fbpx

Dług (VII) – nowa wersja

with 3 komentarze
rywalizacja o względy jednej kobiety

 

Grom miał być krótki, ale dziwnie mi się rozrasta i rozrasta. Dlatego te dwa teksty będę publikować na zmianę, w miarę możliwości. Mam teraz trochę na głowie, bo muszę zrobić grafik na wrzesień na kawiarnię przygotować dzieci do szkoły, dwie książki w trakcie przygotowania do druku - Tajemnica i Dobry zwyczaj, które pewnie ukażą się w papierze lada chwila 🙂 Zaraz później ruszam z Nie ta chwila i Bestsellerem 🙂 Jest więc co robić... Teksty będę dodawać w miarę możliwości, proszę o cierpliwość :-)))

 

Wiktoria westchnęła. Bardziej zrezygnowana niż rozgniewana.

– Nie.

– Kurwa! – wysyczał. Tym razem nie zdołał się opanować i brutalnie zacisnął palce na szczupłym ramieniu. – Dobra, ożenię się z tobą! Kiedy chcesz, nawet jutro!

– Oszalałeś? – wybuchła. To przestało być zabawne, a zaczęło być żałosne. – Opanuj się! Ludzie na nas patrzą!

– Mam to w dupie – oznajmił zgodnie z prawdą. – Idziesz na to?

– Na co?

– Na układ, który ci proponuję?

– Nie! Jak mogłeś pomyśleć, że się zgodzę? – spytała z goryczą. – Jesteś prymitywnym bandytą, który sądzi, że wszystko można kupić.

– Bo można! – Z taką siłą zacisnął zęby, aż uwydatniły się linie szczęki.

– Nie, mnie nie można. A teraz odsuń się – rozkazała, dumnie zadzierając głowę w górę. – Mam ochotę na ciekawsze towarzystwo niż twoje.

Gdyby byli sami, nie pozwoliłby jej odejść. A tak pozostało mu tylko zacisnąć zęby i znieść porażkę w milczeniu. Zresztą, nie miał już powodu, aby pozostać dłużej w tym miejscu. Wściekły oraz podniecony, wybiegł z budynku, energicznie pozbywając się tej cholernej muchy. Napad furii wyładował na pedale gazu. Na szczęście nie tylko był dobrym kierowcą, ale i miał fuksa, że nic nie stanęło na drodze rozpędzonego ponad wszelkie dopuszczalne normy samochodu. Pojechał do klubu. Wpadł do biura, jak nazywał pokój na końcu korytarza, rzucił marynarkę na ziemię, podwinął rękawy i zadzwonił do kogo trzeba. Godzinę później siedział odprężony na kanapie, patrząc na erotyczny show dwóch lasek, podczas gdy trzecia sprawnie obrabiała jego kutasa.

– O, impreza! – ucieszył się Artur, zacierając ręce. – To do ciebie niepodobne braciszku.

– Niby co? – warknął Mateusz, który właśnie stracił odrobinę dobrego humoru.

– Taki hurt. Zgaduję, że nasza pianistka dała ci kosza?

– Odwal się!

– Nie śledzę cię, Ewa ze mną rozmawiała – roześmiał się brat. – Usiłowała przemówić do mego lepszego ja, ale niestety, poniosła porażkę, bo też mam ochotę na tę małą.

– A kiedy ty nie masz ochoty? – spytał z przekąsem Mateusz.

– Na nią od samego początku.

– Akurat cię zechce.

– Jak się postaram, to zechce. Na pewno nie będę się na nią rzucał, tak jak ty.

– Idź sobie kurwa gdzieś indziej, nie psuj mi humoru!

– A co? Nie podobał się koncert?

– Spadaj debilu!

– Dobrze, ale najpierw… – Artur uniósł telefon i zrobił zaskoczonemu bratu zdjęcie. – Żebym miał dobry argument.

Zgodnie z jego przewidywaniami, Mateusz wpadł w szał. Zerwał się z kanapy, ale zanim rzucił się w pogoń, musiał jeszcze zapiąć spodnie. To dało Arturowi przewagę. Był pewien, że właśnie wkroczył na wojenną ścieżkę, ale mało go to obeszło. Co tam, skorzysta i zaproponuje bratu podział. Często tak robili, uważając to za dobrą zabawę. Uśmiechnął się na samą myśl o Wiktorii. Będzie inaczej, trudniej, bo była obiektem wymagającym starań. Wreszcie coś ciekawego, bowiem nudziła go rutyna jego własnych podbojów.

Ciekawe czy przyjmie jego zaproszenie na następną sobotę?

***

Wiktoria wyszła wraz zresztą ekipy na zewnątrz i zamarła.

Łamiąc wszelkie zakazy przed budynkiem zaparkował okazały sportowy wóz. A mężczyznę, który przysiadł na jego masce doskonale znała, chociaż musiała przyznać, że wyglądał inaczej. Zamiast obcisłej koszulki opinającej muskuły, luźna koszula w kolorze jasnego błękitu, z podwiniętymi rękawami. Zdjął też to całe złoto, dokładnie ogolił i… Zawstydziła się własnych myśli, bo dla niej wyglądał teraz o wiele lepiej.

– Cześć piękna! – zawołał, uśmiechając się drapieżnie, asymetrycznie. Dziewczyny, które były razem z nią, umilkły, wlepiając pełne zachwytu spojrzenia w rozluźnionego, zadowolonego z siebie Artura. Zresztą, nie tylko one. Każdy, kto przechodził ulicą, gapił się na niego z zachwytem pomieszanym z zawiścią.

A już miała nadzieję, że obaj bracia odpuścili.

Od wizyty Artura i minęły trzy tygodnie. Wiktoria przeżyła je niezwykle intensywnie. Najpierw powrót matki i prawie pięć dni rodzinnych dyskusji. Pięć dni, chociaż temat jeden – Szymon i jego uzależnienie. Gdy emocje opadły, zadzwoniła koleżanka, zapraszając ją do wzięcia udziału w projekcie, który miał się zakończyć uroczystym koncertem. Wiki zgodziła się bez wahania, bo nic tak nie odrywało jej myśli od błękitnookiego drania, jak muzyka.

Czas mijał, ale ona wciąż pamiętała tamten pocałunek.

Niestety, Mateusz po kiepskim popisie w trakcie przerwy koncertowej, nie szukał z nią kontaktu. W przeciwieństwie do brata, który otworzył szeroko drzwi auta, wyjął z wnętrza ogromny bukiet, po czym podszedł do znieruchomiałej Wiki i padł na kolana.

– W ramach przeprosin – oświadczył z zadowoleniem i całkowitym brakiem skruchy. Biedna Wiktoria spąsowiała, wyłamując z zakłopotaniem palce. Samo rzucanie się na kolana z bukietem kwiatów ją zachwyciło, tylko mężczyzna był nieodpowiedni. I to jak nieodpowiedni!

– Wstań Arturze – odezwała się w końcu, a on skwapliwie posłuchał. – Ty na kolanach to coś nowego. Jak mam to rozumieć?

– Jak? – Mimo uśmiechu dostrzegła w ciemnych oczach coś jeszcze. Pochylił się ku niej i wyszeptał, ale na tyle głośno, aby ten szept usłyszał tłum zgromadzony za plecami Wiki. – Sam się sobie dziwię, bo zazwyczaj klękałem, aby zarzucić na ramię kształtne udo i wylizać językiem wilgotną, gorącą szparkę.

– Fuj! – Bez wahania wymierzyła mu policzek. Żeby tak przy ludziach! – Cham!

Spodziewał się takiej reakcji. I znacznie bardziej go to podnieciło niż rozzłościło. Rzucił bukiet w kierunku stojącej nieopodal koleżanki Wiki, po czym ją samą podniósł i zarzucił sobie na ramię.

– Wróci na jutrzejszą próbę. Obiecuję! – jeszcze raz błysnął zębami w uśmiechu, po czym zgrabnie zapakował szamoczącą się dziewczynę do samochodu.

– Oszalałeś? Masz mnie natychmiast wypuścić! – krzyknęła, szarpiąc klamką. Niestety, nie mogła wiedzieć, że włączył blokadę, bo spodziewał się protestów.

– Nie. – Zajął miejsce obok, ruszając z wizgiem opon. – Zapraszam cię na kolację.

– To nie jest zaproszenie, ale porwanie.

– Z tobą ślicznotko trzeba krótko i na temat – powiedział poważnie, lecz kiedy napotkała jego wzrok, dostrzegła w nim kpinę.

– Do jakiej jaskini rozpusty mnie wieziesz? – spytała ponuro, postanawiając tymczasowo pogodzić się z losem.

– Rozpusty? Krzywdzące insynuacje.

Ostatnie słowo ją zaskoczyło. Prędzej oczekiwała tekstu: nie rzucaj się kociaku. Może powinna zrewidować swoją opinię na temat Artura? Zerknęła ukradkiem w bok. Gdyby ich pierwsze spotkanie przebiegło w innych okolicznościach, to kto wie, co by się wydarzyło. Zamyślona dotknęła miejsca, które przez dłuższy czas tak boleśnie przypominało o tym, jak ją potraktował. Nie znali się, w niczym mu nie zawiniła, a jednak brutalnie kopnął i do dziś Wiki była pewna, że gdyby nie pojawienie się Mateusza, cała ta przygoda mogłaby się dla niej skończyć bardzo źle.

– Artur – zaczęła z wahaniem. – To zły pomysł. Ja naprawdę nie mam ochoty.

– Wiem.

– I mimo to…

– Zamierzam to zmienić.

– Dobrze, ale musisz dać mi słowo, że jeśli nie będę chciała kolejnego spotkania, uszanujesz moją wolę.

– Okay.

– Tak po prostu? – przyglądała mu się nadzwyczaj podejrzliwie.

– Tak po prostu.

Westchnęła z ulgą, a on o mało co, nie wybuchnąłby śmiechem. Po pierwsze, wcale nie zamierzał dotrzymywać obietnicy. Tacy dranie jak on mieli to do siebie, że rzadko stosowali się do jakichkolwiek reguł. A po drugie, był pewien, że dziś zamoczy. Dziewczyna była specyficzna, wymagająca starań, ale jak każda kobieta miała swoje słabostki. I on z premedytacją postanowił to wykorzystać.

Wjechał na podziemny parking, potem szarmancko otworzył drzwi auta.

– Gdzie jesteśmy? – wysiadając, rozglądała się z uwagą.

– Niespodzianka.

– Chyba jednak nie powinnam…

– Wiktorio! – Chwycił jej podbródek, unosząc go w górę i patrząc prosto w zmieszane oczy dziewczyny. Tym razem nie był ani kpiący, ani drwiący. Był niezwykle poważny. – To tylko kolacja, przysięgam. Nie mam w zwyczaju zmuszać kobiet do seksu. Ciebie też nie będę. Zaczekam, aż sama do mnie przyjdziesz, błagając abym cię zerżnął.

– Że co? – Wiki zapowietrzyła się z oburzenia.

– Dokładnie to, co słyszałaś. – Objął ją stanowczym gestem, przytrzymując w miejscu, bo już chciała odwrócić się na pięcie. – Chodź i przestań w końcu zgrywać tak niedostępną.

– Nic, a nic się nie zmieniłeś. Puść mnie!

– Nie.

– Puść! – wrzasnęła, tracąc resztki opanowania. Od początku wiedziała, że to kiepski pomysł i jak widać wiele się nie pomyliła.

– Podobno cenisz sobie szczerość? – zauważył z sarkazmem. – Więc byłem szczery i co? Jesteś wściekła. A gdybym skłamał, lawirował, oszukiwał, byłbyś zachwycona, prawda?

Znieruchomiała.

– W sumie to masz rację – odparła po dłuższej chwili namysłu. – Dobrze, zostanę.

– Cóż za łaska – rzucił z przekąsem, ale zanim zdążyła zareagować gniewem, po dżentelmeńsku wskazał ręką wejście do windy.

– Jesteś dziwny – stwierdziła, gdy wcisnął guzik wskazujący na ostatnie piętro jako cel podróży. – Obrażasz mnie i podrywasz jednocześnie.

– Ty mnie odpychasz i kusisz jednocześnie.

– Wcale cię nie kuszę.

– Spojrzeniem, uśmiechem, gestami. Kusisz Wiki, chociaż możliwe że nie zdajesz sobie z tego sprawy – delikatnie pogładził jej policzek, a ona po raz pierwszy się nie odsunęła. – I to tak, że będę o ciebie walczył, dopóki mi starczy sił.

– A nie do momentu, aż mnie nie zaliczysz? – spytała z lekko ironią.

– Możliwe, że to też. Zależy czy będziesz dobrze się rżną… – Nie dokończył, bo zasłoniła mu usta dłonią.

– Artur! – upomniała go surowo. I nagle zaczęła się śmiać. – Właśnie płynnie przeszedłeś z fazy podrywania do fazy obrażania.

– A ty z fazy odpychania, do fazy kuszenia – ucałował wnętrze drobnej rączki. – Kobieto! Zwariować idzie przy tobie!

– Nieprawda. Gdybym od razu poszła z tobą do łóżka, byłoby już po zabawie. To mój opór sprawia, że chcesz mnie zdobyć.

– No nie wiem – zmrużył oczy. Miała rację, ale nie do końca. Było coś jeszcze, czego nie potrafił opisać odpowiednimi słowami. Coś dziwnego, czego wcześniej nie znał.

– A ja wiem – westchnęła. – Ale nic z tego Arturze. Co prawda już mnie nie boli – wskazała na bok – lecz wspomnienia pozostały. Nie szukam przelotnej znajomości, a na coś więcej się nie nadajesz.

– Dlaczego? – udał zaskoczonego.

– Znalazłoby się kilka powodów. To tutaj? – spytała zaintrygowana, gdy winda się zatrzymała, otwierając z cichym szelestem drzwi.

– Niezupełnie. Na samą górę musimy wejść po schodach.

– Na sama górę?

– Tak. No chodź piękna, zepchnięcia z dachu nie mam w planach, a wręcz przeciwnie – mrugnął okiem.

Zaciekawiona i ani trochę niezaniepokojona, szła w kierunku, który jej wskazał. Artur tuż za nią, obserwując z zachwytem zgrabne nogi i krągłą pupę. Dobra, odbijało mu, ale to było przyjemne szaleństwo. Coś czuł, że będzie miał zajęcie na jakiś miesiąc. Może nawet na dłużej? Ta dziewczyna naprawdę wywoływała w nim wiele różnorakich uczuć.

– To jest ta niespodzianka? – spytała zaskoczona Wiki, gdy już znaleźli się na dachu.

– Tak. Mam nadzieję, że ci się spodoba.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Anonim
    | Odpowiedz

    Lubię Twoje pisanie, ale to opowiadanie bez potrzeby rozciągasz. Pierwsza wersja była udana a tu wprowadzenie Artura w charakterze pseudo zakochanego jest nie potrzebne . Teraz opowiadanie nie ma dynamiki. Inaczej by się je czytało, gdyby nie było tej pierwszej wersji.

    • A
      AinaIgn
      | Odpowiedz

      Pozwolę się nie zgodzić…. Akurat wątek Wiki i Artura jest udanym balansem dla związku z Mateuszem. Sieć intryg się zagęszcza a stosunki braci zaostrzają. Mnie właśnie tego brakowało w pierwszej wersji…. Ale każdy ma prawo do własnej oceny i oczywiście Twoja szanuję. Co by nie było życzę udanej lektury…. Pozdrawiam

  2. P
    PaulaOlinkowa
    | Odpowiedz

    Kiedy kolejny rozdział?

Napisz nam też coś :-)