szybko to zrozumiałem.

– Ech – mruknęłam. – Chcesz tej herbaty czy nie?

– Może gdzieś wyjdziemy?

Spojrzałam w kierunku okna, za którym szalała właśnie całkiem porządna śnieżyca. Aż mnie otrząsnęło na samą myśl o opuszczeniu mojego cieplutkiego mieszkanka.

– W żadnym wypadku! A co do twojej narzeczonej, to czuję się podle. Dlatego zrobimy sobie kwarantannę, jeśli chcesz aby pomiędzy nami coś było.

– Niekoniecznie. Chcę cię tylko zaliczyć – odparł ze śmiechem. – To co? Walentynki?

– Wytrzymasz ponad miesiąc bez seksu?

– A kto mówi, że bez seksu?

– Drań jesteś! – obraziłam się.

– Ale za to jaki przystojny! – wyszczerzył zęby, ani trochę nie przejmując się moim oburzeniem. – No Aniu, zgódź się! Zaproszę cię na te walentynki, gdzie zechcesz, słowo!

– Gdzie zechcę? – zmrużyłam oczy.

– Tak.

– Przysięgasz?

– Przysięgam – potwierdził, chociaż dostrzegłam w jego oczach niepokój. Nic dziwnego, pewnie właśnie się zorientował, że jako baba z piekła rodem, wymyślę coś ekstra okropnego. I miał rację, bo moja upiorna wyobraźnia ruszyła z kopyta, poprzez bezdroża świadomości.

I nagle zmieniłam zdanie. Nie, będę robiła mu na złość. Wręcz przeciwnie. To będzie coś z pożytkiem dla świata.

– Co wymyśliłaś? Klatkę z dzikimi tygrysami?

– Nie – uśmiechnęłam się rozmarzona. – Nic z tych rzeczy. Zobaczysz.

Pewnie spróbowałby wydrzeć ze mnie ten sekret, ale w tym momencie rozległ się natarczywy dźwięk dzwonka. Za drzwiami stała moja mama i siostra, obie obładowane torbami, z błyskiem zakupoholiczek w oczach. Mateusz uznał, iż pora się ulotnić, po czym cmoknął mnie w policzek i wyszedł, odprowadzony dwoma zachwyconymi spojrzeniami.

– No siostra. – Magda zwaliła się na fotel, z ulgą pozbywając butów. – Nie mam pojęcia, kto to, ale wzięłabym go w ciemno.

– Wymaga tresury – odparłam z niechęcią.

– Tresury? Kobieto! Ty byś z lwa zrobiła wegetarianina, więc nie patrz na mnie takim potępiającym wzrokiem, tylko bierz się do roboty!

Więc się wzięłam.

***

Kwiaty dostawałam regularnie w poniedziałki. Czekoladki w środy. Zaproszenia na kolację w piątki. Kwiatki wstawiałam w wazon, czekoladki pożerałam, a zaproszenia odsyłałam, przypominając mu, że do walentynek zostało jeszcze trochę czasu.

Za to w pracy…

Szef chodził promienny jak słoneczko, całe biuro plotkowało na potęgę, a ja przemykałam chyłkiem w kierunku swojego stanowiska. Za to Lidka dostarczała coraz to nowszych, bardziej sensacyjnych wiadomości. Przyzwyczajać do tego zaczęłam się dopiero po trzech dniach. A po dziesięciu nabrałam takiej odporności, że nawet informacja, iż eks narzeczona Mateusza jedzie zrobić mi potężną awanturę, w ogóle na mnie nie podziałała.

– Niech przyjedzie – wzruszyłam ramionami, gdy czerwona na gębie Lidka wpadła do mojego pokoju z ekscytującym niusem. Nawet poczułam ciekawość, jak ta narzeczona prezentuje się na żywo. Niestety, nie zdołałam jej zaspokoić, bo nie przyjechała.

Za to zjawił się Mateusz i bez mała cała kadra biurowa dostała z wrażenia wypieków na twarzy. Teraz to będzie!…

Nic nie było. Starannie zamknęłam drzwi i spuściłam rolety, mając nadzieję, że chyba nie będą podsłuchiwać?

– Chciałem odwiedzić ojca – zełgał wdzięcznie.

– Wcześniej nigdy tego nie robiłeś – zdziwiłam się uprzejmie.

– Zatęskniłem.

– Ale ja nie jestem twoim ojcem.

– A tak wpadłem po drodze…

Dziś znów był w garniturze, ale jakoś tak mniej na sztywno, bardziej luzacko, o czym świadczyła niedopięta koszula i sportowe buty.

– Biuro prezesa, dwa pietra niżej – wskazałam palcem w dół.

– Po co pytasz, skoro wiesz, że zjawiłem się tu z twojego powodu?

– Po co kłamiesz, skoro wiesz, że się na to nie nabiorę?

No i się dogadaliśmy. Mateusz siedział naprzeciwko, po drugiej stronie zawalonego papierami biurka, w luzackiej pozie, patrząc na mnie nieco kpiąco.

– Dobrze, szkoda czasu na niczego nie wnoszące spory. Chciałem spytać, gdzie mam cię zabrać na walentynki?

– Ja cię zabiorę.

– Ty? – Przyznam, że lubiłam jak zdziwiony, unosił w górę brwi. Wyglądał wtedy jak mały chłopiec, który właśnie usłyszał, że mikołaj to tak naprawdę jego tata z przyklejoną sztuczną brodą.

– Tak. To będzie niespodzianka, ale od razu uprzedzam, że masz ubrać się ciepło i mało elegancko. Zaczynamy punkt piętnasta.

– Coś ty wymyśliła? – zmrużył oczy. – Obóz przetrwania? Zwiedzanie bunkrów? Kopanie mogił na cmentarzu?

– Dałeś słowo, więc go dotrzymaj.

– Dotrzymam. Nie bardzo mi się podoba, że inicjatywa leży po twojej stronie.

– Trudno panie macho, albo się pan z tym pogodzi, albo tam są drzwi.

– Godzę się. Na razie – dodał z chytrym uśmieszkiem.

Oparłam podbródek na zwiniętej w pięść dłoni, patrząc na Mateusza i zastanawiając się nad charakterem naszej znajomości. To wyglądało trochę tak, że ani mnie zbytnio na nim nie zależało, ani jemu na mnie. Chęci mało, zapał znikomy, za to ośli upór w dążeniu do celu. On chciał mnie zdobyć, ja jemu udowodnić, że nie jestem kobietą na jedną noc i za cholerę nie dam się podejść. Umiejętnością otumanienia wszystkich moich zmysłów dysponował jedynie pewien żołnierz, a i tak nie dałabym głowy, ile w tym było zasługi jego uroku, a ile promili w mojej głowie.

– To dobrze. A teraz idź już. Musisz odwiedzić tatusia – dodałam kpiąco.

– Dostanę buziaka na drogę?

– Nie.

Mało co się przejął odmową, ale i ja mało się przejęłam jego brakiem przejęcia. Pomachałam mu na pożegnanie i tyle. Praca czekała.

Dopiero wieczorem, przy lampce wina i w ciszy własnego azylu, mogłam sobie to wszystko przemyśleć.

Żadnych fajerwerków, piknięć serca czy nagłych słabości. Trochę mnie łupało w prawym kolanie, ale to może reumatyzm? Moje zmysły bardziej szalały na wspomnienie Piotrka, niż w obecności Mateusza, więc czy był sens to kontynuować? Cała ta znajomość wydawała się być taka… miałka!

Nic mu nie brakowało fizycznie. Był bezczelnie prowokacyjny, co w sumie wypadało in plus. Potrafił zwrócić na siebie uwagę i to nie tylko nazwiskiem czy seksapilem. No dobrze, moją uwagę, bo miałam słabość do takich niegrzecznych chłopców.

– Jak nam nie wyjdzie, to wyleją mnie z roboty – mruknęłam, dopijając wino.

Lecz mimo wszystko postanowiłam zaryzykować.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. W
    Wiktor68
    | Odpowiedz

    Świetna część. Ciekawe gdzie go zabierze . Czekam na next .

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Będzie, będzie 🙂

  2. Anonim
    | Odpowiedz

    Wciągnięta i wyczytana jednym tchem i co raz bardziej mi się podoba. A może rozkręci się z tym Mateuszem a tego Piotrka pal licho było mineło.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Piotrusia nie chcesz? ;-D

  3. Anonim
    | Odpowiedz

    I teraz znowu będę zdychać z niecierpliwości kolejny tydzień:(

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Nie, myślę że nie tak długo. Może w sobotę, a może już w poniedziałek 🙂

  4. S
    Smela
    | Odpowiedz

    Dżizys, Czarodziejko nasza nie każ tyle czekać na kolejne części, ja już obsesyjnie po kilka razy dziennie sprawdzam czy jest następna część. A takiego opowiadania daawno nie było. Super, extra, bomba, czad, proszę częściej:-)

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      A zaraz… Jutro jest czwartek, nie środa 🙂 To mogę dać kolejną część 🙂

  5. M
    Mel
    | Odpowiedz

    Postanowiła zaryzykować? Jeju to gdzie ten Piotrek 🙄

  6. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    Nie, nie i jeszcze raz nie!
    Proszę o Piotra bo się pochlastam 😛
    PS po raz kolejny świetna część 🙂
    PS2 Nie każ tak długo czekać na kolejny odcinek plis 🙁

  7. M
    Mel
    | Odpowiedz

    Czyżby zabrała Mateusza na ryby🤔… A tam Piotrek… 😂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Aż szkoda że tego wątku tak nie wykorzystałam ;-( 😉

Napisz nam też coś :-)