Dobry zwyczaj nie pożyczaj (IV)

with 15 komentarzy

lekka komedia romantyczna
 
Widzę, że niektórzy skutecznie "buszują" po motylowym sklepie :-))) Od razu zaznaczę, że po prostu chciałam uprościć sobie życie i dodaję części na obu stronach. Oczywiście różnią się one długością tekstu, a na motylach lądują w zaplanowanych.

 

Brąz. Najnudniejszy kolor pod słońcem. Ale u niego niespodziewanie dobrze podkreślił ciemną karnację. Do tego biała, niedopięta koszula. Zawadiacki uśmiech. Błyszczące rozbawieniem oczy. Elegancka fryzura, bo jak widać Krzyśkowi udało się ujarzmić włosy. Nawet ten trzydniowy zarost, który tak ją drażnił, wyglądał niesłychanie seksownie.

– Siadaj złotko, jestem głodny jak wilk – oznajmił, po dżentelmeńsku odsuwając krzesło. Olka bez słowa zajęła miejsce, po czym błyskawicznie sięgnęła po kieliszek z winem.

– Spóźniłeś się – powiedziała po chwili, gdy już odzyskała zdolność mowy. Bo jakim prawem ten wampir wyglądał tak dobrze? Więcej – doskonale! Niczym jakiś pieprzony model z okładki znanego magazynu. Kogo tak naprawdę przysłała jej Irka? Może to jakiś żigolak do wynajęcia?

– Musiałem zadzwonić po wróżkę do zadań specjalnych – zażartował, podczas gdy zarumieniona kelnerka stawiała przed nim talerz z drugim daniem. Zresztą, nie tylko ona zachowywała się dziwnie. Panie w pobliżu dostały dziwnego oczopląsu, nienaturalnie gestykulując i głośno się śmiejąc. I nagle do zszokowanej Olki dotarło, że z Krzyśkiem w garniturze nie może równać się żaden z obecnych tu mężczyzn. Nawet Gabriel, jej ideał jeśli chodzi o walory zewnętrzne.

Milczała prawie przez cały czas trwania obiadu, od czasu do czasu udzielając zdawkowych odpowiedzi. Milczała również, gdy objął ją w pasie i udali się na taras, gdzie serwowano deser i kawę. Zareagowała dopiero, kiedy przyjaciółka Gosieńki zaczęła rzucać Krzyśkowi powłóczyste spojrzenia.

– Jędza! – syknęła. – Idziemy stąd!

– Gdzie?

– Na spacer. Park ma kilka hektarów, wygodne ścieżki i urokliwe zakątki.

– Znasz to miejsce?

– Tak. Wybrałam je na moje wesele. Tylko Gabriel się nie zgodził – dodała z goryczą.

– W razie czego zabrałem jedną spluwę. – Krzysiek odchylił poły marynarki demonstrując gościom wiszącą na uprzęży broń. Olka z niesmakiem zauważyła, że wiele kobiet dostało na ten widok wręcz krwistych rumieńców.

– Będą cię mieć za jakiegoś pieprzonego mafiozo! – warknęła. – Idziemy, zanim przyjdzie ci do głowy zaprezentować krój własnych gaci!

– Przy gaciach to może nie, ale jakbym je ściągnął, to obstawiasz, że ile by wdzięcznie zemdlało? – spytał z ciekawością.

– Z przerażenia?

– Dlaczego zaraz z przerażenia?

– Bo spodnie dość obcisłe, a ja tam nic nadzwyczajnego nie widzę.

– Nie widzisz? – Krzysiek wcale się nie obraził. Za to zadziałał z zaskoczenia. Chwyci dłoń Olki i położył na swoim kroczu.

– A czujesz? – spytał zaciekawiony.

Jak oparzona odskoczyła w tył.

– Ty!…

– Ja – potwierdził. – No nie rób scen złotko. Idziemy na ten spacer. Będziesz mnie mogła zwymyślać pięć minut drogi dalej.

– Jeszcze raz zwrócisz się do mnie per złotko, to będziesz miał srebrzysty fiolet pod okiem!

I ruszyła przed siebie, nie oglądając się na Krzyśka.

Pewnie że poczuła! W żadnym wypadku nie był twardy, nawet odrobinę, ale za to całkiem spory. Świadomość tego nie tylko rozjuszyła Olkę, ale i upewniła, że miała do czynienia, nie z policjantem, ale z jakimś drugorzędnym aktorem albo zwykłym żigolakiem. Do diaska! Jaki policjant zachowywałby się w taki sposób? Nieodpowiedzialny, niepoważny i obsceniczny! Żaden! Krzysiek był takim detektywem, jak ona śpiewaczką operową!

– Przyjemnie tu. Cisza, spokój, można się zrelaksować – Krzysiek rozglądał się dookoła z uznaniem. – Wiesz o czym zawsze marzyłem? O domku nad jeziorem. Kupiłem niedawno taką zrujnowaną chałupę w prawdziwej dziczy, nawet satelity nie robią z góry zdjęć temu miejscu, ale mnie pasuje. Warunki surowe, ale ma to swój urok. Mogłabyś się kiedyś ze mną wybrać…

Olka przystanęła, błyskawicznie się odwróciła, po czym dźgając go palcem w pierś, wysyczała:

– Nigdy, nigdzie i nie z tobą! Zrozumiałeś?

– Dlaczego? – zdumiał się.

– Bo jesteś irytujący, wkurwiający i kompletnie nie w moim typie!

– Przecież się uczesałem. I założyłem garnitur. Źle wyglądam?

Z sykiem wypuściła powietrze, jak przekłuty balonik. Wraz z nim pozbyła się też gniewu.

– Nie. Wyglądasz świetnie – przyznała uczciwie. – I to też mnie denerwuje.

– Aha! – roześmiał się głośno. – Chyba wiem dlaczego. Masz na mnie ochotę, prawda?

– Nie wiem – powiedziała dziwnie bezradnym tonem. – Już sama nie wiem, czego chcę. Może znaleźć się daleko od tego miejsca? Może odzyskać Gabriela, chociaż nie mam pojęcia po co? Może… – w zielonych oczach ukazały się łzy. – Nie powinnam była tu przyjeżdżać!

– Może szerokiej, męskiej piersi do wypłakania smutków? – Objął ją, przyciągając bliżej. Co dziwne, Olka nie zaprotestowała; sama wtuliła się w jego ramiona.

– Takie dzielne kobietki, też potrzebują czasami pocieszenia – wymruczał, gładząc ją po plecach. – Jak każdy.

– Ty też? – spytała, unosząc głowę i łapiąc spojrzenie ciemnych oczu.

– No pewnie, a co myślałaś? Że zajadam małe dzieci na śniadanie, przekąszając gwoździami, taki ze mnie twardziel?

– Raczej kpiarz.

– Mój dobry humor, to protest przeciwko ponurej rzeczywistości – nagle spoważniał. – Czasem sobie myślę, aby rzucić to wszystko i zostać tancerzem erotycznym.

– O matko! – walnęła czołem w jego pierś.

– A co? Nie wierzysz w moje umiejętności taneczne?

– Jakoś nie bardzo – przyznała uczciwie.

– Dobrze. Zatańczę na weselu, ze specjalną dedykacją dla ciebie.

– Krzysiek!

– Rozumiem. Do majtek i ani kroku dalej.

– Krzysiek!!!

– Wyobrażasz sobie ich miny? – zachichotał. – Już tylko z tego powodu mam ochotę na show.

– Na serio jesteś detektywem? – spojrzała na niego podejrzliwie. – Bo zaczynam poważnie wątpić.

– A co? Detektywi nie mogą mieć marzeń?

– O zostaniu tancerzem erotycznym? Wybacz, ale mam wrażenie, że robisz wszystko, aby mnie zdenerwować.

– Skąd złotko! – poweselał jeszcze bardziej. Potem objął ją w pasie i ruszyli przed siebie wąską alejką. – Ale przyznaj! Jak się wkurzasz, to przestajesz rozmyślać o swoich problemach?

– Wtedy moim problemem jesteś ty.

– No właśnie! A wieczorem, w łóżku, zafunduję ci masaż.

– A ja tobie wybite zęby – mruknęła. Noc? Z nim? W jednym pokoju, na jednym łóżku?

No to się wpakowała!

Nie żeby miała ochotę na coś więcej niż słowne utarczki, w żadnym wypadku! Ale sama świadomość tego, że będą leżeć obok siebie, wsłuchani w panującą między nimi ciszę, wpatrzeni w mrok skrywający kształty ich ciał, była mocno niepokojąca.

– Śpisz nago czy zakładasz majtki? – przerwał jej rozmyślania Krzysiek.

– Co cię to obchodzi?

– Tak z ciekawości pytam. Ja sypiam nago – pochwalił się, a Olka łypnęła złowieszczo okiem.

– Bez spluwy? – spytała nieco złośliwie.

– Sama twierdziłaś, że są na wodę.

Wiedziała że nie były. Znała się trochę na broni. Z zapalniczką ją zaskoczył, ale dwóm pozostałym egzemplarzom przyjrzała się bardzo dokładnie.

– To ja zabiorę siekierę – mruknęła, siadając na wygodnej ławeczce, skrytej wśród falujących na wietrze gałęzi płaczącej wierzby. Zza tej zasłony świat wydawał się całkiem inny, trochę nierzeczywisty, trochę magiczny. W promieniach słońca, przedzierających się przez zieloną gęstwinę, wirowały drobinki kurzu, a cisza otuliła ich ramionami, niczym stęskniona matka, swe dawno nie widziane dzieci.

Krzysiek usiadł obok, trochę za blisko, ale utrzymując dystans. Podświadomie czuł, że Olka chociaż aprobuje jego towarzystwo, to jednocześnie jest dziwnie spięta i poddenerwowana. Usiłował ją rozbawić, ale wcale nie śmiała się z jego luzackich, sprośnych tekstów. Chciał pocieszyć, lecz tylko przez chwilę skryła się w jego ramionach. Musiał więc poczekać, aż schowa igły i sama zacznie z nim rozmawiać.

– Kochasz go? – spytał w końcu, dając spokój dyskrecji.

– Gabriela? Nie, już nie – uśmiechnęła się blado. – Nawet nie wiem, czy naprawdę kiedykolwiek go kochałam. A ty? Masz kogoś? Miałeś? Masz zamiar mieć?

– Zawsze się trafi chętna na szybki numerek.

– Temu akurat się nie dziwię. Pytałam o coś poważniejszego niż przygodny seks.

– Coś tam było – przyznał uczciwie, kładąc rozpostarte ramiona na oparciu ławki. – Miałem kilka dziewczyn, nie–na–przygodny–seks. Ale mało której, a w zasadzie żadnej, nie spodobała się moja praca. Nie, nie na początku – wykrzywił twarz. – Na początku były zachwycone. Ten dreszczyk emocji, kiedy chwaliły się mną przed przyjaciółmi. Zwłaszcza przed przyjaciółkami, które zjawiały się ze swoimi facetami w garniturach, prawnikami, lekarzami czy menadżerami pracującymi w wielkich firmach. Jak już to im się znudziło, to chciały, abym był taki sam. Wbił się w garnitur, nie przeklinał, zapraszał je do eleganckich restauracji i zabierał na wypasione wycieczki. Tymczasem ja wolałem swoją rozpadającą się chałupkę na zadupiu wielkim, pierogi w barze mlecznym, skórzaną kurtkę i wygodne buty.

– O! – powiedziała tylko Olka, bo zmieszała ją taka bezpośredniość. I szczerość w głosie pełnym goryczy. – Też lubię pierogi.

– W barze mlecznym?

– Najlepsze robi moja babcia. Matka ojca. Jej leniwe to poezja! Z podsmażaną bułeczką tartą, masełkiem i cukrem. Bajka! – westchnęła. Za to Krzysiek wyraźnie się ożywił.

– Mam pomysł. Ty weźmiesz od babci pierogowy prowiant, a ja ciebie na wycieczkę do mojej hacjendy pod rozpadającą się strzechą.

– Serio chcesz mnie zaprosić?

– Tak.

– Dlaczego? – zdumiała się.

– Bo cholernie mi się podobasz. Bo to miejsce ma magiczny wpływ na duszę. Zapomnisz o kłopotach, zapomnisz o pracy, zapomnisz o wszystkim. Totalna amnezja, prowadząca prosto w objęcia nirwany.

– Krzysiek… – Usiadła tak, aby móc spojrzeć mu prosto w oczy. – Może i jesteś super facet, ale nie dla mnie. Ja nawet pierwszy etap, ten z chwaleniem się, obleję. Wolę mężczyzn bardziej… Nie obraź się, ale bardziej subtelnych, kulturalnych, takich, co mnie zabiorą na wypasioną wycieczkę, a garnitur wkładają na co dzień, nie od święta.

– Wolisz? Czy uważasz, że wolisz? – Nie obraził się, ale chyba nie do końca uwierzył w jej słowa. – Bo mam wrażenie, jakbyś żyła na pokaz.

– Mylne. Nie znasz mnie.

– Mamy dwa dni. Poznam.

– Dwa dni? – uśmiechnęła się z przekąsem. – Raczej dwie noce.

– Nie mam nic przeciwko, aby poznawać cię również w nocy.

– Krzysiek! – Nieoczekiwanie spąsowiała. – Spróbuj tylko, a naprawdę będziesz spał na dywaniku pod drzwiami! – pogroziła mu palcem.

Szybki był. Silny. Złapał za nadgarstek jej dłoni, pociągnął i zrobił to tak umiejętnie, że Olka błyskawicznie zmieniła miejsce na wygodnej ławce, na miejsce nie mniej wygodne na męskich kolanach.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Trzydniowe zarosty są mega seksowne 😈😍

    • A
      Asia
      | Odpowiedz

      Owszem sa, ale ten na Krzysztofie juz ma właścicielkę Jo!!🤨 I nie jestes nia kochana , ani Ty ani Jadzia, ani tym bardziej Olka…😋 ja wiem, a wręcz czuje, ze On jest otwarty chłopak i przyjmnie mnie z bonusem jakim sa moje chłopaki , a ja wzamian obiecam mu ich częste podróże 😅 wyślę ich tez do Was co by wypełnić Wam te pustkę po Krzysiu, i gwarantuje nie będziecie sie czuc wtedy samotne 😁

      • Jo Winchester
        |

        😂😂😂😂😂😂😂😂
        A gdzie w tym wszystkim Twój mężulo? 😈

  2. A
    Ania
    | Odpowiedz

    No i w takim momencie. No wiesz co 😂😂 czekam na więcej ❤️

  3. J
    Judyta
    | Odpowiedz

    Jaka szkoda, że w realu niewielu jest takich facetów jak Krzysiek… A jak już się na takiego trafi, to musi to być zajęty albo moim wujkiem ;//

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Ze świecą szukać po prostu 🙂

  4. A
    Asia
    | Odpowiedz

    Zalicza sie do moich chłopaków 😅 tak to załatwię, ze niczego nie bedzie świadomy 😁

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Mąż czy Krzysiek? 😛

      • A
        Asia
        |

        Miałam na myśli męża, ale w sumie to sie tyczy jednego i drugiego 😜

  5. Babeczka
    | Odpowiedz

    A ja wam powiem, że chyba jeszcze jednego krzyśko-podobnego bohatera stworzę, bo humor mam taki, że bym najchętniej słoik nutelli przytuliła 😀

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      Męża przytul, męża – mniej kaloryczny jest 🙂

      • Babeczka
        |

        To po nutelli…

  6. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Wyglądać mega-bosko w brązowym garniturze to mega wyczyn – Krzysiek, szacun! 🙂 Niby szata zdobi człowieka, ale jednak sporo zależy od “zawartości” tej szaty. Czego jak czego, ale poczucia humoru nie sposób Krzyśkowi odmówić: “Będziesz mnie mogła zwymyślać pięć minut drogi dalej.” ; “Przecież się uczesałem.” 🙂 A i z dystansem do siebie i otoczenia też nie ma chłopak problemu. Chatą w dziczy kupił mnie po całości – upodobania mamy podobne 🙂 O, przepraszam cię, Olka, bardzo, ale dlaczego “drugorzędnym”? Uważam, że aktorsko Krzychu radzi sobie całkiem dobrze 🙂 Krzysiek, z pozoru luzak, wcale taki “luźny” nie jest, Olka z pozoru sztywniaczka, też nie do końca, w głębi duszy, jest taka sztywna – pytanie, czy znajdą wspólną drogę? Istnieje niebezpieczeństwo, że Olka zlekceważy Krzyśka, nie doceni go, osądzi po pozorach. A Krzychu uniesie się honorem i uzna, że jednak tylko mu się wydawało, że pod tą maską wystylizowanej, wymuskanej pani prawnik kryje się pełnokrwista, sensowna kobieta, warta jego zainteresowania. Teraz czekam na taniec erotyczny Krzyśka – mam nadzieję, Babeczko, że opis będzie soczysty i obrazowy 🙂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Niestety, Olce nie spodobał się pomysł i wkroczyła do akcji już na samym początku 🙂 więc opisu nie będzie.

      • T
        Tony Porter
        |

        Niedobra Olka! Pies ogrodnika!

Napisz nam też coś :-)