Dobry zwyczaj nie pożyczaj (VII)

with 15 komentarzy

pożyczony narzeczony i komplikacje weselno sercowe
 

Wbrew sytuacji, nie spieszyli się. Każdy ruch był powolny, jakby wykalkulowany, a może i odrobinę leniwy? Pełen namiętności oraz żaru, który tylko czekał, aby buchnąć w górę silnym strumieniem. Każda sztuka odzieży była bardziej zsuwana, niż zdejmowana, każdy z pocałunków balansował na granicy jawy i snu. Tym razem to Olka stała się stroną dominującą. Z głową odchyloną do tyłu, ujeżdżała go powoli, w hipnotyzującym tempie. Od czasu do czasu prostowała się, by po chwili opaść w dół i skraść wilgotny, namiętny pocałunek. Kiedy muskała włosami jego twarz, kiedy czuł ich zapach oraz aksamitną miękkość, pragnął jednej rzeczy.

Aby nigdy się to nie skończyło.

– Jesteś cudowny – wymruczała, rzeźbiąc paznokciami czerwone pręgi na jego torsie.

– Ty też Oleńko…

Ich wargi skleiły się, języki splotły w erotycznym tańcu, niezwykle zmysłowym i upajającym niczym najlepsze wino. Olka zawsze sądziła, że przed finałem wszystko musi przypominać dziki galop, chaos, tymczasem doszła tak nagle i tak gwałtownie, iż obezwładniająca rozkosz splotła się z równie wielkim zdumieniem. Drżała, cichutko pojękując, podczas gdy Krzysiek delikatnie pieścił jej piersi, jedną dłonią, drugą ustami. Potem pchnął ją tak, że opadła na łóżko ciężko dysząc, a sam ukląkł i kilkoma szybkimi ruchami również doprowadził się do orgazmu.

Po czym położył się na plecach, rozrzucając ramiona, niczym pokonany gladiator na arenie.

– Cudownie! – westchnął. – Po drodze zatrzymamy się jeszcze na poboczu.

– Krzysiek!

– Zrobimy to na masce samochodu – rozmarzył się. – Ubierz sukienkę. Będę miał lepszy dostęp do twoich skarbów.

– Krzysiek! – syknęła czerwona z zażenowania Olka. Niby nie powinna, zwłaszcza po tym co robili, ale mimo wszystko nie była przyzwyczajona do takiej bezpośredniości. Usiadła, skromnie zakrywając się skrajem kołdry.

– Tak w ogóle to uwielbiam to robić w nietypowych miejscach – oznajmił, podpierając głowę ramieniem i patrząc na nią maślanym wzrokiem. – Ten pomysł z komisariatem mi się spodobał.

– Erotoman! – prychnęła.

– A ty? W jakich najdziwniejszych miejscach to robiłaś?

– Ja? – mimo woli zastanowiła się. Przypomniała sobie Jakuba i jego apetyt na seks. Oj szalało się wtedy, szalało! Z Krzyśkiem miała szansę na podobne doznania, tylko że on nie handlował prochami. – W kinie, w parku, na dyskotece. W samochodzie zaparkowanym na poboczu. W przebieralni. W toalecie publicznej.

– Nie, to nie są ciekawe miejsca – skrzywił się Krzysiek. – Ale rozumiem, tłumaczy cię młody wiek i brak doświadczenia.

– Po roku znajomości z Kubą o braku doświadczenia nie mogło być mowy.

– Był lepszy ode mnie?

– Od ciebie? – Olka spojrzała na niego przeciągle. Lepszy? Nie, na pewno nie. Lecz nie z powodu braku chęci, ale raczej pewnego egoizmu. Do Kuby dopiero po kilku karczemnych awanturach dotarło, że ona również pragnęła orgazmu. Krzysiek zadbał o to, od samego początku. – Nie, nie był lepszy – przyznała uczciwie. – Jak już wystarczająco połechtałam twoje ego to może…

– Raz robiłem to z dziewczyną za parawanem, na zatłoczonej plaży. Pociąg też jest niezły, zwłaszcza gdy nie wiesz, czy ktoś znienacka nie wejdzie do przedziału. Był też gabinet luster w wesołym miasteczku.

– Co? – skonfundowana Olka spojrzała na niego zaskoczona. – Żartujesz?

– Ależ skąd! – odpowiedział wesoło. – A pralka podczas wirowania? Wiesz, jaka to jazda! Tego musimy spróbować w pierwszej kolejności. I komisariat, pokój przesłuchań! To masz jak w banku! Mam też ochotę na cmentarz nocą, łóżko w sklepie meblowym, ewentualnie szafa, jak będzie spory ruch. Kajdanki już mam, więc możesz mnie też skuć. No i widziałaś w sklepach takie ogromne dmuchane jednorożce? To też niezły pomysł! Rany! Znów mi twardnieje!

– To pewnie na myśl o jednorożcu – powiedziała złośliwie Olka. – Ogarnij się i jedziemy. Jak już to załatwimy, to daję słowo, że może być nawet tęczowa pralka w sklepie meblowym, nocą i dookoła poustawiamy lustra. Skuję cię i po godzinie będziesz skamlał o seks!

– Ja? Niemożliwe!

– Możliwe.

– A jak to zrobisz? – Najwyraźniej nigdzie mu się nie spieszyło. – No powiedz złotko! Chociaż kilka szczegółów, proszę.

– Jak cię skuję?

– Nie. Jak sprawisz, żebym skomlał, błagając o seks?

– No cóż… – bąknęła Olka, znów czerwieniejąc. – Nie powinniśmy już jechać? – niezgrabnie zmieniła temat, ale w takiej chwili opowiadanie o szczegółach pieszczot oralnych jakoś nie przypadło jej do gustu. Seks był tylko chwilową odskocznią i znów powróciło wspomnienie morderstwa.

– No dobrze, już dobrze – mruknął.

Olka uciekła do łazienki, starannie zamykając za sobą drzwi. Naprawdę w pierwszej kolejności chciała, aby to wszystko się wyjaśniło. Potem zajmie się Krzyśkiem i to będzie ta bardzo, bardzo przyjemna część jej planów.

Kiedy wyszła, rozmawiał przez telefon. Miał dziwną minę. Był trochę zaskoczony i trochę rozgniewany. Nie widziała go takim wcześniej.

– Coś się stało? – spytała, gdy skończył.

– Tak.

– Coś złego?

– Powiedziałbym raczej, że dobrego – zasępił się, trąc kciukiem czoło. – Olka, pojedziesz z tym rudym policjantem, zgoda? Czeka na ciebie na zewnątrz, przed wejściem głównym. Ja zaraz się wykąpię i też przyjadę.

– Mogę zaczekać.

– Motocyklem – dodał, patrząc na nią kpiąco.

– Dobrze, to ja już lepiej znajdę mój transport – zapewniła go Olka z zapałem. Żadnych, ale to żadnych jednośladów! – Przyjedziesz, prawda?

– Tak złotko. – Czule pocałował ją w policzek. Chociaż wyczuła w nim dziwny smutek. – Będę.

Dopiero pod prysznicem dał upust przepełniającej go złości! Zaciśniętymi pięściami tłukł ścianę, jakby to miało w czymś pomóc.

Jak ona zareaguje, gdy się dowie?

Będzie szczęśliwa, mogąc powrócić do życia szczelnie zamkniętego w określone ramy? Z ulgą porzuci jego towarzystwo, zaliczając szybki numerek na pożegnanie? A może nawet na niego nie spojrzy?

Rewelacje, które usłyszał dwadzieścia minut temu, nie tyle nim wstrząsnęły, co doprowadziły do furii. Olka miała rację. Gabriel to bydlak, który nawet po śmierci potrafi uprzykrzyć ludziom życie.

Szybko przebrał się w swoje codzienne ciuchy. Potem ostatnim, posępnym spojrzeniem omiótł pokój, a którym tak wiele się wydarzyło.

Cóż. Nie miał wyjścia. Musiał stawić czoła rzeczywistości. Zmierzyć się nie z marzeniami Olki, ale z tkwiącym w niej błędnym przekonaniem, że może być szczęśliwa tylko w określony sposób.

A przecież prawie udało mu się to zrobić!

Tych rozterek nie miała jadąca nieoznakowanym radiowozem Olka. Co prawda czuła ciekawość, ale nic poza tym. Lecz nie od razu się nią zajęto.

Pół godziny siedziała w pustym pomieszczeniu, przy niewielkim stole, aż w końcu pojawił się niepokój. Krzysiek wyglądał na wstrząśniętego, policjant, który ją tu przyprowadził, także.

Ktoś ukradł zwłoki Gabriela?

A może zawiódł ją własny wzrok i to nie był Gabriel?

E, nie! To akurat mało prawdopodobne. Prędzej uwierzy, że ten padalec jednak żyje i Krzysiek się pomylił. Miał prawo, po rewelacjach jakie mu zaserwowała, mógł być wzburzony i zdekoncentrowany.

– No, przyjedź już! – powiedziała cicho w przestrzeń przed sobą i w tym momencie, ktoś otworzył drzwi. Olka zerwała się na równe nogi, sądząc, że to Krzysiek, lecz sekundę później zachwiała się, jak pod wpływem potężnego ciosu.

– Cześć kochanie! – powitał ją mężczyzna, błyskając zębami w olśniewającym uśmiechu i usiadł tuż obok, przysunąwszy sobie uprzednio krzesło. Najwyraźniej był też zadowolony z efektu, który wywołał.

A biedna Olka? Cud, że od razu nie zeszła z tego świata!

– Gabriel? – Z trudem wypowiedziała jego imię. – Przecież cię zabili?!

– Nie do końca. – Za jego plecami pojawił się Krzysiek. – Zabito jego brata bliźniaka, Aleksandra.

– Że co? – Pod Olką ugięły się nogi. Nie dość, że siedział przed nią najzupełniej żywy trup, to jeszcze okazało się, że ten trup ma brata bliźniaka.

– To długa i skomplikowana historia – wyjaśnił z niechęcią Gabriel. – Im już wszystko opowiedziałem, chyba czas na ciebie.

– A Gosia?

– Dla mnie ona się nie liczy. To Aleks się z nią ożenił.

– Wody! Wódki! – wycharczała Olka. – Cokolwiek! Jak to Aleks?!

Trochę potrwało, aby spełniono jej życzenie. Zwłaszcza to, dotyczące wódki, bo ze zwykłej wody wzburzona Olka szybko zrezygnowała. W końcu ktoś podsunął jej szklaneczkę koniaku. Wytrąbiła wszystko jednym haustem i kolejny kwadrans odzyskiwała nie tylko oddech, ale i normalny kolor twarzy. Gabriel z troską pukał ją po plecach, półgębkiem wypominając, jak nieodpowiednio się zachowuje.

– Bo tym razem ja cię zabiję! – warknęła rozeźlona Olka. – I wierz mi, kolejnego cudu nie będzie! Siekiery tu nie mają, ale inne narzędzie mordu się znajdzie!

W końcu się zamknął. Przez dłuższą chwilę siedzieli w milczeniu, a potem Gabriel nabrał powierza i zaczął mówić.

I wtedy usłyszała naprawdę zdumiewającą historię.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Ohoho! Aleś pojechała, Babeczko! Gabriel – cicha woda 🙂 Biedny Krzychu. Martwi się, że Olka, po zapewne niemałej awanturze, wybaczy wszystko Gabrielowi, przywdzieje gustowną garsonkę z garderoby prababki… i posprzątane. Mam nadzieję, że parę istotnych faktów do mózgownicy pani prawnik dotarło i parę rzeczy zrozumiała, i że się nie zawaha przy wyborze właściwego mężczyzny. Czego by Gabriel nie opowiedział, to dyskredytuje go półgębkowe wypominanie nieodpowiedniego zachowania 🙂 Spadaj gościu i nie pukaj mnie po plecach, bo jak cię puknę… 🙂
    Tydzień czekania na zdumiewającą historię… oby była tego warta, bo inaczej reklamację złożę 🙂

  2. M
    Mruczna
    | Odpowiedz

    Że cooo? Hahaha to teraz namieszalas 😂

  3. Anonim
    | Odpowiedz

    No wiesz , jak tak mogłaś od rana mnie tak zdenerwować ?

  4. A
    Ania13
    | Odpowiedz

    No to babeczko pojechałaś po całości…. mam nadzieję ,że Olka nie będzie głupią pipą, aczkolwiek zadatki przejawia straszliwe. Cóż… poczekamy ,zobaczymy co nam zaserwujesz tym razem:-). Miałabym drobniutką prośbę…. ukręcisz lepko -słodki-mniamniuśny finisz tej historii??

  5. A
    Ania13
    | Odpowiedz

    Jasna niespodziewana… Babeczko, przepraszam za małą literkę:-( Muszę wymienić klawiaturę, bo coraz częściej sprawia ,że czuję się zażenowana. Mea culpa:-(

  6. A
    Asia
    | Odpowiedz

    Takze ten … 😲

  7. Babeczka
    | Odpowiedz

    Się cieszę, że chociaż trochę udało mi się Was zaskoczyć 😉 Ja wciąż zalatana, roboty multum, więc motyle u mnie nadal na bocznych torach. Ale nie martwcie się, będzie lepiej, tylko muszę te wszystkie kawarniano-knajpowe sprawy uporządkować :-)))
    Finał jest jaki już jest – śmiesznie to brzmi ;-D, ale zaręczam, że nie odbiega od innych babeczkowych finałów, gdzie zakochani odjeżdżają w dal na tle zachodzącego słońca i przy wtórze namiętnej muzyki ;-DDD

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      Namiętnej muzyki, znaczy się… Deeeespaaaaacitooo! 🙂 Krzychu sam zadba o podkład muzyczny 🙂

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      A spróbuj złośliwie wsadzić Gabriela na ten odjazd ku zachodzącemu słońcu, to zobaczysz do czego są zdolni czytelnicy 🙂 Jakie bestie w nich siedzą 🙂

      • Babeczka
        |

        Zrzucicie się na seryjnego samobójcę? 😀

      • T
        Tony Porter
        |

        Ha, ha, “seryjnego samobójcę” to trudno by było znaleźć 🙂 Jakby co, to skorzystamy z usług Vasco 🙂

      • Jo Winchester
        |

        Dla dobra Krzyśka i Olki popieram pomysł Tony.

  8. J.Gibson
    | Odpowiedz

    Ale zwrot akcji! Bomba!

  9. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    A Krzychu gdzie? Za oknem jesienna szaruga – tylko myśl o Krzychu wydarła mnie z łóżka 🙂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Już jest 😉 System olał publikację i ją sobie pominął… Złośliwa bestia 😀

Napisz nam też coś :-)