Dobry zwyczaj, nie pożyczaj (III)

with 9 komentarzy

lekka komedia romantyczna
 

Spojrzała w dół, prosto w czubek potarganej głowy. W zasadzie to Krzysiek zupełnie rozmijał się z jej definicją wymarzonego mężczyzny. O lata świetlne. Co z tego, że był seksownym przystojniakiem z bronią, muskułami i ciętym językiem? Olka od dawna już takich facetów omijała szerokim łukiem. Właściwie to od czasów matury.

Wcześniej nie tylko była problematyczna. Ona kochała kłopoty. Żadne prochy czy wóda, aż tak głupia nie była, co to, to nie! Lecz… Na osiemnastce koleżanki z klasy poznała chłopaka. Pięć lat starszego, wyraźnie stojącego na bakier z prawem, totalnego szaleńca i furiata. Zaczęła się z nim spotykać. Po roku, bo tutaj charakter Olki był silniejszy od jakichkolwiek wariactw, w końcu się z nim przespała. Do tego czasu Kuba zdążył kompletnie zidiocieć i nawet deklarował chęć zaślubin. Zakochał się w niej, ona w nim i razem ubzdurali sobie, że będą robić za polską wersję Bonnie i Clyda. Zapisali się na strzelnicę, kupili nielegalną broń, zaplanowali pierwszą akcję i… Na tym się skończyło, bo Jakub wpadł jako handlarz narkotyków. Płotka co prawda, ale zawsze. Olka wpadła w szok, bo o tym aspekcie jego działalności nie miała pojęcia. Gdyby miała, posłałaby go do diabła, bez względu na wszystko.

Nie cierpiała ćpunów i nienawidziła ludzi, którzy innych wciągali w nałóg, tylko po to, aby czerpać z nich zyski. Po pierwszej rozprawie postanowiła sobie dwie rzeczy: koniec z Jakubem i pójdzie na prawo, najlepiej wybierze zawód prokuratora, żeby takich sukinsynów posyłać do paki z wyrokiem dożywocia. Niestety, los okazał się wyjątkowo złośliwy. Kubę ktoś zabił w trakcie pierwszego roku odsiadki, a życie zweryfikowało poglądy zaciętej Olki, gdy okazało się, że dożywocie za prochy to marzenie ściętej głowy. Przy prawie jednak pozostała, jedynie zmieniła specjalizację. Skończyła z szaleństwami, można nawet powiedzieć, że się ustatkowała. Zrobiła karierę, była w kilku związkach, mniej lub bardziej udanych, a potem spotkała Gabriela. I znów się nacięła.

Cholera, pomyślała nagle zmarkotniała. Jaki typ faceta bym nie wybrała, zawsze kończy się fiaskiem. I chyba to przygnębienie sprawiło, że zamiast odepchnąć Krzyśka, objęła go ramieniem, zanurzając palce w krótkich włosach.

– Świat nie jest sprawiedliwy – powiedziała cicho. – Nie jesteś śpiący?

– Przywykłem – odparł lakonicznie, zamykając oczy i wtulając się w jej łono jeszcze mocniej. – Trochę powariuję, ale słowo honoru, że nie wypadnę z roli!

– Zgaduję, że Irka by ci łeb ukręciła?

– Tak. Pewnie zaraz po tym, jak ucięłabyś mi jaja, żeby je powiesić nad kominkiem – roześmiała się. – Dużo ich masz? Takich trofeów myśliwskich znaczy się?

– Niestety, Gabriel mi uciekł. Chociaż goniłam go z siekierą – przyznała uczciwie. Krzyśka od razu poderwało. Usiadł, patrząc na nią z niedowierzaniem pomieszanym z podziwem.

– To byłaś ty?!

– Zależy co przez to rozumiesz?

– Pół roku temu koledzy opowiadali sobie o oryginalnym zgłoszeniu. Mężczyzna, lat około trzydziestu, całkiem nagi, pojawił się na komisariacie, błagając o pomoc. Podobno goniła go rozjuszona eks z siekierą…

– Tak, to chyba byłam ja. – Olka zagryzła zęby, lecz nie dała rady powstrzymać śmiechu. – Ze skargi zrezygnował, gdy rodzina stanęła na wysokości zadania. Ciotka Wanda, matka nadobnej Gosieńki interweniowała. Stanowczo oświadczyła, że ona swego błogosławieństwa temu związkowi nie da, póki wszystkiego sobie nie wyjaśnimy. Bez policji. Gosia jest jedynaczką, przywiązaną do matki niewidzialną pępowiną, więc strasznie się przejęła. A Gabriel już wtedy miał na jej punkcie bzika. Tylko ja tego nie zauważyłam – westchnęła Olka i od razu minęła jej wesołość.

– Nie martw się. Ostatecznie mógł cię zostawić pod ołtarzem.

– Dwa dni przed ślubem, to też świństwo.

– Wiem. Ale wiesz co złotko? – Krzysiek uniósł rękę i delikatnie odsunął kosmyki, które wymknęły się z perfekcyjnego koka Olki. – To głupek. Ja na jego miejscu w życiu bym nie zrezygnował z takiej kobiety.

Oczy miał poważne, wyraz twarzy również. Tym razem nie wyglądał na żartownisia. I pewnie dlatego zaczerwieniła się jak piwonia. Lecz dawne ego przepchnęło się na front świadomości i Olka niemal wbrew sobie spytała:

– Dlaczego?

– Znalazłoby się sporo powodów – powiedział Krzysiek, a potem lekko ją objął, przyciągając ku sobie i pocałował. Nie tak jak poprzednio. Lekko, niezwykle subtelnie musnął wargami jej usta, pieszcząc twarz oddechem o zapachu jabłka.

A w duchu pomyślał, że znalazłoby się naprawdę dużo powodów.

Kilka dni temu umówił się z Mariuszem na mecz. Przy okazji mieli pilnować dzieci, bo Irka zażyczyła sobie wolnego. Nic trudnego, zwłaszcza że oboje mieli zamiar postąpić wysoce niepedagogicznie i przekupić pociechy kumpla oglądaniem bajek w telefonie. Trafił na małżeńską jatkę, bo okazało się, że to Mariusz nieopatrznym komentarzem zraził pana prokuratora. A Irka oszalała.

– Gówno ci dam, nie mecz! – krzyczała, miotając się po mieszkaniu. – Taką żmiję na łonie wyhodowałam!

– A o co chodzi? – spytał potulnie Krzysiek.

– Moja przyjaciółka, siostra wręcz, potrzebuje pomocy, a on wszystko zepsuł! – wskazała oskarżycielsko palcem dziwnie czerwonego Mariusza.

– Tak mi się wymsknęło – bąknął. – Ale kochanie, jeszcze nie wszystko stracone. Mamy innego kandydata.

Irka zamarła. Krzysiek również. Oboje od razu zrozumieli, kogo Mariusz miał na myśli.

– Chłopak jak malowany, bicepsy są, urodna buźka również, czarny pas w karate, aby mógł obronić wybrankę, gdy ich zaatakuje banda złoczyńców, a do tego miejsca w spodniach też nie wypełnia powietrze.

– No nie wiem. – Irka przyjrzała się niedobrowolnemu ochotnikowi podejrzliwie. – Olka nie lubi takich typów.

– Przecież nie ma za niego wychodzić za mąż – zniecierpliwił się Mariusz. Krzysiek już otwierał usta, aby zaprotestować, gdy kolega dodał:

– Ale nic za darmo kochanie. Pozwolenie na jeden, wspólnie oglądany mecz w miesiącu. Przez cały rok. Z piwem i głośnymi okrzykami. Bez dzieci. Myślę, że to go przekona – zakończył ze śmiechem widząc minę przyjaciela.

– Będziesz się zachowywał przyzwoicie? – Irka wbiła wzrok harpii w znieruchomiałego mężczyznę.

– Będę – obiecał, bo perspektywa wieczorów piłkarskich spędzonych z Mariuszem, była warta przedstawienia, jakie miał odegrać. Poza tym dokładnie wiedział, jak wygląda kandydatka, bo kilka razy widział ją na zdjęciach z biesiad rodzinnych, które pokazywał mu przyjaciel.

Wysoka brunetka. Ciało wenus, twarz bogini, duże zielone oczy i pełne, czerwone usta. Piękna kobieta to za mało powiedziane. Co prawda nawet na fotkach wyglądała na niezwykle niedostępną i opanowaną, wręcz sztywną, ale Krzysiek lubił wyzwania. I dobrą zabawę. Od pierwszego momentu zorientował się, jak powinien się zachowywać, aby doprowadzić ją do szału i aby pozbyła się tej kamiennej maski. W ciemnych źrenicach czaił się tłumiony żar, którego nie zdołały zamaskować ani wykształcenie, ani towarzyska ogłada.

I miał rację!

Olga miała ognisty temperament i cięty język. Kłócić się i godzić z taką kobietą… Ech!

– Nie musisz mnie całować, tutaj nikogo nie ma – wyszeptała, budząc go z letargu, bo jak w transie pokrywał drobnymi pocałunkami jej twarz.

– Skąd wiesz? Może twój eks zamontował gdzieś kamerkę?

– Krzysiek!

Roześmiał się i rzucił na łóżko, uderzając z impetem w metalową ramę wezgłowia. Z ust Oli wydobył się głośny jęk, ale sam poszkodowany jedynie pomasował tył głowy i wzruszył ramionami.

– Pójdę na ustępstwa. Śpisz na jednej połowie, ja na drugiej. Pośrodku…

– ...wzniesiemy zasieki z drutu kolczastego. Sądzisz że to powstrzyma prawdziwego mężczyznę?

– Prawdziwego mężczyznę może nie, ale ciebie z pewnością.

– To tak z ciekawości spytam, jaka jest twoja definicja prawdziwego mężczyzny? – Wbił w nią pełne kpiny spojrzenie. – Pomyślmy…

– Nie myśl za dużo, bo ci się zwoje mózgowe przegrzeją – burknęła.

– Po pierwsze garnitur. Spodnie rurki, koszula taliowana, buty na wysoki połysk. Pod drugie fryzura. Boki wygolone, pośrodku czupryna na jeżozwierza. Do tego idealnie przycięty zarost na krasnoludka. Po trzecie dieta. Bezglutenowe pierożki, warzywka bio, żarcie koniecznie vege, bo mięsożercy są tacy prymitywni. Po czwarte nie wydycha dwutlenku węgla, bo to nie eko. Po piąte…

– Po pierwsze, ty w garniturze to byłaby kpina. Po drugie, mógłbyś się ogolić i odwiedzić fryzjera. Po trzecie, chlanie piwska i pożeranie hamburgerów jest obrzydliwe. Po czwarte…

– Ogolić? – Krzysiek pomacał się po brodzie. – Po co?

– No, no, właśnie! – Olka oskarżycielsko pomachała palcem. – Ja nie wiem, jakim cudem ktokolwiek uwierzy w nasz związek! Weź się chociaż wykąp przed obiadem!

– Jak pójdziesz ze mną pod prysznic, to nie ma sprawy.

– Krzysiek! Dałeś słowo, że się postarasz!

– No dobrze, już dobrze – westchnął, kładąc dłonie za głową i zamykając oczy. – Zdrzemnę się tylko, a potem pójdę wykąpać. Słowo harcerza.

Olka pokiwała jedynie głową. Powinna udusić Irkę za numer, który jej wycięła. Ponuro rozmyślając nad swoim niezbyt udanym w sferze uczuciowym życiem, wzięła prysznic, przebrała się w elegancką, koktajlową sukienkę, umalowała, uczesała i dopiero po wszystkim zdecydowała się obudzić Krzyśka.

– Już? – ziewnął szeroko, pokazując jej i światu wyjątkowo zdrowe uzębienie.

– Ja jestem gotowa. A ty masz kwadrans.

– Kwadrans? – wykrzywił twarz. – Spryskam się wodą i zmienię majtki. Wedle życzenia.

– Wedle życzenia to musiałabym zatrudnić wróżkę o nielichych umiejętnościach. Zejdę już na dół. Chciałabym porozmawiać z rodzicami.

– Wyjaśnić im, że nie powinni się bać, bo jestem tylko wypożyczony?

– Lepsze słowo byłoby wynajęty. No idź już do tej łazienki – rzuciła zniecierpliwiona, spoglądając na zegar. – I nie spóźnij się. Wszyscy wiedzą, że tego nie cierpię.

Zanim zamknęła drzwi, zdążyła jeszcze zauważyć, że wzruszył ramionami.

Olka zamieniła słowo z rodzicami, zapewniając ich, że nowy chłopak tak naprawdę jest jej wymarzonym księciem z bajki, ale musiała wypaść mało przekonująco, bo nadal patrzyli na nią podejrzliwie. Potem zasiadła do stołu. Oczywiście punkt piętnasta. Pierwsze pięć minut jakoś zniosła, po dziesięciu zaciskała pod stołem pięści, a po dwudziestu o mało co nie zerwała się, aby przywlec tego kretyna siłą. No co za cham! Ponad kwadrans spóźnienia! Ponad kwadrans!!! Nie daruje mu! Wywali na zbity pysk! Niech wraca, skąd przyszedł! Niech…

– Przepraszam za spóźnienie. – Krzysiek pojawił się tuż za jej plecami. Napęczniała ze złości Olka zerwała się na równe nogi i osłupiała.

Przed nią stał zupełnie inny człowiek. Problem polegał na tym, że Olka jako młoda dziewczyna żywiła nieopanowaną słabość do mężczyzn w skórzanych kurtkach i wytartych dżinsach. Z czasem zamieniła to na równie wielką namiętność do przystojniaków w garniturach.

A Krzysiek w garniturze wyglądał…

– O cholera! – wyszeptała.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    Asia
    | Odpowiedz

    No biere go 😅 gdze można spotkać takiego Krzysia? 😍 o odp prosze na priv bo widziałam pod poprzednim postem kilka chętnych😬,a Krzysiu tylko jeden. I kto pierwszy ten lepszy😁

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Aska! Ty sie w kolejke ustaw!
      Bo ja juz okno uszykowalam, drabina stoi gotowa, posciel nowka sztuka. Babeczka!
      Ja juz ci tam podeslalam w zeszlym tyg namiary gps na moje okno, to wlasnie w tej sprawie Krzyskowej 😂😂😂

      • A
        Asia
        |

        Za daleka droga do Ciebie Jaga🤭Do mnie ma bliżej🤷‍♀️Ale co byś sie nie czuła samotna to na czas jego pobytu w mych skromnych progach podeśle Ci mojego Janusza z dziecmi 😜

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Zrobimy konkurs na koniec 😉 A tak poza tym: jeszcze poczekajmy, jeszcze się nie spieszmy, parafrazując słowa znanej piosenki :-))) Zobaczymy po całości, po rozbieranym remiku, tańcu erotycznym i morderstwie…
      A! Zapomniałam o konkursie karaoke!

    • A
      Ania
      | Odpowiedz

      Asia, myślę że będziemy musiały się wymieniać Krzysiem. Jeden weekend u ciebie nast. U mnie
      😂😂😂

  2. J.Gibson
    | Odpowiedz

    Jakoś chaotycznie mi sie dziś czytalo. Uszczypliwosc typu, prawdziwego mezczyzne nie zatrzyma, ale ciebie tak, odbijala sie echem w rurach lazienek calego pionu, bo jak żem rykła śmiechem, jak żem zarechotała pod prysznicem… Jestem pewna, że sasiedzi wezwali służby odzwierzęce…
    Jalby to młodziez ujeła:
    Kristofku lofciam cie

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Kristofek też przesyła całusy :-*

  3. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Biedny Krzychu – Jadzia, Asia, Ania, Olka – czy on da radę? To, że lubi kobiety z temperamentem to jedno, ale jak mu się dostaną cztery takie “rakiety”, to czy on sprosta zadaniu? Żeby nie musiał, biedaczyna, urlopu na podratowanie zdrowia brać 🙂 A przed nim jeszcze taniec erotyczny, karaoke, rozbierany remik i morderstwo. Nie wiem, czy będziecie miały z niego jakiś pożytek. A jak zaśnie w trakcie sprawdzania skuteczności pałki? 🙂 Ja tak zupełnie altruistycznie się martwię, bo Krzychu nie w moim typie, więc w kolejce nie stoję 🙂 A opowiastka rozkręca się znakomicie i nic, tylko czekać na fajerwerki 🙂 “Spryskam się wodą i zmienię majtki.” – Krzychu będzie odświeżony jak ta lala 🙂 A! Okładka przepiękna 🙂 Chciało mi się takiego właśnie opowiadania – z przytupem i śmiesznie. Ale nie głupio i infantylnie.Z przymrużeniem oka.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Grafik mu rozpiszę 😉

      Dziękuję za okładkę. Tak mi się skojarzyła z piosenką Pożyczony, tam Sylwia też na rowerze śmiga, a sam tytuł z moim tytułem opowiadania. Idę spać, bo już literki podwójnie widzę 😀

Napisz nam też coś :-)