Czas poświęcony zemście (XI)

with 16 komentarzy
Przyznam, że łatwiej pisze mi się sceny erotyczne lub dialogi. Ale cóż, człowiek całe życie się uczy. Dziś znów krótko, ale powoli kończymy. Pewnie będą jeszcze dwie, trzy części, w zależności jak długie będę wstawiać fragmenty.
I dzięki za wszystkie komplementy, nie ukrywam, że są dla mnie zaskoczeniem, bo jednak ten tekst jest inny niż wszystkie, a ja zawsze bardziej lubiłam koncentrować się na dialogach i typowych relacjach damsko-męskich. Tutaj po raz pierwszy chciałam połączyć to z akcją, a po Waszych komentarzach wnoszę, że nawet przyzwoicie mi się to udało.
Następnym razem mam zamiar trochę bardziej potrzymać Was w niepewności, co do zakończenia. Tutaj raczej mi się to nie uda, bo już wiemy, kto jest czarnym charakterem. 
link do części X – klik

        Czas poświęcony zemście (XI)
– Ładna mi
podwózka – odezwała się zrzędliwym tonem, gdy tylko znaleźli się w małym,
pustym pomieszczeniu, skrępowani niczym bydło prowadzone na rzeź. – Jak niby
chcesz się wydostać z tego żelastwa, które nam nałożyli?
– Te kajdanki są używane
zazwyczaj przez Straż. W teorii nie do otwarcia bez wprowadzenia odpowiedniego
hasła i klucza. Tyle w teorii.
Spojrzała na niego
podejrzliwie. Ale nie zdążyła się odezwać, gdy rozległ się metaliczny zgrzyt
otwieranych drzwi i do środka weszło dwóch dryblasów obwieszonych bronią i
oczywiście sam dowódca.
– Nie cierpię, gdy
muszę się spieszyć – stanął naprzeciwko i dłonią przesunął po i tak gładkiej
fryzurze. – I podejmować ważne decyzje bez namysłu.
– Cóż – Bastian
wzruszył ramionami – bywam rozchwytywany.
– Czeka na ciebie
mój brat, Bernard.
– Wciąż taki sam z
niego palant?
– Taaa – mężczyzna
podszedł bliżej i kopnął go z zamierzonym okrucieństwem. Miał ciężkie, solidnie
wyglądające buty i Sara aż skrzywiła się na myśl o bólu, jakiego doświadczył
Bastian.
Jednak ten nie przejął
się zbytnio tą demonstracją siły. Zacisnął tylko usta, choć po oczach było
widać, że gdy dorwie oprawcę, sekundy jego życia będą policzone.
– Jestem Benito. I
masz do mnie mówić proszę pana śmieciu, bo uszkodzę uroczą buźkę twojej
kuzyneczki. A teraz gadaj, skąd masz dwie skrzynie FX?
– Wyglądam na
idiotę?
– To broń o
najwyższym priorytecie, żeby ją zdobyć trzeba mieć nieliche szczęście, kupę
kasy i dobre źródło.
– Szczęście miałem
zawsze, a co do źródła… Jeśli pracuje się w handlu ludzkim mięsem, a
zleceniodawcą jest sam zastępca komendanta straży, to wierz mi – nie ma się
żadnych problemów.
Tamten patrzył na niego
z niedowierzaniem, przyswajając usłyszane przed chwilą informacje. Potem
pomyślał, że dobrze byłoby wydobyć z tego sukinsyna kontakt do jego mocodawcy.
W półświatku każdy doskonale zdawał sobie sprawę, jak bardzo opłacalny był to
interes i jak wiele można było zarobić. Czuł, że Bastian mówił prawdę, na czele
zawsze stała jakaś gruba i bogata ryba, której wciąż było mało tego bogactwa.
– Cholera!
Dlaczego mam wrażenie, że cała ta impreza źle się dla mnie skończy? Dobra,
wspólnie z bratem zadecydujemy co z wami zrobić – wymamrotał i wyszedł, nie
oglądając się za siebie.
Znów zostali sami. Było
coś jeszcze o co musiała go spytać.
– Ten numer z
poświęceniem – zrobiłeś to specjalnie, prawda? Po co?
– Chciałem
wiedzieć, na ile ci na mnie zależy.
Zachmurzyła się.
– Dobrze, że
jestem skrępowana, bo też bym ci przywaliła. I to w o wiele bardziej wrażliwe
miejsce.
– Wtedy nie
miałabyś ze mnie pożytku. A właśnie, na ile masz sprawny i giętki języczek?
– Hę?
Położył się na
podłodze, tuż przy ścianie i z całą siłą uderzył w nią stopami. Potem jeszcze
raz i kolejny.
– Co ty u diabła
wyprawiasz?
– Skoro nie
skorzystałaś z okazji i nie nawiałaś, to wciąż cię muszę uratować.
– Przecież
obiecałeś im…
– To ściema. Mam
tylko jedną sztukę.
– Co jest takiego
niezwykłego w tej broni?
– To najnowszy,
najbardziej nowoczesny model. Ma taki mały bajer w postaci czipa, który montuje
się w odpowiednim miejscu w głowie właściciela.
– Nadal nie
rozumiem?
Odsapnął i spojrzał na
nią z ukosa. Rzeczywiście, gdzie ona żyła, że nie słyszała o największym
osiągnięciu współczesnej nauki?
– Powiedzmy, że ja
jestem tutaj, a moja broń trzy metry dalej, za tą ścianą. Nawiązuję odpowiednie
połączenie, zyskuję wizję i mogę sterować nią telepatycznie.
– Serio?! – Sara
aż otwarła usta ze zdumienia. – Możesz to zrobić?
– Niestety nie.
Nie mam wszytego tego małego bajeru, dziecinko. Trzeba więc sobie radzić samemu.
To mówiąc ponownie
uderzył o ścianę.
Tym razem uszkodził
jeden z butów. Ujmując to bardziej szczegółowo, to wyglądało tak, jakby
odleciał jego kawałek.
– Dobrze Saro,
teraz twoja kolej. Czeka cię trochę gimnastyki, bo musisz w tego wgłębienia
wydobyć małą płytkę i umieścić ją na moich kajdanach. Dokładnie po prawej
stronie tego czerwonego światełka.
Zacisnęła zęby.
– Nie ma  mowy. Najpierw powiesz mi wszystko, co chcę
wiedzieć.
– Nie mamy zbyt
dużo czasu. A jeszcze muszę ich zabić.
– Mamy. Po co ten
cały cyrk i zbyteczne udawanie, że poświęcasz na mnie życie?
Obrócił się tak, że
jego buty znalazły się tuż przed jej nosem.
– Teraz wiem, że
ci na mnie zależy.
– Gówno prawda! –
rozzłościła się. Co za wredny, przebrzydły drań! Zależy?! Też coś!
– Jak tylko mnie
uwolnisz, to obiję ci tę wstrętną gębę!
– Zgoda. To do
roboty!
Zgrzytnęła zębami w
przypływie złości. Czy on musiał tak ją denerwować?
Dobrze. Przed samą sobą
mogła być szczera. Wkurzało ją to, że dała się nabrać. Ale naprawdę nie
chciała, by go zabili. Głównie dlatego, że wciąż  był jej potrzebny.
– Co to jest? –
spytała, usiłując coś dojrzeć w podstawionych pod nos, podeszwach.
– Mój osobisty
klucz do tych kajdan.
O nic więcej nie
pytała. Po kwadransie, gdy umieściła małą płytkę, bardziej przypominającą
naklejkę, na miejscu wskazanym przez Bastiana, cała opływała potem.
– Czuję się jak
kretynka – powiedziała, patrząc bez dumy na swoje dzieło. – Co dalej?
– Teraz wykażesz
sprawność ząbków.
– Niech cię… Czyli
co?
– Musisz zerwać
przejrzystą folię. I odsunąć się. Jeśli eksploduje, to urwie mi ręce.
– Akurat –
mruknęła, pozostając na miejscu. – Już ja znam te gadki o poświęceniu dla mnie.
– Naprawdę
uważasz, że robię to wszystko dla własnej przyjemności?
Nie raczyła
odpowiedzieć, choć na czubku języka miała słowa o zabawie.
Tym razem poszło o
wiele sprawniej. Czerwona lampka zamigotała i rozległ się krótki trzask.
– No, nareszcie.
Wiedziałem, że ten wydatek się kiedyś zwróci. – Bastian z zadowoleniem
rozcierał nadgarstki.
– Masz na sobie
jeszcze jedne.
– I jeszcze jedną
płytkę deszyfrującą.
– A co ze mną?
Ona również była
skrępowana tym samym żelastwem, choć stopy miała już związane zwykłym sznurem.
Bastian bez słowa,
wydobył z drugiego buta identyczną płytkę i umieścił ją na kajdanach
krępujących jego kostki.
Był wolny. Szkoda
tylko, że nie może uwolnić Sary. Będą musieli dostać się do jego mieszkania.
Tam ma tego więcej.
– Na razie tylko
to – powiedział i przeciął sznur. – Pozwolisz, że zajmę się tym towarzystwem
obok?
– Podobno nie
dałbyś rady tylu uzbrojonym najemnikom?
– Kłamałem! –
mrugnął do niej z rozbawieniem. – Naprawdę chciałem wiedzieć czy wrócisz. No i
poza tym, teraz jest znacznie łatwiej ich pokonać.
Potem ukląkł przy niej
i nachyliwszy się pocałował. Choć miała wielką ochotę go ugryź, to dotknięcie
jego warg, oszałamiało. Przymknęła oczy, delektując się tą chwilą, smakiem ust
Bastiana, dłonią pieszczącą jej policzek.
– A teraz
grzecznie na mnie zaczekaj – szepnął. Znów widziała w ciemnych oczach nieco
pogardliwą wesołość i odrobinę szaleństwa. – Pocałunek dokończymy jak wrócę.
„Jakbym miała inny
wybór” – pomyślała, usiłując zmienić pozycję na bardziej wygodną.
Nagle dotarło do niej,
że Bastian ma zamiar zabić jedenastu ludzi. Być może i zasłużyli sobie na
śmierć, ale… Jak on mógł to zrobić tak całkiem na zimno, bez żadnego wahania,
bez żadnych uczuć?
Siedziała tak w dziwnej
zadumie, analizując swój stosunek do niego. Niechętnie musiała przyznać, że
zaczęło jej na nim zależeć. A kiedy ją całował… Wtedy naprawdę robiło się
cudownie. Nie wspominając już o podnieceniu koncentrującym się w dole brzucha i
dziwnym pragnieniu, by dostać więcej i więcej.
A Sal? Miała o tym
zapomnieć? A ci wszyscy ludzie?
Zza ściany nie
dobiegały żadne dźwięki. Co on tam robił? Zabijał ich wzorkiem, tak że padali
bez czucia, nie wydając z siebie ani jednego jęku?
Poza tym, skoro ich
sprowadził do stacji, dlaczego nie zabił na miejscu? Dlaczego czekał, aż znajdą
się na statku? A gdyby zlekceważyli sprawę zarobku i tych, jak im było, FX? I po
prostu poderżnęli im gardła?
Nagle dotarło do niej,
że Bastian uwielbia ryzykować. Ten dreszczyk emocji, adrenalina, poczucie
przewagi.
Czy i z nią się bawi?
Udaje, że mu na niej zależy, czekając aż Sara zmięknie i podda się, pomimo
tego, że jeszcze kilka dni temu miała autentyczną ochotę go zabić?
Jeśli tak, to jest
wyjątkowym gnojkiem!
Tymczasem Bastian
skradał się właśnie w stronę kabiny pilotów, kompletnie nieświadom ponurych
myśli pozostawionej w ładowni Sary. Załatwił już czterech i to bez wielkiego
problemu. Najemnicy? Barany, a nie najemnicy. Podczas transportu takiego
ważnego więźnia jak on, dwóch drzemało, jeden siedział w kiblu, a trzeci onanizował
się w luku bagażowym.
Teraz została ta
trudniejsza część.
Ramię, które zacisnęło
się na gardle kolejnego z najemników, przypominało stalowe szpony i z taką
precyzją odcięło mu dopływ powietrza, że natychmiast zaczął się dusić. Bastian
ostrożnie ułożył go później na ziemi, tak aby uczynić jak najmniej hałasu.
Jeszcze sześciu za
zamkniętymi drzwiami.
Głęboko odetchnął i
sprawdził broń zabraną pokonanemu wcześniej mężczyźnie. Tradycyjna, na pociski –
stwierdził z uznaniem. Dawno nie miał takiej w ręku. Za cholewką wysokiego
buta, zatknięty miał nóż. Oraz element zaskoczenia.
To musiało wystarczyć.
Jeszcze przez chwilę
stał nieruchomo, w myślach odtwarzając każdy szczegół wnętrza sąsiedniego
pomieszczenia i zastanawiając się, gdzie mogli siedzieć poszczególni
przeciwnicy. Musiał oddać sześć precyzyjnych strzałów, nie uszkodzić przy tym
kokpitu i tylko zranić szanownego pana Benito. Był mu potrzebny do małej
pogawędki.
Trudne.
Ale wykonalne.
Wcale nie zamierzał
gwałtownie wpadać do środka. To by ich tylko uprzedziło. Gdy normalnie otworzy
drzwi, ściągnie jedynie zaciekawione spojrzenia. I będzie musiał wykorzystać te
kilka sekund przewagi.
Bastian głęboko
odetchnął, czując buzującą w całym ciele radość. Ależ będzie jazda! Tego
właśnie mu było trzeba. Przy Sarze zrobił się dziwnie miękki i zbyt wiele
rozmyślał nad zmarnowanymi szansami. Pora odzyskać odrobinę dawnego siebie.
Z uśmiechem nacisnął
niewielki guzik po prawej stronie, a gdy drzwi się rozsunęły, wszedł do środka.
– Cześć chłopcy! –
rzucił wesoło, z prawdziwą euforią patrząc na osłupiałe miny czworga ludzi. Naprawdę,
uwielbiał to! I nie zastanawiał się gdzie jest pozostała dwójka. Nie miał
czasu.
Zanim zdążyli
zareagować, oddał planowane cztery strzały. Trzech najemników osunęło się na
ziemię, a w ich czołach widniały malutkie, precyzyjne otwory po pociskach.
Czwarty skulił się w kącie, usiłując dosięgnąć leżącego niedaleko FX.
– Nie, nie, nie.
Nieładnie – Bastian był już przy nim i kopniakiem odrzucił fazer na sporą
odległość. – No, panie Benito, porozmawiamy?
– Wal się! –
warknął ulizany i splunął krwią. Dłońmi usiłował powstrzymać krwotok z
postrzału, co nie było wcale łatwe.
– Zła odpowiedź –
Bastian kopnął go wprost w genitalia. – Jeszcze raz. Porozmawiamy?
Niedawny dowódca
najemników z trudem łapał oddech, zwijając się z bólu na ziemi.
– Brakuje dwójki.
Gdzie oni są?
– Wracają
motolotem – wycharczał ranny.
– Aha. – Nie miał
powodów, by nie wierzyć. Takie cacko osiągało niezłą cenę na rynku. – Mam dla ciebie
misję, mój drogi Benito – Bastian kucnął tuż obok, wpatrując się w niego z
okrutnym uśmiechem. – Tak nawiasem mówiąc, jak już miałeś złe przeczucia, to
trzeba mnie było lepiej pilnować. Wciąż jestem niedoceniany, myślę że pora to
zmienić.
– Zmienić?
– Właśnie. I to
będzie twoja misja.
Małe świńskie oczka
patrzyły na niego z autentycznym przerażeniem. Bo w ciemnych oczach Bastiana było
coś, co zmuszało do strachu. Było to gorsze od rozbawienia czy gniewu.
Całkowity brak jakichkolwiek uczuć, jak u człowieka, który stracił kontakt z
rzeczywistością i kieruje nim jedynie wewnętrzne szaleństwo.
Tak więc, gdy Bastian
wyciągnął nóż, więzień wrzasnął w niekontrolowanym napadzie strachu. Na
szczęście zemdlał, gdy tylko jego oprawca zabrał się do roboty.
link do części XII – klik

Darmowe opowiadania mailem!

Wystarczy zapisać się na listę

I agree to have my personal information transfered to MailChimp ( more information )

I will never give away, trade or sell your email address. You can unsubscribe at any time.

Powered by Optin Forms
Oto Babeczka:

Matka, żona, matematyk. Pisze od bardzo dawna, publikuje od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie żyć bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Anonimowy
    | Odpowiedz

    O k u r c z ę !!! Jak mogłaś przerwać w takim momencie? ;-(

    Ale co mi tam 😉 i tak kocham Bastiana 😉

  2. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczko. uzalezniasz!!!

  3. Anonimowy
    | Odpowiedz

    uwielbiam tą serię 😉

  4. Anonimowy
    | Odpowiedz

    "Niechętnie musiała przyznać, że zaczęło mu na nim zależeć" Wydaje mi się że powinno być -jej na nim zależeć

  5. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Jak zwykle,cudowna cześć. Babeczko nie drecz nas dłuzej daj kolejną cześc i ciut dłuższą prosze 🙂 Uwielbiam Cie. Maja

  6. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczko – kocham Cię! 😉 cieszę się, że trafiłam tutaj 😉 ja również nie przepadam za s-f ale temu opowiadaniu nie można się oprzeć.

    Pozdrawiam,
    Aneczka^^

  7. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Opowiadanie jak zwykle swietne! a co do bloga – sprobuj zeby wygladal jakos tak: http://diy-kiepa.blogspot.com ; http://prostepotrawy.blogspot.com/ ; http://ankyls.blogspot.com/ ; http://bizneswoman-w-kuchni.blogspot.com/ lub http://www.obsessionblog.pl/ , wiesz Babeczko, taki klimat 😉 Bo narazie jest tu troche szztywno ;( Pozdrawiam ;*

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Zajrzę, tym bardziej, że i ja chcę zmienić szatę graficzną. Ale na razie albo piszę, albo robię inne rzeczy. Na to nie starcza już czasu 🙁

  8. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Co tu można napisać innego niż to ze jak zwykle opowiadanie jest zarabiste ?;d ciekawe co Bastian zrobi temu facetowi? Oskóruje go , byłoby zabawnie lol?:d jak w hannibalu

  9. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Więcej, więcej, więcej chce !!! – Tylko te słowa przychodzą mi do głowy w tej chwili 😉 !

  10. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Kochana Babeczko uzależniasz!!!!!!! Kiedy dasz następną część???? Nie daj usychać, Bastian jest wspaniały mimo tej mrocznej historii.:)))

  11. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Część ja zwykle świetna, ku mojemu zadowoleniu Sara zaczyna coś czuć do Bastiana:) Dziękuję Babeczko!:) Nie ukrywam, że czekam na happy end, ale oczywiście przyjmę dalszy ciąg bez względu na to jak potoczy się ich znajomość.
    Z niecierpliwością czekam na kolejną część, kiedy możemy się jej spodziewać? 🙂
    W.

  12. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Wcale nie chcę ale muszę Cię zapytać kiedy kolejna część ?:-) opowiadanie superaśne 😛

  13. Babeczka
    | Odpowiedz

    Po północy 😉 Na rozgrzanie…

  14. Anonimowy
    | Odpowiedz

    This site was… how do you say it? Relevant!! Finally I have found something which helped me.
    Kudos!

    Feel free to visit my blog … 123inkjets coupon, kareldekar.com,

  15. Rouse Karmen
    | Odpowiedz

    Na szczęście zemdlał- haha! boskie!

Napisz nam też coś :-)