Dobry zwyczaj nie pożyczaj (XI)

with 15 komentarzy

lekka komedia romantyczna
 

Olka zasunęła szklane drzwi. Później nabrała w dłonie płynu do kąpieli i zaczęła się namydlać. Powoli, zmysłowo, okrężnymi ruchami, nie pomijając żadnego zakamarka ciała. Szczególnie dużo uwagi poświęciła piersiom. W końcu odwróciła się tyłem do Krzyśka i zaczęła masować pupę. A na samym końcu uniosła lekko nogę, stawiając ją na niewielkim podwyższeniu i paluszkami sięgnęła do swego wnętrza.

Krzyknęła, bowiem dotykała miejsca nie tylko niezwykle wrażliwego, ale wrażliwego dzisiejszej nocy w szczególny sposób. I dopiero wtedy spojrzała na siedzącego nieruchomo mężczyznę. Onanizowała się, patrząc mu prowokująco w oczy, uśmiechając się i coraz głośniej pojękując.

– Olka! – Wstał, kładąc dłoń na ożywającej męskości. Lecz wtedy ona uniosła rękę. Stop! zdawała się mówić jej postawa. Zakręciła wodę, sięgnęła po ręcznik i owinięta nim, przeszła do sypialni. Nie zdążyła nawet dojść do łóżka, gdy otoczyło ją silne, męskie ramię.

– Złotko, przecież ty mnie wykończysz! – powiedział, ocierając się o jej pupę. – Trzeci raz?

– Trzeci – potwierdziła, opuszczając ręcznik. Teraz czuła pulsującą podnieceniem męskość, dokładnie na swych pośladkach.

– Biję rekordy! – zaśmiał się cicho. – Jak chcesz? Od tyłu? Czy może wolisz tym razem dominować? Albo przećwiczymy pierwsze dziesięć pozycji z Kamasutry? – Sposób, w jaki dotykał jej ciała, doprowadzał ją do szaleństwa. Ona też chciała doprowadzić go do szaleństwa. Dlatego wykręciła głową, patrząc mu zalotnie w oczy ponad ramieniem.

– Weź mnie od tyłu! – zażądała, napęczniałym od emocji głosem. Nie wiadomo, czy to słowa, czy też jej spojrzenie, ale Krzysiek oszalał. Pchnął na łóżko, nakrył swoim ciałem i dłonie zacisnął na szczupłych ramionach. W upojeniu pokrywał pocałunkami kark i szyję, czasami nawet lekko kąsał, jednocześnie ocierając się o wypięte, kobiece pośladki nabrzmiałym penisem. I bardzo szybko wrócił do formy.

– Tym razem nie będzie szybko! – wycedził przez zęby. Podniósł się, chwycił krągłe biodra, również unosząc je w górę, a potem wbił się pomiędzy nie, silnym, szybkim ruchem.

Krzyknęła, unosząc się na wyprostowanych ramionach. Zaczął się w niej poruszać, powoli, jakby ociężale, jednocześnie dobijając do samego końca. Nie zmieniał tempa w znaczący sposób, po prostu chciał zrealizować to, co zapowiedział.

Po kwadransie ich ciała opływały potem, a sypialnię wypełniła kakofonia jęków. Po dwóch kwadransach Olka opadła z sił i leżała na łóżku z policzkiem przyciśniętym do materaca i wypiętą ku górze pupą. Po trzech kwadransach nie miała nawet siły krzyczeć, za to błagała o litość. O rozkosz! Krzysiek uśmiechnął się szeroko, chociaż i on powoli tracił siły. Lecz z każdym ruchem jego lędźwi, ekstaza była coraz bliżej. Nadciągała powoli, choć nieuchronnie.

– I jak? – wychrypiał, pochylając się i przytulając do smukłych pleców. – Mam skończyć?

– Tak!

– Poproś.

– Proszę!

– Nie tak złotko, nie tak – syknął, chwytając zębami skórę na jej karku. Zakwiliła, naprężając ciało. – Powiedz mi co mam zrobić.

– Ty… Krzysiek, proszę!

– Mów, jak mam to zrobić!

Chociaż półprzytomna z rozkoszy, balansująca na krawędzi orgazmu, zrozumiała.

– No dalej złotko! Będę cię torturował tak długo, aż nie wykrztusisz tego z siebie.

– Ja… – zamknęła oczy.

– Co mam zrobić?

– Skończ we mnie! – Wykrzyczała w końcu.

– Musimy to potrenować – mruknął, po czym wyprostował się, z całej siły ścisnął jej biodra i ruszył do morderczego galopu. Tym razem nie potrwało to długo. Skończył z głuchym stęknięciem, podczas gdy ciałem Olki wstrząsał kolejny orgazm.

Bardzo długo leżeli obok siebie w milczeniu. Może nie całkowitym, bo ciszę zakłócały ich głośne, świszczące oddechy, ale w milczeniu.

– Jestem cała mokra – odezwała się Olka, wykręcając głowę i patrząc w ciemne, rozkojarzone oczy.

– Ja też? Prysznic?

– Nie mam siły – przyznała uczciwie. – Nie mam nawet siły aby wstać i pójść po coś do picia.

– Jest woda – powiedział, sięgając ręką za krawędź łóżka. – O, proszę! Nawet nie otwarta.

– Wybawco! – mruknęła, po czym opróżniła pół butelki. – Reszta dla ciebie.

Nie odmówił. Wypił, sięgnął po kołdrę, po czym przytulił się do boku leżącej w całkowitym bezruchu Olki.

– Muszę się zdrzemnąć – wymruczał i minutę później już smacznie spał.

Śpioch, pomyślała z rozrzewnieniem, patrząc na czubek potarganej, męskiej głowy. Chociaż w sumie ona również była nieziemsko zmęczona. Obolała. Spocona. Musnęła palcami jego włosy, delikatnie powiodła opuszkiem po policzku oraz ustach i nagle z euforią zdała sobie sprawę, że całowały ją, pieściły.

Dwa dni. Dwa niezwykle intensywne dni, pełne kłótni, sprzeczek, złości, narastającej fascynacji i pożądania. Krzysiek był niezwykłym mężczyzną. Nadal co prawda nie była pewna, czy nie zełgał z tą pracą w policji, ale wiedziała jedno – ten, żaden inny! Seks, ich rozmowy, jego poczucie humoru i to, że w końcu będzie mogła być przy nim sobą. Sobą! Dawną impulsywną Olką, która nie zawahałaby się nocować w chacie nad jeziorem, jeździć motorem i mieć w dupie, co myślą o niej inni. Przecież ta cała sytuacja wynikła właśnie z tego! Zbyt mocno wstydziła się okazać swój żal po rozstaniu z Gabrielem, zbyt mocno chciała pokazać, że jej nie zależy.

A przecież zależało. Cierpiała kilka tygodni, płacząc w zaciszu swojej sypialni. Rankiem, w łazience, maskowała swą rozpacz perfekcyjnym makijażem. Potem, w ciągu dnia szorstkim zachowaniem i obojętnością.

I nagle ostra jak błyskawica myśl, przeszyła jej umysł.

A co jeśli on tylko gra? Co jeśli Irka naprawdę go wynajęła, płacąc za udawanie mężczyzny doskonałego? Z drżącym sercem wyplątała się z ramion Krzyśka. Chwyciła telefon i zdrętwiała. Nie będzie przecież dzwonić o trzeciej w nocy! Z determinacją włączyła neta i wpisała: Krzysztof Szymański.

Nie liczyła na wiele, ale wujcio google pozytywnie ją zaskoczył. Artykuł o śledztwie, zdjęcie, pod zdjęciem nazwisko. Zgadzało się. Olka odetchnęła z ulgą. A więc Krzysiek nie kłamał.

Wyjaśniwszy najbardziej palącą kwestię, ubrała leżącą pod ręką koszulkę, wciągnęła spodenki i odnalazła swoje japonki. Chciała zejść na dół, znaleźć coś do picia, bo pragnienie stało się zbyt dokuczliwe, aby zdołała zasnąć.

Nie miała pojęcia, o której skończyła się impreza, lecz dookoła panował jeszcze mrok i cisza. Bezszelestnie, jakby odruchowo dopasowując się do panującego nastroju, zbiegła po schodach i już chciała skręcić w kierunku kuchni, gdy ujrzała coś dziwnego.

Wysoka postać skradająca się korytarzem, prosto ku głównym drzwiom. To było zastanawiające, a zrobiło się zagadkowe, gdy w blasku niewielkiej lampki wiszącej w wykuszu, dostrzegła, że był to Gabriel. W dodatku trwożnie rozglądał się dookoła.

Zaciekawiona Olka, niemal wbrew sobie, a już na pewno wbrew zdrowemu rozsądkowi, podążyła za nim ukradkiem. Szczerze mówiąc nie miała pojęcia, co jej eks mógłby kombinować. Czyżby miał kogoś na boku i tylko udawał wielką miłość do Gosi? Do tego skurwiela wszystko podobne, zawyrokowała Olka, kangurzym skokiem kryjąc się za pobliskim krzakiem. Na zewnątrz nie było już jednolicie ciemno. Niebo na wschodzie poróżowiało, a mrok powoli, choć z wyraźnym uporem, zaczynał się wycofywać. Nadal nie dawało się dostrzec zbyt wielu szczegółów, lecz zmieniało się to z minuty na minutę.

Gabriel udał się prawie na kraniec posiadłości, gdzie pod samym ogrodzeniem stał średnich rozmiarów budyneczek. Nic specjalnego, pewnie kiedyś pełnił funkcje szopy, a teraz magazynku albo gospodarczego.

– A jednak schadzka – mruknęła Olka, postanawiając, że drugi raz przyłapie niewiernego na zdradzie, chociaż teraz obchodziła ją ona mniej niż zeszłoroczny śnieg. Nie potrafiła jednak odpuścić. Niestety, zanim ruszyła do akcji, Gabriel wyszedł z budynku i biegiem ruszył w drogę powrotną. Wyglądało na to, że niezwykle się spieszył. Zaintrygowana Olka postanowiła chociaż sprawdzić, co tam mogło być ciekawego w środku.

Wiele nie zobaczyła, bo dzień wciąż przegrywał z nocą. Z żalem pomyślała o telefonie, który był wyposażony w latarkę. A potem chciała już wyjść, gdy przez okno dostrzegła coś przerażającego.

Gabriel wrócił. Biegł, trzymając coś przed sobą i był na tyle blisko, że mogła dostrzec kilka szczegółów.

Jego zacięty wyraz twarzy.

Ponury grymas wykrzywiający usta.

I ogromny, lśniąco złowieszczo, kuchenny nóż.

Przez umysł Olki przemknęły dwie myśli. Pierwsza – miał sekret. Druga – zauważył, że ona chciała ten sekret odkryć. Nie ważne, że niczego nie znalazła, nie ważne, że tak naprawdę miała gdzieś jego tajemnice.

Nie było czasu, by się ukryć. Nie było czasu, aby poszukać innego wyjścia. Przerażona i zdeterminowana Olka przylgnęła do ściany przy drzwiach i premedytacją podłożyła napastnikowi nogę. Ten chyba akurat tego się nie spodziewał, bo runął jak długi, głucho jęknął i zamarł.

I wtedy zrozumiała, co się stało.

– Krzysiek! Krzysiek! Obudź się! – jęczała, potrząsając ramieniem zaspanego mężczyzny.

Ogłuszony, zaskoczony, że nie chodzi o seks, bezskutecznie starał się ją uspokoić.

– Ale co się stało? – dopytywał się, ubierając, bo Olka uparcie powtarzała: chodź!

Pokręciła głową, a toczące się po jej policzkach łzy, wstrząsnęły nim podwójnie. Bez słowa podążył, za roztrzęsioną kobietą.

– Co jest? – spytał zdezorientowany, gdy dotarli na miejsce i dostrzegł nieruchomo leżące ciało.

– Chyba go zabiłam – wyszeptała blada jak ściana Olka. – Ale przysięgam, tak tylko przypadkiem…

Krzysiek wydał z siebie stłumiony okrzyk, padając przy ciele Gabriela. Wyglądało to tak, jakby zamierzał się na niego rzucić w miłosnym szale. Zresztą, w panującym w pomieszczeniu mroku, wiele szczegółów umykało ludzkiemu oku.

– Jasna cholera! – wyjęczał. – On faktycznie nie żyje! Coś ty mu zrobiła?

– Podłożyłam nogę – przyznała uczciwie Olka.

– I od tego umarł?

– No nie… Nadział się na ten nóż, co go trzymał w ręce.

– Nadział się na nóż?! – wrzeszczał Krzysiek, podrywając się i jednocześnie łapiąc za głowę. – O jasna cholera! O kurwa jego mać! Jak to się nadział?

– Tak normalnie. Upadł i się nadział. Skoro nie żyje, to chyba dość niefortunnie upadł – dodała niepewnie Olka. Przerażenie zniknęło. Nieuniknione stało się faktem, ale do niej dotarło, że miała swojego rycerza.

– Kobieto! Masz pojęcie co narozrabiałaś? Masz chociaż blade pojęcie, czym się to może skończyć? – darł się, latając dookoła zwłok.

– Co tak panikujesz, trupa nie widziałeś czy co? – obraziła się nagle. – Zakopiemy go w lesie i po krzyku.

Krzysiek na nią spojrzał. ALE jak spojrzał! Od razu powinna wykazać odrobinę przyzwoitości i zamienić się w powietrze.

– Każesz policjantowi z wydziału kryminalnego zakopać trupa w lesie? – wybełkotał zdławionym głosem.

– Możemy go wcześniej poćwiartować…

Krzysiek z impetem usiadł na ziemi. Po czym trzykrotnie walnął głową o jeden z drewnianych słupów stodoły.

– O ja pierdolę! O ja pierdolę! – jęczał tylko, budząc tym samym niesmak Olki.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Trzy razy? I to ostatni trwający niemal godzinę? Krzychu, order dostaniesz jak nic 😁
    No to jestem ciekawa, jak Olka “przez przypadek ” zabiła.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Da radę 😉 Osobiście sprawdzone ;-D

      • J
        Judyta
        |

        Osobiście sprawdzone “zabicie przez przypadek”? O.o

      • Jo Winchester
        |

        Judyta, mam wrażenie, że nie o “zabicie” tutaj chodzi🙊

      • Babeczka
        |

        Zabijam i to celowo jedynie atakujące mnie latem komary ;-)))

  2. D
    Domi
    | Odpowiedz

    To się porobiło 😡 Ktoś ma jakieś info kiedy stepsister??

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Będzie lada chwila, muszę się ogarnąć 😉

      • D
        Domi
        |

        <3

  3. J
    Judyta
    | Odpowiedz

    Muszę przestać czytać w robocie, bo koledzy dziwnie patrzą, kiedy parskam śmiechem przy pisaniu kodu xD

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Reszta już będzie na bardzo poważnie……………

  4. A
    Asia
    | Odpowiedz

    A to zes pojechała z tym Gabrielem !!! 🤭Sielanka sie skończyła co? 😋

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Ależ skąd… Trupa zakopią w lesie i mogą wracać do łóżka, na upojny seks 😉

  5. J.Gibson
    | Odpowiedz

    Porządne bzykanko odmieniło charakterek Olki o 180*. Co te sexy z ludźmi robią?

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      Krzychu sięgnął do jej wnętrza i przestawił wajchę 🙂

  6. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    To się porobiło! Bardziej narozrabiać już chyba Olka nie mogła 🙂 Gosieńka ją ubije. Chociaż, może nie, bo Olka pewnie wyląduje w areszcie – miejsce pierwszej podejrzanej ma jak w banku. Miała motyw i sposobność. Kto uwierzy, że podstawiła nogę Gabrielowi? I tak właściwie “to od tego umarł”? 🙂 Podejrzewam, że powód skradania się uzbrojonego Gabriela był zupełnie prozaiczny i nie miał nic wspólnego z Olką. Ciekawe po co on w noc poślubną polazł do budynku gospodarczego? Opuścił ciepłe łóżeczko i ramiona nadobnej Gosieńki, żeby zrobić obchód? Jakaś tajemnica się tu czai.

Napisz nam też coś :-)