fbpx

Dług (IV) – nowa wersja

with 1 komentarz
rywalizacja o względy jednej kobiety
Jeśli macie ochotę, tutaj link do starej wersji: https://motylewnosie.pl/dlug-babeczka-4/

 

– Dziwnie wyglądasz – powiedział do brata, przyglądając mu się podejrzliwie. – Coś się stało?

Choć nigdy nie miała powodu, by wstydzić się wartości, które wyznawała, tym razem miała nadzieję, że Mateusz nic nie powie.

– Nie – mruknął. – Głodny jestem.

Skłamał. Właściwie zupełnie odechciało mu się jeść. Siedział i wpatrywał się w dziewczynę, która rozglądała się dookoła z ciekawością. Jeśli mówiła prawdę… Jasny gwint! Taki towar, a na dodatek nieużywany! Pomacał kieszeń. Wyczuł dwie małe, okrągłe pigułki i od razu się podniecił. Obiadu prawie nie ruszył, zresztą przez cały czas milczał, gapiąc się zachłannie na Wiktorię. W końcu przykuło to uwagę jego brata.

– Nie jesteś dziś zbyt rozmowny? Stało się coś, o czym powinienem wiedzieć?

– Nie. – Mateusz odchrząknął.

– To przez nią jesteś rozkojarzony? Wcale się nie dziwię. – Artur promiennie uśmiechnął się do zdziwionej Wiki. – Tak śliczna dziewczyna musi zaprzątać myśli każdego zdrowego samca w promieniu kilku kilometrów.

– Nie traktuj mnie jak zwierzyny, którą można jedynie upolować.

– Ja? Skąd! – zaprzeczył żarliwie. Zarumieniła się, lecz powodem nie był gniew. Zmieszała się pod jego bacznym, pełnym nieukrywanego podziwu, spojrzeniem. W zasadzie to jeszcze nikt tak na nią nie patrzył. Nigdy wcześniej.

– Zatańczymy? – Mateusz zerwał się nagle z miejsca, zwinnie i szybko pomimo swych dość pokaźnych rozmiarów. Nie zdążyła zaprotestować, gdy znalazła się pośrodku tłumu tańczących par. A że grana melodia należała raczej do spokojnych, wręcz balansujących na granicy tkliwego romantyzmu, nie pozostało jej nic innego, jak przytulić się do partnera. Oparła dłonie o jego ramiona i spojrzała w górę.

– Czuję się przy tobie niczym krasnal – roześmiała się. – Jakim cudem urosłeś tak duży?

– Geny – odpowiedział z pozornym spokojem. Z pozornym, bo momentalnie wróciło podniecenie, pojawiło się pożądanie. Tak cholernie ciężko było opanować coś, co było nie do opanowania.

– Ewa jest do was podobna, ma twoje oczy i uśmiech Artura. Na szczęście nie odziedziczyła w genach góry mięśni i wzrostu zawodowego koszykarza. Niech zgadnę, metr dziewięćdziesiąt?

– Osiem – dodał, przyglądając się jej uważnie. Czyżby ponownie zauważył w złocistych oczach podziw?

– Och!

Nic dziwnego, że nawet w swych mega wysokich obcasach sięgała mu zaledwie do ramienia. I jakby tego było za mało, cała reszta była równie imponująca. Otrząsnęła się ze zgrozą. Przecież nie dla niej!

– To sporo – powiedziała w zamyśleniu. – Chyba trudno znaleźć podobnie wysoką dziewczynę?

– Dlaczego wysoką?!

– No wiesz… Jakby to ująć. Zbyt duże różnice nie są wskazane.

Mateusz miał wypisane na twarzy autentyczne zdumienie. O jakich ona różnicach u diabła bredziła? Nie, ni w ząb nie rozumiał tej dziewczyny. Co za dziwadło, opakowane w tak cudowne ciało. Dobrze, zależało mu w końcu na tym drugim, pal licho te bzdury, które wygadywała.

– Chociaż podobno w łóżku wszelkie różnice się zacierają – dodała, nadal zmyślona, posyłając mu przeciągłe spojrzenie. Trzeba przyznać, że pierwszy raz w życiu musiał tak nad sobą panować. Z nagłym rozrzewnieniem pomyślał o przodkach jaskiniowcach, którzy wybrankę walili maczugą w łeb i za włosy ciągnęli do jaskini. Z drugiej jednak strony on stosował nowocześniejszą wersję tego manewru.

– Pięknie tu – kontynuowała niczego nieświadoma ofiara jego pożądania. – A cała uroczystość… Zresztą, co ja będę mówić, sam rozumiesz. Też bym nie pogardziła takim weselem.

Mateusz skrzywił się. Znów truła o ślubie? Chwała temu, kto wymyślił takie tabletki. Wrzuci połówkę do drinka i sprawa załatwiona. On dostanie upojną nockę, a ona i tak niczego nie będzie pamiętała. Musi jeszcze spławić brata. Przeszła mu ochota, by się dzielić. Ta dziewczyna była jego!

Jego! Zacisnął wargi i chyba nie tylko, bo Wiktoria jęknęła protestując.

– To boli!

Poluzował uścisk i nieco się pochylił. Ciemne, aksamitne włosy muskały mu teraz twarz, czuł zapach jej perfum i ciała, oszałamiającą mieszankę o piorunującym działaniu. Delektował się nim, wdychając głęboko i coraz bardziej tracąc poczucie rzeczywistości. Wszystko inne stało się odległe, nierzeczywiste, wręcz obojętne. Przycisnął ją do siebie w dość jednoznaczny sposób, ale nie zaprotestowała. Przymknęła oczy i pozwoliła nawet na to, by męskie dłonie zsunęły się w dół pleców, a później jeszcze odrobinę niżej. Zgoda, nie był w jej typie, lecz całą sobą chłonęła przyjemność płynącą z tej chwili i sytuacji. Zapomniała nawet o nieprzyjemnym incydencie sprzed kilku godzin oraz o swych własnych obiekcjach.

Muzyka umilkła, ale żadne z nich tego nie zauważyło. Dopiero kiedy zabrzmiało coś skocznego, energicznego, Wiktoria uniosła głowę i spojrzała na Mateusza z oszołomieniem.

– Chodź na górę, tam jest dużo pustych… – zaczął schrypniętym głosem.

– Nie! Czy ty wszystko musisz popsuć? – spytała z żalem, wyślizgując się z jego objęć.

– Co popsuć? To dziwne, że mam na ciebie ochotę?

– Pewnie sądzisz, że słysząc taką propozycję, podwinę sukienkę i popędzę na najbliższe łóżko? – dodała z sarkazmem.

– Niekoniecznie na łóżko – zmrużył oczy. Nie chciał dłużej czekać. W spodniach zrobiło mu się dziwnie ciasno, nabrzmiały członek wręcz błagał, by uwolnić go z opinającego materiału. Było mu gorąco i nie mógł myśleć o niczym innym, jak o tym, by w końcu ją przelecieć. Na wszelkie możliwe sposoby i tak długo, jak da radę. Dla takiego kurczaka pół pigułki powinno wystarczyć. Nie chciał pozbawić ją przytomności, a jedynie stłumić opór.

– Napijesz się czegoś?

W głowie Wiktorii zapaliła się ostrzegawcza lampka. Coś za szybko się poddał, zmieniając temat i usiłując udawać spokojnego. A przecież przed chwilą widziała w jego oczach coś zupełnie odmiennego. Coś, co ją przeraziło i spowodowało, że miała chęć na natychmiastowy powrót do domu.

– Może być woda albo sok.

– Woda? Żartujesz. Przyniosę coś ekstra. Wypijemy na zgodę.

Niepokój przybrał na sile. Na wszelki wypadek postanowiła wmieszać się w tłum gości. Będzie bezpieczniejsza. Co za problem dla tego osiłka, chwycić ją, zatkać usta potężną ręką i zawlec gdzieś w krzaki. Coś ekstra? Pewnie sądził, że alkohol uczyni ją bardziej chętną na jego prymitywne awanse. Albo… Zmarszczyła brwi. Jadąc ostatnio autobusem, zupełnie przypadkiem stała się świadkiem rozmowy dwóch, sporo młodszych od niej dziewczyn. Opowiadały sobie mrożącą w żyłach krew historię o zbiorowym gwałcie na ich koleżance. Wrzucono jej na imprezie coś do drinka. Zaraz, zaraz… Jak to nazwały? Pigułka gwałtu?

Coś ekstra? No, najwyższy czas się wycofać i zażądać odwiezienia do domu. Na początek wróci do stolika. Jak pomyślała, tak zrobiła. Mateusz zniknął, jednak niedane jej było odetchnąć.

– Gdyby to nie zabrzmiało nieprawdopodobnie, powiedziałbym, że mój brat jest zazdrosny. – Artur bez pytania usiadł tuż obok. Za blisko. Odsunęła się kawałek, bo nie odpowiadała jej ta wymuszona bliskość.

– Chciał zatańczyć.

– Akurat. Pierwszy raz w życiu widziałem go na parkiecie. Nawet w klubie nigdy tego nie robił.

– Nic dziwnego. To dudniące coś ciężko nazwać muzyką – oświadczyła wyniośle Wiktoria. – Wybacz, jestem zmęczona i nie mam ochoty na pogawędki. Tylko mnie za to nie bij – dodała z ironią.

– Poniosło mnie.

– Tak? Nadal czuję tego konsekwencje.

Ale Artur nie zniechęcił się. Podniecał go chłodny ton głosu, gniewne spojrzenie złocistych oczu. Opór, który okazywała był prawdziwy. I do cholery! To właśnie działało na niego niczym czerwona płachta na byka. A gdyby tak zrealizować swój własny plan? Nawet jeśli będzie musiał poczekać kilka dni, warto było to zrobić.

– Zatańczysz? – I bezceremonialnie ujął Wiktorię za rękę, prowadząc ją na parkiet. Nie widziała powodu, aby zaprotestować, choć bardzo niechętnie zdecydowała się na ten taniec.

Objął ją w pasie, a ona położyła mu dłonie na ramionach. Lecz nic ponad to.

– Widzę, że wciąż jesteś wściekła o tamten wieczór? – powiedział, pochylając się i łapiąc spojrzenie bursztynowych oczu.

– Tak.

– Nie powinnaś. Musimy surowo traktować dłużników, taka praca kociaku.

– Kopanie bezbronnych kobiet nazywasz pracą? – spytała z ironią, udając, że nie dostrzega, iż jego dłonie delikatnie pieszczą jej plecy. I co gorsza, powolutku wędrują w dół.

– W tym wypadku wszystkie chwyty dozwolone.

– Przykro mi, ale lubię nazywać rzeczy po imieniu. Najpierw potraktowałeś mnie jak dziwkę, potem uderzyłeś, a na samym końcu o mało co nie połamałeś żeber. Do dzisiejszego dnia mam siniaka na prawym boku.

– Pokażesz mi? – wymruczał, z ustami tuż przy jej twarzy. – Na górze jest cała masa wolnych pokoi. A w nich ogromne łóżka… – męskie dłonie zacisnęły się nieznacznie na jej pośladkach.

– Mam dość! Puść mnie! – powiedziała to chyba zbyt głośno, bo kilka osób przyjrzało im się z nagłym zainteresowaniem. Artur roześmiał się i przycisnął ją do siebie w bardzo jednoznaczny sposób.

– Tym razem bym cię nie uderzył – odparł rozbawiony. – Za to całowałbym i pieścił tak długo, aż sama błagałabyś o seks ze mną.

– Czy tak trudno pojąć, że nie mam na to ochoty? – Mówiąc to, usiłowała wyplątać się z jego ramion. – Nie droczę się, nie przekomarzam. Jeśli mówię nie, to oznacza to nie.

– A wiesz kociaku, że taki opór działa jak najlepszy afrodyzjak?

– Za chwilę wywołam skandal i twój brat będzie wściekły – spojrzała na niego groźnie. Gdyby miała większe doświadczenie, zrozumiałaby, że mężczyzna o pociemniałych z pożądania oczach nie tak szybko da za wygraną. Zwłaszcza czując ciepło jej ciała, zapach perfum i delikatnej skóry. Stawał się coraz bardziej zamroczony, coraz mocniej zdecydowany, by pokonać jej sprzeciw. Słowo „nie” było dla nie go pustym dźwiękiem, jedynie przeszkodą na drodze do osiągnięcia celu.

– A co mi zrobisz? Powiesz, że jestem niewychowany? – Drwina doskonale słyszalna w jego głosie, była ostatnią kroplą goryczy. Wiktoria od samego początku czuła się niczym przedmiot, który każdy z braci chciał zdobyć na swój sposób. Mateusz zaproponował, że zapłaci. A ten tutaj wierzył w swój niezaprzeczalny urok osobisty. Niezaprzeczalny, choć na nią nie działał. Szał był stanem obcym jej duszy, ale tym razem przestała nad sobą panować. Otwartą dłonią uderzyła prosto w tą przystojną, szyderczą twarz. Artur od razu przestał się uśmiechać i sprawnie zablokował kolejne uderzenie.

– Nie radzę – powiedział złowróżbnym tonem.

– Chcę tylko byś mnie zostawił w spokoju.

– Nie.

– Przecież nie dałam ci żadnego powodu do takiego zachowania! – jęknęła z rozpaczą.

– Nie dałaś. Wolisz mojego brata? Wiesz, co zaplanował dla ciebie na dzisiejszy wieczór?

– A powinnam? – spytała, nagle blednąc. Czyżby jednak jej podejrzenia były słuszne?

– Nie pij niczego, co ci przyniesie – szepnął Artur, pochylając się.

– Chcę do domu! – wyrwało się Wiktorii z rozpaczą. Naprawdę miała tego wszystkiego po dziurki w nosie. Nie rozumiała jedynie, dlaczego tak bardzo zabolał fakt, iż słusznie domyślała się podstępu ze strony Mateusza. Jak on mógł? Prymitywny wieprz, określiła go w myślach ze złością. Już ona mu pokaże!

– Zadzwonię po taksówkę dla ciebie.

– Nie mam czym zapłacić – odparła krótko. – I to wasza wina.

– Częściowo. – Artur pogładził ją kciukiem po policzku. Miała ochotę odgryź mu go, za tak zbytnie spoufalanie się. – Zapłacę za ciebie. Bez podtekstów.

– Akurat – mruknęła. Lecz postanowiła skorzystać z okazji.

Miała jednak coś jeszcze do załatwienia.

Pół godziny później zadowolona z siebie Wiktoria wsiadała do taksówki. Artur pożegnał ją grzecznie, pomachał na pożegnanie i roześmiał się głośno, gdy samochód odjechał.

Biedny Mateusz, pomyślał. Gdy dojdzie do siebie, dziewczątku przyda się ochrona. Powiedzieć, że będzie wściekły, to z pewnością za mało. Znał brata, wiedział czego może się po nim spodziewać. I wtedy on wystąpi w charakterze szlachetnego obrońcy. Uśmiechnął się pod nosem. Śliczna była. Może nawet zatrzyma ją na dłużej? Miło byłoby budzić się przy niej każdego poranka i uprawiać szalony seks, całować ją i droczyć się. Nawet odrobinę się rozmarzył. Po czym dopił szampana i ruszył zapewnić sobie towarzystwo na dzisiejszą noc.

***

Mateusz siedział w fotelu, z zimnym okładem na głowie, z trudem panując nad gniewem. Co za wredna suka! Kiedy do diabła zamieniła szklanki z drinkami? Chyba w tym momencie, gdy poprosiła o słomkę. Siedzieli przy barze, on odwrócił się, a ona wykorzystała okazję. I skąd u diabła wiedziała, co zamierzał?

Bo nie jest tępą kretynką, pomyślał z niechęcią. Cały wieczór się na nią sadził, a na końcu to on sam wylądował w krzakach. Dobrze chociaż, że nie przewrócił się wśród tłumu gości. Ewa by mu tego nie darowała. Gorzej, on sam nie darowałby sobie zepsucia najważniejszej dla niej uroczystości.

Z chaosu wyłoniła się pewna myśl. Jego cholerny braciszek wyglądał na zadowolonego z takiego obrotu sprawy. A może to on maczał w tym palce? Powiedział dziewczynie, co ją czeka, doradził, co ma zrobić? Może i więcej. Przecież wrzucił kurczakowi jedynie pół pigułki i co niby, ta odrobina ścięła z nóg takiego kolosa jak on? Tknięty podejrzeniami, Mateusz wstał, stęknął i energicznym krokiem udał się do mieszkania naprzeciwko. Wykupili dwa apartamenty, sąsiadujące ze sobą, na najwyższym piętrze ekskluzywnego wieżowca. Załomotał do drzwi mieszkania brata, ale otworzyła mu wysoka, szczupła blondynka. Naga. O ile dobrze pamiętał jedna z druhen i kuzynka pana młodego.

– Gdzie jest mój brat? – spytał krótko, ładując się do środka.

– Tu. – Artur wyszedł z łazienki owinięty jedynie ręcznikiem. – Złotko, zrób kawki, a potem będziemy się kochać.

Klepnął kobietę w nagi tyłeczek, ta zachichotała, posłała przeciągłe spojrzenie Mateuszowi i kręcąc pupą pomaszerowała do kuchni.

– Pewnie chodzi o Wiktorię? – spytał domyślnie Artur sięgając po papierosy.

– Maczałeś w tym palce, prawda?

– Odrobinkę. Nie, nie wściekaj się. Też nie zamierzałeś się dzielić, prawda?

– Oby cię szlag trafił – życzył mu nienawistnym tonem brat. – Musiałeś wrzucać dodatkową porcję? Wiesz kurwa, jak się teraz czuję?

– Ale ciebie przynajmniej nikt nie przeleciał. – Artur zaczął się śmiać, patrząc na jego minę. – Powiedziałem tylko, że ma uważać na to, co pije. Nie przyszło mi do głowy, że zamieni drinki. A skoro już to zrobiła, pomyślałem, że zapewnię ci odlot i dałem jej jeszcze dwie pigułki, które sprytnie umieściła w twojej szklance. Swoją drogą, świetny pomysł. Bystra dziewczynka – dodał z uznaniem.

– Palant – odparł Mateusz, zaciągając się papierosem i zerkając w kierunku krzątającej się w kuchni blondynki. – Mogę się przyłączyć?

– No pewnie.

– Ale nie myśl, że ci wybaczyłem. Mogłeś trzymać gębę na kłódkę.

– Nie. Ona będzie moja.

– Gówno prawda! Sądzisz, że poddam się po jednej przegranej rundzie?

– To powalczymy – oświadczył wesoło Artur. Kobieta postawiła na niskim stoliku tackę z kawą, kiedy nagle poczuła brutalne pchnięcie.

– Co robisz? – jęknęła.

– Ja nic. To ty masz zadanie. Postawisz mojemu bratu i to tak, żeby był na maksa zadowolony.

– Nie! – zaprotestowała niepewnym głosem. Ale mężczyzna chwycił ją za włosy, unieruchomił z tyłu pleców dłonie i pchnął na kolana. W tym samym czasie Mateusz rozpiął spodnie, zsuwając je w dół. Oczy kobiety zrobiły się okrągłe ze zdumienia i podziwu.

– A teraz ssij suko!

Mateusz zamknął oczy i odchylił głowę. Co prawda była to jedynie namiastka przyjemności, której pragnął, ale przynajmniej nie musiał tego robić sam.

A tej małej zdzirze jeszcze pokaże! Przede wszystkim to, że nie wolno wykręcać mu takich numerów.

***

– Jak było? – spytał zaciekawiony Szymon, gdy siedziała nad talerzem owsianki, bezmyślnie grzebiąc w niej łyżką.

– Chciał wrzucić do mojej szklanki pigułkę gwałtu – odpowiedziała zwięźle.

– Co?!

– Zamieniłam szklanki, dorzuciłam jeszcze dwie i w efekcie to on wypił feralnego drinka.

– Jezu! – jęknął brat. – Czyś ty kompletnie zgłupiała? Ten mięśniak ci tego nie daruje!

– Co ma mi darować?

– Pokrzyżowałaś mu plany, to raz. Sam wpadł we własne sidła, to dwa. On nie grzeszy poczuciem humoru. Dorwie cię i… O słodka mateńko! Co mamy zrobić?

– Nie histeryzuj – powiedziała pojednawczo Wiktoria.

– Skąd je miałaś?

– Te tabletki? – upewniła się. – Dał mi je Artur, jego brat.

– Kurwa! Ale szambo!

– Nie ja nas w nie wpakowałam.

– Pakuj się i wyjeżdżamy!

– Tak? A za co chcesz kupić bilety? – spytała z ironią. – Zawsze jak są kłopoty chcesz uciekać. Uspokój się. Nie ma powodów do obaw.

– Nie ma! – wyjęczał Szymon. – Nie ma?!

– Dziś mam próbę na auli. Wrócę wieczorem, możliwe, że późnym.

– Wiki, błagam. Daj znać, przyjdę po ciebie. Naprawdę się boję.

– Dam znać – westchnęła.

Szczerze mówiąc, miała koszmarny nastrój. Dopiero po kilku godzinach zrozumiała dlaczego. Czuła się zawiedziona. Rozczarowana. Przez krótką chwilę, naprawdę króciutką, miała ochotę na coś całkiem szalonego. I nadzieję, że Mateusz wcale nie jest odrażającym prostakiem. A jednak się pomyliła. Był prymitywnym mięśniakiem, myślącym tylko o jednym oraz dbającym wyłącznie o swój własny tyłek.

Westchnęła i przebiegła palcami po klawiszach. Nawet tutaj docierały odgłosy szalejącej na zewnątrz nawałnicy. Nic dziwnego, ostatnie dni były szczególnie upalne. W końcu musiało nadejść przesilenie.

Z nieuzasadnioną niechęcią spojrzała na nuty. Potem na zegarek. Było już po dwudziestej, ale ona umówiła się z Szymonem na dziesiątą. Poza tym w całym budynku przebywała jedynie ochrona.

Wzdrygnęła się. Czyżby gdzieś zaskrzypiały drzwi? Może powinna spakować się i pójść do dyżurki. Starszy pan, który stróżował, częstował ją czasami herbatą i z dumą pokazywał zdjęcia wnuków oraz prawnuków.

Ze złością uderzyła w instrument. Stanowczym ruchem zmiotła nuty i zaczęła grać. Nie, nie utwór, który miała zaprezentować na nadchodzącym koncercie, ale coś kompletnie szalonego, chaotycznego, coś co wylewało się z jej wnętrza niczym niema skarga. Kiedy skończyła, zarumieniona z podniecenia, oddychając szybko i płytko, ktoś obok zaczął bić brawo.

– No kurczaku. Trzeba przyznać, że dałaś czadu. Wczoraj również.

Mateusz podszedł bliżej i kucnął, z satysfakcją wpatrując się w przerażone oczy dziewczyny.

– Czego chcesz?

– Aktualnie jedynie zemsty.

Spojrzała na niego niepewnie. Później zerknęła w kierunku wyjścia, zastanawiając się, czy w razie czego, zdoła uciec.

– Powinnaś się zacząć bać – oznajmił cicho. – Wiesz jak się podle czułem rano?

Milczała, zastanawiając się, co powinna powiedzieć.

– Wiesz? – syknął, gwałtownie wstając i chwytając dziewczynę za włosy. – Wstawaj kurwo, tym razem się z tobą policzę!

Zabolało. Najbardziej słowa i wściekłość w jego głosie. W mgnieniu oka i ona się rozzłościła.

– Zdajesz sobie sprawę, jak bardzo ty mnie rozczarowałeś? Okazałeś się nic nie wartym gnojkiem, który w tak prymitywny i prostacki sposób chciał mnie jedynie zgwałcić.

– Teraz też chcę to zrobić!

Przycisnął dziewczynę do ściany, znajdującej się za jej plecami. Uniósł w górę, kolanem rozchylił uda. Kiedy krzyknęła, próbując się wyrwać i okładając go pięściami, uniósł dłoń, chcąc wymierzyć cios. W ostatniej chwili zmienił zamiary, pochylił się i przylgnął wargami do jej ust. Wiktoria znieruchomiała. Zadrżała, a potem nieumiejętnie oddała pocałunek. Nie rozumiała dlaczego tak postępuje. Wiedziała jedynie, że pragnie tego, jak niczego innego na świecie. Naprężyła ciało w jego uścisku, wysunęła biodra i zarzuciła ręce na barczyste ramiona. Nigdy wcześniej nie czuła w sobie takiej tęsknoty, takiego żaru, tak ogromnej potrzeby, by uprawiać seks. Przymknęła oczy i rozchyliła wargi, by jego język mógł bez przeszkód buszować we wnętrzu jej ust. Delektowała się bliskością drugiego człowieka, nawet jeśli przed chwilą był on dla niej najgorszym wrogiem.

Za to Mateusz całkowicie zapomniał o swoich planach. Całował dziewczynę, jego podniecenie rosło, a dłonie błądziły po kuszących zaokrągleniach, po wszelkich wypukłościach, doprowadzając go do szaleństwa. I nagle dotarło do niego, że Wiki nie tylko się nie broni, ale i ociera się o niego w dość jednoznaczny sposób. Była podniecona nie mniej niż on sam. Ubrana w zwiewną sukienkę i cienką bieliznę. Wystarczyło zerwać z niej majtki…

Jęknął, jeszcze brutalniej wpił się w jej wargi. Z taką siłą przycisnął ciało dziewczyny do ściany, że poczuła się jak w potrzasku. Na dodatek nie miała wątpliwości, że coś twardego, co ocierało się jej gorące wnętrze, to nabrzmiała męskość. Wpakowała się w prawdziwe kłopoty.

– Mateusz, przestań! Proszę!

Nie raczył odpowiedzieć. Drżącą dłonią chwycił cieniutki paseczek bielizny i szarpnął z wściekłością. Wiktoria pokonała własną słabość i spróbowała go odepchnąć lub zacisnąć uda. Na próżno.

– Proszę! Ja nie chcę! Nie chcę, by mój wymarzony pierwszy raz przypominał zwykłe parzenie się zwierząt!

Spojrzał jej prosto w oczy. Ale bez zrozumienia, za to z tak zimnym uśmiechem, że zadrżała, przerażona.

– Nie chcesz? – spytał oschle i pchnął biodrami, tak że czubek jego członka zanurzył się odrobinę. Dziewczyna krzyknęła. – A kto tu mówi o tym, czego ty chcesz?

– Proszę! – rozpłakała się. – Zrobisz mi krzywdę!

– O to chodzi! – wrzasnął, atakując ponownie.

W tej samej chwili nad ich głowami przetoczył się wyjątkowo głośny grzmot. Wiki wyczuła, że uścisk muskularnych ramion odrobinę zelżał i błyskawicznie to wykorzystała. Wyślizgnęła się, padła na kolana, przetoczyła się na bok i zerwała, chcąc uciec. Ale wtedy ponownie wpadła w czyjeś ramiona.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedź

  1. Anonim
    | Odpowiedz

    No powiem Ci że tak zgrabnie poszerzylas że gdybym nie przeczytała niedawno starej wersji to bym się nie połapała…. Czekam na dalej… Bo tu się akcja rozkręca

Napisz nam też coś :-)