fbpx

Dług (III) – nowa wersja

with 5 komentarzy
rywalizacja o względy jednej kobiety
Jeśli macie ochotę, tutaj link do starej wersji: https://motylewnosie.pl/dlug-babeczka-3/

 

– Nie gap się tak na mnie, tylko przedstaw – powiedziała oschle. – Dziwne byłoby zwracać się do siebie w trzeciej osobie i udawać parę.

– Jak ty wyglądasz? – wybuchnął brat.

– Kazałeś się mi nie wygłupiać i wystroić. Ja sama wybrałabym pensjonarski garniturek.

– Wyglądasz wspaniale .– Mateusz zerwał się z kanapy, dopinając guzik marynarki i nie spuszczając z niej wzroku. Wiki pomyślała ponuro, że jednak ten, kto twierdził, iż ludzi nie ocenia się po szacie, to kretyn.

– Mateusz – przedstawił się, chwytając jej dłoń i podnosząc do ust. Chciała dżentelmena? Dobrze, co mu szkodzi odrobinę się zabawić.

– Wiktoria – odpowiedziała wyniośle, zgrabnie wycofując rękę. Trochę ją speszyło jak biała i delikatna była w porównaniu do jego dłoni. Zerknęła w górę. Co prawda wysoki obcas zniwelował odrobinę różnicę wzrostu, ale i tak nie sięgała mu nawet do ramienia. W zasadzie to trzy takie jak ona, złożyłyby się na jednego takiego jak on. A nawet trzy i pół.

– Wiki, może jednak się przebierzesz? – wyjąkał Szymon. Sądził, że siostra wybierze coś skromniejszego, całkowicie zapominając o tej sukience, którą kupiła w przypływie lekkomyślności. A przecież wiedział, że czerwony był jej ulubionym kolorem.

– Zwariowałeś? Niby w co?

– To chociaż zmyj tę szminkę.

– Nie. Miałam wyglądać dobrze, to wyglądam – ucięła stanowczo dalszą dyskusję. – Idziemy? – spojrzała pytająco na Mateusza.

Skinął głową, ruszając do przodu, by otworzyć jej drzwi. Ze względu na rozmiary i jego, i korytarza, okazało się to jednak niemożliwe.

Wiki zdegustowana, uniosła wysoko brwi.

– Daj spokój. Przecież nie będę się przeciskać, bo tobie zebrało ci się na uprzejmości.

– Na nic mi się nie zebrało – mruknął, wychodząc na zewnątrz i przytrzymując drzwi ramieniem. W głowie miał prawdziwy chaos. Bo jakim prawem ten kurczak okazał się nagle tak piękną kobietą? Idiota z niego, że nie zauważył tego wcześniej. W tym warkoczyku, w zwykłym dżinsach oraz białej bluzeczce wyglądała jak licealistka. Ładniutka licealistka. Teraz zaś… Nie, nie zamieniła się nagle w epatującego seksapilem wampa. Ale była przy tym piękna, tak piękna i ponętna, że już teraz czuł znajome mrowienie w podbrzuszu. Olać Artura, postanowił błyskawicznie. Sam się zabawi dzisiejszej nocy.

– Do północy! – krzyknął za nimi Szymon, wychylając się z okna.

Akurat, pomyślał z sarkazmem Mateusz. Jednak będzie musiał wysłać do niego kilku swoich ludzi. Niech przypilnują smarkacza, nie będzie fikał do rana.

Tymczasem Wiktoria zupełnie nieświadoma planów z nią związanych, podeszła do lśniącego, sportowego wozu. No tak, czym innym jeździłby taki bandyta? Trochę poczuła się zaskoczona, że mężczyzna zgrabnie ją wyprzedził i szeroko otworzył drzwi.

– Dziękuję. – Z gracją zajęła miejsce, a Mateusz usiadł obok i znieruchomiał. Tylko dlatego, że miał doskonały widok na zgrabną nóżkę swej towarzyszki. Na dodatek rozcięcie sukienki było tak głębokie, że odsłaniało również koronkę na pończoszce. Powiedzieć, że zaczęło mu się robić gorąco, to za mało. Gapił się tak, kompletnie zapominając, że powinni już jechać.

– Ruszamy czy też będziesz wlepiał wzrok w moje nogi?

Ocknął się gwałtownie, bo głos dziewczyny był chłodny, prawie nieuprzejmy. Kurczak czy nie, umiała być pyskata. Z trudem odwrócił głowę, próbując skoncentrować się na bardziej prozaicznych czynnościach. Mrowienie w podbrzuszu zmieniało powoli swój charakter. W głowie wirowało tysiące myśli. Kurwa! Już teraz sama świadomość tego, że będzie mógł ją dotknąć, zerwać tę suknię, zmiażdżyć pocałunkiem kuszące wargi, rosło w nim trudne do opanowania podniecenie. Najchętniej zamiast na to cholerne wesele, pojechałby do siebie. Oczywiście protest dziewczyny nie miałby żadnego znaczenia. Zresztą był wystarczająco mocno zadufany w sobie, by wierzyć, że jej sprzeciw byłby prawdziwy. Musi zacząć myśleć o czymś innym, postanowił z determinacją. Przecież wyraźnie czuł, że jego spodnie wybrzuszyły się pod wpływem nagłego podniecenia. Nie może pojawić się w tym stanie wśród ludzi!

Jechali w milczeniu, każde pogrążone w swych własnych myślach. Mężczyzna usiłował pokonać coraz silniejsze pożądanie. Najgorsze dla niego było to, że akurat dziś tego się nie spodziewał. Lecz dla niego piękna kobieta oznaczała obiekt do zdobycia. Nie potrafił odmówić sobie polowania, chociaż ciężko było mu zdobyć się na cierpliwość. Jak u diabła ma wytrzymać te kilka godzin w tłumie obcych ludzi, podniecony, z przyczyną takiego stanu u boku?

Za to Wiktoria znalazła się w swoim własnym świecie. Wyobrażała sobie, że tuż obok siedzi teraz jej wymarzony mężczyzna i jadą razem na romantyczną kolację do wspaniałego pałacu. Okolica nawet się zgadzała, wyjechali za miasto, mknąc po opustoszałej drodze, pośród złocących się pszenicą pól. Zerknęła w bok z rozczarowaniem. Nie, ten który siedział tuż obok nawet w najmniejszym stopniu nie odpowiadał jej ideałowi. Za dużo było w nim muskułów, miał zbyt toporne rysy twarzy i na dodatek to wyrachowanie widoczne w błękitnych, jak niebo nad nimi, oczach. Tak, ich kolor to jedyne co jej się podobało. Całą resztę z ochotą zamieniłaby na coś subtelniejszego, delikatniejszego. Zwłaszcza zdegustował ją tatuaż na prawej skroni, dziwne, niezrozumiałe wzory, wielkości ludzkiej dłoni. Chociaż niechętnie musiała przyznać, że wyglądał niespodziewanie dobrze w grafitowym garniturze, białej koszuli, pod krawatem. Uśmiechnęła się. Biedaczysko. Pewnie był przyzwyczajony do koszulek i dżinsów, a tu, na dodatek w taki upał, musiał się wbić w odświętne ubranie.

– Może zdradzisz, dlaczego poprosiłeś właśnie mnie o towarzystwo? Owszem, słyszałam wasze słowa i ponoć jestem idealna na imprezy z udziałem sztywniaków. A tak poza tym? Równie dobrze mógłbyś przecież pójść sam.

– Kiedy miałem siedem lat, mój ojciec zapił się na śmierć. Gdy skończyłem piętnaście, matka zmarła na raka. Ewa miała wtedy osiemnaście lat, kończyła liceum, wybierała się na studia. Z nas trojga, to ona jedyna miała na to szansę. – To był temat, który choć na chwilę pozwolił mu zapomnieć o własnym podnieceniu. – Zrezygnowała ze swoich planów, w zamian za to wystarała się o opiekę nad nami, poszła do pracy. Dzięki niej nie trafiliśmy do domu dziecka, a co więcej nie trafiliśmy do rynsztoku.

– Cóż… Ośmielę się jednak zauważyć, że tak zupełnie nie wyszliście na ludzi.

– Bo skubiemy frajerów? – spytał z ironią. – Wybacz kurczaku. Robimy to samo, co banki w majestacie prawa. Mamy jedynie inne metody egzekwowania należności.

– Tak. Twój brat mnie z nim zapoznał.

– Był pijany. Prawdopodobnie naćpany. Stracił nad sobą panowanie.

– To ma być usprawiedliwienie? – spojrzała na niego z niedowierzaniem.

– Podałem jedynie fakty. Nie zamierzam go tłumaczyć.

– No tak. Czyli to właśnie wasza siostra wychodzi za mąż?

– Wiele jej zawdzięczamy – powiedział krótko, nieoczekiwanie szorstkim tonem. – Zaprosiła nas, prosząc byśmy pojawili się z odpowiednimi partnerkami. W ostateczności sami. Nie jestem idiotą, zorientowałem się o co jej chodziło. Gdyby nie ty, to pewnie darowałbym sobie towarzystwo.

– Cudownie. Robię za rekwizyt.

– Nie. Za piękna jesteś na zwykły rekwizyt.

Niewątpliwy komplement wcale nie poprawił jej humoru.

– To za płatne towarzystwo.

– Owszem, za płatne towarzystwo. Jeśli upierasz się tak to oceniać.

Wzruszyła ramionami i poprawiła sukienkę. Całe szczęście, że była uszyta z cudownego materiału, który wcale się nie gniótł. Inaczej dotarłaby na miejsce mocno wymięta. Dobrze też, że klimatyzacja przyjemnie chłodziła, pomimo że za oknami panował wściekły upał.

– Daleko jeszcze?

– Pół godzinki i będziemy na miejscu.

– Pół godzinki? – zaniepokoiła się nagle. – Jak zaplanowałeś powrót dla mnie?

– Odwiozę cię.

– Nie będziesz pił?

– Tego nie powiedziałem – rzucił z ironią.

– Nie pojadę z pijanym kierowcą.

– Żartowałem. Zostaniemy do rana i zamówimy taksówkę.

– Chciałabym być w domu około pierwszej.

– Ty chciałabyś? – W jego głosie zabrzmiało rozbawienie. – Chyba jesteś już dużą dziewczynką, nie musisz słuchać brata?

– Nie widzę powodu, dla którego miałabym zostać dłużej.

Nie widzi powodu? Zmełł w ustach przekleństwo. Co za niewdzięczna suka! Poszedł jej na rękę, zamiast kary zaproponował udział w nie byle jakiej imprezie, a ta wybrzydza! Zacisnął dłonie na kierownicy, mając nadzieję, że to pomoże mu opanować narastający gniew. Już on postara się zburzyć ten mur obojętności i chłodnej pogardy. Przysięga, że się postara!

Tymczasem Wiktoria naprawdę poczuła niepokój. Przecież nawet jeśli chciałaby sama wrócić, to najzwyczajniej w świecie nie miała za co. Będzie musiała porozmawiać z tą jego wychwalaną siostrą i w razie czego poprosić o osobną sypialnię. Kto wie, co sobie ten troglodyta wyobrażał? Może to, że tak naprawdę szaleje na jego punkcie? Akurat! Spojrzała na dużą, opaloną męską dłoń, która majstrowała przy klimatyzacji. Powodowana niezrozumiałym impulsem, położyła swoją rękę na jego. Kontrast był ogromny. Przykuwający wzrok. Odwróciła głowę i spojrzała prosto w pociemniałe z gniewu niebieskie oczy.

– Przepraszam – szepnęła i gwałtownym ruchem przyciągnęła dłoń do siebie. Za to Mateusz ustawił klimatyzację na znacznie niższą temperaturę niż zamierzał. Od tych wszystkich emocji zrobiło mu się cholernie gorąco. Może powinien się zatrzymać i zdjąć marynarkę? A może po to, by zrobić coś innego? Przede wszystkim musiał się pozbyć wciąż sporego wybrzuszenia w spodniach. Istniało bardzo proste rozwiązanie problemu.

– Zwrócę ci te dwa klocki. W zamian za to zjedziemy teraz na pobocze i zrobisz mi loda – zaproponował schrypniętym głosem.

– Co?! – Wiki wlepiła w niego zaszokowany wzrok. Nie spodziewała się takich słów czy zachowania.

Nie powtórzył, a jedynie gwałtownie skręcił w boczną drogę. Wjechał w głąb lasu i zatrzymał się wystarczająco daleko, by nie widać ich było z szosy.

– Obciągniesz, połkniesz i po sprawie – wyjaśnił.

– W życiu! – wrzasnęła oburzona dziewczyna, czerwieniąc przy tym, aż po korzonki włosów. Nerwowo szarpnęła klamkę, ale on był szybszy i błyskawicznie zablokował drzwi.

– Przestań się droczyć kurczaku. To i tak będzie najdroższy oral w moim życiu – dodał rozbawiony, odwracając się w jej kierunku. – Jestem tak podjarany, że wystarczy kilka ruchów.

Spojrzała w jego oczy i zrozumiała, że wcale nie żartuje. Potem jej wzrok powędrował w dół. Spore wybrzuszenie w spodniach mówiło samo za siebie.

– Nie! – jęknęła, starając się odsunąć jak najdalej. – Masz mnie natychmiast wypuścić. Wracam do domu! Choćby na pieszo!

Zmarszczył czoło. Spodziewał się sprzeciwu, ale nie wierzył w jego autentyczność.

– Umiesz się targować – mruknął, wyciągając dłoń i dotykając gorącego policzka. Oczywiście ze złością odtrąciła jego rękę. – Dobra, dorzucę jeszcze klocka.

Czy ty gorylu jeden nie rozumiesz, że za żadne pieniądze? Choćbyś nie wiadomo ile dopłacił!

Mógł ją zmusić. Nie miałaby szans na protest. Ale za kwadrans powinien być na miejscu. Zajechałby tam z rozczochraną, zapłakaną kobietą, która prawdopodobnie zaraz po wyjściu z samochodu, oznajmiłaby całemu światu, co sądzi o takim traktowaniu. Mógł również zostawić ją tutaj, gdy będzie po wszystkim. Lecz wtedy nici z upojnej nocki. Jeśli chciał czegoś więcej jak szybki, byle jaki numerek w leśnych krzakach, miał tylko jedno wyjście.

– Cholera! – zaklął. – Zostań i nie ruszaj się stąd. Wrócę za kilka minut.

Dla pewności zamknął dziewczynę w środku. Wbiegł pomiędzy gęste krzaki, a potem oparł się plecami o wysoką brzózkę. Rozpiął spodnie. Zacisnął zęby, bo tak naprawdę był wściekły. Do czego to doszło? Do diabła, to było poniżające! Nie miał jednak wyjścia, musiał rozładować napięcie. Zamknął oczy wyobrażając sobie, co zrobi z nią dziś wieczorem. Jego dłoń poruszała się coraz szybciej, aż całe ciało napięło się i w górę trysnął mlecznobiały strumień.

Tymczasem Wiktoria usiłowała się wydostać. W końcu uznała, że jedynym wyjściem jest rozbicie szyby. Zdjęła jeden z delikatnych bucików, o długim, cienkim obcasie i już miała walnąć nim w szklaną taflę, gdy tuż obok pojawił się Mateusz, dopinając spodnie. Nagle zrozumiała co zrobił. Kiedy zajmował swoje miejsce, odwróciła głowę, wściekła i zniesmaczona. Co za prymityw! Był jeszcze gorszy niż przypuszczała. Różnił się od brata, ale nie na tyle, by wywołać w niej jakiekolwiek pozytywne emocje. Gorzej, z każdą chwilą miała o nim coraz gorsze zdanie.

– Nie bocz się. Mogłem cię zgwałcić, albo sam się zaspokoić. Wybrałem chyba mniejsze zło?

Bąknęła coś niewyraźnie.

– Kleją mi się ręce. Wyjmij ze schowka mokre chusteczki.

Znalazła je i rzuciła całą paczką w siedzącego obok mężczyznę.

– To było ohydne!

– Całkiem naturalne – odparł ze spokojem, wycierając dłonie. – Nie mów, że ty nigdy się nie brandzlujesz?

– Mateusz! – jęknęła. – Jakich ty słów używasz?

– Jak zwał, tak zwał, chodzi o to samo.

– O Boże! – wymamrotała. – Jesteś okropny!

Nie raczył odpowiedzieć. Nie lubił strzępić języka. Zresztą, nie na podziwie mu zależało. Chciał ją przelecieć. Raz, dwa razy, na ile starczy mu sił. Nieważne, że przedtem będzie musiał ją odurzyć. W zasadzie to nawet lepiej. Nienawidził patrzeć prosto w te złociste oczy, pełne niechęci i pogardy. Po pigułce dziewczę się rozluźni i kto wie, może samo wyskoczy z sukienki.

Uśmiechnął się na samą myśl o tym. Wycofał i ruszyli w dalszą drogę, tym razem w milczeniu.

Wiktoria usiłowała dojść do siebie. Nikt wcześniej tak jej nie potraktował. Jak przedmiot, jak towar, po który wystarczy sięgnąć według swego widzimisię. Przesunęła palcami po policzku. Nadal był gorący. Jak on śmiał?... Czy niechcący sprowokowała go do takiego zachowania? Jeśli tak, to czym?

Mimowolnie przypomniała sobie jego dłonie. Gdzieś tam pojawił się ich obraz, błądzących po jej ciele, wędrujących wzdłuż kręgosłupa, dotykających nagiej skóry. Chociaż klimatyzacja działała doskonale, poczuła, jak oblewa ją żar.

Nie, nie! Tylko bez takich myśli!

To się staje niebezpieczne. Już lepiej po prostu zacisnąć zęby i przeczekać te kilka godzin w towarzystwie niewychowanego typka.

Na szczęście kiedy dojechali na miejsce, zdążyła ochłonąć. Uporczywie jednak odwracała głowę w drugą stronę, starając się nie patrzeć w kierunku swojego towarzysza.

Z samochodu wysiadła sama, nie czekając na Mateusza. Otrzepała sukienkę i rozejrzała się dookoła z ciekawością. Dom był niezwykły, z ciemnej cegły, z białymi oknami, otoczony zadbanym ogrodem. Doskonały w każdym szczególe. W zasadzie to nie powinna mówić dom. To była prawdziwa posiadłość. W dzieciństwie zdarzyło się jej oglądać brazylijską telenowelę i to miejsce przypinało właśnie taką luksusową willę z ekskluzywnej dzielnicy.

– Zapomnijmy o tamtym – powiedział cicho Mateusz. – Chodźmy do środka.

– Zapomnijmy? – zmarszczyła brwi. Ale posłusznie ujęła jego ramię. – Ze względu na to, że po dzisiejszym wieczorze, nigdy się już nie zobaczymy, mogę zapomnieć. Lecz jeszcze jedna tak prostacka propozycja, a ostrzegam, pozbędziesz się mojego towarzystwa szybciej niż przypuszczasz.

– Nie ty dyktujesz tu warunki, kurczaku.

– Wiem. Lecz czy to oznacza, że jestem twoją własnością?

Nie miał ochoty dłużej z nią dyskutować. Czuł złość. Z wielu powodów. Przede wszystkim dlatego, że traktowała go z góry, mając za idiotę o szczątkowym ilorazie inteligencji oraz przeroście mięśni nad rozumem. Spochmurniał, obiecując sobie w duchu, że nadchodząca noc nauczy ją pokory. Jednak niepotrzebnie pomyślał o seksie, bo znów poczuł podniecenie.

– Ślub na wzór amerykański? Nie w kościele, a pod gołym niebem? – spytała zaciekawiona Wiktoria.

– Tak.

– Pięknie! – powiedziała z podziwem, kiedy przeszli przez salon i znaleźli się na tyłach domu. Na wprost widać było miejsce przyszłej ceremonii, ustawione krzesła, niewielki ołtarz, wszystko tonące w bieli i złocie. Jednak nie dałoby się zarzucić braku gustu twórcy tego dzieła, raczej dyskretny przepych. Po prawej stały okrągłe stoliki oraz podest na którym przygrywała orkiestra. Na lewo zebrali się przybyli już goście, stojąc w parach lub większych grupach, zajmując nieliczne sofy i częstując się zimnymi napojami.

Dziewczyna była zachwycona, za to Mateusz uświadomił sobie nagle, że prócz pary młodej, brata oraz dalekiej ciotki, nie zna nikogo z tych ludzi. Na szczęście Artur, ubrany w jasnoszary garnitur, z niedbale rozpiętą u góry koszulą, stał otoczony wianuszkiem najwyraźniej zachwyconych nim pań. Kiepskie to towarzystwo, ale zawsze towarzystwo.

Wiktoria skrzywiła się nieznacznie, gdy dotarło do niej w jakim kierunku zmierzają. Drugiego z braci darzyła jeszcze większą niechęcią, a to z pewnością z powodu kopniaka, którego skutki odczuwała do teraz. Nie robił na niej wrażenia jego urok niebezpiecznego chłopca, ciemne, prawie czarne oczy i lekko kpiący uśmiech.

Za to Artur widząc ich, zamarł w pół słowa i wlepił zdumiony wzrok w kobietę w czerwonej sukience. Rozpoznał ją bez problemu.

– Jesteśmy. – Mateusz przywitał się z nim silnym uściskiem dłoni. Połowa pań dostała nagle rozbieżnego zeza, nie mogąc się zdecydować, który z mężczyzn jest atrakcyjniejszy i godzien uwagi.

– Całe szczęście, bo zaczynałem się bać, że nie dotrzecie. To mój brat Mateusz i jego… – Artur zawiesił dwuznacznie głos – dziewczyna.

Twarz Wiktorii przybrała kolor nie mniej intensywny niż jej sukienka. Ten padalec ośmielał się zasugerować, że była w czymś rodzaju kochanki brata! Na dodatek spoglądał w jej oczy z bezczelnym rozbawieniem, z niezwykłą pewnością siebie oraz nieukrywanym podziwem. Gdyby nie to, że nie zwykła była się unosić, to powiedziałaby co myśli o takich insynuacjach.

– Widziałeś Ewkę?

– Tak. Wygląda bosko. Zresztą, sam zobaczysz za kilka minut.

– Faktycznie, przybyliśmy na ostatnią chwilę.

– A co? Mieliście małą przerwę po drodze? – zaczął się śmiać.

– Nie taką, o jakiej myślisz – odparła coraz bardziej czerwona dziewczyna. Zwłaszcza iż nie do końca mówiła prawdę.

– Ten rumieniec wskazuje, że jestem blisko.

Nie odpowiedziała. Po prostu nie potrafiła znaleźć wystarczająco ciętej riposty, która jednocześnie nie byłaby obraźliwa.

Panna młoda okazała się niską, drobniutką brunetką, o szerokim uśmiechu i błyszczących szczęściem oczach. Podobna do braci, a jednocześnie zupełnie inna. Pan młody wyglądał zdaniem Wiktorii jak suchotnik, ale nie mogła nie zauważyć, z jakim uwielbieniem wpatruje się w przyszłą małżonkę.

Westchnęła z uniesieniem, gdy całą uroczystość zakończył romantyczny pocałunek i towarzyszące mu dźwięki skrzypiec. Kto jak nie ona, mógł docenić muzyczną oprawę uroczystości? Przez cały czas unikała spoglądania w kierunku Mateusza. Miała ochotę zapomnieć przez kogo i z jakiego powodu tu się znalazła. Nie zwróciła również uwagi na pełen żaru wzrok Artura. Dała się ponieść emocjom i z prawdziwym wzruszeniem podziwiała całą ceremonię. Dłonie splotła, przytulając je do piersi i co chwilę uśmiechała się, nieświadoma tego, że mężczyzna siedzący obok cały czas ją obserwuje.

Nie wiedziała, że staje się dla niego coraz bardziej interesująca. Większość pań rozglądała się dookoła, taksując wzrokiem pozostałych gości. Panowie okazywali brak zaangażowania mniej ostentacyjnie. Tylko towarzysząca mu dziewczyna, dla której tak naprawdę młoda para była zupełnie obca, przeżywała to z takim uniesieniem.

– I już po wszystkim – szepnął, gdy zabrzmiała melodia marsza weselnego.

Wiki uniosła głowę i napotkała jego nieprzenikniony wzrok.

– Ależ skąd! To dopiero początek. Miłości, przyszłego życia, wspólnych marzeń. Kłótni, drobnych sprzeczek i tysiąca przyjemności. Jak możesz mówić, że już po wszystkim?

Zagapił się na nią.

– Miałem na myśli część oficjalną.

– Państwo młodzi z pewnością tak nie myślą – z uśmiechem podała mu rękę, pozwalając prowadzić się w stronę nowożeńców. – Nie kupiłeś żadnego kwiatka? – spytała zaniepokojona.

– Nikt nie kupił. Ewa poprosiła gości, by pieniądze przeznaczone na kwiaty podarowali potrzebującym.

– Tak? A komu ty wrzuciłeś przysłowiowy grosik? Ofiarom przemocy finansowej?

Udał, że nie dosłyszał drwiny w jej głosie.

– Jeszcze nie zdążyłem tego zrobić.

– Prezentu również nie masz, prawda?

– Mam.

Wyjął z wewnętrznej kieszeni marynarki płaską, dość sporych rozmiarów kopertę.

– Pieniądze? Tak banalnie?

– Nie, nie pieniądze. Ewa i jej mąż są fanami piłki nożnej. To są dwa bilety na finał przyszłych mistrzostw świata.

Trzeba przyznać, że tym razem ją zaskoczył. Widać nie tylko gruntownie przemyślał sprawę prezentu, ale i dołożył wszelkich starań, by osiągnąć założony cel.

– Przypuszczam, że trudno było je zdobyć?

– Jak cholera.

– Chyba nie zabrałeś ich komuś siłą? – zaniepokoiła się.

– Nie kurczaku – roześmiał się. – Nikogo nie pobiłem, nikogo nie zabiłem, nawet o zgrozo, nikomu nie groziłem w związku z tym bronią. Zapłaciłem za nie. Słono.

Pochlebił mu podziw, który po raz pierwszy wyczytał w jej oczach. Nagle zapragnął, by takich momentów było więcej. Znacznie więcej. Na razie jednak dotarli do państwa młodych. Przedstawił Wiktorię i zmieszał się pod wpływem pełnego zdumienia wzroku Ewy. Chyba dlatego, że była pewna, iż pojawi się sam.

– Mój mąż – westchnęła Wiktoria z uniesieniem. – Jak to pięknie zabrzmiało w ustach twojej siostry. I jak dumnie.

Nie widział w tym nic zachwycającego. Ani trochę nie potrafił zrozumieć jej podziwu. Co u diabła te baby miały z tym małżeństwem? Związek pozostawał związkiem, bez względu na puste słowa przysięgi. Tak przynajmniej uważał.

– Chciałabyś wyjść za mąż?

– Oczywiście.

Zaskoczyło go przekonanie z jakim to powiedziała.

– To jeden papierek więcej i zmiana dokumentów. Tylko tyle – wzruszył ramionami.

– Jakoś nie oczekiwałam, że zrozumiesz.

– Bo co?

– Znasz w ogóle znaczenie słowa związek czy miłość?

Jaka ona potrafiła być wkurwiająca, gdy tak stała naprzeciwko, lekko przechylając głowę i patrząc na niego z niezwykłą powagą.

– Zawsze chodzi tylko o seks. Krótkie bzykanko na jedną noc lub nieco dłuższą przygodę. Do tego nie trzeba się żenić.

Odsunął krzesło, by mogła usiąść. Ich stolik znajdował się niedaleko podestu z muzykami, którzy właśnie grali coś z jazzowych klimatów. Jako jedni z pierwszych zajęli miejsca.

– Potrzeba – zaprzeczyła z ogniem. – To zależy jedynie od człowieka. Ja nie poszłabym do łóżka, z mężczyzną, który nie byłby moim mężem.

– Hę? – Mateusz zamarł w bezruchu i wlepił w nią zdumiony wzrok. Zaraz, z tego co powiedziała, można wywnioskować…

– Nie pierdol! Nigdy się nie pieprzyłaś? – spytał, a w jego głosie pobrzmiewało tak autentyczne zdumienie, że Wiki się roześmiała. Jednak nie zdążyła zrobić nic więcej, bo tuż obok pojawił się Artur.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. l
    lamblied
    | Odpowiedz

    Bardzo lubiłam starą wersję, dlatego z przyjemnością przeczytam nową. 🙃

    • J
      Julcia552
      | Odpowiedz

      Mam tak samo 😍

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Na razie niewiele zmian. Zacznie się po scenie z pocałunkiem :-)))

  2. Anonim
    | Odpowiedz

    Też wczoraj przeczytałam starą i czekam na nowe 😁

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Pójdą iskry, bo Artur nie odpuści :-))) i nawet może się zakocha?

Napisz nam też coś :-)