Dobry zwyczaj nie pożyczaj (VI)

with 9 komentarzy

lekka komedia romantyczna
 

– Kąpiel? – Kwadrans później Krzysiek przyglądał jej się zaspanymi oczyma.

– Odświeżająca – skwitowała krótko, wyjmując z szafy elegancki kostiumik.

– Chcesz to założyć? – skrzywił się. – Poprzednio ubrałaś sukienkę po prababci, teraz jakąś szmatę po pradziadku chyba. Nie masz czegoś swojego, seksownego i kobiecego? Żebym nie musiał się za ciebie wstydzić. No i uczesanie też mogłabyś zmienić, bo… – Prosto w jego twarz uderzyła poduszka.

– Bydlę! – wrzasnęła urażona Olka. – To była elegancka kreacja koktajlowa!

– Chyba pogrzebowa – stwierdził. – A teraz chcesz ubrać uniform mówiący: jestem samotna i beznadziejna, ale spełniam się w pracy.

– Zamknij się, bo na serio coś ci zrobię! – zagroziła.

– Coś? – Krzysiek nieoczekiwanie się ożywił. – A konkretnie co?

Co? Nic. Mogła sobie jedynie pokrzyczeć. Sama była temu winna, bo trzeba było nie zgadzać się na głupie pomysły Irki. Poza tym nagle uświadomiła sobie, że wcale nie chce takich słów od Krzyśka. Wolała jak mówił, że ma boskie ciało, takie, które może skusić i umarłego.

– Ubiorę coś innego. Ale ty wyjdź! I żadnych wygłupów do kolacji, zrozumiałeś?

– Szkoda – westchnął, lecz o dziwo, posłuchał.

Tym razem na posiłek spóźniła się Olka. Słowa Krzyśka niespodziewanie zabolały, uderzając w niezwykle czuły punkt. Dlatego z zawziętą miną, wyjęła z walizki sukienkę, którą tak naprawdę zabrała niejako „na zapas”. Wąską, krótką górą i dołem, w kolorze ognistej czerwieni. Idealnie podkreślającą walory jej sylwetki. Do tego czarne szpilki, rozpuszczone włosy i szminka w soczystym odcieniu, podobnym do tego sukienkowego.

– Ja ci dam skubańcu prababcię – mruczała, malując jeszcze rzęsy tuszem. – Ja ci dam pogrzebowy strój! Mam nadzieję, że ci stanie na sam widok moich prawie gołych nóg! Zobaczymy wtedy, co powiesz!

Wejście Olki nie tylko z powodu spóźnienia wzbudziło sensację. Gosia zzieleniała, Gabriel od razu zaczął szarpać krawat, jakby był za mocno zaciśnięty, a oczy Krzyśka pociemniały. Tak w zasadzie to Olka miała w nosie reakcję innych. Tylko temu zarozumialcowi chciała dać nauczkę, pokazać, że i ona potrafi być piękna czy seksowna.

I pokazała, niech to piorun strzeli!

Wszyscy gapili się na nią, jak na jakiś cholernie unikatowy okaz z zoo. Usiadła, podziękowała za wino, poprosiła o wodę. Wolała nie ryzykować utraty kontroli nad swoimi myślami czy uczuciami. Nie w towarzystwie Krzyśka. Była zła z powodu własnego tchórzostwa, ale i tak chciała chuchać na zimne.

– Kobieto! – mruknął, owiewając gorącym oddechem jej policzek. – Jak ja prześpię noc na tej swojej połowie łóżka?

– Sam chciałeś.

– Chciałem i nawet spodziewałem się piorunującego efektu, ale to… Złotko! Będziemy się kochać, zobaczysz!

Powinna go zbesztać, ale zaschło jej tylko w gardle, a serce ruszyło galopem, jakby chciało wyrwać się z piersi. To „będziemy się kochać” wypowiedziane niskim, pełnym słabo tłumionych emocji głosem, było tak podniecające, że poczuła jak na całym ciele włoski stają dęba. Ten tembr, ta intonacja, ta obietnica i pewność siebie jednocześnie! Zapach jego ciała, spojrzenie całkiem czarnych oczu…

Mam przechlapane, stwierdziła Olka. Z drugiej strony czuła dreszcz podniecenia, gotowość na grę słów i gestów, grę, która mogła się zakończyć tylko w jeden sposób. Tylko na co jej przygodny seks? Po wszystkim dopadnie ją kac moralny, zły humor i ogólnie będzie miała skopane kilka następnych tygodni. Dlatego że uległa i z powodu tego, komu uległa.

– Będziemy udawać – wyszeptała mu na ucho.

– Udawać? A po co? Podobasz mi się i mam na ciebie szaloną ochotę, więc po co mam udawać?

– Nie będziemy się kochać. – Odwrócił głowę i teraz miała jego twarz tak blisko, że czuła zapach oddechu, dostrzegała szczegóły wcześniej niewidoczne.

– Olka! – powiedział z wyrzutem. – Uparta kobieto! Będziemy. Jeśli nie dziś i nie jutro, to później.

– Nie będzie żadnego później.

– Będzie. Ja nie odpuszczę.

Coś w tonie jego głosu, podziałało na nią podniecająco. Krzysiek nie dyskutował, nie kłócił się. Uznał temat za zamknięty. Wkurzało ją to i rozczulało jednocześnie. Żaden z jej poprzednich partnerów nie bywał aż tak stanowczy. Tak uparty, krnąbrny i… seksowny.

Kolacja się skończyła. Państwo młodzi pożegnali się, żartobliwie napomykając o ciszy nocnej, a Olka z Krzyśkiem wylądowali w małej altance, stojącej całkiem niedaleko budynku głównego i nieco skrytej za dużym dębem.

– Ile tu gwiazd! – westchnęła, zadzierając głowę i patrząc w niebo.

– Żadnego większego miasta w pobliżu, więc nie ma w tym nic dziwnego.

– Zawsze kiedy patrzę w górę, kiedy próbuję policzyć te maleńkie, mrugające punkciki, uświadamiam sobie jak krótkie i mało ważne jest nasze życie.

– To do ciebie niepodobne – roześmiał się cicho.

– Dlaczego? Nie masz takiego samego wrażenia? Czym jesteśmy wobec tego ogromu, wobec potęgi całego wszechświata? Jaki był nasz początek, jaki będzie koniec? A może tam na górze, naprawdę ktoś nad nami czuwa?

– Czuwa? – Nagle przestał się uśmiechać. Pogodna dotąd twarz, zasępiła się. – Nie wiem złotko, ale jeśli czuwa, to wyjątkowo kiepsko.

– Myślisz o swojej pracy?

– Tak, zwłaszcza o niej.

– Jest aż tak źle?

– Czasami jest nawet gorzej.

– Mówiłeś że masz ciężką sprawę na tapecie.

– Ciężką to za mało powiedziane. W takich przypadkach ja również pytam dlaczego? Ale nie znajduję odpowiedzi, bo ich nie ma. Świat po prostu taki jest. Skomplikowany, a jednocześnie idealny w swej prostocie.

– Chyba wiem, co masz na myśli. Tysiące wersji tego samego pragnienia: być szczęśliwym,

– Jak my się jednak dobrze rozumiemy. – Objął ją ramieniem i przytulił. Nie zaprotestowała, bo to było takie rozkosznie przyjemne. On, ona, cykające dookoła świerszcze, mrok otulający ich aksamitną miękkością nocnego powietrza i nieprzenikniona ciemność drżącego w lekkich podmuchach wiatru, lasu. A nad ich głowami cały świat, wielki, piękny i groźny w swej wielkości.

– Patrzymy w przeszłość – wyszeptała, jeszcze bardziej wtulając się w jego ramiona. – Ludzie marzą o podróżach w czasie, a nie wiedzą, że wystarczy unieść głowę i spojrzeć na gwiazdy.

– A ty? Chciałabyś się cofnąć o rok czy dwa? Odzyskać Gabriela, a może raczej zatrzymać go przy sobie? – spytał, wodząc kciukiem po jej nagim ramieniu.

– Nie. To nie w moim stylu rozpamiętywać co było wczoraj, tydzień lub pięć lat temu.

– Nie, chyba nie. – Zdjął marynarkę i troskliwie otulił nią Olkę. – Ładnie tu. Ale zobaczymy co powiesz, jak zobaczysz moją chatkę. Widok z werandy prosto na jezioro. Łagodny brzeg, mała, piaszczysta plaża. Przejrzysta woda i niewielki pomost. A dookoła same lasy, pełne grzybów i jagód. Uwielbiam grzybobrania!

– Krzysiek! – Odsunęła się nieco, aby móc spojrzeć mu w oczy. – Czy ty rozmawiałeś z Irką na mój temat? No wiesz, krótka charakterystyka. Lubi to, nie znosi tamtego i tak dalej.

– A dlaczego pytasz?

– Bo w zaskakujący sposób mamy bardzo zbieżne upodobania.

– Czy to takie dziwne, że większość ludzi lubi jesienią wyskoczyć do lasu na grzyby?

– Cóż… – bąknęła, a później wtuliła twarz w miękki materiał marynarki.

Przyjemnie pachniała. Mężczyzną, trochę papierosami, odrobinę czymś świeżym o nucie cytrusów. Ten zapach mącił Olce w głowie. Nie dosyć, że sprawiła to rozmowa z Krzyśkiem, to teraz jeszcze i to!

– Pójdę spać – powiedziała, wstając. Ale wtedy on również się poderwał i sprawnie ją chwycił, unosząc w górę.

– Krzysiek! Co robisz?

– Zaniosę cię do łóżka – wymruczał. Jakoś zabrakło jej siły, aby zaprotestować. Wtuliła się tylko w niego, obejmując ramionami szyję. Czuła jego twardość, czuła prężące się pod skórą mięśnie. Był duży, silny i stanowczy.

– Mimo wszystko trochę mi się podobasz – szepnęła, zamykając oczy. Cudowne uczucie! Jakby płynęła w powietrzu, bezpieczna, całkowicie odcięta od świata, od wszystkich kłopotów. – Ale śpisz po swojej stronie łóżka, zgoda?

– Tak. – Nie zamierzał się o to kłócić. Wręcz przeciwnie, chciał dotrzymać słowa. Mała, uparta kobietka. Wyglądała na silną, ale czasami dostrzegał w niej zagubienie i bezradność, jakby wszystko nagle zaczęło ją przerastać, przytłaczać swoim ogromem.

– I pierwsza rezerwuję łazienkę.

– Może wspólny prysznic?

– Będziemy musieli podzielić go na dwie połowy.

– Po co? Jak wejdziesz naga, to na pewno nie będę się trzymał swojej.

Cicho się zaśmiała. Byli już w pokoju, więc ostrożnie postawił ją na puszystym dywanie.

– To idź, łazienka twoja. – Czule pocałował ją w czubek nosa. – Wyskoczę jeszcze na papierosa.

Z westchnieniem oddała mu marynarkę, a później wyjęła coś w walizki i zniknęła za drzwiami łazienki. A Krzysiek pomyślał, że to będą wyjątkowo długie i ciężkie dwie noce. Najlepsze i najgorsze w jego życiu.

***

– Pobudka śpiochu!

Otworzyła jedno oko, gdy tuż obok rozległ się wesoły, zadowolony z życia męski głos.

– Już wstałeś? – spytała i szeroko ziewnęła, jednocześnie siadając i podciągając się w górę.

– Już. Śniadanko dla ciebie.

Postawił przed zaskoczoną Olką, niewielki stoliczek. A na nim, zgodnie z obietnicą, spożywcze wiktuały. I róża. Purpurowa róża, o rozchylonych płatkach i oszałamiającym zapachu.

– To dla mnie? – wydusiła w końcu z siebie zaszokowana Olka.

– Trochę protestowali w kuchni, bo niby śniadanie miało być wspólne, ale ma się tan dar przekonywania – oświadczył poważnym tonem, tak nie pasującym do wesołych chochlików w oczach.

– Dla mnie… – Mimo wszystko poczuła dławiące w gardle wzruszenie. Nigdy wcześniej, żaden mężczyzna nie przyniósł jej do łóżka śniadania. I kwiatów. Bywało że kawę, ale to wszystko. Na dodatek przez całą noc sumiennie trzymał się swojej połowy łóżka. I nagle zupełnie nieoczekiwanie, zapragnęła dowiedzieć się czegoś o swym nietypowym towarzyszu. Czy naprawdę był policjantem? Czy może tylko udawał? Skąd pochodził, jakie miał hobby, gdzie mieszkał. Na razie wiedziała jedynie, że był posiadaczem dwóch glocków, pokaźnego zestawu tatuaży i kumplem Mariusza. Przy czym tego ostatniego już nie była taka pewna.

– Zjesz ze mną? – spytała, sięgając po rogalika. Oprócz rozmowy dobrym pomysłem było też skorzystanie z neta. – Wiesz… Nie miałam okazji usłyszeć, jak się nazywasz?

– Jak? Szymański. A co? Sprawdzasz czy pasuje do twojego imienia? – zakpił. – Olga Szymańska. Moim zdaniem brzmi całkiem nieźle.

Nie odpowiedziała, tylko patrzyła na niego ogromnymi, zaskoczonymi oczyma.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Krzysiu przypuścił szturm na fortecę Olki 😀

  2. A
    Ania
    | Odpowiedz

    Jak zwykle świetnie. Idealnie się czyta przy śniadaniu. Humor do końca dnia gwarantowany. Szkoda, że w prawdziwym życiu nie można znaleźć takiego Krzyśka. Faktycznie z tym nazwiskiem to pasuje i chyba każda kobieta robi taka przymiarke 😂😂

    • babeczkarnia
      | Odpowiedz

      Hi, hi… Ja zostałam częściowo przy swoim nazwisku, na męża zgodziłam się tylko dlatego, bo strasznie marudził. No i całość ładnie brzmi – głównie dlatego ;-))

  3. A
    Asia
    | Odpowiedz

    Ideał 😍

  4. A
    Anonim
    | Odpowiedz

    Była coś mowa o jakimś morderstwie zdaje się?

  5. A
    Aaa
    | Odpowiedz

    Ile części będzie?

  6. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    No nareszcie! Olka poszła po rozum do głowy i postanowiła poznać Krzyśka nieco lepiej, a może raczej – mniej powierzchownie. Mam nadzieję, że zobaczy coś więcej niż piękne, wytatuowane ciało i dwie spluwy:) Chata na odludziu, miłośnik przyrody i grzybobrania, nosi na rękach, serwuje śniadańko do łóżka, z poczuciem humoru, ale nie głupek… Olka, daruj sobie wymuskanych lalusiów i bierz się za prawdziwego mężczyznę. Mamusi na pewno by spasował na zięcia 🙂 Sukienka po prababci, szmata po pradziadku… Krzychu już wie, że nic tak “dobrze” na Olkę nie działa, jak prowokacja 🙂 Jak się zacznie ubierać wedle jego gustu, to Gabriel gotów jeszcze opuścić Gosieńkę przed ołtarzem 🙂 Myślę, że z racji zawodu Krzysiek zna się na strategii i na ludziach, więc powinien dać sobie z Olką radę.
    He, he, mój znajomy nazywa się Szymański i jest policjantem, ale, niestety, do Krzyśka nie jest podobny ani odrobinę 🙂

Napisz nam też coś :-)