Dług (VI)

with 8 komentarzy

Dług opowiadanie romantyczno erotyczne o miłościMusiała przejść się, ochłonąć. Właśnie jej życie stanęło na głowie, ona stała na głowie i jeśli nie stanie na rzęsach, to wyląduje w małym pokoiku w rodzinnym domu zhańbiona i okryta całunem wstydu.

Mąż alkoholik i hazardzista?
Jak mogła tego nie widzieć?! Jak mogła związać się z tym człowiekiem…
W głębi duszy wiedziała dlaczego dokonała takich właśnie wyborów.
Zawsze była najlepsza, spełniała pokładane w niej nadzieje i to z kilometrowym zapasem.
Taką ją widziano, więc taka była.
Cholerny świat, idiotka skończona, żyła dla innych przeglądając się w ich oczach.
Rodziny, kolegów, pracodawcy i w końcu Zbyszka.
Idiotka…
Szła, dając rozmazać deszczowi makijaż, wyprostować włosy i przemoczyć ubranie. Nie płakała, deszcz to za nią zrobił. Cóż za ironicznie dopasowana do jej stanu duszy pogoda.
Szła podsumowując.
Znała historie alkoholików z rodzinnych powikłań. Wiedziała, że człowiek tak uzależniony nie wyjdzie z nałogu wspierany tylko przez rodzinę. Potrzeba do tego jego woli, lekarzy i na końcu najbliższych. Zbyszek nie akceptował jeszcze faktu nałogu, innych o to obwiniał, to jeden z wczesnych objawów.
Pije bo…
Pije przez…
Czy go kocha?
Nie kochała tak naprawdę nigdy, był cieplutki i bezpieczny, więc się w niego opatuliła i tak trwała. Ten zarzut zabolał najbardziej, ale miał rację. Nie gotowała mu obiadów, bo nie czuła chęci dogadzania mu, w seksie dogadzała sobie nim.
Nie da sobie wpisać w mózg, że to jej wina. Takie zachowanie jest typowe dla osób współuzależnionych, nie dla niej!
Nie zarabiała kroci? To prawda, ale żaden lekarz przez dwanaście lat od rozpoczęcia studiów nie ma na to praktycznie szans. Ona kiedyś będzie, ale długa przed nią jeszcze droga. Nie zamierza swojej pasji porzucić dla męża alkoholika, który tak naprawdę nie kochał jej. Była ładna, była mądra, pasowała do jego kariery. Dał się pożreć demonom uzależnień. Ona musi iść na przód.
Tylko co z mieszkaniem?
Jak spojrzy rodzicom w oczy? Przeznaczyli na nie swoje oszczędności dla lepszego życia córki.
Szła, a w jej głowie trwała burza. W końcu zatrzymała się przed metalowo szklana budowlą. Siedziba firmy stworzonej przez Tomasza. Podświadomość dążyła do konfrontacji z rzeczywistością, kazała się Agacie z sobą zmierzyć.
Agata nie cofała się nigdy przed wyzwaniami, teraz też tego nie zrobi.
Stała, patrząc w szklane oko kamery nad wejściem i… weszła do środka.
W recepcji pokierowano ją na najwyższe piętro, obrzucając przemoczoną sylwetkę oburzonym wzrokiem.
Najchętniej wyrzucono by ją za próg, by nie  kapała na lśniącą posadzkę. Na szczęście nie mieli takiej władzy, kazano im ją wpuścić. Dostała magnetyczną kartę do windy.
Wsiadła więc i bez jednej myśli w głowie wcisnęła przycisk najwyższego piętra.
Nie patrzyła przez szklaną ścianę windy, kręciło jej się od tego w głowie. Liczyła piętra, wraz ze zmieniającymi się na wyświetlaczu cyframi.
Drzwi z cichym szelestem otworzyły się, atakując ją przedziwną mieszanką zapachów. Piżmo, kawa, wiśnie i pomruk spokojnego jazzu w tle. Nie tego się spodziewała. Czuła się, jakby przeniesiona do innej krainy. I jeszcze to ciepłe, spokojne światło.
Przekroczyła niepewnie próg windy, rozglądając się na boki. Tak inaczej tutaj było.
Oczekiwała chłodu aluminium, bieli ścian i zimnego światła, tymczasem weszła do mieszkania! Tak tutaj było, jak w mieszkaniu! Malowidła na ścianach buchające kolorami, półki z figurkami, zdjęciami i czymś, co przypominało kawałki ususzonych roślin, a może to drewno?
Agata była tak oszołomiona, że szła wzdłuż ściany, wzdłuż półek i oglądała wszystko po kolei. Zdjęcia Tomka w przeróżnych okolicznościach. Na żadnym nie było dziewczyny, z którą przyszedł na spotkanie z nią i Zbyszkiem. Dotknęła rogu, który leżał na jakiejś podpórce. Róg się przechylił i spadłby, gdyby nie wyostrzony pracą w gabinecie pediatrycznym refleks Agaty. Złapała go w locie. Zaśmiała się i odłożyła trofeum na miejsce.
- Znalazłem go. – Usłyszała za plecami głos. – To tak, żebyś nie myślała o mnie jak o kłusowniku, czy zdobywcy trofeów, by je później na półce wystawić.                        
Odwróciła się, napotykając wzrok Tomka. Był zdenerwowany. Zawsze wyczuwała nastroje innych, miała jeden zmysł więcej, przydawało się to w szczególności w pracy z dziećmi i ich zdenerwowanymi rodzicami. Tomasz uśmiechał się serdecznie, ale w oczach dostrzegła niepewność. Skąd ona?! To ja powinnam być zdenerwowana, zestresowana, pomyślała, nie on!
- Witaj Tomku. – Zdała sobie właśnie sprawę, jak żałośnie musi wyglądać po wędrówce w deszczu. – Dostałam to. – Podała mu przemoczony dokument, na mocy którego miała stracić mieszkanie i dumę, jako dziecko swoich rodziców. – Jakoś to muszę rozwiązać. Porozmawiajmy. – Poprosiła.
- Dobrze. – Przytaknął. – Najpierw weź prysznic i przebierz się w coś suchego.
- Nic mi nie będzie! – Obruszyła się, czując odruch obronny przeciw narzucaniu jej cudzej woli.
- Dobrze. – W oczach Tomasza błysnęła wesoła iskierka. – W takim razie nie siadaj na kanapie, przemoczysz ją.
- Idź pod prysznic. – Uśmiechnął się , widząc jej oburzenie. – Jak ci zacznie kapać z nosa, będę musiał sprzątaczkę wezwać. Poza tym zdaje się leczysz, nie zarażasz. Tam jest łazienka. – Wskazał dłonią.
Agata zacisnęła zęby, aby nic głupiego nie odpowiedzieć i poszła we wskazanym kierunku.  
Łazienka znów ją zaskoczyła. Bez przepychu, ale z gustem. Drewniana podłoga, wanna, prysznic, duża umywalka, dużo zieleni roślin i ogromne okno z widokiem na deszczowe miasto. To okno ją zaczarowało, a muzyka sącząca się cicho ze sprytnie ukrytych głośników uspokajała.
Czym ja się denerwuję? Muszę się z nim jakoś dogadać, ustalić plan spłaty długu. Sto lat powinno wystarczyć, myślała zdejmując z siebie przemoczone ciuchy.
Szybki prysznic, otulenie się wielkim, miękkim ręcznikiem i co dalej? Ma założyć mokre ciuchy na siebie?
Stukanie w drzwi wyrwało ją z zadumy nad tym egzystencjonalnym problemem.
- Daj ubranie. – To był głos Tomka. – Wypierze się i wysuszy w godzinę. Szlafrok jest w szafie.
- W jakiej szafie? – Rozglądała się po prawie pustym pomieszczeniu. – Tutaj nie ma szaf!
- Obok lustra, po prawej stronie naciśnij. – Znów Tomasz.
Idiotkę ze mnie robi?!
Nacisnęła na ścianę, a ta odskoczyła ukazując półki, a na nich ręczniki i schludnie złożone szlafroki.
Nałożyła jeden na siebie i z dumnie uniesioną głową wyszła z łazienki. Podała mu zwinięte ubrania.
Dopiero, gdy je przejął przypomniała sobie o bieliźnie, jej nie powinna dawać. Idiotka!
- Zaczekaj proszę w pokoju. – Wskazał brodą drzwi. – Usiądź przy kominku i się rozgrzej, przyniosę ci cos do picia.
Znów chciała zaprotestować, bo Agata zawsze tak miała. Pierwszą reakcją na propozycje innych, było ich odrzucenie. Zawsze musiała chcieć inaczej. Nawet, gdy była z grupą znajomych na wypadzie w góry, czy z babską paczką na wsi. Gdy szły na spacer, czy po wino do wsi, Agatka nie szła z grupą. Ona szła pół kilometra przed.
Dlaczego? A dlaczego nie? Tak miała.
Gdy jej psiapsiółki, upalone trawką obżerały się chipsami z nutellą i zagryzały kiełbaskami pieczonymi na patykach w kominku, ona jadła jabłka i się nimi delektowała. Śmiały się z niej, ona z siebie też. Były w takim stanie, w jakim śmiejesz się z szeleszczącego papieru śniadaniowego.
W salonie znów zdębiała po przekroczeniu drzwi. Kominek zwisał z sufitu, takie jajo z dziurą, w której płonie ogień. Naokoło kominka, z dziurą pod nim leżał dywan. Ale jaki dywan! Taki, na który chcesz się rzucić i w nim wytarzać!
Długi na kilkanaście centymetrów włos w białym kolorze.
Usiadła na białym fotelu i czekała.
Tomasz wkładał mokre ciuchy do pralko suszarki zawisając w myślopróżni z jej figami w dłoniach.
Nie zrobi tego!
Zrobił, wtulił w nos w kawałek materiału i zaciągnął się zapachem
Cóż za kobiecy aromat. Poczuł momentalną reakcję organizmu. Sprzężenie serca, lędźwi i wyobraźni.
Zrobi to! Nie zawaha się, bo nigdy się nie wahał.
Może być rękawem do wypłakania się Agaty i jej kołem ratunkowym, ale pierdoli taki układ.
Zawsze miał odwagę w życiu i jednego czego nie potrafił przeboleć, to że nie dojechał na spotkanie klasowe, na którym zaczęła się wspólna przyszłość Agaty i Zbyszka. Czuł, że powinien był tam być, ale olał przeczucie.
Zrobił to po raz ostatni tamtego dnia właśnie.
Teraz się nie zawaha.
Nie ma mowy!
Agata rozglądała się po pomieszczeniu szukając telewizora. Nie było go tutaj. Może ma osobne pomieszczenie telewizyjne? Jedna ze ścian była całkowicie przeszklona, tworząc ogromne okno. Na ścianach wisiały obrazy, w większości przedstawiające twarze ludzi. Wszystkie pogodne, czy raczej spokojne. W rogu, na puchatym dywanie stało ogromne biurko i wygodny fotel. Obok stała pękata  lampa na wysięgniku.
- Jak się czujesz? – Usłyszała zza pleców. – Napij się tego.
Podał jej szklankę napełnioną bursztynowym płynem. Powąchała, zapiekło już w nozdrzach. Pociągnęła spory łyk, zapłonęło w ustach, ogrzewając przełyk i płynąc dalej, niosąc rozluźnienie. Skrzywiła się odruchowo, ale wzięła kolejny łyk.
- Jest, jak jest. – Spojrzała na Tomka. – Dlaczego dałeś mu pieniądze?! -  Zaatakowała go bez wstępu.
Tomasz usiadł na podłodze u jej stóp.
- Kłamał mówiąc, że macie kłopoty finansowe i musi ratować wasze mieszkanie.
- Moje mieszkanie – sprostowała. – Chociaż przez wspólnotę majątkową jest wspólne. – Zapatrzyła się w szklankę. – Nie musiał ratować mieszkania, on je przepił i przegrał. Twoje pieniądze również.
- Co chcesz teraz zrobić? – Starał się nie spoglądać na jej gołe stopy, których palce, najwyraźniej nieświadomie zaciskała na włosiu kosmatego dywanu.
Zawsze miał jazdę na piękno kobiecych stóp, a te były wyjątkowo piękne.
- Spłacę cię. – Patrzyła mu odważnie w oczy, zawsze była odważna.
- Nie musisz. – Powiedział bardzo cicho.
- Co przez to rozumiesz? – ostawiła szklankę na stolik obok fotela.
- Powiem wprost. – Wyprostował plecy. – Jestem samotnym facetem. Bardzo samotnym. – Uniósł brwi. – Nie każę ci ze mną sypiać, proszę byś była ze mną jak żona.
- Co takiego? – Mało bystre pytanie, jedyne na co ją było w tej chwili stać.
Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Anonymous
    | Odpowiedz

    Ja chyba oszaleje

  2. mika kamaka
    | Odpowiedz

    Ostrzegam, że to nie Harlequin (tak się to pisze?)
    To historyja prawdziwa i nie będzie tutaj fontanny napełnionej szampanem, płatków róż na prześcieradle i innych filmowych bzdetów! Żadnego Greya i dolarów do wycierania tyłka po kupie.
    Ale będzie…

  3. Anonymous
    | Odpowiedz

    Haha xd ‘byś była ze mną jak żona’ – boskie 😀
    Mika, nie jestem pewna, czy gdzieś to przeoczyłam, czy rzeczywiście nam nie wytłumaczyłaś – ale co, kurczę, znaczą te gwiazdki przy tytułach? :3
    Mad.

  4. Anonymous
    | Odpowiedz

    Kiedy kolejna czesc? Super!

  5. zu
    | Odpowiedz

    Jak nie Harlekin,jak rzuciłaś”całun wstydu”,no ja cię proszę…!I to przedostatnie zdanie…

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Całun zmienię, ale o co kupa mać chodzi z ostatnim zdaniem? Nie jarzę…

  6. Anonymous
    | Odpowiedz

    o co chodzi z tymi gwiazdkami ??

  7. Anonymous
    | Odpowiedz

    To stopień erotyzmu tekstu.Polecam czytanie wstępów od autorki. 😉

Napisz nam też coś :-)