Dobry zwyczaj nie pożyczaj (VIII)

with 8 komentarzy

lekka komedia romantyczna
 

Był na pokaz. Nieprawdziwy, nierzeczywisty. Mogła oszukać cały świat, ale nie siebie. Przyjechała tutaj samotna oraz nieszczęśliwa, wyjedzie samotna i nieszczęśliwa. Jego wygłupy miały chociaż jeden pozytywny wydźwięk – odrywały myśli od ponurej rzeczywistości.

Była gościem na weselu swego eks narzeczonego. W dodatku takiego, który porzucił ja dwa dni przed ich własnym ślubem. Wcześniej zdradzał.

To było żenujące! Chyba nawet bardziej niż zachowanie Krzyśka.

– Nic ci nie zrobię – szepnęła, przytulając policzek do jego ramienia i zamykając oczy. Nie chciała by dostrzegł w nich zbierające się łzy. Ale pomimo tego, chyba się domyślił.

– Olka! – Jego głos był bardzo poważny, a dłoń, która dotknęła jej policzka, niezwykle delikatna. – Złotko! Przepraszam.

– Nie o to chodzi – przyznała uczciwie. Krzysiek spoglądał na nią wyraźnie poruszony. Nie spodziewał się, że jego wygłupy doprowadzą do takiego stanu. Przecież ona płakała! Kretyn ze mnie, wyrzucał sobie, z czułością tuląc drżącą kobietę. Naprawdę się tego nie spodziewał. Wyglądała na taką silną…

– Ciii – mruknął, zamykając ją w ramionach i opierając podbródek o jej czoło. – Naprawdę, naprawdę przepraszam. Chciałem być odrobinę uszczypliwy, a wyszedłem na gruboskórnego drania. I wiesz co? Niecierpliwie czekałem, aż w końcu do mnie podejdziesz i przepędzisz rywalki.

– Krzysiek! – Tym razem spojrzała na niego z wyrzutem, ale bez żalu.

– Tak złotko?

– Będziesz grzeczny?

– Uhm – mruknął, lekko kołysząc się w takt wolnej melodii. Akurat słowo grzeczny kompletnie nie pasowało do jego planów. – Co rozumiesz przez „grzeczny”?

– Inaczej. Będziesz zachowywał się przez resztę wieczoru jak przyzwoity, zakochany we mnie do szaleństwa mężczyzna? – spytała poważnie, oplatając jego szyję.

– Tak. Zakochany powiadasz?

I zanim Olka zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, pocałował ją. Żarliwie, namiętnie, w sposób, w jaki nigdy, nikt jej nie całował. Nie poprzestał na samym dotyku, na wymianie oddechów. Bezczelnie wtargnął językiem pomiędzy rozchylone wargi, przyciskając jej ciało do swojego. Wywołał nagłą słabość i równie nagły przypływ pożądania. Olka zamarła. Rozkosz była jak ogromna fala przypływu – dotarła do każdego zakamarka ciała, objęła we władanie duszę i umysł, a poprzez nokaut pokonała sprzeciw.

– Więc będę zachowywał się jak zakochany – wyszeptał, podczas gdy ona z trudem łapała oddech, niczym ryba wyrzucona z sieci na brzeg.

Gwałtownie go odepchnęła. Prawie wbrew sobie, bo najbardziej na świecie pragnęła, aby znów ją pocałował. Ale to przecież nie tutaj! Nie teraz!

– Muszę… – Nawet nie dokończyła. Pognała do łazienki, a zdumiony Krzysiek nie starał się jej zatrzymać.

– Kobiety! – Pokręcił głową zrezygnowany, aby zaraz potem z powrotem ruszyć w tany.

Za to Olka wcale nie dotarła do celu. Zatrzymała się przy jednym ze stołów, po czym z ciężkim westchnieniem opadła na krzesło.

Musiała odetchnąć. Napić się. Upić się! Przez tego kretyna całkowicie jej odbija. Boże! Całowała się z nim pośród tłumu ludzi, namiętnie i z zaangażowaniem, którego by się po sobie nie spodziewała. Dobrze chociaż, że krótko, pomyślała smętnie, częstując się winem. Przez sekundę zawisła butelką nad kieliszkiem, aby w końcu, z desperacją, unieść ją w górę i pociągnąć z gwinta.

Niestety, nie dane jej było zaznać spokoju. Najpierw została wciągnięta w głupawe, weselne zabawy. Potem ciotce Wandzie zebrało się na rozmowy od serca, przyszła więc do Olki, pełna wstydu i radości jednocześnie.

– Wiesz kochanie, nie bardzo mi się on podobał, w końcu był twoim narzeczonym, ale tak kocha moją Gosieńkę…

I inne, tego typu bzdury. Do ciotki Wandy dołączyła matka Olki oraz jeszcze jedna krewna i biedna dziewczyna dopiero po godzinie wydostała się ze szponów harpii. W tym czasie Krzysiek zdołał obtańcować chyba każdą obecną na imprezie niewiastę, nawet dziewięćdziesięcioletnią babkę pana młodego. Siły miał niespożyte, czoło spocone, oczy błyszczące podnieceniem. Wyglądał jeszcze lepiej niż na samym początku imprezy, taki wymuskany i ugrzeczniony. Z tym drapieżnym uśmiechem, podwiniętymi rękawami, które odsłoniły wytatuowane przedramiona, spojrzeniem ciemnych oczu… Mimowolnie westchnęła. Nagle, zupełnie nieoczekiwanie, jej wyobraźnia ruszyła galopem, i to w kierunku zakazanych rejonów, podle podsuwając obraz, pod wpływem którego, dosłownie zmiękły Olce kolana.

Ogromne łoże, skołtuniona pościel. Ona na plecach, a pomiędzy jej udami mężczyzna, nagi mężczyzna, którego spocone ciało rytmicznie unosiło się i opadało, mięśnie prężyły się i rozluźniały, a wargi dotykały jej ust. Nie trzeba tłumaczyć, kim był ten mężczyzna, albo kogo przypominał.

O nie, żadne takie! Szybko przegoniła kuszącą wizję. W tej samej chwili Krzysiek spojrzał w jej stronę i porozumiewawczo puścił oczko, a ona poczuła się tak absurdalnie szczęśliwa, jak nigdy dotąd.

Nooo… Może trochę później, skapitulowała. Jak trochę lepiej się poznają, pomyślała, z czułością patrząc w stronę swego wypożyczonego narzeczonego. Niestety, czułość i rozrzewnienie szybko wyparowały, gdy Krzysiek chwycił mikrofon.

– A teraz zaśpiewam – oświadczył radośnie. – Z dedykacją dla mojej ukochanej, najwspanialszej kobiety pod słońcem.

Tknięta złym przeczuciem Olka, chciała zerwać się z miejsca i zapobiec nieszczęściu, ale niestety nie zdążyła.

– „Odkąd zobaczyłem ciebie, nie mogę jeść, nie mogę spać”… – zaczął, sprawiając, że co wrażliwszym słuchaczom momentalnie zwiędły uszy. Niestety, Krzysiek być może miał wiele talentów, ale o ile pień był tworem głuchym i niemuzykalnym, to pewnie zaśpiewałby lepiej. Większości zgromadzonych pań i tak tego nie zauważyło, maślanym wzrokiem wpatrując się w przystojnego wokalistę.

– Boże! – jęknęła Olka. – Ty słyszysz i nie grzmisz!

Nie chodziło tylko o śpiew, ale także o dobór repertuaru. Nie cierpiała disco polo, uważając że słuchanie tego typu muzyki uwłacza jej godności. Krzysiek najwidoczniej był innego zdania, bo tekst znał na pamięć, więc nie wybrał przypadkowej piosenki. Co gorsza, zgromadzeni goście chyba podzielali jego gust, bo większość ochoczo ruszyła na parkiet.

A to niestety nie był koniec.

– „Przez twe oczy, te oczy zielone, oszalałem”! – zawodził Krzysiek, teatralnie klękając przed czerwoną z zażenowania Olką. Chyba mu się to spodobało, bo ryknął jeszcze głośniej, powtarzając te same słowa. Ukradkiem kopnęła go w udo, ale udał, że tego nie zauważył. W ciemnych oczach wyraźnie dawało się dostrzec drwiące rozbawienie. Zakończył wysokim aaa, fałszując tak, że aż uszy puchły, po czym wstał i ukłonił się czerwonej na gębach publiczności.

– Dziękuję, dziękuję! Czy życzycie sobie bis?

– Tak! Tak! – rozległo się ze wszystkich stron. Olka energicznie wstała i zacisnąwszy palce na jego nadgarstku, siłą pociągnęła w stronę ciemnej strony parku.

– No co? Źle zaśpiewałem? Wszystkim się podobało.

– Ty!… – warknęła. Pchnęła go w kierunku najbliższego drzewa, tak, że uderzył o nie plecami. – Już wiem, dlaczego zatrudnili cię w policji! Wystarczy jeden refren, a złodziej sam się podda, błagając o litość!

– Dali mi też spluwę!

– Wiem. Straszyłeś nią na samym początku gości, moich rodziców i państwa młodych.

– Tym drobiazgiem? No co ty! – wyszczerzył zadowolony zęby. Uwielbiał ją wkurzać. – Przecież wiesz, że zazwyczaj mam takie trzy. Przy łydce, z przodu i z tyłu.

– W gaciach też?

– W gaciach to mam specjalny kaliber – wyraźnie się z niej nabijał. – Żadnych ślepaków, tylko ostra amunicja. W dodatku to model, który szybko się przeładowuje.

Przez cały wieczór Olka musiała znosić tego typu wygłupy. Nie dosyć, że nie chciała jego towarzystwa, że wkurzał ją na każdym kroku, irytował i doprowadzał do białej gorączki, to jeszcze musiała słuchać tych głupawych, erotycznych aluzji. To przelało czarę goryczy. Bez najmniejszego skrępowania złapała go za przyrodzenie i z całej siły ścisnęła.

Krzysiek od razu przestał się uśmiechać. Wrzasnął tak, że pewnie echo tego okrzyku doszło i do rozbawionych gości weselnych.

– Kurwa! Zwariowałaś?!

– Sprawdzam ten twój kaliber – odparła z satysfakcją, luzując uchwyt. – No nie wiem… Uzi to to nie jest. Barret M82 też nie. Raczej zwykły glock 19.

– Znasz się na broni? – spytał zdziwiony jej słowami.

– Tak.

– I umiesz strzelać?

– Tak. Moją specjalnością są polowania na takie jelenie, jak ty.

– Jestem lwem, a nie jeleniem – zachichotał, masując swoją męskość. – Dobra, gra wstępna była. Przechodzimy do konkretów? Tu pod drzewkiem? Na szyszuniach?

– Nie. Wracamy do gości, tańczymy, udajemy zakochanych i nie wygłupiamy się!

– Może jakaś mała motywacja?

– Za słabo ścisnęłam?

– Złotko! Twoja cudna rączka sprawiła, że już jest twardy, więc ścisnęłaś w sam raz.

– I ten wrzask, to był okrzyk oznajmiający przeżywaną ekstazę? – prychnęła drwiąco.

– Zaskoczyłaś mnie.

– Tak, to dało się zauważyć.

Przekomarzając się, wrócili do tłumu gości. Od razu zjawiła się przy nich mama Olki i puszczając do pełnej niezadowolenia córki oczko, najzwyczajniej w świecie przywłaszczyła sobie Krzyśka. Pół minuty później już szaleli na parkiecie.

– Własna matka mnie zdradza! – warczała rozeźlona Olka. – Co ona u licha w nim widzi?

Co? Bez problemu sama odpowiedziała sobie na to pytanie. Seksowny wygląd. Szczery uśmiech. Nietuzinkowe poczucie humoru. Cięty język. I jeszcze parę innych rzeczy, włączając to zdolności taneczne i całkowity brak słuchu.

Patrzyła na rozbawionego Krzyśka, na te wszystkie ciotki, które obtańcowywał, budząc u ich mężów uczucie zazdrości, dotąd mocno zakurzone i niemal zapomniane. Zerkała też na Gabriela, porównując tych dwóch mężczyzn i chociaż to właśnie jej eks stanowił wizualizację ideału, to wizerunkowo coraz gorzej wypadał przy tym wypożyczonym szaleńcu. Uśmiechnęła się na wspomnienie wczorajszego remika. Spoważniała, gdy powrócił smak pocałunku. A na samym końcu potężnie westchnęła.

– Widocznie mój ideał, wcale nie jest taki idealny – wyszeptała. Potem wstała i ukradkiem wymknęła się z rozbawionego tłumu.

Samotny spacer ciemnymi alejkami nie był dobrym pomysłem. Zaszycie się gdzieś na uboczu również, bo wszędzie było pełno migdalących się par. Więc wróciła do sypialni. Stanęła przy oknie i patrzyła na rozgwieżdżone niebo, wspominając wczorajszą rozmowę z Krzyśkiem. Nie miała już ochoty wracać, tańczyć czy jeść. Zegar w holu na parterze wybił godzinę pierwszą. Olka powoli sięgnęła do klamry, która spinała jej włosy, a później puściła je luzem. Zsunęła też niewygodne szpilki.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, fizyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. J
    Judyta
    | Odpowiedz

    Nie “szalę goryczy”, tylko “czarę goryczy”. Nie da się przelać szali, szalę może coś przeważyć.
    Wy mnie kiedyś przeklniecie za to wytykanie błędów, a ja po prostu nie mogę – czytam takie osom opowiadanie i nagle takie coś mnie trzepnie – no nie mogę, no :(( 😉

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      O nie, nie! Ja cię tam nie przeklinam, słowo! Przeciwnie, jestem wdzięczna. A skąd mi ta szala się wzięła, to nie mam pojęcia, bo przecież jest czara… Niestety, podczas pisania, różne kwiatki się trafiają, przynajmniej mnie. Była już “skóra ciemna jak alabaster”, prędkość podświetlna i takie tam 😀
      Tak więc – Judyto! – poprawiaj, ja naprawdę nie mam nic przeciwko. Mogę się jedynie czegoś nauczyć i coś ważnego zapamiętać. Tak było z pamiętnym “w każdym bądź razie” 🙂

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Judyta, ja też jestem Ci wdzięczna 🙂 Pewnie jeszcze długo będę Cię gnębić moimi tekstami 😉

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      Wytykaj, Judyto, wytykaj! Dlaczego tylko ja mam uchodzić za czepialską? 🙂 Uważam, że punktowanie błędów jest jak najbardziej wskazane – niech autorzy nie siadają na laurach, tylko się uczą 🙂 🙂 🙂 A i czytelnicy na tym korzystają. Jak mi zwrócono uwagę co do poprawności “linii najmniejszego oporu”, to już nigdy więcej źle nie napisałam. I jestem za uwagę wdzięczna.

  2. J.Gibson
    | Odpowiedz

    O jajciu… Ach te wesela! Tyle sie moze wydarzyc jednej nocy.
    A co do krzysia… Troche mnie niepokoi. Jak Olka ucieka z lzami to on bawi sie dalej? Ten typ tak ma? Kurcze…
    Ale potem pod drzewkiem na szyszuniach😂😂😂😂
    W gaciach ma specjalny kaliber. Żadnych ślepaków, tylko ostra amunicja 😂😂😂
    To jest ten gosciu z ktorym moglabym smiac sie w lozku!
    Nie zeby moj Zygmunt nie dostarczał mi wrazen śmiechowych w sypialni, ale taki Krzysiek….

  3. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Gdybym miała podsumować ten rozdział jednym słowem, to wybrałabym: “Dzieciaki”. Krzysiek zdaje się być nie pozbawiony empatii, a i jego zawód wymaga przenikliwości i czytania między wierszami, ale czasem zachowuje się jak gówniarz. Olka to już w ogóle sama nie wie czego chce – kochać się z Krzyśkiem to na pewno, ale tak, żeby on sobie nie pomyślał, że ją zaliczył, i że jej na nim zależy. A nie prościej by było porozmawiać? “Olka, mega mi się podobasz, uważam, że jesteś świetną babką, i że my dwoje mamy szansę na miłość i szczęście. Krzysiek, mega mi się podobasz, ale boję się, że ty i ja to dwa różne światy, i że na ognistym seksie się skończy, ale… uważam, że warto zaryzykować i spróbować być.. razem.” Ech, my ludzie, posiadamy mega zdolność do komplikowania sobie życia. Widzę to tak: Olka i Krzysiek będą się kochać, potem któreś powie coś nie tak, to drugie strzeli focha, nafumują się oboje, powiedzą sobie niemiłe i nieprawdziwe rzeczy… ech, Babeczko, błagam, zaskocz ich samych i załatw znienacka… powalającym uczuciem 🙂 A tak poza tym, to Olka musi trzymać Krzyśka przy nodze… eee… znaczy się, przy sobie, bo inaczej stateczne małżeństwa pójdą się przez Krzyśka paść – jej rodzona matka smali do niego cholewki 🙂 A jakież fantazje musiały snuć obtańcowane ciotki i babki 🙂

  4. M
    Monia
    | Odpowiedz

    Ja Krzysia biorę w ciemno z całym dobrodziejstwem inwentarza! Krzysiaaaaaaaaaaaaaaaa daj mi Babeczko!!!

  5. A
    Aaa
    | Odpowiedz

    Narasta napięcie, narasta, oj narasta!

Napisz nam też coś :-)