Czas poświęcony zemście (VI)

with 14 komentarzy
Dziś to, abyście w niedziele, do kawki, mogli dostać “Trzy mile”. Już ustawiłam na automat, choć wczoraj, przez pomyłkę, prawie bym dodała za wcześnie :-))) Może ktoś skorzystał, a może nie.
Musze przyspieszyć, bo mam tyle nowych pomysłów, że nie nadążam ich spisywać. Kłębią się w głowie i wyłażą uszami. A na dodatek czytelnicy podsyłają własne, także niezłe… Boże! Kiedy ja to wszystko napiszę?!
Przyjemności!

link do części V – klik

          Czas poświęcony zemście (VI)
Ocknęła się, gdy
poczuła zimne dłonie błądzące po jej ciele.
Stęknęła i niechętnie
otworzyła oczy.
Na wprost stał Ian, z
drwiącym uśmiechem, obmacując ją bez skrępowania. Znów wisiała w chłodni,
unieruchomiona przez sprytny system łańcuchów, a na dodatek całkiem naga.
Zacisnęła usta z taką
siłą, iż rozbolała ją szczęka.
– Mimo wszystko
będę za tobą tęsknił – wyszeptał mężczyzna. – Byłaś cudowną kochanką.
Nie odpowiedziała, nie
widząc sensu w jakiejkolwiek rozmowie. Z rozpaczą przypomniała sobie, że zabił
Bastiana, który był jej jedyną szansą na wygraną. Co gorsze, gdy odruchowo
podbiła lufę fazera, sama skazała go na tę śmierć. Do diabła! Zrobiła to
całkiem niepotrzebnie, podświadomie wciąż chcą chronić ukochanego mężczyzną,
który okazał się bydlakiem bez serca i sumienia.
Z jaką rozkoszą
podarowałaby mu to, na co zasłużył!
Ian tymczasem bez
ceregiel rozpiął spodnie i podszedł bliżej. Otrząsnęła się z niechęcią, ale on
tylko się roześmiał.
– To wszystko
strasznie mnie podnieciło – powiedział, a potem silnym ruchem wszedł w jej
wnętrze.
Zabolało jak cholera. Była
zbyt sucha i zwarta, więc zamiast rozkoszy tym razem czuła jedynie cierpienie.
Ian nie zważał na to, pragnąc tylko zaspokoić swoje chore pożądanie.
Odwróciła głowę, czując
na policzku jego ciężki oddech. Łzy popłynęły z oczu, ale nie wydała z siebie
żadnego dźwięku. Niedoczekanie tego bydlaka, aby musiała prosić o łaskę.
Potem przypomniała
sobie dzień, gdy kochali się po raz ostatni. Namiętnie, czule, delikatnie. Jak
to możliwe, że miała do czynienia z tym samym człowiekiem? Z brutalnym mordercą
i gwałcicielem?
Bo to do kurwy nędzy
był gwałt! Skrępowana, naga, oddana na łaskę i niełaskę swego niedawnego
kochanka, który teraz traktował ją jak przedmiot.
Po prostu chciał przelecieć
po raz ostatni, zanim ją zabije.
Nie, to nie mogła być
prawda. Przecież znała Iana tak dobrze! Chociaż… Już raz ją okłamał. Był tak
wiarygodny, że nawet kiedy dowiedziała się prawdy od znajomych, przeczytała
komunikat w prasie, to nie wierzyła, nie wierzyła w tak oczywiste fakty.
Mężczyzna dyszał coraz
głośniej. Widać zbliżał się do finału. Sara czuła jak bolą ją zaciśnięte
konwulsyjnie dłonie, z przygryzionej wargi popłynęła krew mieszając się z łzami,
a brutalnie traktowane najbardziej intymne miejsce, pulsuje cierpieniem.
Szczerze, to pragnęła, by się to wszystko skończyło. Już nawet nie ważne jak…
Ian wysunął się z niej
i chrapliwie jęcząc, wytrysnął na płaski brzuch uwięzionej kobiety. Dodatkowej
satysfakcji dostarczał mu jej wzrok – spojrzenie dzikiej kotki, choć
poskromionej, to wciąż gotowej do walki.
Szkoda, naprawdę
szkoda. Chętnie zostawiłby ją wśród żywych, aby móc od czasu do czasu korzystać
z takich przyjemności.
Ale nie należało
ryzykować.
– Nie wiem jak
tobie, ale mnie było lepiej niż ostatnim razem – powiedział, ze spokojem
zapinając spodnie.
Nawet na niego nie
spojrzała. Zachowywała się jakby była nieobecna duchem, choć doskonale
wiedział, że wciąż pozostaje czujna.
Przez chwilę stał i
patrzył na nią w zamyśleniu. Ocknął się dopiero, gdy jeden z jego osiłków
wszedł do środka.
– Szefie, wszystko
gotowe do odlotu.
– Dobrze. Ale ty
zostaniesz. Nie patrz z takim zdziwieniem, muszę mieć tu kogoś, kto popilnuje
tego bałaganu.
– A co z trupem?
– Ach, z nim!
Zapakuj do lodówki, będzie na następne zamówienie. A ją – wskazał dłonią na
naga Sarę – zabijesz i też wsadzisz do pudła. Gratisowo możesz jeszcze zabawić
po naszym odjeździe.
Mięśniak omiótł
zachłannym wzrokiem, nagie, kobiece ciało. Oblizał się na samą myśl, o
czekającej go przyjemności.
– Cóż Saro.
Powinienem się pożegnać. Więc żegnaj.
Nie odpowiedziała,
tylko posłała mu spojrzenie pełne jadu i nienawiści. Nie drgnęła nawet, gdy
pogładził jej policzek.
Patrzyła jak za
mężczyznami zamykają się ciężkie drzwi. A potem szarpnęła się, próbując
uwolnić. Zniknęło opanowanie, a pojawiła się furia. Wrzeszczała, kopała i
szamotała się, ale na nic to się zdało.
Łańcuchy były
silniejsze.
W końcu zamarła w
bezruchu, zmęczona tym bezsensownym buntem, głośno dysząc i  czując krew kapiącą ze zranionej wargi.
Powinna się uwolnić,
dopaść Iana i zrobić mu to samo, co on robił tym biednym ludziom.
Tylko jak?
Gdzieś w oddali
przetoczył się stłumiony odgłos gromu. Sara podniosła głowę i pomyślała z
rozpaczą, że tym razem naprawdę przegrała. Nie będzie drugiej szansy, ani
nikogo, kto by ja uwolnił.
Dlaczego do diabła
wytrąciła fazer z ręki Bastiana? Co za głupi impuls nią pokierował?
Drgnęła, gdy drzwi do
chłodni cicho się otworzyły. Strach ścisnął gardło, bo uświadomiła sobie, co ją
czeka. Przy czym wizja własnej śmierci była w tej chwili najmniejszym
problemem.
Do środka wślizgnął się
zwinnie Bastian.
Sara wytrzeszczyła oczy
w niemym zdumieniu i pomyślała, że chyba zwariowała.
– Przecież nie
żyjesz? – wyrwało jej się.
– Gdyby strzelił w
głowę, to faktycznie bym nie żył – odparł filozoficznie i już kolejny raz
uwolnił ją z łańcuchów. – Co ja z tobą mam, dziecinko!
– Ale…ale…
Nagle poczuła, że to
dla niej zbyt wiele. Ian, który nie był tym, za kogo go przez tyle lat uważała.
I całkiem obcy mężczyzna, którego traktowała jak wroga, a on wciąż ratował ją z
opresji.
– Ale…
Bastian zdjął swój
nieodłączny płaszcz i otulił nim nagą dziewczynę. Jednak zmarszczył przy tym
brwi, a potem dotknął nagiego brzucha Sary.
– Zrobił ci
krzywdę?
– Zrobił –
odezwała się nieoczekiwanie twardym głosem. – Cztery lata temu, gdy mnie
okłamał, miesiąc temu, gdy zginął  mój
brat. To – wskazała na resztki spermy na swoim ciele – to, to przy tym
drobnostka.
Ale oczy Bastiana
pociemniały jeszcze bardziej, a to co w nich dostrzegła, sprawiło, że
wzdrygnęła się za strachem.
– Nie powinien był
– powiedział cicho, bardzo cicho. Uniósł dłoń i pogładził mokry od łez
policzek.
– Ty mi lepiej
powiedz, jakim cudem żyjesz? – ruszyła w kierunku krzesła, na którym dostrzegła
leżące ubranie. Obok, na podłodze poniewierała się bielizna i buty.
– Powiedzmy, że za
sprawą współczesnej nauki i techniki.
Spojrzała na niego
pytająco, zmywając za pomocą mokrego kawałka papieru, ślady z brzucha. Na
chwilę zawahała się przed zrzuceniem płaszcza, jednak potem wzruszyła
ramionami. I tak widział ją nagą. Nie ma czasu na fałszywą skromność.
Szybko ubrała majtki i
spodnie, potem poszukała stanika i bluzy. Cały czas miała świadomość tego, że
Bastian gapi się na nią w milczeniu. Jednak odważyła się podnieść wzrok dopiero
wtedy, gdy na sam koniec wsunęła wysokie buty.
Wyprostowała się i
głęboko odetchnęła. Chwyciła płaszcz i podeszła do znieruchomiałego mężczyzny.
– Dzięki, nie
będzie mi już potrzebny. Co miałeś na myśli mówiąc o nauce i technice?
Bez słowa podniósł
skraj grubego swetra. Pod spodem miał na sobie coś, co przypominało
podkoszulek. Zmarszczyła brwi.
– To coś chroni
przed każdym pociskiem z broni ręcznej – wyjaśnił ze spokojem.
– Szkoda, że nie
masz drugiego.
– Niestety nie
mam. Ale jeśli następnym razem będziesz działać ze mną, a nie przeciwko, to
może uda nam się wydostać z tego bagna.
Zarumieniła się, bo
doskonale zrozumiała aluzję.
– To było głupie –
przyznała niechętnie. – Ale nie chcę się tłumaczyć.
– Nie musisz. Nie
mamy na to czasu. Jest jeszcze ten goryl, którego pozostawił twój znajomy.
– Nie zabiłeś go?
– spytała z wyraźną ironią. – Niesamowite!
– Nie zdążyłem.
– Tak, to chyba
jedyne możliwe wytłumaczenie.
– Nie marudź.
Musimy uciekać.
– Na piechotę?
Jednak jesteś szalony!
– Transporterem.
– Czym?
– Jest ukryty w
hangarze.
Spojrzała na niego bez
słowa. A jednak nie mogła mu ufać. Kolejny, który nie mówi prawdy. Kolejny
kłamca.
– Więc chodźmy, na
co czekamy?
– Ty za mną. –
Bastian stanowczo odsunął ją od wyjścia. Wyciągnął skądś mały fazer i powoli
wystawił głowę.
Potem chwycił ją za
rękę i pociągnął za sobą.
Doszli w ten sposób, aż
do sali głównej.
Pozostawiony przez Iana
goryl, właśnie zamykał wejściowe drzwi. Bastian uśmiechnął się drwiąco i w
kilku susach dopadł go od tyłu. Gdy był tuż przy niczego nie spodziewającym się
mężczyźnie, pochylił się i zza cholewki buta wyciągnął nóż. Błyskawicznie
chwycił przeciwnika za gardło i silnym ruchem rozciął tętnicę. Potem odrzucił
trupa na bok i wytarł ostrze w nogawkę spodni.
Sara przyglądała się
temu z otwartymi ustami. Wszystko odbyło się tak cicho, tak bezszelestnie i tak
niesamowicie szybko.
– Po kłopocie.
Możemy stąd pryskać.
Spojrzał na nią z
rozbawieniem. Nie mógł nie zauważyć jej zdziwienia. I niechętnego podziwu. O to
właśnie chodziło. Może jeśli przestanie się upierać przy zabiciu go, będą mogli
zająć się czymś przyjemniejszym.
– No chodź. Nie
mamy zbyt wiele czasu. Jak twój kochaś zorientuje się, że jego baza nie
odpowiada, z pewnością się cofnie. Albo zrobi coś gorszego.
Prychnęła.
– Nie mów, że nie
dasz sobie rady z jego obstawą?
Zaczął się śmiać.
– Nie dziecinko. Z
dwudziestką, uzbrojonych i wyszkolonych żołnierzy, mogłoby być ciężko.
– Dwudziestką? –
Pełna obaw podążyła za nim na zewnątrz.
– Tylu zdołałem
naliczyć. Ta trójka, to była zaledwie straż przyboczna.
Uderzył w nich silny
podmuch wiatru. Nadciągała nawałnica.
– Niedobrze – mruknęła
Sara, otulając się ramionami i z powątpiewaniem patrząc na niebo, gdzie kłębiły
się przerażające swym ogromem chmury. – Daleko nie uciekniemy.
– Nawet nie wiesz,
ile jest racji w twoich słowach – złowieszczo potwierdził Bastian.
Wnętrze hangaru ziało
pustką. Ian widać nie ufał swemu nowemu współpracownikowi na tyle, by zostawić
mu jakikolwiek środek transportu.
– No, ładnie. I co
teraz mądralo? – spytała, chowając się do zimnego wnętrza. Byle tylko choć
trochę osłonić się przed gwałtownymi podmuchami.
– Jest jeszcze
motolot.
– Ten gruchot? Sam
mówiłeś, że nie doleci?
– Do samego Miasta
Duchów nie. Ale na tym, co ma w baku, da radę wyciągnąć jakieś sześć, siedem
tysięcy kilometrów.
– Zwariowałeś? A
resztę mamy przejść na piechotę? Niby jak?
– Mamy kwadrans. –
Bastian spojrzał w niebo. – Pogoda jest do dupy, więc on się nie cofnie.
Odgradza nas cały, potężny front burzowy. Zatem możemy przygotować się na to „coś
gorszego”, o czym wcześniej wspominałem.
– Nie bardzo
rozumiem – zmrużyła oczy, spoglądając na mało zachęcająco, wyglądające niebo.
– Z tego co
wyczytałem w tajnych plikach, jest tu wbudowane zabezpieczenie. W przypadku
braku kontaktu, pan X może wysadzić wszystko to w powietrze. Po całości
zostanie tylko potężna dziura w ziemi. Więc rusz dupsko i znajdź w rupieciarni
jakiś plecak. Ja zapakuję zapasy i zmywamy się stąd.
Najpierw spojrzała na
niego z niedowierzaniem. Ale on nie żartował. Biegiem ruszyła do środka. Nie
było sensu się kłócić. Co prawda nie chciało jej się wierzyć, że Ian zamieni
swój doskonale prosperujący biznes w pył, ale w końcu na ile dobrze go znała?
Życie pokazało, że powinna zaufać Bastianowi. Robiła to niechętnie. I wolała
nie myśleć o ponad dwóch tysiącach kilometrów, które będą musieli  pokonać na pieszo…
– Nie mamy innego
wyjścia, prawda? – spytała, gdy tylko udało jej się wpakować do znalezionego plecaka
to, co uszykował Bastian.
– Nie. I mamy pięć
minut by stąd się ulotnić. Wsiadaj dziecinko!
– Umiesz tym
jeździć?
Zajął miejsce i
poklepał siedzenie za swoimi plecami.
– Tak. A teraz
prosimy na pokład. Mocno się trzymaj, bo to maleństwo potrafi rozwinąć zawrotną
prędkość.
– A co dalej? –
Bez sprzeciwu usiadła tuż za nim.
Spojrzał na nią przez
ramię i mrugnął.
– Doprowadzę cię
do domu i odbiorę moją zapłatę.
Nie zdążyła odpowiedzieć,
gdy ruszył. Nagły zryw o mało co nie zrzucił jej z siedzenia. Z całej siły
objęła Bastiana w pasie, przytuliła się do jego pleców i zamknęła oczy. Już
przestała się dziwić, dlaczego założył śmieszne, plastikowe gogle na oczy. I dlaczego
twarz przysłonił skrajem swetra.
Czy on naprawdę robił
to wszystko tylko po to, by się z nią przespać?
To było dziwne.
Zaskakujące. Niepokojąco podniecające.
Sara skarciła samą
siebie. W takiej chwili rozmyślać o… Ech.
Ale z drugiej strony,
co innego miała robić, prócz kurczowego trzymania się swego kierowcy?
Na początku myśli
wirowały jak oszalałe. Potem zaczęły układać się w logicznym ciągu. Jedne
przyniosły gorycz rozczarowania, inne zdumienie. Nie umiała płakać po tym, co
zrobił jej Ian. Pragnęła jedynie zemsty. Patrzeć jak umiera, ze świadomością,
że to właśnie ona się do tego przyczyniła. Tak, chce na to patrzeć!
Mocniej zacisnęła zęby.
Sama nie da rady.
Będzie musiała wykorzystać siedzącego przed nią mężczyznę. Jeśli będzie trzeba,
da mu siebie.
Z niechęcią pomyślała o
tym, że później i jego będzie chciała zabić. Już nawet wiedziała jak to zrobi. Tylko
w jeden sposób będzie mogła uśpić jego czujność. Podczas pocałunku.
To nie był dobry
pomysł. Ale jedyny, jaki miała. Bastian był zbyt silny, zbyt szybki i zbyt
dobrze wyszkolony. Nie podobała jej się ta wizja. Ale musi to zrobić. Był
bezlitosnym mordercą, szaleńcem, który będzie nadal zabijał dla pieniędzy, dla
przyjemności, dla czegokolwiek. I zabił jej brata.
Mknęli z zawrotną
szybkością. Gdzieś z tyłu rozległ się głośny huk, a potem dziwny odgłos, jakby
ktoś zasysał powietrze. Przestraszyła się, że nadal są zbyt blisko. Ale Bastian
uspokajająco poklepał ją po dłoniach, kurczowo zaciśniętych na jego brzuchu. Zrozumiałą,
że w ten sposób dawał jej znak, iż wszystko w porządku.
Potem nagle zaczął
zwalniać, aż w końcu się zatrzymał.
– Co się stało? –
Sara zsiadła i obejrzała się do tyłu. Ale prócz ogromnego kłębu dymu i kurzu,
nic więcej nie było widać.
– Musimy przebić
się przez to – wskazał do przodu.
Skrzywiła się. W ich
kierunku podążała nieprzenikniona kurtyna deszczu.
– Skoro tak
twierdzisz – mruknęła, chcąc na powrót usiąść. Zatrzymał ją.
– Nie. Siadasz z
przodu. Muszę mieć pewność, że cię nie zgubię.
Cofnął się na szerokim
siedzeniu i zrobił jej miejsce.
– Cholera! I co
jeszcze? – burknęła niezadowolona.
– Nie, nie tak.
Bokiem – przyciągnął ją ku sobie. – Przytul się, a ja zapnę płaszcz.
– Nie podoba mi
się to.
– Tam dalej
temperatura spadnie do zera. Chcesz zamarznąć?
Wykrzywiła usta, ale
bez protestu się niego przytuliła. Czuła, jak zapina płaszcz, który
na szczęście okazał się wystarczająco obszerny.
– Gdybyś poczuła,
że drętwieją ci dłonie czy stopy, staraj się nimi nieznacznie poruszać –
szepnął jej jeszcze do ucha. Sam podniósł kołnierz płaszcza, a na dłonie wsunął
jakieś dziwaczne, postrzępione rękawice. Jak widać pomyślał o wszystkim.
Sara wtuliła nos w
ciepły sweter i nieoczekiwanie dla samej siebie, pierwszy raz od bardzo
długiego czasu, poczuła się bezpieczna.
A potem ruszyli.
Wbili się w potężną
ścianę wody, niczym nóż w miękką ziemię i pędzili niemal na złamanie karku.
Deszcz lał z taką siłą, że po kwadransie oboje byli przemoczeni do suchej
nitki.
Ale Bastian wiedział
jedno. Muszą się przedostać na drugą stronę. Jeszcze z kilkadziesiąt kilometrów
i wydostaną się z nawałnicy. Za następne sto, będzie system jaskiń, w których mogą
odpocząć i osuszyć się. Potem ruszą w dalszą drogę, a on miał nadzieję, że
trafi bez większych problemów do starej stacji meteorologicznej. Powinno
wystarczyć im paliwa. Pozostanie jeszcze ponad dwa tysiące kilometrów pieszego
marszu.
Już kiedyś przebył tę
drogę. O mało nie zginął, ale udało mu się. Czy jednak Sara jest wystarczająco
twarda? Czy będzie miała tyle sił?
Tego nie wiedział.
Ale obiecał sobie, że
zrobi wszystko, by móc się z nią kochać. I dlatego jeśli będzie trzeba,
doniesie ją do miasta na własnych plecach.
link do części VII – klik

Darmowe opowiadania mailem!

Wystarczy zapisać się na listę

I agree to have my personal information transfered to MailChimp ( more information )

I will never give away, trade or sell your email address. You can unsubscribe at any time.

Powered by Optin Forms
Oto Babeczka:

Matka, żona, matematyk. Pisze od bardzo dawna, publikuje od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie żyć bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Czekam na ciąg dalszy..:) bardzo wciaga ta historia..wątki kryminalne i erotyczne wrecz uwielbiam:)
    tylko mały po błąd zaraz po ,,wykrzywiła usta.."
    Pozdrawiam Delka

  2. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Kiedy będzie kolejna część :> ?

  3. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Uśmiercić Iana! ! ! Niech zdycha długo, niesamowicie cierpiąc! Fragment oczywiście cudowny, tyle czasu spędza sam na sam 😀 czekam na kolejne części 😉

  4. Anonimowy
    | Odpowiedz

    A ją czekam do momentu kiedy będą się kochać

  5. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczko,nie zmuszaj nas do takich cierpień czekając na kolejną część,daj ją jutro albo najlepiej jeszcze dzisiaj!Prooooszęęęę! 🙂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Nie, żebym była złośliwa, ale nie mogę. Mam tu dziurę w tekście, którą muszę uzupełnić 🙂

  6. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Ehh szkoda,że Bastian umrze . Sara jest teraz zdolna do zabicia. Bastian jest teraz tylko narzędziem. Podświadomnie wie , że ona go zabije…eh

    • Anonimowy
      | Odpowiedz

      🙁 nie lubię tego.
      Może jednak go nie zabije …?

  7. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Witaj, Babeczko wiesz , że jesteś wspaniała, ale zlituj się i daj proszę dalsze losy Bastana i Sary. To jest męczarnia dla niektórych, którzy uwielbiają Twoja twórczość, czekać i czekac :)))))

  8. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Jesli dobrze pamiętam zapowiedź tego utworu to Bastian umrze z rąk Sary. Zadzga go nożem. Ci niegrzeczni chľopcy coś w sobie mają. WOLAŁABYM by żył. Pozdrawiam Babeczko.

  9. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczko ta szata graficzna jest nieczytelna 🙁

  10. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczko jak Cię proszę, nie uśmiercaj Bastiana. w tym opowiadaniu musi być stanowczo happy end:)

  11. Rouse Karmen
    | Odpowiedz

    Co za idiota z tego Iana! Jednak… Wszystko można kupić. Mam nadzieję, że nie usmierciłas ani Bastiana, ani czarnulki :-/.

Napisz nam też coś :-)