fbpx

Dobry zwyczaj, nie pożyczaj (I)

with 18 komentarzy

pożyczony narzeczony i komplikacje weselno sercowe
 
Powiem krótko - mam dosyć pisania nemezisów, drani i innego ciężkostrawnego paskudztwa, zwłaszcza że mnie dobija rzeczywistość i rwa kulszowa 😉 Zatęskniłam za czymś lekkim, zabawnym, o prostej fabule, żywych dialogach i soczystych opisach seksu. Może i to zwykłe czytadło na wakacje, może i pomysł zużyty niczym gacie prababci, ale skoro mnie frajdę sprawiło pisanie tej historii, to mam nadzieję, że wam sprawi frajdę jej czytanie. Tekst jest krótki, pewnie skończy się wraz z okresem wakacyjnym. Zawsze we wtorek 🙂 Przypominam: poniedziałek niedługo ruszymy z newsletterową niespodzianką, we wtorek ja, w środę Jadzia z rewelacyjną Sarninką, w czwartek Nemezis, o ile dam go radę przygotować, w piątek kolejna 13 randka :-)), w sobotę nasza debiutantka Nika, a w niedzielę spięcia na linii Natalie -Jack. Wszystko na luzie, więc proszę się nie dziwić opóźnieniom, pełną parą ruszamy dopiero od września 🙂

 

W eleganckiej kawiarni, przy okrągłym stoliku, siedziała samotna kobieta. Wyglądała na przygnębioną, ale jeśli ktoś zadałby sobie trochę trudu, aby przyjrzeć jej się dokładniej, od razu zauważyłby, że to nie przygnębienie, a złość.

Tak. To zdecydowanie nie był dobry dzień.

Olka była nie tylko zła. Była wściekła! Na samą siebie, na eks faceta, na cały świat.

Na złośliwy los, na swoją własną ślepotę, bo przecież pewne rzeczy mogła dostrzec znacznie wcześniej. Mogła też nie przyjmować tego cholernego zaproszenia. Miała pół roku aby wymyślić znakomitą wymówkę, ale nie, ona oczywiście uniosła się honorem i teraz będzie musiała robić dobrą minę do złej gry. Mogła też ze spokojem wyjaśnić, że nie powinna być wśród zaproszonych gości.

– Kłamczucha ze mnie – mruknęła, popijając zamówionego drinka. – I tchórz. Przebrzydły tchórz!

– Co tam mamroczesz pod nosem? – Przy stoliku pojawiła się kobieta o oszałamiająco czerwonych włosach. Prawie że świeciły w półmroku panującym w pomieszczeniu.

– O, Irka! – ucieszyła się niemrawo Olka. – Wiedziałam, że spóźnisz się dokładnie dwanaście minut.

– Panno dokładna, nie patrz tyle na zegarek tylko doceń, że wyrwałam się z domu na nasz babski wieczór. Zgaduję, że potrzebujesz pocieszenia? – Z gracją zajęła miejsce naprzeciwko przyjaciółki.

– Potrzebuję szczerej rozmowy.

– Faktycznie, na co dzień raczej nie tym się zajmujesz.

– Jeśli masz na myśli, że każdy prawnik łże jak najęty – westchnęła Olka – to trochę racji w tym jest. Z tym że my to nazywamy dyplomacją.

– Wiesz… Jak tylko pomyślę, jakie studia wybrałaś i że w ogóle je skończyłaś, chce mi się śmiać.

– Uhm – przytaknęła Olka. Nie było co się oburzać. W liceum robiła za czarną owcę. Rozrabiała, powtarzała jedną klasę, buntowała się i nawet raz uciekła z domu. Było co wspominać z niechęcią. Później, po dwudziestce zmądrzała. Dostała się na studia i to nie byle jakie, skończyła je i kilka lat później pracowała w znanej korporacji na wysokim stanowisku. Mało kto poznałby teraz w tej wymuskanej damulce, tamtą dziewczynę. Ona sama czasami się nie poznawała.

– Kiepsko wyglądasz, więc pewnie chodzi o Gabriela?

– Poniekąd – odpowiedziała markotnym głosem Olka.

– Jeszcze się nie otrząsnęłaś? Zdaje się, że byliście ze sobą pięć lat? – Przyjaciółka pocieszająco poklepała ją po plecach. – Może za szybko poszliście do łóżka?

– To była piąta randka…

– No tak, zapomniałam o liście twoich żelaznych zasad.

– Wiesz co jest najgorsze? – chlipnęła Olka. – Za dwa tygodnie hajta się z moją kuzynką!

– Z Anką?

– Nie, z nadobną Małgosią.

– Nieeee!!! – ryknęła od serca Irka. – Z tą Małgosią?!

– Tak, z tą! Rzucił mnie, bo nakryłam ich w razem w łóżku! Dwa dni przed naszym ślubem! A teraz się z nią hajta!

– O kurwa! – powiedziała z nabożnym zdumieniem Irka. – Dlaczego nic wcześniej nie powiedziałaś? Co za łajdak! Sukinsyn! Skurwysyn!

– Fiut prawoskrętny – dodała z zacięciem Olka.

– Że co?

– Fiut prawoskrętny.

– A tego to nie słyszałam – zaciekawiła się Irka. – Fiuta rozumiem, ale dlaczego prawoskrętny?

– Bo jak mu sterczał, to trochę na prawo…

Spojrzały na siebie, wybuchając nieopanowanym śmiechem. Lecz bardzo szybko minęła im ta wesołość.

– Coś czuję, że przyjęłaś zaproszenie na ślubną imprezę, prawda?

– Tak – westchnęła żałośnie Olka. Po czym bez zastanowienie dała solidnego łyka prosto z trzymanej w ręku butelki. – W końcu nasze matki były przyrodnimi siostrami.

– I pójdziesz sama?

– Mogłabym wziąć ciebie.

– Czekaj, czekaj… Mam pomysł! – Irka aż podskoczyła na swoim miejscu.

– Niech zgadnę. Mariusz zorganizuje jakiegoś swojego kolegę, napakowanego testoteronem twardziela, który będzie udawał śmiertelnie we mnie zakochanego. Będę się rzucać w jego ramiona, czyniąc mętne aluzje do mega odjazdowego seksu, wielkości jego członka i ilości numerków zaliczonych podczas jednej nocy?

– Jak ty mnie jednak dobrze znasz.

– Aha. Z żalem, ale muszę odmówić.

– Uważasz, że lepiej będzie siedzieć gdzieś w kącie, odpowiadać na natrętne pytania starych ciotek, kiedy ślub i z miną zbitego psa gapić się na tego palanta i ulubioną kuzyneczkę?

– Na nich akurat nie muszę się gapić.

– Olka! Pozwól sobie pomóc!

– Przecież to numer stary jak świat. – Olka wykrzywiła twarz i czknęła. Alkohol nigdy jej nie służył. Albo zasypiała już na samym początku, albo wpadała w nieopanowaną wesołość. No i była jeszcze obowiązkowa czkawka – nie do pozbycia się, nie do pokonania.

– Ten z wynajęciem faceta, który ma zgrywać narzeczonego? Pewnie, że stary! Ale z dobrych pomysłów się korzysta, a nie je odrzuca.

– Wpakujesz mnie w kłopoty.

– Marudzisz.

– Dostaniemy wspólną sypialnię.

– Pewnie z dużym łóżkiem.

– Na którym będziemy musieli wspólnie spędzić noc.

– Ciesz się, że tylko jedną.

– Wkurzasz mnie!

– To jak? Zgadzasz się, prawda? – Rozpromieniła się Irka. – Nawet wiem, kogo ci załatwimy.

– Wcale się nie zgodziłam.

– No to patrz! – Przyjaciółka przez chwilę grzebała w telefonie, a potem podetknęła go pod nos kiwającej się niemrawo Olki.

– No nie wiem! – wyszeptała ta po dłuższej chwili. – Niby niezły, ale jako konkurencja do Gabriela kiepski.

– Na żywo prezentuje się znacznie lepiej – zapewniała ją z zapałem Irka. – Będzie trochę wyższy od ciebie i przede wszystkim to typ mózgowca, a nie mięśniaka. W mięśniaka Gabryś by nie uwierzył.

– Mózgowca, hę? – Olka jeszcze raz nieufnie przyjrzała się mężczyźnie ze zdjęcia. Dość wysoki, szczupły, ubrany w elegancki garnitur, modnie ostrzyżony. Niczego sobie, gdy się lubi takie wymuskane typy. A ona lubiła. – On pracuje w policji?

– A gdzie tam! To pan prokurator.

– Prawdziwy?

– Najprawdziwszy! Klnę się na mą duszę!

– Czasami mam wrażenie, że jako przedstawicielka piekieł, nie masz duszy. I teraz nagabujesz mi swego wspólnika.

– Chcesz od razu na imprezę, czy może herbatka zapoznawcza?

– Powiesz mu?

– No pewnie. A coś ty myślała? Ma u mnie dług wdzięczności, pójdzie na układ.

– Aż boję spytać się jaki, skoro twierdzisz, że zgodzi się na taką hupcę.

– Obroniłam go kiedyś przed taką jedną harpią, robiąc za jego narzeczoną. To teraz niech on robi za twojego narzeczonego.

– Pan prokurator? – spytała Olka, przyglądając się jej z nieufnością. Coś tutaj zdecydowanie nie pasowało. Irka nie raz wpakowała ją w kłopoty, w dodatku potrafiła kłamać tak przekonująco, że nie dałby jej rady nawet wykrywacz kłamstw.

– Oj, kobieto! Nie marudź! Podam mu twój adres, a kiedy się zjawi razem ruszycie na pełen szaleństwa weekend.

– Moja intuicja mówi „nie”.

– Ale twoja przyjaciółka mówi „tak”!

– No dobrze… – zgodziła się z oporami Olka. – Niech będzie. Ale pamiętaj! Jak mi wywiniesz jakiś numer, to osobiście wytargam cię za te rude kudły! Zrozumiałaś?

Irka wybuchła śmiechem, po czym zamówiła całą butelkę szampana.

– Świętujemy wasze przyszłe spotkanie – oświadczyła, a wtedy, nie wiadomo dlaczego, Olka nabrała podejrzeń, że z pewnością coś pójdzie nie tak.

***

Mężczyzna nie przypominał tego, którego pokazała jej Irka w swoim telefonie. Był wysoki, doskonale zbudowany, śniady, o krótkich, ciemnych włosach i oczach, które teraz patrzyły na nią niechęcią. Rysy twarzy miał dość surowe, energicznie zarysowany podbródek i kształtny nos. Do tego dwudniowy zarost, pokryte tatuażami przedramiona, spluwę zatkniętą za pasem i usta, na widok których Olka poczuła się nieswojo. Harmonijne, o wyrazistym wykroju, teraz mocno zaciśnięte.

– To ty? – spytała ostrożnie.

– Ja. A czego się spodziewałaś? Księcia na białym rumaku?

– Pana prokuratora…

– Sorry złotko, zabukował sobie inną pannę na lato.

– Ale…

– Ja pierdolę! – syknął. – Po pierwsze wiszę Mariuszowi przysługę. Po drugie, to mój przyjaciel i partner, więc spełniam jego prośbę. Oraz tej stukniętej baby, Irki. Idziesz na to, czy nie? Bo jak nie, to też mam zabukowaną pannę na wieczór.

Co miała odpowiedzieć? Nawet się nie znali, a on już ją wkurzył i zirytował. Na dodatek kompletnie nie był w jej typie. Szanowana pani prawnik z wielkiej, znanej korporacji i ten… troglodyta? Ten buraczany prostak?

Jasny gwint! Irkę chyba kompletnie pokręciło! Już wcześniej podejrzewała, że przyjaciółka wywinie jej jakiś numer. Poza tym kto uwierzy, ze spotyka się z takim facetem? Z takim zarośniętym chamem! Złotko? Też coś!

– Jestem zaskoczona, bo Irka nic mi nie wspomniała o zmianie planów – powiedziała powoli Olka.

– Ta, pewnie… Krzysiek. – Wyciągnął w jej kierunku dłoń, którą uścisnęła z wahaniem.

– Olga. Ale wszyscy mówią do mnie Olka.

– Mała różnica. Ja mogę mówić dupeczko – dodał złośliwie.

– Lepiej nie – odparła słabym głosem. – Dupeczka odpada.

– A pizdeczka?

– Jesteś kolegą z pracy Mariusza? – upewniła się.

– Tak.

– A co tam robisz? Sprzątasz toalety? Pucujesz fugi szczoteczką do zębów? Wiesz, to takie włochate na plastikowym trzonku.

Zmrużył oczy.

– Aha! Panna zadziorna. Na co dzień nic nie warte, ale w łóżku nawet nieźle się pieprzą.

– Hyyy! – wydobyło się ze ściśniętego gardła Olki. – Czyli piwa nie podadzą, stópek nie wymasują i jeszcze będą zmuszać do codziennej kąpieli?

– Wolę aby kobieta masowała mi coś innego.

– Erotoman gawędziarz – mruknęła, coraz bardziej przekonana, że to wszystko nie ma sensu. Facet ewidentnie do niej nie pasował. Jak wyskoczy w towarzystwie z tymi pizdeczkami… Niebiosa! Spaliłaby się ze wstydu!

– Dobra, koniec konwersacji zapoznawczej. Spakowałaś się?

– Niby tak – odpowiedziała ostrożnie. Jak tu się wycofać nie wywołując gniewu tego bucefała? I nie narażając się na utyskiwanie Irki? – Walizka jest w bagażniku.

– Walizka? – Nie wiadomo dlaczego wyglądał na rozbawionego. – W bagażniku? Tego pierdzidła w kolorze turkusowym, co stoi przed blokiem?

– Wygodny, mały samochodzik. W sam raz dla mnie – Olka uznała za słuszne udać lekko obrażoną.

– To ją przepakujesz. – Rzucił jej pod nogi coś, co od samego początku trzymał w ręce.

– Plecak?

– Jedziesz ze mną.

– Aż się boję spytać o twój samochód, skoro każesz mi zrezygnować z eleganckiej, podróżnej walizeczki.

– Motocykl. Pojedziemy motocyklem. Walizka byłaby nieco kłopotliwa – dodał, obserwując z rozbawieniem wyraz jej twarzy.

– Nie ma mowy!

– Nie ma mowy, żebym się wycofał – wyszczerzył zęby. – To dopiero będzie widok! Ty, sztywna jak kołek, w tej wąskiej spódnicy i szpilkach…

– Nie pojadę z tobą! – wycedziła coraz bardziej rozsierdzona Olka. – Zabieraj swój motor i samego siebie! Rezygnuję. To od początku był głupi pomysł, a teraz jest po prostu kompletnie idiotyczny.

– Ze względu na mnie?

– Tak. Wracaj skąd wypełzłeś.

– Ach tak? – Znów zmrużył oczy. Przez chwilę miała wrażenie, że się na nią rzuci, ale w końcu spasował. Wzruszył ramionami, rzucił krótkie „cześć” i wyszedł z mieszkania. Pełna ulgi Olka dopadła okna, aby ujrzeć w nim wsiadającego na motocykl Krzyśka. Założył kask, ruszył z kopyta i tyle go widziała.

– Bogu dzięki – wymruczała. A z Irką to ona sobie porozmawia! Co ta zołza myślała, przysyłając jej tego potomka neandertalczyka? Że przyjmie go z uśmiechem, zamieni elegancką sukienkę na podarte spodnie i wyciągnięty podkoszulek, po czym odjedzie ze spoconym, wytatuowanym wybrankiem w stronę zachodzącego słońca? Idiotka!

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. D
    Dominika
    | Odpowiedz

    Ja chcę więcej! Super tekst 😍😍

    • A
      Ania
      | Odpowiedz

      Świetny,lekki tekst. Czyta się szybko i przyjemnie. Czekam na więcej!❤️

  2. A
    Aaa
    | Odpowiedz

    Sążniście się zapowiada 🙂

  3. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    To pojadą na ten slub razem czy nie? W opisie jest że tak, ale tutaj on ja zostawił?

  4. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Za tydzień padnę wyczerpana na łóżko po zdobyciu (mam nadzieję) szczytu Śnieżki i z wielką rozkoszą przeczytam rozdział drugi.

    • P
      PAT
      | Odpowiedz

      Jo, że na co Ty chcesz wejść ? 😂 matko kochana, Ty jakiś masochista jesteś 😂

      • Jo Winchester
        |

        Tam zaraz z masochisty! Ty to potrafisz człowiekowi dowalić, PAT i to z grubej rury 😂😂😂😂

      • P
        PAT
        |

        Polecam się na przyszłość… 🤷‍♀️👌😈

  5. I
    Iza
    | Odpowiedz

    No i czekaj teraz człowieku cały tydzień :-(((

  6. Anonim
    | Odpowiedz

    🙂

  7. J.Gibson
    | Odpowiedz

    Już mu kibicuję!😂😂😂😂😂 pierwsze wrażenie zrobił rewelacyjnie😂😂😂

  8. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Idealna opowieść na sezon ogórkowy:) Do spółki z tajemniczo-mroczno-baśniowym klimatem “Sarniny” i interesująco się zapowiadającą historią tajemniczej Niki zapewni mi optymalny, zbilansowany poziom Motylowych doznań na cały tydzień:) “Rzucił mnie, bo nakryłam ich razem w łóżku!” Że co, przepraszam? Znaczy się, że Gabriel poczuł się obrażony, gdy Olga przyłapała go na zdradzie, więc zerwał z nią dwa dni przed ślubem? No tak, jak śmiała mu przeszkadzać? Mogło się to odbić na jego zdrowiu psychicznym i na przyszłość utrudniać życie intymne 🙂 Mogę się mylić, ale zdaje się, że reakcja Irki na alkohol odegra niemałą rolę w opowieści 🙂 Mocno bym się zdziwiła, gdyby zapewnienia Irki co do kandydata na fałszywego kochasia nie minęły się z prawdą. Olga musiała być mocno zdesperowana, skoro się zgodziła. Po co Krzyśkowi spluwa na prywatny wyjazd? Czy to zgodne z regulaminem? I żeby jeszcze wystawiać broń na widok publiczny? Zdaje mi się, że szanowny Krzysiu odegrał komedię na 102 i trzeba mu przyznać, że się gościu porządnie postarał, żeby Olga sama z niego zrezygnowała. Ani Mateusz, ani Irka nie mogą mieć do niego pretensji – przecież chciał jechać na wesele:) Chyba nie przepada za wystylizowanymi damulkami:) Pod koniec wkurzył się z lekka na poważnie, że go Olga tak odprawiła – w jej oczach pewnie widział, że uważa go za buraczanego prostaka. Ale trudno, żeby nie uważała. Jego teksty były poniżej wszelkiej krytyki. Ale jednego odmówić mu nie można. Mianowicie instynktu policjanta – wyczaił, że samochód Olgi to to turkusowe pierdzidło:) Szacun, Krzychu:) A może wcześniej zrobił zwiad, przyjrzał się dziewczynie i jej pojazdowi, i postanowił, że musi się z tej akcji wykręcić? Wcale bym się nie zdziwiła. Pani prawniczka nie musiała zakładać podartych spodni i wyciągniętego podkoszulka – nie jest to niezbędne do jazdy na motorze:) I skąd wie, że Krzychu był spocony? Wąchała go? Oj, będzie zabawa:) Bo przecież oczywistym jest, że NA PEWNO się jeszcze spotkają. Kto wie? Może Krzysiek obudzi w Olce jej dawne niepokorne wcielenie? A co Olga obudzi w Krzyśku? Oby nie wymuskanego elegancika! 🙂

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      Oczywiście, pisząc o reakcji na alkohol miałam na myśli Olkę:) Dziewczyny piją, a mnie się w głowie miesza:)

      • A
        Asia
        |

        Sie zapowiada ciekawie 😅 I znow człowiek bedzie czekał do północy by sie dowiedzieć czy Krzysiu jeszcze zagości w następnym rozdziale. Pierwsze wrażenie najważniejsze i jak dla mnie wypadł rewelacyjnie… 😬 lubię szczerych i konkretnych ludzi 😅

  9. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    I ciekawe kto komu co pożyczy? I jakie zamieszanie i komplikacje z tego wynikną 🙂

  10. Babeczka
    | Odpowiedz

    Ja nic nie powiem i nic nie zdradzę, ale zgodnie z zapowiedzią, ma być lekko, zabawnie i erotycznie 😉
    Asia – Krzysiek na pewno zagości w następnym rozdziale!
    Tony – w garnitur go wcisnę, ale elegancika to z niego nie zrobię 😉 To nawet cięższe, niż zrobić z Igora czułego, kochającego mężczyznę :-)))

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      No i bardzo dobrze! Za wymuskanymi elegancikami nie przepadam. Krzychu może się ubierać jak chce, byleby tak dennymi tekstami nie rzucał i odrobinę ogłady nabrał:)

  11. a
    amina
    | Odpowiedz

    Zajefajne tekst .Pragnę przeczytac całość 🙂

Napisz nam też coś :-)