Czerwony Kapturek (I)

with Jeden komentarz

erotyczna wersja znanej z dzieciństwa bajki
 
Będzie jak lubię. Baśniowo, bezlitosny drań i dużo seksu 😉

 

Prolog

Trakt prowadzący ze stolicy do największego miasta na wybrzeżu, biegł wzdłuż niezmierzonej puszczy, oceanu falującej zieleni. Przecinał kilka miasteczek i kilkanaście wiosek, wijąc się krętym zygzakiem pośród łąk, pól i lasów, docierając z wyżyn, aż po brzeg bezkresnego morza. Na jego drodze leżała też niewielka mieścina, wioska prawie, niczym się nie wyróżniająca, senna w gorące popołudnia, kipiąca życiem w dni targowe. Kamienne, bielone wapnem domki, przytulone do siebie jak szukające ciepła szczenięta, zbudowano po obu stronach piaszczystego traktu. W połowie ta zwarta zabudowa urywała się, ukazując niewielki ryneczek z wyschniętą fontanną pośrodku i stojącym nieopodal, chylącym się ku ziemi, kościółkiem. Czasami widać było krzątającego się tam wysuszonego staruszka, o twarzy pomarszczonej niczym przywiędłe jabłko, w czarnej, przykurzonej sutannie. Czasami pustkę wypełniała kakofonia dźwięków i szaleństwo kolorów – to, w dni targowe zjeżdżali się handlarze, kuglarze i spragniona rozrywki okoliczna ludność. Nierzadko też przez mieścinę przejeżdżał orszak jakiegoś dostojnika; kipiące złotem powozy, elegancko i bogato ubrani wielmoże, ich świta oraz szlachetni rycerze odziani w srebrzyste zbroje, w których, jak w zwierciadle, przeglądało się złociste słońce. Mieszkańcy żyli ustalonym rytmem, wyznaczanym przez bicia ich serc, przez następujące po sobie pory roku, przez narodziny i śmierć. Żyli spokojnie, bez większych kłopotów, bo władca tego kraju dbał o poddanych.

Żyli również w cieniu tajemnicy, czasami szeptem opowiadając sobie niestworzone historie o złu czającym się w leśnej gęstwinie.

Odwieczna puszcza, której wierzchołki majaczyły na tle błękitnego nieba, skrywała tajemnicę. Lecz żaden z mieszkańców miasteczka nie odważył się na wydarcie tego sekretu, a śmiałkowie, którzy się na to zdecydowali, nigdy nie powrócili. Co prawda na skraju lasu często zbierano grzyby czy poziomki, odpoczywano w cieniu drzew, zbierano drewno na opał, ale tylko tyle. Nikt nie wiedział, co kryje w swoim wnętrzu, nikt nie znał wszystkich ścieżek, które krzyżowały się pośród wysokich drzew, nikt też nie miał pojęcia, czy gdzieś się kończy i co można znaleźć na jej krańcu.

Las był tajemnicą i zazdrośnie strzegł swych sekretów.

Rozdział 1

Gdy silne jesienne wiatry rozdmuchały na cztery strony świata pożółkłe liście, a nocki stały się tak chłodne, że dzikie zwierzęta podchodziły pod leżące na uboczu domostwa, nadeszła zima. Ani bardziej surowa niż poprzednie, ani łagodniejsza. Taka jak zawsze. Najpierw pobieliła pobliskie pola i dachy niskich budynków. Potem przywitała się mrozem malującym kwiaty na szybach i tysiącem lecących z nieba płatków. Ludzie coraz mniej chętnie opuszczali ciepłe izby, woląc korzystać z zasłużonego odpoczynku i zgromadzonych przez lato zapasów. W kominkach i na paleniskach wesoło płonął ogień, a dookoła gromadziły się rodziny oraz znajomi, by w takie wietrzne, zimowe wieczory, posłuchać starych legend i bajek. O królewiczu, który został zaklęty w gołębia, o księżniczce, na którą czarownica rzuciła klątwę, o dawnych władcach tej krainy, dokonujących bohaterskich czynów. Każda z tych opowieści miała swój specyficzny klimat, każda była niepowtarzalna, bo gawędziarz snujący magiczne historie, dodawał i ujmował wiele szczegółów, chociaż wątek główny nigdy się nie zmieniał.

Potem nadchodziła ta najbardziej niezwykła noc w całym roku. Noc duchów, gdy księżyc ukazywał się światu w całej swej krasie, gdy dookoła smętnie zawodziły stada głodnych wilków, a ludzie kulili się za zamkniętymi drzwiami i zatrzaśniętymi okiennicami. Noc, podczas której panowanie nad światem przejmowali umarli, a żywym pozostała jedynie nadzieja, że żadne licho nie przekroczy niewidzialnej granicy, cienkiej wstążki wijącej się dookoła wsi, usypanej z kiepskiej jakości soli.

Lecz zanim ta chwila nadeszła, wszyscy starannie się do niej przygotowywali.

Dzień był niezwykle słoneczny, chociaż mróz szczypał w policzki, a oczy bolały od blasku śniegu, w którym odbijały się złociste promienie. Sołtys w towarzystwie kilku osób pieczołowicie kreślił solną granice, a przypatrywała się temu gromada dzieciaków i kilkoro staruszków. Reszta zajęta była codzienną pracą, bo duchy czy nie, ale inwentarz należało oporządzić, głodnych nakarmić, chałupę wysprzątać. Ludzie tutaj przywykli do życia w cieniu tajemnicy, do koszmaru czającego się pośród majaczących w oddali drzew.

Był późny ranek i do wieczora pozostało jeszcze sporo czasu. Bianka z niechęcią myślała o zadaniu, jakie zleciła jej matka. Co prawda do sąsiedniej wsi były dwie godziny piechotą, a sporo szybciej wierzchem, ale ona i tak wolałaby zostać, aby razem z innymi zachłannie wsłuchiwać się w opowieści o nadchodzącej nocy duchów.

– Hu! – Ktoś rzucił w nią śnieżką i dziewczyna od razu się zachmurzyła.

– Nie mogę – westchnęła, jakby w odpowiedzi na nieme pytanie. Przyjaciółka spojrzała na nią współczująco i ruchem głowy wskazała na stojący nieopodal sporych rozmiarów kosz.

– To dla twojej babki?

– Tak. Wczoraj stary Rejdach przyniósł wiadomość, że zaniemogła. Nie jest źle, ale musi poleżeć w łóżku przez kilka dni. Matka chce jej wysłać trochę smakołyków.

– Które oczywiście dostarczysz ty, a nie twój wiecznie migający się od obowiązków brat?

– Ja. – Potwierdziła Bianka, marszcząc z niezadowoleniem brwi. – Lubię nawet tak krótkie podróże, bo zawsze pozwalają oderwać się od codziennej monotonii, ale… Ale dziś akurat nie.

– Boisz się? – Eliza spojrzała na nią zaskoczona.

– Nie, to nie tak. Dni kobiece – mruknęła nieco zawstydzona dziewczyna. – Sama rozumiesz. Podróż w siodle, nawet tak krótka, nie należy do wygodnych.

– Podobno syn kowala zamierza ci się oświadczyć?

– Podobno. – Znów nieznacznie zmarszczyła brwi. Nie dlatego, że była to myśl wybitnie nieprzyjemna, a samemu kandydatowi niczego nie brakowało, lecz… Wobec samej siebie nie musiała kłamać. Już dawno osiągnęła wiek do zamążpójścia. Przyjaciółki, kuzynki, starsze siostry, wszystkie one już dawno miały swoje własne domostwa, gromadkę pociech i statecznego małżonka. Ona jedna zbywała śmiechem zaloty potencjalnych kandydatów, aż do tej jesieni, gdy rodzice stanowczo oświadczyli, że pora zmienić ten stan rzeczy. Biance nie pozostawiono wyboru i w zasadzie to powinna dziękować niebiosom, że trafił się jej taki zalotnik jak Norbert, młody, roześmiany i zamożny. Mogła nawet uznać, iż miała więcej szczęścia niż jej rówieśniczki, bo mężowie niektórych byli starsi od rodziców swych oblubienic.

Zerknęła na stojącego nieopodal chłopaka, który również posyłał jej ukradkowe spojrzenia. Wysoki, smukły, o przyjemnej twarzy, niepokornej złocistej czuprynie i najbardziej błękitnych oczach, jakie zdarzyło się jej spotkać. Kiedy się uśmiechał, widać było błyszczące bielą zęby, a kiedy na nią patrzył, również słabo tajony podziw.

A jednak kiedy rozmyślała o dniu, gdy będzie musiała przyjąć oświadczyny, czuła nieokreślony, przejmujący żal. Nie umiała powiedzieć czym on był i z jakiego powodu się martwi, lecz z każdą godziną, z każdym upływającym tygodniem, to uczucie rosło w niej, pęczniało, będąc przyczyną wielu nieprzespanych nocy. Leżała wtedy w swoim łóżku, wsłuchana w ciche oddechy młodszych sióstr, w szum wiatru hulającego za oknem, leżała, łykając własne łzy, bo tęsknota pulsująca w rytm uderzeń serca, była tak przejmująca, iż zagłuszała wszelkie inne pragnienia czy myśli. Całkiem niedawno Bianka odważyła się ją określić, przedstawić za pomocą niewypowiedzianych słów.

Tęskniła za miłością, lecz nie taką, jaką chciał jej oferować los i Norbert. Nie taką zwyczajną, codzienną, ze zwykłymi troskami i małymi szczęściami. Chciała czegoś więcej, chociaż nie nadal nie potrafiła powiedzieć, czym miało być to „coś więcej”.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedź

  1. A
    Ania
    | Odpowiedz

    Nokie! Czekam na więcej!

Napisz nam też coś :-)