Dług (V)

with 7 komentarzy

Dług opowiadanie romantyczno erotyczne o miłościOstatnia część wstępu 🙂

Pomysł, na który wpadła w międzyczasie rozpaczy, wydał jej się genialny.

Chciała faceta do łóżka, pogadania trochę i do pożegnania czule po seksie.
Nic ponadto.
Jakaś kolacja przy świecach, oczywiście restauracyjnych. Film w kinie i seks w hotelu.
Tego, że nie zawiedzie partnera swoim wyglądem była pewna.
Tego, że w łóżku go zadowoli, była podwójnie pewna.
Niczego więcej nie zamierzała oczekiwać.
Nie chciała!
Wybór padł na ogólnopolską gazetę, w której to zamieściła ogłoszenie następującej treści:
„Młoda, wyjątkowo atrakcyjna kobieta przed trzydziestką
Pozna atrakcyjnego mężczyznę przed czterdziestką.
Żadnych zboczeń, żadnych zobowiązań
Po prostu seks”
Długo zastanawiała się, czy taka treść wystarczająco określa jej oczekiwania.
A co, jeśli facet będzie atrakcyjny tylko we własnych oczach?
Jak to co?!
Nie podejdzie do niego!
Pod oszczędnymi w treści zdaniami podała numer, specjalnie na tą okoliczność zakupionego telefonu i czekała.
Dzień po ukazaniu się ogłoszenia jej telefon się rozdzwonił.  
Rozmówcy byli bardzo różni. Jedni tak napaleni, że już przez telefon chcieli ją wystukać i z tymi bez pożegnania przerywała rozmowę. Drudzy wystraszeni, lub młodociani, udający dorosłych i tym grzecznie dziękowała.
I trzecia grupa, z którą umawiała się na telefon wieczorem. Musiała mieć czas na zastanowienie.
By nie spotkać nikogo znajomego, umawiała się wyłącznie z facetami mieszkającymi w innych województwach niż jej.
Do Marka, z którym miała się spotkać w kawiarni marketu nie podeszła nawet. Wystraszyła się go po prostu. Napakowany, jak szafa trzydrzwiowa i nabuzowany testosteronem.
Nie znała takich ludzi i nie wiedziała, czego się może po nim spodziewać.
Przemek wyglądał normalnie i z daleka widziała, że jest poddenerwowany. Chciała sobie chwilę poobserwować, więc zawisła nad witryną z lodami i spytała bufetową o radę co do wyboru smaku, a przy okazji spoglądała na mężczyznę. Zamówiła w końcu kawę i przywitała się, obserwując jego reakcje. Zdenerwowany i najwyraźniej zaskoczony wyglądem Agatki grzecznie się przywitał. Podarował jej bukiet róż i rozmawiali, a przynajmniej próbowali, gdyż Agatka ucinała wątki prowadzące do tematu pracy, miejsca zamieszkania, stanu posiadania. Bezpiecznym tematem były filmy i może z tego powodu poszli po wypiciu kawy do kina.
Filmu Agatka nie pamięta do dziś, może dlatego, że wyszła po piętnastu minutach. Przemek ośmielony ciemnością w sali kinowej i niską absencją, przez wczesną godzinę seansu, wziął ją za rękę.
Nie to zniechęciło Agatkę do niego. Przemek ostentacyjnie próbował się jej ręką onanizować.
Musiał to zaplanować, gdyż jej dłoń trafiła na członka w pełnym wzwodzie, gotowego do szybkiej zabawy.
No way!
Chciała gościowi polecić wypad na dziewczynki. Im za to zapłaci, a one wykonają swoją pracę.
Ona chciała obopólnej satysfakcji, nie będzie trzepać gościowi, a później co?
Pójdą na obiad?
Następny był Jacek. Ten był jeszcze szybszy w działaniu.
Gdy się spotkali w kawiarni, obejrzał sobie Agatkę pełnym uznania wzrokiem.
Ani jej, ani jemu nie chciało się rozmawiać. Agatka, jej braki w seksie i całkiem atrakcyjny facet pod ręką, wyświetliły jej w głowie przyszłą scenę w hotelu. Nie dojechała do hotelu, wysiadła na jednym ze skrzyżowań, gdy gościu wyciągnął swój sprzęt i zaczął się przy niej brandzlować.
Czy oni wszyscy mają jazdę na trzepanie?!
Kurwa!
Wiedziała już na pewno, że kino jest złym pomysłem na randkę w ciemno i że do hotelu należy jechać taksówką.
Roberta zostawiła jeszcze szybciej z niedopitą kawą i wyszła z kawiarni, gdy zaczął opowiadać jej, jak to będzie ją mył, aż będzie skrzypiała. Miała mu w międzyczasie robić loda i to koniecznie w prezerwatywie. Przebąknął jeszcze coś o próżniowym, lateksowym wdzianku…
Pisała przecież, żadnych zboczeń!
Przestała odbierać telefon, a gdy bateria w końcu padła, wrzuciła go do szuflady i pożegnała pomysł o randkach w ciemno.
Kupiła sobie wibrator.
Ten był bezpieczny, zawsze pod ręką i pomagał trochę rozładować napięcie seksualne.
Jakoś to będzie…
Może to spotkanie kilku perwersów pod rząd, może nadmiar buzującego w jej ciele estrogenu spowodował, że na spotkaniu klasowym uśmiechnęła się do Zbyszka.
Później z nim zatańczyła raz i drugi. Wymienili się numerami telefonów i tak to się zaczęło.
Banalnie, bo tak jest w życiu.
Tomek na spotkanie klasowe nie dojechał, własna firma trzymała go pazurami, nie pozwalając w tamtym czasie na przyjemności. Do knajpki, w której klasa wspominała czasy podstawówki, przebijając się przy okazji nawzajem własnymi osiągnięciami życiowymi, miał kilkanaście minut drogi. Myślał nawet, że może jednak wpadnie spojrzeć na ludzi, w szczególności na Agatkę… Nie wyjszło.
Trudno, takaja żyzń.
Zbyszek piął się po szczeblach kariery bankowej i miał właśnie objąć stanowisko dyrektora nowego oddziału.
Nie pieniądze były dla Agatki tym, co pchało ją ku Zbyszkowi, ale spokój i normalność faceta.
Tak naprawdę pokazał jej tyle siebie, ile chciał.
Poznała taką prawdę, jaką chciał jej pokazać.
Agatka znów popełniła błąd.
Po kilku miesiącach spotkań i całkiem udanym seksie, jakiego Zbyszek dostarczył jej wygłodzonemu ciału, przyjęła bukiet róż, oraz pierścionek z brylantem.
Teraz miało być dobrze i cieplusio.
Nadzieja matką głupich…
Zaczęło się niewinnie, ale zawsze się tak zaczyna. Jak mówią, miłe złego początki.
Zbyszek na własnych zaręczynach spił się tak, że przy współpomocy kolegów z pracy dotarł zarzyganą taksówką do domu jeszcze przed północą. Agatka była wściekła, ale dała się przeprosić, "bo on tak rzadko pije, że nie umie pić i to dlatego".
Od tej pory nie widziała, by pił przy niej. Na ich weselu jedynym co wlewał do gardła były napoje bezalkoholowe i kieliszek szampana wychylony w toaście.
Kiedyś umówili się z Tomkiem i jego dziewczyną, by powspominać podwórkowe czasy. Kolacja w restauracji, było wesoło i tylko Tomek patrzył na nią jakoś tak dziwnie, jakby ze smutkiem. Jego partnerka niewiele mówiła, może przez nieśmiałość. Młodziutka była. Wtedy Zbyszek również nie pił.
Z grubej rury poszedł dopiero kilka  miesięcy po ślubie, gdy Agatka zaczynała praktykę w prywatnym gabinecie pediatrycznym. O tą posadę starało się wielu jej kolegów, udało się jej.
Po pierwszym dniu nowej pracy wróciła do domu w skowronkach, radosna i podekscytowana, z nadzieją na ognisty seks z mężem. Od dłuższego czasu mijali się tylko w domu, ewentualnie padali zmęczeni pracą i dopieszczaniem mieszkania, które Agatka kupiła. Kupiła ona, bo Zbyszek miał wszystkie oszczędności zablokowane w akcjach. Agatce to pasowało, nie przywiązywała do tego wagi.
Od wejścia do mieszkania czuła, że coś jest nie tak.
Było cicho i ciemno. Myślała, że może Zbyszek został dłużej w pracy, ale ten leżał na kanapie, a na stole pusta butelka po wódce.
Wystraszyła się, że może coś złego wydarzyło się w pracy, ktoś z rodziny umarł, tysiące pomysłów na wytłumaczenie jego stanu przelatywało jej przez głowę.
Próbowała go obudzić, bezskutecznie. Wystraszyła się jeszcze bardziej, o jego życie.
Potrząsała nim, dopóki palce Zbyszka nie zacisnęły się na szyi Agatki. Alkoholowy bełkot z którego wyłowiła słowo „dziwka” i siniaki na szyi, które pięknie ozdobiły ją na kolejne dni. Nosiła chustkę, by je zasłonić. Przyjęła przeprosiny, ponoć kłopoty w pracy miał, komuś innemu przyznali podwyżkę. Chciała w to wierzyć i uwierzyła.
Coraz częściej w obrazku męża była butelka. Raz piwo, lub kilka. Czasami jakiś koniak „od klienta”, za pomoc w uzyskaniu kredytu na świetnych warunkach.
Po jakimś czasie nie było wieczoru, by Zbyszek kładł się do łóżka, bez wypicia czegoś przed snem.
Oczywiście na spokojniejszy sen, bo stresująca praca…
Jako że nałogi lubią iść w parze, tako i Zbyszek uzależniając się od alkoholu dał swoją duszę pożreć diabłu i zaczął grać. Hazard wciągnął jego słaby umysł i zaczął wysysać pieniądze.
Agatka była nieświadoma fatalnej sytuacji budżetu męża. Lawirował między domem, a pracą do momentu, gdy go z niej wylali. Zbyt odpowiedzialne stanowisko dla alkoholika, pierwsze procenty zaczynał już przyjmować w czasie pracy.
Ktoś wyczuł, ktoś doniósł, ktoś inny podjął decyzję.
Gdy już nie było własnych dochodów, zaczął spieniężać i przegrywać oszczędności. Źródełko wysychało tym szybciej im bardziej był pijany, a wtedy decydował się na wyższe stawki. Chciał się odegrać.
Agatka dużo pracowała i realizowała się w tym co robiła. Gdy do gabinetu przychodzili młodzi rodzice z niemowlętami, czuła ucisk w gardle i dziwne ssanie w brzuchu. Zapragnęła mieć dziecko. Może ono odczaruje Zbyszka?
Żeby jednak była ciąża musi być jajeczko i plemnik. Tego drugiego było coraz mniej. W przeciągu dwudziestu miesięcy małżeństwo wystygło, właściwie zamarzło.
Marzenia skończyły się w środę o 18:35, gdy weszła do domu.
Zastała pijanego męża z równie pijaną kobietą wyglądającą, jak bez przesady zdzira.
Tłuste włosy, minimum ubrania, wysokie obcasy, kurewski makijaż, totalne bezguście.
Siedzieli na kanapie pijąc wódkę z ich ślubnych kryształowych szklanek.
Agata stała, zmieniła się w słup soli.
Zbyszek zauważywszy ją, zaczął ją wyzywać od puszczalskiej doktorzycy, dupodajki i w dodatku bezpłodnej.
Pluł słowami, wbijał w jej serce sztylet za sztyletem. Obarczył ją winą, że przez nią pije, bo nieczuła, bo nie kochała go nigdy, bo przez nią i jej bezpłodność stracił życie i pracę.
Dodał jeszcze, że może i jest atrakcyjna i to był powód ślubu z nią, ale że miała przecież zarabiać krocie jako lekarz, a ona za zwykłą pensję tyra i on musi ją utrzymywać. Że nawet porządnego obiadu mu nie ugotowała nigdy...
Pijąca z nim kobieta śmiała się w alkoholowym amoku, jak szalona.
Cała ta sytuacja była nierealna, jak koszmar senny.
Agata, już nie Agatka nie płakała, nie powiedziała ani słowa. W sypialni spakowała walizkę ze swoimi ukochanymi rzeczami i wyszła z mieszkania, zostawiając alkoholizującego się męża i tę kobietę.
Tę i kilka następnych nocy spędziła u Magdy. Nie płakała, nic nie mówiła, tylko była.
Magda zadzwoniła do jej pracy prosząc o urlop.
Starała się wciskać jej coś do trawienia, z marnym skutkiem.
Gdy Agata wróciła do mieszkania, by ustalić coś ze Zbyszkiem, ten był trzeźwy co prawda, ale wyglądał jak strzęp człowieka.
Na stole nadal leżały butelki po niejednej libacji, w pomieszczeniach śmierdziało zakiszonym odorem trawionej wódy,
na stole leżał nakaz zapłaty w postępowaniu nakazowym. Agata czytała i włosy na głowie jej się jeżyły.
Zgodnie z tym dokumentem  komornik zabezpieczył ich majątek, czyli mieszkanie.
Jej mieszkanie!
Za jej i rodziców pieniądze, ale kupione już po zawarciu małżeństwa, więc ich.
Opadła na kanapę, ukryła twarz w dłoniach i płakała.
Nad swoim szczęściem do przyciągania daremnych mężczyzn.
Nad sobą i niewiadomą przyszłością.
Jeszcze raz popatrzyła na dokument.
Wierzycielem był Tomasz, ich znajomy.
I co ona teraz ma z tym wszystkim zrobić?
Wstała z kanapy, pismo włożyła do kieszeni i wyszła z mieszkania.
Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. zu
    | Odpowiedz

    Cudowne!Mam coraz większe przekonanie,że pierwowzór istnieje naprawdę,a nie tylko w wyobraźni Miki…

  2. Anonymous
    | Odpowiedz

    I teraz dopiero się zacznie. Już nie mogę się doczekać spotkania Agatki i Tomka. Uśmiecham się jak tylko o tym pomyślę.
    Demonica

  3. zu
    | Odpowiedz

    Demonica,ty niegrzeczna!

  4. Anonymous
    | Odpowiedz

    zu, to moja wyobraźnia nie zna granic i robi co chce, ale też lubię być niegrzeczna ;))

  5. Anonymous
    | Odpowiedz

    Bo pierwowzór istnieje naprawdę :3 Mika mówiła, że to jej przyjaciółka z dawnych lat.

    Powiem Ci, moja droga, że bardzo wciąga. A moje zapotrzebowanie na czytanie rośnie wprost proporcjonalnie do dodawanych przez Ciebie tekstów 😀
    Mad.

  6. Karel Godla
    | Odpowiedz

    Wydajność pióra (a raczej stukania w klawiaturę) niezwykła. Jestem pełen podziwu, z jaką determinacją Mika podbija świat. A przecież obowiązków ma bez liku, jak to Matka Polka.

  7. zu
    | Odpowiedz

    A czyż nie jest to los nas,matek-polek?Tylko nie kazda prowadzi bloga i pisze opowiadania,Karolu…

Napisz nam też coś :-)