Dobry zwyczaj nie pożyczaj (XII)

with 8 komentarzy

lekka komedia romantyczna
 
Pewnie trochę się dziwicie zmianie daty, ale od tego wtorku wraca Rebel z nowym tekstem i grzecznie ustąpiłam jej miejsca, tym bardziej, że na razie newsletter kuleje 😉 Nowa praca pochłania bez reszty, ledwo do łóżka trafiam, ale wiem, że jak już wszystko sobie ułożę, wrócę szybciutko do pisania ;-))) Na szczęście dziewięć miesięcy to nie będzie...

 

– Halo! Jest tu ktoś? – nadobny głosik zabrzmiał gdzieś na prawo od wejścia. Krzysiek od razu zerwał się na równe nogi, odzyskując zimną krew.

– Zabierz ją stąd! – syknął. – Zabierz ją stąd, chociaż miałabyś to zrobić siłą!

– A ty?

– Ukryję trupa. Nie gap się tak, a co niby mam zrobić? Wsadzić cię do pierdla i zatrudnić się jako klawisz? No!

To jego no! było deprymujące. Olka wyskoczyła na zewnątrz niczym spłoszona łania, ale zaraz potem podobieństwo do łani zniknęło, bo uczepiła się ramienia Małgosi niczym pazerna harpia.

– Musisz mi coś doradzić! – powiedziała z determinacją ciągnąc kuzynkę w kierunku domu.

– Ale szukam…

– Gabriela? Tu go nie ma! Uprawialiśmy z Krzyśkiem seks na sianie i on zasnął, a mnie wszystko swędzi. Jakieś uczulenie czy coś. Ale Gabriela nie widzieliśmy.

– Z Krzyśkiem? – odparła przeciągle Małgosia. – Niezłe ciacho. Trochę nieokrzesany i strasznie lubi się wygłupiać, ale gdyby nie Gabriel, to kto wie czy nie odbiłabym ci kolejnego chłopaka – dodała nieco uszczypliwie.

– Ha ha! – roześmiała się sztucznie Olka. – Pewnie byś odbiła. Kiedyś była mowa, że masz alergię i zawsze nosisz w torebce jakieś tabsy na uczulenie. Poczęstujesz?

– No pewnie. A pomożesz mi później znaleźć Gabrysia? Przepadł jak kamień w wodę. Myślałam, że poszedł do kuchni, ale tam go nie ma.

– Pewnie, że pomogę – skłamała gładko Olka, nieco ponurym wzrokiem patrząc za ramię. – Na pewno gdzieś przysnął po imprezie. I po nocy poślubnej.

– Też nieźle dokazywaliście – powiedziała z przekąsem Gośka. – Połowa gości was słyszała. Pewnie dlatego przenieśliście się na siano?

– Połowa? – zmartwiła się Olka. Ale nie za bardzo, bo miała teraz na głowie dużo poważniejszy problem. – No zobacz, nie pomyślałam...

Odetchnęła dopiero, gdy znalazła się w sypialni. Usiadła na skraju łóżka, potem zgarbiła, ukrywając twarz w dłoniach.

Zabiła skurwiela. I nikt jej nie uwierzy, że przez przypadek. Strasznie głupi przypadek. Zabiła w momencie, gdy całkowicie przestało jej na nim zależeć. Gdy pozbyła się całej złości, gniewu, gdy się… zakochała!

Chyba że Krzyśkowi się uda?

– Olka?

Powoli się wyprostowała. Twarz miał poważną, surową. Ukląkł naprzeciwko kobiety i dopiero wtedy się odezwał.

– Teraz powiedz mi dokładnie, co co się wydarzyło. – Chwycił ją za ramiona i potrząsnął. – Każdy szczegół, każdy pieprzony detal. Zanim zjawi się policja.

– Wezwałeś posiłki? – spytała nieswoim głosem. A przecież miała absurdalną i zupełnie irracjonalną nadzieję, że naprawdę ukryje trupa.

– Wezwałem. Nie ma innego wyjścia. Poza tym on nie nadział się na żaden nóż. Ktoś go rąbnął czymś ciężkim w głowę.

– To nie ja – zapewniła słabym głosem. – Ale kiedy? Jak?

– To właśnie musimy sobie wyjaśnić. Bo jeśli mnie okłamałaś… – zacisnął kurczowo usta. – Jesteś prawnikiem. Wiesz jak się bronić.

– Specjalizuję się w prawie gospodarczym kretynie! – wrzasnęła rozsierdzona Olka. I wtedy Krzysiek przyciągnął ją ku siebie, przytulając, obejmując ramionami.

– Złotko, proszę! Sekunda po sekundzie, każdy twój ruch, każde słowo.

– No dobrze – zgodziła się potulnie. – Ty zasnąłeś, ja nie mogłam. Wierciłam się dłuższy czas w łóżku, po czym postanowiłam zejść na dół żeby wziąć coś do picia. I wtedy dostrzegłam jak Gabriel wychodzi. Tak ukradkiem, jakby przed kimś uciekał. Zaciekawiło mnie to, więc zaczęłam go śledzić. Tak się znakomicie złożyło, że miałam na sobie ciemne spodnie i twoją koszulkę, też ciemną. Nie zauważył mnie, kierując się w stronę tej stodoły. Wszedł do środka, by po chwili znów się pokazać. Ruszył biegiem w kierunku pałacyku, a ja ostrożnie weszłam do stodoły. Nic takiego tam nie znalazłam, a już na pewno nikogo. Wtedy niespodziewanie Gabriel wrócił. Dostrzegłam go przez okno. W ręku trzymał ogromny, kuchenny nóż. Może to nie było przerażenie, ale na pewno poczułam niepokój. Pomyślałam, że powinnam się wymknąć i uciekać ile sił w nogach, ale tam jest tylko jedno wejście. Na szybko wymyśliłam więc coś innego. Stanęłam przy drzwiach i kiedy tylko przekroczył próg, podłożyłam mu nogę. Przewrócił się i zamarł w bezruchu, a ja pobiegłam po ciebie. Wcześniej zdążyłam zauważyć, że upadł prosto na ten cholerny nóż! W ogóle nie brałam pod uwagę takiej wersji! Myślałam, że obije sobie kolano, pozłorzeczy i zrezygnuje z pościgu. To wszystko, przysięgam!

– Wierzę ci – delikatnie gładził jej wzburzone włosy. – Nie upadł na nóż. Nawet się nim nie zadrasnął. Za to nieźle musiał przydzwonić czołem w taki wystający z boku drąg.

– Ale…

– Nie to go zabiło.

– Naprawdę chciałeś ukryć zwłoki? – spytała, unosząc głowę i łapiąc jego spojrzenie.

– Pewnie tak – uśmiechnął się niewesoło. – Myślisz że ktoś uwierzyłby w tę wersję z potknięciem?

– Ty uwierzyłeś.

– Ja to co innego. – Lekko ją pocałował. – Pamiętaj! Nic nie wspominaj o podłożeniu nogi. Śledziłaś go, potem zniknął we wnętrzu stodoły, a ty pomyślałaś, że zdradza twoją kuzynkę. Weszłaś do środka w celu nakrycia niewiernego i wtedy znalazłaś jego trupa. Roztrzęsiona pobiegłaś po mnie. Ja wezwałem policję po uprzednim stwierdzeniu zgonu.

– Jako zdradzona eks będę chyba na pierwszym miejscu listy podejrzanych – mruknęła markotnie. – Gabriel to prawdziwy skurwiel! Nawet po jego śmierci będę miała kłopoty!

– Nie będziesz miała – odparł.

– Krzysiek! – Ujęła jego twarz w obie dłonie. – Proszę! Nie broń mnie za wszelką cenę. Jeśli ciebie by oskarżyli… Więzienie to nie jest odpowiednie miejsce dla policjanta.

– Wiem – lekko się uśmiechnął. – Nie bój się. Nikt nie oskarży ani ciebie, ani tym bardziej mnie. Zaufaj mi złotko, proszę! A teraz chodźmy, bo chyba przyjechali.

Miał rację. Pod główny budynek zajechały dwa radiowozy, z którego wysiadło razem pięć osób. Wśród jeden taki, co wyglądał bardziej na szefa grupy przestępczej niż policjanta.

– Podkomisarz Krzysztof Szymański – przedstawił się mu Krzysiek, wygrzebując z kieszeni odznakę. – To ja was wezwałem.

– Pan? – Mężczyzna spojrzał na niego z niechęcią. Nic dziwnego, bo nikt nie lubił, aby mu się konkurencja wtrącała w dochodzenie, a za taką wziął obecność Krzyśka.

– Moja narzeczona natknęła się na trupa.

– Pańska narzeczona, tak? – Olka zaczerwieniła się, ale nie zaprotestowała. – Bardzo znane nazwisko. Nie jest pan czasem spokrewniony z Ryszardem Szymańskim?

– To mój ojciec – odparł ze spokojem Krzysiek, a tamten gwałtownie wciągnął powietrze.

– Ach! – mruknął i zamiast niechęci w jego oczach pojawiło się coś na kształt strachu. – Czyli oboje jesteście państwo gośćmi na weselu? To pańska rodzina, czy pana narzeczonej?

– Mojej narzeczonej. Chciałbym…

I nieoczekiwanie oddalili się od Olki, zaintrygowanej zachowaniem przybyłej władzy. Przez chwilę gapiła się na nich w milczeniu, aby zaraz później wstać i energicznym krokiem udać się z powrotem do sypialni.

Kim u licha był ten Ryszard Szymański? rozmyślała, sięgając po telefon. Zasięg był słaby, internet chodził jak w erze przedpotopowej, ale w końcu wyskoczyły poszukiwane informacje.

Wątpliwości nie było. Z malutkiego ekranu patrzył na nią Krzysio–bis w nieco starszym, poważniejszym wydaniu.

– Komendant policji? – zmarszczyła brwi. – Ale w jakim mieście? Głupia wiki, zawsze ma dziurawe dane…

I nagle zrozumiała. Ze świstem wciągnęła powietrze, potem równie gwałtownie je wypuściła.

A więc to tak! Dlaczego nic jej nie powiedział? Dlaczego się nie pochwalił, tylko wygadywał głupoty o pierogach i rozlatującej się chałupie?

– Olka! – Krzysiek pojawił się w pokoju i zaniepokojony podszedł do stojącej przy oknie kobiety. – Wszystko w porządku? O! Bystra dziewczynka! – pochwalił, widząc, co przeglądała w telefonie.

– To na serio twój ojciec?

– Moja matka tak twierdzi.

– Gruba ryba.

– Nawet wieloryb, bo mu się ostatnio sporo przytyło. Zaraz przyjedzie odpowiednia ekipa, a ty wykąp się i ubierz. Jedziemy na komisariat.

– Zamkną nas? Albo raczej mnie?

– Nie głuptasie! – roześmiał się, przytulając ją i całując w ucho. – Nie zamkną. Naprawdę, wierz mi, nie mają powodów. A może przed wyjściem szybki seksik? – zaproponował, zaciskając palce na jej pośladkach.

– Krzysiek! Dla mnie to poważna sytuacja!

– Żałujesz go?

– Może trochę, ale nie o to chodzi.

– Oleńko, błagam! Sama zobacz! – wymruczał, ocierając się o jej pupę.

– Ale teraz?!

– Rozładujemy napięcie…

– Oszalałeś!

– Uhm. Oszalałem – potwierdził i dalej już nie czekał na jej pozwolenie. Szczerze mówiąc, to od kilku godzin czuł się niczym wiecznie napalony smarkacz. Myślał tylko o jednym, pragnął tylko jednego i nawet nagłe zejście Gabriela z tego padołu łez, nie wpłynęło na jego pragnienia.

– Nie! Ja nie chcę! Nie teraz! Nie w takiej sytuacji! – Protestowała, chociaż jej sprzeciw słabł z każdą sekundą.

– Oleńko! – wymruczał, pociągając ją za łóżko.

– Trzeba zamknąć drzwi.

– Zamknąłem.

– Na klucz!

– Zamknąłem na klucz.

– I musimy być cicho.

– Będziemy.

– I… – Więcej nie zdołała nic powiedzieć, bo Krzysiek zamknął w końcu jej usta pocałunkiem. Trochę na początku czuła się nieswojo – nieopodal domu trup, a wokół cały pluton mundurowych, ale jemu w najmniejszym stopniu to nie przeszkadzało. Może z racji pracy? pomyślała z melancholią Olka, a potem przestała myśleć o tak prozaicznych rzeczach.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    Ania
    | Odpowiedz

    Bardzo jestem ciekawa jak to się potoczy😂 ale wiem, ze warto czytać 😍

  2. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Wszystko fajnie, ale te zapędy Krzyśka na kolejny seksik w takich okolicznościach są co najmniej dziwne… :))

    • A
      Asia
      | Odpowiedz

      Oj tam dziwne takie tam małe codzienności…😅 jak każdy człowiek po robocie ma prawo na chwile relaksu, a ze można powiedzieć, ze był w pracy to teraz kolej na przyjemności 😁

  3. J.Gibson
    | Odpowiedz

    Hahahaha! Geniusze zbrodni😂
    Rozładowanie napięcia obowiązkowo po takich okolicznościach😂😂🐔

  4. Anonim
    | Odpowiedz

    Dobry zwyczaj.. sprawdzać motyle w oczekiwaniu na autobus ❤️ zawsze to szybciej leci czas. Jeszcze jak się czyta takie historie, to tym bardziej.

  5. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    No faktycznie zbrodnia doskonała to to nie jest 😉🤗😋

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Jeszcze się zdziwicie……………….

  6. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Ja tu widzę jakieś sadystyczne zapędy – Krzychu stał przez tydzień, Bestia jest podjarana już chyba ze trzy tygodnie – nie macie, Kobiety, litości 🙂
    “Olka wyskoczyła na zewnątrz niczym spłoszona łania, ale zaraz potem podobieństwo do łani zniknęło, bo uczepiła się ramienia Małgosi niczym pazerna harpia.” – he,he 🙂 Boskie 🙂
    No proszę, Olka się zakochała. Kto by się spodziewał? Najmniej chyba ona sama. Żeby tylko Krzysiu nie pomyślał, że zakochanie uruchomiło się wraz z wiedzą, że nie wypadł sroce spod ogona, albo że zabiła Gabriela, a przez znajomości chce się z tego wykręcić. Ale nie, zdaje się, że Krzychu wpadł jak śliwka w kompot – raz, że wierzy Olce, dwa, że wierzy sobie jako policjantowi, a trzy, że… jest nastawiony na rozładowanie napięcia 🙂 Ale trzeba mu przyznać, że zachował zdrowy rozsądek – zamknął drzwi na klucz 🙂 Ochota na seks wcale mnie nie dziwi – Krzychu się dopiero co rozkręcił, przekonał o kompatybilności cielesnej z Olką, więc mu mało – proste jak budowa cepa. A że były facet Olki został uśmiercony? No cóż… tak bywa 🙂
    Nie przepadam za Gosieńką, ale mi jej żal. Zostać wdową w dzień poprawin… czyżby kara za odbicie cudzego narzeczonego?

Napisz nam też coś :-)