fbpx

Dobry zwyczaj nie pożyczaj (III)

with 16 komentarzy

pożyczony narzeczony i komplikacje weselno sercoweNie jestem feministką! Nie chcę być feministką!!! Wstydzę się być feministką!!!!! Dobra, a teraz dlaczego. Politycznej ideologi proszę do mojej wypowiedzi nie dorabiać, ja po prostu mam kurwa alergię na głupotę. Na debilną głupotę tym bardziej. Jak ktoś pierdoli farmazony o tym, że biedne krowy są poszkodowane, bo muszą dawać mleko i rodzić, to mi się nóż w kieszeni otwiera. No i jakim kurwa prawem ktoś chce mnie zmusić do wegetarianizmu??? Gdzie ta słynna tolerancja? No gdzie? Krowa musi rodzić, bo tak ustalił nie wredny mężczyzna, rząd, parlament europejski czy bóg, ale natura. Życie droga pani sprowadza się tylko i wyłącznie do przekazywania genów. Nie ma się co o to dąsać, dorabiać niepotrzebnej ideologii czy straszyć ogniem piekielnym (wybrać opcję zależnie od upodobań). Tak po prostu jest i nic tego nie zmieni. Możemy wpływać na tu i teraz, nie dopuszczając do siebie myśli, że to właśnie rozmnażanie jest celem naszego istnienia w większej skali. Naiwne, lecz nie pozwala nam zwariować.

Chociaż może lepiej, żeby niektórzy się jednak nie rozmnażali... Nawet w małej skali 😉

Ja tam od feministek od teraz trzymam się z daleka. Już od dawna kompromitowały sens tego słowa, ale za chwilę w słowniku synonimów będzie głupota=zidiocenie=feminizm. Tak, jestem na te babska zła, bo z potrzebnej idei, z walki tylu kobiet na przestrzeni ostatnich stu lat, co zrobiły? O co teraz walczą? O to, żeby byki zaczęły dawać mleko??? O to, żeby facet nie przepuszczał ich w drzwiach? O to, żeby składać donosy na sąsiada, bo drzewko wyciął?  Dla mnie feminizm zawsze polegał na odwadze pójścia pod prąd, a nie epatowaniu głupotą i niedojrzałością. Realizacji własnych planów i marzeń, ale bez krzywdy dla drugiej osoby. A teraz co? Jak kobieta mówi, że dobrze jej w roli kury domowej, to by ją te pożal boże feministki, z błotem zmieszały. A może ona faktycznie świetnie odnajduje się w takich tematach? Może wcale nie chce robić kariery, tylko wychowywać dzieci? Może doznaje orgazmu pochwowego przy prasowaniu męskich gaci? Dlaczego jej tego zabronić? To jej pomysł na życie, może dla innych niedoskonały, ale jej.

Zła jestem dziś jak osa, nawet mężowi awanturę zrobiłam 🙂 A tak w ogóle, chcecie najkrótszą definicję tolerancji? Dwa zdania. Dosadne. Masz prawo mieć swoje zdanie. Ja mam prawo mieć twoje zdanie w dupie. A i tak feministką już nie chcę być. Wychowana na tych wszystkich biografiach sufrażystek i feministek, na książkach pani Domagalik, dziś z goryczą przyglądam się temu, co obecne "feministki" robią z słuszną i piękną ideą. Dochodzę do prostego wniosku, że w łbach im się poprzewracało od dobrobytu i z braku prawdziwego zajęcia.

Uff! Dobrze że dziś mi się pisać nie chce, bo chyba bym wszystkich bohaterów najpierw wysłała na seks grupowy, a potem grupowo uśmierciła 😀

 

– Jak mnie pocałujesz, to mogę nawet spać w garniturze – zapewnił. – I mam drugi na jutro, na zmianę. Niebieski. Wyglądam w nim jeszcze bardziej szałowo – zakończył ze śmiechem.

– Słowo honoru, że będziesz w nim spał? – zmrużyła oczy, całkiem na serio zastanawiając się nad jego propozycją.

– Słowo honoru!

– No dobrze… – zgodziła się z ociąganiem. Wizja nagiego Krzyśka, tuż obok w łóżku, była bardzo niepokojąca. Ale skoro sam wpadł na ten dziwny pomysł z garniturem?…

Ujęła męską twarz w obie dłonie. Kciukami pogładziła szorstkie policzki. Lekko uśmiechnęła, podczas gdy spojrzenie Krzyśka niespodziewanie stało się niezwykle poważne. I w końcu pochyliła się, aby dotknąć jego warg.

Były gorące, suche. Smakowały kawą, pachniały nim samym. Mimowolny dreszcz wstrząsnął ciałem Olki, podczas gdy męskie dłonie objęły ją w pasie, władczo, zaborczo. Tak samo jak męskie usta odwzajemniły pocałunek.

Już nie był niewinnym dotykiem, subtelną degustacją.

Nie wiadomo skąd, pojawiła się namiętność. Nie wiadomo jak, ciekawość zmieniła w podniecenie. I nie wiadomo gdzie by to ich zaprowadziło, gdyby ktoś im nie przeszkodził.

– Ach tu jesteście! – Nieco piskliwy głosik przyszłej panny młodej sprawił, że Olka o mało co nie zleciała na ziemię. Chociaż zderzenie z rzeczywistością i tak przypomniało rąbnięcie o twardą skałę. – Ależ sobie kącik znaleźliście – zachichotała Gosieńka, podczas gdy sami zainteresowani zgodnie milczeli.

Gabriel nie wyglądał na zadowolonego. Pies ogrodnika, pomyślała mętnie Olka. Sam nie chce, ale drugiemu nie da. Cóż… To już nie jej problem.

– Nie do końca taki dobry, bo nas znaleźliście – powiedział Krzysiek. Czy jej się zdawało, czy był wściekły? Chyba tak, chociaż nie rozumiała dlaczego? Co on myślał? Że wyobraca ją w parkowej alejce, kilka godzin po tym, jak się poznali?

Z nagłym niesmakiem przypomniała sobie pocałunek.

Umiał czarować bajerant jeden! Nawet ona przegrała pierwszą bitwę. Bitwę, bo całą wojnę zamierzała wygrać. Żadnego seksu, żadnego spoufalania się, żadnego zwierzania. Krzysiek to typ faceta, który wie, jak oczarować kobietę. Wie, czego trzeba, aby padła mu do stóp skamląc o orgazm. Ona też dziwnie łatwo ulegała, chociaż normalnie wkurzał ją i irytował.

Ze spokojem wyplątała się z jego ramion. Poprawiła sukienkę, strzepnęła niewidoczny pyłek z materiału opinającego piersi.

– Czy dziś jest w planach coś ciekawego?

– Dziś nic. Jutro przyjadą goście i wtedy zaczynamy! – pisnęła z zachwytem Gosia. – Zobaczycie! Spodoba się wam!

– Z pewnością – rzuciła z przekąsem Olka. – Idziesz?

– Idę – zgodził się potulnie Krzysiek.

– My również. Musimy się dobrze wyspać.

– No tak… A na wieczór kawalerski kogo zaliczyłeś? – Olka nie mogła się powstrzymać, aby dogryźć swojemu eks. Gabriel poczerwieniał ze wstydu, Gosieńka z oburzenia, a Krzysiek z trudem stłumił wybuch śmiechu. Mało skutecznie. I całe szczęście, bo to rozładowało sytuację.

– On wie? – spytał Gabriel łypiąc podejrzliwie na swego następcę.

– Wiem. Mój kumpel przyjął skargę pewnego golasa, którego goniła wystawiona do wiatru narzeczona z siekierą. No a resztę opowiedziała mi Olka.

I to był koniec wspólnego powrotu leśnymi alejkami. Godnie nadęty Gabriel z wściekłą Małgosią, oddalili się w przeciwnym kierunku, mętnie twierdząc, że jednak przyda im się krótki spacer przed snem, a Olka z wciąż śmiejącym się Krzyśkiem, wróciła do budynku.

– Zadowolona? – spytał. – Chyba trochę zepsuliśmy im humor?

– Całkiem nieźle – pochwaliła niechętnie.

– To była też zemsta za to, że przerwali nam w takim momencie.

– Jak nie oni, to ja bym to przerwała.

– Akurat! – prychnął. – Za chwilę sama byś mnie rozebrała.

– Akurat! – powtórzyła drwiąco jego słowa.

– Więc co to niby było?

– Całus. Zwykły całus – wzruszyła ramionami. – A teraz pozwolisz, że przysiądę się do rodziców. Ostatnio nie miałam zbyt wiele czasu, aby z nimi porozmawiać.

– Pozwolę.

Zgodził się podejrzanie łatwo, ale Olka miała to gdzieś. Musiała odpocząć od towarzystwa tego szaleńca. Zaszyła się z mamą na werandzie i nawet nie zauważyła, że upłynęły dwie godziny.

– Powinnam poszukać Krzyśka – powiedziała, tknięta złym przeczuciem. Była bowiem pewna, że w którymś momencie się do nich dosiądzie, a tymczasem on wcale się nie pojawił.

Zniknął.

Intuicja jej nie zawiodła. Na tarasie trwała zażarta walka. Po obu stronach niewielkiego stołu siedziało dwóch mężczyzn. Półnagich mężczyzn należy dodać. Jednym z nich był Marcin, brat Gośki, drugim oczywiście Krzysiek.

Grali w karty. Nieważne w co, ważne na co. Żadna tam kasa, tylko fanty. Marcin miał na sobie jedynie majtki, koszulę i skarpetkę na prawej stopie, Krzysiek spodnie i koszulę. Jak widać walka była zażarta i miała też spore grono mocno zaangażowanych widzów. Pannę młodą, jej druhny i dwie siostry Gabriela. Nawet kilka dziewczyn z obsługi krążyło dookoła. Samo babskie towarzystwo, które z wypiekami na twarzy śledziło przebieg rozgrywki.

– A niech cię! – zaklął Krzysiek i sprawnie pozbył się koszuli, wydobywając z gardeł otaczających ich pań głośny, pełen zachwytu jęk. Nawet Olkę z lekka przytkało.

Proporcje doskonałe! Opalenizna doskonała! Mięśnie brzucha z wyrzeźbionym kaloryferkiem, doskonałe! A do tego tatuaże, żadne tam skromne gwiazdki czy kropeczki, tylko pełnowymiarowe, drapieżne, przyciągające wzrok i pokrywające przedramiona, ramiona, kawałek piersi i połowę pleców.

– Powinnaś chyba być zazdrosna – odezwała się stojąca za jej plecami matka. – Aż zaczynam żałować, że nie jestem młodsza – dodała z melancholią.

– Mamo! – jęknęła Olka.

– Ale na kilka tańców mi go pożyczysz?

– Mamo!!!

– No co? Mamo, mamo… To że jestem stara, nie oznacza ślepa – odparowała z wyrzutem rodzicielka. – Chłopak jak brzytwa! Zwłaszcza bez koszuli. Jakby jeszcze spodnie zdjął… – westchnęła z nadzieją, a biedna Olka o mało co nie zeszła z tego padołu nagłą śmiercią, bo Krzysiek właśnie przegrał kolejną partię.

– No cóż, drogie panie! – wyszczerzył zęby, wstając i sięgając do rozporka. – Ostrzegam, że nie noszę bielizny!

Niestety, zawiódł swą publiczność, bo do akcji wkroczyła rozjuszona Olka.

– Kochanie! – ryknęła, usiłując ukryć wściekłość. – Co to ma znaczyć?

– Gramy w rozbieranego remika – wyznał uczciwie Krzysiek.

– W remika? Rozbieranego? – posłała mu miażdżące spojrzenie. Niestety, ani trochę nie wyglądał na zmiażdżonego.

– To już skończyliście – oznajmiła, akcentując każde słowo. – Teraz wrócimy do sypialni…

– Powinien zdjąć te spodnie – przerwała jej któraś ze zgromadzonych kobiet. – W końcu przegrał ostatnią partię. Później możecie iść.

Zgromadzony tłum zamruczał z aprobatą. Tylko Marcin uśmiechał się kpiąco, obserwując całe zajście.

– Niczego nie będzie zdejmował! – syknęła rozeźlona Olka. – Powinnyście się wstydzić! A ty marsz do pokoju! Już ja się z tobą policzę!

– Za co? – spytał żałośnie Krzysiek, zbierając części porzuconej na ziemi garderoby. – Nudziło mi się, więc sobie z Marcinem pograliśmy. Aniu, oddaj moją koszulę – zwrócił się z wyrzutem do zarumienionej blondyneczki. – Słodka jesteś, ale sorry. Na razie jestem zajęty – mrugnął okiem i podążył za rozgniewaną Olką.

Awantura wybuchła, gdy zamknęły się drzwi ich apartamentu.

– Ty nieodpowiedzialny kretynie! – Chwyciła go za poły niedopiętej koszuli, energicznie potrząsając. – Co to miało być? Chciałeś paradować nago przed tłumem bab, na dodatek takich, z którymi w większej części jestem spokrewniona?! Przed moją mamą?! Odbiło ci?

– Przecież i tak się mnie pozbędziesz po tym weekendzie. Co ci zależy?

Prostota tego pytania sprawiła, że napompowana złością Olka, nieco otrzeźwiała.

– Niby tak, ale… Krzysiek! Ja i ty, to już na pierwszy rzut oka wielkie nieporozumienie! Nie dokładaj powodów do snucia teorii spiskowych. Zwłaszcza jutro, jak zjawi się ta większa część gości.

– Dlaczego ty i ja, to na pierwszy rzut oka wielkie nieporozumienie? – spytał z ciekawością.

– Tysiąc razy już ci to tłumaczyłam.

– Te durne argumenty o niedopasowaniu, mając być powodem? Poza tym powiedz, źle wyglądałem?

– Świetnie i dobrze o tym wiesz, zarozumiały draniu!

– Może ty zagrasz ze mną w rozbieranego remika?

– Nie! Za chwilę kolacja, potem możemy posiedzieć na tarasie. Ubrani – dodała z naciskiem. – A jeszcze później przykładnie pójdziemy spać, każde na swojej połowie. Zrozumiałeś?

– Zrozumiałem. Zaszalejemy jutro.

Olka wrzasnęła, po czym wplotła palce we włosy i zaczęła je tarmosić. Wkurzały ją nie tyle słowa, co ton głosu, iskierki w ciemnych oczach, kpiąca mina.

– Wyluzuj złotko! – Padł na łóżko i skrzyżowawszy dłonie z tyłu głowy, obserwował ją z rozbawieniem. – Strasznie spięta jesteś. Kiedy ostatni raz uprawiałaś seks?

– Nie twój zasrany interes!

– Uparciuch z ciebie. Trudno – westchnął. – Nie, to nie. Kiedy ta kolacja? A tak nawiasem mówiąc, dlaczego nie zostaliśmy zaproszeni na jutro?

– Najbliższa rodzina i druhny już dziś. Ja, dlatego że chcieli mi dopiec.

– Udało im się?

– A wiesz, że nie? – odparła ze zdumieniem. – Tak mnie absorbują twoje wygłupy, że nawet nie mam czasu na wspominanie porażki sprzed pół roku.

– Nie mówiłem? – uśmiechnął się, zamykając oczy. – Zdrzemnę się złotko. Tylko obudź mnie tym razem wcześniej, zgoda?

I faktycznie. Pięć minut później smacznie pochrapywał.

– Ja pierdolę! – Olka przekleństwem dała ujście nagromadzonej w niej złości. – Irkę to chyba uduszę, jak się spotkamy. Tylko co mam zrobić z tym… Nawet słów mi brak! – mruczała, energicznie rozpakowując walizkę. W końcu wszystko było na swoim miejscu. Wtedy usiadła na brzegu łóżka i wpatrzyła się w śpiącego Krzyśka.

Z niechęcią przyznała, że coraz bardziej jej się podobał. Szczupła twarz, wydatne kości policzkowe, rys uporu wokół ust. Proste brwi. Nieco zakrzywiony nos. I chyba dołeczek w brodzie, chociaż przez ten zarost ciężko było go zauważyć. Powędrowała wzrokiem niżej. Szerokie, barczyste ramiona. Owłosiony tors, żadne tam wydepilowane ciałko. Zresztą, na co w pierwszej chwili nie zwróciła uwagi, Krzysiek należał raczej do mężczyzn o bujnym zaroście. Ciekawe czy tam na dole… Stop! Tylko bez takich myśli! Chociaż uda miał pewnie owłosione niczym leśny faun, a pomiędzy nimi… Olka z trudem przełknęła ślinę. Mimo swych upodobań do wymuskanych facetów w garniturach, kręcił ją taki szczegół. Nawet bardzo. Jeszcze raz spojrzała na śpiącego mężczyznę. Mimowolnie się spięła, zaciskając uda. Kiedy wyobraziła sobie, jak wtula się w to umięśnione ciało, jak ociera nagim biustem o gorącą skórę, jak po krzywiźnie jej pleców sunie silna dłoń, a ona sama zaciska palce na wytatuowanym ramieniu, to od razu zerwała się jak oparzona i tak jak stała, weszła prosto pod lodowaty strumień wody.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. k
    kate
    | Odpowiedz

    Masz rację każdy powinien robić to na co ma ochotę, czy to prac, gotować obiadki jak i robić zawrotną karierę. I nikomu nic do tego, a dzisiejsze feministki to po prostu niewyżyte babska.
    Jeśli chodzi o opowiadanie to jak zawsze świetne , czekam na więcej.

    • A
      Ania
      | Odpowiedz

      No wiecie co, znowu w takim momencie. Sama bym chciała takiego Krzyśka kurde!😂

      • Babeczka
        |

        Ponoć jest kolejka 😀

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Nie wiem czy niewyżyte, ale zaczynają się coraz gorzej kojarzyć. Z zakazem uboju karpia i skrobankami. Z uwielbieniem (pisze to słowo z pełną premedytacją) dla homoseksualizmu. To nie jest to, o co kobiety walczyły przez wieki. To nie jest to, o co nadal powinny walczyć. Powiem wprost – jest jeszcze wiele do zrobienia, a te kretynki zajmują się głupotami. Efekt? Coraz mniej kobiet im ufa, coraz mniej kobiet mówi o sobie z dumą “jestem feministką”. Ja tam już na pewno nie powiem, obciachu sobie nie będę robić.
      Ostatnio zadałam w gronie dwunastoletnich dziewczynek pytanie, kto to jest feministka. Nie chcecie wiedzieć, co mi powiedziały… Standardowo – lesbijka, taka z tęczą, taka ubrana na czarno z napisem macica, taka, co nie wierzy w boga i nie ma dzieci. Padły też określenia samotna, stuknięta i brzydka. Więcej nie pamiętam, ale te nasze bojowniczki o prawa kobiet sprzed wieku, to się pewnie w grobach przewracają całą dobę…

      • A
        Anaz
        |

        Jej, jak ja się z Tobą zgadzam. Mimo że jestem feministką, z definicji: “ruch, którego głownym celem było prawne i społeczne równouprawnienie kobiet”, to boję się o tym głośno mówić, bo jestem odbierana jako ta, która chce mieć lepiej niż mężczyźni. Nikt nikogo do niczego nie zmusza, ale rodzenie dzieci – nie każdy tego chce. Mężczyzna nie urodzi i to wiadomo nie od wczoraj, ale jeżeli kobieta tego nie chce – nikt nie może jest zmusić. Tak samo z kuchnią – nikt nie będzie mi mówił, że tam jest moje miejsce, że moim OBOWIĄZKIEM jest zajmować się domem. Do cholery!, skoro i mężczyzna, i kobieta pracują, to niech oboje zajmują się domem.

      • Babeczka
        |

        Ja nie gotuję. A jak już, to niezwykle rzadko. Mój mąż to robi 🙂 Co do reszty, to niestety trzeba go mało delikatnie motywować. Za to lubię prasować, bo to pozwala mi na wymyślanie nowych historii.
        A co do feministek, to nie zmieniłam nagle światopoglądu, tylko po prostu o ile wcześniej to słowo dumnie kojarzyło mi się z wolą ducha, samoakceptacją i podążaniem własną drogę, to teraz przestało. Czuję zakłopotanie i niesmak na samą myśl, że publicznie powiedziałabym: jestem feministką. Kiedyś nie miałam z tym problemów. Niestety, zawsze znajdzie się jakaś grupa, która wypacza pierwotną ideę. Nie ma co dziwować, w końcu jesteśmy tylko ludźmi 😉

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Nie generalizujmy. Grupa medialnych robi złą renomę. Ja tam wierzę w polskie kobiety 🙂 Może nie we wszystkie, ale wierzę!

  2. Anonim
    | Odpowiedz

    Oj Babeczko!!! Nawet nie wiesz jak bardzo się z Tobą zgadzam jeśli chodzi o te pożal się Boże ” feministki”. A twoje: ” Masz prawo mieć swoje zdanie. Ja mam prawo mieć twoje zdanie w dupie” zapożyczam o czym Cię lojalnie informuję:-) Świetne !!!!!

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Proszę cię bardzo, chociaż nie ukrywam, że chyba też to zapożyczyłam, może nie w tej formie, ale w podobnej. Jak zapamiętałam, tak puszczam dalej, bo niezwykle mi się ta definicja tolerancji podoba ;-))

  3. A
    Ania13
    | Odpowiedz

    Takie ze mnie anonim jak z koziej d..y trąbka!!

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      🙂 Nie wskoczył nick pewnie.

  4. P
    Pati
    | Odpowiedz

    Nie w temacie feministek, zmuszania kogokolwiek go czegokolwiek, etc., ale to, jak wygląda przemysł mięsny, nie ma nic wspólnego z “naturą” zwierzęcia, przekazywaniem genów, rozmnażaniem bo taki cel egzystencji (czyjej?), tym bardziej z przedłużeniem gatunku..
    Tak, krowa daje mleko, rozmnaża się i rodzi bo tak ją natura stworzyła, ale wykorzystywanie tego w procesie hodowli na masową skalę i w sposób w jaki się to dzieje, z naturą zwierzęcia nie ma już nic wspólnego.
    A obecny przemysł mięsny i mleczarski obkupiony jest okrucieństwem i cierpieniem zwierząt i temu nie da się zaprzeczyć.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Temu nie zaprzeczam. Uważam że trzeba humanitarnie, bo i dzikie zwierzę jak poluje, to niepotrzebnego cierpienia nie zadaje. Ale opinia “wszyscy mają nie jeść mięsa, bo ja nie jem” jest dla mnie pozbawiona sensu. Może niech nikt nie pije whisky, bo i ja nie piję? Albo niech nie biega, bo i ja nie lubię biegać? Ustawianie ludzi według własnego widzi-mi-się nie pasuje ani do słowa demokracja, ani do słowa tolerancja. Ja tam krwawe instynkty mam jedynie wobec komarów, które usiłują mnie pokąsać, nawet pająka puszczam wolno, zazwyczaj rzutem przez okno, tuż na parapet 🙂 A co jedzenia i kosmetyków, to już od lat niezwykle uważnie wybieram firmy, których produkty kupuję. Żadnych testów na zwierzętach, żadnych składników z wyskrobanych dzieci, żadnych tortur wstępnych. Jakby z produktów danej firmy zrezygnowało powiedzmy 50% dotychczas kupujących, to zaraz by skumali w czym rzecz i zmienili postępowanie. Kasa i jej strata – oto co sprawi, że wielka firma dostaje kopa w cztery litery.
      Co do krów, to tam różne kwiatki głupoty postępującej były, przepraszam, ale nawet nie chce mi się tego drugi raz słuchać, bo znów się wnerwię 🙂 To o rodzeniu zdeterminowanym płcią też było. Moim skromnym zdaniem, już po ukończeniu podstawówki większość wie, że rodzenie jest zdeterminowane płcią :-))) No chyba, że coś się w tej kwestii zmieniło, a ja głupia jeszcze na etapie dwóch płci 😀

  5. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Przez chwilę myślałam, że to Olka jest taka cięta na feministki 🙂
    Olka jest tak zafokusowana na tym, że z Krzyśkiem do siebie nie pasują, że nie dostrzega w nim niczego poza pięknym ciałem i wariackim poczuciem humoru. A przecież tłumaczył jej, że wygłupy to sposób na odreagowanie – zapomniała jaką on ma pracę, czy zdaje jej się, że wygląda to jak w serialu “Ojciec Mateusz”? Olka, nie bądź zarozumiała i przejrzyj na oczy. Zamiast cały czas albo się na Krzyśka wściekać, albo napalać, lepiej przyjrzyj mu się dokładnie i porozmawiaj normalnie jak człowiek z człowiekiem. Dlaczego z mety uważasz, ze Krzyśkowi tylko o łóżko chodzi, a ty niby lepsza? Słuchaj mamy – mądra kobieta 🙂 Gabriel i Gosieńka chyba zaczynają żałować swej małpiej złośliwości i zaproszenia Olki na ślub 🙂 A to dopiero początek – na weselu wiele się zdarzyć może 🙂 Na pewno panie będą ustawiały się w kolejce do Krzyśka, prosząc go do tańca. Nie wiem, czy Olka się do niego dopcha 🙂 Szczególnie, że zabraniając Krzyśkowi zdjąć spodnie narobiła sobie wrogów wśród pań. A może i wśród panów. Jak się Krzychu wystroi w niebieski garnitur to panie pomdleją z wrażenia 🙂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Będzie kolejka z zakrętasem, jak w dzień dostawy w lumpeksie :-)))
      A feministki dały spokój, teraz będą wyławiać ryby z Wisły i je reanimować ;-D

      • T
        Tony Porter
        |

        Obawiam się, że bez listy kolejkowej się nie obędzie 🙂 I co wtorek sprawdzenie obecności 🙂
        Oj, nawet sobie nie żartuj, bo awaria oczyszczalni to mocno niefajna rzecz – i dla rybek, i dla ludzi.

Napisz nam też coś :-)