Dług (I)

with 6 komentarzy

Dług opowiadanie romantyczno erotyczne o miłościPierwotnie, po Barace miałam zamiar zacząć coś ostrego i ociekającego rżnięciem.
I dupa!
Zaczęłam opisywać moją najlepszą przyjaciółkę z "rodzinnej" ulicy i nie potrafię się od tego opisywania oderwać.
Miała ona być tylko wzorem fizycznym postaci do scenariusza niezłego dymanka, ale wychodzi COŚ..
Nie mam na takie sprawy wpływu, nie rozumiem tego, ale tak po prostu jest.
Nie wiem co z tego wyjdzie, ale na razie wspominam i to opisuję.
Jeśli ktoś wszedł tutaj, by poczytać o fajnym bzykanku, to muszę rozczarować. 
Nie ma tutaj bzykanka.
Pewnie dlatego, że opowiadanie zaczyna się w wieku kilku lat rzeczonej Agatki, a w tym wieku jajniki jeszcze śpią u większości kobietek i nie ma mowy o seksualnych wybrykach.
Z drugiej strony, budzenie się seksualności, jest fascynującym czasem w życiu podlotka :-).

Agatka od dziecka była inna.

Nie biegała z innymi dzieciakami po podwórku, nie grała w klasy i nie bawiła się w chowanego.
Ona czytała „Potop” i miało to miejsce w drugiej klasie szkoły podstawowej, gdy reszta uczniów ledwo dukała czytanki.

Łatwo się domyślić, że była wzorową uczennicą. Chociaż nie! Była najlepszą uczennicą Szkoły Podstawowej nr. 2 w Katowicach. Bozia obdarowała ją supermózgiem, którym Agatka mogłaby się podzielić z kilkorgiem innych uczniów, a i tak brylowałaby wśród nich intelektem i wygrywała wszystkie olimpiady bez specjalnego zakuwania.

To, że intelektualnie wyprzedzała rówieśników, oraz wiele od siebie starsze dzieciaki nie było jej jedynym atutem.
Agatka była wyjątkowo urodziwa. Już jako maleńkie dziecię, jej elfio białe włoski i wielkie błękitne oczęta wywoływały ochy i achy u babć i ciotek.
W czwartej klasie podstawówki ochy i achy wywoływała inną częścią siebie. Jako pierwszej w klasie zaczęły jej rosnąć piersi i nie sposób było tego faktu ukryć.
Agatki nie cieszył ten fakt, jej kolegów owszem. Z radością zachodzili ją od tyłu i strzelali z pierwszego w klasie stanika. Doprowadzało ją to do szału, więc dała sobie z napastliwością kolegów radę w prosty sposób.
Znokautowała  Strzępa.
Strzęp był przedstawicielem płci brzydszej, w wyjątkowo brzydkim i chuderlawym wydaniu. Wysoki, chudziutki i zgarbiony. Gdy się z czegoś śmiał, a często robił za błazna klasowego, więc i często się śmiał, jego twarz marszczyła się, oczy znikały w fałdach skóry twarzy, a wielkie zęby wybijały się na plan pierwszy. Śmiechem nazywać dźwięki, które z siebie wydawał, jest ogromną przesadą. Chichotał, jak pies z bajki o imieniu Bełkot, wyglądał gorzej. A co do jego zębów, były ogromne wszystkie, z wyjątkiem lewej jedynki, której kawałek stracił, podczas jednego z popisowych wygłupów na korytarzu szkolnym w przerwie pomiędzy lekcjami. Jego twarz zaliczyła bliskie spotkanie z posadzką, a kawałek zęba opuścił na stałe komplet uzębienia i tak oto zyskał dumnie brzmiącą ksywę Strzęp. Dlaczego Strzęp? Z domu nazywał się Strzępiński, tak więc wyszło samo. Kawałek ułamanego zęba znaleziono, lecz mimo wielu prób przyklejenia odłamka przez miejscowego stomatologa, ten zawsze odpadał, a w końcu został przez właściciela połknięty. Ubytek stworzył efektowny wywietrznik i wyrzutnię śliny, która w szybkim tempie stała się sławna w całej szkole dzięki swej celności. Strzęp potrafił splunąć na tablicę, siedząc w trzeciej ławce. Rysowano dla niego nawet na niej tarczę i robiono zakłady, dzięki czemu miał zawsze kilka dodatkowych, wygranych w zakładach kanapek.
Na jego posturze się one nie odbiły, może miał robaki?
Ale wracając do naszej Agatki…
Gdy po raz kolejny strzelono jej ze stanika, w grzeczną Agatkę wstąpił demon zagłady.
Padło akurat na Strzępa. Pierwszy cios padł zadany krzesłem, z którego Agatka zerwała się pobudzona stanikową stymulacją. To by wystarczyło, ale widać tyle tłumionej złości się w tej drobnej (z wyjątkiem piersi) dziewczynce zebrało, że przyłożyła jeszcze oszołomionym chłopakiem o drzwi do klasy. Przyłożyła celnie i skutecznie o klamkę. Druga jedynka chłopaka ułamała się tworząc malowniczy trójkąt przerwy w jego łopatowatych zębach. Warga również ucierpiała.
Jaki był efekt tego wybuchu?
Strzęp, jako szkolny chachar dostał naganę, a winy Agatki nie zauważono w całym zajściu.
Przecież to Agatka! Chluba szkoły, oczko w głowie i takie tam...
Dlaczego rodzice nie podnieśli wrzasku i nie wszczęli postępowania karnego względem nauczycieli i sprawczyni szkód fizycznych?
To były inne czasy. Nauczyciel był święty, uczniowie nie pyskowali, a gdy próbowali to linijka przywoływała ich do porządku. Takie razy naprawdę bolały i zostawiały po sobie czerwone ślady we wnętrzu dłoni dyscyplinowanego ucznia.
Agatka miała przedziwne zainteresowania. Najdziwniejszym, było zwiedzanie miejsc zwierzęcych katastrof. Już wtedy wiedziała, że musi być lekarzem. Dziecko miało takie parcie na skalpel, że nie odpuściło żadnemu potrąconemu na amen psu, czy kotu.
Lecznica dla zwierząt utylizowała w tamtych czasach truchła w jeden sposób, wyrzucała je na śmieci,  dając tym samym świeży (w miarę) materiał dla Agacinych zabiegów. Za skalpele służyły jej patyki, kawałki puszki, szkiełka i inne części przedmiotów użytku codziennego, zbędne ogółowi populacji.
Jej koleżanka z ulicy, ta zawsze głupsza i brzydsza, nie podzielała fascynacji Agatki, ale dotrzymywała jej mężnie towarzystwa, starając się nie oddać otoczeniu zawartości swego żołądka, gdy Agatka grzebała w bebechach największej jak dotąd zdobyczy i obiektu swych amatorskich badań. W końcu nie codziennie można znaleźć martwą świnię. Cóż, że lekko uszczerbioną zabiegami robaków i mlaszczącą przy tej sekcji zwłok? To była  p r a w d z i w a  świnia, a że było lato i upał…
Były wakacje, a dziewczynki, jako najlepsze przyjaciółki razem spędzały upalne dni na wsi u babci. U babci tylko mieszkały, była zbyt zajętą kobietą, by poświęcać swój cenny czas miastowym smarkulom. Na szczęście te świetnie dawały sobie radę same. Ich ulubionymi rozrywkami było wałęsanie się po lasach, wyżeranie z poszycia leśnego jagód i poziomek, oraz błogie nicnierobienie dostępne dzieciom w tamtych czasach, nie obciążonych przez multimedia i nadpobudliwość wywołaną nadmiarem cukru w diecie. No i jeszcze rejestrowanie rozkładu martwej świni…
Pierwsza fascynacja seksem przyszła w połowie podstawówki, która miała wtedy osiem klas i zaczęła się od tajemniczego „Zeszytu więźniów”. Przekazywany ukradkiem z rąk do rąk zeszyt w kratkę, poruszył pół szkoły. Nie trafił na szczęście w ręce nauczycieli, uświadamiając wiele młodych istot, których rodzice nie potrafiliby nawet wypowiedzieć plugawego słowa „seks”, a co tu dopiero mówić o pogadankach na ten temat?!
Wymiętolone kartki pokryte odręcznym pismem i czytane ukradkiem w ubikacji podczas przerw międzylekcyjnych zostawiały młode dziewczęta w stanie nieznanego im dotąd pobudzenia, znacząc ich młode twarzyczki wstydliwym rumieńcem. Agatka, posiadająca zdolność szybkiego czytania „łyknęła” tekst podczas jednej przerwy i zapragnęła pogłębić wiedzę.
Z pomącą przyszła jej najlepsza koleżanka, Magda. Ta, miała wrodzony talent poszukiwawczo-odkrywczy. Odkrywała mianowicie wszystko, co jej zapracowani rodzice skrzętnie przed nią ukrywali. Pewnego dnia znalazła pomarańczową książkę, o tytule „Sztuka kochania”.
Od tego momentu zaczytywały się razem w treści podawanej przez Panią Wisłocką, nie mogąc się nadziwić pomysłowości ciał ludzkich w praktykach seksualnych. Magda chłonęła graficzną stronę książki i jako samorodny talent plastyczny, przerysowywała ku uciesze koleżanek ze szkolnych ławek, kochające się pary. Agatka podeszła do zagadnienia naukowo i postanowiła zbadać siebie manualnie, co też uczyniła w łazience domowej.
I tak odkryła masturbację…
Jako że była dobrą przyjaciółką, podzieliła się swoimi odkryciami z Magdą i od tej pory wymieniały się swoimi doświadczeniami, odkrywając nowe techniki poznawania rodzącego się popędu seksualnego.
Rewolucyjnym odkryciem na miarę wynalezienia żarówki, był dla nich pierwszy kontakt z pornografią.
Okoliczności były dosyć niezwykłe.
Rodzice Magdy, jako pierwsi przedstawiciele kapitalistycznej części rasy w czasach komuny, postanowili otworzyć własną wypożyczalnię kaset VHS.
Rzeczona wypożyczalnia mieściła się w piwnicy domku jednorodzinnego, do której należało się dostać po schodkach w dół, pochylając się wcześniej z powodu niskiego stropu piwnicznego.
Amatorom filmów nie przeszkadzało to wcale.
Dlaczego?
Oficjalna zawartość filmoteki ustawiona była we frontowej części pomieszczenia i zawierała wyłącznie ambitne ekranizacje dzieł polskich pisarzy. Nie po to jednak przychodzili klienci.
Bazą zarobkową było pudło ukryte w pomieszczeniu obok i zasłonięte kotarą wykonaną z prześcieradła. To w tym pudle znajdowały się hity kina amerykańskiego, niejednokrotnie w fatalnej jakości kopii. Miejscem nabywania, a raczej wymiany kaset VHS, była giełda, lub cicho ciemna strefa targowisk, gdzie wymiany dokonywało się na podstawie chodliwości danego tytułu. Z ręki do ręki, czasami jakaś dopłata i chodu. Niejednokrotnie trafiało się na pustą taśmę, lub całkowicie inny film od tego, którego tytuł widniał na froncie pudełka kasety.
Większą część pudła z piracką jej zawartością stanowiły filmy XXX.
Dziewczyny, już wtedy licealistki, nie miały problemu z dobraniem się do interesującej je zawartości filmoteki.
Rodzice Magdy co tydzień wyjeżdżali na wieś, gdzie w towarzystwie zaprzyjaźnionego małżeństwa mogli oddawać się urokom wielogodzinnej gry w karty. To była fascynacja Kanastą, w czasie której ich popielniczki przepełniały się petami, a nie raz połówka czystej dotrzymywała im towarzystwa. Z czasem stało się to ich rytuałem.
Przezornie przewidzieli jednak zainteresowanie nierozłącznych przyjaciółek zawartością piwnicznej wypożyczalni. Świetnym pomysłem wydawało im się zabieranie z sobą kabla łączącego odtwarzacz kaset z telewizorem.
Nie przewidzieli jednego…
Ich dziecko było samorodnym MC’Giverem. Obeszło brak łącznika pomiędzy urządzeniami zwykłym kablem.
Cóż, że ucierpiała na tym jakość dźwięku i obrazu. Było widać kutasy, cipki i było słychać odgłosy i po raz pierwszy zobaczyły Rona Jeremy…
Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. zu
    | Odpowiedz

    Oszszsz…w mordę,kiedy dalszy ciąg?Lubię takie biografioły!

  2. mika kamaka
    | Odpowiedz

    Jeśli się uda, to dziś 😉

  3. zu
    | Odpowiedz

    Ależ ze mnie carpaccio z buraka! R.Jeremego musiałam sobie wyguglać i okazuje się ,ze znam go z …teledysków.Tyle życia zmarnowałam…

  4. Anonymous
    | Odpowiedz

    Zapowiada się kolejna świetna seria 😀
    Demonica

  5. Anonymous
    | Odpowiedz

    Czytam “cofając się do tyłu” jak mówi mój ojciec.Fajne.Łza się w oku…
    l_b

  6. Mariet Węgorowska
    | Odpowiedz

    “Sztuka kochania” Wisłockiej! Książka leży do dziś! Czułam się jakbym czytała o mnie i mojej kuzynce. 😉 Też przerabiałyśmy tę książkę schowane w szafie z latarką, żeby nikt nas nie nakrył. 😉 Studiowałyśmy jeszcze “Listy intymne” Lwa Starowskiego czy jakoś tak on się nazywał. Przypomniałaś mi śmieszne i fajne czasy. Dziękuję! 😉

Napisz nam też coś :-)