Dług (IX)

with 14 komentarzy
Agata zajęła półki w szafie po prawej stronie i lewą część łóżka, czyli odwrotnie do tego, czego wcześniej żądała. Straciła zapał do oporowania i zapragnęła współpracy z Tomaszem.
Dotychczas łudziła się posiadaniem normalności na stanie, tymczasem miała nienormalności w nadmiarze. Mąż pił i niby to ukrywał, a ona niby tego nie zauważała.
Co też miał w zamyśle mózg, robiąc jej takiego psikusa?!
Teraz, siedząc w wygodnym fotelu i popijając czerwone wino, robiła rachunek sumienia, a ten nie wypadał różowo.
Zaniedbała małżeństwo, nie zauważała swojego męża i zapomniała czuć i pragnąć.

Pracowała w wyuczonym zawodzie i największą radość czerpała z ciągłej nauki. Uczyła się na przypadkach, czyli na dzieciach. Każda trafna diagnoza, rozpoznanie choroby i wyleczenie bajtla, a niejednokrotnie uratowanie mu życia, było dla niej, jak narkotyk. Czuła się dzięki temu potrzebna i spełniona o wiele bardziej, niż w domowych pieleszach.Bo jak tu porównać ugotowanie obiadu, czy ogarnięcie domowego bałaganu, do odratowania puchnącego i duszącego się dwulatka? Zastrzyk w drobne ramię i dzieciątko wracało do normy. Gdyby nie takie osoby, jak ona, udusiłoby się. Serce zamarłoby w swoim rytmie.

Jednak zatraciła w tym wszystkim kontakt z rzeczywistością. Powinna była pielęgnować małżeństwo, a jej się najzwyczajniej w świecie nie chciało. Odhaczyła podpunkt zawarcia ślubu z listy życiowych zadań do wykonania i przeszła nad posiadaniem męża do porządku dziennego. Reszta miała się ułożyć sama, ale się nie ułożyła.
– Nad czym się tak zadumałaś?
Z zamyślenia wyrwało ją ciche pytanie Tomasza.
– Nad własnymi wyborami – wyjaśniła.
– Chcesz się wycofać?
W jego oczach widziała strach i przygotowywanie się do odrzucenia. Zakładał najgorsze, a nie o tym przecież myślała.
– Myślałam nad tym, co dotąd robiłam – mówiła spokojnie. – O swojej cudownej pracy i o tym, że przesłoniła mi ona resztę życia.
– Leczysz ludzi Agato. – Jego spokojny głos działał na nią kojąco. – Nic nie może się z tym równać!
– Wiem. – Potarła energicznie nos czując, że za chwilę wpłyną do niego niechciane łzy, a te zamienią się w katar. – Pogubiłam się w tym wszystkim, co po drodze się działo Tomaszu.
Przegrała, wygrały łzy. Oczy wylały się strużkami, nos przeciekł potoczkami. Naciągnęła luźny rękaw bluzki na dłoń i w niego zaczęła wcierać wydzieliny oczne i nosowe.
– Masz. – Tomasz podsunął jej gustowne, nierdzewne pudełko z chusteczkami, by oszczędziła nieszczęsną część garderoby.
– Dziękuję. – Smarknęła donośne. – Żałośnie zaczynam nasze dwa miesiące.
– Mnie się podobają nawet takie zaczynajki. – Uśmiechnął się szczerze. – I rozumiem, że musisz co nieco opłakać. – Dodał, unosząc brwi.
– Dzięki. – Ponownie smarknęła siarczyście, zmięła przemoczone chusteczki i wyrzuciła je przez dziurę w blacie, do kosza.
Zmyślny wynalazek z tym otworem w powierzchni roboczej! – pomyślała.
– Od czego chcesz zacząć? – spytała, wciągając wilgoć nosa głębiej. – Masz jakiś plan?
– Mam. – Uśmiechnął się radośnie, jak gdyby czekał wyłącznie na to pytanie. – Monaco! Tam jedźmy już zaraz. Co ty na to?
Co ona na to?!
Żyła dotąd w jednym miejscu, fokusując się na swojej pasji i w przerwach, na codzienności.
Nigdzie nie jeździła, nie bywała w ciekawych miejscach. Ba! Nawet na imprezy nie chodziła, a wszystko przez to, że po dniówce, podczas której diagnozowała niemowlęta, kilkulatki w miarę zdrowe i te permanentnie chore dzieciaki, padała na twarz i nie było to zmęczenie niefajne. Ono było przepełnione fajnością i satysfakcją samorealizacji.
Czuła się spełniona, lecz najwyraźniej ominęło ją kilka szczegółów życia. Omijały, lecz codzienność i zbieg okoliczności, oraz przypadłość męża, miały jej o tym najwyraźniej przypomnieć.
– Ok – odparła ostrożnie, czym rozśmieszyła Tomasza. – Nie śmiej się! – zrugała go. – Jedźmy, gdzie sobie tylko wymyślisz i niech będzie super!
– Będzie super. – Błysnął okiem. – Bądź gotowa na jutro.
Tym ją zaskoczył, ale i ucieszył. Szaleństwa i nieprzewidywalności w swoim życiu miała dotąd jak na lekarstwo, toteż człowiek z szaloną nutką charakteru, spodobał się Agacie i ciekawił.
Stała w łazience, nitkując przestrzenie między zębowe w sposób wyniesiony z zajęć uczelnianych. Od zawsze czuła roje bakterii baraszkujące w przytulnych i wilgotnych szparach między zębiskami i wykorzystywała wszelkie zdobycze techniki stomatologicznej do walki z nimi. Nie miała przy sobie swojej ulubionej szczoteczki z irygatorem, więc musiała się obejść miętową nitką.
– Idę spać – krzyknął przez drzwi Tomasz. – Dobranoc.
– Dbrnc… – odgulknęła Agata z pianą wypełniającą jej usta.
***
Zastanawiał się, co teraz. Był na Agatę napalony, jak jasny gwint i ma tak obok niej spać i nic więcej?!
Ciekawe, jakim cudem…
Wyszła z łazienki, gasząc światło. Zdążył jednak zauważyć lekką koszulkę, w jaką się ubrała. Podobał mu się zarys ciała, przebijający przez podświetlony od tyłu materiał. Już czuł krew płynącą w dół ciała i mrowienie poniżej pasa. Nie będzie się do niej dobierał, nie takim typem mężczyzny był. Poczeka, ma czas.
Obrócił się na brzuch, maskując tą niewygodną pozycją podniecenie i starał się nie ruszać.
Agata podeszła do łóżka i stała chwilę, przyglądając się.
– Nie musisz się mnie obawiać – mruknął Tomasz. – Nie zrobię niczego, na co nie będziesz miała ochoty.
– Ok – odparła krótko i wśliznęła się pod wspólną kołdrę. – Ale muszę przyznać, że to wszystko dziwne jest odrobinę.
– Odrobinę? – Miał ochotę roześmiać się.
Właśnie realizował swoje największe marzenie. Ile razy wyobrażał sobie obecną sytuację? Milion?
– Ale cieszę się Tomku – szepnęła, leżąc na plecach, prawie na skraju łóżka. – To może być naprawdę ciekawy czas.
– Będzie Agato – mruknął sennie, uspokajając radosne podniecenie, rodzące się w brzuchu.
Usnął o dziwo szybko i nie śnił niczego.
Obudzili się prawie w tych samych pozycjach, w których usnęli. Środkowa przestrzeń łóżka pozostała dziewiczo zimna i pusta.
Szybki prysznic, kilka telefonów z dyspozycjami do firmy i śniadanie.
***
Zapach kawy i czegoś smakowitego wywabił Agatę z sypialni. Była wyspana i pełna nadziei na nadchodzący czas, ale nie byłaby Agatą, gdyby nie zakładała jednak niepowodzenia.
Jakiego? Jakiegoś. Coś pewnie wymyśli…
Przeczesała włosy, narzuciła szlafrok i na bosaka podreptała do kuchni.
– Śniadanie dla jaśnie pani. – Tomasz w dżinsach i białej koszulce wyglądał świeżo.
– Dzień dobry. – Usiadła przy blacie kuchennym, łykając nadmiar śliny, zbierającej się w ustach.
Na talerzu przed nią pyszniła się bułeczka, jajko w koszulce i skwierczący jeszcze tłustymi bąbelkami cienki plaster pieczonego boczku. Niby proste danie, ale jej śniadania były o wiele prostsze dotąd. Jakaś kanapka gryziona na szybko i zapijana zbyt gorącą herbatą.
Ten zestaw pasował jej o wiele bardziej.
– Kawy? – zapytał.
– Poproszę. – Uśmiechnęła się i sięgnęła po bułkę.
– Biała?
– Tak.
Przyglądała się w milczeniu, gdy Tomasz mielił wyciągnięte z lodówki ziarno, nabijał nim manetkę, a tę zapiął do profesjonalnie wyglądającego ekspresu. Wąska strużka gęstego płynu pociekła do filiżanki, on w tym czasie spienił w dzbanku mleko. Postawił przed nią w połowie wypełnioną i filiżankę i z wprawą godną baristy, uzupełnił ją spienionym mlekiem.
– Wyszło serce! – Zachwyciła się zbyt spontanicznie, więc musiała wprowadzić odrobinę dziegciu do tej reakcji. Przecież była Agatą. – Albo raczej dupa.
Parsknął, ale nie podjął tematu.
– Chciałbym dzisiaj wyjechać. – Usiadł naprzeciw niej ze swoją filiżanką. – Dasz radę być gotowa na wieczór?
– Pewnie – odparła, planując telefon do pracy i szybkie zakupy. – Wyjazd, nie wylot?
– Możemy lecieć, jeśli wolisz, ale moglibyśmy po drodze pozwiedzać trochę – zaproponował, czekając na jej decyzję.
– Świetna myśl – odparła, myśląc równocześnie o czasie, w którym będą się mogli, dzięki długiej podróży, poznać. – Dawno nie byłam na urlopie.
Wbiła zęby w bekon stwierdzając, że nie była na urlopie od lat. Nie czuła takiej potrzeby, nie ze Zbyszkiem.
Widziała coraz więcej, popełnianych dotychczas przez siebie błędów.
Co, poza swoją osobą wniosła w to małżeństwo? Niewiele…
– Więc jesteśmy umówieni. – Tomasz uśmiechał się od ucha do ucha. – Wyjazd wieczorem.
Oto Monika Liga:

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    Anonymous
    | Odpowiedz

    Jak pieknie trafilam 🙂 Ech, glupio robie, nie czekajac na zakonczenie serii, tylko czytajac od razu po jednej czesci 😛

  2. A
    Anonymous
    | Odpowiedz

    Czym jest bajtel? To jakaś gwara? Szkoda, że używasz słów, których nie wszyscy rozumieją 🙁

  3. m
    mika kamaka
    | Odpowiedz

    sorry, ja tak odruchowo 😀
    bajtel, to dzieciaczek

  4. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    “Łykam” wszystko co napiszesz, nie ważne czy jest to opowiadanie czy też Twoje rady… 🙂
    Jestem ciekawa, jakie będą dalsze losy Agaty… od początku wiedziałam, że historia jest mi znana i nie chodzi tu o jakieś plagiaty tylko o samo życie …..
    pozdrawiam !

  5. A
    Anonymous
    | Odpowiedz

    Hej, jak zwykle trzymasz poziom:) Tylko ze “z życiu” widzialas się już z Agata po powrocie z wojaży, a w opowiadaniu nawet jeszcze nie wyruszyli a my (wierni czytelnicy) umieramy z ciekawości 😉 pozdrawiam, Martyna

  6. A
    Anonymous
    | Odpowiedz

    Wracałam własnie z zakupów…i zastanawiałam się, co u Agaty właśnie. Przyszłam, włączyłam komputer i proszę! Magic

  7. M

    La la la la la. 😉
    Uff chociaż Ty poprawiłaś mi humor. 😉

  8. K
    Kajjka
    | Odpowiedz

    Mimo że historia z życia, mam jednak nadzieję, że tym razem Agacie uda się lepiej poukładać sprawy. Szczerze jej tego życzę. Pozdrów ja przy okazji konsultacji 😉

  9. l
    laid back
    | Odpowiedz

    Niechże oni się wreszcie ze sobą prześpią!

  10. A
    Anonymous
    | Odpowiedz

    I znowu Ci się udało make my niedziela 😉
    Zdrawim
    Tomek

  11. l
    laid back
    | Odpowiedz

    Czy kogoś jeszcze irytuje dorosła Agata?Taka jakaś budyniowata,zupełnie inna od tej czupurnej dziewuszki z dzieciństwa…

    Tylko proszę nie bić!

    • A
      Anonymous
      | Odpowiedz

      Mnie tez ociupinke denerwuje 😛 coz… jest troche sztywna. Ale niektorzy poprostu tak maja 🙂 mam nadzieje, ze wkrotce sie “rozkreci” ta nasza Agatka. 😉

      Yumi

Napisz nam też coś :-)