Dobry zwyczaj nie pożyczaj (X)

with 8 komentarzy

lekka komedia romantyczna
 

Mało do niej docierało. Była czystą rozkoszą, błaganiem o spełnienie. Nie pamiętała, aby kiedykolwiek, jakikolwiek mężczyzna sprawił, że tak szybko dotarła prawie na sam szczyt. Jego wierzchołek już nie majaczył we mgle – znajdował się tuż obok, może o krok lub o dwa. Pozbyła się wstydu, złości i wszelkich innych obiekcji. Pragnęła jednego – orgazmu!

– Proszę!… – wyjęczała, czując jak brutalnie jego język i zęby poczynają sobie z jej piersią.

– Przecież nie zostawisz mnie samego – odparł z wyrzutem.

Zrozumiała, co miał na myśli. Lecz było jej wszystko jedno – wręcz pragnęła, aby w końcu się w niej znalazł. Aby wbił się w rozedrgane wnętrze, aby dostarczył ekstazy każdym ruchem lędźwi.

Tylko że Krzysiek miał inne zamiary. Nie zdjął bokserek. Położył się pomiędzy zgrabnymi udami, twarz zanurzył w pachnących, potarganych włosach kobiety, po czym zaczął poruszać biodrami. Zachowywał się tak, jakby naprawdę był już w środku, jakby jego członek nie więził elastyczny materiał. Lekko uniósł się na wyprostowanych ramionach, patrząc z góry prosto na zarumienioną Olkę. Usta miała nabrzmiałe, w oczach niesłychany głód, chyba nawet większy niż jego. Potem pochylił się i zaczął ją całować, przyspieszając jeszcze ruchy bioder. Zakwiliła cicho, z żarem oddając pocałunek.

I wtedy się poddał. Chciał ją tylko podrażnić, doprowadzić tuż przed metę i zostawić, ale nie dał rady. Jednym ruchem zsunął bokserki, po czym wbił się w opływające sokami podniecenia wnętrze.

Zamarł na moment, zamykając oczy.

Dawno nie doświadczył niczego równie wspaniałego!

– Jesteś we mnie – wyszeptała jakby ze zdziwieniem. Oczy miała ogromne, pociemniałe z podniecenia.

– Obiecałem, że będziesz głośno krzyczeć – wymruczał, wodząc czubkiem języka po jej szyi. Potem przylgnął do niej wargami i zaczął się poruszać. Najpierw powoli, wydobywając z ust Olki jedynie westchnienia. Plecy Krzyśka rytmicznie opadały, prężyły się, opływając potem. Jedną rękę zacisnął na jędrnej piersi, drugą chwycił krągły pośladek. Pochylony na Olką, tak, że ich twarze dzieliły zaledwie milimetry, wbijał się coraz mocniej. Westchnienia przeszły w jęki. Stłumił je, całując ją z żarem, namiętnie i z głodem, którego nigdy wcześniej nie doświadczył. Żałował teraz, że ją skuł, bo pragnął poczuć również kobiece dłonie, paznokcie rzeźbiące głębokie bruzdy w jego skórze, lecz nie było czasu, aby to zmienić. Mętnie pomyślał, że zostawi to na później.

A potem przestał myśleć.

Jego biodra poruszały się w niesłychanym tempie. Słyszał swój własny krzyk, słyszał jak i ona krzyczała, gdy wbił się po raz ostatni, po czym zamarł, naprężając ciało. Nie pytał o pozwolenie, nie pytał, czy się zabezpiecza. Nawet mu to na myśl nie przyszło. Pragnął spełnienia, pełnego spełnienia i nic nie mogło stanąć mu na drodze.

Potem opadł na jej ciało, rozluźnił zaciśnięte palce, wtulił twarz w zagłębienie pomiędzy ramieniem, a szyją. Bosko pachniała! Seksem, sobą, przeżytym orgazmem. Wszystkim, czego tylko mógł zapragnąć.

– Ciężki jesteś – wyszeptała. Dopiero wtedy lekko się uniósł. Policzki, szyję i dekolt Olki pokrywała ognista purpura – znak ekstazy, jakiej doświadczyła. Wargi miała nabrzmiałe, również w kolorze ciemnej czerwieni, oczy ogromne, błyszczące. Czoło spocone – przylepiło się do niego kilka kosmyków włosów.

– Rozkuję cię – odarł schrypniętym głosem. Ciężko było zrealizować obietnicę, bo ciało miał dziwnie niemrawe, nie reagujące na sygnały z mózgu, a kolana miękkie, jak z waty. Na szczęście kluczyk schował wcześniej w szufladzie stolika nocnego i teraz bez problemu go użył.

– Cholera! – syknął. Nadgarstki miała obtarte prawie do krwi. – Imbecyl ze mnie.

– Nie. – Olka lekko się uśmiechnęła. – Było cudownie…

Zarzuciła mu ramiona na szyję, przyciągając ku sobie i pocałowała. Tym razem bez poprzedniego żaru, spokojniej, lecz nie mniej namiętnie. Nie protestował – w życiu nie przerwałby czegoś tak przyjemnego.

– Mówiłem o twoich dłoniach – wyjaśnił chwilę później, chwytając jedną rękę i całując jej wnętrze. – Będziemy musieli to jakoś wytłumaczyć.

Roześmiała się.

– Nie boli? – spytał zdziwiony.

– Powoli zaczyna – przyznała szczerze. – Akurat z tego chętnie się wytłumaczę. To służbowe?

– Tak. Nie bardzo nadają się na takie zabawy, ale w sumie chciałem cię tylko podrażnić.

– Podrażnić? – spojrzała na niego zaskoczona.

– Głupek ze mnie, przyznaję – odparł ze skruchą. Nie chciał, aby po wszystkim zerwała się i obrażona, uciekła do łazienki. Pragnął więcej. Więcej seksu! Teraz, zaraz, nie później.

– Pewnie że głupek. Nie musiałeś mnie skuwać, żeby uprawiać seks. – I tak nagle poczuła się urażona. – Więcej wiary w człowieka!

Przygryzł wargę. Mógł oczywiście wytłumaczyć, że to miała być tylko zabawa. Kiedy zaczął ją pieścić, sądził, iż da radę się powstrzymać. Wcale nie chciał robić tego w ten sposób pierwszy raz i nigdy wcześniej nie kręciły go tego rodzaju rzeczy. Tylko że los, własne ciało i sama Olka spłatali mu figla. Tak to jest, gdy się igra ogniem, pomyślał z melancholią, odgarniając ciemne pukle i składając delikatny pocałunek na kobiecej szyi.

– Daję słowo, że będziesz mogła mi się odwdzięczyć tym samym – wymruczał.

– Dobrze, ale później. Też mam solidną ramę łóżka – zachichotała, wtulając w jego objęcia. – Naprawdę nie lubisz hasła: bierz mnie ogierze?

Przewrócił oczyma w udawanym geście rozpaczy.

– A ty lubisz?

– Nie, skąd! – spąsowiała. – Tak mi się tylko nawinęło, bo ostatnio oglądałam głupawą komedię i tam właśnie szły takie teksty.

– Komedię? – zmrużył oczy. – Olka, przyznaj! To był pewnie jakiś pornosik, a nie komedia.

– Komedia! – upierała się, chociaż dostrzegł jej zmieszanie.

– Skoro tak twierdzisz… Też chętnie obejrzę.

– Zapomniałam tytułu – powiedziała szybko, wyplątując się z jego ramion i wstając. – Idę się wykąpać.

– Sama? No co ty! Kto ci namydli plecki?

– Plecki sama sobie namydlę, ale jakbyś był uprzejmy zająć się innymi rejonami mojego ciała… – puściła oczko, zrzucając na ziemię mocno już wymiętoszoną sukienkę, a zaraz po niej koronkowy biustonosz. Od razu zauważyła jego wzrok, usłyszała, jak głośno i gwałtownie wciągnął powietrze.

Na szczęście twórcy łazienki nie oszczędzali na miejscu do kąpieli. Olka z Krzyśkiem dotarli pod prysznic obijając się od wykafelkowanych ścian oraz namiętnie całując. Tak namiętnie, jakby przez chwilą nie zaliczyli seksu stulecia. Ich zapału nie ostudził nawet lodowaty strumień wody, wywołał jedynie brzydkie przekleństwo. Zaraz potem uniósł ją bez najmniejszego wysiłku w powietrze i sprawnie nabił na swój sterczący członek.

– Och! – wyrwało się z ust Olki. – Już?

– Już – wymruczał, zamykając oczy i poruszając biodrami. – Złotko! Mówiłem ci! Umarłego byś skusiła!

– A gra wstępna? – Głośny jęk.– Mydlenie plecków? – Kolejny jęk.

– Później – odparł niecierpliwie. – Zostawimy to sobie na później.

– Szybki jak błyskawica – zakpiła, chociaż rozkosz jakiej dostarczała jego męskość, była nieporównywalna do niczego, co przeżyła wcześniej.

– Szybki? – Krzysiek ze świstem wciągnął powietrze. – Zaraz ci pokażę szybkiego! Jeszcze będziesz mnie błagać!

– Czyżby?

Zręcznie się z niej wysunął. Ukląkł. Zarzucił sobie zgrabne udo na ramię, aby mieć dostęp do mokrego, gorącego wnętrza. Sprowokowany, zadziałał dokładnie tak, jak sobie tego życzyła.

Seks oralny nie był dla Olki niczym nowym, chociaż ten sprzed niecałej godziny dostarczył zupełnie nieznanych wrażeń. Lecz tym razem kompletnie odpłynęła. Zwinny język pieścił ją w sposób, jakiego wcześniej nie znała. Do tego dołączył gibki palec i po kilku minutach Olka krzyczała, przeżywając kolejny orgazm, obiema dłońmi przyciskając głowę Krzyśka do swego podbrzusza.

Po tym słychać było tylko szum wody i głośny, świszczący oddech.

– Co ty ze mną robisz? – wyszeptała, gdy już wstał, uważnie wpatrując się w jej twarz.

– Dopiero zacząłem – leciutko ją pocałował. – A teraz ty. Proszę!

Nie miała wątpliwości o co prosi. Zresztą, tak! Chciała w końcu go dotknąć, spróbować. Teraz to ona osunęła się na kolana.

Miała rację. Był mocno owłosiony, uda, krocze, brzuch. Co dziwniejsze, tym razem zupełnie jej to nie przeszkadzało. Przeciwnie. Rajcowało jak cholera! Na dodatek jego penis dumnie sterczał, gruby, nabrzmiały, purpura muśnięta nieznacznie fioletem. Kilka delikatnych kropelek na jego czubku pokazało jej, jak bardzo Krzysiek był podniecony. Zlizała je z lubością, sprawiając, że ciało mężczyzny naprężyło się, wyginając lekko w łuk.

– Olka! – Tym razem to on jęczał.

Nie dała się długo prosić. Objęła go ustami, zwilżyła językiem i wsunęła tak głęboko, jak tylko mogła. Potem wolno, wolniutko, posuwistym ruchem, wypuściła go spomiędzy warg. I powtórzyła ten ruch. Raz, drugi… Szybko straciła rachubę, za to czuła, że wyraźnie przyspiesza. Krzysiek wplótł palce w jej włosy, lecz nie naciskał, nie wymuszał niczego. Nadawał jedynie tempo. I wtedy pomyślała, że powinna odwdzięczyć się mu za to, co przed chwilą z nią zrobił. Połykała go zachłannie, prawie do samego końca, momentami krztusząc się. Lecz to jej nie zatrzymało. Dłonią pieściła wnętrze jego ud, jądra, docierała do pośladków. W oczach miała łzy, ale nie wycofała się. Nawet gdy ciało Krzyśka zaczęło konwulsyjnie drżeć, a na języku poczuła smak jego spermy. Nawet wtedy.

Za to wstała i z premedytacją, patrząc mu prosto w oczy, oblizała usta.

– Olka – wyszeptał, po czym chwycił ją za kark niczym nieposłusznego kociaka i pocałował. Na czubku języka miał coś o najwspanialszym lodzie oraz głupocie Gabriela, ale zrezygnował. – Kobieto! Wiesz jakie to było cudowne? Jak mi było dobrze? – powiedział w zamian za to.

– Zauważyłam – roześmiała się uszczęśliwiona. – Ale chyba nie bardziej niż mnie?

– Nie zamierzam się licytować. I chyba nie mam już siły na więcej – mrugnął porozumiewawczo. Zgodnie z jego oczekiwaniami, podjęła wyzwanie.

– Wyjdź! – rozkazała. – I usiądź tam! – wskazała na niewielki taborecik, stojący dokładnie naprzeciwko prysznica. Posłusznie wykonał rozkaz, ciekawy, co wymyśliła.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. I
    Iza
    | Odpowiedz

    Znowu???? W takim momencie????

  2. A
    Ania
    | Odpowiedz

    Tak tak tak! W końcu. Też bym tak chciała, jeju jak bardzo. Się doczekałam😂😈

  3. J
    Judyta
    | Odpowiedz

    Jak to dobrze, że tydzień przerwy nie wpłynął negatywnie na jego gotowość do działania.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      😀 Ale za to zaraz będziemy mieli zbrodnię. Doskonałą :-)))

  4. A
    Asia
    | Odpowiedz

    Aaaaa chyba moj ulubiony rozdział ☺️😈

  5. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Krzychu to długodystansowiec – akcja przeciągnęła się na trzeci tydzień 🙂 Niezły zawodnik 🙂 Scenka miłosna bardzo smakowita, a Krzysiek zdecydowanie stanął na wysokości zadania – wykazał się wyczuciem i w słowie, i w czynie. Gdyby zrealizował swój plan i wycofał się w ostatnim momencie, to mógł zginąć śmiercią tragiczną 🙂 Olka by mu tego nie darowała. Ciekawa jestem bardzo tej zbrodni doskonałej 🙂

  6. J.Gibson
    | Odpowiedz

    O matko!
    Na jakich bateriach on jeżdzi?
    Zazdro Olka….
    Mnie tylko zastanawia kolor członka szanownego czlonka policji.
    Purpura muśnieta fioletem?
    Zygmunt obral takie kolory po 24h na viagrze 100mg😂
    Co tonbyla za noc… I ranek… I drzemka poobiednia… I jaki szybko wrocil z pracy….😂

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      Po tygodniu stania Krzychowi krążenie zaszwankowało 🙂

Napisz nam też coś :-)